Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ------------------------------------------------Elegia o Dziewce Nietkniętej

       

      image.png.a9676a307e79e8e011c4f442d3ef1101.png

       

      Wstęp.

      Opowiadają Narrator i Stańczyk.

       

      Narrator:

       

      - Wychowała się w Zameczku,

      Małym, spokojnym miasteczku,

      W którym też się urodziła

      I tam szkoły ukończyła.

       

      Mieszkała w nim całe życie

      I marzyła sobie skrycie

      By swe życie oddać całe

      Bogu. I na bożą chwałę.

       

      Śliczna była, lecz nieśmiała

      I choć spojrzeń przyciągała

      Wielu chłopców - i dorosłych,

      Na nic były ich zaloty.

       

      Książek wiele przeczytała

      A czytając, rozmyślała

      O wieczności, o swym losie

      I o tym, jakie pokłosie

      Będzie jej życia na ziemi,

      I czy dobro się rozpleni,

      I jak temu się przysłużyć

      I przez wiarę - Bogu służyć.

       

      Stańczyk:

       

      - I wstydliwa bardzo była

      Bowiem nawet, gdy się myła

      Z trudem się tam dotykała

      Chociaż, kiedy była mała,

      Mama jej wytłumaczyła

      By dokładnie się tam myła

      Że to ważne jest by w wannie

      Podmywała się starannie

      By po każdym załatwieniu

      Pamiętała o higienie.

       

      Narrator: 

       

      - Ojca zaś chłodnego miała

      I choć wszystko dostawała

      O co tylko poprosiła

      To była w niej jakaś siła

      Która ją powstrzymywała

      I dlatego nie siadała

      Nigdy na jego kolanach

      Tak, jak zwykła brać ją mama.

       

      Stańczyk:

       

      - Ta zaś ją odeszła młodo

      Kiedy, nie chcąc być przeszkodą,

      Bliskim, gdy zachorowała,

      Otruła się, gdyż wiedziała

      Że choroba ta cierpienie

      Wieszczy pewne. I zniszczenie.

       

      Ojciec przez to chciał się zabić

      A córkę dziadkom zostawić

      By ją dalej wychowali

      I o przyszłość jej zadbali.

       

      Ale czas podleczył rany,

      I w córce był zakochany

      Tak, że dla niej żyć chciał dalej.

      Jej poświęcić życie całe!

      ……………………….

       

      Wybór

      Narrator:

      - Kiedy z domu wychodziła,

      I na skwerek przychodziła,

      Spotkać się z koleżankami,

      Pobawić z rówieśniczkami,

      Te, gdy się już tam zebrały,

      Na podwórku, to się śmiały

      Że gdy chłopiec swój rozporek

      Porozpina, tam potworek

      Sobie mieszka. Przypomina 

      kształtem glistę. Albo węża

      Różowego i dziwnego!

      Coś bardzo zagadkowego!

      A co więcej, wąż ten czasem

      Staje strasznym się grubasem

      Jak poczwara się przemienia

      Rośnie szybko z podniecenia

      I, że chłopcu w takiej chwili,

      Wzrok się zmienia, i Godzilli

      Ma spojrzenie. Wtedy zmysły

      Jakby traci. Ciężko dyszy

      Aż do czasu, gdy mu minie

      I ten urok z niego spłynie!

       

      Stańczyk:

       

      - Jedna toto już widziała

      W dłoni brata. I ta pała

      Wielka była niesłychanie

      Brat masował ją w tym stanie

      Jakby pragnął ją tam wsadzić

      Skąd ten potwór zwykł wyłazić.

      - Skąd wyłaził?? – ją pytały.

      Ano z brzucha, gdzie, jak mały,

      Cicho sobie odpoczywa

      W ciepłym miejscu. Ale bywa

      Że wychodzi i rozrabia!

      Brat się wtedy z nim zabawia!

       

      Narrator:

       

      - I co dalej? – pyta Lona

      Tym opisem przerażona.

      - Potem zaś, ta gruba żyła,

      Ze swej paszczy wypuściła

      Strumień dziwnej, lepkiej cieczy

      Nigdym wcześniej takich rzeczy

      Na swe oczy nie widziała!

      - I co dalej?! – No, ta pała,

      Znowu mała się zrobiła

      I do brzucha powróciła!

       

      Stańczyk:

       

      - Takich rozmów więcej było,

      Aż się z czasem wyjaśniło,

      Że ta glista, otłuszczona,

      Wgłąb jej dziewiczego łona,

      Wtargnie. Kiedy będzie chciała

      Mieć swe dzieci. To ta pała

      Siłą będzie w nią wciskana!

      I krew przy tym też rozlana

      Tryśnie! Gdy pęknie jej błona!

       

      Narrator:

       

      - Przerażona była Lona

      Gdy sobie wyobrażała,

      Jak bardzo będzie cierpiała

      Jeśli matką zechce zostać

      Czemu musieć będzie sprostać!

      Wieczorami na kolanach,

      Błagała Chrystusa Pana

      Rączki na piersiach składała

      I żarliwie przemawiała

      Do serca Jezusowego,

      Nad łóżkiem zawieszonego:

       

      Stańczyk:

       

      - Chryste, niechaj to stworzenie,

      Które zowią przyrodzeniem,

      Nie splami… mojego ciała…

      Tak bym wiele za to dała…

      Byś mi przyrzekł…  że pomożesz…

      Jak tak błagam Cię…  W pokorze…

      Tylko Tobie....  oddam siebie…

      Boś  Ty Panem jest tam…, w niebie…

      I dla Ciebie czystą… pragnę…,

      Być … na wieki, wieków… Amen!

       

      Narrator:

       

      - Tak Bogu obiecywała

      I tym się uspakajała.

       

      Stańczyk:

      - Później zaś ojcu wyznała,

      Że już zadecydowała,

      Że zrobi z życia swojego

      Dla Jezusa dar. Dla Niego

      Wstąpi czysta do klasztoru

      Że to sprawa jej wyboru.

       

      Narrator:

      Ojciec córce nie odradzał,

      Chociaż w sercu się nie zgadzał

      Z tym, co Bóg był mu zgotował,

      Gdy - na starość się szykował.

       

      Stańczyk:

      - Bowiem marzył nieraz skrycie,

      Że urządzi sobie życie

      Przy swej córce. Jej rodzinie.

      I przy wnukach. Że nie minie

      Go spokojna życia jesień,

      I że spokój mu przyniesie.

  • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • ------------------------------------------------Elegia o Dziewce Nietkniętej     Wstęp. Opowiadają Narrator i Stańczyk.   Narrator:   - Wychowała się w Zameczku, Małym, spokojnym miasteczku, W którym też się urodziła I tam szkoły ukończyła.   Mieszkała w nim całe życie I marzyła sobie skrycie By swe życie oddać całe Bogu. I na bożą chwałę.   Śliczna była, lecz nieśmiała I choć spojrzeń przyciągała Wielu chłopców - i dorosłych, Na nic były ich zaloty.   Książek wiele przeczytała A czytając, rozmyślała O wieczności, o swym losie I o tym, jakie pokłosie Będzie jej życia na ziemi, I czy dobro się rozpleni, I jak temu się przysłużyć I przez wiarę - Bogu służyć.   Stańczyk:   - I wstydliwa bardzo była Bowiem nawet, gdy się myła Z trudem się tam dotykała Chociaż, kiedy była mała, Mama jej wytłumaczyła By dokładnie się tam myła Że to ważne jest by w wannie Podmywała się starannie By po każdym załatwieniu Pamiętała o higienie.   Narrator:    - Ojca zaś chłodnego miała I choć wszystko dostawała O co tylko poprosiła To była w niej jakaś siła Która ją powstrzymywała I dlatego nie siadała Nigdy na jego kolanach Tak, jak zwykła brać ją mama.   Stańczyk:   - Ta zaś ją odeszła młodo Kiedy, nie chcąc być przeszkodą, Bliskim, gdy zachorowała, Otruła się, gdyż wiedziała Że choroba ta cierpienie Wieszczy pewne. I zniszczenie.   Ojciec przez to chciał się zabić A córkę dziadkom zostawić By ją dalej wychowali I o przyszłość jej zadbali.   Ale czas podleczył rany, I w córce był zakochany Tak, że dla niej żyć chciał dalej. Jej poświęcić życie całe! ……………………….   Wybór Narrator: - Kiedy z domu wychodziła, I na skwerek przychodziła, Spotkać się z koleżankami, Pobawić z rówieśniczkami, Te, gdy się już tam zebrały, Na podwórku, to się śmiały Że gdy chłopiec swój rozporek Porozpina, tam potworek Sobie mieszka. Przypomina  kształtem glistę. Albo węża Różowego i dziwnego! Coś bardzo zagadkowego! A co więcej, wąż ten czasem Staje strasznym się grubasem Jak poczwara się przemienia Rośnie szybko z podniecenia I, że chłopcu w takiej chwili, Wzrok się zmienia, i Godzilli Ma spojrzenie. Wtedy zmysły Jakby traci. Ciężko dyszy Aż do czasu, gdy mu minie I ten urok z niego spłynie!   Stańczyk:   - Jedna toto już widziała W dłoni brata. I ta pała Wielka była niesłychanie Brat masował ją w tym stanie Jakby pragnął ją tam wsadzić Skąd ten potwór zwykł wyłazić. - Skąd wyłaził?? – ją pytały. Ano z brzucha, gdzie, jak mały, Cicho sobie odpoczywa W ciepłym miejscu. Ale bywa Że wychodzi i rozrabia! Brat się wtedy z nim zabawia!   Narrator:   - I co dalej? – pyta Lona Tym opisem przerażona. - Potem zaś, ta gruba żyła, Ze swej paszczy wypuściła Strumień dziwnej, lepkiej cieczy Nigdym wcześniej takich rzeczy Na swe oczy nie widziała! - I co dalej?! – No, ta pała, Znowu mała się zrobiła I do brzucha powróciła!   Stańczyk:   - Takich rozmów więcej było, Aż się z czasem wyjaśniło, Że ta glista, otłuszczona, Wgłąb jej dziewiczego łona, Wtargnie. Kiedy będzie chciała Mieć swe dzieci. To ta pała Siłą będzie w nią wciskana! I krew przy tym też rozlana Tryśnie! Gdy pęknie jej błona!   Narrator:   - Przerażona była Lona Gdy sobie wyobrażała, Jak bardzo będzie cierpiała Jeśli matką zechce zostać Czemu musieć będzie sprostać! Wieczorami na kolanach, Błagała Chrystusa Pana Rączki na piersiach składała I żarliwie przemawiała Do serca Jezusowego, Nad łóżkiem zawieszonego:   Stańczyk:   - Chryste, niechaj to stworzenie, Które zowią przyrodzeniem, Nie splami… mojego ciała… Tak bym wiele za to dała… Byś mi przyrzekł…  że pomożesz… Jak tak błagam Cię…  W pokorze… Tylko Tobie....  oddam siebie… Boś  Ty Panem jest tam…, w niebie… I dla Ciebie czystą… pragnę…, Być … na wieki, wieków… Amen!   Narrator:   - Tak Bogu obiecywała I tym się uspakajała.   Stańczyk: - Później zaś ojcu wyznała, Że już zadecydowała, Że zrobi z życia swojego Dla Jezusa dar. Dla Niego Wstąpi czysta do klasztoru Że to sprawa jej wyboru.   Narrator: Ojciec córce nie odradzał, Chociaż w sercu się nie zgadzał Z tym, co Bóg był mu zgotował, Gdy - na starość się szykował.   Stańczyk: - Bowiem marzył nieraz skrycie, Że urządzi sobie życie Przy swej córce. Jej rodzinie. I przy wnukach. Że nie minie Go spokojna życia jesień, I że spokój mu przyniesie.
    • Ciekawe. Podziw i szacunek to ja mam do różnych osób a z miłością to nie ma NIC wspólnego. 
    • @iwonaroma jasne:)))) Pozdrawiam również.
    • boli mnie to co wczoraj zaistniało pozornie niema przestrzeń bardziej wymowna od hałasu który obnaża duszę   zdecydowanym ruchem nadgarstka przegarniam burzą włosów odchylam głowę spójrz  pięknie zarysowana szyja   gładzę plisowaną spódnicę wolałbyś zobaczyć uda rozdarte pończochy próbuję nieporadnie zszywać na okrętkę kulawym ściegiem   rozłazisz się w moich czułych palcach
    • @Franek K @Antosiek Szyszka Dziękuję za rady ;) @ais Dziękuję bardzo! chyba próbowałam napisać "dwójkę" i "dwoje" równocześnie. Spróbuję jeszcze jakoś nad tym popracować.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności