Dawid Rzeszutek

Koniec czasu

Recommended Posts

16 godzin temu, Sylwester_Lasota napisał:

W wierze niewierzących, niewierzący nie mają dusz, sumień, nie grzeszą, bo grzechu w wierze niewierzacych też nie ma, więc teoretycznie nie ma problemu, bo nie ma też nieba i piekła. Praktycznie natomiast, ponieważ nie wiemy, wszyscy jesteśmy skazani na wiarę. I choćby, nie wiem jak by się niewierzący zaklinali, ich wiara, że wiedzą lepiej niż wierzący wierzą, nie ma większej mocy niż wiara wierzących :). Co więc z nimi? Nie wiemy. Pozostaje nam więc tylko wierzyć, lub wierzyć inaczej, że wszystko będzie dobrze. W końcu wszyscy do jakiegoś końca zmierzamy. I tym optymistycznym akcentem bym zakończył :).

Pozdrawiam :)

Ło jeju, ale ładny i zgrabny supełek:) Ciężko mi się wypowiadać za tych niewierzących o których napisałeś, bo jak dla mnie musiałby to być ktoś, kto wychował się w małej wiosce, w której nie ma żadnych wierzeń i zasad. A z racji, że rodzimy się i żyjemy w społecznościach, które narzucają nam jakąś lokalną wiarę, zestaw norm, praw, to nawet jeśli w dorosłym życiu odwrócimy się od wiary, to zostaje w nas wyuczony podział dobra i zła, wiemy, że złe jest zabójstwo, kradzież itd, ewentualnie z sumienia odchodzą brzemienia grzechu ciężkiego jakim jest np. opuszczenie mszy świętej w niedzielę. Albo inaczej-ja takich niewierzących, o takich poglądach nie znam. może dlatego, że tak jak napisałam, dużo z tego systemu zostaje w mentalności, to jak zmienić płaszcz i kapelusz, ale mieć na nogach nadal te same buty;) 

 

21 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

ale pozwolisz, że tu się z Tobą nie zgodzę. Ja też lubię wiedzieć. :) Ale odbiór poezji różni się odbioru piosenki w obcym języku. Jeśli nie znasz języka, treść utworu jest dla Ciebie całkowicie niedostępna. Natomiast przekład jest tą samą treścią wyrażoną za pomocą kodu, który znasz. W przypadku wiersza autor mówi do odbiorcy posługując się tym samym językiem, ale jednocześnie stosując pewne techniki i subiektywny kod. Znajomość specyfiki myślenia czy działania autora może pomóc, ale nie jest konieczna. Dlatego mogą sprzydać wskazówki, ale czytelnik ma również prawo do samodzielnej interpretacji. 

Oczywiście. Nie obstaję, że jestem nośnikiem jedynychsłusznychracji, zupełnie:) i dziękuję Ci za swoje zdanie. porównanie do języka obcego może jest zbyt mocne, albo zbyt słabe, w sumie chodziło mi bardziej o to, że często znając jakąś część danego języka, to wyłapujemy pojedyncze słowa w piosenkach i myślimy, że tekst jest o czymś tam, a sens jest zupełnie inny. A z interpretacją wierszy niech każdy to robi jak lubi i czuje. Ja nie zabraniam przecież odczytywać po swojemu, szczególnie jeśli to poszerza kontekst wiersza. Ale bywa i tak, że odczytuje się go w zupełnie innym wymiarze. No ja mam różnie, gdy zachwyci mnie myśl wiersza, znaczy moja jej wizja, a potem okazuje się, że podtekst był zupełnie inny, to nie będę sobie wmawiać, że nadal dla mnie znaczy to, co ja chcę by znaczyło. Może po prostu jestem bardziej realistką i wolę wiedzieć co poeta miał na myśli, niż czytać wiersz po swojemu. Niech każdy robi jak lubi, na tym polega wolność:) 

 

Dawid, ja też mam jak MaksMara, że dopiero po tych Twoich dopowiedziach zrozumiałam każdy kontekst, i cieszę się. Jak ktoś zrozumiał wszystko sam to super, gratuluję. Sam napisałeś, że nie siedzimy w swoich głowach, i tak jest, żeby wszystko odszyfrować- to nie zawsze jest łatwe, co nie znaczy, że nie do zrobienia.  Raz zapali się czytelnikowi lampka raz nie, albo zapali, ale inna. Z tą szkołą to staje się już ograne. Nie jesteśmy w szkole i nikt Ci przecież nic nie wmawia, a tworzyć nowe metafory - tak, trzeba, i to jest fajne, myślę, że większość stara się czymś zaskoczyć . W wierszu są skróty, szyfry, mamy prawo ich nie odczytać, Ty masz prawo podpowiedzieć, rozszyfrować lub wcale ich nie tłumaczyć; wiersz, myśl, metafory mogą się nam podobać lub nie, możemy sądzić, że odczyt jest łatwy lub nie. I nie widzę w tym zarozumiałości. Tylko swój odbiór.  

 

Pozdrawiam, miło i grzecznie:) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 4 godziny temu, Luule napisał:

    Dawid, ja też mam jak MaksMara, że dopiero po tych Twoich dopowiedziach zrozumiałam każdy kontekst, i cieszę się. Jak ktoś zrozumiał wszystko sam to super, gratuluję. Sam napisałeś, że nie siedzimy w swoich głowach, i tak jest, żeby wszystko odszyfrować- to nie zawsze jest łatwe, co nie znaczy, że nie do zrobienia.  Raz zapali się czytelnikowi lampka raz nie, albo zapali, ale inna. Z tą szkołą to staje się już ograne. Nie jesteśmy w szkole i nikt Ci przecież nic nie wmawia, a tworzyć nowe metafory - tak, trzeba, i to jest fajne, myślę, że większość stara się czymś zaskoczyć . W wierszu są skróty, szyfry, mamy prawo ich nie odczytać, Ty masz prawo podpowiedzieć, rozszyfrować lub wcale ich nie tłumaczyć; wiersz, myśl, metafory mogą się nam podobać lub nie, możemy sądzić, że odczyt jest łatwy lub nie. I nie widzę w tym zarozumiałości. Tylko swój odbiór.  

    Zgadzam się , że moje metafory nie są łatwe, może powinienem zejść na ziemię, a może wytyczać nadal swój szlak?
    Często się waham w tej kwestii. Jednak to zasługa mojej wrażliwości, a gdy widzę wypowiedzi typu MAKSMARA, to raz dostaję doła, a raz ( jak ostatnio) budzi się gniew. Sądzę, że w tym wypadku była to reakcja obronna psychiki. 

    Inaczej rozumiem Ciebie a inaczej MAKSMARA. Różne są odczucia. W stosunku do niej odczuwam pewnego rodzaju przeświadczenie o jej nieomylności i górowaniu ponad innymi. Niestety nigdy nie możemy być niczego pewni w Internecie, bo nie widzimy mimiki ciała, postawy, tonu głosu, usposobienia danej osoby, nie znamy jej, jednak powstają pewne poza zmysłowe odczucia, które często zaślepiają, choć zdarza się również, że są odkrywcze, czy to intuicja podpowiada?

    Tego nie wiem. Życzę każdemu na swojej drodze jak najlepiej i często boli mnie, to co dostaje w zamian.

    Nie lubię się żalić i raczej tego nie robię, ale dostałem dobrze po tyłku od życia i czasem to, co wydawałoby się błahostką, staje się bardzo bolesne. Jeśli chodzi o krytykę - to ja jej nie uprawiam, jestem w tej kwestii nieco wycofany. Sam nie jestem pewny swojego warsztatu, to po co mam truć ludziom. Uważam, że forma i treść jest we władzy autora, nawet jak nie jest klasyczna, czy po prostu banalna, to nie znaczy, że jest gorsza. Rozszyfrujemy przez wiele dekad hieroglify, Polacy złamali kod ENIGMY, to myślę, że moje wiersze też da się rozszyfrować. I na to będę czekał.  Mimo wszystko przepraszam, jeśli kogoś uraziłem i zapraszam do dalszej literackiej współpracy. Pozdrawiam.






     

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    45 minut temu, Dawid Rzeszutek napisał:

    Zgadzam się , że moje metafory nie są łatwe, może powinienem zejść na ziemię, a może wytyczać nadal swój szlak?
    Często się waham w tej kwestii. Jednak to zasługa mojej wrażliwości, a gdy widzę wypowiedzi typu MAKSMARA, to raz dostaję doła, a raz ( jak ostatnio) budzi się gniew. Sądzę, że w tym wypadku była to reakcja obronna psychiki. 

    Inaczej rozumiem Ciebie a inaczej MAKSMARA. Różne są odczucia. W stosunku do niej odczuwam pewnego rodzaju przeświadczenie o jej nieomylności i górowaniu ponad innymi. Niestety nigdy nie możemy być niczego pewni w Internecie, bo nie widzimy mimiki ciała, postawy, tonu głosu, usposobienia danej osoby, nie znamy jej, jednak powstają pewne poza zmysłowe odczucia, które często zaślepiają, choć zdarza się również, że są odkrywcze, czy to intuicja podpowiada?

    Tego nie wiem. Życzę każdemu na swojej drodze jak najlepiej i często boli mnie, to co dostaje w zamian.

    Nie lubię się żalić i raczej tego nie robię, ale dostałem dobrze po tyłku od życia i czasem to, co wydawałoby się błahostką, staje się bardzo bolesne. Jeśli chodzi o krytykę - to ja jej nie uprawiam, jestem w tej kwestii nieco wycofany. Sam nie jestem pewny swojego warsztatu, to po co mam truć ludziom. Uważam, że forma i treść jest we władzy autora, nawet jak nie jest klasyczna, czy po prostu banalna, to nie znaczy, że jest gorsza. Rozszyfrujemy przez wiele dekad hieroglify, Polacy złamali kod ENIGMY, to myślę, że moje wiersze też da się rozszyfrować. I na to będę czekał.  Mimo wszystko przepraszam, jeśli kogoś uraziłem i zapraszam do dalszej literackiej współpracy. Pozdrawiam.






     

    Nie będę adwokatem, ani tłumaczem, choć mam inne zdanie. Ja po prostu nie wyczułam w tamtej odp zarozumiałości, na Ciebie podziałała znacząco, okej, choć wydaje mi się, że riposta była zbyt mocna, to na tyle w tej- zgoła nie mojej - sprawie.

     

    A dalej, mam nadzieję, że nie pouciekają mi wątki:)

    - schodzić na ziemię? Pisz jak Ci w duszy gra, choć konfrontacja z odbiorcą jest czasem nieoceniona, bo przecież chcesz coś komuś przekazać. Masz fajne metafory, a ich natura już taka jest, że bywają trudniejsze, jak w ogóle natura metafor. Wiadomo, że ile szkół, tylu zwolenników, dla jednych wiersz jest dobry gdy wszystko jest zrozumiałe, inni uwielbiają rozwiązywać rebusy. Jak we wszystkim- dobry jest umiar, a sprzeczanie jak być 'musi' - bez sensu.

    Czy będąc czasem zagonionym w róg modyfikować swoje wiersze pod wpływem 'porad'? (Głównie chodzi o kosmetykę) Czy nigdy nie zmieniać nic, bo nie? i kto ma rację-większość?;) Każdy kowalem swego.. wiersza:)

     

    Mam wrażenie, że poczułeś się zaatakowany, jakoby Twoje metafory były w ogóle nieczytelne i bez tej podpowiedzi nie dało się nic wyczytać. Nie. W sumie zostałeś zaatakowany za to tłumaczenie, przez to i ja poczułam się dziwnie, bo ja byłam tego powodem. Jakby to było zakazane... Zawsze odkrycie kart 'zabije' odbiór wiersza, bo stanie się dosłowny i .. no właśnie - zbyt jasny? Myślę, że gdyby do każdego wiersza tutaj, 'wywołać do tablicy' czytelnika, który w swojej ocenie zrozumiał wiersz, i miałby napisać analizę, potem skonfrontowano by to z wyczerpującym tłumaczeniem autora, to byłoby różnie. I nie musi tu chodzić wcale o poziom inteligencji, domyślność, wiedzę, emocjonalność i co tam jeszcze. Wydaje mi się, że z reguły jeśli wiemy, to i tak mniej więcej, bo każdy sterowany jest przez pryzmat swoich doświadczeń, uczuć i obrazów we własnej głowie. to nie matematyka, a być omnibusem w każdym milimetrze to niemożliwe.

    Gdyby każdy autor pod wierszem wklejał tipy metafor, to straciło by to swój urok, ale też i pomogło, wszak gdy wiersz nas zatrzyma, zaczynamy go z automatu interpretować..choć widocznie niekoniecznie chcieć konfrontować z autorem. No i okej.

     

    - w punkt z tą mimiką itd, znany problem. A odczuwanie tonu wypowiedzi jest też dodatkowo uzależnione od podejścia nas samych, humoru, rozjuszenia. i tak niestety dochodzi do nieporozumień. 

     

    Co do przyszłości, zobaczymy co przyniesie:)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    8 godzin temu, Luule napisał:

    Ło jeju, ale ładny i zgrabny supełek:) Ciężko mi się wypowiadać za tych niewierzących o których napisałeś, bo jak dla mnie musiałby to być ktoś, kto wychował się w małej wiosce, w której nie ma żadnych wierzeń i zasad. A z racji, że rodzimy się i żyjemy w społecznościach, które narzucają nam jakąś lokalną wiarę, zestaw norm, praw, to nawet jeśli w dorosłym życiu odwrócimy się od wiary, to zostaje w nas wyuczony podział dobra i zła, wiemy, że złe jest zabójstwo, kradzież itd, ewentualnie z sumienia odchodzą brzemienia grzechu ciężkiego jakim jest np. opuszczenie mszy świętej w niedzielę. Albo inaczej-ja takich niewierzących, o takich poglądach nie znam. może dlatego, że tak jak napisałam, dużo z tego systemu zostaje w mentalności, to jak zmienić płaszcz i kapelusz, ale mieć na nogach nadal te same buty;) 

     

    Oczywiście. Nie obstaję, że jestem nośnikiem jedynychsłusznychracji, zupełnie:) i dziękuję Ci za swoje zdanie. porównanie do języka obcego może jest zbyt mocne, albo zbyt słabe, w sumie chodziło mi bardziej o to, że często znając jakąś część danego języka, to wyłapujemy pojedyncze słowa w piosenkach i myślimy, że tekst jest o czymś tam, a sens jest zupełnie inny. A z interpretacją wierszy niech każdy to robi jak lubi i czuje. Ja nie zabraniam przecież odczytywać po swojemu, szczególnie jeśli to poszerza kontekst wiersza. Ale bywa i tak, że odczytuje się go w zupełnie innym wymiarze. No ja mam różnie, gdy zachwyci mnie myśl wiersza, znaczy moja jej wizja, a potem okazuje się, że podtekst był zupełnie inny, to nie będę sobie wmawiać, że nadal dla mnie znaczy to, co ja chcę by znaczyło. Może po prostu jestem bardziej realistką i wolę wiedzieć co poeta miał na myśli, niż czytać wiersz po swojemu. Niech każdy robi jak lubi, na tym polega wolność:) 

     

    Dawid, ja też mam jak MaksMara, że dopiero po tych Twoich dopowiedziach zrozumiałam każdy kontekst, i cieszę się. Jak ktoś zrozumiał wszystko sam to super, gratuluję. Sam napisałeś, że nie siedzimy w swoich głowach, i tak jest, żeby wszystko odszyfrować- to nie zawsze jest łatwe, co nie znaczy, że nie do zrobienia.  Raz zapali się czytelnikowi lampka raz nie, albo zapali, ale inna. Z tą szkołą to staje się już ograne. Nie jesteśmy w szkole i nikt Ci przecież nic nie wmawia, a tworzyć nowe metafory - tak, trzeba, i to jest fajne, myślę, że większość stara się czymś zaskoczyć . W wierszu są skróty, szyfry, mamy prawo ich nie odczytać, Ty masz prawo podpowiedzieć, rozszyfrować lub wcale ich nie tłumaczyć; wiersz, myśl, metafory mogą się nam podobać lub nie, możemy sądzić, że odczyt jest łatwy lub nie. I nie widzę w tym zarozumiałości. Tylko swój odbiór.  

     

    Pozdrawiam, miło i grzecznie:) 

     

    Przeczytałam, pozdrawiam. :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    3 godziny temu, Dawid Rzeszutek napisał:

    Zgadzam się , że moje metafory nie są łatwe, może powinienem zejść na ziemię, a może wytyczać nadal swój szlak?
    Często się waham w tej kwestii. Jednak to zasługa mojej wrażliwości, a gdy widzę wypowiedzi typu MAKSMARA, to raz dostaję doła, a raz ( jak ostatnio) budzi się gniew. Sądzę, że w tym wypadku była to reakcja obronna psychiki. 

    Inaczej rozumiem Ciebie a inaczej MAKSMARA. Różne są odczucia. W stosunku do niej odczuwam pewnego rodzaju przeświadczenie o jej nieomylności i górowaniu ponad innymi. Niestety nigdy nie możemy być niczego pewni w Internecie, bo nie widzimy mimiki ciała, postawy, tonu głosu, usposobienia danej osoby, nie znamy jej, jednak powstają pewne poza zmysłowe odczucia, które często zaślepiają, choć zdarza się również, że są odkrywcze, czy to intuicja podpowiada?

    Tego nie wiem. Życzę każdemu na swojej drodze jak najlepiej i często boli mnie, to co dostaje w zamian.

    Nie lubię się żalić i raczej tego nie robię, ale dostałem dobrze po tyłku od życia i czasem to, co wydawałoby się błahostką, staje się bardzo bolesne. Jeśli chodzi o krytykę - to ja jej nie uprawiam, jestem w tej kwestii nieco wycofany. Sam nie jestem pewny swojego warsztatu, to po co mam truć ludziom. Uważam, że forma i treść jest we władzy autora, nawet jak nie jest klasyczna, czy po prostu banalna, to nie znaczy, że jest gorsza. Rozszyfrujemy przez wiele dekad hieroglify, Polacy złamali kod ENIGMY, to myślę, że moje wiersze też da się rozszyfrować. I na to będę czekał.  Mimo wszystko przepraszam, jeśli kogoś uraziłem i zapraszam do dalszej literackiej współpracy. Pozdrawiam.






     

    Nie uważam się za nieomylną, to Ty tak myślisz, tak mnie oceniasz, a tak naprawdę mnie nie znasz, komentarze też staram się pisać taktowne, nie chcę nikogo urażać, tym bardziej że wypowiadam się na temat tekstów, a nie osób. Skoro aż tak Cię irytują moje komentarze, to przepraszam, już znikam, milknę.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Brzmi to jak rymowane kazanie albo jak przepowiednia rychłego Sądu Ostatecznego. Hmmm... Jesteś księdzem?

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 1 minutę temu, Oxyvia napisał:

    Brzmi to jak rymowane kazanie albo jak przepowiednia rychłego Sądu Ostatecznego. Hmmm... Jesteś księdzem?

    Nie, nie jestem, ale lubię kwestię religijne, koniec świata to dla mnie obraz piękny, jestem katastrofistą nieco. 

     

    Dziękuję za pochylenie się nad tekstem, 

     

    Pozdrawiam.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    1 minutę temu, Dawid Rzeszutek napisał:

    Nie, nie jestem, ale lubię kwestię religijne, koniec świata to dla mnie obraz piękny, jestem katastrofistą nieco. 

     

    Dziękuję za pochylenie się nad tekstem, 

     

    Pozdrawiam.

    No proszę - koniec świata może być dla niektórych piękny. Bardzo niekonwencjonalne podejście. :)

    Dla mnie motywy religijne w wierszach służą tylko za symbole pewnych konkretnych treści, ale nie religijnych.

    Zresztą nie sądzę, żeby kiedykolwiek miał nastąpić koniec świata jako całości. Świat nie ma początku ani końca, a tylko wszystko, co istnieje, ciągle się zmienia i przepoczwarza, staje się ciągle czymś innym.

    Oczywiście mój pogląd nie jest niczym nowym.

    Pozdrawiam.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 minuty temu, Oxyvia napisał:

    No proszę - koniec świata może być dla niektórych piękny. Bardzo niekonwencjonalne podejście. :)

    Dla mnie motywy religijne w wierszach służą tylko za symbole pewnych konkretnych treści, ale nie religijnych.

    Zresztą nie sądzę, żeby kiedykolwiek miał nastąpić koniec świata jako całości. Świat nie ma początku ani końca, a tylko wszystko, co istnieje, ciągle się zmienia i przepoczwarza, staje się ciągle czymś innym.

    Oczywiście mój pogląd nie jest niczym nowym.

    Pozdrawiam.

    Zgadzam się, ale to też pewnego rodzaju metafizyka, która zawiera się w sferze sacrum i jest człowiekowi potrzebna. Dodam, że nie wierzę w kościół, a Pismo Święte, w zasadzie Nowy Testament, jest wg mnie dziełem "człowieka". Jestem racjonalistą i szukam Boga umysłem. Sam tez nie wierzę w koniec, jakoby miał się wydarzyć, prędzej człowiek sam się wykończy... Choć sądząc po lewackich tendencjach na świecie, pewnie do tego bezpośrednio nie dojdzie.  Nie podważa to jednak możliwości opisywania końca świata w poetycki sposób. A gdy cierpienie dotyka człowieka, ten pragnie śmierci; końca świata. - ostatnie zdanie tłumaczy mój stosunek do końca świata.

     

    Pozdrawiam.

     

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    4 minuty temu, Dawid Rzeszutek napisał:

    Zgadzam się, ale to też pewnego rodzaju metafizyka, która zawiera się w sferze sacrum i jest człowiekowi potrzebna. Dodam, że nie wierzę w kościół, a Pismo Święte, w zasadzie Nowy Testament, jest wg mnie dziełem "człowieka". Jestem racjonalistą i szukam Boga umysłem.

    No to chyba mamy podobne podejście do religii. :)

    4 minuty temu, Dawid Rzeszutek napisał:

    A gdy cierpienie dotyka człowieka, ten pragnie śmierci; końca świata.

    Bo ja wiem? Gdy człowieka dotyka cierpienie, pragnie raczej końca tego cierpienia. Jeśli nie widzi innego rozwiązania, pragnie skrócić sobie cierpienie przez śmierć. Ale czy pragnie ogólnego końca świata? Śmierci innych ludzi? To się zdarza, ale jeśli tak jest, to z pewnością jest to stan mocno chorobliwy.

    Myślę jednak, że pod "końcem świata" rozumiesz koniec świata jednego człowieka - tego, który cierpi i nie potrafi znaleźć innego końca cierpienia niż koniec życia.

    W takim razie wiersz jest depresyjny i tragiczny w wymowie.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    21 godzin temu, Oxyvia napisał:

    No proszę - koniec świata może być dla niektórych piękny. Bardzo niekonwencjonalne podejście. :)

    Dla mnie motywy religijne w wierszach służą tylko za symbole pewnych konkretnych treści, ale nie religijnych.

    Zresztą nie sądzę, żeby kiedykolwiek miał nastąpić koniec świata jako całości. Świat nie ma początku ani końca, a tylko wszystko, co istnieje, ciągle się zmienia i przepoczwarza, staje się ciągle czymś innym.

    Oczywiście mój pogląd nie jest niczym nowym.

    Pozdrawiam.

    Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze :).

    Oczywiście taki pogląd nie jest nowy, a nawet, powiedziałbym, jest już nieco nieaktualny, ponieważ początki Wszechświata zostały dosyć dobrze, teoretycznie, sekunda po sekundzie, naukowo opisane. Oczywiście mam tutaj na myśli teorię Wielkiego Wybuchu. Jest to obecnie dominująca teoria, próbujaca tłumaczyć powstanie i rozwój Wszechświata, a została potwierdzona wieloma pomiarami i badaniami. Autorem tej teorii jest Georges Lemaître, który, podobnie jak nasz Mikołaj Kopernik, był katolickim księdziem, ale również wielkiej miary astronomem. Jeśli się nie mylę, nie chce mi się teraz tego sprawdzać, to początkami Wszechświata zajmował się też, zmarły niedawno, Stephen Hawking.

    Jeszcze za czasów Alberta Einsteina uważano Wszechświat za twór stały, niezmienny. Dziś wiadomo, że się nieustannie rozszerza. I następuje to w zawrotnych, kosmicznych prędkościach. Do tej pory uważano, że to rozszeszanie spowalnia, jednak najnowsze badania dowodzą, że jest wprost przeciwnie - Wszechświat nieustannie przyśpiesza oddalając się od swojego centrum. I tu pojawia się kolejna, nieco niepokojąca teoria. Ponieważ wszystko, to co jest, trzyma się kupy dzięki różnorodnym siłom, a jak wiadomo, wielkość odziaływania sił jest sinie zależna od odległości, wiec na skutek nieustannego powiększania się Wszechwświata i zwiększania się odległości między znajdującymi się w nim obiektami, w pewnym momencie, w pierwszej kolejności, wiązania grawitacyjne zostaną zerwane, a zaraz potem wszystkie inne i wszystko co jest, po prostu przestanie istnieć, czyli powróci do stanu sprzed Wiekiego Wybuchu. Bez czasu, bez przestrzeni, bez materii. Problem w tym, że ciągle nie wiemy kiedy to nastąpi, a może nastąpić w każdej chwili.

    Jak widać, Prawdziwa nauka i Prawdziwa religia nie odbiegają od siebie tak daleko jak mogłoby się wydawać :).

    Pozdrawiam serdecznie :)

     

    P.S.: Poczytałem trochę o Stephenie Hawkingu i okazuje się, że on, w swoich poglądach zbliżył się do takiego postrzegania rzeczywistości jak Twoje (albo może odwrotnie:)). Czyli wyszło by na to, że moje stanowisko jest nieaktualne :). Jednak poglądy Hawkinga na początek i przyczynę, lub ich brak, są ciągle dyskutowane i chyba nie do końca potwierdzone, więc ciągle obowiązuje Teoria Wielkiego Wybuchu, której on nie zaprzeczył, tylko dokonał jej rozmycia.

    Pozdrawiam ponownie :)

    Edytowano przez Sylwester_Lasota

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    @Sylwester_Lasota Tak, znam teorię Wielkiego Wybuchu i też jej nie zaprzeczam. Ale to się wcale nie kłóci z "moją" teorią (którą też wyznawał Hawking, o czym dowiedziałam się niedawno). Ja tylko twierdzę, że całość - wszystko, co istnieje - jest wieczne, czyli było przed Wielkim Wybuchem i będzie po rozpadzie naszego wszechświata.

    No bo powiedz: co było wcześniej, zanim wybuchł nasz wszechświat? Czy on wziął się z niczego? Na pewno nie. Na pewno była jakaś przyczyna tego gigantycznego wybuchu, który wstrzelił ogromną energię do "naszej" czasoprzestrzeni. I tu ona zaczęła ewoluować do coraz bardziej skomplikowanych form: przerodziła się w elektrony, potem w atomy (najpierw wodorowe, później coraz cięższe i większe), potem w jeszcze bardziej skomplikowane cząsteczki wieloatomowe, później w pierwsze żywe komórki - i tak dalej.

    Nic się nie dzieje bez przyczyny i nic nie powstaje z niczego. Zawsze musiało być coś wcześniej. I to coś po prostu zmieniło swoją postać. Którą zresztą wciąż nadal zmienia.

    Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    1 godzinę temu, Oxyvia napisał:

    @Sylwester_Lasota Tak, znam teorię Wielkiego Wybuchu i też jej nie zaprzeczam. Ale to się wcale nie kłóci z "moją" teorią (którą też wyznawał Hawking, o czym dowiedziałam się niedawno). Ja tylko twierdzę, że całość - wszystko, co istnieje - jest wieczne, czyli było przed Wielkim Wybuchem i będzie po rozpadzie naszego wszechświata.

    No bo powiedz: co było wcześniej, zanim wybuchł nasz wszechświat? Czy on wziął się z niczego? Na pewno nie. Na pewno była jakaś przyczyna tego gigantycznego wybuchu, który wstrzelił ogromną energię do "naszej" czasoprzestrzeni. I tu ona zaczęła ewoluować do coraz bardziej skomplikowanych form: przerodziła się w elektrony, potem w atomy (najpierw wodorowe, później coraz cięższe i większe), potem w jeszcze bardziej skomplikowane cząsteczki wieloatomowe, później w pierwsze żywe komórki - i tak dalej.

    Nic się nie dzieje bez przyczyny i nic nie powstaje z niczego. Zawsze musiało być coś wcześniej. I to coś po prostu zmieniło swoją postać. Którą zresztą wciąż nadal zmienia.

    Pozdrawiam Cię serdecznie. :)

    Chrześcijanie nazywają To Coś Bogiem, w którym była Wiara, Nadzieja i Miłość, a naukowcy, nie ważne, wierzący czy nie, Osobliwością, w której skupiała się nieskończona masa i nieskonczona energia. Czyli taka Jedna Wielka (a zasadzie bardzo mała, bo skupiona w jednym punkcie o zerowej średnicy) Czarna Dziura. Ostatecznie może znaczyć to, dokładnie to samo, lub coś zupelnie innego. I jaka jest prawda? Myślę, że ciągle nie wiemy. Jesteśmy jak te ślepe mrówki, które próbują poznać naturę Słońca :).

    Również serdecznie :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    20 godzin temu, Sylwester_Lasota napisał:

    Jesteśmy jak te ślepe mrówki, które próbują poznać naturę Słońca :).

    Dokładnie tak, mam dokładnie to samo skojarzenie i często mi ono przychodzi na myśl. :)

    Nigdy nie dowiemy się prawdy o największych tajemnicach.

    I dobrze, bo gdybyśmy dowiedzieli się o świecie WSZYSTKIEGO, to obawiam się, że nie byłoby już sensu dłużej żyć...

    Miłego dnia. :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się