Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


jan122

Sam na sam ze sobą w sobie zakopany jestem

Rekomendowane odpowiedzi

Morze jest wielkie
Było zawsze
Ja jestem chwilę, najmniejszy z najmniejszych
Ja na dachu promu i nikogo innego

 

Pada lekki deszcz
Papieros się wypala
A wiatr przebija mnie na wylot
Bo może już mnie nie ma? Kto mi to powie?

 

Nie ma innych, więc nie ma też słów
Przynajmniej takich, które muszą coś znaczyć
Uczucia i emocje bledną
Myśli stają się odległym brzęczeniem muchy
Jak cudownie!

 

Tak, przyznaje się, to jest ucieczka
Skażcie mnie za to! Zniszcie!
Z zadrości chyba, że jest niebo
Że to nie wasze niebo
Że ono jest moje
Tylko moje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


Zamiana opuszczenia i samotności w we własne wewnętrzne niebo... To bardzo ciekawy i ciekawie, zmysłowo opisany proces, który jest jednocześnie budujący, chociaż ta przemiana "zalatuje" nieco odwetem, swiadomym odrzuceniem innych... Piszesz wyraziście, emocjonalnie, aż musze się trochę "bronić" ;) Pozdrawiam :)

Edytowane przez duszka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, jan122 napisał:

najmniejszy z najmniejszych

Bycie najmniejszym z najmniejszych - piszesz o czymś, co nie każdemu doświadczyć.

PL jest szczęśliwy i nieszczęśliwy zarazem podobnie jak tutaj:

Godzinę temu, jan122 napisał:

Pada lekki deszcz

To może być przyjemne i nie. Zmysłowe.

Godzinę temu, jan122 napisał:

Że ono jest moje
Tylko moje

Jeśli nic, co chciałeś mieć, nie może być Twoje, takie pragnienie czegoś co puste i nieskończone wydaje się być kuszące.

Właściwie, niebo wydaje się być czymś, co najmniej może być nasze własne.  No tak się tu jakoś zawiesiłam ciut za długo, to taki wiersz może bardziej dla psychoanalizy niż interpretacji, uważnie z takimi, bo ktoś go może lepiej zrozumieć od Ciebie;-)  Pozdrawiam.

Edytowane przez Pi_
.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • W dniu 21.06.2019 o 20:13, Pi_ napisał:

    Bycie najmniejszym z najmniejszych - piszesz o czymś, co nie każdemu doświadczyć.

    W dniu 21.06.2019 o 20:13, Pi_ napisał:

    Właściwie, niebo wydaje się być czymś, co najmniej może być nasze własne.  No tak się tu jakoś zawiesiłam ciut za długo, to taki wiersz może bardziej dla psychoanalizy niż interpretacji, uważnie z takimi, bo ktoś go może lepiej zrozumieć od Ciebie;-)  Pozdrawiam.

     

    Myślę, że to niebo staje się czyjeś, gdy sobie zdasz sprawę z tej małości. Pierwszy raz poczułem to na lądzie: zobaczyłem jedną kreskę na horyzoncie, od lewa do prawa, z której wyszło całe życie. W tym ja. I jednocześnie byłem wciąż sobą: nikt inny nie mógł czuć tego co ja. Oczywiście, mógł czuć taką samą małość i powiązanie z resztą świata. Ale nie mógł być dalej mną.

    To "zniszczcie, skażcie" jest w sumie dość głupawe, bo niekoniecznie ktoś musiałby w ogóle zwrócić na mnie uwagę. Z drugiej strony jest narcystyczne i egoistyczne, czyli na miejscu. Bo podejrzewam, że czułem to, co czuje człowiek przed oderwaniem od piersi, przetworzone przez moje doświadczenia. Erwin Hessle nazwałby to pewnie Prawdziwą Wolą.
     

    W dniu 21.06.2019 o 20:13, Pi_ napisał:

    PL jest szczęśliwy i nieszczęśliwy zarazem podobnie jak tutaj:


    oraz

     

    W dniu 21.06.2019 o 20:13, Pi_ napisał:

    To może być przyjemne i nie. Zmysłowe.

     

    I bolesne, i niepokojące, i cudne. Mocno przekraczające to, czym się jest, ale nie zrywające z tym. Lepszy jest tylko seks, o ile jest psychiczna więź: ale też z podobnych powodów.

     

    W dniu 21.06.2019 o 20:13, Pi_ napisał:

    Jeśli nic, co chciałeś mieć, nie może być Twoje, takie pragnienie czegoś co puste i nieskończone wydaje się być kuszące.

     

    Rzecz w tym, że w tym wypadku może być moje i to wyraża mój skrajny egoizm i narcyzm, co najwyżej (mam nadzieję!) nieźle przetworzony. Tak, dalej jest to absurdem, ale absurdem, który odczuwałem.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    12 godzin temu, jan122 napisał:

    Erwin Hessle nazwałby to pewnie Prawdziwą Wolą.

    Człowiekowi, który wykonuje Prawdziwą Wolę, sprzyja inercja Wszechświata”. Czy o to miałoby chodzić?
    To by nasuwało, że należy podejmować się tylko takich działań, w których nie ma jakiegoś konfliktu, to niemożliwe moim zdaniem.
    A chwila, o której piszesz w wierszu, jest czystą kontemplacją. Człowiek pogodzony z faktem zamknięcia w czterech ograniczających go wymiarach może żyć w psychicznej równowadze i dążyć do szczęścia. I mieć siłę czasem działać wbrew tej „sprzyjającej inercji”, pod włos, z pełną premedytacją, że sobie szkodzi. Bo nie chodzi tylko o prywatne szczęście. Piszesz o niebie – po co komuś niebo, w którym miałby być sam? Raczej przeczytałam ostatnią zwrotkę w ten sposób, że możemy mieć różne wyobrażenia szczęścia i najzwyklej – zupełnie różne cele – i to też niejako chyba wbrew tej inercji wszechświata, na przekór nawet losowi (jeżeli w niego wierzysz).
    Zaciekawiłeś tym porównaniem, ale ta teoria raczej we mnie wzbudziła niepokój (np. siódmy wymiar? wzmacnianie więzi duchowej z aniołem), szczególnie że zdaje się, nie jest to jakiś zamierzchły i wymarły teoretyczny konstrukt i ma swoich „wyznawców”.
    Pozdrawiam, miłego dnia.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 9 godzin temu, Pi_ napisał:

    Człowiekowi, który wykonuje Prawdziwą Wolę, sprzyja inercja Wszechświata. Czy o to miałoby chodzić?
    To by nasuwało, że należy podejmować się tylko takich działań, w których nie ma jakiegoś konfliktu, to niemożliwe moim zdaniem.

    Dlatego wolę (chyba, żaden ze mnie znawca) Hessle'ego niż Crowleyego (krowli nie krowlej, btw). On nie pisze o jakimś trudnym do pojęciu zjednoczeniu się z jakimś Wszechświatem (duża litera! Baczność!), tylko dogadaniu się ze samym sobą. Nie zawsze mu wierzę, ale moim zdaniem w tym jest lepszym telemitą, niż Crowley. Dalej wolę Hyatta (też nie bez uwag, upierdliwy jestem).

    Konflikt też jest ważny. Można nawet twierdzić, że "wszystko jest walką". O ile się to komuś przyda, moim zdaniem.

     

    Ja najbardziej lubię walczyć ze samym sobą. Z wielkim umiarem, bo to boli, a ja jestem przecież delikatnym kfiatuszkiem. Ale to drugie to słabość (ta delikatność), a ta walką jest wspaniała, i żeby w niej uczestniczyć, i wygrywać, mogę walczyć z innymi po to.

     

    9 godzin temu, Pi_ napisał:

    Piszesz o niebie – po co komuś niebo, w którym miałby być sam?

    Trudno mi odpowiedzieć, bo dla mnie oczywiste było, że to niebo (moim zdaniem mogą być inne) jest jednoosobowe. Każdemu takiego życzę.

     

    9 godzin temu, Pi_ napisał:

    Raczej przeczytałam ostatnią zwrotkę w ten sposób, że możemy mieć różne wyobrażenia szczęścia i najzwyklej – zupełnie różne cele – i to też niejako chyba wbrew tej inercji wszechświata, na przekór nawet losowi (jeżeli w niego wierzysz).

    Nigdy na przekór losowi, jeśli on jest całkowicie prawdziwym porządkiem rzeczy. Ale zgoda na taki los nie oznacza w najmniejszym stopniu posłuszeństwa komukolwiek. Nie da się sprzeciwiać "prawom fizyki", te "prawa" właśnie powodują, że jestem taki, jaki jestem i pisze do Ciebie to co piszę w tej chwili. Jak się im "sprzeciwię", będę im równie posłuszny, jak przed "sprzeciwem".

    Inaczej: bunt o którym piszesz jest dla mnie pozorem, ale nie jest tak, że bunt uważam zawsze za pozór.

     

    9 godzin temu, Pi_ napisał:

    Zaciekawiłeś tym porównaniem, ale ta teoria raczej we mnie wzbudziła niepokój

    Do Prawdziwej Woli (znowu duże litery) czy do seksu, czy do stanu przed oderwania od piersi?

    W każdym razie, niepokój, przynajmniej na początku, jako uczucie, takie czyste, nie teoretyzowane, jest jak najbardziej na miejscu (w każdym wypadku). Chyba, że doświadczenia z bardzo wczesnego dzieciństwa (i porodu w tym) masz bardzo szczęśliwe.

    I w każdym razie nie wydaje mi się to niczym przestarzałym, sam pomysł, że można znaleźć w sobie coś, co jest bardziej prawdziwe, niż to co się o sobie wie w danym momencie. znaleźć lub wynaleźć, wymyślić. Bo w kwestii odkrywania nigdy nie potrafiłem się określić: czy odkrywca tworzy czy odkrywa? Znaczy, ten, który odkrył prawa ruchu czy przemian pierwiastków coś odkrył, ten, który wpadł na pomysł, że można uprawiać logiki quasispójne coś wymyślił, ale wydaje mi się, że jeden musiał na coś wpaść, ten pierwszy, a ten drugi musiał coś wiedzieć. Tak czy siak: jeśli jest się odpowiednio skupionym, nie ma się wahania, nie wierzy się ani trochę ponad to, w co jest koniecznym wierzyć i ma się w sobie spokój, to jest coś, co ja nazwałbym prawdziwą wolą.

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Natomiast gadanie z własnym aniołem stróżem służy głównie temu, żeby ktoś sam sobie umiał odpowiedzieć na pewne pytania, na które nie jest w danym momencie sam sobie odpowiedzieć. Tak, może się to wydawać głupie, rzadko z tego korzystam, ale być może komuś pomaga.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    59 minut temu, jan122 napisał:
    10 godzin temu, Pi_ napisał:

    Zaciekawiłeś tym porównaniem, ale ta teoria raczej we mnie wzbudziła niepokój

    Do Prawdziwej Woli (znowu duże litery) czy do seksu, czy do stanu przed oderwania od piersi?

    No tośmy sobie pogadali ;))

    Godzinę temu, jan122 napisał:

    jeśli jest się odpowiednio skupionym, nie ma się wahania, nie wierzy się ani trochę ponad to, w co jest koniecznym wierzyć i ma się w sobie spokój, to jest coś, co ja nazwałbym prawdziwą wolą.

    A to mądre jest akurat, jak najbardziej.

    Chociaż... Jeśli wchodzisz na czerwonym świetle na środek drogi - to też dobrze?

     

    Ciekawe, ale ja wyłącznie teoretycznie do tego. Pewnie poczytam, jak coś znowu napiszesz. Pozdrawiam ;-)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Godzinę temu, Pi_ napisał:

    No tośmy sobie pogadali ;))

    A to mądre jest akurat, jak najbardziej.

    Chociaż... Jeśli wchodzisz na czerwonym świetle na środek drogi - to też dobrze?

     

    Ciekawe, ale ja wyłącznie teoretycznie do tego. Pewnie poczytam, jak coś znowu napiszesz. Pozdrawiam ;-)

    Sama sobie odpowiem - to akurat przykład na brak skupienia przy braku wahania. Lub też - chwilowego wahania przy aż zbyt dużym skupieniu /chwilowe, bo najczęściej nie powtarza się takich rzeczy/. Pewnie to bardzo budujące mieć zaufanie do samego siebie. Moim zdaniem nic bardziej zwodniczego. Powiedziałabym, to może nawet bardzo fajnie działa do pierwszego razu, kiedy nie działa. No takie moje małe zawirowania wokół tematu. Na razie☺

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 23 godziny temu, Pi_ napisał:

    Chociaż... Jeśli wchodzisz na czerwonym świetle na środek drogi - to też dobrze?

    Ostateczne ważne jest to, czy chcesz. No, ale łatwiej sprawdzić czy chcesz, gdy jesteś skupiona, nie wahająca się itd. 

    O ile ja mam cokolwiek do powiedzenia o twojej woli. Chyba nie chciałbym mieć. Wolałbym, żebyś robiła co chcesz, niezwykle często kręci mnie właśnie to, gdy ja robię co chcę, a inni też.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności