Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Waldemar_Talar_Talar

Czy Bóg naprawdę jest Bogiem

Rekomendowane odpowiedzi

13 godzin temu, Marlett napisał:

Ja właściwie nie wiem już, o co tu chodzi:))

Może bardziej ściśle określ co chiałybś zobaczyc by uwierzyć.

 

Marlett :-)

 

Człowiek to marzyciel.

Ideałem byłoby wcześniej znać wynik losowania ostatniego Toto Lotka i jednocześnie mieć możliwość wygrania miliona złotych. To tak w skrócie :-)

Pozdrawiam

 

Edytowane przez Polman

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


  • Autor
  • 9 godzin temu, Marlett napisał:

    Czytam posty i widzę, że nikt nie ptrafi Ciebie przekonać. Ja właściwie nie wiem już, o co tu chodzi:))

    Może bardziej ściśle określ co chiałybś zobaczyc by uwierzyć. Jakoś nie widzę tu dojścia do konsensusu.

    Poza tym tytuł jakoś nie gra.  Tak jakbyś pytał; czy człowiek jest naprawdę człowiekiem ? :))

    Właściwie czlowiek też nie musi być człowiekiem, bo można powiedzieć ; ten  człowiek jest aniołem lub diabłem  - żart oczywiscie.

    Zaproponowałabym inny tytuł, ale zgóry wiem, że się nie zgodzisz.

    PozdrawiaM.

    Witam serdecznie Marlett -  z tym tytułem nie jest tak źle.

    Zwyczajnie  pyta   -  nie widzę tu  krzywizny.

    Pytasz co  bym chciał zobaczyć - to  proste jakiś znak od niego

    ale namacalny szczery widzialny  taki prawdziwy - a wówczas uwiężę

    W istnienie.

    A nie że ktoś kiedyś tam  lub tu - dla mnie to za mało

    taki już jestem  - i myślę że to nie jest wadą...

    Dziękuje że zajrzałaś.

                                                                                       Spokojnego dzionka ci życzę.

    Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Będąc błaznem i głupcem człowiek stara się być mądrzejszy od Boga.

    Bo czy nie jest błaznem i głupcem ten kto pali książki.

    I to w Gdańsku, na polskiej ziemi.

    Gdzie palone książki stały się podpałką do pieców późniejszych krematoriów na polskiej ziemi.

     

    I czynią to kreatury ubrane w stroje organizacyjne, którzy uważają się za naszych przywódców duchowych.

     

    Modlitwa człowieka palącego książki:

     

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie
    święć się imię Twoje;
    Ty pozostań w królestwie Twoim;
    bądź wola Twoja tam w niebie a nasza na ziemi;
    chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
    i odpuść nam nasze winy,
    a my winowajcom naszym nie odpuścimy;
    i powiedź ich na pokuszenie;
    a nie zbaw ich od złego.

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Godzinę temu, Polman napisał:

    Będąc błaznem i głupcem człowiek stara się być mądrzejszy od Boga.

    Bo czy nie jest błaznem i głupcem ten kto pali książki.

    I to w Gdańsku, na polskiej ziemi.

    Gdzie palone książki stały się podpałką do pieców późniejszych krematoriów na polskiej ziemi.

     

    I czynią to kreatury ubrane w stroje organizacyjne, którzy uważają się za naszych przywódców duchowych.

     

    Modlitwa człowieka palącego książki:

     

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie
    święć się imię Twoje;
    Ty pozostań w królestwie Twoim;
    bądź wola Twoja tam w niebie a nasza na ziemi;
    chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
    i odpuść nam nasze winy,
    a my winowajcom naszym nie odpuścimy;
    i powiedź ich na pokuszenie;
    a nie zbaw ich od złego.

     

     

     

     

     

    Oj Polman, Polman, poza tym to wszyscy zdrowi? A poważnie to dlaczego nie wolno niby spalić książki? Bo co? W Pana Boga nie wierzysz pewnie, a książki sobie na ołtarzyku stawiasz? I się do nich modlisz? Czyżby to było jakieś tabu? To nie średniowiecze, dziś książek jak psów. Kiedyś, gdy się je przepisywało ręcznie to tak, szkoda było, albo w początkach druku były jeszcze drogie. I tak się utrwaliło.

    I chyba zdajesz sobie sprawę, że większość treści tam zawartych to szajs. Wiem, to palenie kojarzone jest z Hitlerem i nazistami, którzy palili a później urządzili obozy zagłady i takie tam. Taką zbitkę pojęć ktoś, kto?, ci wtłoczył do głowy. I ty się tym popisujesz, jak pies Pawłowa, tą mądrością. Jaki to niby kulturalny jesteś.

     

    Ale paradoksalnie, jakby nie oceniać Hitlera za zbrodnie którym patronował, to palenie książek nie ma z nimi nic wspólnego. Z tymi książkami to paradoksalnie racjonalnie postąpił, bo palił książki bolszewickich bandziorów, których treści doprowadziły do największych zbrodni w dziejach świata. 

     

    Setki tysiący ludzi w Polsce wyrzuca książki na śmietnik. Jak ja zdechnę, też nikt moich książek do domu, a nawet do piwnicy nie weźmie. W czasach kilkudziesięciocalowych telewizorów na ścianie mało osób już czyta książki. A im młodsi tym szybciej wyrzucają. No ale ty zobaczyłeś księdza, zaświtała ci zbitka myślowa o Hitlerze i paleniu, i skoczyłeś jak żaba. Poczułeś krew. A że palił katolicki ksiądz to nawet to nawet modlitwę którą pozostawił nam Jezus Chrystus splugawiłeś. Modlitwę, którą modla się miliony, to ty możesz plugawić, ale już książki której nawet nie przeczytałeś spalić nie wolno. Taką to masz podwójną moralność. 

    Weź się zastanów chopie nad sobą. Zastanawia mnie jak łatwo w Polsce rozpętać nagonkę. Jak łatwo wywołać emocje i zrobić z tego gównoburzę. Na onecie jeszcze tylko związek zawodowy prostytutek tajlandzkich nie wyraził swojego zdania na temat tego palenia. A ty chopie jesteś tylko pacynką pociąganą za sznurki.

     

    Zastanów się co robisz.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Kiedyś moim doświadczeniem było takie przeżycie:

    "

    Nadchodziło lato 1980 roku. Zbliżały się przedostatnie już wakacje Michała. Pod koniec roku akademickiego uczelniany związek studencki organizował giełdę turystyczną, na której można było wykupić pobyt na zagranicznych obozach studenckich.

    Michał postanowił po raz pierwszy w życiu pojechać na wakacje. Do wyjazdu namówił kolegę z roku. Razem stanęli w długiej kolejce. Rozważali dokąd pojechać.

    Podczas studiów wielokrotnie wyjeżdżali w pobliskie Beskidy, gdzie dnie spędzali wędrując wzdłuż tamtejszych szlaków a niezapomniane wieczory w chatkach studenckich pijąc grzańca i śpiewając studenckie ballady. Tak zrodził się sentyment Michała do gór.

    Michał namówił kolegę na wyjazd w Góry Harzu, do Wernigerode. Obóz miał się rozpocząć w ostatnim tygodniu lipca i trwać jeszcze przez pierwszy tydzień sierpnia. Uczestnicy obozu mieli spotkać się przed wyjazdem we Wrocławiu.

    Lato tego roku było piękne. Uczestnicy obozu spotkali się na dworcu we Wrocławiu. Dalej już wspólnie pojechali pociągiem. Byli to studenci z całego kraju. Wesoła gromada radosnych, młodych ludzi.

    Miejsce do którego przybyli było pełne uroku. Pobyt był dobrze zorganizowany. Odwiedzili wiele pięknych i znanych miejsc. Jeden z dni przeznaczony był na zwiedzanie położonego o dwie godziny jazdy Weimaru.

    Pojechali całą grupą podstawionym autobusem.

    Michał wiedział, czym jest Weimar dla narodu niemieckiego i dla kultury europejskiej. Wiedział, że to miasto klasyków i intelektualistów. Wiedział, że będzie w miejscach gdzie żyli i tworzyli Goethe, Schiller, Liszt, Bach.

    Był słoneczny letni dzień. Autobus dotarł do celu. Michał z grupą wyruszył na spacer uliczkami Weimaru. Dotarli do Frauenplan 1. W tym miejscu znajduje się Dom Goethego. Weszli do oryginalnych wnętrz, w których znaczną część swego życia spędził poeta.

    W jednym z pomieszczeń stanął przed łożem, miejscem śmierci Goethego.

    Człowieka, od którego pochodzą jedne z najpiękniejszych słów tyczących ludzkiego bytu i relacji miedzy nami.

     

    Po coś dał nam tę głębokość wejrzeń,
    Co przeczuwa kształty przyszłych zdarzeń,
    Zamiast wierzyć błogo, bez podejrzeń,
    W miłość i w ucieleśnienie marzeń?
    Po cóż dałeś nam uczucia, losie,
    Byśmy serca swe zgłębiali spojrzeniami
    I śledzili w dziwnych spraw chaosie,
    Co naprawdę jest pomiędzy nami?

     Ach, tysiącom ludzi wolno nie czuć,
    Nie znać własnych serc i błądzić sobie
    Tu i ówdzie, i bez zbędnych przeczuć
    Grzęznąć raptem w męce i w żałobie,
    Póki jakiś ranek ich nie zbudzi
    Zorzą szczęścia nieoczekiwaną;
    Tylko nam, nieszczęsnych dwojgu ludzi,
    To pospólne szczęście odebrano:
     Kochać, nie pojmując się nawzajem,
     Widzieć w innych rzeczy, których brak im,
    Wielbić majak, co się wydał rajem,
    Brnąć w nieszczęścia, które są majakiem.

    Szczęśliw ten, kto żyje złudnym śnieniem,
    Szczęśliw, komu obca przeczuć waga;
    Dla nas z każdą chwilą i spojrzeniem
    Snów i przeczuć razem moc się wzmaga.
    Powiedz, znasz zamiary losów skrytych?
    Powiedz, czym tak mocno nas złączono?
     Ach, tyś była w czasach już przeżytych
    Moją siostrą czy też moją żoną.

    Aż do dna zgłębiłaś mnie tajemnie,
    Znałaś nerwów mych najsubtelniejsze tony,
    Rzutem oka mogłaś czytać we mnie,
    Dla śmiertelnych oczu niezgłębionym.
    Chłodząc krew mą wrącą i upartą
    Kierowałaś dzikim pędem moim,
    Brałaś mię w ramiona, pierś rozdartą
    Sycąc znowu zdrowiem i spokojem.
    Cudnie lekkie więzy nań rzuciwszy,
     Dzień po dniu igraszką zapełniałaś.
    Gdzie jest dzień od tamtych dni szczęśliwszy,
    Kiedy wdzięczny za to, co mu dałaś,
    Czuł, jak serce koło serca wzbiera,
    Czuł, jak dobrze mu pod twoim wzrokiem,
    Jak ze zmysłów ktoś zasłonę zdziera,
    Jak się krew ucisza krok za krokiem.

    Teraz już wspomnienia tylko wioną
    W sercu, które przez niepewność i udrękę
     Czuje w sobie tamtą prawdę niewzruszoną,
     Nowy stan przyjmując jako mękę.
    Duszom naszym brak po jednej części,
    Dzień nasz ciemny jest o każdej porze.
    Lecz ten los gnębiący nas, na szczęście,
    Zmienić jednak nas nie może

     

    Michał był w miejscu dla niego niezwykłym, magicznym.

    Gdy zakończyli zwiedzanie centrum Weimaru, szef grupy zaprosił wszystkich do autobusu. Ruszyli dalej. Michał spoglądał na oddalające się Frauenplan 1.

    Po zaledwie kilku minutach jazdy autobus zatrzymał się. Wysiedli.

    Michała przeszył dreszcz.

    – Gdzie ja jestem?

    Michał rozglądał się wkoło oszołomiony. Nigdy potem świat tak go nie zdziwił i nie zszokował.

    Byli w miejscu o nazwie Gedenkstätte Buchenwald.

    Był to teren hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Buchenwald, miejsce gdzie zamordowano 50 000 niewinnych ludzi.

    Po latach korzystając z funkcji pomiaru odległości na googlemaps sprawdził odległość w linii prostej dzielącą Frauenplan 1 od Gedenkstätte Buchenwald.

    Zobaczył wynik - 6830 metrów.

    – 6830 metrów dzieli niebo od piekła, 6830 metrów dzieli człowieka od upadku jego godności – pomyślał wtedy Michał.

    W drodze powrotnej usiadł zamyślony przy oknie autobusu i wpatrywał się piękno krajobrazu okolic Weimaru.

    Piękno tego miejsca było udziałem ich wszystkich. Byli synami dumnego narodu niemieckiego. Narodu o wielkiej historii i wielkiej kulturze. Narodu, któremu ludzkość zawdzięcza tak wiele. Wszyscy oni pili tutejszą wodę, spożywali dary tej ziemi.. A mimo to jedni z nich pisali tu ponadczasową poezję, komponowali genialną muzykę, pisali traktaty filozoficzne a inni zbudowali tu obóz koncentracyjny, miejsce gdzie przemysłowo zabijano ludzi.

    "

     

    Pisząc to co napisałeś pokazujesz, że dużo jeszcze musisz zrozumieć.

     

    Tysiące ludzi umarło na krzyżu przed Chrystusem.

    Krzyż do tego momentu był zwykłym narzędziem kary.

    Takim jak gilotyna.

    Mówiąc o gilotynie, mamy do niej duchową obojętność, budzi jedynie strach.

    Chrystus z krzyża uczynił symbol.

    Swoją postawą można obrazić dziś  krzyż - jest on dziś symbolem. Symbolem naszej wiary.

    Takim symbolem, z powodu  milionów późniejszych ofiar, stał się obraz palenia książek przez faszystów.

     

    Na tych stosach w 1933 roku nie płonęły książki, ale LUDZKIE MYŚLI, LUDZKA WIELOKULTUROWOŚĆ.

    To ta ręka, która podpaliła tamte  stosy, napisała na pasach swoich żołnierzy grabiących i mordujących bliźnich słowa:
    GOTT MIT UNS.

     

    To tylko 6830 metrów.

     

     

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    12 minut temu, Polman napisał:

    Kiedyś moim doświadczeniem było takie przeżycie:

    "

    Nadchodziło lato 1980 roku. Zbliżały się przedostatnie już wakacje Michała. Pod koniec roku akademickiego uczelniany związek studencki organizował giełdę turystyczną, na której można było wykupić pobyt na zagranicznych obozach studenckich.

    Michał postanowił po raz pierwszy w życiu pojechać na wakacje. Do wyjazdu namówił kolegę z roku. Razem stanęli w długiej kolejce. Rozważali dokąd pojechać.

    Podczas studiów wielokrotnie wyjeżdżali w pobliskie Beskidy, gdzie dnie spędzali wędrując wzdłuż tamtejszych szlaków a niezapomniane wieczory w chatkach studenckich pijąc grzańca i śpiewając studenckie ballady. Tak zrodził się sentyment Michała do gór.

    Michał namówił kolegę na wyjazd w Góry Harzu, do Wernigerode. Obóz miał się rozpocząć w ostatnim tygodniu lipca i trwać jeszcze przez pierwszy tydzień sierpnia. Uczestnicy obozu mieli spotkać się przed wyjazdem we Wrocławiu.

    Lato tego roku było piękne. Uczestnicy obozu spotkali się na dworcu we Wrocławiu. Dalej już wspólnie pojechali pociągiem. Byli to studenci z całego kraju. Wesoła gromada radosnych, młodych ludzi.

    Miejsce do którego przybyli było pełne uroku. Pobyt był dobrze zorganizowany. Odwiedzili wiele pięknych i znanych miejsc. Jeden z dni przeznaczony był na zwiedzanie położonego o dwie godziny jazdy Weimaru.

    Pojechali całą grupą podstawionym autobusem.

    Michał wiedział, czym jest Weimar dla narodu niemieckiego i dla kultury europejskiej. Wiedział, że to miasto klasyków i intelektualistów. Wiedział, że będzie w miejscach gdzie żyli i tworzyli Goethe, Schiller, Liszt, Bach.

    Był słoneczny letni dzień. Autobus dotarł do celu. Michał z grupą wyruszył na spacer uliczkami Weimaru. Dotarli do Frauenplan 1. W tym miejscu znajduje się Dom Goethego. Weszli do oryginalnych wnętrz, w których znaczną część swego życia spędził poeta.

    W jednym z pomieszczeń stanął przed łożem, miejscem śmierci Goethego.

    Człowieka, od którego pochodzą jedne z najpiękniejszych słów tyczących ludzkiego bytu i relacji miedzy nami.

     

    Po coś dał nam tę głębokość wejrzeń,
    Co przeczuwa kształty przyszłych zdarzeń,
    Zamiast wierzyć błogo, bez podejrzeń,
    W miłość i w ucieleśnienie marzeń?
    Po cóż dałeś nam uczucia, losie,
    Byśmy serca swe zgłębiali spojrzeniami
    I śledzili w dziwnych spraw chaosie,
    Co naprawdę jest pomiędzy nami?

     Ach, tysiącom ludzi wolno nie czuć,
    Nie znać własnych serc i błądzić sobie
    Tu i ówdzie, i bez zbędnych przeczuć
    Grzęznąć raptem w męce i w żałobie,
    Póki jakiś ranek ich nie zbudzi
    Zorzą szczęścia nieoczekiwaną;
    Tylko nam, nieszczęsnych dwojgu ludzi,
    To pospólne szczęście odebrano:
     Kochać, nie pojmując się nawzajem,
     Widzieć w innych rzeczy, których brak im,
    Wielbić majak, co się wydał rajem,
    Brnąć w nieszczęścia, które są majakiem.

    Szczęśliw ten, kto żyje złudnym śnieniem,
    Szczęśliw, komu obca przeczuć waga;
    Dla nas z każdą chwilą i spojrzeniem
    Snów i przeczuć razem moc się wzmaga.
    Powiedz, znasz zamiary losów skrytych?
    Powiedz, czym tak mocno nas złączono?
     Ach, tyś była w czasach już przeżytych
    Moją siostrą czy też moją żoną.

    Aż do dna zgłębiłaś mnie tajemnie,
    Znałaś nerwów mych najsubtelniejsze tony,
    Rzutem oka mogłaś czytać we mnie,
    Dla śmiertelnych oczu niezgłębionym.
    Chłodząc krew mą wrącą i upartą
    Kierowałaś dzikim pędem moim,
    Brałaś mię w ramiona, pierś rozdartą
    Sycąc znowu zdrowiem i spokojem.
    Cudnie lekkie więzy nań rzuciwszy,
     Dzień po dniu igraszką zapełniałaś.
    Gdzie jest dzień od tamtych dni szczęśliwszy,
    Kiedy wdzięczny za to, co mu dałaś,
    Czuł, jak serce koło serca wzbiera,
    Czuł, jak dobrze mu pod twoim wzrokiem,
    Jak ze zmysłów ktoś zasłonę zdziera,
    Jak się krew ucisza krok za krokiem.

    Teraz już wspomnienia tylko wioną
    W sercu, które przez niepewność i udrękę
     Czuje w sobie tamtą prawdę niewzruszoną,
     Nowy stan przyjmując jako mękę.
    Duszom naszym brak po jednej części,
    Dzień nasz ciemny jest o każdej porze.
    Lecz ten los gnębiący nas, na szczęście,
    Zmienić jednak nas nie może

     

    Michał był w miejscu dla niego niezwykłym, magicznym.

    Gdy zakończyli zwiedzanie centrum Weimaru, szef grupy zaprosił wszystkich do autobusu. Ruszyli dalej. Michał spoglądał na oddalające się Frauenplan 1.

    Po zaledwie kilku minutach jazdy autobus zatrzymał się. Wysiedli.

    Michała przeszył dreszcz.

    – Gdzie ja jestem?

    Michał rozglądał się wkoło oszołomiony. Nigdy potem świat tak go nie zdziwił i nie zszokował.

    Byli w miejscu o nazwie Gedenkstätte Buchenwald.

    Był to teren hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Buchenwald, miejsce gdzie zamordowano 50 000 niewinnych ludzi.

    Po latach korzystając z funkcji pomiaru odległości na googlemaps sprawdził odległość w linii prostej dzielącą Frauenplan 1 od Gedenkstätte Buchenwald.

    Zobaczył wynik - 6830 metrów.

    – 6830 metrów dzieli niebo od piekła, 6830 metrów dzieli człowieka od upadku jego godności – pomyślał wtedy Michał.

    W drodze powrotnej usiadł zamyślony przy oknie autobusu i wpatrywał się piękno krajobrazu okolic Weimaru.

    Piękno tego miejsca było udziałem ich wszystkich. Byli synami dumnego narodu niemieckiego. Narodu o wielkiej historii i wielkiej kulturze. Narodu, któremu ludzkość zawdzięcza tak wiele. Wszyscy oni pili tutejszą wodę, spożywali dary tej ziemi.. A mimo to jedni z nich pisali tu ponadczasową poezję, komponowali genialną muzykę, pisali traktaty filozoficzne a inni zbudowali tu obóz koncentracyjny, miejsce gdzie przemysłowo zabijano ludzi.

    "

     

    Pisząc to co napisałeś pokazujesz, że dużo jeszcze musisz zrozumieć.

     

    Tysiące ludzi umarło na krzyżu przed Chrystusem.

    Krzyż do tego momentu był zwykłym narzędziem kary.

    Takim jak gilotyna.

    Mówiąc o gilotynie, mamy do niej duchową obojętność, budzi jedynie strach.

    Chrystus z krzyża uczynił symbol.

    Swoją postawą można obrazić dziś  krzyż - jest on dziś symbolem. Symbolem naszej wiary.

    Takim symbolem, z powodu  milionów późniejszych ofiar, stał się obraz palenia książek przez faszystów.

     

    Na tych stosach w 1933 roku nie płonęły książki, ale LUDZKIE MYŚLI, LUDZKA WIELOKULTUROWOŚĆ.

    To ta ręka, która podpaliła tamte  stosy, napisała na pasach swoich żołnierzy grabiących i mordujących bliźnich słowa:
    GOTT MIT UNS.

     

    To tylko 6830 metrów.

     

     

     

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    16 minut temu, Bogumił napisał:

     

    Polman popełniasz błąd antropologiczny zakładając że wszystkie książki są dobre. Naziści też mieli swoich teoretyków, którzy pisali książki i bolszewicy też. Morderczą rewolucję francuską - wielką i jej zbrodnie przypisuje się wpływom dzieł francuskich filozofów przedrewolucyjnych jak Wolter. Nie traktuj więc całego księgozbioru światowego jak prawdy objawionej. Tak naprawdę chyba większość to szajs. Nazistowskie kaiążek też należy czcić?

    Edytowane przez Bogumił

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Komentarze pod tekstem powinny dotyczyć wyłącznie treści utworu. Jeśli chcą sobie Panowie podyskutować o wierze, polityce czy innych zjawiskach, odpowiednim miejscem jest Hydepark bądź prywatne wiadomości.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
    Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

    • Ostatnio w Warsztacie

      • 22 minuty temu, iwonaroma napisał:

        Trochę boję się dawać Ci serca, bo przecież to nie o to chodzi (a może też o to?...).

        Dziękuje za serce. 

         

        23 minuty temu, iwonaroma napisał:

        Poszukuję w poezji nie tylko formy (która oczywiście ułatwia i bardzo uprzyjemnia) ale jednak tego "czegoś" co wiąże się nie tylko z "ważną" treścią, ale możliwością jej dotarcia do duszy, jakkolwiek to górnolotnie by nie zabrzmiało ;)

        Nie wiem, czy mi się udało. Jak wyszło, tak jest;)

         

        24 minuty temu, iwonaroma napisał:

        Przykład z Vincentem Lambertem pokazuje nam gdzie się znajdujemy, my - ludzie.

        Chciałam coś dodać od siebie.

        Zwykle przeciwnicy życia w takim stanie powołują się na to, że oni na tym miejscu... Nikt, kto nie był kimś na kogoś miejscu tak naprawdę nie wie.

        Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.

        Jego żona chciała jego śmierci. Myślę, że jako żona miała prawo do takiego pragnienia.

        A ten cytat moim zdaniem mógłby mieć dalszy ciąg: gdy na powrót stałem się jak dziecko, myślałem jak dziecko, czułem jak dziecko. 

        Marzeniem wielu jest choć na chwilę wrócić do stanu przed-świadomością, kto powiedział, że Vincent odczuwał wyłącznie ból, że nie mógł doświadczać uczucia szczęścia? 

         

        Pozdrawiam.

         

         

         

         

        5 godzin temu, Magdalena napisał:

        Dziwne, wrócę

         

        Dzięki.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności