Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio komentowane

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Sorry ale tego kurna nie da się przeczytać tylko dwa pierwsze wersy i dość lektury
    • Znaczy siem buldożerem? Bo kurna niesprecyzowane
    • Kurna Latajoncy Holender
    • Straszne pierdoły A dwóm chłopom w Archangielsku dali kurna ślub. Wszyscy krzyczeli to pomyłka pomyłka aaa po roku urodziło im się dziecko.
    • (Pożegnanie z urojeniem cz.1…)   Po co mi widok słońca na pogodnym niebie Jeśli nie mogę teraz popatrzeć na Ciebie? Po co mi dotyk sukna jedwabnego Jeśli wciąż czuję gładkość ciała Twojego? Po co mi lot ptaków, gdy ruszają w drogę Jeśli mojej Kaczuchy przytulić już nie mogę?   Po co mi błękit wysoko nad górami Jeśli piękniejszy w Twych oczach tak często mnie mamił? I po co mi gibkość leśnej leszczyny Gdy nie ma już przy mnie mojej gibkiej dziewczyny?   Po co mi wzniesienia, pagórki zielone Łagodnie nad szeroką rzeką rozciągnione Po co mi tyle widzieć dostatków Skoro Twoich nie mogę pogładzić pośladków? Ni ud, ani łydek, ich kształtnych szczupłości Aż ból mnie przenika do głębi moich kości…   Tyle ja miałem, i tyle utraciłem! Żyłem urojeniem, i nadal nim żyję I wciąż się myśl taka błąka w mojej głowie Że to nie był koniec, a tylko przedsłowie… …i że wciąż wrócić możemy w te chwile upojne W poranki nasze czułe, rozmowy spokojne Łagodne i miękkie muśnięcia, dotykania I ciał naszych nagich nocne przytulania Gdy sięgałem ustami stóp Twoich gładkości Niepomny ani czasu, ni teraźniejszości I gdy chwila rozkoszy tak się rozciągała Że od początku bytu w nieskończoność sięgała I bez przytomności, bez przewidywania Otaczała nas aura. Czułego kochania.   I  tak biorąc -  braliśmy, po czym oddawali Ty mnie - a ja Tobie, na spokojnej fali  Co nas unosiła w światy te rozkoszne Szczęśliwe i jasne, pełne i radosne W jakie kochankowie się czasem udają Gdy ich ciała się w jedno ze sobą splatają.   I żadne nie widziały, poza mymi oczami Twej postaci, tak wdzięcznej i miłej jak aksamit, I Twej twarzy uśpionej na moim ramieniu Pogrążonej w spokojnym i bezpiecznym śnieniu…   Po co Cię pokochałem i dla Ciebie żyłem? Skoro tak łatwo, na zawsze, już Cię utraciłem? I tak wciąż marząc o Tobie, o mojej anieli Samotnie się rzucając, szukałem ja w pościeli Zapachu włosów jasnych,  co piękniej mi pachniały Niż łany kwiatów, co łąki za oknem porastały Niż leśne jagody rozgniecione w dłoni, Tej cudownej szukałem w moim łóżku woni Samotny w pustym domu. Samotnie zasypiałem I Twojego dotyku daremnie czekałem.   Daremnie. Wyblakną zapachy, wspomnienia Wśród gwiazd poznikają. I moje rojenia Wypalą się w strukturach mózgu człowieczego I śladu po nich wkrótce nie będzie już żadnego.   A byłaś dla mnie spokoju przystanią I byłem Twoim panem, a Ty moją panią. Byłaś moją Przytulanką, której dotknąć musiałem Gdy obok, na kanapie, wieczorem przysiadałem. Byłaś moim zachwytem, wtedy, gdy patrzyłem Jak się krzątasz w pobliżu, tam gdzie ja byłem A po pracy mi byłaś radosnym wytchnieniem A teraz jesteś tylko mym sennym marzeniem Gdy nocą przychodzisz nieoczekiwanie I czynisz w mej sypialni wielkie zamieszanie Zrywam się raptownie, wciąż snem otulony Na poły do ciebie we śnie przytulony Na poły na jawie się już rozglądając Oczami postaci Twojej wyglądając I kiedy nie znajduję - i dociera do mnie Realność owej chwili - i myślę znów przytomnie - Skurcz nagły przez trzewia moje się przewala I smutek rozstania we mnie znów rozpala Który, byłem już pewny, skrył się na dnie duszy I miał nie być przyczyną ponownych katuszy.   Przybądź więc chwilo, co niesiesz wytchnienie! Bo z wytchnieniem nadejdzie moje ukojenie. A wtedy się staniesz nowego zamysłem I odrodzi się człowiek, z czystym znów umysłem W którym żadne wspomnienia nie są truciznami Bo pokryły się dawno twardymi bliznami. I już nie uwierają, smutkiem napawając Przy którym leśne nimfy w trwodze zamierają!   Daj mi, mój Panie, łaskę zapomnienia I obdarz mnie proszę, łaską wybaczenia By mi już żadna myśl w głowie nie powstała Co niesie zniszczenie, jak zatruta strzała Z nienawiści wysłana, by siać zamieszanie Ból i chorobę. A w końcu  skonanie.   Ustrzeż mnie Panie przed zemsty pragnieniem Bym zasypiał w noc każdą ze spokojnym sumieniem I wypełnij mi dzień każdy takimi chwilami By z dobrymi się zawsze kojarzył wspomnieniami.   Pozwól teraz, że raz ostatni szepnę Ci na ucho: Żyj długo i szczęśliwie! Niegdyś moja… - Kaczucho. I bez względu na to, co się jeszcze stanie Nie wróci już moje do Ciebie zaufanie. I pamiętaj, że to zbierasz, co wcześniej zasiałaś A w mej pamięci kurwą - na już zawsze zostałaś.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności