Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Rekomendowane odpowiedzi

Wszelkie prawa zastrzeżone. 

WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE

 

Część pierwsza - 

 

 

Część druga:

 

Przewrażliwienie Gotfryda na temat jego własnej odrębności sprawiało, że przed wyjściem ze swojego bezpiecznego schronienia przeprowadzał bardzo szczegółową i wyczerpującą ablucję wedle jasno określonego schematu. Kalendarz w smartfonie wskazywał poniedziałek, dlatego oprócz porannej toalety, mycia zębów i prysznica, scenariusz rytuału zakładał również golenie wciąż rzadkiego, pomimo wieku, zarostu i obcinanie paznokci u stóp.

 

Gotfryd szczerze nienawidził tych czynności. Jeśli tylko miałby taką możliwość aby całkowicie wyeliminować je ze swojego życia – z pewnością by to uczynił, nawet kosztem własnego indywiduum na rzecz biotechnologicznego transhumanizmu. Wykonywanie czysto ludzkich zabiegów higieniczno-pielęgnacyjnych traktował jako przykry obowiązek, którego spełnienie zbliżało go do norm i standardów rządzących światem relacji interpersonalnych.

 

Po co sobie utrudniać życie – myślał. - W dzisiejszych czasach ludzie tak zwracają uwagę na powierzchowność, że zaniedbywanie higieny osobistej z czysto pragmatycznych względów wydaje się stanowić formę samookaleczenia i autostygmatyzacji. Jestem na to zbyt inteligentny – twierdził.

 

Po zgaszeniu papierosa i wyrzuceniu niedopałka przez okno, Gotfryd poszedł do toalety ze smartfonem, na którym przeglądał najnowsze wydarzenia ze świata showbiznesu, którym skrycie gardził.

 

Marne wydmuszki. Powierzchowne wytapirowane laski i metroseksualni faceci. Sztuka dla sztuczności. Obrzydliwe. A jednak zmuszony jestem być z tym na bieżąco, aby nadążać za miałkimi trendami, za którymi podążają przeciętni ludzie.

 

Za każdym razem gdy dowiadywał się, że jakaś znana piosenkarka została zdradzona przez trzeciego z kolei męża, z jego krtani wydobywało się szydercze parsknięcie.

 

Zupełnie mnie to nie dziwi. Czy one naprawdę są tak naiwne? W zasadzie bardziej mi szkoda kobiet niż tych cwanych skurwysynów, którzy mamią je fałszywymi fasadami.

 

Po wypróżnieniu i zużyciu pół rolki papieru toaletowego (co w przypadku obsesyjnego pedantyzmu Gotfryda było normą), udał się do łazienki i przez minutę skrupulatnie namydlał i spłukiwał ręce parzącą wodą, powodując, że jego dłonie wyglądały jak po tarkowaniu buraczków z okresu dzieciństwa do ulubionego, domowego gulaszu. Następnie, z niewielkiej toaletki przy lustrze, wyciągnął szczoteczkę do zębów z kubka i zsynchronizowanym ruchem lewego kciuka i palca wskazującego odkręcił tubkę pasty do zębów i zaaplikował niewielką jej ilość na szczoteczkę. Zęby mył bardzo energicznie, aż z dziąseł płynęła świeża krew, wymieszana z posmakiem porannej kawy i zapachu tytoniu. Po minucie splunął do umywalki i wypłukał jamę ustną świeżą wodą z kranu, a następnie wyszczerzył się do lustra, żeby sprawdzić, czy wykonał kolejny punkt z rytualnej checklisty zgodnie z narzuconymi sobie standardami.

 

Czwórka z plusem – pomyślał. – Teraz jeszcze te nieszczęsne golenie.

 

Spośród wszystkich czynności najbardziej nie cierpiał golenia. Jego rzadki, młodzieńczy zarost, pomimo dwudziestu siedmiu lat na karku, wyglądał komicznie. W zetknięciu z własnym odbiciem w lustrze na myśl przychodziła mu żałosna postać podrzędnego, czterdziestoletniego komika prawiczka, albo jeszcze gorzej – pedofila czatującego na wylotówce w okolicach wiejskiej szkółki harcerskiej.

 

Podczas każdego golenia zawsze musiał się zaciąć. Pewnego razu tak niefortunnie pociągnął ruchem ostrza, że rozcięta górna warga wymagała chirurgicznego szycia. Od tamtej pory, ponieważ korzystał z najtańszych maszynek, golił się bardzo powoli i ostrożnie, bacząc na najmniejsze wgłębienia skóry, zwłaszcza w okolicach ust i gardzieli. W tym miejscu warto zaznaczyć, że stosunek Gotfryda do pieniędzy był niezwykle ambiwalentny i pełen sprzeczności. Z jednej strony starał się być niezwykle oszczędny w kwestii chociażby garderoby i przyrządów do pielęgnacji ciała, do którego bądź co bądź przywiązywał duża wagę, w innej natomiast, tj. jedzenia, był niezwykle rozrzutny. Potrafił w jeden dzień na jeden posiłek wydać pięćdziesiąt złotych na podwójny zestaw w fastfoodowej sieciówce.

 

Po zgoleniu zarostu przyszedł czas na naprzemienny prysznic, raz gorącą, raz lodowatą wodą.

 

Tak myli się Rosjanie z KGB – powtarzał sobie w myślach za każdym razem, gdy wkraczał do kabiny. Nie był pewien czy to prawda. Kiedyś usłyszał taką nowinkę od któregoś ze znajomych lub wyczytał z Internetu. - Nieważne, liczy się efekt. - twierdził. A efekt był korzystny tzn. wyczuwał poprawę wydolności i odporności organizmu. Ponadto po takim naprzemiennym prysznicu jego mózg pracował na wyższych obrotach.

 

Po wejściu do kabiny Gotfryd odkręcił kurek z gorącą wodą, po czym delikatnie kalibrował temperaturę do około 70 stopni Celsjusza kurkiem z zimną. Czuł się wówczas, jakby słodkowodny parujący gejzer wypalał w nim wszystkie grzechy codzienności, którymi splamił się niegdyś w kontaktach z ludźmi. Po kilku chwilach następowała w nim jakaś niezrozumiała, katartyczna przemiana objawiająca się mrowieniem na całym ciele, czym rozkoszował się nieskrycie, dając wyraz rozmaitym piskom i okrzykom. W trakcie spłukiwania namydlonego ciała przypominał sobie pewne badanie, które miało rzekomo potwierdzać, że samotni ludzie częściej myją się w gorącej wodzie, aby odgonić lęk przed upiorną samotnością.

 

I co z tego? Że niby jestem samotny? Ja po prostu nie przepadam za ludźmi. Większość ludzi funkcjonuje jak zwierzęta zaadaptowane do życia w dżungli na cudzą miarę. Tylko nieliczni potrafią ją przekształcać. Ci z kolei, którzy to robią, najczęściej niszczą karczując i wypalając wszystko i wszystkich na swojej drodze.

 

Gotfryd w swoim tragikomicznym myśleniu lubił być nieprzewidywalny, dlatego zaraz po umyciu się, natychmiast sięgał po niebieski kurek z zimną, lodowatą wodą, która wpijała się w jego skórę jak setki naostrzonych szpilek.

 

Jestem nad brzegiem Jordanu i chrzczę swoje ciału przed wyprawą za linię wroga, aby walczyć z wszechogarniającym ten świat kurestwem. Niebawem czeka mnie wyprawa do sklepu, a w nim mnóstwo szerszeni, które potrafią zabijać najmniejszą życzliwość jednym spojrzeniem źrenic wypełnionych trojańską pogardą opatrzoną fałszywym, ckliwym uśmieszkiem.

 

Po odhaczeniu punku „prysznic”, Gotfryd wyszedł z kabiny, opatulił się miękkim, czerwono żółtym, plażowym ręcznikiem i wrócił do swojej jaskini. Jego pokój przypominał zaniedbaną salę laboratoryjną ze względu na panujący w niej dysonans czystości i nieładu. Czystości, ponieważ codziennie przed samym wyjściem skrupulatnie sprzątał wczorajsze butelki po piwie i ścierał nawilżoną ściereczką popiół po papierosach na biurku. Nieładu z kolei, ponieważ jego rzeczy osobiste były posegregowane w dość osobliwy sposób. Łączył na przykład opakowania po yerba mate i kawie z książkami na jednej półce (których nigdy swoją drogą nie czytał), na innej zaś popsute słuchawki z papierosem elektronicznym, z którego w zasadzie nie korzystał, chyba że w przypływie natchnienia nagłego postanowienia remanentu własnego życia decydował się na rzucenie tradycyjnego palenia, co zazwyczaj kończyło się jedynie na dwudniowej, niepotrzebnej nerwówce.

 

Gotfryd położył się na łóżku i czekał, aż jego ciało wyschnie z mieszanki wody i spływającego strużką potu. Ilekroć wracał do swojego pokoju, tyle w jego umyśle rysowały się miliony scenariuszy dialogowych z różnymi ludźmi, z którymi mógł się spotkać w najbliższej przyszłości. Tym razem zaczął rozmyślać nad grupką studentów, którą zobaczył dzisiaj przez okno.

 

Studenciaki sączące piwo na balkonie w kontraście starszej, peryskopowej babinki. Ciekawe... cóż za przepiękna społeczna hiperbola – pomyślał. - Różnica pokoleniowa aż bije w oczy. Ciekawe jak owa babinka oceniłaby kondycję moralną wspomnianych młodzianów. Nieodpowiedzialne młodzieniaszki, niekryjące się ze swoim alkoholizmem? Upadłe aniołki u przedsionka piekła? A może dostrzegłaby chociaż w jednym z nich przyszłego znamienitego prawnika? Albo poetę, artystę? Alkohol przecież nie dzieli ludzi na rangi społeczne. To czysto ludzki wymysł marnych umysłów – skonstatował.

 

Zegar wybił trzynastą po południu.

 

Kurwa! Jak ten czas zapierdala. Przecież jeszcze nic sensownego nie zrobiłem. Zdążyłem ledwo dupę podetrzeć, spalić fajkę, wypić kawę, umyć się a już minęła godzina odkąd wstałem. Cholerna niemoc wobec wszechmocy tego zegara mnie przeraża. Dlaczego inni ludzie w ogóle się tym nie nie przejmują... Nie umiem tego zrozumieć. Względem przemijania jesteśmy jak niewolnicy na dziurawej łajbie w tonących blaskach pustyni, do której ktoś z uporem maniaka dolewa po filiżance wody w nadziei, że przezwycięży nieokiełznane żywioły.

 

Gotfryd wstał z łóżka, sięgnął po cążki do paznokci znajdujące się w górnej szufladzie jego biurka i rozpoczął operację. Najpierw najgrubszy palec, na którym zaczynał kiełkować grzyb z gatunku candida, który podstępem niczym czarny kupidyn rozkochał do żółcieni delikatny, niewinny niegdyś paznokieć. Następnie obciął pozostałe paznokcie u obydwu stóp, poszedł po zmiotkę z szufelką i posprzątał dawne fragmenty własnego ciała.

 

Ok, teraz tylko ubrać się, wziąć śmieci i ruszam do tego cholernego sklepu!

 

Część trzecia - 

 

 

Edytowane przez Robert/Anthony

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


Da się przeczytać. Nie wiem dlaczego, druga część jak dla mnie, chociaż tam zupełnie nic się nie dzieje... Tak więc nie wiem, ale druga;-)

Trzecia rozczarowała, w jakieś Cierpienia Młodego Wertera zaczęło to dziwnie zmierzać. 

Pisanie dla pisania nie ma większego sensu, trochę jednak czuję, że dla mnie to czas średnio dobrze wykorzystany, chyba że dalej masz jakiś pomysł i szykuje się jakieś zaskoczenie.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 6 godzin temu, Pi_ napisał:

    Da się przeczytać. Nie wiem dlaczego, druga część jak dla mnie, chociaż tam zupełnie nic się nie dzieje... Tak więc nie wiem, ale druga;-)

    Trzecia rozczarowała, w jakieś Cierpienia Młodego Wertera zaczęło to dziwnie zmierzać. 

    Pisanie dla pisania nie ma większego sensu, trochę jednak czuję, że dla mnie to czas średnio dobrze wykorzystany, chyba że dalej masz jakiś pomysł i szykuje się jakieś zaskoczenie.

     

     

    Dzięki, że podzieliłeś/aś się swoimi odczuciami :) Piszę, ponieważ traktuję to opowiadanie jako trening literacki. Pierwsze trzy części napisałem bez planu, dalsze będą z planem. Mam pewien koncept w głowie, więc może odrobinę zaskoczę, choć nie obiecuję :)

     

    W trzeciej części chciałem dodać odrobinę więcej sarkastycznego humoru, ale coś mi się nie kleiło, dlatego zostawiłem w formie - jak to nazwałeś - Cierpienia Młodego Wertera. W kolejnych planuję obok wyrazistych opisów dosypać szczyptę wartkiej akcji. 

     

    Pozdrawiam serdecznie

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności