Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


iwonaroma

na ogół nie kocha się

Rekomendowane odpowiedzi

4 godziny temu, 8fun napisał:

Nieszczęście? Szczęście?  Kto wie?

 

Względność dobrych i złych wypadków
 

Stary człowiek i jego syn pracowali na małej farmie. Mieli tylko jednego konia, który ciągnął ich pług. Pewnego dnia koń uciekł.

– Jakie to straszne – współczuli sąsiedzi. – Co za nieszczęście.

– Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście – odpowiadał farmer.

Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.

– Co za niesamowite szczęście! – mówili sąsiedzi.

– Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? – odpowiadał starzec. Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.

– Jakie to straszne. Co za nieszczęście! – mówiono.

– Nieszczęście? Szczęście?

Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny, więc pozostał.

– Szczęście? Nieszczęście?

 

Tak, znam dobrze tę historię. Był taki czas, gdy karmiłam się takimi bajkami i ochoczo je opowiadałam innym.

Ale później przyszedł zimny prysznic. Bardzo zimny. Od tego momentu systematycznie wzrasta mój racjonalizm.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


2 minuty temu, WarszawiAnka napisał:

Tak, znam dobrze tę historię. Był taki czas, gdy karmiłam się takimi bajkami i ochoczo je opowiadałam innym.

Ale później przyszedł zimny prysznic. Bardzo zimny. Od tego momentu systematycznie wzrasta mój racjonalizm.

Przekonały mnie twoje argumenty :)))

To tak jakbym powiedział w opozycji do religii katolickiej  "Tak, znam dobrze tę historię. Był taki czas, gdy karmiłam się takimi bajkami i ochoczo je opowiadałam innym. Ale później przyszedł zimny prysznic. Bardzo zimny. Od tego momentu systematycznie wzrasta mój racjonalizm"

Przekonałem Cię tymi "argumentami"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, 8fun napisał:

Przekonały mnie twoje argumenty :)))

To tak jakbym powiedział w opozycji do religii katolickiej  "Tak, znam dobrze tę historię. Był taki czas, gdy karmiłam się takimi bajkami i ochoczo je opowiadałam innym. Ale później przyszedł zimny prysznic. Bardzo zimny. Od tego momentu systematycznie wzrasta mój racjonalizm"

Przekonałem Cię tymi "argumentami"?

 

Ryzykownie grasz. Wytaczasz zbyt ciężkie działa, podczas gdy nie ma takiej potrzeby.

Od jakiegoś czasu wystrzegam się skrajności. Umiar - umiar we wszystkim.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, WarszawiAnka napisał:

Wytaczasz zbyt ciężkie działa, podczas gdy nie ma takiej potrzeby.

To przykład na Twoje "argumenty", bo dla Ciebie to "bajki", to tak jest i już?, rozmawiajmy konstruktywnie, bo w inny sposób to niem sensu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, 8fun napisał:

To przykład na Twoje "argumenty", bo dla Ciebie to "bajki", to tak jest i już?, rozmawiajmy konstruktywnie, bo w inny sposób to niem sensu.

 

Zacytowana przez Ciebie opowieść nie ma rangi dogmantu i nie jest prawdą objawioną. To tylko pewnego rodzaju ilustracja.

 

A to znasz?

 

Na bezludnej wyspie żył sobie rozbitek. Codziennie z nadzieją wpatrywał się w horyzont wyczekując pojawienia się statku.

Pewnego dnia, gdy wybrał się w głąb wyspy po prowiant, na tle nieba zauważył dym. Wrócił pędem na brzeg, gdzie stała jego chatka i oczom jego przedstawił się straszny widok: chatka płonęła - i to sponad niej unosił się dym! Rozbitek zaczął biegać jak szalony, krzyczał, próbował gasić, ale nic nie pomogło. Wreszcie usiadł i zaniósł się płaczem. Nagle usłyszał głośny, głęboki dźwięk - podniósł głowę i zobaczył, że oto w kierunku wyspy płynie statek! Okazało się, że marynarze zobaczyli smużkę dymu, skierowali statek ku wyspie i uratowali rozbitka.

 

Morał: następnym razem, gdy twoja chata spłonie, nie rozpaczaj - może to sygnał? Etc., etc. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
32 minuty temu, WarszawiAnka napisał:

Zacytowana przez Ciebie opowieść nie ma rangi dogmantu i nie jest prawdą objawioną.

Te dwa opowiadania, mówią o względności dobrych i złych wypadków, czy się wydarzyły naprawdę, nie jest ważne, ważne jest przesłanie. "względność dobrych i złych wypadków"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, 8fun napisał:

Te dwa opowiadania, mówią o względności dobrych i złych wypadków, czy się wydarzyły naprawdę, nie jest ważne, ważne jest przesłanie. "względność dobrych i złych wypadków"

 

 

Jeżeli zdajemy się na taką względność - to po co właściwie reagować? 

Jeśli się pali - po co gasić? Widocznie powinno się spalic, bo z tego wyniknie jakieś dobro.

A jeśli powódź zabiera ludziom domy - jakże pięknie uwalnia ich od przywiązań!

 

Niestey (a może stety) mam już za sobą etap radosnego dorabiania pobożnych lub optymistycznych teorii do dramatów, porażek, nieszczęść i wypadków...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 minut temu, WarszawiAnka napisał:

Jeżeli zdajemy się na taką względność - to po co właściwie reagować? 

Jeśli się pali - po co gasić? Widocznie powinno się spalic, bo z tego wyniknie jakieś dobro.

A jeśli powódź zabiera ludziom domy - jakże pięknie uwalnia ich od przywiązań!

Mnie się wydaje, że nie chodzi o to by nie "gasić", ale nie martwic się tym, że się spalilo.

 

Edytowane przez 8fun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
6 godzin temu, iwonaroma napisał:

Wiesz co, 8fun? jakoś mnie nie przekonuje ta historia. Tak jakbyś ją wymyślił, a nie była ona realna (co nie przeczy temu, że była jednak realna ;))

Co wydaje Ci się nierealne, to że mi ukradli rower czy to, że się tym nie przejąłem? Justyno, dodam, że sąsiadka wie kto go ukradł, jedyny dylemat, jaki miałem to strona "wychowawcza" tego zdarzenia. Nie czułem nawet przez sekundę złości, po chwili, gdy się zastanowiłem, poczułem żal, że musiał go ukraść, gdyby poprosił dałbym mu go. Dlaczego nie czułem straty po kradzieży, bo nie byłem emocjonalnie przywiązany. Nie wiem jakbym się zachował, gdybym go przyłapał na kradzieży, mam nadzieje, że podobnie. 
Nie powiem, że nie mam przedmiotów, na których mi zależy, ale są to przedmioty, które używam. Pomyślałem, że strata komputera mogłoby mnie zmartwić, ale za sekundę pojawia się myśl, że dobrze by mi to zrobiło, widziałem siebie na łonie przyrody z kartka i ołówkiem. Dużo chyba zależy od nastawienia człowieka i przywiązania do danej rzeczy, którą stracił, wiec lepiej się nie przywiązywać, by nie przeżywać utraty :) Podobnie jest z miłościom, lepiej się nie zakochiwać;) 

Tu gdzie mieszkam nie wyrzucamy niepotrzebnych rzecz, zanosimy je w niedziele do "poczekalni rzeczy niepotrzebnych" tam czekaja na następnego właściciela. Robimy to, żeby sobie pomagać. Po drugie, fajne uczucie jak widzisz, że rzeczy, które miałeś wyrzucić komuś jeszcze służą. 

 

6 godzin temu, iwonaroma napisał:

Rozwój to nie eliminacja wszystkiego na swej drodze, ale absorpcja wszystkiego. Dobrego - bez problemów, złego - po przemienieniu

 

Nie wiem, czy Cię dobrze zrozumiałem.

 Czy zgadzam się ze stwierdzeniem, że rozwój duchowy to, absorpcja wszystkiego, co nas otacza, zarówno dobra, jak i zła?

  Nie wiem, co masz na myśli pisząc "po przemienieniu" ?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez 8fun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
58 minut temu, 8fun napisał:

Mnie się wydaje, że nie chodzi o to by nie "gasić", ale nie martwic się tym, że się spalilo.

 

 

Moje doświadczenie pokazuje, że stratami materialnymi nie martwią się:

a) ludzie bardzo zamożni - bo łatwo stratę sobie powetować

b) ludzie żyjący na cudzy rachunek - bo to i tak nie ich problem

c) naiwni niepoprawni optymiści - aż do wielkiego kubła zimnej wody.

 

Dobranoc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

Moje doświadczenie pokazuje, że stratami materialnymi nie martwią się

 

 

10 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

a) ludzie bardzo zamożni - bo łatwo stratę sobie powetować

Status materialny tu nie ma znaczenia, bo gdy chcemy ocenić czy ktoś się martwi utratą posiadania, wartość przedmiotu utraconego musi być relatywna do zasobów portwela.  Proszę poczytać "Aleja wisielców w Sopocie"

 

10 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

ludzie żyjący na cudzy rachunek - bo to i tak nie ich problem

Możliwe

 

10 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

c) naiwni niepoprawni optymiści - aż do wielkiego kubła zimnej wody.

Oczywiście są tacy ludzie (jak wcześniej pisałaś sama jesteś tego przykładem)

 

Pytanie, czy twoim zdaniem nie istnieją ludzie, którzy potrafią zapanować nad emocjami i nie zamartwiać się? A co z innymi emocjami. Czy istnieją ludzie, którzy potrafią zapanować np. nad emocjami wstydu, agresji, pożądania?  

 

Zamartwianie się jest złe, paraliżuje racjonalne myślenie, spowalnia działanie naprawcze itp.  

 

 

 

Edytowane przez 8fun

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 8 godzin temu, 8fun napisał:

    Co wydaje Ci się nierealne, to że mi ukradli rower czy to, że się tym nie przejąłem? Justyno, dodam, że sąsiadka wie kto go ukradł, jedyny dylemat, jaki miałem to strona "wychowawcza" tego zdarzenia. Nie czułem nawet przez sekundę złości, po chwili, gdy się zastanowiłem, poczułem żal, że musiał go ukraść, gdyby poprosił dałbym mu go. Dlaczego nie czułem straty po kradzieży, bo nie byłem emocjonalnie przywiązany. Nie wiem jakbym się zachował, gdybym go przyłapał na kradzieży, mam nadzieje, że podobnie. 
    Nie powiem, że nie mam przedmiotów, na których mi zależy, ale są to przedmioty, które używam. Pomyślałem, że strata komputera mogłoby mnie zmartwić, ale za sekundę pojawia się myśl, że dobrze by mi to zrobiło, widziałem siebie na łonie przyrody z kartka i ołówkiem. Dużo chyba zależy od nastawienia człowieka i przywiązania do danej rzeczy, którą stracił, wiec lepiej się nie przywiązywać, by nie przeżywać utraty :) Podobnie jest z miłościom, lepiej się nie zakochiwać;) 

    Tu gdzie mieszkam nie wyrzucamy niepotrzebnych rzecz, zanosimy je w niedziele do "poczekalni rzeczy niepotrzebnych" tam czekaja na następnego właściciela. Robimy to, żeby sobie pomagać. Po drugie, fajne uczucie jak widzisz, że rzeczy, które miałeś wyrzucić komuś jeszcze służą. 

     

     

    Nie wiem, czy Cię dobrze zrozumiałem.

     Czy zgadzam się ze stwierdzeniem, że rozwój duchowy to, absorpcja wszystkiego, co nas otacza, zarówno dobra, jak i zła?

      Nie wiem, co masz na myśli pisząc "po przemienieniu" ?

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Och funku kochany :) powyżej pisałeś do Ani, że nie było w Twojej wypowiedzi sarkazmu. A ja myślę (i czuję, żeby nie było ;)), że w Tobie jest sporo sarkazmu jak też drobnej złośliwości :) jam nie Justyna :) i dobrze o tym wiesz. 

    Nie przepadasz za miłościom? :)

     

    Co do odniesienia się do mojego pytania pytaniem - to możemy tak bez końca :) i będziemy tak żonglować, jak na Twoim awatarze :)

     

    zdrówka

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    2 godziny temu, iwonaroma napisał:

    Och funku kochany :) powyżej pisałeś do Ani, że nie było w Twojej wypowiedzi sarkazmu. A ja myślę (i czuję, żeby nie było ;)), że w Tobie jest sporo sarkazmu jak też drobnej złośliwości :)

    Ja myślę że często kłamiesz, bo łatwo Ci przychodzi posądzać innych o kłamstwo. (Oczywiście to nie znaczy ze tak jest ;))

     Gdy pod Twoim innym tekstem napisalem, że podobają mi się powtórzenia, to też nie był sarkazm, czasami bywa tak, że widzimy co chcemy zobaczyć, dodatkowo emocje wypaczają obraz, dlatego by zobaczyć naprawdę, powinniśmy się pozbyć emocji. 

    Wtedy patrząc na księżyc, będziemy widzieć księżyc, a nie np. bochen chleba, jak to mógłby widzieć ktoś kto jest głodny

    Pozdrawiam

     

     

    ...związaną i przyrosłą do ciała, i przymuszoną oglądać byty przez ciało niby przez kraty więzienia: dusza ich nie może patrzeć sama przez się i w tej ciemnocie swojej wije się i widzi, jak straszne jest to więzienie, w którym ją żądze trzymają, a sam więzień pomaga własne zacieśniać kajdany...

    Edytowane przez 8fun

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    12 godzin temu, 8fun napisał:

     

     

    Status materialny tu nie ma znaczenia, bo gdy chcemy ocenić czy ktoś się martwi utratą posiadania, wartość przedmiotu utraconego musi być relatywna do zasobów portwela.  Proszę poczytać "Aleja wisielców w Sopocie"

     

    Możliwe

     

    Oczywiście są tacy ludzie (jak wcześniej pisałaś sama jesteś tego przykładem)

     

    Pytanie, czy twoim zdaniem nie istnieją ludzie, którzy potrafią zapanować nad emocjami i nie zamartwiać się? A co z innymi emocjami. Czy istnieją ludzie, którzy potrafią zapanować np. nad emocjami wstydu, agresji, pożądania?  

     

    Zamartwianie się jest złe, paraliżuje racjonalne myślenie, spowalnia działanie naprawcze itp.  

     

     

     

     

    Tak jak napisałam wcześniej, zmierzam teraz w kierunku umiaru. 

    Ani beztroska, ani zamartwianie się. 

    Ani nadmiar, ani deficyt.

    Złoty środek.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 10 godzin temu, 8fun napisał:

    Ja myślę że często kłamiesz, bo łatwo Ci przychodzi posądzać innych o kłamstwo. (Oczywiście to nie znaczy ze tak jest ;))

     Gdy pod Twoim innym tekstem napisalem, że podobają mi się powtórzenia, to też nie był sarkazm, czasami bywa tak, że widzimy co chcemy zobaczyć, dodatkowo emocje wypaczają obraz, dlatego by zobaczyć naprawdę, powinniśmy się pozbyć emocji. 

    Wtedy patrząc na księżyc, będziemy widzieć księżyc, a nie np. bochen chleba, jak to mógłby widzieć ktoś kto jest głodny

    Pozdrawiam

     

     

    ...związaną i przyrosłą do ciała, i przymuszoną oglądać byty przez ciało niby przez kraty więzienia: dusza ich nie może patrzeć sama przez się i w tej ciemnocie swojej wije się i widzi, jak straszne jest to więzienie, w którym ją żądze trzymają, a sam więzień pomaga własne zacieśniać kajdany...

     

    uhhhh… powiało chłodem... a nawet wysokorozwojowym mrozem.... ;)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    3 godziny temu, iwonaroma napisał:

    uhhhh… powiało chłodem... a nawet wysokorozwojowym mrozem.... ;)

    Już naprawiam;)

    giphy.gif

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    10 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

    Tak jak napisałam wcześniej, zmierzam teraz w kierunku umiaru. 

    Dlaczego to powtarzasz?  Przecież napisałaś 

     

    W dniu 11.06.2019 o 23:35, WarszawiAnka napisał:

    Moje doświadczenie pokazuje, że stratami materialnymi nie martwią się:

    a) ludzie bardzo zamożni - bo łatwo stratę sobie powetować

    b) ludzie żyjący na cudzy rachunek - bo to i tak nie ich problem

    c) naiwni niepoprawni optymiści - aż do wielkiego kubła zimnej wody.

    Odpowiedziałem Ci i zapytałem 

     

    23 godziny temu, 8fun napisał:

    Pytanie, czy twoim zdaniem nie istnieją ludzie, którzy potrafią zapanować nad emocjami i nie zamartwiać się? A co z innymi emocjami. Czy istnieją ludzie, którzy potrafią zapanować np. nad emocjami wstydu, agresji, pożądania?  

    odp.

    10 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

    Tak jak napisałam wcześniej, zmierzam teraz w kierunku umiaru

    Ani beztroska, ani zamartwianie się. 

    Ani nadmiar, ani deficyt.

    Złoty środek.

    Ja cię przecież nie pytam, w jakim Ty zmierzasz teraz w kierunku. Pytanie przeciesz jest dziecinnie proste  "czy, Twoim zdaniem nie ma ludzi ktorzy potrafia panowac nad emocjami?"  odp. "zmierzam teraz w kierunku umiaru"  to nie ma sensu.

     

    *Obraziłaś grupę ludzi, sugerując, że ludzie, którzy wyrzucają niepotrzebne przedmioty nie mają serca dla innych ludzi. Nie odpowiadasz na pytania a jak odpowiadasz to nieretorycznie Itd. Nie chce być niemiły, ale ta rozmowa nie ma sensu. 

     

    *Czy ludzie, którzy wyrzucają przedmioty z żalem, mogą nie mieć sera dla innych ludzi?Czy ludzie, którzy kochają zwierząt mogą niemiec serca dla ludzi? Czy ludzie, którzy... itd. można tak ciągnąc i ciągnąc. Wychodzi na to, że każdy człowiek może nie mieć serca dla ludzi.  Pisząc to sugerujesz, że jest jakaś zależność, bo po co byś to  pisała, jak każdy może nie mieć serca dla ludzi. Nie przedstawiasz żadnych faktów, statystyk, czyli zwykła manipulacja.  Szkoda mojego czasu.

    Edytowane przez 8fun

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 godzin temu, 8fun napisał:

    Nie przedstawiasz żadnych faktów, statystyk, czyli zwykła manipulacja.

     

    Zapytam fun, gdzie Ty statystykę widzisz w rozwoju duchowym? (piszę -rozwoju duchowym- , bo byłeś łaskaw powyżej coś tam na temat zahaczyć) albo na ten przykład w poezji ? Co Ty w ogóle tu robisz? :)

    A może Ty jesteś czyścicielem? Wyrzucasz rzeczy, słowa, ludzi... oj, pewnie naskarżysz teraz adminowi i znów dostanę upomnienie... bo przecież nie okażesz teraz zdenerwowania ani też się nie obrazisz jako osoba dążąca do bezemocjonalnego podejścia do życia...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Godzinę temu, iwonaroma napisał:

    A może Ty jesteś czyścicielem? Wyrzucasz rzeczy, słowa, ludzi... oj, pewnie naskarżysz teraz adminowi i znów dostanę upomnienie

    A moze ty jestes .... A moze robisz wlasnie Itd. Insynuacje

    8 godzin temu, 8fun napisał:

     Szkoda mojego czasu.

     

    8 godzin temu, 8fun napisał:

    to nie ma sensu

     

    Edytowane przez 8fun

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 3 godziny temu, 8fun napisał:

    A moze ty jestes .... A moze robisz wlasnie Itd. Insynuacje

     

     

     

    każdy bezsens ma swój sens ;)

     

    no dobrze funku kochany, już Cię nie będę męczyć :D

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • 22 minuty temu, iwonaroma napisał:

        Trochę boję się dawać Ci serca, bo przecież to nie o to chodzi (a może też o to?...).

        Dziękuje za serce. 

         

        23 minuty temu, iwonaroma napisał:

        Poszukuję w poezji nie tylko formy (która oczywiście ułatwia i bardzo uprzyjemnia) ale jednak tego "czegoś" co wiąże się nie tylko z "ważną" treścią, ale możliwością jej dotarcia do duszy, jakkolwiek to górnolotnie by nie zabrzmiało ;)

        Nie wiem, czy mi się udało. Jak wyszło, tak jest;)

         

        24 minuty temu, iwonaroma napisał:

        Przykład z Vincentem Lambertem pokazuje nam gdzie się znajdujemy, my - ludzie.

        Chciałam coś dodać od siebie.

        Zwykle przeciwnicy życia w takim stanie powołują się na to, że oni na tym miejscu... Nikt, kto nie był kimś na kogoś miejscu tak naprawdę nie wie.

        Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.

        Jego żona chciała jego śmierci. Myślę, że jako żona miała prawo do takiego pragnienia.

        A ten cytat moim zdaniem mógłby mieć dalszy ciąg: gdy na powrót stałem się jak dziecko, myślałem jak dziecko, czułem jak dziecko. 

        Marzeniem wielu jest choć na chwilę wrócić do stanu przed-świadomością, kto powiedział, że Vincent odczuwał wyłącznie ból, że nie mógł doświadczać uczucia szczęścia? 

         

        Pozdrawiam.

         

         

         

         

        5 godzin temu, Magdalena napisał:

        Dziwne, wrócę

         

        Dzięki.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Wszelkie prawa zastrzeżone.  WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE   Podczas spożywania posiłku Gotfryd sięgnął po słuchawki i odtworzył muzykę. Ponieważ kalendarz wskazywał poniedziałek, mógł – zgodnie z narzuconym sobie harmonogramem – zamienić dwa stare utwory na nowe. W przypływie olśnienia, pomyślał o muzyce klasycznej. Gotfryd uznał, że jego nastrój będzie doskonale współgrał ze spokojnymi dźwiękami fortepianu i wiolonczeli.   Połączenie dwóch przyjemności, tj. jedzenia posiłku i słuchania muzyki było dla Gotfryda doznaniem orgazmicznym. Przez jego ciało przechodziło wówczas tysiące spazmatycznych wibracji, intensywnych dreszczy emocji, od stóp po same koniuszki palców, niczym brunatno błękitne, fale, spienione przy plaży, przed nadchodzącym sztormem. Gdyby podłączyć mózg Gotfryda do elektroencefalografu, z pewnością wykazałby jakieś dziwne anomalie, podobne do doznań pacjentów skazanych na terapię wstrząsową.   Po zjedzeniu ulubionej jajecznicy Gotfryd nie mógł odgonić myśli od kompulsywnego pragnienia słuchania muzyki. Położył się więc na łóżku i przez kolejne pół godziny z zamkniętymi powiekami, które niczym żelazne wrota chroniły go przed światłem, koił swoją rozedrganą duszę falującymi dźwiękami. Odpływał wówczas w świat marzeń, gdzie mógł stawać się kimkolwiek tylko zechciał. Pojedyncze kiloherce malowały w jego umyśle gęste smugi pulsujących, baśniowych obłoków. Wyobrażał siebie wówczas jako przywódcę stawiającego czoło mrocznym siłom ciemności, które nieprzejednanie przywołują najskrytsze lęki i fobie, aby zniszczyć w nim ostatnią, najmniejszą cząstkę dobra, ukrytą na samym dnie swojego umysłu. W onirycznym obłędzie odganiał strach swoim magicznym krótkim szpikulcem, niczym hobbit walczący z potężnymi pająkami i smokiem odzianym gadzimi, stalowymi łuskami. W wyobraźni jego bohaterskie czyny wychwalano w doniosłych pieśniach, komponowanych przez somnabulicznych bardów. Następnie przemieniał się w nieustraszonego superbohatera, lecącego ponad koronami żelbetonowych drzew w aplauzie przechadzających się po ulicach niczego nieświadomych ludzi. Chwilę później stawał się niewielką lecz niepojęcie ciężką i gęstą gwiazdą neutronową, która swoim promieniowaniem radiacyjnym przemienia wszelką pobliską materię w pył, zasysając pozostałe zgliszcze w głąb siebie. Na koniec jako astralna istota wybuchał niczym supernowa, niosąc mesjańskie zbawienie dusz w postapokaliptycznych czasach ostatecznych. Gotfryd unosił się wówczas już tylko jako bezkształtny byt w bezmiarze czasu i przestrzeni nadając sobie rangę boskiego wojownika, wyzywającego Prawdziwego Boga na zuchwały pojedynek. Pod koniec półsennej, onirycznej ceremonii odczuwał cudowne, błogie ukojenie, podobne dla stanu życia płodowego. Szumiąca cisza, ciemność i ciepło. Otworzył oczy w poczuciu nowo narodzenia.   Przepiękny utwór, będę go gwałcił przez kolejny tydzień. Może na jego podstawie skomponuję własny?   Po półgodzinnym półśnie, Gotfryd zgodnie ze zwyczajem, sięgnął po papierosa i zaczął puszczać dymne kółka przez okno, przypatrując się okolicznym mieszkańcom. Grupa pijaczków raczących się alkoholem, bawiła się przednio wokół dwudziestoletniej hondy civic z otwartą przednią maską. Gotfryd nie mógł dosłyszeć o czym tak żywiołowo dyskutowali, jednak z kontekstu dało się wywnioskować, że najprawdopodobniej prowadzili gorączkową debatę nad potencjalną usterką lub programem remontowym, możliwe że wraz z kosztorysem.   Gotfryd zainspirowany widokiem puszki z piwem samemu nabrał ochoty na złocisty trunek. Wyrzucił zatem niedopałek papierosa za okno i ruszył energicznym krokiem w stronę drzwi. Ubrał buty, zamknął drzwi wejściowe do mieszkania i zjawił się na dworze. Zaraz po wyjściu, przed klatką schodował czatował już jeden z grupy pijaczków, którego Gotfryd rozpoznał po wyrazie twarzy.   Ej ziomuś – rzekł – zapodaj no szluga.   W mignięciu oka w głowie Gotfryda rozrysowały się setki scenariuszy wyjścia z sytuacji. Spośród możliwych wybrał najbezpieczniejszy – poczęstował papierosem.   Trzymaj. Odpalić Ci? - wycedził z pewnością w głosie. Spoko jesteś ziomek. Gdzie idziesz? Dawaj do nas na browarka.   Dość szybko przeszliśmy od przywitania, do zaproszenia – pomyślał. W tym momencie wszystko w jego głowie krzyczało, aby jednak podać jakąkolwiek, nawet najbłahszą wymówkę, byle tylko wymigać się od integracji z nieznanymi typami. Ostatecznie stchórzył...   Yyy... no dobra, w sumie z tego co widzę to pijecie niedaleko. Pójdę tylko do sklepu po browar i zaraz do was dołączę.   Ok ok ziomuś, to dawaj. Tak w ogóle – znasz się na furach? Kumplowi rozjebał się chyba rozrząd. W serwisie naprawa będzie stała dużo siana, a my hajsem nie sramy.   Nie znam się, ale mogę wypić z wami piwo. Idę do sklepu, zaraz będę.   Gotfryd oddalając się od nieznajomego intensywnie myślał nad scenariuszem, który wybrał. Potencjalnie pokazał siłę i odwagę, jednak w głębi ducha, serce podchodziło mu do gardła. Był sparaliżowany wizją picia alkoholu z kompletnie nieznanymi ludźmi. To znaczy może nie do końca nieznanymi. Poznał ich obserwując ich zachowania przez okno. To co istotnie rzuciło mu się w oczy to fakt, że bywają dość głośni i awanturniczy w godzinach wieczornych. Aktualnie godzina wskazywała piętnastą, więc pomyślał, że posiedzi z nimi z godzinę, dopóki nie będą dostatecznie pod wpływem i się ulotni   Raz pójdę do nich, wypiję z nimi piwo i dadzą mi spoko – myślał   Szybko ruszył do sklepu, kupił cztery piwa sześcioprocentowe i dołączył do kamienicznej grupy w okolicach klatki schodowej. Grupa składała się z czterech osób. Dwóch najbardziej muskularnych, na oko trzydziestoletnich facetów ruszyło z otwartymi puszkami z piwem w ręce do Gotfryda.   Ty młody, siema ziomuś kurwa. Widzieliśmy jak gapisz się na nas z okna. Wreszcie wpadłeś. Poznamy się troszku co? - wycedził największy z tatuażem skorpiona na prawym barku.   No cześć Panowie. Jeden z was mnie tutaj zaprosił. Poczęstowałem go papierosem.   I bardzo kurwa dobrze. Kulturalny chłopiec. Michał jestem, ale mówią na mnie Misza. Drugi z grupy milcząc analizował każdy najmniejszy ruch Gotfryda. Jakby ustawiał swój wewnętrzny barometr frajera w kierunku nowego, potencjalnego rekruta lub ofiary. Zaciągając się ostatnim buchem papierosa, wyrzucił peta i z pewnością siebie wyciągnął energicznie dłoń.   Mirek Gotfryd, miło mi.   W tym samym czasie dwóch starszych, na oko czterdziestokilku latków z wydętymi brzuchami podeszło do Gotfryda.   Siema młody. Nie ładnie tak patrzeć z góry. Tutaj ludzie są bardzo przewrażliwieni na punkcie obserwatorów.   Nie nie... Nic z tych rzeczy Panowie. Ja po prostu palę tylko papierosa w oknie, nic więcej.   Wtedy najstarszy, z grupy, brzuchaty, który się nie przedstawił rzekł donośnym głosem, przekrzykując grającą w tle muzykę disco polo z uszkodzonej hondy civic.   Chuja, każdy tak mówi. A jak przychodzi co do czego, żeby się zapoznać, porozmawiać, to srają w gacie. Ale z tego co widzę, nie jesteś frajerem. Chyba... co? Czy się mylę?   Nie jestem żadnym frajerem. Jestem muzykiem artystą i lubię obserwować świat przez własny filtr. Co nie znaczy, że od razu oceniam.   Przez co kurwa? Ty Miras, słyszałeś? Ten młody chce nas chyba wkurwić i obrazić?   Nie nie..., spokojnie Panowie. Ja jestem pokojowo nastawiony. Jeden z waszych...   Benek   …zatem Benek po prostu mnie zaczepił i spytał, czy nie mam poczęstować go papierosem, po czym zaprosił mnie do was na piwo. Żadnych ukrytych podtekstów z mojej strony nie uświadczycie.   Nie uświadczycie... hahaha – roześmiał się cynicznie najgrubszy i najstarszy przywódca stada. To jakiś pseudo inteligent. Przez chwilę się zamyślił i dodał. - dobra, damy Ci szanse, Sprawa wygląda tak, że to my rządzimy tym teren, na którym jesteś. Nie pierdolimy się w tańcu z takimi klientami jak ty. Ale coś mi mówi, że mógłbyś się nam przydać, dlatego damy Ci szansę. Choć, przyjebiesz z nami wiadro.   Mówisz o marihuanie?   O jaraniu, a o czym myślałeś... Sprawdzimy Cię, a potem zastanowimy się co z tobą zrobić. Czy będziesz płacił nam cotygodniowy haracz, czy po prostu będziemy się z tobą witać soczystym wpierdolem. Więc jak, idziemy przyjebać wiaderko?   W tym momencie, jakby percepcja czasu w głowie Gotfryda gwałtownie zwolniła Nigdy nie spodziewał się, że tak szybko można wpaść w kłopoty, w dodatku będąc zupełnie tego nieświadomym. Gotfryd palił kiedyś marihuanę w czasach studenckich, lecz nie spodobała mu się to. O ile na początku był rozluźniony i wesoły, o tyle z każdą kolejną minutę wpadał w dziwny depresyjny stan, na granicy omamów i paranoi.   Ok, z chęcią zajaram z Wami... Mam nadzieję, że macie chociaż czysty towar, a nie jakiś syf?   No no popatrz Miras – rzekł najstarszy – młody nam się rozbrykał. Chodź z nami, na górę na kwadrat...   Gotfryd ruszył za czterema, przed chwilą co poznanymi obcymi mężczyznami w całkowicie nieznane mu miejsce. Jego serce pompowało krew na granicy wydolności, a ze skroni, niczym ze źródła wodospadu zaczęła drążyć czoło niewielka, struga potu.
      • Witam serdecznie -  miłe to co napisałaś. Dziękuje za wpis i serduszko jest miłe.                                                                                                             Kolorowych snów życzę.
      • @Dawid Rzeszutek dziękuję za opinie, będę się starać :)
      • Dziękuje za serce.    Nie wiem, czy mi się udało. Jak wyszło, tak jest;)   Chciałam coś dodać od siebie. Zwykle przeciwnicy życia w takim stanie powołują się na to, że oni na tym miejscu... Nikt, kto nie był kimś na kogoś miejscu tak naprawdę nie wie. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Jego żona chciała jego śmierci. Myślę, że jako żona miała prawo do takiego pragnienia. A ten cytat moim zdaniem mógłby mieć dalszy ciąg: gdy na powrót stałem się jak dziecko, myślałem jak dziecko, czułem jak dziecko.  Marzeniem wielu jest choć na chwilę wrócić do stanu przed-świadomością, kto powiedział, że Vincent odczuwał wyłącznie ból, że nie mógł doświadczać uczucia szczęścia?    Pozdrawiam.           Dzięki.
      • Skąpana w deszczu połowa lipca. Ulice świecą pustkami, niczym sklepy mięsne w PRL. Zagubiony przechodzień otulony płaszczem ortalionowym. Nawet i ten podobny do niegdysiejszych ..  
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności