Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Waldemar_Talar_Talar

Czy Bóg naprawdę jest Bogiem

Rekomendowane odpowiedzi

kim lub czym jest Bóg

czemu jest  chwalony

dlaczego  mówi się ze

jest światłem świata

 

przecież gdy jest noc

panują ciemności

gdzie jest wtedy Bóg

gdzie jego światło

 

kim lub czym jest Bóg

dlaczego nie ma go tam

gdzie jest potrzebny

gdy człowiek cierpi

 

więc nie dziwmy się że

są tacy   którzy pytają

że skoro jest tak wielki

dlaczego nic nie może

 

takim Bogiem jakim jest

może być każdy - wystarczy

tylko w niego  uwierzyć

co niej jest  takie trudne

 

kim jest - odwieczne pytanie

na które odpowiedzi brak

bo gdyby  była  by się

odezwał udowodnił że jest

 

przecież nie wolno wierzyć 

że coś  jest skoro tak

naprawdę niewidzialne  

jest nawet w dzień

 

więc  proszę  skoro jesteś

udowodnij to zrób coś

byśmy  uwierzyli że prawdą 

prawdziwą jesteś a nie

niewiadomą

 

 

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


cisza….

 

;)

 

ale ją lubisz, Waldemarze, czyż nie? :)

jak lubisz, to już wystarczy. wcale nie trzeba od razu kochać ;) wystarczy lubić lub chociażby akceptować. W ciszy rodzi się wiedza, nic już udowadniać nie trzeba ...

 

pozdrowienia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1972

 

Są chwile, które układają nasze myśli,

są chwile, które wybierają nam drogi,

do mnie przyszła ona tak niespodziana,

wtedy byłem na nią jeszcze za młody.

 

Nie miałem potrzebnej dla niej mądrości,

nie mogłem pomóc jej doświadczeniem,

zabrakło mi wreszcie tej prostej odwagi,

gdy stawała się niemym wspomnieniem.

 

Wiódł mnie los różnymi życia drogami

bym mężniał, tak jak kiedyś naród wybrany,

tak czterdzieści lat minęło po tamtej chwili,

nim tu wróciłem, by uklęknąć przed Panem.

 

Przez lata dane mi było wreszcie zrozumieć,

że na szczególny sposób byłem wybranym,

jeśli to, czego tu wtedy byłem świadkiem,

znakiem było od Niego nam przekazanym.

 

I tamta chwila stała mi się wtedy brzemieniem,

brzmiącym w we mnie w cichym zapytaniu:

„powiedziałeś o tym?”, zawsze kiedy niemym

mijałem szukającego zgubionej drogi ku niebu.

 

Jeśli jesteś tym wędrowcem pytającym o drogę,

może pomocą będą Ci przeczytane moje słowa

a ja mógł będę utrudzony zrzucić moje brzemię

słowem „powiedziałem” darowanym przez Ciebie.

 

PS

Więcej na ten temat we fragmencie napisanym zieloną czcionką w środku tekstu:

 Proza - opowiadania i nie tylko -> sceny z życia w asemblerze

Jest to opis wydarzenia z 1972 roku, wierny jego przebieg.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To miraż i idealny, niewidzialny towar wciskany ludziom od wieków. Wystarczy spojrzeć na dom prezesa spółki w Watykanie, by zobaczyć jak intratny to biznes. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 51 minut temu, iwonaroma napisał:

    cisza….

     

    ;)

     

    ale ją lubisz, Waldemarze, czyż nie? :)

    jak lubisz, to już wystarczy. wcale nie trzeba od razu kochać ;) wystarczy lubić lub chociażby akceptować. W ciszy rodzi się wiedza, nic już udowadniać nie trzeba ...

     

    pozdrowienia

    Witam -   chyba pomyliłaś wiersze - ale cóż i tak bywa.

                                                                                                                          Pozd.

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    1) Jeśli Bóg istnieje to jest miłością i posiada swoje przeciwieństwa w postaci upadłych aniołów.

    2) Jeśli Boga nie ma to za całe zło i cierpienie ludzkie odpowiadają inni ludzi...

     

    Tak czy inaczej, którą koncepcję się obierzę to... nigdy Bóg nie jest winien.

     

    Pozdrawiam :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 50 minut temu, Polman napisał:

    1972

     

    Są chwile, które układają nasze myśli,

    są chwile, które wybierają nam drogi,

    do mnie przyszła ona tak niespodziana,

    wtedy byłem na nią jeszcze za młody.

     

    Nie miałem potrzebnej dla niej mądrości,

    nie mogłem pomóc jej doświadczeniem,

    zabrakło mi wreszcie tej prostej odwagi,

    gdy stawała się niemym wspomnieniem.

     

    Wiódł mnie los różnymi życia drogami

    bym mężniał, tak jak kiedyś naród wybrany,

    tak czterdzieści lat minęło po tamtej chwili,

    nim tu wróciłem, by uklęknąć przed Panem.

     

    Przez lata dane mi było wreszcie zrozumieć,

    że na szczególny sposób byłem wybranym,

    jeśli to, czego tu wtedy byłem świadkiem,

    znakiem było od Niego nam przekazanym.

     

    I tamta chwila stała mi się wtedy brzemieniem,

    brzmiącym w we mnie w cichym zapytaniu:

    „powiedziałeś o tym?”, zawsze kiedy niemym

    mijałem szukającego zgubionej drogi ku niebu.

     

    Jeśli jesteś tym wędrowcem pytającym o drogę,

    może pomocą będą Ci przeczytane moje słowa

    a ja mógł będę utrudzony zrzucić moje brzemię

    słowem „powiedziałem” darowanym przez Ciebie.

     

    PS

    Więcej na ten temat we fragmencie napisanym zieloną czcionką w środku tekstu:

     Proza - opowiadania i nie tylko -> sceny z życia w asemblerze

    Jest to opis wydarzenia z 1972 roku, wierny jego przebieg.

    Witaj -  nic tu zielonego nie widzę  -  oświeć mnie o co chodzi.

                                                                                                                                   Pozd.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 26 minut temu, Czarek Płatak napisał:

    To miraż i idealny, niewidzialny towar wciskany ludziom od wieków. Wystarczy spojrzeć na dom prezesa spółki w Watykanie, by zobaczyć jak intratny to biznes. 

     

    Witam  -  dziękuje że zabrałeś głos - każdy ma prawo 

    wczuwać się w swój pogląd który szanuje.

    Dzięki że czytałeś.

                                                                                                              Pozd.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 6 minut temu, Gaźnik napisał:

    1) Jeśli Bóg istnieje to jest miłością i posiada swoje przeciwieństwa w postaci upadłych aniołów.

    2) Jeśli Boga nie ma to za całe zło i cierpienie ludzkie odpowiadają inni ludzi...

     

    Tak czy inaczej, którą koncepcję się obierzę to... nigdy Bóg nie jest winien.

     

    Pozdrawiam :)

    Witam -  ciekawe to co napisałeś  i chyba bliższe prawdy.

    Dziękuje że przeczytałeś  i zabrałeś  głos.

                                                                                                                              pozd.

     

    Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    16 minut temu, Waldemar_Talar_Talar napisał:

    Witaj -  nic tu zielonego nie widzę  -  oświeć mnie o co chodzi.

                                                                                                                                   Pozd.

     

    Ta zielona czcionka jest w tekście:

    Proza - opowiadania i nie tylko -> sceny z życia w asemblerze

    To ten tekst musisz otworzyć.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    2 godziny temu, Waldemar_Talar_Talar napisał:

    kim lub czym jest Bóg

    czemu jest  chwalony

    dlaczego  mówi się ze

    jest światłem świata

     

    przecież gdy jest noc

    panują ciemności

    gdzie jest wtedy Bóg

    gdzie jego światło

     

    kim lub czym jest Bóg

    dlaczego nie ma go tam

    gdzie jest potrzebny

    gdy człowiek cierpi

     

    więc nie dziwmy się że

    są tacy   którzy pytają

    że skoro jest tak wielki

    dlaczego nic nie może

     

    takim Bogiem jakim jest

    może być każdy - wystarczy

    tylko w niego  uwierzyć

    co niej jest  takie trudne

     

    kim jest - odwieczne pytanie

    na które odpowiedzi brak

    bo gdyby  była  by się

    odezwał udowodnił że jest

     

    przecież nie wolno wierzyć 

    że coś  jest skoro tak

    naprawdę niewidzialne  

    jest nawet w dzień

     

    więc  proszę  skoro jesteś

    udowodnij to zrób coś

    byśmy  uwierzyli że prawdą 

    prawdziwą jesteś a nie

    niewiadomą

     

     

    to czyściec Panie Waldemarze, a Bóg istnieje ISTNIEJE

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 minut temu, Maja Cyman napisał:

    to czyściec Panie Waldemarze, a Bóg istnieje ISTNIEJE

    Witam -  proszę o fakty a nie słowo przeciw słowu.

    Istnieje - ale to za mało...czego się boi czego się wstydzi.

                                                                                                                    Pozd.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Czas  bywa dla mnie mędrcem 

     A światło napewno jest bezpieczne

    Czasem patrzę na swoje ręce i myślę że mam też serce

    I dostrzegam inny choć nie najlepiej 

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 8 godzin temu, Sory za błędy napisał:

    Czas  bywa dla mnie mędrcem 

     A światło napewno jest bezpieczne

    Czasem patrzę na swoje ręce i myślę że mam też serce

    I dostrzegam inny choć nie najlepiej 

     

    Witam i dziękuje za poświęcenie  chwili i głosik.

                                                                                                           Pozd.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    13 godzin temu, iwonaroma napisał:

    cisza….

     

    ;)

     

    ale ją lubisz, Waldemarze, czyż nie? :)

    jak lubisz, to już wystarczy. wcale nie trzeba od razu kochać ;) wystarczy lubić lub chociażby akceptować. W ciszy rodzi się wiedza, nic już udowadniać nie trzeba ...

     

    pozdrowienia

     

    Nie, nie pomyliłam, to było tylko nawiązanie do tego, że gdzieś się wyrażałeś (chyba w kmncie), że lubisz ciszę. A więc to, że Bóg milczy w stosunku do Ciebie powinno Ci pasować. Wyobraź sobie, że gadałby non stop, jak jakaś przekupka, nawet wówczas, gdybyś chciał podziwiać jakiś piękny krajobraz. Okropność. A to że milczy, oznacza, że ma szacunek do Ciebie. Milczy nawet podczas trudności, bo jesteś dojrzałym dorosłym facetem i sam powinieneś poradzić sobie w różnych sytuacjach. Nie jesteś bezradnym dzieckiem.

    Gdzieś czytałam, że Bóg bardzo lubi ateistów, bo nie zawracają mu głowy swoimi problemami :) 

    zdrówka

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 godziny temu, iwonaroma napisał:

     

    Nie, nie pomyliłam, to było tylko nawiązanie do tego, że gdzieś się wyrażałeś (chyba w kmncie), że lubisz ciszę. A więc to, że Bóg milczy w stosunku do Ciebie powinno Ci pasować. Wyobraź sobie, że gadałby non stop, jak jakaś przekupka, nawet wówczas, gdybyś chciał podziwiać jakiś piękny krajobraz. Okropność. A to że milczy, oznacza, że ma szacunek do Ciebie. Milczy nawet podczas trudności, bo jesteś dojrzałym dorosłym facetem i sam powinieneś poradzić sobie w różnych sytuacjach. Nie jesteś bezradnym dzieckiem.

    Gdzieś czytałam, że Bóg bardzo lubi ateistów, bo nie zawracają mu głowy swoimi problemami :) 

    zdrówka

    Witaj -  ja to wszystko rozumiem - ale nie rozumiem

    dlaczego nie potwierdzi swego istnienia -  

    ale tak szczerze ...

                                                                                                               Pozd.                                                                                                                            Pozd. 

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 38 minut temu, le_mal napisał:

    Panie Waldemarze,  umieszczając wiersz, miał pan nadzieją dowiedzieć się tej prawdy ?

    Mój znajomy, będąc w wieku dojrzałym, chcąc zgłębić naukę o Bogu zapisał się na wydział teologii.

    Poza tym to jest kwestia wiary. Nikt nikogo do niej zmusza. Pewnie nikomu nie uwierzysz, cokolwiek kto powie.

    Kazdy odpowiedź nosi w sobie:)) Polecam również opowiadanie Polmana, jest dość długie ale trzeba przeczytać całe :)

    Odpowiedzi nie otrzymasz na tacy. Trzeba się trochę  potrudzić.

    Powodzenia i wiary w siebie.

    Witam i dziękuje za przeczytanie -  wiem że to trudny

    temat  na który ciągle brak uczciwej odpowiedzi .

    Czy to tak trudno zrozumieć.

                                                                                                                          Pozd.

                                                                                                                         

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 godziny temu, le_mal napisał:

    Nie rozumiem co to znaczy ''brak uczciwej odpowiedzi''.

    Jeśli wywołujesz temat to  trzeba znać odpowiedź na pytanie:)

    Witam po - to proste jak kij - każdy  kto wierzy próbuje mnie 

    przekonać że Bóg istnieje ale nikt tego nie umie faktycznie udowodnić.

    Jeżeli ktoś to zrobi to na pewno pochylę głowę.

    Samo mówienie to dla mnie  zbyt mało przekonywujące.

    Ja potrzebuje czegoś więcej  czegoś namacalnego.

                                                                                                                                    Pozd.

     

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    To zależy tylko od tego w co wierzysz Waldku :).

    Ja na pewno Bogiem nie jestem, wiec fragment mówiący o możności stania się każdego człowieka Bogiem jest dla mnie w pełni fałszywy. Do reszty musisz dochodzić sam :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    2 godziny temu, Waldemar_Talar_Talar napisał:

    Witam po - to proste jak kij - każdy  kto wierzy próbuje mnie 

    przekonać że Bóg istnieje ale nikt tego nie umie faktycznie udowodnić.

    Jeżeli ktoś to zrobi to na pewno pochylę głowę.

    Samo mówienie to dla mnie  zbyt mało przekonywujące.

    Ja potrzebuje czegoś więcej  czegoś namacalnego.

                                                                                                                                    Pozd.

     

     

     

     

     

    Namacalny jest świat.

    Dowód daje wiedzę, wiedza zabija wiarę. Ty pragniesz wiedzieć nie wierzyć. Nie ma tak lekko :). Myślę, że wiarę się ma, albo jej się nie ma i niestety najczęściej nie jest to zależne od wierzącego/niewierzącego. Problem w tym, że niewierzący, to często też wierzący np. w to, że Boga nie ma (bo na to też dowodu nie ma) albo np. fanatycznie zapatrzeni w naukę, która może równie zaślepiać jak ślepa wiara. Pomijam ludzi wierzących w przeróżne zabobony, chociaż to, niestety nie jest też jakiś mały margines :).

    Edytowane przez Sylwester_Lasota

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Gość
    Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Dla mnie , Czarku, czerwiec też miesiącem ważnym. Ja się urodziłam w czerwcu, w dniu Ojca - mój Tato nie żyje.    W Twoim wierszu wiele spraw dla mnie ważnych zawartych. J. 
      • Pod  burzą  włosów  huraganową  falą płyną myśli zawirowania przeprawiają  się  sprawnie  obok  tam przez  śluzy i pod  mostem  wolne  od  niepokojów  suną szczęścia   barwne  kaskady  do  redy   Pozdrawiam    kkk
      • Ulotka - Ulga na Korsyce - CZAS   Utuliłem w pośpiechu zegarynkę, płakała jak zwykle o dwudziestej,  gdy wynosiłem worki ze zwłokami jej najmilszych sekund i godzin - upierdliwy ich cały dzień. Musiałem utłuc je obcasem buta. Tłuc tyle, by zagłuszyć bolesne tykanie, choć na jedną cholerną godzinę. Worki były nad wyraz wytrzymałe i pojemne - chowałem w nich dzień,  cały obślizły i szyderczo promienny - porąbany dzień. Płacz zegarynki pamiętałem jako Ulgę, jedną cholerną godzinę ulgi, gdy nie wydawała innych odgłosów,  prócz szlochu i zgrzytania zębami. Dla niej był to czas apokalipsy, a dla mnie odgłos zbliżającego się marnego, bo w promocji i na przecenie  - zbawienia. Po długich latach rytuału mordu przypadkiem dostrzegłem  małą, chujowo żółta ulotkę, leżała na schodach gdy wynosiłem zwłoki, jedną cholerną ulotkę - na której pisało Ulga w Raju - Wakacje na Korsyce. Była to papierowa, niewielka "reklamówka" sieci biura turystycznego, która rujnowała cały porządek dni, udowadniała beznadzieję, w której żyłem, co w obliczu mojego bytu później było największym powodem,  jedynej, cholernej depresji.Tyle lat mordowania sekund i godzin obcasem mokasyna, tyle oczekiwania na godzinę zbawienia - wydawałoby się bezkresnego spokoju, a okazało się, że można przestać grzeszyć, zaprzestać tortur i pozbyć się poczucia winy,  które rosło, rosło z szybkością czasu i mieć raj niemal na wieczność. Gdy poszedłem do biura turystycznego nie było łatwo dotrzeć do obsługi. Kolejki były potężne. Tłumy miały na twarzy tą samą smutną cholerną minę - zabójców sekund i godzin, całych dni - jak ja. Ale logicznie myśląc - kto tego nie robi? I kto nie gardzi sobą i całą tą krwawą robotą w ten sam sposób? Pomyślałem, że zapewne nie uda się urzeczywistnić najnowszego planu, kolejki sięgały kolejnej przecznicy i realnie będą się powiększać, gdyż ktoś tam wspomniał, że reklama ma się ukazać po wieczornych wiadomościach. Wróciłem do domu. Była dwudziesta - Zrobiłem mokrą robotę, krwi dziś wokoło było więcej niż zwykle. To pewnie przez pogodę, ciśnienie rosło, miały nadejść upały. Worki położyłem w holu, zapakowane i gotowe do wyniesienia. Żmudna jest ta robota, biorąc pod uwagę, że precyzyjnie musiałem walić w głowę sekundy, a przecież są takie małe, dużo łatwiej było z godzinami, one były dużo większe. Czas rodzi przedziwne twory, można by rzec - nadzieje i wspomnienia, lecz komu one są potrzebne. Czasem miałem wrażenie, że marnuję czas, lecz to tylko napędzało mnie coraz to mocniej ku zbrodni. W bezczasie nie ma takich  problemów. Zabijanie ich nie było łatwe, szczególnie dla wrażliwego człowieka, wolałbym już palić stare pocztówki w piecu albo nie planować przyszłości, lecz jeszcze nie było takiej technologii, by czas wyglądał inaczej niż na zegarze. Strach, że sąsiedzi usłyszą był silny, a przecież nie ma morderstw bez krzyków, błagań o litość, prób ucieczki - sami rozumiecie, musiałem być albo bardzo szybki, albo niebywale sprytny. Kneblowałem je starą śmierdzącą skarpetą, która zamiast leżeć, to stała zaraz obok butów. Zdawało to egzamin, lecz na  dłuższą metę było to męczące. Kiedyś znalazłem rozwiązanie tej sytuacji. Odkręciłem gaz i mówię - Jak się nie zamkniecie, to wysadzę was w powietrze. Milkły niemal natychmiast, lecz rachunki bywały zbyt duże. Musiałem szukać i tak szukam do tej pory - lepszego sposobu na śmierć tykających skurwysynów. Wydaje się, że to zegar jest winny, lecz co zauważyłem już na początku - on również jest ofiarą. Gdy załatwiłem mój codzienny obowiązek usiadłem w fotelu korzystając z godziny ciszy. Stwierdziłem, że w obecnej sytuacji tylko ulotka była wyjściem  i ślepa jak wiatr nadzieja, że senne marzenie - o Korsyce- się ziści. MIjały lata i depresja zbudowana niespełnieniem drążyła mi mózg, niemal zjadała synapsy. Znudzony zabawą w Boga i jęczeniem sekund i godzin - tych wszystkich zabitych dni, wpadłem na pomysł. Ostatecznie postanowiłem skoczyć na tę Korsykę - było to u szczytu smutku i niechęci do życia. MIeszkałem ósmym piętrze, całkiem wysoko i widoki były niezłe, ale z tego, co później zrobiłem, nie byłem wcale dumny, choć to było jedyne wyjście. Zdarza się tak przecież w życiu, że ma się jedno wyjście, prawda? Wziąłem położyłem ulotkę na chodniku przed domem i wjechałem windą na sam dach, po czym po prostu skoczyłem na Korsykę z samego ósmego piętra.  Wprost na Korsykę jebaniutką na samym dole leżącą - jak Raj.  Myślę, że to było bez różnicy, który Raj odwiedzę, bo przecież Raj rajowi jest równy. Rozbryzgując się o betonową bramkę duchową - wiedziałem, że za tłuczenie godzin i sekund jakaś podobizna, Korysykańska  oaza, mnie pod dach przyjmie.  Dzisiaj się sen spełnił. I po cóż było mi życie ?  Depresja, mordowanie, jeden skok i już..  Nawet Chrystus znał ten ból, w końcu on również nie przemyślał swoich czynów, no chyba że był ewidentnie głupi - co niebawem pod palmą i z drinkiem w ręce zamierzałem sprawdzić...
      • Propozycja tytułu: "Daj mi różę wiatrów", pozdrawiam
      • (-) karmieni świetlanym uczuciem miłości, bujają w obłokach fantazji. Dalecy od szarej, nagiej codzienności, spijają wciąż czary małmazji. Randki, kawiarnie, spacer przy księżycu - skończyły się ślubnym kobiercem. Dziś każdy dzionek jest zwykłą matrycą, coraz mniej miejsca na serce. Niełatwo im będzie smakować rozkosze, wraz z dzieckiem płaczącym po nocach. A rano do pracy - wstań ty teraz, proszę - ja przyśnię o złotych karocach ..   .. jakie to w marzeniach widzieli oboje, gdy księżyc rozświetlał srebrzyście. Dzisiaj więcej zmartwień, bo jest ich już troje - fantazje opadły jak liście (-)
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności