Recommended Posts



@Silver Chyba wkradł się błąd?

 

50 minut temu, Silver napisał:

wkońcu

w końcu, ale to drobnostka. 

 

Piękne jest i wzruszające:

 

52 minuty temu, Silver napisał:

w kącie bezdomny chowa w pudle
swą przeszłość
wartościowego człowieka

 

Oraz pierwsze dwa wersy:

 

54 minuty temu, Silver napisał:

głucha cisza
tylko tykanie zegara

 

ciekawie współgrają z ostatnimi:

 

56 minut temu, Silver napisał:

tykania zegara
ciepłej herbaty
ciszy...

 

Herbata - ciepła "robiła" głuchą ciszę.  

Odczytuję wiersz jako    smotność długodystansowca. 

 

 

1 godzinę temu, Silver napisał:

tłum ludzi dążących do pracy

 

Wiele szczegółów powoduje ruch w utworze. To obraz namalowany słowami, przypominający obrazy Piotra Bruegela

 

Justyna. 

walka-karnawac582u-z-postem.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Silver napisał:

w kącie bezdomny chowa w pudle
swą przeszłość
wartościowego człowieka

To przepiękne wersy, które zatrzymały mnie na dłużej 

pozdrawiam :) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Silver napisał:

w kącie bezdomny chowa w pudle
swą przeszłość
wartościowego człowieka
witryn sklepowych lep
nawołuje do kupna

Na mnie najbardziej działają te wersy. Bezdomni - być może niegdysiejsi wykwalifikowani żyranci. Pamiętam kiedyś w tramwaju pana w za dużych butach, bez skarpetek, choć to sezon zimowy był, czytał wyświechtaną, jak on, książkę. A ja po wykładzie z bankowości, i słówku od wykładowcy, że wielu bezdomnych to wspomniani żyranci.. Różnie się życie układa...

 

Lep witryn sklepowych - dobre!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 6 minut temu, Justyna Adamczewska napisał:

    @Silver Chyba wkradł się błąd?

     

    w końcu, ale to drobnostka. 

     

    Piękne jest i wzruszające:

     

     

    Oraz pierwsze dwa wersy:

     

     

    ciekawie współgrają z ostatnimi:

     

     

    Herbata - ciepła "robiła" głuchą ciszę.  

    Odczytuję wiersz jako    smotność długodystansowca. 

     

     

     

    Wiele szczegółów powoduje ruch w utworze. To obraz namalowany słowami, przypominający obrazy Piotra Bruegela

     

    Justyna. 

    walka-karnawac582u-z-postem.jpg

    Dziękuję Justyno, już naprawiłam błąd 😉 Uwielbiam Twoje interpelacje są  szczegółowe i trafne 🙂

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 5 minut temu, Luule napisał:

    Na mnie najbardziej działają te wersy. Bezdomni - być może niegdysiejsi wykwalifikowani żyranci. Pamiętam kiedyś w tramwaju pana w za dużych butach, bez skarpetek, choć to sezon zimowy był, czytał wyświechtaną, jak on, książkę. A ja po wykładzie z bankowości, i słówku od wykładowcy, że wielu bezdomnych to wspomniani żyranci.. Różnie się życie układa...

     

    Lep witryn sklepowych - dobre!

    To prawda, los potrafi zplatać figla😉

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 16 minut temu, ania mila milewska napisał:

    To przepiękne wersy, które zatrzymały mnie na dłużej 

    pozdrawiam :) 

    Bardzo się cieszę i serdecznie Cię pozdrawiam 😉

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Witam - dobry wiersz w sam raz do zbliżającej się pory Świątecznej.

    Człowiek przeczyta i pomyśli...                                  

                                                                                                                     Pogodnego dnia życzę

    Edytowano przez Waldemar_Talar_Talar

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 3 minuty temu, Waldemar_Talar_Talar napisał:

    Witam - dobry wiersz w sam raz do zbliżającej się pory Świątecznej.

    Człowiek przeczyta i pomyśli...                                  

                                                                                                                     Pogodnego dnia życzę

    Dziękuję Waldemarze i wzajemnie😉

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    12 godzin temu, Silver napisał:

     

    głucha cisza
    tylko tykanie zegara
    przypomina o upływającym czasie
    śniadanie
    spacer chodnikami miasta
    tłum ludzi dążących do pracy
    w kącie bezdomny chowa w pudle
    swą przeszłość
    wartościowego człowieka
    witryn sklepowych lep
    nawołuje do kupna
    smog samochodów
    przybliża kres życia
    i  w końcu
    próg domu
    swych czterech ścian
    tykania zegara
    ciepłej herbaty
    ciszy...

     

    Sylwia Błeńska 31.1. 2016

     

    Bdb wiersz, ale (moim zdaniem): 

     

    - wyłożenie sensu tykania zegara w 3. wersie niepotrzebne - mało poetyckie. Usunąłbym to - samo tykanie zegara jest tak

    wymowne, że nie trzeba tego wykładać .

     

    - swą, swych - archaizmy językowe - wg mnie zasadność ich użycia odnajduje się w sylabotonikach. W wierszach wolnych śmiało można używać współczesnych zaimków dzierżawczych 

     

    Tyle odnośnie formy. 

     

    Treść wiersza zatrzymała mnie na tyle, że ten komentarz, to pierwsza rzecz, którą zrobiłem po przebudzeniu ;-)

    Edytowano przez Patryk Robacha

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Co do swąswych zgodzę się z przedkomentującym ;)

     

    Całości nie wezmę, ale zdecydowanie przygarnę (nie tylko zderzakiem w drodze do pracy):

     

    bezdomny chowa w pudle
    przeszłość
    wartościowego człowieka


    witryn sklepowych

    lep
    nawołuje do kupna

     

    smog samochodów
    przybliża kres życia
    i w końcu
    próg domu

     

    To, co pogrubiłem, to kawał, naprawdę kawał, poetyckiej roboty. Kondensacja treści i przekaz prosto w mordę - to lubię. Ozdobniki i przegadanie gdzieś wokół już mi nie podchodzi.

     

    Podrawiam.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 11 godzin temu, Patryk Robacha napisał:

     

    Bdb wiersz, ale (moim zdaniem): 

     

    - wyłożenie sensu tykania zegara w 3. wersie niepotrzebne - mało poetyckie. Usunąłbym to - samo tykanie zegara jest tak

    wymowne, że nie trzeba tego wykładać .

     

    - swą, swych - archaizmy językowe - wg mnie zasadność ich użycia odnajduje się w sylabotonikach. W wierszach wolnych śmiało można używać współczesnych zaimków dzierżawczych 

     

    Tyle odnośnie formy. 

     

    Treść wiersza zatrzymała mnie na tyle, że ten komentarz, to pierwsza rzecz, którą zrobiłem po przebudzeniu ;-)

    Dziękuję 😉

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 49 minut temu, Stary_Kredens napisał:

    i zrobiło się błogo na końcu - taki powinien być dom , tak mi się też kojarzy

    pozdrawiam Kredens

     

    😉

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 godzin temu, Don_Kebabbo napisał:

    Co do swąswych zgodzę się z przedkomentującym ;)

     

    Całości nie wezmę, ale zdecydowanie przygarnę (nie tylko zderzakiem w drodze do pracy):

     

    bezdomny chowa w pudle
    przeszłość
    wartościowego człowieka


    witryn sklepowych

    lep
    nawołuje do kupna

     

    smog samochodów
    przybliża kres życia
    i w końcu
    próg domu

     

    To, co pogrubiłem, to kawał, naprawdę kawał, poetyckiej roboty. Kondensacja treści i przekaz prosto w mordę - to lubię. Ozdobniki i przegadanie gdzieś wokół już mi nie podchodzi.

     

    Podrawiam.

    Dziękuję, również pozdrawiam 🙂

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    Gość

    Podoba mi się "literacka klamra", którą zawarłaś w tym utworze. Od "głuchej ciszy" po ciszę...". Ciekawa obserwacja, nasączona miejskim klimatem i "medialnym gwarem" na ten temat ;-) Środek niemniej ważny.

    "Tykanie zegara" - to coś co uspokaja i stanowi pewien ważny element. Podoba mi się klimat tego utworu...

    Pozdrawiam :-)

    Edytowano przez Gość

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Bardzo mi się podoba Twój wiersz. 

    Kiedyś napisałem coś pod tym samym tytułem, tyle, że nico rozwleklej :)

     

    Miasto

     

    Tu rano nie możesz spać, bo budzi cię ulic gwar, 
    w nocy nie możesz zasnąć,
    tu paszcze bram w nich oczy jak tlący się szlugów żar 
    tajemnicę skrywają jakąś,
    tu ducha hart i zwykły fart 
    wyznaczają twą własną wartość,
    tu nie jeden miał ten tap of haj lajf 
    i na łeb prosto spadł stamtąd
    tu chwilę każdą musisz kraść, a czas płynie jak 
    by mu czasu brakło,
    tu drogi te musisz znać, chodzić po nich tak,
    by dotrzeć do celu cało,
    tu uczysz się co dają brać i szybko wiać
    kiedy za rogiem czai się patrol,
    to tutaj masz na jawie, w snach własne piekło i raj
    patrz to twoje miasto.

     

    Tu kiedy nadchodzi noc, ulice tuli mrok,
    dzielnice świecą jak Vegas,
    tu, za rękę ona i on ze sobą zawsze krok w krok
    szukają własnego nieba,
    tu ktoś pomimo świąt nie ma co wrzucić na ząb
    i gdzieś samotnie umiera,
    tu wielu goni ten sos, wierzy że życie jest grą,
    w której to nie ma, że przebacz,
    tu dziwki sprzedają to coś za co zapłacić chce gość, 
    a czego mu żona nie chce dać,
    tu szybciej kupisz zły proch, sypniesz go sobie w nos
    niż zdąży przyjechać, karetka,
    tu gity na winklach non stop czekają, aż dobry los
    rzuci im w łapy frajera,
    tu teraz znów latarnie gasną, robi się jasno
    patrz to twoje miasto.

     

    To betonowe monstrum
    umrzyj lub się dostosuj
    jeśli chcesz tutaj przeżyć 
    musisz znać na to sposób
    w labiryncie ulic, pośród szarawych bloków
    czekają setki pokus, czyhają niebezpieczeństwa
    tu musisz zapłacić okup 
    za odrobinę szczęścia.

     

    Przeeepraszam za ten spam, musiałem:)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Dnia 24.12.2018 o 13:09, Czarek Płatak napisał:

    Bardzo mi się podoba Twój wiersz. 

    Kiedyś napisałem coś pod tym samym tytułem, tyle, że nico rozwleklej :)

     

    Miasto

     

    Tu rano nie możesz spać, bo budzi cię ulic gwar, 
    w nocy nie możesz zasnąć,
    tu paszcze bram w nich oczy jak tlący się szlugów żar 
    tajemnicę skrywają jakąś,
    tu ducha hart i zwykły fart 
    wyznaczają twą własną wartość,
    tu nie jeden miał ten tap of haj lajf 
    i na łeb prosto spadł stamtąd
    tu chwilę każdą musisz kraść, a czas płynie jak 
    by mu czasu brakło,
    tu drogi te musisz znać, chodzić po nich tak,
    by dotrzeć do celu cało,
    tu uczysz się co dają brać i szybko wiać
    kiedy za rogiem czai się patrol,
    to tutaj masz na jawie, w snach własne piekło i raj
    patrz to twoje miasto.

     

    Tu kiedy nadchodzi noc, ulice tuli mrok,
    dzielnice świecą jak Vegas,
    tu, za rękę ona i on ze sobą zawsze krok w krok
    szukają własnego nieba,
    tu ktoś pomimo świąt nie ma co wrzucić na ząb
    i gdzieś samotnie umiera,
    tu wielu goni ten sos, wierzy że życie jest grą,
    w której to nie ma, że przebacz,
    tu dziwki sprzedają to coś za co zapłacić chce gość, 
    a czego mu żona nie chce dać,
    tu szybciej kupisz zły proch, sypniesz go sobie w nos
    niż zdąży przyjechać, karetka,
    tu gity na winklach non stop czekają, aż dobry los
    rzuci im w łapy frajera,
    tu teraz znów latarnie gasną, robi się jasno
    patrz to twoje miasto.

     

    To betonowe monstrum
    umrzyj lub się dostosuj
    jeśli chcesz tutaj przeżyć 
    musisz znać na to sposób
    w labiryncie ulic, pośród szarawych bloków
    czekają setki pokus, czyhają niebezpieczeństwa
    tu musisz zapłacić okup 
    za odrobinę szczęścia.

     

    Przeeepraszam za ten spam, musiałem:)

    Czarku bardzo ładny, głęboki, refleksyjny wiersz. Pozdrawiam 😉

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się

    • Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

      Zarejestruj się. To bardzo proste!

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Nadchodziło lato 1980 roku. Zbliżały się przedostatnie już wakacje Michała. Pod koniec roku akademickiego uczelniany związek studencki organizował giełdę turystyczną, na której można było wykupić pobyt na zagranicznych obozach studenckich. Michał postanowił po raz pierwszy w życiu pojechać na wakacje. Do wyjazdu namówił kolegę z roku. Razem stanęli w długiej kolejce. Rozważali dokąd pojechać. Podczas studiów wielokrotnie wyjeżdżali w pobliskie Beskidy, gdzie dnie spędzali wędrując wzdłuż tamtejszych szlaków a niezapomniane wieczory w chatkach studenckich pijąc grzańca i śpiewając studenckie ballady. Tak zrodził się sentyment Michała do gór. Michał namówił kolegę na wyjazd w Góry Harzu, do Wernigerode. Obóz miał się rozpocząć w ostatnim tygodniu lipca i trwać jeszcze przez pierwszy tydzień sierpnia. Uczestnicy obozu mieli spotkać się przed wyjazdem we Wrocławiu. Lato tego roku było piękne. Uczestnicy obozu spotkali się na dworcu we Wrocławiu. Dalej już wspólnie pojechali pociągiem. Byli to studenci z całego kraju. Wesoła gromada radosnych, młodych ludzi. Miejsce do którego przybyli było pełne uroku. Pobyt był dobrze zorganizowany. Odwiedzili wiele pięknych i znanych miejsc. Jeden z dni przeznaczony był na zwiedzanie położonego o dwie godziny jazdy Weimaru. Pojechali całą grupą podstawionym autobusem. Michał wiedział, czym jest Weimar dla narodu niemieckiego i dla kultury europejskiej. Wiedział, że to miasto klasyków i intelektualistów. Wiedział, że będzie w miejscach gdzie żyli i tworzyli Goethe, Schiller, Liszt, Bach. Był słoneczny letni dzień. Autobus dotarł do celu. Michał z grupą wyruszył na spacer uliczkami Weimaru. Dotarli do Frauenplan 1. W tym miejscu znajduje się Dom Goethego. Weszli do oryginalnych wnętrz, w których znaczną część swego życia spędził poeta. W jednym z pomieszczeń stanął przed łożem, miejscem śmierci Goethego. Człowieka, od którego pochodzą jedne z najpiękniejszych słów tyczących ludzkiego bytu i relacji miedzy nami.   Po coś dał nam tę głębokość wejrzeń,
        Co przeczuwa kształty przyszłych zdarzeń,
        Zamiast wierzyć błogo, bez podejrzeń,
        W miłość i w ucieleśnienie marzeń?
        Po cóż dałeś nam uczucia, losie,
        Byśmy serca swe zgłębiali spojrzeniami
        I śledzili w dziwnych spraw chaosie,
        Co naprawdę jest pomiędzy nami?

        Ach, tysiącom ludzi wolno nie czuć,
        Nie znać własnych serc i błądzić sobie
        Tu i ówdzie, i bez zbędnych przeczuć
        Grzęznąć raptem w męce i w żałobie,
        Póki jakiś ranek ich nie zbudzi
        Zorzą szczęścia nieoczekiwaną;
        Tylko nam, nieszczęsnych dwojgu ludzi,
        To pospólne szczęście odebrano:
        Kochać, nie pojmując się nawzajem,
        Widzieć w innych rzeczy, których brak im,
        Wielbić majak, co się wydał rajem,
        Brnąć w nieszczęścia, które są majakiem.

        Szczęśliw ten, kto żyje złudnym śnieniem,
        Szczęśliw, komu obca przeczuć waga;
        Dla nas z każdą chwilą i spojrzeniem
        Snów i przeczuć razem moc się wzmaga.
        Powiedz, znasz zamiary losów skrytych?
        Powiedz, czym tak mocno nas złączono?
        Ach, tyś była w czasach już przeżytych
        Moją siostrą czy też moją żoną.

        Aż do dna zgłębiłaś mnie tajemnie,
        Znałaś nerwów mych najsubtelniejsze tony,
        Rzutem oka mogłaś czytać we mnie,
        Dla śmiertelnych oczu niezgłębionym.
        Chłodząc krew mą wrącą i upartą
        Kierowałaś dzikim pędem moim,
        Brałaś mię w ramiona, pierś rozdartą
        Sycąc znowu zdrowiem i spokojem.
        Cudnie lekkie więzy nań rzuciwszy,
        Dzień po dniu igraszką zapełniałaś.
        Gdzie jest dzień od tamtych dni szczęśliwszy,
        Kiedy wdzięczny za to, co mu dałaś,
        Czuł, jak serce koło serca wzbiera,
        Czuł, jak dobrze mu pod twoim wzrokiem,
        Jak ze zmysłów ktoś zasłonę zdziera,
        Jak się krew ucisza krok za krokiem.

        Teraz już wspomnienia tylko wioną
        W sercu, które przez niepewność i udrękę
        Czuje w sobie tamtą prawdę niewzruszoną,
        Nowy stan przyjmując jako mękę.
        Duszom naszym brak po jednej części,
        Dzień nasz ciemny jest o każdej porze.
        Lecz ten los gnębiący nas, na szczęście,
        Zmienić jednak nas nie może   Michał był w miejscu dla niego niezwykłym, magicznym. Gdy zakończyli zwiedzanie centrum Weimaru, szef grupy zaprosił wszystkich do autobusu. Ruszyli dalej. Michał spoglądał na oddalające się Frauenplan 1. Po zaledwie kilku minutach jazdy autobus zatrzymał się. Wysiedli. Michała przeszył dreszcz. – Gdzie ja jestem? Michał rozglądał się wkoło oszołomiony. Nigdy potem świat tak go nie zdziwił i nie zszokował. Byli w miejscu o nazwie Gedenkstätte Buchenwald. Był to teren hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Buchenwald, miejsce gdzie zamordowano 50 000 niewinnych ludzi. Po latach korzystając z funkcji pomiaru odległości na googlemaps sprawdził odległość w linii prostej dzielącą Frauenplan 1 od Gedenkstätte Buchenwald. Zobaczył wynik - 6830 metrów. – 6830 metrów dzieli niebo od piekła, 6830 metrów dzieli człowieka od upadku jego godności – pomyślał wtedy Michał. W drodze powrotnej usiadł zamyślony przy oknie autobusu i wpatrywał się piękno krajobrazu okolic Weimaru. Piękno tego miejsca było udziałem ich wszystkich. Byli synami dumnego narodu niemieckiego. Narodu o wielkiej historii i wielkiej kulturze. Narodu, któremu ludzkość zawdzięcza tak wiele. Wszyscy oni pili tutejszą wodę, spożywali dary tej ziemi.. A mimo to jedni z nich pisali tu ponadczasową poezję, komponowali genialną muzykę, pisali traktaty filozoficzne a inni zbudowali tu obóz koncentracyjny, miejsce gdzie przemysłowo zabijano ludzi. Dla Michała Weimar stał się najbardziej wymownym obrazem wolnej woli danej człowiekowi. Michałowi miło mijał czas. Uczestnicy obozu stanowili zgraną lubiącą się paczkę. Za dnia zwiedzali, wędrowali po górach, wieczorami miło spędzali czas na parkiecie miejscowej dyskoteki. W te wakacje królował przebój Sun of Jamaica. Jednego z wieczorów, do grupy z którą stał Michał, podszedł kierownik obozu. Głosem pełnym emocji powiedział: – Słuchajcie, Niemcy mówią, że w Polsce coś się dzieje. Podobno są masowe strajki. Pojawiły się postulaty o utworzenie niezależnych związków zawodowych. Rozpoczęły się dni pełne emocji. Kierownik każdego kolejnego dnia dostarczał nowych wieści o wydarzeniach w Polsce uzyskanych od niemieckiego kierownika obozu. Michał cieszył się, że system pełen obłudy i niesprawiedliwości zaczął się kruszyć. Stracił do niego resztki szacunku, po wydarzeniu, które zaszło na drodze w kierunku Lublina. W wakacyjne sobotnie popołudnie szli spokojnie drogą przez sąsiednią wioskę na wiejską zabawę w tutejszej remizie strażackiej. Nagle zatrzymał się obok nich  nieoznakowany samochód osobowy. Wyskoczyło z niego dwu cywili, chwycili będącego w tej chwili z brzegu kolegę, wepchnęli go do samochodu i błyskawicznie, bez słowa odjechali. Kolega wrócił do domu po kilku dniach. Nie był w najlepszej formie fizycznej. Nie chciał rozmawiać gdzie był i co z nim robiono. Bardzo bał się. Michał z ciekawością obserwował reakcję na polską grupę niemieckiej obsługi. W oczach kelnerek zauważył wyrazy sympatii. Obóz dobiegł końca. Michał pożegnał się i wsiadł do pociągu do Lublina. Dotarł na miejsce wczesnym rankiem. Wysiadł z pociągu, wszedł na teren dworca. Dookoła pełno tu było bialo-czerwonych flag, na ścianach wisiały wielkie plakaty. Atmosfera była nadzwyczajna. Dwa tygodnie temu wyjeżdżał z szarej i umęczonej Polski a wrócił do tak nadzwyczajnie zmienionej, pełnej nadziei ubranej w bialo-czerwone barwy. – Jeszcze Polska … –  pomyślał Michał. Niezwykłym zrządzeniem losu narodziny tej nadziei dane mu było oglądać z perspektywy, z kraju, który czterdzieści jeden lat temu swoją agresją sprowadził tyle nieszczęść na jego ojczyznę. Było to jego drugie szczególne przeżycie na dworcu kolejowym w Lublinie. Kilka lat wcześniej, około północy, gdy oczekiwał na pociąg, którym miał pojechać by rozpocząć studia, z głośników hali dworcowej usłyszał po raz pierwszy głos Edmunda Fettinga i melodię Krzysztofa Komedy z filmu Prawo i pięść. Wtedy wyruszał w nieznane. Tamta chwila była ważna dla niego, ta chwila była ważna dla niego i jego ojczyzny.   Od tamtego czasu minęło 39 lat. Jest teraz styczeń 2019 roku.  I znów Michała szokuje odległość. Tym razem nie musi już korzystać z funkcji pomiaru odległości na googlemaps. Sceny te ogląda zdumiony własnymi oczyma. Dzieją się one w Gdańsku, tu gdzie wiał wiatr wolności, który odmienił świat. Michał patrz na Pomnik Poległych Stoczniowców  1970 roku. Powstał on na placu przed bramą Stoczni Gdańskiej ku pamięci ludzi, którzy złożyli ofiarę własnego życia za wolność Polski i lepszy los Polaków w 1970 roku.   Dziś Michał patrzy na morze płonących zniczy ułożonych w kształt serca u stóp tego monumentu. To ku pamięci Prezydenta Gdańska Pana Pawła Adamowicza, który został zamordowany w wolnej już Polsce, ręką wolnego Polaka, który jako człowiek wolny posiadł ten dar, by sam kształtował swój lepszy los. Prezydenta, który przynosił w latach osiemdziesiątych te dary jemu i każdemu Polakowi. Obrazowi temu towarzyszą odgłosy. Odgłosy dobiegające z dwu wrogich obozów, w których trwają przygotowania do walki. Choć mówią tym samym językiem, nie rozumieją się. Gotują miecze do walki. Przed Michałem, gdy to widzi i słyszy, staje scena ewangeliczna:   Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.   W ewangelicznej scenie potrzeba było Boga, by powiedział to boskie zdanie:  - Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.  Michał zastanawia się, czy znajdzie się dziś w jego kraju człowiek, który wypowie to zdanie w imieniu Boga:  - Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy uderzy mieczem.  Michał zastanawia się, czy te słowa usłyszy uczciwy grzesznik, który jako pierwszy schowa miecz do pochwy?   Ta odległość szokuje Michała. To zaledwie kilka metrów…  Michał dziś może tylko powiedzieć:
        - Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie… - Dziękujemy Panie Prezydencie…  
      • Fajne cos jak mój złoty bożek choć zdecydowanie lepsze :)  uwagi to "nich" jakos tak blisko siebie  Może  Ale część do dzisiaj   I  "część" chyba powinno być 
      • Myślisz? Przerażająca wizja. Mogłaby ucieszyć jedynie zagorzałych fanów zmniejszania populacji. 
      • Pisali raz, że w wiosce Niedary, mieszkał tamże jeden krawiec  stary, który zamiast guzików dawał masę przytyków. Bo wszystkim szył według swojej miary.   Pewien szewc  gdzieś niedaleko Łodzi, zgubił kalosze podczas powodzi. Szukał ich potem z nadzieją, tylko  ludzie zeń się śmieją. Bo jest szewcem co  bez butów chodzi.   Żalił się poeta ze Zbaraża, brak mi rymów –mówił do lekarza, cierpię teraz ogromnie. Doktor rzekł: to nie do mnie, niech pan podejdzie  z tym do rymarza.  
    • Najczęściej komentowane