Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
bronmus45

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • sto dwadzieścia trzy i sto

    .

    Sto dwadzieścia trzy lata niewoli

    - sto od wyzwolenia.

    Nie umiemy wyjść z cienia

    sarmackiej swawoli.

     

    I nic się tu nie zmienia ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

    Biel z czerwienią.
    Jednia.
    Przez wieki i po wieki.
    Dla Narodu
    "opończa ode dżdża".
    .
    Swojska, bo polska.
    Otula nas w cierpieniu.
    Budzi radość i dumę.
    .
    Nie wolno rozmieniać Jej
    na drobne gesty.
    Jednoczmy się pod nią
    i dla Niej ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • mokry+chodnik+x+200.jpg

     
    mokre chodniki
    obsypane liśćmi drzew
    - jesienna pora

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Rolnik z miejscowości Babinek

    chciał uprawiać zioła - w tym kminek.

    Zamówił nasiona w sklepie

    - sklepowy zna się najlepiej.

    Wyrosła mu ... gęstwina trzcinek.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Kim ty jesteś?

    - pierwszym sortem

    Jaki gest twój?

    - butem w mordę

    Gdzie przebywasz?

    - wśród kiboli

    Co cię cieszy?

    - gdy go boli

    Co masz w ręku?

    - kawał kija

    Jak użyjesz?

    - dam mu w ryja

    Komu służysz?

    - politykom

    Dzięki czemu?

    - narkotykom

    Kto je daje?

    - oni sami

    Jak ich nazwiesz?

    - są chamami ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Mt 20,1-16 -

    z Ewangelii według św. Mateusza - "Tak właśnie ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi"

     

    (...) a miało być tak dostojnie - zapewniał gospodarz
    uroczystych obchodów stuletniej rocznicy.
    Zarówno on sam, jego urzędnicy
    roztaczali - jak zwykle - fantazji miraże.

     

    Jakimże to mianem należy określić
    pana domu goszczącego wielu zacnych gości,
    który to daje dowód swej nieuprzejmości,
    pomijając na wstępie powitanie tego,
    który wśród innych osób znaczy bardzo wiele?.

     

    Posadzony gdzieś w kącie, czyż nierozpoznany?

     

    Takim słowom uwierzą jedynie prostacy,
    do których też zaliczyć należy i tego,
    który swoją postawą wciąż światu dowodzi
    że słuchać musi wodza, aby innym szkodzić (...)

    .

    Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Walenty żenił się w Baborowie

    - przed ślubem łyknął nieco na zdrowie,

    poprawił drugą szklanką,

    no i razem z wybranką

    zamiast w kościele, znalazł się w rowie ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • polana w parku

    w barwach wczesnej jesieni

    - sójka na planie

    ~~~

    sójka x 640.JPG

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - rozmowa z samym sobą -

    ~~

    Zwątpienie, zniechęcenie - oto znane wszystkim

    powody `zdołowania` naszej świadomości.

    Dopóki w niej energia znowu nie zagości,

    będziemy jak to drzewo, co z ostatnim listkiem

    sterczy jesienną porą, pośród jodeł blasku.

     

    My zaś, czujący w oczach gryzącą moc piasku,

    nie dostrzegamy wokół roześmianych oczu,

    które to świat życzliwy pewno zauroczył

    tchnieniem pogody ducha, serc nowym marzeniem.

     

    Oby w nas jak najszybciej owo dopełnienie

    spłynęło, wypełniając oblicza radością

    - i niech od dziś kieruje naszą świadomością,

    aby wnieść te wartości w nowe pokolenie ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • sroka+x+560++.jpg

    Jesienne pejzaże – sroka

    Rodzina krukowatych - w tym także i sroki,

    swoją inteligencją wśród innych przewodzą.

    "Test lustra" - jedyne pośród ptaków zdały

    co już stanowi o nich, że mądre się rodzą.

     

    Ciekawymi są bardzo dla nich nowe rzeczy,

    szczególnie te błyszczące, co lśnią w słońca blasku.

    Nie dość, że je ukradną - zaniosą do gniazda;

    przy tym jeszcze narobią bardzo wiele wrzasku.

     

     

    Chcą je zobaczyć z bliska, nie dziwmy się zatem,

    jak "sprzed nosa" nam znikną lusterko czy spinki.

    Są w tym podobne bardzo oswojonym małpkom

    lub - co tu gadać bajdy - do małej dziewczynki.

     

     

    Goście, co przybywali niegdyś powozami,

    których koła drewniane obite żelastwem

    błyszczały już z daleka - powodując larum;

    jak też inne błyskotki, wpięte tam ze znawstwem.

     

     

    Jest to więc tłumaczeniem zapowiedzi gości

    skrzekliwym głosem sroki siedzącej na płocie.

    Która oznajmia innym o swej ciekawości;

    co to takiego błyszczy z daleka w pozłocie.

    Dopisek

    Jest również określenie przy pewnym deseniu
    że "srokaty", no właśnie - skąd ono się bierze
    Niektórzy je mianują "pstrokatym" - co znaczy
    jedno to samo przecież - w przeróżnej literze.

    I teraz mi powiedzcie - czy sroka od miana,
    czy też ta nazwa właśnie od sroki pochodzi.
    Jest to zagadka dla mnie wciąż nierozpoznana;
    chociaż - czy tak czy owak - a co mi to szkodzi? 


    I tyle mojej bajki - pisanej tak "z buta" 
    około siódmej rano z niebem zachmurzonym. 
    Jeśli z tego zaś wyszła niechciana "poruta" 
    - proszę to zniszczyć, wyciąć; a nie być wkurzonym -

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - poranne rozważania znudzonego emeryta -

    ~~~

    Mgła spowiła dziś rankiem moje okolice
    - parą wodną zgęszczoną, co w powietrzu wisi
    - myśli czarnych natłokiem mnie ogarniających,
    bez ważnego powodu, znudzonego trwaniem ...

     

    Wyznaczę sobie zatem nowe dziś zadanie
    - wyjechać do lasu ... hen ... z dala od miasta,
    by tam przemierzać ścieżki wiodące w gęstwiny,
    nie słuchać wiadomości, nie pleść głupstw znów w necie
    - co i wy zapewne z ulgą też przyjmiecie ...

     

    Piszę to na bieżąco - dziś - ósma piętnaście,
    zjem więc jakieś śniadanko, spakuję plecaczek
    - tam woda w buteleczce, aparacik foto ...
    ... no i hajda - przed siebie - autem - nie piechotą.

     

    Gdy dojadę na miejsce, wezmę koszyk w rękę
    - bo a nuż grzyb się trafi? Tak zwalczę udrękę ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • No i powróciłem po dwóch godzinach pobytu w lesie. "Głowy nie urywa", ale dokładnie - bez "picowania" - 11 szt. kani i 23 podgrzybki / maślaki (osobno nie liczyłem). Teraz jedynie cebulka, tłuszczyk - smażenie / duszenie - przyprawy i koniecznie ... flaszka 40%. To dla "zdrowotności". 
    Pozdrawiam i już widzę, jak Wam leci ślinka ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Pewnemu młodzieńcowi z Babinka

    guza nabiła panna Krystynka.

    Chciał jej odebrać cnotę

    na środku wsi, pod płotem

    - a nie postawił jej nawet winka ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Dzięki wam, mrówki ...

    Przysiadłam dziś na belce

    zadowolona wielce

    - że nogi spoczną nieco.

     

    Tymczasem mrówek mrowie

    w sobie znanym sposobie

    znalazło się pod kiecą.

     

    To było poza domem,

    a ja ze swoim sromem

    nie wiem, jak je wypędzić.

     

    Tymczasem całe ciało

    od ukąszeń gorzało

    - strasznie zaczęło swędzić.

     

    Na środku tej ulicy

    nie zdejmę przecież kiecy

    by je pogonić z siebie.

     

    Zaszłam więc do sąsiada

    nie po to, by pogadać

    - lecz zrobić to, co trzeba.

     

    Sąsiad "miał na mnie oko"

    - otworzył drzwi szeroko,

    by mi przychylić nieba.

     

    Oj działo się tam, działo,

    gdy sąsiad swoją "pałą"

    ganiał po moim ciele.

     

    Mrówek banda uciekła

    a ja pójdę do piekła

    - za co? Nie powiem wiele ...

    ~~~

    P.S - z opowiadań znajomej ...

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Znany wszystkim chłoptaś z Baboszewa

    spadł "na glebę" prosto z gruszy drzewa.

    Potłukł się "uczciwie"

    - bo to sprawiedliwie.

    Grusza sąsiada, no a on ... zwiewa

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - oddechem wspomnień ...

    bieszczadzka jesień

    wilgotnieje w kolorach liści

    splątanych w dywany

     

    zamglona Tarnica

    przyzywa tajemną siłą bezgłośnych pragnień

    wznoszących się coraz wyżej

    ku wschodzącemu słońcu

     

    niedźwiedzie ukryte w legowiskach

    oczekują rychłej zimy i nowego potomstwa

     

    zegar natury bezustannie odmierza czas przemian ...

    ~~~

    Tarnica x 560.jpg

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • HAŁAS

    ha%C5%82as%2Bx%2B200.jpg

    ~
    Decybelem
    hałas dyszy
    dławi uszy
    - brak im ciszy.
    Wchodzi głębiej
    aż do głowy
    - taki właśnie
    hard rockowy.

    Na ulicy
    czy w fabryce
    już czyhają
    `hałaśnice`
    Grają różne
    ważne role.
    Ciszy nie ma
    nawet w szkole.

    Nasze nerwy
    jak rzemienie
    są napięte.
    Łez milczenie ...
    A wieczorem
    u sąsiada
    telewizor
    głośno gada.

    Już nie znajdziesz
    miejsca z ciszą.
    Nawet do snu
    cię kołyszą
    dźwięki wody
    co przepływa
    gdzieś rurami
    - gadatliwa ...

    Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • Abstynent Walenty z Baboszewa

    ciągle po nocach omamy miewa.

    Lekarz niezmiernie zdziwiony

    skąd biorą się te mamony.

    Za kołnierz Abstynent ... nie wylewa.

    .

    P.S - jak łatwo się domyśleć, Abstynent to jedynie nazwisko Walusia ...

    .

    Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • da0fa4128cb47b1b.jpg

     

    zachodzące słońce

    odbite w lustrze Bałtyku

    - mocarne światy

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    • Ostatnio w Warsztacie

      •  

        ELEGIA O DZIEWCE NIETKNIĘTEJ

        Akt II.

         

        Prezentacja:

         

        image.png.0abc325a64c37e3caf52739d7eefd6f0.png

         

        Stańczyk:

         

        - Stają rzędem zakonnice

        Śliczne usta, krase lice

         

        Przemowa Przeory:

         

        - Zaraz ON się tutaj zjawi!

        Każdej z Was pobłogosławi

        Osobiście! On nałoży

        Ręce na was! On położy

        Swoje święte, boskie dłonie

        Na te gładkie, cudne skronie

        Gdy przed Krzyżem uklękniecie

        I przysięgę wypowiecie.

        Wiem, że każda z was gotowa

        Jest powtórzyć wszystkie słowa

        Które, szczerze wygłoszone

        W życie, w czyny wprowadzone,

        Otworzą wrota przed wami

        Za którymi, z aniołami

        Pośród barwnych łąk niebiańskich

        Dostąpicie do stóp Pańskich!

        Znajdziecie się w Domu Pana!

        Każda czysta! Nieskalana!

        Przekroczycie złote progi

        Zostawiając ten świat wrogi

        Który żadnej z Was nie zbrudził

        Dla grzeszników! Grzesznych ludzi!

         

        Przechadza się przed stojącymi w rzędzie mniszkami, które ulegle pochylają się przed nią:

         

        - Mąk czyścowych unikniecie

        Boście są jak polne kwiecie

        Czyste, niczym nie skażone

        Panu Bogu poślubione

        I mąż żaden nie dotykał

        Waszych skarbów. Ni nie widział!

         

        Za to spotka Was nagroda!

        Jakiej żadna ludzka głowa

        Nigdy by nie wymyśliła

        Choćby nawet się siliła

        Przez kosmiczne wieki całe!

        Gdyż to, co jest doskonałe

        Panu tylko przynależy

        I od Niego też zależy

        Komu przyzna tę nagrodę!

        Kto uzyska Jego zgodę

        By w niebiańskie, cudne bramy

        Na wieczność był wpuszczany!

         

        Milknie na chwilę, czeka aż dziewki pojmą znaczenie jej słów. Po czym kontynuuje z naciskiem:

         

        - A do tego, tu, typuje

        Jego  Sługa! A kieruje

        I prowadzi Go Duch Święty!

        Ten sam, w którym Syn poczęty

        Został z Najczystszej Panienki

        By nas od wszelkiej udręki

        Uwolnić na wieczność całą!

        Zatem do roboty! Śmiało!

        I posłusznie w tym zaszczycie

        Co wam każe, to spełnicie!

         

        Naraz coś się dzieje z dziewczętami. Jedna zaczyna chichotać, potem druga, zaczynają trząść się ze śmiechu zasłaniając szczelnie usta dłońmi, widać, że drwią ze słów Matki. Ta wpada we wściekłość.

         

        Stańczyk podchodzi do Przeory, wskazuje na nią ręką i tłumaczy:

         

        Stańczyk:

         

        - Czy Mateczka już pojęła

        Że z przemową tą przegięła?

        Że dziewczęta durne nie są

        Na jej brednie nie polecą?

        Patrzcie! Teraz się wydziera!

        I w swych słowach nie przebiera:

         

        Matka Przełożona, cała czerwona ze złości, staje przed dziewczętami wygrażając im palcem:

         

        - Co wy tutaj, kurwy macie,

        Sobie dziś wyobrażacie?

        Jak się, której nie podoba,

        Won do domu! Wolna droga!

        Ale czeka was od Boga

        Wielka kara, czy nie wiecie?!

        W piekle smażyć się będziecie!

        Tam was szatan, sługa Boży,

        W łożu madejowym złoży

        I ognisty ogon wciśnie

        W wasze krocza, aż wypryśnie

        Krew z was cała. Lecz nie liczcie

        Że swój żywot tak skończycie!

        Bowiem dusze będą żyły

        I przez wieczność się męczyły

        W kotłach, napełnionych smołą,

        Pod którymi diabli smolą!

         

        Milknie na chwilę, wpatruje się w dziewczęta z nagłym zdziwieniem i kontynuuje:

         

        - Czy wy, kurwy, uważacie,

        Że darmo to wszystko macie?

        Że wasze wieczne zbawienie

        Z grzechów wszystkich wybawienie,

        Bez zapłaty tak przychodzi??

        Wy! Musicie wynagrodzić!

        W jakiś sposób swego pana

        Któremu ta łaska dana

        Jest od Boga, by rozgrzeszać

        I tak diabłu szyki mieszać!

        Bowiem dusze rozgrzeszone

        Dlań na zawsze są stracone!

         

        Ociera pot z czoła, uspakaja się

         

        - A co macie wy do dania?

        Prócz swych cipek do ruchania?

        Wasze ciała, śliczne, zdrowe

        Mają zawsze być gotowe

        Gdy przyjedzie sługa Pana

        I zapragnie poruchania!

         

        Już całkiem spokojnie, mówi dalej, z naciskiem

         

        -Bogu żeście ślubowały

        Że pokornie wypełniały

        Każde z góry polecenie

        Tu będziecie. Na zlecenie

        Czy biskupa eminencji

        Kardynała ekscelencji

        Macie zawsze być gotowe

        W razie czego nawet głowę

        Swą poświęcić dla Kościoła

        Gdy głos Jego was zawoła.

        Zatem która? Ja nie widzę!

         Świetnie! Już się was nie wstydzę!

        Dziewcząt swych błogosławionych

        Panu Bogu zaślubionych!

        Zatem dziś się należycie

        Przygotujcie. Kąpiel długa!

        Jednej niech pomaga druga.

        I dokładnie! Zwłaszcza krocze!

        No i macie być urocze!

         Uśmiechnięte, wniebowzięte!

        A te, które są nietknięte

        Do spowiedzi się zgłaszają

        I że czyste są - nie tają!

        Niech się dowie Ekscelencja

        Jego święta Eminencja

        Żeście wszystkie nowicjuszki

        Że nigdy w łóżku poduszki

        Z żadnym chłopem nie dzieliła

        Ani nigdzie się nie gziła!

         

        Już uśmiechnięta, dorzuca radośnie:

         

        - A co więcej, to na koniec,

        Niech to będzie wam wiadome:

        Biskup ziele dziś przywiezie!

        Poczujecie się jak w niebie!

         

        Zakonnice

        - Ziele! Ziele! - któraś woła.

        - Tyś najlepsza jest Przeora!

         

         Przeora:

         

        - I perfumy dostaniecie

        Najlepsze co są na świecie

        Wypachnijcie się więc całe

        Szyję, piersi i te małe

        Wasze cipuszeczki śliczne

        Czyste, ciasne i przepyszne!

        No a teraz - groźnie woła -

        Dalej, idźcie do kościoła,

        Tam Panu podziękujecie

        Żeście są jak polne kwiecie

        Śliczne, zdrowe, powołane

        Wierne służki Mu oddane!

         

        Chwilę milczy, przypatruje się z miłością dziewczętom, po czym dodaje:

         

        - Pamiętajcie! Za murami

        Czai się zło! Ono mami!

        Tutaj o nic się nie bójcie

        A jak trzeba, pokutujcie…

         

        Zamyśla się…

         

        …. – tam by każda z was musiała

        Dać dostęp do swego ciała

        Chłopu, co brudny przychodzi,

        I chce sobie w was dogodzić…

        Tutaj - macie wielebnego!

        Pachnącego i czystego

        A co się najbardziej liczy

        Jeśli którąś z was zaliczy

        Bez grzechu to policzone

        Będzie w niebie!  Ucieszone??!

         

         

        Milknie. Spogląda na wrota, te otwierają się powoli. Każde odrzwia otwiera młody ministrant, pojawia się w nich dostojna postać Biskupa. Odziany w przepyszne szaty wkracza do kaplicy z uniesioną dumnie głową. Obrzuca spojrzeniem zakonnice, które padają na kolana, składając dłonie jak do pacierza opuszczają głowy jakby nie śmiały patrzeć wyprost na dostojnego gościa.

         

        Stańczyk:

         

        - Drzwi się z wolna uchylają

        Więc na nową nie zwracają

        Swej uwagi. A ta blednie!

        Zdaje się, że wnet wybiegnie

        Bo nerwowo się porusza

        Widać, cierpi dziewki dusza.

        Ale nim cokolwiek zrobi

        Już za późno dla niebogi

        Oto bowiem wyczekana

        Pojawia się postać – Pana!

         

        Stańczyk rusza do wrót i kontynuuje:

         

        - On nie wchodzi, tylko wkracza!

        Dostojeństwo go otacza

        Aura Ojca niebieskiego

        Dziedzica Ducha Świętego!

        Miast i wiosek nie odwiedza

        On je, w chwale swej, nawiedza!

        Nie rozmawia, on wygłasza,

        I nigdy się nie rozprasza.

         

        Kto go widzi, wnet wnioskuje

        Że Duch Święty nim kieruje!

        Że przed chwilą, tuż przed progiem

        Rozmawiał był z samym Bogiem!

        Każdy gest jest doskonały

        Nie ma miejsca na banały!

        Każde słowo i spojrzenie

        Podlega stałej ocenie.

        Jego boskość karki zgina

        I napawa lękiem mina

        Choć zaledwie oczy zmruży

        Już gotowa jest mu służyć

        Każda z dziewcząt tutaj czystych

        Z przyczyn, zda się, oczywistych!

         

        Stańczyk podąża tuż obok Biskupa, który trzymając prosto głowę zda się nie dostrzegać nikogo, lecz wodzi oczami z prawa na lewo, przyglądając się pochylonym postaciom zakonnic:

         

        Stańczyk, gdy Biskup zajmuje miejsce w tronie, ciągnie:

         

        - Gdy usiada, to zasiada!

        Widać, z Bogiem w myślach gada!

        Lico w trosce zadumane,

        Bo w jego ręce oddane

        Losy  owiec i baranów

        Co pragną żyć wiecznie w Panu!

        Narrator:

         

        - Pan - działania jego wspiera!

        A kiedy biskup umiera -

        Nie umiera! On odchodzi!

        I do Domu Pana wchodzi!

        Ba! Nie wchodzi! On wstępuje!

        Pan ze świtą go przyjmuje!

        Anioły nad nim latają,

        Wieczne życie umilają!

        Pan go wita, jak swój swego

        I nie szczędzi dlań niczego

        Niebiańskie chóry zamawia

        I jak może Go zabawia!

         

        Stańczyk:

         

        Ci zaś, co poumierali

        I do nieba się dostali

        Jako zwykli śmiertelnicy,

        Co się z nimi nikt nie liczył,

        Siedzą skromnie gdzieś w oddali

        Po kątach się pochowali,

        Trzeba im wieków czekania

        By podejść do tronu Pana!

        A On przy nim se zasiada

        Tam nie kończy się biesiada!

        A przy stołach usługują

        I radością promieniują

        Śliczne służki, uśmiechnięte!

        Do tej roli w niebo wzięte

        Gdyż swych przysiąg nie złamały

        Gdy swe ciała oddawały

        Wielebnym, na bożą chwalę,

        Gdy im Pan podnosił pałę

        I w ten sposób, bez ich wiedzy,

        Ich cipeczki chciał nawiedzić!

         

        Narrator: wskazuje na klęczące zakonnice-

         

        - Taka czeka je nagroda!

        I panuje wśród nich zgoda –

        Oraz mocne przekonanie

        Że za wierność i oddanie,

        Za ciał chętne użyczenie,

        Czeka Wieczne, tam, Zbawienie!

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @Lidia Maria Concertina no ... a co to "Nękana ... miłości puszkiem"...? niezły opis pozdrawiam  
      • 10:41 a co tam pewnie że tak. aco tam pewnie że nie. brzydka pogoda i sport. grzanki ze starego chleba woda kawa . siedzenie. dzień bez planu (zżarta kropka)  
      • Klimatyczny, minimalistyczny, obrazowy.  
      • @Jan Paweł D. (Krakelura) Świetne!!!
      • ELEGIA O DZIEWCE NIETKNIĘTEJ Akt II.   Prezentacja:     Stańczyk:   - Stają rzędem zakonnice Śliczne usta, krase lice   Przemowa Przeory:   - Zaraz ON się tutaj zjawi! Każdej z Was pobłogosławi Osobiście! On nałoży Ręce na was! On położy Swoje święte, boskie dłonie Na te gładkie, cudne skronie Gdy przed Krzyżem uklękniecie I przysięgę wypowiecie. Wiem, że każda z was gotowa Jest powtórzyć wszystkie słowa Które, szczerze wygłoszone W życie, w czyny wprowadzone, Otworzą wrota przed wami Za którymi, z aniołami Pośród barwnych łąk niebiańskich Dostąpicie do stóp Pańskich! Znajdziecie się w Domu Pana! Każda czysta! Nieskalana! Przekroczycie złote progi Zostawiając ten świat wrogi Który żadnej z Was nie zbrudził Dla grzeszników! Grzesznych ludzi!   Przechadza się przed stojącymi w rzędzie mniszkami, które ulegle pochylają się przed nią:   - Mąk czyścowych unikniecie Boście są jak polne kwiecie Czyste, niczym nie skażone Panu Bogu poślubione I mąż żaden nie dotykał Waszych skarbów. Ni nie widział!   Za to spotka Was nagroda! Jakiej żadna ludzka głowa Nigdy by nie wymyśliła Choćby nawet się siliła Przez kosmiczne wieki całe! Gdyż to, co jest doskonałe Panu tylko przynależy I od Niego też zależy Komu przyzna tę nagrodę! Kto uzyska Jego zgodę By w niebiańskie, cudne bramy Na wieczność był wpuszczany!   Milknie na chwilę, czeka aż dziewki pojmą znaczenie jej słów. Po czym kontynuuje z naciskiem:   - A do tego, tu, typuje Jego  Sługa! A kieruje I prowadzi Go Duch Święty! Ten sam, w którym Syn poczęty Został z Najczystszej Panienki By nas od wszelkiej udręki Uwolnić na wieczność całą! Zatem do roboty! Śmiało! I posłusznie w tym zaszczycie Co wam każe, to spełnicie!   Naraz coś się dzieje z dziewczętami. Jedna zaczyna chichotać, potem druga, zaczynają trząść się ze śmiechu zasłaniając szczelnie usta dłońmi, widać, że drwią ze słów Matki. Ta wpada we wściekłość.   Stańczyk podchodzi do Przeory, wskazuje na nią ręką i tłumaczy:   Stańczyk:   - Czy Mateczka już pojęła Że z przemową tą przegięła? Że dziewczęta durne nie są Na jej brednie nie polecą? Patrzcie! Teraz się wydziera! I w swych słowach nie przebiera:   Matka Przełożona, cała czerwona ze złości, staje przed dziewczętami wygrażając im palcem:   - Co wy tutaj, kurwy macie, Sobie dziś wyobrażacie? Jak się, której nie podoba, Won do domu! Wolna droga! Ale czeka was od Boga Wielka kara, czy nie wiecie?! W piekle smażyć się będziecie! Tam was szatan, sługa Boży, W łożu madejowym złoży I ognisty ogon wciśnie W wasze krocza, aż wypryśnie Krew z was cała. Lecz nie liczcie Że swój żywot tak skończycie! Bowiem dusze będą żyły I przez wieczność się męczyły W kotłach, napełnionych smołą, Pod którymi diabli smolą!   Milknie na chwilę, wpatruje się w dziewczęta z nagłym zdziwieniem i kontynuuje:   - Czy wy, kurwy, uważacie, Że darmo to wszystko macie? Że wasze wieczne zbawienie Z grzechów wszystkich wybawienie, Bez zapłaty tak przychodzi?? Wy! Musicie wynagrodzić! W jakiś sposób swego pana Któremu ta łaska dana Jest od Boga, by rozgrzeszać I tak diabłu szyki mieszać! Bowiem dusze rozgrzeszone Dlań na zawsze są stracone!   Ociera pot z czoła, uspakaja się   - A co macie wy do dania? Prócz swych cipek do ruchania? Wasze ciała, śliczne, zdrowe Mają zawsze być gotowe Gdy przyjedzie sługa Pana I zapragnie poruchania!   Już całkiem spokojnie, mówi dalej, z naciskiem   -Bogu żeście ślubowały Że pokornie wypełniały Każde z góry polecenie Tu będziecie. Na zlecenie Czy biskupa eminencji Kardynała ekscelencji Macie zawsze być gotowe W razie czego nawet głowę Swą poświęcić dla Kościoła Gdy głos Jego was zawoła. Zatem która? Ja nie widzę!  Świetnie! Już się was nie wstydzę! Dziewcząt swych błogosławionych Panu Bogu zaślubionych! Zatem dziś się należycie Przygotujcie. Kąpiel długa! Jednej niech pomaga druga. I dokładnie! Zwłaszcza krocze! No i macie być urocze!  Uśmiechnięte, wniebowzięte! A te, które są nietknięte Do spowiedzi się zgłaszają I że czyste są - nie tają! Niech się dowie Ekscelencja Jego święta Eminencja Żeście wszystkie nowicjuszki Że nigdy w łóżku poduszki Z żadnym chłopem nie dzieliła Ani nigdzie się nie gziła!   Już uśmiechnięta, dorzuca radośnie:   - A co więcej, to na koniec, Niech to będzie wam wiadome: Biskup ziele dziś przywiezie! Poczujecie się jak w niebie!   Zakonnice - Ziele! Ziele! - któraś woła. - Tyś najlepsza jest Przeora!    Przeora:   - I perfumy dostaniecie Najlepsze co są na świecie Wypachnijcie się więc całe Szyję, piersi i te małe Wasze cipuszeczki śliczne Czyste, ciasne i przepyszne! No a teraz - groźnie woła - Dalej, idźcie do kościoła, Tam Panu podziękujecie Żeście są jak polne kwiecie Śliczne, zdrowe, powołane Wierne służki Mu oddane!   Chwilę milczy, przypatruje się z miłością dziewczętom, po czym dodaje:   - Pamiętajcie! Za murami Czai się zło! Ono mami! Tutaj o nic się nie bójcie A jak trzeba, pokutujcie…   Zamyśla się…   …. – tam by każda z was musiała Dać dostęp do swego ciała Chłopu, co brudny przychodzi, I chce sobie w was dogodzić… Tutaj - macie wielebnego! Pachnącego i czystego A co się najbardziej liczy Jeśli którąś z was zaliczy Bez grzechu to policzone Będzie w niebie!  Ucieszone??!     Milknie. Spogląda na wrota, te otwierają się powoli. Każde odrzwia otwiera młody ministrant, pojawia się w nich dostojna postać Biskupa. Odziany w przepyszne szaty wkracza do kaplicy z uniesioną dumnie głową. Obrzuca spojrzeniem zakonnice, które padają na kolana, składając dłonie jak do pacierza opuszczają głowy jakby nie śmiały patrzeć wyprost na dostojnego gościa.   Stańczyk:   - Drzwi się z wolna uchylają Więc na nową nie zwracają Swej uwagi. A ta blednie! Zdaje się, że wnet wybiegnie Bo nerwowo się porusza Widać, cierpi dziewki dusza. Ale nim cokolwiek zrobi Już za późno dla niebogi Oto bowiem wyczekana Pojawia się postać – Pana!   Stańczyk rusza do wrót i kontynuuje:   - On nie wchodzi, tylko wkracza! Dostojeństwo go otacza Aura Ojca niebieskiego Dziedzica Ducha Świętego! Miast i wiosek nie odwiedza On je, w chwale swej, nawiedza! Nie rozmawia, on wygłasza, I nigdy się nie rozprasza.   Kto go widzi, wnet wnioskuje Że Duch Święty nim kieruje! Że przed chwilą, tuż przed progiem Rozmawiał był z samym Bogiem! Każdy gest jest doskonały Nie ma miejsca na banały! Każde słowo i spojrzenie Podlega stałej ocenie. Jego boskość karki zgina I napawa lękiem mina Choć zaledwie oczy zmruży Już gotowa jest mu służyć Każda z dziewcząt tutaj czystych Z przyczyn, zda się, oczywistych!   Stańczyk podąża tuż obok Biskupa, który trzymając prosto głowę zda się nie dostrzegać nikogo, lecz wodzi oczami z prawa na lewo, przyglądając się pochylonym postaciom zakonnic:   Stańczyk, gdy Biskup zajmuje miejsce w tronie, ciągnie:   - Gdy usiada, to zasiada! Widać, z Bogiem w myślach gada! Lico w trosce zadumane, Bo w jego ręce oddane Losy  owiec i baranów Co pragną żyć wiecznie w Panu! Narrator:   - Pan - działania jego wspiera! A kiedy biskup umiera - Nie umiera! On odchodzi! I do Domu Pana wchodzi! Ba! Nie wchodzi! On wstępuje! Pan ze świtą go przyjmuje! Anioły nad nim latają, Wieczne życie umilają! Pan go wita, jak swój swego I nie szczędzi dlań niczego Niebiańskie chóry zamawia I jak może Go zabawia!   Stańczyk:   Ci zaś, co poumierali I do nieba się dostali Jako zwykli śmiertelnicy, Co się z nimi nikt nie liczył, Siedzą skromnie gdzieś w oddali Po kątach się pochowali, Trzeba im wieków czekania By podejść do tronu Pana! A On przy nim se zasiada Tam nie kończy się biesiada! A przy stołach usługują I radością promieniują Śliczne służki, uśmiechnięte! Do tej roli w niebo wzięte Gdyż swych przysiąg nie złamały Gdy swe ciała oddawały Wielebnym, na bożą chwalę, Gdy im Pan podnosił pałę I w ten sposób, bez ich wiedzy, Ich cipeczki chciał nawiedzić!   Narrator: wskazuje na klęczące zakonnice-   - Taka czeka je nagroda! I panuje wśród nich zgoda – Oraz mocne przekonanie Że za wierność i oddanie, Za ciał chętne użyczenie, Czeka Wieczne, tam, Zbawienie!
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności