Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Victoria dziękuje za serduszko.
    • Wpierw..obiecałem sobie - nie będę pisał obcesowo czy lakonicznie - najzwyczajniej w świecie zdam jednorazową relację naocznego świadka pewnej jakże spotykanej historii. Wczesną jesienią do tego wciąż jeszcze ciepłą wsiadłem do pociągu na stacji Warszawa Centralna w kierunku Suwałki. Pociąg rzecz jasna, tak mniej więcej w połowie drogi,  zatrzymywał się również w Białymstoku. Nie pamiętam dokładnie gdzie zaczynał swój bieg, czy było to kilka stacji przed czy też kilkanaście w głowie jedynie utkwił mi fakt, że jak na tą porę dnia i dzień tygodnia był wyjątkowo niezatłoczony. Trzeba dodać dla doprecyzowania, że nie był nawet w połowie zapełniony ludźmi. Mały szczegół, a cieszył z powodu spokojnego i świadomego doboru miejsca w przeciwieństwie do odwiecznie, z braku takowych, stosowanej strategii kto pierwszy - ten lepszy - bądź ten sobie posiedzi. Wybór ten ograniczył się do pierwszego przedziału z miejscem preferowanym - znaczy się przy oknie z widokiem na wprost do kierunku jazdy. To po drugiej stronie jest czwartym wyborem co najwyżej, ostatnimi czyli - siódmym i ósmym zajmowanymi przeze mnie i tylko z musu są oba miejsca przy drzwiach. Ale dlaczego miejsce przy oknie tyłem do kierunku jazdy jest dopiero czwartym wyborem? tylko i wyłącznie z powodu podświadomych objekcji do oglądania się za siebie czyli wstecz, czy też przyglądania się temu co za oknem z perspektywy podwójnie minione, co w moim odczuciu z taką samą mocą kurczy się i odchodzi w niebyt. W przedziale tuż przed dekompresją z jakże dobrze znanym każdemu hukiem drzwi przesuwanych na zawiasach siedziały już dwie osoby. Dźwięk ten jest swoistym katalizatorem alarmująco-oznajmującym pojawienie się kogoś i jednocześnie przykuwa na moment uwagę i wzrok wszystkich pasażerów już w nim siedzących. Tym razem ku mojemu zaskoczeniu tak się nie stało. Obie postaci nie podniosły głów ani wzroku z nad swoich czytadeł. Siedzieli tak jak ich zastałem trwając w swych pozach i stanowiskach zupełnie niewzruszenie. Myśl pierwsza przeleciała naddźwiękowym mimochodem ocho.. przedział pod mocnym wezwaniem bibliotekarskim. Introwertyk-przełamywacz taki jak ja posiada, a jakże samocelebrujące się ceremoniały. Głębszy wdech, który nawet w moich uszach brzmi jak kradzież nadprogramowej dawki mieszaniny gazów składających się na powietrze, wzięty conajmniej w zastaw, po czym przeciągnięte dzwoniące w całym przedziale - Dzień dobry! pań... - w tym samym momencie efekt został osiągnięty - obie głowy po obu stronach siedzeń wyłoniły się momentalnie znad swoich czytelniczych parawanów, po lewej w rogu przy drzwiach mężczyzna ciemny blondyn z trzy-tygodniowym zarostem i z książką od filozofii, po prawej na trzecim miejscu od okna kobieta, blondynka z bardzo przyjemną i uśmiechniętą twarzą - z przekrojem w dłoniach - ..stwu! czy mogę się dosiąść?! Jedno pytanie  - poczciwe i małe, a rumieńcem wybuchło na mojej twarzy jak co każde dosiadanie się. Mogło być gorzej - tym razem skończyło się tylko lekkim samozażenowaniem. Czasem krócej jest lepiej. Najlepiej. Człowiek wyzbywa się tej całej zaprogramowanej kurtuazji, w ramach wybiegu - odebrałem dobre wychowanie i pyta po prostu - można bądź wolne i na pewno nie przegra w grze na najmniejszą ilość wypowiedzianych słów. - Tak proszę - odpowiedziała ciepło z uśmiechem pani od gazety, przykuwając również spojrzenie jej dotychczasowego współpasażera. Szczęście mi dopisywało. Też miałem książkę, a do tego nie byle jaką z racji rozmiaru ponad tysiąca stron wyglądała gabaretytowo jak książkocegła. Był to Lód Dukaja. Szybko po nią sięgnąłem i zacząłem czytać. Cisza zapadła momentalnie. Nie na długo. Już na następnej stacji - Warszawa Wschodnia dosiadł się do nas czwarty  współpasażer. Samo jego zajmowanie miejsca zajęło znacznie dłużej niż jest to potrzebne. Koniecznie chciał wymienić z każdym uprzejmości i zakomunikować swoją obecność. Blondyn z lekko kręcącącymi się włosami. Na nosie miał okulary z dość modnymi oprawkami, tak na oko trzydziestopięcioletni. Usiadł na przeciwko mnie mając na twarzy wymalowany uśmiech i nieopuszczające go ani na chwilę podekscytowanie.     Chyba też miał coś do czytania ze sobą, jakąś w ostatniej chwili zapewne kupioną gazetę. W każdym bądź razie ani razu po nią nie sięgnął, nie dosiadł się do nas również z zamiarem spędzenia tych kilku godzin w bibliotekarskiej ciszy, którą zastał. To pewne. Stało się to kwestią pięciu, może mniej minut, gdy zwrócił się do nas wszystkich w te oto słowa  - Przepraszam was, ale zależy mi na tym by się przedstawić i by móc w ten o to sposób kontynuować z wami podróż -  Jestem Michael - powiedział dość śmiesznym łamanym polskim wprawiając nas w niemałe zdumienie - Po polsku Michał jak mnie pamięć nie myli - szybko dodał - Tak - przytaknęliśmy wszyscy z lekką konsternacją w głosie - Ostatni raz byłem w Polsce - kontynuował jak gdyby nigdy nic - i w moich rodzinnych stronach 28 lat temu, wyjechałem do Kanady z moimi rodzicami i młodszą siostrą, gdy miałem zaledwie 8 lat. Urodziłem się i mieszkałem w Białymstoku wówczas. Tam też podróżuję dzisiaj by odwiedzić swoich krewnych. Czy ktoś z Państwa również może i tam się wybiera? - Ja też tam wysiadam - odpowiedziała Pani po jego lewej stronie. - Uff nie jestem, więc sam! - wyszczerzył się do niej po czym spojrzał w naszym kierunku - A Wy? zwrócił się bezpośrednio do nas - Augustów, Suwałki - odpowiedzieliśmy jednocześnie. Przez chwilę łudziłem się nadzieją, że to może być ostatnie pytanie, na które trzeba byłoby odpowiedzieć. Moja wrodzona intuicja bądź coś co nabyłem z biegiem lat podpowiadało mi, że powinienem naprędce przyjąć postawę ostatnich skrzypiec w tym przedziałowym kwartecie. Męczą mnie rozmowy z nieznajomymi o wszystkim i o niczym. Tak sobie pomyślałem. Nie bez znaczenia na moją decyzję miał również fakt, że byłem najmłodszą osobą z całej czwórki. Wolałem więc słuchać i obserwować, dopowiadając i zabierając głos tylko wtedy kiedy uznałem to za słuszne bądź czułem się wywoływanym do odpowiedzi. - O proszę, muszę przyznać, że nigdy tam nie byłem - odpowiedział Kanadyjczyk z polskim pochodzeniem. - Jak tam jest w tym Augustowie i w tych Suwa..? - tutaj ewidentnie się zaciął, próbując przypomnieć sobie i odpowiednio odmienić nazwę miejscowości - łkach - dopowiedziałem, ratując niezręczną sytuację - To może Pan pierwszy?! szybko dodałem wskazując dłonią na mojego sąsiada - tak by zachować chronologię podróży i wysiadania - uzupełniłem swoją wypowiedź wzmacniając ją solidnym, jakby mogło się wydawać argumentem. - Umówmy się, że nie będziemy się tytułować od teraz - Pan i Pani. Wiem, że tak nakazuje nam wychowanie, ale czy moglibyśmy zwracać się do siebie bezpośrednio z doświadczenia wiem, że to ułatwia sprawę? - zapytał  Michał - Mi to odpowiada - przytaknęła entuzjastycznie jedyna pasażerka - Ja również tak preferuję - odpowiedział pan siedzący po mojej stronie siedzeń - Dobrze.. - udało mi się wykrztusić, czując przez moment na swoich plecach myśl zwrotną, że to ja wywołałem to pytanie i to małe zamieszanie o zwotach grzecznoścowych. - Jeszcze chwileczkę, sorry znowu muszę Cię przeprosić - zaśmiał się Michał przerywając ponownie memu sąsiadowi - A może zróbmy tak?! Przedstawimy się teraz sobie nawzajem i będziemy mieli to  już za sobą. Obiecuję, że to ułatwi naszą rozmowę - coraz bardziej zadziwiał nas swoimi pomysłami i swobodą bycia niecodzienny pasażer. - Ok niech i tak będzie - odpowiedziała blond Pani - Weronika miło mi! przedstawiła się z uśmiechem od ucha do ucha podając rękę każdemu z nas po kolei.. - Łukasz - również mi miło, podchwycił i kotynuwał zwyczaj podawania ręki mi i Michałowi - zostałem już tylko ja - pomyślałem - Joachim - odparłem, starając się wypowiedzieć swoje imię głośno i wyraźnie tak aby nikt nie zechciał go powtórzyć czy dopytywać, udając, że nie dosłyszał. Liczyłem też na to, że nikt nie skomentuje jak bardzo oryginalne i niespotykane to imię. Podałem rękę jedynej przeze mnie nie uściskanej i w ogóle osobie to jest Kanadyjczykowi, który suedział wprost i na przeciwko mnie. - Świetnie! teraz już tylko będzie super nam się gadało. Sami zobaczycie. Było to na tyle bezpośrednie i nieoczekiwane, że nie pozostało nam nic innego jak zaśmiać się lekko nerwowym, ale i łagodnym przy tym śmiechem rozluźniającym całą sytuację. Kanadyjczyk śmiał się z nami również. Wydawać by się mogło, że śmiał się przy tym najszczerzej, a na pewno najgłośniej.     cdn.
    • @valeria Valerio mam na imię Grzegorz, wiem jedno... i tak umrę głupi. Miłego wieczoru, jak ten czas leci.
    • @Andrzej_Wojnowski :) Pozdrawiam. 
    • Ostatnie słowo Rzucone w kąt z nieuwagą lęgnących lat ażeby powstawać na widok, na dźwięki twe jakoby miały wdzięki, co wybudzą świat z ciszy po twych słowach, co były przedziwne aż zostały w snach.   Prawie otworzono Lewe oko, co wszystko zobaczy na wspak  i miłość i kwiaty stąd do nieba, delikatne  zanim ruszą zamienione w pełny wrzask a korzenie dojrzeją do piekła pod plastrem aż więcej nie zasnę.   Może kiedyś będą o wiele silniejsze aniżeli dystans między śmiercią a mną kiedym chodził po gnijącym bukiecie żeby wyrzucić jedno aż na ziemię upadnie, daleko stąd.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności