Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
bronmus45

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • - powracające tęsknoty ..

     

    Wzlatam ku niebu słowem tęsknoty,

    by tam zawisnąć skowronka głosem,

    śląc w świat szeroki melodię duszy,

    a tej już serce układa nuty ..

     

    Wspominam swego dzieciństwa gniazdo,

    którego śladów już dawno nie ma,

    pośród Beskidu lasów głębokich,

    gdzie owo miejsce świętym jest dla mnie ..

     

    Na nic dzisiejszych wygód odpłata

    - oddam je wszystkie za te dawne lata ..

    .

    .

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • radocha glinianego molocha ..

    ~~

    PiSkorze i mętna woda

    środowiskowa

    - oto ich żywioł

     

    OKNO do umysłów "ciemnego luda"

    czyli zakamuflowana hipokryzja  

    pierwszego sortu ludzkich panów

     

    OK - tak

    NO - nie

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • budzeni w środku dnia ..

     

    kompozycją marzeń

    budujesz w kłębiących się myślach

    świat podobny rajskim ogrodom

    ze spełniającymi się wizjami

     

    przyziemne troski gdzieś uleciały

    w nieodgadnioną przeszłość

    zasłonięte wonną mgiełką

    szczęśliwości

     

    trwasz w owym słodkim półśnie

    z odrobiną świadomości

    przebywania w baśniowym świecie

    którego nie chcesz utracić

     

    dzwonek telefonu

    uśmierca ostatecznie krainę szczęśliwości ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - relacja z pierwszego dnia wakacji ..

    3.06.2019. ok. południa - obok Latarni Morskiej w ..
    ~~
    Zaczynam odliczać dwa tygodnie nad morzem
    - czy trafiłem ze słońcem? Ten niebiański rożen
    dopiero mi odsłoni swoje palenisko.

    Hotelik z knajpką zacną - ot i mam tu wszystko,
    co potrzebne, by przeżyć godnie podczas słoty.

    Do góry - jedno piętro - więc żadne kłopoty
    nie powinny mnie spotkać podczas tej wspinaczki
    - najwyżej mogę zgubić swoje zgrabne laczki -
    wdrapię się na bosaka, bo to przecież lato ..

    W pokoju sobie łyknę "góralską herbatę"
    i pójdę lulu (może też nogi umyję)
    - to zależy od tego .. ile wleję w szyję
    ~~

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - dla zdrowotności .. (II dzień wakacji)

    4.06.2019 - szkic poniższego tekstu powstał podczas oczekiwania na obiad
    ~~
    Pomykam o poranku samym brzegiem morza
    - fala dosięga często do połowy łydek -
    wtedy wkręca mi w mięśnie swój chłodzący świder,
    a ja się zastanawiam, po co wstałem z łoża ..

    Niby dla zdrowotności - tak twierdzą uczeni;
    z kijkami nordic walking przemierzam więc trasę,
    nikt mnie tu nie przymusza .. Mam już dosyć czasem,
    gdy widzę pośród plaży samych, zdrowych leni,
    co leżą sobie luzem na słonecznej plaży.

    Młode, brzuchate byczki - a my szczupli, starzy,
    wciąż widzimy nadzieję w zdrowym stylu życia.

    Czy tak całymi dniami?. Zmierzcha .. faza picia


    - a to aktualności zapisane podczas deseru przy włączonych wiadomościach TV
    ~
    - aby władza rosła w siłę ..
    .. wtedy dobre stanie się jeszcze lepsze

    ~
    Figurant plastuś z Kaczego Sioła
    po raz kolejny wręczyć podołał
    fotele i etaty
    za zgodą prezia (taty).
    Nadszedł więc czas grzebania w popiołach ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • dzień trzeci wakacji - przedwieczorny spacer

    (...)

    spokojna toń morza z muśnięciami wiatru

    niesie poszept tajemnic

    kiedyś zaistniałych

     

    wędruję wolnym krokiem pod niebem ołowianym

    nasłuchując wątków

    by z nich tworzyć obrazy wymazane czasem

     

    moje myśli wciąż krążą wyobraźnią zdarzeń

    z tysiącami dusz ludzkich

    stąd ulatujących

     

    dostrzegam je mirażem w nadpalonych balach

    przyniesionych z morza

    sterczących gdzieś przy brzegu w piaskach dzikiej plaży

     

    przez wieki narastają historie pogrzebanych

    na dnie morskim obiektów

    z ofiarami wśród ludzi w nich przebywających ..

    .

    Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - potęgą jest i basta ..

     

    (-)
    spowita mgłą tajemnicy
    nieprzeniknionej
    od początku świata

    miłość
    zrodzona eterycznym wdziękiem
    idąca często w parze
    ze zwierzęcą chucią
    kojarzoną z niebiańską błogością
    lub mękami piekielnymi
    niespełnienia

    potężna moc
    zdolna przenosić góry
    dająca życie
    lecz i je odbierająca
    wodząc nas na pokuszenie
    z piekielnie boską siłą

    opiewana w pieśniach
    iluzją utopijnych obrazów
    od zawsze i po wsze czasy ..
    (-)

    Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • przeznaczenie

    ~~

    idąc

    bez wyznaczonego celu

    znalazłem się tam

    gdzie los już na mnie czekał

     

    nigdy się nie dowiem

    co byłoby gdybym ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • tchnieniem czerwcowych przypowieści

    pisano 10.06.2019 o poranku w 7 dzień moich wakacji spędzanych nad morzem (niebo zaciągnięte chmurami)

    (-)
    rozbuchany majowo 
    wiosenną inwazją żywotnej zieleni
    pączkującej nadzieją
    czerwiec z urokiem i powagą
    przynależną
    kwitnącym pięknościom
    ochoczo nawiedzanych przez
    fruwające towarzystwo
    przymierza się do przekazania światu
    dojrzewających latem owoców
    tychże odwiedzin

    ~~
    "w czerwcu się to lęga, co się przedtym sprzęga" - z polskich przypowieści ludowych


    (...)
    przysłowia na św. Małgorzatę (10 VI)
    -
    Jaka Małgorzata, takie będzie pół lata.
    Ze świętą Małgorzatą upał przybiera, kanikułę otwiera.
    Ze świętą Małgorzatą zaczyna się lato.
    W dzień św. Małgorzaty pierwsze gruszki do chaty.
    Deszcz na św. Małgorzatę jest orzechom na stratę.
    Kiedy w św. Małgorzatę kropi, siano źle się kopi.
    Św. Małgorzata zapowiada środek lata.
    W św. Małgorzatę skąd wiatr duje, drogę po zboże toruje.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • wakacje nadmorskie

     

    10.06.2019 -siódmy dzień moich, nadmorskich wakacji ..

    ~~

    poniedziałkowy poranek

    pod przykryciem ponurej pokrywy

    podniebnych parasoli

    półprzezroczystych płacht

    przepuszczających pozostałości

    promieniowania prosolarnego

    potrzebnego plażowiczom

     

    pomieszczenia PUB-u

    pozwoliły piszącemu

    przeciwdziałać przemoczeniu

    przezornie popijającemu podane piwko ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - zagubiony w sobie ..

    (-)

    zatrzymałem się

    na krawędzi zwątpienia

    w zbyt układny sens życia

    targającego mimo to 

    za uszy

     

    grzechy i piekło

    spotykają mnie zbyt często

    z rąk błyszczących mascarą

    pokrywającą wieloletni brud dokonań

     

    trudno podjąć decyzję

    o przekroczeniu Rubikonu

    za którym czekają nieznane mi dotąd światy ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • ~

    Murzyn zrobił już swoje i on "beknie" karę

    - grubymi nićmi szyte "zlecenie na miarę"

    odniosło wówczas skutek wręcz nadspodziewany.

     

     Musztarda po obiedzie - tak to "ludzkie pany"

    ważą na szali zasług swoich pomocników.

     

    Pełne koryto dla nich. On - z ręką w nocniku ..

    ~~

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • bronmuski - czyli teksty pisane odwróconym metrum limeryków.
    ~
    Pewien autor na etacie politruka,
    każdej władzy namiętnie stopy liże
    - a czasami, to nawet znacznie wyżej -
    Dla niego żadna, historyczna nauka
    nic nie znaczy. Ważną judaszowa "sztuka"


    ~~
    Ważna postać z gminy Dorączkowe
    tutaj z korupcji słynie
    - lecz o jej przecież winie
    nikt się nie zająknie marnym słowem.
    Zasada, by chronić własną głowę ..

    .

    PS - bronmuski - jako nazwa własna utworzona z nicku autora (mojego)

    .

    Edytowane przez bronmus45
    dodano PS (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • ~~ ścieki ~~

     

    Znany gostek, na wielu portalach

    publikuje grafomanie

    - oczekując hołdów za nie.

    Smak poezji wciąż tak samo kala,

    jak ze ścieków powstająca fala ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • ~

    Wymaga, by zwać go poetą

    - wierszem bowiem pisuje

    teksty, co w oczy kłują.

    Grafoman, z artyzmu paletą? ..

    .. czy woła chcesz sprzęgnąć z karetą?

    ~~

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - zwietrzałe uczucia ..

    ~~
    Urokliwe fluidy
    z lekkością
    i powabem motylich piękności
    zniewoliły serca dwojga,
    spragnionych TEJ właśnie miłości ..

    Odwzajemnione uczucie
    pozwalało już teraz
    czerpać
    bez ograniczeń
    z krynicy
    cielesnych doznań ..

    Miłość ta
    - jak zbyt wiele innych,
    okazała się jedynie chucią
    wietrzejącą coraz szybciej
    na widok
    nowszych modeli
    kształtem zbliżonym
    do pożądanej tu i teraz doskonałości ..
    ~~
    Zwietrzała miłość to jak naturalny zapach kwiatu - nie jest zdolna do reaktywacji .

    .

    .

    Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • - obok samego siebie ..

    ???

    zaplątałem się

    w odnajdywaniu swojego ja

    przemykającego chyłkiem nie zawsze ze mną 

    a gdzieś obok mnie

    jak uwolniony ze smyczy kot

    wyprowadzony na spacer ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • honor na zbyciu

    bronmuski (nazwa własna) - teksty z odwróconym metrum, stosowanym w gatunku limeryków

    ~~
    Jest przekonany o swej doskonałości
    w poezji i prawdzie o życiu.
    Ma nawet - jak twierdzi - na zbyciu
    pokłady honoru, który w nim zagościł
    przed laty. Już zdążył zgnić ze starości ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • rozczarowanie

    (...)

    z wiarą w rozbudzone uczucie

    zniewolony spojrzeniem

    pełnym gorących

    obietnic

    podążyłem za

    by spotkać w realu

    zimne wyrachowanie

    oczekiwanych korzyści ..

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • z cyklu "bronmuski"

    - biegły krętacz -

    Ma się za znawcę w wielu dziedzinach

    - w tym teologię i prawo -

    Jego jedyną potrawą

    konfabulacja i z wiedzy kpina

    - każda wypowiedź to zwykła .. bździna

    .

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • OPOWIADANIE -" KRUCZA KLĄTWA SNU". Wprowadzenie Siedziałem niemal sparaliżowany, jak przed egzekucją skazany na karę śmierci. Kruki, tylko pierdolone kruki nawiedzają mnie we snach, jakbym był grabarzem w podrzędnej mieścinie albo mścicielem z filmu o nazwie tegoż ptaka. Nie było mi do śmiechu, cierpiałem na nieokreśloną bliżej chorobę, zasypiałem, sen okazywał się tak realny, że początkowo nie wiedziałem, czy śnię, czy też nie. Najgorsze jednak było to, że nie mogłem się obudzić. Była to swoista pułapka, a czas grał na niekorzyść, jego odczucie było dużo mocniej spowolnione niż w rzeczywistości.  Osiem godzin trwało cały dzień. Zamknięty we własnej głowie, jak w więzieniu, musiałem trwać w scenariuszu mojej chorej podświadomości. Nikt nie mógł mi pomóc. Kawa była ratunkiem, ale nie mogłem nie spać wcale. Wytrzymywałem długo, czasem nawet 3 dni, ale wycieńczenie bywało zbyt miażdżące. Najgorsze, że sen potem był nieco dłuższy niż normalnie. Kurwa! Wolę tę godzinę, zamieniającą się w kilka przesiedzieć dłużej, ale rzadziej niż codziennie odbywać niekontrolowane podróże, w których znajduję się w przeróżnych miejscach, a wydarzenia zwykle są naprawdę przerażające. Jedną rzeczą wspólną dla każdego snu, jest obecność ośmiu Kruków, którzy pilnują, bym nie uciekł zbyt szybko i nie zginął w boleściach przewyższających te naturalne. Byli sanitariuszami i katami. Dualizm często bywał widoczny w moich snach. Jeden z lekarzy, u którego próbowałem się leczyć, powiedział mi, że podświadomość to jest mechanizm responsywny, pamiętliwy i sprawiedliwy. Nie byłem pewny, czy dobrze go zrozumiałem. Wydawało mi się, że jeśli poznam lepiej zasadę działania mojej choroby, tym szybciej naprawię błąd, z którym się urodziłem. Dzisiejszej nocy rzeczywistość mojego snu przeniosła mnie na szczyt wieżowca, gdzieś w Hongkongu, z którego podczas ucieczki przed śmiercią musiałem skoczyć i się zabić. Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie, ale każdy sen rządził się innymi zasadami. Jednak cechą wspólną każdego była zagadka logiczna, którą musiałem rozwiązać. Jeśli nie udało mi się rozwiązać lub zrobiłem coś źle, wracałem do miejsca startu. Kruki dziobały mnie wtedy po oczach i sercu, aż ból doprowadził do resetu podświadomości. Podczas okresu dojrzewania, dużo przecierpiałem. Wtedy to zaczęły się te Krucze sesje. Początkowo nie wiedziałem nic. Stopniowo z mijaniem lat uczyłem się żyć z tym problemem. Początki były miotaniem się i szukaniem drogi wyjścia. Kilkakrotnie ginąłem podczas jednego snu, jednak z czasem zacząłem więcej główkować, tak samo w środku snu, jak po przebudzeniu. Zacząłem pisać dziennik snów, cała choroba stała się jedną wielką obsesją. Czuję się naznaczony przez Kruczą klątwę. Na całym świecie, gdy pierwszy raz opowiedziałem lekarzowi o swoim problemie, nie było jeszcze zdiagnozowanej takiej choroby. Lekarze załamywali ręce, czułem się popapranym pionierem. Jednak częściej czułem, że samobójstwo może rozwiązać mój problem. Pewnego razu w wieku 24 lat nawet byłem jego blisko. Już stałem na krawędzi dachu wieżowca, jak w jednym ze snów, miałem skoczyć, ale tyle myśli miałem w głowie, że nie mogłem. Głównie moja rodzina, matka i ojciec oraz rodzeństwo, które zawsze patrzyło na mnie, jak na kogoś, bez kogo żyć nie będą umieli, trzymało mnie przy życiu. Według badań lekarze określili, że mam silną psychikę, ale nie mogą się doszukać czułego punktu w moim życiu, który mógłby być momentem, który wzbudził skomplikowany mechanizm. Nawet podejrzewano, że hipnoza jest przyczyną schorzenia. Jednak nie udało się mnie zahipnotyzować pięciu hipnotyzerom. Jeden z nich, najstarszy i najbardziej doświadczony, powiedział, że mam konkretne drzwi antywłamaniowe zamontowane w psychice. I biorąc pod uwagę problemy, to naprawić podświadomość i sobie pomóc mogę tylko ja sam. Nie wiedzieli, czy ktoś tego dokonał, czy ja sam zbudowałem sobie gehennę, ale jeśli to ktoś obcy, to mógł to zrobić tylko ktoś bardzo zaawansowany w socjotechnice i hipnozie oraz naprawdę mądry człowiek. Zaraz po 30 -ce przypomniał mi się dziadek, był podobno wróżbitą i astrologiem, nigdy go nie lubiłem i nie wspominam go dobrze, ale kiedyś poczułem jakby jego obecność we śnie, mimo że nie żyje już od prawie dwudziestu lat. Poczułem zapach jego perfum, był bardzo specyficzny, nigdy nie czułem takiego u innej osoby, skojarzenie dziadka mnie zastanowiło. Zawsze gdy przychodził do mojego domu rodzinnego w Carolinie Północnej, z oddalonego o dwie przecznice małego domku, miał w rękach karty tarota. Zwykle patrzył komuś głęboko w oczy i wyciągał jedną kartę. Patrzył na nią, po czym chował w pliku talli i tasował ją kilkukrotnie. Zawsze po cichu rozmawiał w kuchni z moim ojcem, a gdy wchodziłem do pomieszczenia, to nagle wszyscy milkli. Było tak zawsze. Dziadek nigdy nic do mnie nie mówił, zwykle omijał mnie, jak tylko pojawiałem się w pobliżu. Pewnie przez ten dystans i jego ekscentryzm nigdy za nim nie przepadałem. On był pierwszym podejrzanym o wprowadzenie jakiegoś czaru – programu do mojej jaźni, a z niej do podświadomości, ale nasz kontakt prawie nie istniał, więc to nie mógł być on. Już minęło pięćdziesiąt jeden godzin od ostatniego snu. Byłem świadomy, ale zmęczenie upośledzało reakcję na bodźce z otoczenia. Kawa już tylko wpływała na zwiększenie poczucia zmęczenia. Jeszcze trzy godziny i seans z krukami się znów rozpocznie. Miałem leki wyciszające, które pozwalały mi redukować negatywne myślenie. Świadomość bólu, który mnie miał czekać,, doprowadzała mnie na skraj depresji. Pracować nie mogłem. Utrzymywałem się z renty inwalidzkiej i z majątku rodziny, którego część przypadła mi po śmierci dziadka. Nie był to majątek, który zagwarantował mi spokojne życie, ale nie była też to mała kwota. Trzymałem ją na specjalne okazje, kiedy już nie mogłem uczynić inaczej. Ostatnio postanowiłem sprawić sobie samochód i wyjechać gdzieś, gdzie jest nadzieja, że otoczenie wpłynie na złagodzenie drastyczności snów. Wjazd miał się odbyć na Karaiby. Miałem   tam przyjaciela i przyjaciółkę. Było to małżeństwo jeszcze z czasów liceum. Byli developerami na rynku nieruchomości. Dużo czasu spędzali w podróży. Gdy widziałem się z nimi podczas zlotu absolwentów, na który udało im się po latach przyjechać, to zaproponowali mi pracę, jako house keeper, czyli dozorca domostwa podczas nieobecności właścicieli. Była to miła alternatywa, zważywszy, że potrzebowałem zmienić otoczenie. To był dobry moment, na próbę wyłączenia czynników stałych z mojego życia i zastąpienie ich innymi. Myślałem, że to może być dobry sposób na stymulowanie się innym otoczeniem, innymi ludźmi, innym zajęciem, przez co może zajść reset podświadomości. Oczywiście była to tylko moja teoria, nic pewnego, ale nadzieja budowała mnie już od kilku miesięcy i w końcu postanowiłem spróbować. Tomas I Sara mieli jechać w dłuższą trasę po wybrzeżu zachodnim. Według ich planów mieli spędzić około pół roku na poszukiwaniu lokalizacji, firm budowlanych, projektów na budowę nowych domów. Była to ważna inwestycja. Wierzyli, że jeśli się ich plan powiedzie, to będą bogatsi o kilkadziesiąt milionów dolarów. Dla mnie to była kosmiczna kwota, a dla nich zysk roczny, który w podobnej kwocie każdego roku trafiał na ich konta. Miałem więc wolną rękę w kwestii organizacji swojego u nich pobytu. Pół roku – pomyślałem – to odpowiedni czas na próbę resetu.  Miałem wyjechać tuż po przebudzeniu, po tym horrorze, który miał mnie spotkać już za dwie godziny. Byłem dość obojętny. Leki wygłuszały mnie za dnia, jednak nie działały w ogóle na sny. Nie odczuwałem żadnej zmiany w snach, odkąd je zażywam. Przynajmniej myśli samobójcze przestały mnie dręczyć, tak intensywnie, jak to było dużo wcześniej.  Gdy dzwonek w telefonie się uruchomi, a ustawiłem go na półtora godziny przed snem, zaczynam swój rytuał przygotowania się do niezłej jazdy. Zawsze się zastanawiałem podczas wieku dorastania, gdzie tym razem mnie rzuci wyobraźnia, dzisiaj już mnie to nie obchodzi. Stałem się niemal robotem. Biorę na klatę to, co będzie. Wiem, że to się nie dzieje naprawdę, mimo że realizm snu był perfekcyjnie dopracowany. Biorę kąpiel, przygotowuje zioła na uspokojenie, czasem piję setę wódy i układam się wygodnie w łóżku. Podobno wcale się nie poruszam podczas snu. Leżę jak kamień przez około 8 godzin, a gdy budzę się, to przez 5 minut dochodzę do siebie, sam nie wiem, czy śnię nadal, czy już nie.  Na szczęście nigdy nie śnił mi się mój pokój. To jedyny pozytywny aspekt snów na krawędzi. Od dziesięciu lat ćwiczę różne sztuki walki, niestety we śnie nie mogę, jak Neo w Matrixie wgrać sobie tej umiejętności. Ćwiczyłem też parkur, ale po 25 latach, odkąd sny się uaktywniły, wiem jedno, nigdy nie można być przygotowanym wystarczająco dobrze na to, co ma miejsce w mojej głowie. Nigdy nie czułem się tam bezpieczny, ani spokojny. CDN... Autor: Dawid Rzeszutek (c)
      • (Z cyklu: Cztery wariacje na ten sam temat)   ***   daleki księżyc przemyca światło gwiazd spadając ze sceny improwizacją   wszędzie wokół ― twarze ― przepełnione obojętnością wobec siebie ― zeszklone źrenice milczącej wzajemności   jeszcze przed chwilą gwar zmieszanych języków i pojęć ― unosił się ― w gęstym od oczekiwania powietrzu   nastał czas nowych form których pulsujący rytm niczego nie równoważy ― pomimo prostoty i zawiłości ― sięgającej głębin   (Włodzimierz Zastawniak, 2009-11-24)    
      • @huzarc Właśnie to bogactwo doznań sennych, uświadomiło mnie w przekonaniu, że język ludzki jest zbyt ubogi by wyrazić pewne treści. Także ich symbolika jest sprawą zawiłą, musi obejść cenzora, którym jest nasz umysł. Podobnie mam z dźwiękiem i barwą. Pozdrawiam.
      • Zatrzymuje na dłużej. Szczególnie czwarta strofa, która rysuje bliski mi obraz. Taki bez tła, znad przepaści. Pozdrawiam.
      • Przez moment pomyślałem, że masz Pan słabą silną wolę i się Pan poddał :)  
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności