Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio komentowane

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • ( Polska emituje trzykrotnie więcej gazów cieplarnianych w relacji do PKB niż wynosi średnia unijna https://next.gazeta.pl/next/7,161716,25704247,klimatyczna-apokalipsa-za-rogiem-dowiedz-sie-jak-bedzie-wygladal.html#s=BoxPrImg1)   W pewnym kraju Polską zwanym Wkrótce będą Róść banany   Polski rząd zaś robi wszystko By to nastąpiło szybko By więcej węgla spalano I tak klimat podgrzewano   Naród mieszka tam wybrany Rządzą nim głównie kapłany A królowa, co ich wspiera, W niebie mieszka i spoziera Z góry na to co dzieje I co robią dobrodzieje.   A ci, aby im się wiodło By ich prawo nie ubodło Kombinują jak się daje I każdy głupa udaje.   Wszystkich bardzo myśl podnieca: Przestaniemy palić w piecach! Bo jak podgrzejemy klimat To wystarczy tylko klima!   Zatem grzejmy, Palmy w piecach! Bo nagroda wielka czeka, Naród wielki my! Wybrany! Będziem SWOJE żreć banany!
    • Już pierwsze dwa wersy i powtórzenie szedłem nie wyglądają zbyt dobrze. Dalej jest lepiej, ale temat niezbyt ciekawy. Po prostu nie porwało mnie, przepraszam za szczerość. 
    • @Paweł Artomiuk  może trochę konstruktywnej krytyki?
    • Opowiem Ci coś, co wydarzyło się naprawdę. A nawet jeśli nie, to czekam, aż jeszcze raz spotka mnie coś tak osobliwego. Zdarza się, że zasypiając tracisz poczucie, czy to już objęcie Morfeusza, czy jeszcze ciepło rzeczywistości. Ja tej nocy też tak miałem. Zapadałem się w spiralę bez dna, otchłań, gdzie lęk miesza się z ulgą. I wtedy poczułem ciepłą dłoń delikatnie łapiącą mnie za ramię. Nie był to znany mi dotyk, ale nie odczuwałem strachu. Otworzyłem oczy, lekko je mrużąc i zobaczyłem go. Budda, dżin, jakkolwiek- żywa fajansowa figurka z pierwszego lepszego sklepu z artukułami hinduskimi. Nawet ten uśmiech- życzliwo szyderczy. Twarz potężna, dająca miarę całej jego postury. I przy całym mym szoku, niedowierzaniu, czy też w ostateczności akceptacji tego dziwnego snu usłyszałem tubalny, ale z nutą delikatności głos- Pójdziesz dziś ze mną. Biorąc pod uwagę posturę, która nawet pod kimonem koloru białego była imponująca, zapytałem tylko- Po co? - Bo Cię proszę. Wstałem i... o dziwo byłem ubrany w moje lniane spodnie i takąż koszulę. Mojemu towarzyszowi sięgałem do ramion, a jego tusza, sugerująca siłę przygniatała mnie psychicznie, w jakiś sposób nakazywała posłuch. - Gdzie idziemy? Pytam. - Spójrz przed siebie. Zobaczyłem obraz, jakby obraz, ale w miarę zbliżania się do niego, z każdym krokiem widać było jego trójwymiarowość. Obraz bez ram, bez przestrzeni, bez czasu. Obraz pełen kolorów, jakby przed chwilą malowany, jeszcze świeży, taki rzeczywisty, czyste piękno i delikatność... pochłania mnie, wciąga, chcę być jego częścią... Już, teraz, jestem, czuję, ale nie zapach farb, a powiem cudownego powietrza. Jestem na polu wrzosów. Tak wyraźny fiolet, tak cudowne kępki wrzosów, delikatnie poddających się zefirowi, smagającemu i moje oblicze. Moja koszula delikatnie muska moją skórę. Jest błogo, słońce delikatnie grzeje mnie w plecy. Błękit nieba oszałamia. Jestem częścią tej jakże realnej wizji. Robię krok, jeden, drugi, biegnę, mając słońce wciąż  za plecami. Zatrzymuję się. Szukam mojego buddy. W oddali widzę olbrzymie drzewo. Intuicja mi mówi, że on tam jest. Nabieram powietrza w płuca- cudowne, pierwszy raz smakuję powietrze. Chłonę wszystko. Wyciągam dłonie przed siebie... schylam się zerwać choćby jeden kwiat, i wtedy dostrzegam. Moje ciało nie rzuca cienia. Wstaję, wyciągam dłoń i nic. Słońce opala wrzosy, jakby mnie nie było. Odwracam się- patrzę w górę w słońce- mroczki przed oczami, chwilowe oślepienie. Odwracam się- cienia nie ma. Nie pojmuję tego, wewnętrznie wrzeszczę i wtedy, za mrugnięciem oczu jestem pod starym drzewem, z siedzącym pod nim buddą. - Czego krzyczysz, czego się lękasz? - Ja nie żyję, nie ma kurwa mojego cienia. Kim Ty jesteś? - Spójrz na to drzewo. Czy ono rzuca cień? Wtedy zorientowałem się, że mimo olbrzymich konarów jesteśmy w słońcu. - No nie, ale co to znaczy? - To drzewo oddało już tyle, ile mogło, rozsiało po całym świecie tysiące nasion, z których powstało nowe życie. Teraz już jest tylko reliktem dawnej świetności- symbolem przemijania. Nie ciało rzuca cień, lecz dusza- dająca powłoce życie. - Czy to znaczy, że ja nie żyję? - I tak i nie. Duch będący w Tobie ma wolną wolę. Wolę realizujesz przez świadomość. Ciało jest obrazem Twojej samoświadomości. Jeśli nie masz cienia, to świadomie realizujesz swoją wolną wolę niezgodnie z potrzebą Twojego ducha. Obudziłem się. Nic nie zrozumiałem. Kupiłem figurkę buddy. Chodzę do galerii sztuki. Przestałem pić. Pobrałem się. Jestem wierny jednej kobiecie. Ale jeden nawyk nabyłem- zawsze patrzę, czy mając za sobą światło, widzę przed sobą swoją sylwetkę.
    • Ok. Nie widziałem jeszcze takich numerów, żeby zabronione było żartowanie pod własnymi tekstami, trollujesz wszystkich i permanentnie, nawet wykasowałeś swoje utwory i zaczynasz od nowa, i tak samo, używając inwektyw w tekstach, a pod moimi tekstami hejtowałeś permanentnie, ja pod twoimi nie, jak nie rozumiesz czyjejś metafory komentarza to nie moja wina, po tylu hejterskich komentarzach mam prawo odpowiadać. Nie pisz do mnie, bo wywołujesz scysje. Nie będziesz pisał, nie będzie metafor w odpowiedzi.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności