Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45

kici .. kici ..

Rekomendowane odpowiedzi

~

Gospodarzowi z osady Pod Lasem

koty wykradły z komory kiełbasę.

Chłop - jak to chłop - wini babę;

a przy tym ma ciężką grabę.

Przy rozwodzie wybulił niezłą kasę.

~~

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, bronmus45 napisał:

~

Gospodarzowi z osady Pod Lasem

koty wykradły z komory kiełbasę.

Chłop - jak to chłop - wini babę;

a przy tym ma ciężką grabę.

Przy rozwodzie wybulił niezłą kasę.

~~

Swietny tytuł

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 9 godzin temu, Maja Cyman napisał:

    Swietny tytuł

    - mam rozumieć, że jedynie tytuł jest "przyswajalny" ..?

    Pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 29 minut temu, Maja Cyman napisał:

    nie , po prostu nie mój klimat tak bywa, nie obrażaj się

    Ja z kolei po prostu bardzo sobie cenię prawdę "prosto w oczy" - to przecież jest bardziej pomocne, niż udawane "ą" .. "ę" - zatem dziękuję za komentarz

    3majsie!!!

    Znalezione obrazy dla zapytania e-gify

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.



    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @Maxonia Odpowiedź...Nie! Z Twoim wierszem jest jak z potrawą, w której kucharz użył za dużo przypraw, a każda wydawała mu się ważna, wyszła mdła potrawka....albo jak malarz, który chciał bardzo i za dużo kolorów zmieszał...i wyszedł buro... brązowo....czarno ...nijaki...niestrawne, przesycone, przez to nijakie w wyrazie.
      • – Cicho, doły!! Leżeć i nie wstawać. Ręce na głowie… no co pan… na swojej... nie sąsiada. – Na mojej mi niewygodnie. – Niech pan przestanie narzekać. My na chleb ciężko pracujemy. Nie byczymy się, jak morsy na plaży!   Dzisiaj w banku na bank zamieszanie. Właśnie weszło czterech z maskami małp na głowie. Obrzydliwe twarze, chociaż w dziurkach wesoło biegają oczęta. Na ulicy prawie nie ma ludzi. Wyjątkowo nie powinno być zakłóceń. Można w ciszy i spokoju, robić swoje. Właśnie trzech pozostałych chodzi z kąta w kąt. Przyswajają przydatną w takich przypadkach formułkę, bo im głupio przy obcych czytać z kartki. Nie biorący czynnego udziału w tym nietypowym przyjęciu, leżą na posadzce, marudząc nieustannie, słysząc nad sobą złowieszcze słowa, krążące niczym sępy nad padliną:   – To jest napad! Opróżniać kasy, póki co. – Przepraszam… ale panu spluwa spływa po dłoni. Dać panu chusteczkę? – Jak to spływa. O cholera! Kto mi podmienił? Przyznać się.   Kumple gadającego przed chwilą, patrzą nieco zaskoczeni. No jak tak można. Czym będą straszyć? W końcu jeden wyjmuje widelec. A nóż się przyda. Z podłogi zaczynają wstawać. Co robić, myślą intensywnie poławiacze kas. Krzyczą głośno, że zaraz kumpla wyślą po zapasową, a tu ni stąd ni zowąd leżący wykrzykuje, że służy pomocą;   – Mogę panom pożyczyć. – Pożyczyć? Szczęścia? – Nie. Spluwę. – Ja pierdzielę! Pierwszy raz mam do czynienia z takim przypadkiem. Słyszeliście kiedyś taki dziw? Chce nam podarować pistolecik. Swój. A to ci dopiero… hej wy, proszę nie wychodzić… negocjujemy w sprawie broni… na podłogę… a sio!!!   Konsternacja jak przy pustym kotle w piekle. Kasjerzy i kasjerki nie wiedzą, czy lękiem okraszać serce swoje, czy raczej niepewnie śmiechem, błądzić między zębami. Nagle sytuacja powraca do zakątka powagi. Ten od deklamacji podchodzi powtórnie do kasy i chce powiedzieć to samo:   – To jest… – Proszę mi dupy nie zawracać. Wiem czego pan chce. – Naprawdę? A pozostałych trzech? – To samo. – Ja nie mogę. Rozmawiam z uczonym człowiekiem. – Znowu panu spływa. – Przepraszam. Dawać ten normalny… a nie czekoladowy. Gdzie on jest? – Uczynny ofiarodawca chce dać, owszem, ale pod jednym warunkiem. Musimy przysiąc na zdrowie naszych babć, że mu część odpalimy. – Czym? Póki co, to nawet zapłonu nie mamy. Nie wspomnę o rakiecie. – Rakiecie? Aha… ale jak będzie po wszystkim. – Ja nie mam babci. Odeszła. Nie mogę przysiąc. – My też nie mamy, ale na dziadków możemy. – Mów za siebie. Mojego powieszono za napad z bronią w ręku. – To on swoją żoną straszył?   Na podłodze małe zamieszanie. Powtórka tego, co było przed chwilą. Goście bankowi nie mają pojęcia, czy to napad, czy kabaret kręcą z ukrytej kamery. Póki co, tak sobie z nudów, współczują solidarnie, jak jeden mąż innej babci, bo rzewnie płacze. Herszt złowrogiej bandy, pyta czułym głosem:   – Niewiasto, co z tobą? Nie zabijemy ciebie, jak będziesz grzeczna. Chcesz chusteczkę lub dobre słowo? – Żal mi was, młodzieńcy. Mnie też trudno z samej renty wyżyć. Rozumiem wasze zaangażowanie dla dobra rodzin i ojczyzny. Robinchody z was fajowe. A łuki i rajtuzy gdzie?   Kasjerzy wychodzą z kas i zaczynają złowrogo gestykulować. A nawet głos podnosić deczko wyżej jednogłośnie:   – Panowie! Co za wstyd! To ma być napad na bank? Dupa na sedes, robi lepszy skok! Kiedyś to były rabunki. Nie to co dzisiaj. Tradycja schodzi na psy. Ale co wy tam możecie wiedzieć, o życiu. Ta dzisiejsza młodzież. Doprawdy… ech.   W tej chwili pada strzał… a wraz z nim zakrwawiony kasjer.   Zaraz cała gromada powraca na podłogę struchlała. Lecz po chwili trup wstaje i zaczyna ścierać farbę z koszuli.   – Proszę nie okazywać nadmiernej trwogi. To nasz kumpel, który w kąciku przebrał się za kasjera. Pomógł nam w przedstawieniu. Z wami będzie to samo, jak zaczniecie przeszkadzać. No nie! Żartowałem! Babciu, proszę nie wywijać laską, bo jeszcze komu w oko trafisz, gałka wypłynie, poślizgnie się kto, a zwalą wszystko na nas. – Duszno mi! Robi za wiatraczek! – W porządku. Dla zdrowia, możesz. Tylko pamiętać mi tu. Spluwa jest prawdziwa. Dawać forsę. Aż tak nie żartujemy!!   Prawdziwi kasjerzy smutno wracają do swych siedzib.   Słychać słaby głosik: – Chce mi se jesc i juz!   Jeden z napastników podchodzi do źródła dźwięku, mówiąc słodko:   – Masz dziewczynko. Zjedz pistolet. – A mogę zacąc od lulfy? – Mozes skalbie od lulfy. – A nie wystseli mi w buzie? – Nie wystseli. – Plosę mnie nie podezniac, bo zglosę splawę do Stlasbulga!! Glupku!! – O! Widzę, że ma pan wygadaną córeczkę. Nie ma co! – Moja klew!   Herszt coraz bardziej nerwowy. Patrzy groźnie na ogłupiałych kumpli. Nie przykładają należytej wagi, do ciężaru pracy. Nagle słyszy wrzask:   – Ta mała mi maskę ściągnęła. Teraz mnie wszyscy rozpoznali. – Głupiś jak stado nóg od stołu. Bez maski wyglądasz gorzej niż w masce. Nikt ciebie nie rozpozna. Bez obaw. Ten sam obraz, tyle że bardziej ty. – Wypraszam sobie takie traktowanie. – Ja też. Brzuch mam ścierpnięty. – To połóż się pan na plecach. – No coś pan. Plecy to odwrotna strona księżyca… to znaczy: brzucha. Tak samo doskwiera.   Ludzie! – zaczyna śpiewać na melodię: "Nad pięknym modrym bankiem", kwartet napastników. – Prosimy o spokój. My tylko chcemy uczciwie kraść. Czy aż tyle od życia wymagamy?   – A to co innego – wtrąca swoje trzy grosze starszy pan. – Popieram uczciwość.   – No dalej! Wyrzucać z kas! Tym razem mówimy poważnie. – A w co? – Do naszych worków, baranie. – Tylko nie baranie. A gdzie wasze worki? – Nasze co? No nie! Zapomnieliśmy! – Ja swój mam, ale jest zajęty. – Ściągamy zasłony z okien. Zrobimy węzełki podróżne. – Gdyby były zasłony, to tak. – Co to za bank bez zasłon. A sejf, to chociaż tu jest?   Po tym pytaniu zapada grobowa cisza. Tak donośna, że nawet słychać gulgotanie krwinek w komnatach żylnych. Nagle dobiega żeński głos kasjerki:   – Sejf jest, ale nieczynny… bo… – Bo co? – Bo pusty i niedostępny.   Po tych słowach, spuściła speszona oczko, trzepocąc środkowymi rzęsami, aż motylek na parapecie spojrzał karcąco, za taką parodię machania.   – Jak to. To my napadli… pusty bank? – Niezupełnie pusty. My tu jesteśmy… na podłodze. – No tak. Niezupełnie. Zatrzasnął się. – rzecze fruwająca rzęsami. – Ale ludzie i tak przychodzą pogadać. Czasami nawet kawą uraczymy. Ze swoich kupujemy ziarenka. Młynek dostaliśmy w prezencie od jednego z nich. Nagle słychać stukanie do drzwi. Kupa dzieciaków ogląda przez szybę, hece w banku. Podskakują, wesoło gaworząc. – Daj im na loda. Tylko przeszkadzają. – A możesz mi pożyczyć. – Jeszcze nie skradłem. Nie co w co zgarnąć. – Niech ci chociaż w kieszeń, trochę włożą. – Nikt mi nie będzie gmerać po kieszeniach, bo jeszcze co przetrącą. – A jest co? – No… tyle co do kieszonki możemy dać. – biadoli ta sama, co oczka spuściła. – Biedne dzieci.   Straszni napastnicy, zaczynają gadać jeden przez drugiego. Każdy o swoich wizjach udanego napadu. Reszta gości jest na podłodze, między wstaniem, a siedzeniem.   – A co z tym sejfem? – Pan dyrektor się w nim zamknął od wewnątrz. – Zamknął? A tak można? – Widocznie. Ale nie umie wyjść. – Długo tam siedzi? – No… będzie już dobre... ze dwa lata. Zaczynamy się martwić, bo ostatnio nic nie jadł… a poza tym... – Co poza tym? – Zimno mu było… dlatego nie ma pieniędzy… to znaczy są… ale inaczej wyglądają. – Nie rozumiem… aha… chyba coś jarzę. – Widzieliśmy przez monitoring. Walczył o ogień. – Z kim? – Kamera nie objęła, lub niewidzialny jakiś. Teraz już nie działa. – Pan dyrektor, niewidzialny, czy kamera? – Kamera. Czy działa niewidzialny, tego nie wiemy, bo go nie widzimy. A nawet gdyby działała, to i tak byśmy nie widzieli… a dyrektor… hmm. – Nikt go nie szuka? – Nie. Może gdyby tam były pieniążki, to by szukali. A tak… jest tylko on. – I niewidzialny? – Tego nie wiemy. – Daliście znać na policje? – A po co, skoro go nikt nie szuka. – Rzeczywiście. Po co. Ciekawe w jakim jest stanie. – Loskladu – dodaje dziewczęcy, czekoladowy głosik.      
      • @OBOJĘTNY roztruchanów trochę szkoda... ale cóż, jak to w bałaganie. Tylko, czy "rozsądków" nie za dużo (o jeden)? Ale może nie, ja nie wiem;) Też chylę... i pozdrawiam:)
      • @justynarojeknowosielska dla mnie okrutnie banalne!!!! Pozdrawiam :)
      • @pneuma Tytuł wszystko tłumaczy i spłaszcza...a szkoda :( Pozdrawiam :)
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności