Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Polman

O rytmie w wierszu

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • 3 godziny temu, Alicja_Wysocka napisał:

     

    Moim skromnym zdaniem, za wiele ten, tego tych, nich, tam.

    Zdaję sobie sprawę, że bardzo pilnowałeś rytmu, stąd tak wiele jednosylabowych wyrazów.

    proponowałabym jeszcze popracować.

    Powodzenia :)

     

     

    Bardzo dziękuję za Twoje uwagi.

    Popatrzę jeszcze na tekst.

    Moje wrażenie na ta chwilę jest takie, że pisząc 8-zgłoskowcem ze średniówką po sylabie 4 , chodzimy na bardzo krótkim łańcuchu.

    Pozdrawiam :-)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    3 godziny temu, Polman napisał:

    8-zgłoskowcem ze średniówką po sylabie 4 , chodzimy na bardzo krótkim łańcuchu. 

    Możesz pisać trzynastozgłoskowcem, dziewięciozgłoskowcem, jeszcze inaczej, jak tam sobie chcesz. Chodziło przecież tylko o nauczenie się tego jak pisać rytmicznie. Możesz pisać naprzemiennie.

    Jeden wers ósemką, następny piątką itd.

    Rytm wiersza podobny jest trochę do tańca. Można się gibać w tańcu 1/1, a można wymyślać kroki i powtarzać w określonych układach i sekwencjach. Zauważyłeś już, że do niektórych tekstów można dopisać nuty.

    Najprościej napisać nowy tekst do jakiejś  łatwej, Tobie dobrze znanej piosenki. Ten nowy napisany przez Ciebie tekst będzie rytmicznym wierszem. Np.

     

    Gdzie strumyk płynie z wolna, 7

    rozsiewa zioła maj 6

    Stokrotka rosła polna 7

    a nad nią szumiał gaj 6

     

    Można to samo  zapisać w innej wersyfikacji,

    a rytm i tak się nie zmieni.

     

    Gdy strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj

    Stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj.

    Wtem harcerz idzie z wolna, stokrotko witam cię

    twój urok mnie zachwyca, czy chcesz być mą czy nie?

     

    Teraz jest trzynastozgłoskowcem. Rytmu pilnuje średniówka.

    Ufff... inaczej już nie potrafię, sorry :(

     

     

     

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    8 godzin temu, Alicja_Wysocka napisał:

    Możesz pisać trzynastozgłoskowcem, dziewięciozgłoskowcem, jeszcze inaczej, jak tam sobie chcesz. Chodziło przecież tylko o nauczenie się tego jak pisać rytmicznie. Możesz pisać naprzemiennie.

    Jeden wers ósemką, następny piątką itd.

    Rytm wiersza podobny jest trochę do tańca. Można się gibać w tańcu 1/1, a można wymyślać kroki i powtarzać w określonych układach i sekwencjach. Zauważyłeś już, że do niektórych tekstów można dopisać nuty.

    Najprościej napisać nowy tekst do jakiejś  łatwej, Tobie dobrze znanej piosenki. Ten nowy napisany przez Ciebie tekst będzie rytmicznym wierszem. Np.

     

    Gdzie strumyk płynie z wolna, 7

    rozsiewa zioła maj 6

    Stokrotka rosła polna 7

    a nad nią szumiał gaj 6

     

    Można to samo  zapisać w innej wersyfikacji,

    a rytm i tak się nie zmieni.

     

    Gdy strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj

    Stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj.

    Wtem harcerz idzie z wolna, stokrotko witam cię

    twój urok mnie zachwyca, czy chcesz być mą czy nie?

     

    Teraz jest trzynastozgłoskowcem. Rytmu pilnuje średniówka.

    Ufff... inaczej już nie potrafię, sorry :(

     

     

     

     

     

     

     

    Świetnie to wyjaśniłaś :) Super lekcja z rytmiki. Dziękuję.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Dnia 28.11.2018 o 16:56, Alicja_Wysocka napisał:

    Gdzie jest tekst, który zmieniłeś?

    Dawaj go tutaj, bo cofam się i nie wiem który poprawiłeś, Wiara czy Wiara 2

    :)

     

    To najnowsza wersja Wiara_2

     

    Wiara_2 

     

    zdarzyło się lata tego

    iż idąc do domu swego

    na obiad i by odpocząć

    od upału dnia skwarnego

      

    spotkałem tak oto pana

    ledwo będąc krok od celu

    którego co dnia widuję

    gdy nam sprząta na osiedlu

     

    nieomal  tej samej chwili

    u uchylonych drzwi  bloku

    stanęła nasza sąsiadka

    co niosła wór śmieci w ręku

     

    gdy sąsiadka przy nim była

    wtedy tak do niej powiedział:

     „do wózka to Pani mi da

     bo jadę  do kontenera”

     

    sąsiadka, to ja przypuszczam 

    słów do niej nie usłyszała

    i wciąż idąc własną drogą

    sama worek wynieść chciała

     

    pan tym nieco zaskoczony

    rękami do niej pomachał

    zrobił też ku niej pół kroku

    tak pomocy swej zaniechał

     

    osłupiały wtedy stanąłem

    ja Polak, co mu zlecono

    by normę homo pawłowicz

    w nim zaintrodukowano

      

    ale jutro już, już z rana

    gdy już minie osłupienie

    znajdę  pana na  ulicy

    z podzięką za ocalenie

      

    bo powróciła do mnie wiara

    że ktoś we mnie ujrzy brata

    że może być jedna prawda

    że nas już nie dzieli  krata

     

    moje prośby też przekażę

    by pan lekcję tą powtórzył

    marszałkom dla prezydenta

    a też wózka nam użyczył

     

    byśmy na nim tych powieźli

    tam gdzie dla nich słuszne miejsce

    tych wszystkich, którzy nam wiarę

    tą okrutnie odebrali

     

    Myślę, że na rytm wiersza mają wpływ: ilość zgłosek w wierszu, średniówka ale również zachowanie 

    układu akcentów w ramach wiersza. To ostatnie ma ogromne znaczenie.

    To jest ten przykład, który przywołałaś w Twoim komentarzu:

     

     

     

    akcent.jpg

    Zgłoski akcentowane mają stałe niezmienne położenie.

    Pozdrawiam :-)

    Edytowane przez Polman

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Psia kostka, chyba nie dam rady. Zabijesz mnie, a w najlepszym przypadku znienawidzisz.

     

    Dnia 27.11.2018 o 15:39, Polman napisał:

    spotkałem tu oto Pana

     

    Po co i na co tu oto? Nic nie wnosi, jeśli idzie o treść.

    Moim zdaniem to nic innego jak wata, która jest tylko po to, żeby było osiem sylab.

    Spotkałem Pana

    Podczas czytania, aż mi się cisnęło na myśl

    Alleluja, bo piszesz wielkiej litery Pana (nie wiem dlaczego) więc natychmiast przyszedł mi na myśl Bóg. Tymczasem piszesz o pewnym gościu.

    21 godzin temu, Polman napisał:

    ja idę  do kontenera”

    Jest w j. polskim podmiot domyślny. Wystarczy napisać

    idę do kontenera, bez ja, bo każdy czytający, wie, że to Ty

    21 godzin temu, Polman napisał:

    sąsiadka tych to jego słów

    Nie wystarczy

    tych słów

    lub

    jego słów?

     

    Miałabym jeszcze więcej, ot choćby układ rymów.

    Pierwsza zwrotka odstaje od pozostałych. Rymy nie występują w identycznych miejscach.

    Wiesz co?

    Może daj ten wiersz na warsztat, może przyjdą koleżanki i koledzy, bardziej pomogą.

     

    Jeśli już się tak znasz na stopach akcentowych, jak wyżej zaprezentowałeś, to nie powinieneś mieć żadnego problemu z napisaniem rytmicznego wiersza.

    Rozpisałeś tę piosenkę jak sylabotonik.

     

    Pozdrawiam :)

     

    Edytowane przez Alicja_Wysocka

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Kolejny remont wykonany :-)

    Wynik w powyżej.

    Uwagi były bardzo słuszne :-)

    Dzięki :-)

    Edytowane przez Polman

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Zmęczył mnie okrutnie ten ,remont'

    Nie mam więcej pomysłów. Przepraszam, nadal nie leży jak bym chciała.

    Dałabym go na Warsztat z tytułem roboczym:

    Pomóżcie proszę! Jest na tym portalu kilkoro poetów rymujących, może zreanimują Twój wiersz.

    Adrenalina, defibrylator - sama nie wiem.

    A może zapakują do szuflady, żeby trochę poleżał, jak w szpitalu.

    Jestem także za okrojeniem treści. Np. mało istotna jest wzmianka o tym że było gorąco, szedłeś do domu swego odpocząć i na obiad.

    Nie mogę więcej marudzić, bo mnie przeklniesz.

    :)

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    20 godzin temu, Polman napisał:

     

    To najnowsza wersja Wiara_2

     

    Wiara_2 

     

    zdarzyło się tego lata

    że idąc do domu swego

    na obiad i by odpocząć

    od upału dnia tamtego

      

    spotkałem tu pana wtedy

    ledwo będąc krok od celu

    którego co dnia widuję

    jak nam sprząta na osiedlu

     

    nieomal  tej samej chwili

    u uchylonych drzwi  bloku

    stanęła nasza sąsiadka

    co niosła wór śmieci w ręku

     

    gdy sąsiadka przy nim była

    wtedy tak do niej powiedział:

     „do wózka to Pani mi da

     bo jadę  do kontenera”

     

    sąsiadka, to ja przypuszczam 

    słów do niej nie usłyszała

    i wciąż idąc własną drogą

    sama worek wynieść chciała

     

    pan tym nieco zaskoczony

    rękami do niej pomachał

    zrobił też ku niej pół kroku

    tak pomocy swej zaniechał

     

    osłupiały wtedy stanąłem

    ja Polak, co mu zlecono

    by normę homo pawłowicz

    w nim zaintrodukowano

      

    ale jutro już, już z rana

    gdy już minie osłupienie

    znajdę  pana na  ulicy

    z podzięką za ocalenie

      

    bo powróciła do mnie wiara

    że ktoś we mnie ujrzy brata

    że może być jedna prawda

    że nas już nie dzieli  krata

     

    moje prośby też przekażę

    by pan lekcję tą powtórzył

    marszałkom dla prezydenta

    a też wózka nam użyczył

     

    byśmy na nim tych powieźli

    tam gdzie dla nich słuszne miejsce

    tych wszystkich, którzy nam wiarę

    tą okrutnie odebrali

     

    Myślę, że na rytm wiersza mają wpływ: ilość zgłosek w wierszu, średniówka ale również zachowanie 

    układu rymów w ramach wiersza. To ostatnie ma ogromne znaczenie.

    To jest ten przykład, który przywołałaś w Twoim komentarzu:

     

     

     

    akcent.jpg

    Głoski akcentowane mają stałe niezmienne położenie.

    Pozdrawiam :-)

     

    Tu jest jakiś błąd. W ostatnim wierszu zapisu jest 7 zgłosek nieakcentowanych. To nie jest możliwe.  Nawet jeśli to wyrazy jednosylabowe z przeważającą ilością zaimków i przyimków, to poukładałyby się w zestroje. A jeśli całość, to dwa dłuuuuugie słowa, to powinny być zaznaczone akcenty poboczne, ale to nie jest możliwe. 

    Edytowane przez Patryk Robacha

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Wiersz oceniam już jako OK.

    Jest on ostatecznie zakończony.

    Bardzo dziękuję za cenne uwagi.

    Miłego odpoczynku po remoncie :-)

    Zasłużyłaś bardzo na to :-)

    Pozdrawiam.

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Czasami warto robić remonty.

    Po tych tu moich już tak nie szczerzą na mnie zębów jamb, trochej, daktyl, amfibrach ...

    I jest fajne. Jak się rozwidni, to skoczę do sklepu za oknem, zdobędę dobre piwko

    i ja amator_panisko posłucham w nagrodę po zakończonym remoncie

    Mistrza rytmu w temacie jak to było latem :-)

     

     

    Edytowane przez Polman

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • I coś jeszcze w rytmie.

     

    nikt nam czasu nie zawróci

     

    nikt nam czasu nie zawróci

    by naprawić co zniszczymy

    bezlitosnym los nam wtedy

    to udręką czym wzgardzimy

     

    darów nie dał nikt wiecznymi

    by ich nie pilnować z troską

    co dziś słabym to wspieramy

    co nam dane z łaską boską

     

    kiedy błyski z twoich oczu

    nie rozświetlą mi dziś mroku

    daj mi dłonie weź me słowa

    tak przeminie pustka zmroku

     

    znów stoimy za sterami

    naszych łodzi klasy "wolni"

    gdy złożymy nasze dłonie

    Bóg nam ześle blask latarni

     

    nikt nam czasu nie zawróci

    by naprawić co zniszczymy

    bezlitosnym los nam wtedy

    to udręką czym wzgardzimy

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • I jeszcze jedna próba.

    Troszkę w drugiej zwrotce  rytm jest nieco inny.

     

    Litania do lepszego świata    

     

    wózek.jpg

     

    Ujrzałem wózek pełen rzeczy                          

    Obok nie było mu włodarza...

    Człowieka - on tu był nędzarzem                    

    On przeżył – taki los szczęściarza

     

    Dziś z zadumą  patrzę na ten dziwny obraz                          

    W szybie czterokołowego dobrobytu

    Gdy nawigację ustawioną mam w wierze

    By żyć w spokoju a i z drobiną szyku

     

    Lecz myśl ta cicho wraca do mnie                    

    Myśl tak natrętna co przeraża                       

    Że  kiedyś znów u wózka dyszla             

    Ujrzymy świeżą twarz nędzarza

              

    Piszę dziś słowa tej litanii                                

    By myśl tą wstrętną w dal odprawić  

    Litanii do lepszego świata    

    Chcąc odrobinę świat poprawić                 

     

    Gdy chociaż linię z tej litanii                 

    Co dnia darujesz dobru świata

    Tak sercu Twoim może wzrosnąć       

    Codzienna troska o los świata 

     

    Litania do lepszego świata

     

    nie będę marnował żywności, dla lepszego świata

    wyłączę zbędną żarówkę, dla lepszego świata

    nie wyrzucę śmieci w lesie, dla lepszego świata

    nie wyrzucę baterii do kosza, dla lepszego świata

    zamienię choć kilka słów ze samotnym sąsiadem, dla lepszego świata

    będę dla wszystkich dziś życzliwy, dla lepszego świata

    pozmywam dziś naczynia, dla lepszego świata

    pochwalę ciebie, gdy coś ci się uda, dla lepszego świata

    będę stał po stronie prawdy, dla lepszego świata

    będę się starał lepiej zrozumieć świat, dla lepszego świata

    będę odpowiedzialnie uczestniczył w życiu społecznym, dla lepszego świata

    nie przejdę obojętny obok skrzywdzonego, dla lepszego świata

    będę wspierał ludzi w potrzebie, dla lepszego świata

    nie będę przyczyną cierpienia zwierząt, dla lepszego świata

    nie pojadę dziś samochodem, pójdę pieszo lub pojadę rowerem, dla lepszego świata

    nie będę palił śmieci w piecu, dla lepszego świata

    ...                                                , dla lepszego świata

     

     

    Zwrotki 1, 3, 4, 5 są napisane dziewięciozgłoskowcem.

    Natomiast zwrotka 2 jest napisana dwunastozgłoskowcem.

     

    Zauważam, że zwrotki te różnią się  odczuciem ich rytmu.

    W zwrotce drugiej jest troszkę zadumy, refleksji.

    Dłuższy wiersz temu założeniu, moim zadaniem, służy.

     

    Zwrotki napisane ośmiozgłoskowcem mają szybszy rytm i są bardziej wartkie.

    Czujesz coś podobnego?

     

     

     

     

    Edytowane przez Polman

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Jakiś czas patrzę na problem rytmu w wierszu.

    Mogę już powiedzieć, że stało się to dla mnie ważnym.

    Gdy dzisiaj zaczynam jakiś nowy tekst, to struktura tego tekstu jest dla mnie bardzo istotna.

    Przede wszystkim mam potrzebę, aby zachować ilość zgłosek, średniówkę.

    Ciekawe jest to, że łatwiej mi zrezygnować z rymu, niż z tych rzeczy, o których pisałem wcześniej.

    Zauważyłem też, że teksty o mniejszej liczbie zgłosek w linii są bardziej dynamiczne.

    Te o większej liczbie zgłosek służą lepiej tematom refleksyjnym i melancholijnym.

     

    Gdym siebie dziś zapytał, czy warto było, to odpowiem:

     

    Bardzo warto było!

     

    To jest bardzo dobre doświadczenie, świetny trening.

    Dziś nowy tekst powstaje o wiele szybciej.

    A czy jest lepszy?

    Sam oceń.

     

    To jeszcze jedna moja próba:

     

    W HURTOWNI SŁÓW

     

    przed bramą hurtowni słów

    przed świtem staną tłumem

    znów dzień potrzebuje słów

    będą im krzykiem, szeptem

     

    a słowa drżą o swój los

    z kim dzisiaj będą, oj z kim…

    gdzie dzisiaj trafią, oj gdzie…

    czym dzisiaj będą, oj czym…

     

    a może dziś będą z kimś

    kto sieje wokół nas zło

    a słów mu potrzeba dziś

    by dobrem nazywać zło

     

    może trafią do paska

    co czerwienią nas straszy

    jako nasiona prawdy

    jako nasiona kłamstwa

     

    może będą tym szeptem

    co przychodzi ostatnim

    otulonym już mrokiem

    dotknąć czułym wyznaniem

     

    a słowa drżą o swój los

    z kim dzisiaj będą, oj z kim…

    gdzie dzisiaj trafią, oj gdzie…

    czym dzisiaj będą, oj czym…

     

     

    Edytowane przez Polman

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Psia kostka,

    a czemu mają służyć wielokropki, w dodatku aż tyle?

    Wyglądają jak oberwane wąsy u kota z jednej strony.

    Niczego nie wnoszą, zdradzają tylko wczesne pióro.

    Przed znakami diakrytycznymi nie stawiamy spacji, 

    a u Ciebie jest

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 57 minut temu, Alicja_Wysocka napisał:

    Psia kostka,

    a czemu mają służyć wielokropki, w dodatku aż tyle?

    Wyglądają jak oberwane wąsy u kota z jednej strony.

    Niczego nie wnoszą, zdradzają tylko wczesne pióro.

    Przed znakami diakrytycznymi nie stawiamy spacji, 

    a u Ciebie jest

     

    Tą informację zasięgnąłem ze strony ortograf.pl:

     

    Wielokropek – opis, zasady użycia

    Wielokropek to znak interpunkcyjny, który składa się z trzech kropek. Jego głównym zastosowaniem jest oznaczanie w tekście pominiętych fragmentów.

    Zasady użycia wielokropka

    Wielokropka używamy, by:

    zaznaczyć, że wypowiedź została przerwana (najczęściej z powodu emocji)

    Przykład: Moje dzieci byłyby inne; po niej wzięłyby piękność, po mnie siłę… No, ale ich nie będzie. (B. Prus „Lalka”)

    W takich sytuacjach wielokropek może być też zastępowany innymi znakami interpunkcyjnymi, głównie myślnikiem.

     zaznaczyć treść, której czytelnik może się nie spodziewać. Co ważne, tak użyty wielokropek służy do zasygnalizowania komizmu, ironii, rozczarowania itp. Następujący po niej wyraz piszemy małą literą. 

    Przykład: Równość… nigdy nie było równości! Sprawiedliwość… nigdy jej nie będzie. (B. Prus „Lalka”)

    Jeżeli zakończenie wypowiedzi ma charakter neutralny, poprzedzamy je myślnikiem.

    Wielokropek a pozostałe znaki interpunkcyjne

    W przypadku zbiegu wielokropka z jednym spośród pozostałych znaków interpunkcyjnych postępujemy w następujący sposób:

    • gdy wielokropek zbiega się z przecinkiem, średnikiem lub kropką, znaki te pomijamy

    Przykład: Krew uderzyła mi do głowy… ale to już przeszło… (B. Prus „Lalka”)

    • gdy wielokropek zbiega się z pytajnikiem, wykrzyknikiem lub pauzą, znaki te umieszczamy obok siebie

    Przykład: W drogę! w drogę!… Bywaj zdrów, druhu żołnierzu! (H. Sienkiewicz „Ogniem i mieczem”)
     
     
    Tyle cytatu.
    W wierszu powód zużycia wielokropka zaznaczyłem podkreśleniem.
     
    A w przypadku spacji masz 100% racji. Dziękuję Alicjo za uwagi ;-)
    Pozdrawiam
     
     
    Edytowane przez Polman

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Polman,

    W Twoim wierszu użyłeś go sześć razy. Przytoczyłeś mi fragmenty prozy.  Używanie go w prozie, to zupełnie inna bajka. Wiersz jest nieporównywalnie krótszą formą. Inaczej solisz zupę w kotle, inaczej w garnuszku (chodzi o ilość soli) Także znalazłam cytaty. Może przypadną Ci do gustu, a może nie.  Może zechcesz stawiać wielokropki

    ...przed wersem i za wersem... tak ze dwadzieścia cztery na czterowers.

    Nadużywanie go to pisemne udowadnianie braku pomysłu na to, co chce się napisać.

    Nadużywanie wielokropka jest jak nadużywanie alkoholu, język się plącze.

    Nadużywanie zdarza się początkującym twórcom, którzy bardzo pragną nadać wypowiedziom refleksyjną, nawet poetycką formę, w ich mniemaniu, oczywiście.

    http://martafox.pl/2011/02/05/zdradzic-moga-nas-trzy-kropki/comment-page-1/

    Należy do znaków, z którymi w wierszu warto obchodzić się ostrożnie.

    Wielokropki kojarzą się na ogół nieprzyjaźnie z wszelkimi formami niepanowania nad mową, emocjami, uwagą, myślami, stylem. Towarzyszą im często:
    - niedojrzałość i niezdarność w tworzeniu i peel, czyli podmiot liryczny, o umysłowości i języku gimnazjalisty;
    - nieuważność; mielizny myślowe; powierzchowność obserwacji, płytkość wniosków; ogólniki, wyświechtanie;

    http://e-poezja.pl/teoria/wielokropek

    polecam artykuł w całości.

    Nie miej mi proszę za złe,

    pozdrawiam życzliwie :)

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      •  

         

         

        Miot – obszar lasu, najczęściej prostokąt ograniczony drogami, ścieżkami, rzeczkami, opolowywany podczas jednego pędzenia.

         

        Pędzenie – wypłaszanie przez nagankę zwierzyny z miotu, na linię myśliwych.

         

        Loftka – nabój z kilkoma kulkami, 6 – 9 sztuk w zależności od kalibru broni. Zabroniony w myślistwie.

         

         

        Na dziki poluje się indywidualnie z podchodu, z zasiadki albo zbiorowo. Wówczas brałem udział w polowaniu zbiorowym.

         

        Był styczeń, ale bezśnieżny i przeczesywaliśmy na ślepo miot za miotem. Gdyby był śnieg, moglibyśmy najpierw go obciąć, czyli obejść i sprawdzić czy do środka nie prowadzą jakieś ślady watahy. Jeśli jest wejście, a nie ma wyjścia to wiemy, że w miocie są dziki.

         

        Dopiero wtedy prowadzący rozstawia ludzi, a do środka wchodzi jeden czy dwóch podkładaczy z psami – jako naganiacze - i zaczyna się najważniejsza część zabijania.

         

        Tamten miot miał był ostatnim w owym dniu. Ba, w całym sezonie. Przydzielono mi dobre stanowisko na winklu, w niewielkim rozdołku, gdzie była spora szansa, że jeśli dziki zaległy w środku, to ruszone odbiją na mnie i będą miał szanse strzelać ze swojego sztucera.

         

        W nagankę poszedł Wiesiek i Wituś, każdy z nich miał po dwa psy do podkładania. Obserwowałem ich i widziałem jak wchodzą z leśnej drogi w młodą świerczynę, znikają mi z oczu, a po chwili usłyszałem gwałtowny, wysoki, zaciekły jazgot, a moment później huk wypalającej strzelby. Padły dwa strzały, jeden po drugim, i na chwilę zaległa cisza.

         

         

        Ruszyłem. Świadomie łamałem regulamin, ale ponad wszystko zapragnąłem tam być, uczestniczyć, a nie stać bez ruchu i czekać na łut szczęścia, że coś wyjdzie akurat na mnie.

         

        Dotarłem do miejsca, gdzie weszli w las, i przystanąłem. Uspokoiłem oddech i zacząłem nasłuchiwać. Nic. Cisza. I raptem znowu odezwały się psy, niedaleko przede mną, zacząłem przedzierać się przez gęstwinę aż wydostałem się na rzadziej porośnięty kawałek lasu.

         

        Stanąłem by się zorientować w sytuacji, psy ujadały już ciągle, musiały coś dopaść i naraz zobaczyłem je. Dziki! Jeden, drugi… trzeci, biegały ganiane przez osaczające je psy, nieduże, przelatki, i wtedy kanonada z dwóch dubeltówek zagłuszyła wszystko a kiedy ucichła, słyszałem tylko przeraźliwe kwiczenie rannych zwierząt i psy zamilkły.

         

        Wprowadziłem nabój do komory, załadowałem i krzyknąłem, że idę. Krzyknąłem raz, potem drugi, ktoś mi odkrzyknął, zawołał bym uważał, bo idą na mnie, doszło mnie chrapliwe chrząkanie dużego dzika za ścianą gęstego młodnika, próbowałem ustalić kierunek, zlokalizować, naraz psy odezwały się znowu, wysokie, zajadłe ujadanie dobiegało z kilku miejsc jednocześnie, trzaskały gałęzie, zwierzęta przeciskały się przez zarośla, ale nie widziałem żadnego.

         

        Padł kolejny strzał, kolejny, rozległo się kwiczenie trafionego zwierzaka, psy wciąż ujadały cienko i wściekle, oszczekując watahę, zrobił się wielki zamęt, a nad nim górowało ciężkie warczenie lochy. Znów strzały, blisko, bardzo blisko, już widziałem składającego się Witusia, wywalił dwa razy i poczułem że muszę tam podejść, jeśli mam dojść do strzału. Przebiłem się przez świerczynę do tamtych, wydostałem się na maleńką polankę i naraz zobaczyłem przemykającego średniego dzika, walnąłem do niego z przyrzutu, przeładowałem, namierzyłem następnego, złożyłem się i strzeliłem gdy muszka siadła mu na komorze, dzik wpadł w gęstwinę, rozglądałem się za następnym, zwierzaki śmigały gąszczu, za nimi psy próbujące je osadzić na zadach, było wielkie zamieszanie, hałas, kwik, trzaski i trudno było się złożyć, psy wyskakiwały na linie ognia, zasłaniały sobą rozbiegane dziki, gdy te wciskały się w gęstwinę, by się od nich uwolnić chociaż na chwilę.

         

        Zobaczyłem naraz przed sobą Wieśka, składał się starannie, powędrowałem spojrzeniem za linią lufy jego strzelby i ujrzałem wielkiego dzika wchodzącego między niską świerczynę. Wiesiek wypalił, dzik szedł dalej jakby nie przyjął kuli, więc teraz ja się złożyłem, starałem się ulokować muszkę na karku, dzik odchodził, już prawie znikał wśród niskich gałęzi, strzeliłem, przeładowałem, zwierz przysiadł na zadzie, odpuściłem go i zacząłem rozglądać się za innymi, gdy znowu zza ściany młodnika rozległy się strzały, zakwiczał trafiony w kręgosłup przelatek. To była robota Witusia..

         

        Psy przebiegły mi pod nogami, wpadły pod rozłożystego świerka i osaczyły tam następną sztukę, głęboko pod niskimi konarami, przyklęknąłem żeby dojrzeć cokolwiek, minął mnie Wiesiek, zabiegał z boku, wpychał do luf nowe naboje, widziałem jak zamyka broń, ustawia się po drugiej stronie odcinając dzikowi drogę ucieczki, złożyłem żeby mieć go muszce gdyby się wyrwał od psów, Wiesiek zaczął się drzeć do mnie żebym nie strzelał, bo psy, odkrzyknąłem że wiem, uważam, dzik wreszcie ruszył, wybiegł na niego i dostał do boku, zwalił się w ogniu i naraz wszystko ucichło. Chwilę potem spod rozłożystego świerka odezwał się kwik dziczka, siedział na zadzie z przetrąconym kręgosłupem, a dwa psy skubały go po bokach.

         

        Wituś podszedł, odepchnął nogą jednego psa i sięgnął po nóż. Rozłożył go, po czym nachylił się i podciął dzikowi gardło, ten ucichł.

         

        Psy biegały jeszcze w kółko, zdyszane, w każdym możliwym kierunku, przeczesywały teren, wpadały pod nisko wiszące gałęzie, wypadały, lecz nic już nie było. Pojawił się Wituś.

         

        ·     Zabiłeś tamtego? – zapytał go Wiesiek.

        ·     Nie wiem. Jeden leży, ale drugi poszedł w waszą stronę.

        ·     Ja go chyba zgoliłem.

        ·     Do ilu strzelałeś?

        ·     Do trzech. Dwóch małych i tego wielkiego.

        ·     Do lochy?

        ·     To była locha?

        ·     A jak myślisz?

        ·     No to strzelałem do niej.

        ·     Widziałem, po moim strzale. Dostała do boku jeszcze wcześniej. I tak by została.

        ·     Wciąż szła, bałem się, że pójdzie.

        ·     Nie poszła by daleko, oberwała, chyba przyjęła na miękkie. A tak w ogóle skąd żeś się tutaj wziął?

        ·     Nie mogłem tam ustać.

        ·     Łowczy się wkurwi.

        ·     Niech się wkurwia.

        ·     Dobra, spróbujmy pozbierać teraz to towarzystwo. To ile powinno zostać?

        ·     Ja myślę, że zgoliłem dwa. Lochy nie liczę, bo twoja.

        ·     Wituś? A ty?

        ·     Jednego na pewno. Drugi poszedł. Potem strzelałem jeszcze do jednego, ale chyba spudliłem. Miałem go na dziesięć kroków.

        ·     To z moimi powinno być sześć albo siedem. Niezłe. Czegoś takiego jeszcze nie było.

        ·     Ok, pozbierajmy je.

        ·     Wituś, zadzwoń do łowczego, żeby podesłał tutaj jakie auto i paru chłopaków.

        ·     Kurwa, nie wiem jak to się stało. Był na linii, miałem go na dziesięć kroków.

        ·     Zobacz, ten jeden tam jeszcze się rusza, próbuje się dźwignąć.

        ·     Gdzie są psy?

        ·     Pobiegły za resztą. Słyszałeś strzały?

        ·     Ktoś strzelał na linii, dwa razy. Może coś jeszcze zabili.

        ·     Dostrzel tego przelatka.

        ·     Szkoda naboju. Staszek, ty masz ten swój scyzoryk?

        ·     Masz. Zrób to szybko, żeby nie męczył się niepotrzebnie.

        ·     Już ja go uciszę.

         

        Wiesiek przygniata dzika kolanem do ziemi, butem przyciska mu pysk i wbija nóż w szyję tam, gdzie się powinna znajdować tętnica. Dzik kwiczy przeraźliwie, milknie, kopie przez chwilę biegami, z rany wypływa posoka, nieruchomieje.

         

        Naraz słyszymy szelest, odwracamy się i patrzymy jak z pomiędzy świerkowej gęstwiny wypełza locha, ciągnie, wlokąc za sobą na pół odstrzeloną nogę, w stronę Wieśka wciąż klęczącego nad młodym.

         

        ·     A ta kurwa, co ona jeszcze tu robi?

         

        Patrzymy na nią w zdumieniu, widzimy, że jest ciężko ranna i nie rzuci się na żadnego. U uda zwisa jej kawal skóry, odsłaniając połać żywego czerwonego mięsa, a na jej końcu buja się bryła mięśnia oderwanego kulą.

         

        ·     Dostrzel ją, Wiesiek.

        ·     Nie mam już brenek.

        ·     Mnie został ostatni nabój.

        ·     To już dzisiaj ci chyba nie będzie potrzebny?

        ·     Ok. Niech wyjdzie spod tej gałęzi.

         

        Przeładowuję, mierzę za szybko, bo chcę to zakończyć, strzelam z kilku kroków w łeb lochy.

        Ta podciąga się dalej, już wolniej, przystaje, siada na zadzie i postękuje chrapliwie.

         

        ·     Masz śrut?

        ·     Mam trochę grubego.

        ·     Strzel jej w łeb, z tej odległość to jest to samo jakbyś walnął z breneki.

         

        Locha nie ma już siły iść dalej. Przysiadła i patrzy w stronę Witusia, który wybiera numer łowczego.

         

        Wiesiek grzebie w kieszeni, wyciąga nabój, łamie broń, wpycha nabój do komory, zamyka, podchodzi na trzy kroki do lochy i starannie się składa do strzału. Mierzy w łeb długo, strzela i locha się wali na ziemię.

         

        ·     No, teraz już kurwo nie wstaniesz.

         

        Wituś łączy się z łowczym. Krzyczy żeby przysłał ludzi i samochód na kilka dzików. Nie wie na ile, trzeba poszukać. Pyta czy padło coś u nich. Rozmawia, Wiesiek rozładowuje broń, ja rozglądam się po lesie, pogubiłem kierunki i zastanawiam się gdzie strzelałem do swojego pierwszego dzika. Chłopaki znają ten teren lepiej od mnie, tutaj się wychowali od dziecka, nie będzie problemów.

         

        Przyglądam się losze, nie mogę pojąc jak mogłem spudłować do niej z kilku metrów. Wituś nie patrzył, Wiesiek jakby tego nie zauważył. Ok. Mogła być to gałąź na drodze, kula zrykoszetowała. Nikt nie posądzi mnie o pudło w takiej sytuacji, mam swoją renomę. Jakieś pocieszenie.

         

        Januszek składa aparat i chowa do kieszeni.

         

        ·     Zabili coś?

        ·     Staszek zgolił jednego. Kaśka strzelała do drugiego, ale poszedł. Mówi, że zaznaczył. Poszli go szukać.

        ·     A psy?

        ·     Dwa mają, dwa poszły w las. Może za tym postrzałkiem.

        ·     Twoje psy czy moje?

        ·     Moje wróciły. Twoje w lesie.

        ·     Kurwa, żeby któremu nie przyszło się pomylić.

         

        Psy Witusia dopadły do lochy, zaczęły ją szarpać za uszy i zad. Januszek przyklęka przy nich, schylamy się, głaszczemy jego psy, chwalimy, że zrobiły dobrą robotę.

         

        Wiesiek mówi:

         

        ·     Chodźmy poszukać tych dzików. Zejdzie dzisiaj do nocy.

        ·     Tutaj są dwa. Jeden za tym młodnikiem, ja go przyciągnę, leży w wykrocie. Wy idźcie za swoimi.

         

        Ściągamy dziki i układamy na boku jeden przy drugim. Liczymy, wciąż dwóch brakuje. Mogły pójść, Wituś przyciąga na sznurku swojego przelatka. Rozchodzimy się, Wiesiek krzyczy, że znalazł następnego, spieszę tam, oglądam. Dostał do boku na komorę i przebiegł jeszcze kilkadziesiąt metrów.

         

        ·     Mój?

        ·     Twój.

        ·     Skąd wiesz?

        ·     Po wlocie. Jest od twojej kuli, my waliliśmy z brenek.

        ·     Powinien być jeszcze jeden, strzelałem do niego zaraz po tym.

        ·     Znajdziemy go. Masz coś żeby pociągnąć?

        ·     Pasek tylko od portek.

        ·     Zostaw pasek. Ja mam sznurki od psów.

         

        Wituś chodzi między drzewami, wokół miejsca gdzie strzelał do dzika który poszedł. Nie może uwierzyć że spudlił.

         

        Znowu liczymy dziki, nie jest wiele do liczenia, ale to sprawia przyjemność. Ponownie rozchodzimy się po lesie, znowu Wiesiek woła, znalazł jeszcze jednego, leżał przy pniu starej sosny. Padł od kuli ze sztucera, uspakajam się wreszcie. Ściągamy go do pozostałych.

         

        Pojawiają się psy Wieśkowe. Są porządnie zziajane, kręcą się między dzikami, wąchają ale już ich nie szarpią. Powraca spokój. Wiesiek zajmuje się psami, przyklęka, głaszcze je i przytula, te liżą go po policzkach.

         

        Od drogi nadciągają chłopaki.

         

        ·     Coście tu nawyprawiali?

        ·     Policz. Jeden jeszcze nie ściągnięty.

        ·     Kurwa, sześć? Jakieś postrzałki?

        ·     Raczej nie. Liczyliśmy i wychodzi na to, że żaden nie poszedł.

        ·     Dobra, trzeba się brać do roboty. Co tam kto ma do ciągnięcia. I przygotować parę kołków, żeby dwóch mogło ciągnąć naraz.

         

        Trzeba przeciągnąć wszystkie dziki po leśnej ziemi, do samochodów, kilkaset metrów pod górę, załadować i zawieźć do wsi. Dzik Kaśki nie został podniesiony, ktoś musi pójść z psami i spróbować go dojść.

         

        ·     Wiesiek i Wituś, pojedziecie go szukać.

         

        Wituś zwołuje swoje psy, tych nie ma, poszły w las znowu. Łowczy mówi do Wieśka:

         

        ·     Jedź. On niech jedzie z tobą, wy najlepiej znacie ten teren. My zajmiemy się psami jak wrócą.

         

        Wiążemy pętle na linkach i zaciskamy dzikom na gwizdach, będziemy je ciągnąć po dwóch, na zmianę, do samochodów.

         

        Wracają psy Witusiowe, biegają pomiędzy nami, obwąchują i szarpią leżące na drodze dziki, wyskubują im sierść. Kto ma jakieś kanapki, oddaje psiakom.

         

        Układamy pokot starannie, jedna sztuka przy drugiej, do zdjęć. Nikt nie ma aparatu, robimy więc komórkami, nagrywam na swoją krótki filmik. Panuje podniosły nastrój, od dawna nie było takiego wyniku. Łowczy pyta sekretarza. Ten mówi, że od ponad dwudziestu lat, jak długo sięga pamięcią. Najwięcej padło w dziewięćdziesiątym ósmym, na wigilijnym. Trzy. Teraz siedem, a może i osiem, jeśli ten Kaśki się znajdzie. I to wszystko z jednego miotu.

         

        Ktoś się odzywa:

         

        ·     Szkoda tej lochy.

        ·     Trzeba było tam być. Ciekawe czy byś się zastanawiał. Jasne, że szkoda.

        ·     Cały miot wybiliśmy?

        ·     Jedna sztuka poszła nie strzelana. No i nie wiadomo co z tym Kaśki.

        ·     Ktoś pojechał go szukać?

        ·     Tak. Wiesiek i Wituś. I Maniek tam czeka, został przy samochodzie.

         

        Jedziemy do wsi, do zagrody Zdzicha. Wyładowujemy dziki z aut, szykujemy miejsca do oprawiania. Locha jest ogromna, podciągamy ją we trzech na linie przerzuconej przez gałąź śliwy.

         

        ·     Poharatana.

        ·     Jedna szynka się zmarnowała.

        ·     Dostała do boku na wątrobę, na tylną szynkę i w łeb. Padła, a potem wstała i jeszcze się do nas przywlokła.

        ·     Z dziurą we łbie?

        ·     Sam masz dziurę we łbie. Zostawiliśmy ją w zagajniku, jak już nie żyła.

        ·     Nie żyła, a potem zmartwychwstała.

        ·     Tak. Tak właśnie było. Zabiliśmy ją, ja strzelałem, Wiesiek strzelał, a ona potem usłyszała jak darł się ten jej młody, co go Wituś dorzynał, zmartwychwstała i dowlokła się do nas. I wtedy dostała w łeb. Teraz już wiesz jak było?

        ·     Szkoda jednak. To była doświadczona locha. Mogła odchować jeszcze parę miotów.

        ·     Pierdolisz. Jasne, że szkoda. Każdy wie, że szkoda. Teraz będziesz ją jadł.

        ·     Ale..

        ·     Zamknij się już. Trzeba było tam być. Bierz się do roboty, bo nas tu północ zastanie.

         

        Każdego dzika trzeba wypatroszyć, oskórować, podzielić na porcje. Córka Zdzicha podchodzi z wiaderkiem i pyta czy jest wątróbka.

         

        ·     Ta tutaj się nie nadaje, jest rozwalona. Zrobiliście zrzutkę?

        ·     Jasiek pojechał do sklepu, potem się rozliczymy. Teraz każdy jest utaplany w farbie.

        ·     Mówiłaś mu żeby kupił trochę piwa? Ja wolę piwo do wątróbki.

        ·     Ja też bym się napił piwa.

        ·     Każdy by się napił. Zadzwoń, żeby kupił całą skrzynkę.

         

        Podjeżdża samochód z Wieśkiem i Witusiem. Otwierają bagażnik, wyrzucają na ziemię dwa dziki. Przerywamy robotę i idziemy popatrzeć. Łowczy odzywa się:

         

        ·     Jeden jest Kaśki. A skąd ten drugi?

        ·     Psy go wytropiły, zaszył się w krzakach przy drodze. Chyba ostatni z tego miotu.

        ·     Ten Kaśki żył jeszcze?

        ·     Tak, ja żem go dostrzelił.

        ·     A tego drugiego?

        ·     Wituś.

        ·     Wituś, czemu nic nie mówisz?

        ·     A co mam gadać? Pies Wieśkowy nie żyje.

        ·     Jak nie żyje?

        ·     Nie żyje. Dostał przy dziku.

        ·     Jak to dostał przy dziku? Z czego żeś strzelał?

        ·     Wiesz z czego. Nie miałem już brenek.

        ·     Kurwa, mówiłem żeby nie strzelać z loftek! Tak to się kończy. Będziesz się tłumaczył przed zarządem, na razie jesteś zawieszony.

        ·     Ja żem nie zabił mu psa.

        ·     Kurwa, co wy mi tu opowiadacie? Wiesiek, jak to było z tym twoim psem!?

        ·     Musiałem go dostrzelić. Loftka Witusiowa trafiła go w szyję, na tętnicę. Sikał farbą, nic się nie dało zrobić.

        ·     Kurwa, to był najlepszy pies w kole. Chłopaki, to jest nauczka.

         

                    Na chwilę nastrój się robi ciężki. Posępnie kiwamy głowami.

         

        Potem wracamy do oprawiania dzików.

         

        Polowanie zima 2007.jpg

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności