Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Evelina5590

Jeść łyżkami

Rekomendowane odpowiedzi

Byłeś tak urzekający,

chciałam,

chciałabym Cię jeść łyżkami,

te spojrzenie,

pierwszy zapach,

zakręciło mi się w głowie.

 

Chciałam,

chciałabym Cię jeść łyżkami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do utworu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio komentowane

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jest pewien rolnik gdzieś w Kaliforni, co tłumi smrodek grą na waltorni. Lecz zbożna ta potrzeba nie zdusi mdłości z chlewa, choć się rytmiczniej rzyga w obornik.
    • @Gosława Trochę nie mój klimat ale ta jaskółka robi robotę :)  Pozdrawiam! 
    • @zuzia Dzięki Zuzia. Lubię imię→Zuzia. To ładne kwiaty. I ładny tytuł wierszowi Dałaś. Pozdrawiam:)  
    • Skudlenie   Raszyn 19 sierpnia    wstaję naćpany sobą darmowa lekcja anatomii kumulacja obaw płytki oddech    odrobina cynizmu by zasłonić by przetrwać policzone straty    Tomasso Albinoni Adagio in G Minor   proces utraty pamięci potrzebny garnitur  i miejsce daleko od bliskich    WARNING!    wstęp na pogrzeb powinien być płatny  mojej rodziny nie stać na umieranie    ukłucie serca   cynizm mija szybko  bóg musi lubić cyników boję się    głuchy telefon rozkłada ręce masz jeszcze szansę zareaguję nawet na szept   przedobrzyłem łyżeczką wybieram sól     Raszyn 20 sierpnia godz. 9:05   byłeś moim wierszem czuję się jak starzec  wydziedziczony ze świata został sam duch na dywanie setki rzeczy  nie mam siły ich podnieść    kto je kurwa rozrzuca    ...    paradoksalnie jest dobrze  ciało wraca ze szkoły z balonikiem w ręce  dziś był dzień dziecka    9:28   jak pisać nie tracąc oddechu    jesteś wolny  biegnij  zobacz jak może być pięknie    tylko nie płacz a nigdy nie zginiesz    z parapetu najbliżej  ale wstyd jak skurwysyn choć byłby to świetny manifest   9:38   nie jestem bez winy  znam słabe punkty na pamięć  recytowałem je w wierszach  wkrótce trafią do druku  moje nagie zdjęcia  bękart wśród tłumu  z niedokończoną butelką zajebaną ze sklepu    znak krzyża na czole    10:15   przetrzymuję głód od godziny to samo  pierdolenie i szumy szumy i pierdolenie  pokolenie zarażone Bukowskim wypić zerżnąć kartkę jakie to współczesne    miłość wietrzeje z oparami gorzały przyjęte w dupę relanium    z reszty wychodzą kłótnie  płytkie dialogi płytkie  pierdolone przepraszam i płytkie za późno    spalam się z każdym wersem jutro wyśmieję to wszystko bo wszystko jest śmieszne    dopóki nie dotknie można boki zrywać             
    • stoję na polu stęskniona samotna aż nagle o zgrozo piękna widzę cud urody młodego młodzieńca   bajecznie bogaty mądry i zdrowy a zatem choć jestem zwiewna i płocha to aż wrzasnęłam czas się zakochać   pod niebem skowronek pieśń sfałszował i musiał biedak powtarzać od nowa   w całej pełni widzę to lico postawę słuszną aczkolwiek szczupłą jam rezolutna myślę trudno   wtem co to jest ich więcej a nawet tłumy całe przegapiłam ważną sprawę   mogę wybierać bardzo chętnie chociaż łobuzy takie cienkie kołyszą ciałami anioły smętne   gdyby tak jeden skrzydło wetknął pod mą sukienkę   poczuł uda miękkie namiętnością spocone gładkie jedwabne   popieścił żwawo czule dokładnie pogmerał co jeszcze skrywam nie tylko słowa a on jak górnik zacząłby wyjmować   a potem tam i z powrotem i jeszcze...   ze zgrozą wrzeszczę jakimi myślami ja spowita jam porządna cud dziewica nie będę w szczerym polu jak pszczółki się bzykać   skowronek już teraz spadł na pole fałszuje wnerwiony ja…   a to jeszcze nie koniec   co za łachudry stoją tak cienkie dopiero teraz spozieram niechętnie   a co tam wybieram jednego słusznego wzrostu najgrubszego lecz on jak palant stoi waha się deczko a szkoda   mógłby chociaż wyznać słowa tyś piękna tyś moja bez ciebie umrę tu i teraz inaczej mnie weźmie jasna cholera   (no nie chwilkę ty byś wolał jednak blondynkę?)   a zaś pierścionek z brylantem dodać razem być na dobre i złe lub jeno na dobre tak chcę chcieć   * wtem słyszę miłości szumiące głosy   no nie ja pierdzielę mam tego dosyć   cóż biedna widzę płacząca zgroza   to tylko szeleszczą kłosy zboża     ---------------------------------   nie chciałam was martwić już sam całus normalną panienkę zrobiłby ze mnie chociaż pomału   a tak hmm... znowu do luny zacznę wyć prędko wilkołaczką będę ponętną   samotna jestem i nie przeczę że ładniejsze biegają po świecie   różnie mówią o mnie wynika z tego że przed przemianą wyglądam podobnie   jak któryś mnie zechce to deczko się zdziwię   lecz będę wiedziała dla prezentu czyli dla mnie wewnętrznej   z miłości prawdziwej   ===========   och tak też go pokocham drapieżnie cudownie   bo co jak co lecz jego serce będzie dobre                 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności