Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


WarszawiAnka

NIENAWIŚĆ

Rekomendowane odpowiedzi



Dzisiaj w Warszawie piękne słońce, a Jerzy Waldorff twierdził, że to muzyka łagodzi obyczaje :) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cudowny wiersz. Nie wiem jak to inaczej skomentować. Świetne! :)

 

Czasami jednakże drogi w stronę Słońca nie widać, bo porastają ją chwasty codzienności... Nie wzbudza to we mnie nienawiści ale smutek i poczucie niemocy już tak.

Edytowane przez Wędrowiec.1984

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ucieczka też jest rozwiązaniem, ale (tak gdybam)gdyby mozna jeszcze bardziej głębiej, aż do tego bólu niezniesienia znienawidzić - czy nie wróciłoby uczycie miłości?

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 8 minut temu, Marek.zak1 napisał:

    Dzisiaj w Warszawie piękne słońce, a Jerzy Waldorff twierdził, że to muzyka łagodzi obyczaje :) 

     

    W Warszawie dziś rzeczywiście prawdziwa wiosna - dzień jest ilustracją do ostatniej zwrotki wiersza.:)

    Muzyka też łagodzi obyczaje, jak najbardziej.

     

    Dziękuję i pozdrawiam słonecznie

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    @WarszawiAnka silwuple!

     

    Napiszę raz jeszcze. Wiersz jest naprawdę cudowny. Czyta się go ciurkiem i każdy wers wchodzi głęboko w głowę i zostaje zapamiętany. 

     

    @WarszawiAnka ...i myk...! Kolejny obserwowany użytkownik! :D

    Edytowane przez Wędrowiec.1984

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 8 minut temu, Wędrowiec.1984 napisał:

    Cudowny wiersz. Nie wiem jak to inaczej skomentować. Świetne! :)

     

    Bardzo Ci dziękuję za tak pozytywny odbiór. :) Jestem zaskoczona, nie sądziłam, że akurat ten wiersz może się tak spodobać...

    Oczywiście najważniejsza jest ostatnia zwrotka, to ona nadaje sens całości.

     

    Pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    9 minut temu, WarszawiAnka napisał:

    Oczywiście najważniejsza jest ostatnia zwrotka, to ona nadaje sens całości.

     

    Tak, tak ale to także dopełnienie całości. Takie światełko w ciemnym tunelu codzienności, która potrafi przytłoczyć swoją rutyną. ;)

    Idę chyba po Prince Polo ;)

    Edytowane przez Wędrowiec.1984

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 19 minut temu, Wędrowiec.1984 napisał:

    Cudowny wiersz. Nie wiem jak to inaczej skomentować. Świetne! :)

     

    Czasami jednakże drogi w stronę Słońca nie widać, bo porastają ją chwasty codzienności... Nie wzbudza to we mnie nienawiści ale smutek i poczucie niemocy już tak.

     

    Rzeczywiście, czasami chwasty tak wybujają, że sięgają ponad głowę - i zupełnie nic nie widać. Wtedy trzeba sięgnąć po maczetę. Albo Round Up :)

    Smutek i poczucie niemocy mogą narastać aż do poziomu nienawiści, gdy trwają bardzo długo i mają konkretne, niewzruszone źródło.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Witam -  lekko i przyjemnie się czyta - niby jedno słowo - nienawiść - 

    ale jak głębokie inaczej podane.

    Jest super to fakt.

                                                                                                   Miłego dużo życzę.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    1 minutę temu, WarszawiAnka napisał:

    Rzeczywiście, czasami chwasty tak wybujają, że sięgają ponad głowę - i zupełnie nic nie widać. Wtedy trzeba sięgnąć po maczetę. Albo Round Up :)

     

    Albo porzucić drogę porośniętą chwastami i po prostu wykopać sobie nową. :-)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 14 minut temu, Wędrowiec.1984 napisał:

    @WarszawiAnka silwuple!

     

    Napiszę raz jeszcze. Wiersz jest naprawdę cudowny. Czyta się go ciurkiem i każdy wers wchodzi głęboko w głowę i zostaje zapamiętany. 

     

    @WarszawiAnka ...i myk...! Kolejny obserwowany użytkownik! :D

     

    Wiersz jest bardzo emocjonalny i myślę, że odbierasz go również w dużym stopniu na poziomie emocji. Dlatego tak przemawia.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • @Wędrowiec.1984 : Witam Cię na moim profilu! Bardzo się cieszę, że chcesz mi towarzyszyć w mojej poetyckiej wędrówce. :)

    Życzę przyjemnej lektury i zapraszam do wymiany myśli. :)

     

    Pozdrawiam serdecznie :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    2 minuty temu, WarszawiAnka napisał:

    Wiersz jest bardzo emocjonalny i myślę, że odbierasz go również w dużym stopniu na poziomie emocji. Dlatego tak przemawia.

     

    To na pewno. Pamiętam, że napisałem kiedyś podobny wiersz pt. "Oda do złego świata". Może kiedyś go zamieszczę. Wg mnie jest dość niedoskonały dlatego się waham ale... :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 30 minut temu, Jacek_K napisał:

    Ucieczka też jest rozwiązaniem, ale (tak gdybam)gdyby mozna jeszcze bardziej głębiej, aż do tego bólu niezniesienia znienawidzić - czy nie wróciłoby uczycie miłości?

    Pozdrawiam.

     

    Platon twierdził, że przeciwieństwa są "połączone wierzchołkami". Z tego by wynikało, że zintensyfikowana miłość może przejść w nienawiść, a nienawiść do granic wytrzymałości może przekroczyć granicę miłości.

    Czy to miałeś na myśli?

     

    Dziękuję i pozdrawiam

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 minuty temu, Wędrowiec.1984 napisał:

     

    W zasadzie co zrobiłem? :D

     

    Zagłosowałeś. Ale i tak Ci się należy. :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Dla mnie , Czarku, czerwiec też miesiącem ważnym. Ja się urodziłam w czerwcu, w dniu Ojca - mój Tato nie żyje.    W Twoim wierszu wiele spraw dla mnie ważnych zawartych. J. 
      • Pod  burzą  włosów  huraganową  falą płyną myśli zawirowania przeprawiają  się  sprawnie  obok  tam przez  śluzy i pod  mostem  wolne  od  niepokojów  suną szczęścia   barwne  kaskady  do  redy   Pozdrawiam    kkk
      • Ulotka - Ulga na Korsyce - CZAS   Utuliłem w pośpiechu zegarynkę, płakała jak zwykle o dwudziestej,  gdy wynosiłem worki ze zwłokami jej najmilszych sekund i godzin - upierdliwy ich cały dzień. Musiałem utłuc je obcasem buta. Tłuc tyle, by zagłuszyć bolesne tykanie, choć na jedną cholerną godzinę. Worki były nad wyraz wytrzymałe i pojemne - chowałem w nich dzień,  cały obślizły i szyderczo promienny - porąbany dzień. Płacz zegarynki pamiętałem jako Ulgę, jedną cholerną godzinę ulgi, gdy nie wydawała innych odgłosów,  prócz szlochu i zgrzytania zębami. Dla niej był to czas apokalipsy, a dla mnie odgłos zbliżającego się marnego, bo w promocji i na przecenie  - zbawienia. Po długich latach rytuału mordu przypadkiem dostrzegłem  małą, chujowo żółta ulotkę, leżała na schodach gdy wynosiłem zwłoki, jedną cholerną ulotkę - na której pisało Ulga w Raju - Wakacje na Korsyce. Była to papierowa, niewielka "reklamówka" sieci biura turystycznego, która rujnowała cały porządek dni, udowadniała beznadzieję, w której żyłem, co w obliczu mojego bytu później było największym powodem,  jedynej, cholernej depresji.Tyle lat mordowania sekund i godzin obcasem mokasyna, tyle oczekiwania na godzinę zbawienia - wydawałoby się bezkresnego spokoju, a okazało się, że można przestać grzeszyć, zaprzestać tortur i pozbyć się poczucia winy,  które rosło, rosło z szybkością czasu i mieć raj niemal na wieczność. Gdy poszedłem do biura turystycznego nie było łatwo dotrzeć do obsługi. Kolejki były potężne. Tłumy miały na twarzy tą samą smutną cholerną minę - zabójców sekund i godzin, całych dni - jak ja. Ale logicznie myśląc - kto tego nie robi? I kto nie gardzi sobą i całą tą krwawą robotą w ten sam sposób? Pomyślałem, że zapewne nie uda się urzeczywistnić najnowszego planu, kolejki sięgały kolejnej przecznicy i realnie będą się powiększać, gdyż ktoś tam wspomniał, że reklama ma się ukazać po wieczornych wiadomościach. Wróciłem do domu. Była dwudziesta - Zrobiłem mokrą robotę, krwi dziś wokoło było więcej niż zwykle. To pewnie przez pogodę, ciśnienie rosło, miały nadejść upały. Worki położyłem w holu, zapakowane i gotowe do wyniesienia. Żmudna jest ta robota, biorąc pod uwagę, że precyzyjnie musiałem walić w głowę sekundy, a przecież są takie małe, dużo łatwiej było z godzinami, one były dużo większe. Czas rodzi przedziwne twory, można by rzec - nadzieje i wspomnienia, lecz komu one są potrzebne. Czasem miałem wrażenie, że marnuję czas, lecz to tylko napędzało mnie coraz to mocniej ku zbrodni. W bezczasie nie ma takich  problemów. Zabijanie ich nie było łatwe, szczególnie dla wrażliwego człowieka, wolałbym już palić stare pocztówki w piecu albo nie planować przyszłości, lecz jeszcze nie było takiej technologii, by czas wyglądał inaczej niż na zegarze. Strach, że sąsiedzi usłyszą był silny, a przecież nie ma morderstw bez krzyków, błagań o litość, prób ucieczki - sami rozumiecie, musiałem być albo bardzo szybki, albo niebywale sprytny. Kneblowałem je starą śmierdzącą skarpetą, która zamiast leżeć, to stała zaraz obok butów. Zdawało to egzamin, lecz na  dłuższą metę było to męczące. Kiedyś znalazłem rozwiązanie tej sytuacji. Odkręciłem gaz i mówię - Jak się nie zamkniecie, to wysadzę was w powietrze. Milkły niemal natychmiast, lecz rachunki bywały zbyt duże. Musiałem szukać i tak szukam do tej pory - lepszego sposobu na śmierć tykających skurwysynów. Wydaje się, że to zegar jest winny, lecz co zauważyłem już na początku - on również jest ofiarą. Gdy załatwiłem mój codzienny obowiązek usiadłem w fotelu korzystając z godziny ciszy. Stwierdziłem, że w obecnej sytuacji tylko ulotka była wyjściem  i ślepa jak wiatr nadzieja, że senne marzenie - o Korsyce- się ziści. MIjały lata i depresja zbudowana niespełnieniem drążyła mi mózg, niemal zjadała synapsy. Znudzony zabawą w Boga i jęczeniem sekund i godzin - tych wszystkich zabitych dni, wpadłem na pomysł. Ostatecznie postanowiłem skoczyć na tę Korsykę - było to u szczytu smutku i niechęci do życia. MIeszkałem ósmym piętrze, całkiem wysoko i widoki były niezłe, ale z tego, co później zrobiłem, nie byłem wcale dumny, choć to było jedyne wyjście. Zdarza się tak przecież w życiu, że ma się jedno wyjście, prawda? Wziąłem położyłem ulotkę na chodniku przed domem i wjechałem windą na sam dach, po czym po prostu skoczyłem na Korsykę z samego ósmego piętra.  Wprost na Korsykę jebaniutką na samym dole leżącą - jak Raj.  Myślę, że to było bez różnicy, który Raj odwiedzę, bo przecież Raj rajowi jest równy. Rozbryzgując się o betonową bramkę duchową - wiedziałem, że za tłuczenie godzin i sekund jakaś podobizna, Korysykańska  oaza, mnie pod dach przyjmie.  Dzisiaj się sen spełnił. I po cóż było mi życie ?  Depresja, mordowanie, jeden skok i już..  Nawet Chrystus znał ten ból, w końcu on również nie przemyślał swoich czynów, no chyba że był ewidentnie głupi - co niebawem pod palmą i z drinkiem w ręce zamierzałem sprawdzić...
      • Propozycja tytułu: "Daj mi różę wiatrów", pozdrawiam
      • (-) karmieni świetlanym uczuciem miłości, bujają w obłokach fantazji. Dalecy od szarej, nagiej codzienności, spijają wciąż czary małmazji. Randki, kawiarnie, spacer przy księżycu - skończyły się ślubnym kobiercem. Dziś każdy dzionek jest zwykłą matrycą, coraz mniej miejsca na serce. Niełatwo im będzie smakować rozkosze, wraz z dzieckiem płaczącym po nocach. A rano do pracy - wstań ty teraz, proszę - ja przyśnię o złotych karocach ..   .. jakie to w marzeniach widzieli oboje, gdy księżyc rozświetlał srebrzyście. Dzisiaj więcej zmartwień, bo jest ich już troje - fantazje opadły jak liście (-)
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności