Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Maria_M

Miałam sen, piękny sen

Rekomendowane odpowiedzi

9 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

Czy sen o wysiłku fizycznym poprawia kondycję? :)

 

A swoją drogę, warto sięgać po tworzywo poetyckie do snów... Ostatnio nawet o tym myślałam, bo miałam piękny sen o tańcu - ale nie znalazłam odpowiedniej formy.

 

Pozdrawiam

Ja mam tak rozbudowane sny, że polecono mi spisywać je w formie opowiadań. I wydaję mi się, że może się to sprawdzić.

 

Pozdrawiam autorkę wiersza, bo jest fenomenalny :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


7 godzin temu, Maria_M napisał:

Nocny Marek łazi nocą,

kiedy wszyscy śpią głęboko,

nocny Marek nocy stróż

zaśnij Marku, oczy zmruż.

:)

 

Bardzo dziękuję - przyda mi się taka kołysanka-usypianka! :)))

 

Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Gaźnik napisał:

Ja mam tak rozbudowane sny, że polecono mi spisywać je w formie opowiadań. I wydaję mi się, że może się to sprawdzić.

 

Pozdrawiam autorkę wiersza, bo jest fenomenalny :)

 

Niektóre z moich snów też mają złożoną fabułę, ale wolałabym formę poetycką. :) 

Niemniej jednak spisywanie snów uważam za bardzo dobry pomysł. :)

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam uczulenie na ortalion, a właściwie na dźwięk przez niego wydawany. Wydaje mi się że to rzadka przypadłość, ale gdyby ludzkość nie wymyśliła tego paskudztwa, nie wiedziałbym co to uczulenie na dźwięki... na samą myśl mam ciary :)

Wiersz dobry :)

Pozdrawiam serdecznie  :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, WarszawiAnka napisał:

 

Niektóre z moich snów też mają złożoną fabułę, ale wolałabym formę poetycką. :) 

Niemniej jednak spisywanie snów uważam za bardzo dobry pomysł. :)

 

Pozdrawiam

Też bym wolał formę poetycką, ale daleko mi do Friedricha Schillera czy Adama Mickiewicza...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Gaźnik napisał:

Też bym wolał formę poetycką, ale daleko mi do Friedricha Schillera czy Adama Mickiewicza...

 

Wiersz na miarę własnego snu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, Sylwester_Lasota napisał:

Mam uczulenie na ortalion, a właściwie na dźwięk przez niego wydawany. Wydaje mi się że to rzadka przypadłość, ale gdyby ludzkość nie wymyśliła tego paskudztwa, nie wiedziałbym co to uczulenie na dźwięki... na samą myśl mam ciary :)

Wiersz dobry :)

Pozdrawiam serdecznie  :)

Dobrze rozumiem tę niechęć. Dźwięk ocierających się o siebie nogawek spodni ortalionowych kojarzy mi się ze zbliżającym się do mnie agresywnym tryglodytą, ale  nie można dać się zastraszyć. Do biegania w późną jesień czy śnieżną zimę wygodniejszy jest ortalionowy dres niż jeansy z Levisa i trzeba pokonać wstyd. 

 

W latach młodości gdy z kolegami wymyślaliśmy setki kabaretów opartych na życiu naszych znajomych dresów wymyśliłem ciekawy twór - ortaliona... czapka. Co ciekawe 2 tygodnie śmialiśmy się z tej koncepcji dopóki takiej nie spotkaliśmy :D

Pozdrawiam

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, WarszawiAnka napisał:

 

Wiersz na miarę własnego snu...

Przepraszam, ale chyba mnie Pani nie zrozumiała. Ja jestem poetyckim beztalenciem. Nie znam nikogo kto by śnił tak atrakcyjnie jak ja, ale do opisania tego w formie poetyckiej potrzeba talentu, którego nie posiadam. Jako opowiadania mogłoby się sprawdzić przez to, że bardzo mocno wkuto w mój prosty łeb kreślenie historii na podstawie podanych na tacy historii...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Gaźnik napisał:

Przepraszam, ale chyba mnie Pani nie zrozumiała. Ja jestem poetyckim beztalenciem. Nie znam nikogo kto by śnił tak atrakcyjnie jak ja, ale do opisania tego w formie poetyckiej potrzeba talentu, którego nie posiadam. Jako opowiadania mogłoby się sprawdzić przez to, że bardzo mocno wkuto w mój prosty łeb kreślenie historii na podstawie podanych na tacy historii...

 

;0

 

Sposób opisu sami wybieramy... a obecność na portalu poetyckim też o czymś świadczy... :)

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, WarszawiAnka napisał:

 

Sposób opisu sami wybieramy... a obecność na portalu poetyckim też o czymś świadczy... :)

 

Pozdrawiam

 

18 minut temu, WarszawiAnka napisał:

 

Sposób opisu sami wybieramy... a obecność na portalu poetyckim też o czymś świadczy... :)

 

Pozdrawiam

Nie widzę problmu w napisaniu kilku zwrotek. Jednak kilkaset miażdży moją wyobraźnie. Jednak może Pani ma rację, pewnie brakuje mi ambicji ;) Jednak proszę zrozumieć, nie każdy ma taką swobodę pióra :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 minut temu, Gaźnik napisał:

Dobrze rozumiem tę niechęć. Dźwięk ocierających się o siebie nogawek spodni ortalionowych kojarzy mi się ze zbliżającym się do mnie agresywnym tryglodytą, ale  nie można dać się zastraszyć. Do biegania w późną jesień czy śnieżną zimę wygodniejszy jest ortalionowy dres niż jeansy z Levisa i trzeba pokonać wstyd. 

 

W latach młodości gdy z kolegami wymyślaliśmy setki kabaretów opartych na życiu naszych znajomych dresów wymyśliłem ciekawy twór - ortaliona... czapka. Co ciekawe 2 tygodnie śmialiśmy się z tej koncepcji dopóki takiej nie spotkaliśmy :D

Pozdrawiam

 

Nie, to nie to. Jest coś takiego jak uczulenie, 'alergia' na dźwięki. W dzieciństwie często bawiliśmy się przeciągając kawałkiem styropianu po szybie okna. Wydawało to specyficzny, piszczący, wysoki dźwięk, co niektórych moich kolegów i koleżanki doprowadzało do szału. Nie rozumiałem tego, dopóki mama nie kupiła mi ortalionowego płaszcza. Brrr, to był mój pierwszy i ostatni taki płaszcz w życiu. Na jego szelest dostawałem gęsiej skórki, mięśnie całego ciała napinały się i czułem się jak lekko sparaliżowany. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Nie spotkałem nikogo więcej, kto by w ten sposób reagował na ortalion, ale spotkałem wielu ludzi uczulonych na dźwięki, przeważnie wysokie, piskliwe. Wspomniany już styropian, piłowanie piłką lub pilnikiem metalu, dźwięk wydawany przy szorowaniu garów itp. Miałem kolegę który miał uczulenie na dźwięk, jaki wydaje wata zagryziona w zębach. Jak on do tego doszedł? Nie pytaj. Sam do tej pory się zastanawiam :)

Zdrowia :) bez alergii :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
25 minut temu, Sylwester_Lasota napisał:

Nie, to nie to. Jest coś takiego jak uczulenie, 'alergia' na dźwięki. W dzieciństwie często bawiliśmy się przeciągając kawałkiem styropianu po szybie okna. Wydawało to specyficzny, piszczący, wysoki dźwięk, co niektórych moich kolegów i koleżanki doprowadzało do szału. Nie rozumiałem tego, dopóki mama nie kupiła mi ortalionowego płaszcza. Brrr, to był mój pierwszy i ostatni taki płaszcz w życiu. Na jego szelest dostawałem gęsiej skórki, mięśnie całego ciała napinały się i czułem się jak lekko sparaliżowany. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Nie spotkałem nikogo więcej, kto by w ten sposób reagował na ortalion, ale spotkałem wielu ludzi uczulonych na dźwięki, przeważnie wysokie, piskliwe. Wspomniany już styropian, piłowanie piłką lub pilnikiem metalu, dźwięk wydawany przy szorowaniu garów itp. Miałem kolegę który miał uczulenie na dźwięk, jaki wydaje wata zagryziona w zębach. Jak on do tego doszedł? Nie pytaj. Sam do tej pory się zastanawiam :)

Zdrowia :) bez alergii :)

Dziękuje za wyjaśnienie, bo byłem pewny, że chodzi po prostu o skojarzenie z debilami w dresie. Moi rodzice nie byli biedakami gdy się urodziłem. Jednak zostali wychowani w skrajnej biedzie i nigdy zawsze starali się ubrać w dobrej cenie. Nie będę ukrywał, że jako nastolatek chciałem nosić markowe ciuchy, jednak wstyd mi było wyciągać ręce po pieniądze na drogę ciuchy. Na szczęście dzięki znajomości ojca, który jako nastolatek handlował ciuchami na największej na śląsku giełdzie miałem dostęp do tanich ubrań markowych. Niestety głównie to były kradzione dresy firm nike, puma, adidas reebok... itd. Najzabawniejsze, że dziewczyny, których uwagę chciałem najmocniej wzbudzić pokazały mi totalną pogardę i zrozumiałem to dopiero w technikum...

Miałem takie szczęście, że już w wieku 14 lat zacząłem fizycznie zarabiać pieniądze, dzięki czemu w wieku 16 lat nie miałem problemu z kupnie spodni za 250-350pln, chociaż rodzice uważali mnie za wtedy za kretyna. 

 

Tak czy inaczej. Pojęcie "świst ocierających się ortalionowych nogawek" utrwalił mi się w głowie jako mój własny opis akcji moich kolegów z dzieciństwa gdy zaczynali swoje pierwsze chuligańskie wybryki (kiedy ja nosiłem dresy to ich matki ubierały w targowe sztruksy). Przepraszam za nadinterpretację, każdy ma swoje słabości. Ja pewnie mam zbyt słaby słuch żeby mnie takie rzeczy ruszały. 

Pozdro :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 godzin temu, Sylwester_Lasota napisał:

    Mam uczulenie na ortalion, a właściwie na dźwięk przez niego wydawany. Wydaje mi się że to rzadka przypadłość, ale gdyby ludzkość nie wymyśliła tego paskudztwa, nie wiedziałbym co to uczulenie na dźwięki... na samą myśl mam ciary :)

    Wiersz dobry :)

    Pozdrawiam serdecznie  :)

    Bardzo dziękuję:) 

    Natomiast ja bardzo jestem wyczulona na zapachy. No i często słyszę „a ty to wszystko zobaczysz!”. Odnośnie dźwięku wydawanego przez ortalion, to bardzo ciekawa sprawa. To chyba jedyny materiał tak superowy i po przeczytaniu komentarzy na jego temat, jestem pod wrażeniem zainteresowania tym specyfikiem 😯😳

    Pozdrawiam :)

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

     

    Niektóre z moich snów też mają złożoną fabułę, ale wolałabym formę poetycką. :) 

    Niemniej jednak spisywanie snów uważam za bardzo dobry pomysł. :)

     

    Pozdrawiam

    Około miesiąca temu poznałam Hannę Wasiak, starszą panią, która pisze poezję, wydała jeden czy dwa tomiki, ale co ciekawe - spisuje swoje sny i wydaje opowiadania w postaci książeczek. Długo rozmawiałyśmy, otrzymałam od niej książkę Życie snami (za)pisane ...

    Reasumując: spisywanie snów, to ciekawa sprawa. Akurat w moim przypadku nie wypali, bo bardzo rzadko śnię, raz na pół roku, a jak mi się coś przyśni, to zazwyczaj latam i na wszystko patrzę z góry, a nawet mam wypracowany patent na wybijanie się coraz to wyżej. Siedzi on głęboko we mnie w środku, takie coś, nazwałabym siła woli, która przy głębokim wdechu powoduje, że wznoszę się i faluję nad światem. Byłam już tak wysoko, że widziałam zarys kuli ziemskiej. Dużo by tu pisać. Gdy się budzę, czuję się jakbym była nowonarodzona. Parzę kawę, uśmiecham się do czajnika, kubka, kuchenki gazowej, łyżeczka już mniej istotna, sama nie wiem dlaczego? patrzę przez okno i widzę świat strojny aktualną porą roku, Ogrodowa porzeczka i hortensja dotykają chłodnej szyby , jakby chciały mi powiedzieć: witaj, to my, twoje wierne od lat przyjaciółki. Nie mam co żałować, że wylądowałam :)

     

    Pozdrawiam serdecznie. 

    Edytowane przez Maria_M

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    12 godzin temu, Gaźnik napisał:

     

    Nie widzę problmu w napisaniu kilku zwrotek. Jednak kilkaset miażdży moją wyobraźnie. Jednak może Pani ma rację, pewnie brakuje mi ambicji ;) Jednak proszę zrozumieć, nie każdy ma taką swobodę pióra :)

     

    Radzę więc wybrać taką formę, która najlepiej ujmie treść. :)

    Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    5 godzin temu, Maria_M napisał:

    Około miesiąca temu poznałam Hannę Wasiak, starszą panią, która pisze poezję, wydała jeden czy dwa tomiki, ale co ciekawe - spisuje swoje sny i wydaje opowiadania w postaci książeczek. Długo rozmawiałyśmy, otrzymałam od niej książkę Życie snami (za)pisane ...

    Reasumując: spisywanie snów, to ciekawa sprawa. Akurat w moim przypadku nie wypali, bo bardzo rzadko śnię, raz na pół roku, a jak mi się coś przyśni, to zazwyczaj latam i na wszystko patrzę z góry, a nawet mam wypracowany patent na wybijanie się coraz to wyżej. Siedzi on głęboko we mnie w środku, takie coś, nazwałabym siła woli, która przy głębokim wdechu powoduje, że wznoszę się i faluję nad światem. Byłam już tak wysoko, że widziałam zarys kuli ziemskiej. Dużo by tu pisać. Gdy się budzę, czuję się jakbym była nowonarodzona. Parzę kawę, uśmiecham się do czajnika, kubka, kuchenki gazowej, łyżeczka już mniej istotna, sama nie wiem dlaczego? patrzę przez okno i widzę świat strojny aktualną porą roku, Ogrodowa porzeczka i hortensja dotykają chłodnej szyby , jakby chciały mi powiedzieć: witaj, to my, twoje wierne od lat przyjaciółki. Nie mam co żałować, że wylądowałam :)

     

    Pozdrawiam serdecznie. 

     

    Niewiarygodne! :)

    Po pierwsze, Pani, o której wspomniałaś jest chyba pierwszą osobą, o której słyszę, że spisuje sny w postaci opowiadań. To musi być bardzo ciekawa lektura. 

    Po drugie: Twoje latanie we śnie... Muszę przyznać, że jestem daleko w tyle, latałam może ze trzy razy. :) Ale było super, miło wspominam! Raz na pewno nad zielonymi, bujnymi łąkami, dosyć nisko, a ra z- nad morzem... 

    O kontroli wzbijania się myślałam nie raz, ale jeszcze nie wprowadziłam w czyn. :)

    Pozdrawiam - i życzę uskrzydlonych snów! :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 23 godziny temu, WarszawiAnka napisał:

     

    Niewiarygodne! :)

    Po pierwsze, Pani, o której wspomniałaś jest chyba pierwszą osobą, o której słyszę, że spisuje sny w postaci opowiadań. To musi być bardzo ciekawa lektura. 

    Po drugie: Twoje latanie we śnie... Muszę przyznać, że jestem daleko w tyle, latałam może ze trzy razy. :) Ale było super, miło wspominam! Raz na pewno nad zielonymi, bujnymi łąkami, dosyć nisko, a ra z- nad morzem... 

    O kontroli wzbijania się myślałam nie raz, ale jeszcze nie wprowadziłam w czyn. :)

    Pozdrawiam - i życzę uskrzydlonych snów! :)

    Nie wiem, bo jeszcze nie czytałam, odłożyłam na zimowe wieczory.

    Pozdrawiam :)

    Edytowane przez Maria_M

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • Obiecałem, że dodam coś na temat formy, chociaż właściwie może raczej stylu, więc powracam jeszcze raz.   zakryłem ci twarz modlitwą => trochę nie rozumiem, szczególnie w kontekście wyjaśnienia inspiracji, ale ok, załóżmy, ze tak ma być. która wiem że => tutaj coś mi już nie gra, myślę, że powinno być o której wiem że albo chociaż wiem że. nie dojdzie nigdy => mówiąc szczerze, to wierzę, że każda modlitwa gdzieś trafia, do Dobrego albo Złego, ale zawsze gdzieś (tak, jestem wierzący :)), ale to już takie moje tam i nie będę się czepiał. pamietaj o bólu => tutaj pryszcz, ę zgubiło ogonek :) jak o mnie     => ok... ja => to ja pojawia się trochę blisko mnie, co może nieco razić, myślę, że lepiej by było chociaż (nawet chociaż ja byłoby nieco lepsze, bo odsuwa trochę ja od mnie), w zależności jakiego słowa użyłbyś powyżej, lub nawet co. już zapomniałem => no cóż, niektórych rzeczy zapomnieć się niestety nie da, moim zdaniem. może je zetrzeć jedynie lekarka, która ostatecznie odsuwa od nas wszystkie choroby i bóle, stąd się wzięła moja interpretacja o śmierci i zapomnieniu krzywd przez ofiarę.   To tyle mojego marudzenia, więcej uwag nie mam :) Muszę przyznać, że masz dosyć ciekawy styl, tylko trochę szlifu Ci trzeba.
      • Zaczęło się od wojny. Chcieliśmy żyć inaczej.  Dzielić się sprawiedliwie owocami, których brakuje dla wychowanych przez miasto. Uciekaliśmy  w czerwień, ciemność przed odpowiedzialnością. Wówczas cienie były krótsze, krew bardziej burzliwa.   Rozpoznaliśmy się zimą w przemarzniętym tłumie.  Nie pomyślałbym wtedy, że to będzie takie straszne,  że każdej nocy chłód będzie narastał  i wszystkie wiersze do ciebie przepadną.   Nikomu się to nie śniło a jednak czuliśmy co znaczy  głód, jak przenika kości, wyziębia szum drzew,  rozpościera szron w koronach  i paraliżuje przeczuciem, że trzeba było posadzić to, co wpadło w ręce,  by wrastało w ziemię i mogło się jej trzymać na wieki, rodzić plony, karmić przyczółek pełen lodu,  miejsce kultu śmierci   [(stamtąd wychodzą dzieci  przewrotnego ducha i mają w środku choroby  niesione przez antykulturę, za późno wykryte,  nieleczone (nie potrafię zrozumieć dlaczego nie śpią)].   Nie wiedziałem, że tego zimna nie da się wyzbyć, że obudzi potwora, który ucieknie w miasto,  znajdzie dworzec główny, aby zacząć życie w pociągu,  niewłaściwym zresztą, że będzie pochłaniać strukturę, badać ją od podstaw, szukać w księgach nadziei,  że przejdzie na drugą stronę, skąd będę mógł leczyć  jemu podobnych.   Szukałem potem starego domu. Znalazłem pusty gmach, puste łóżko gdzie powinna nastąpić rehabilitacja.  Tam zastygłem, skruszałem, nawet na dźwięk kroków  nie wychodziłem naprzeciw. To właśnie samotność, odgłos wystrzału wypełniający dom, szum komputera (od kilkunastu lat ten sam). Miasta wciąż są czerwone jakby dopiero przed chwilą krew wylała na ulice.   Żyję  ale to okres śmierci, której widmo krąży po Europie. Czas tu nie płynie, sączy się tylko przez szczeliny w oknach. Za dużo się stało. Powietrze zgęstniało tak,  że można je kroić nożem, ludzie czekają na rewolucję jak na odwagę, żeby dotknąć i dostać: seks, smak ziemi,  czegoś ciepłego. Jak się bronić przed końcem?   Nasłuchuję zwinięty pod bezpieczną pierzyną.  W internecie mówią, że trwają wojny i giną cywile.  Odwilż nie nadejdzie, wszystkie fronty są skute lodem. Rzeki nie płyną, ptaki są uwięzione w zmarzlinie.
      • @They never reach me   trupie kwiaty - jeszcze nie słyszałam takiego powiedzenia.  Wiersz jest niesamowity - jest, jak testament, ale dla spadkobiercy dość zaskakujący.    Wiesz, że dobrze piszesz? Zaskakujesz. J. 
      • Ale dokopałeś - podoba się mimo grozy.                                                                                                 Trzymaj się dobrego.
      • Miło cię słyszeć  dziękuję i pozdrawiam w tą wyjątkową noc. 
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności