Oxyvia

Jesień - moja znajoma

Recommended Posts

9 godzin temu, Oxyvia napisał:

rudy warkocz na wietrze i srebrzyste skronie,

cała z woni owoców i złotego chmielu.

 

idzie jesień nie ma na to rady :

https://www.youtube.com/watch?v=2je4MvNfMH0

 

Bardzo ładnie Joanno  namalowałaś, te dwie jesienie.

 

                                                                                                       pozdrawiam

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie 5 lat temu na portalu "poezja-polska" pp. pisałam o tożsamej Jesieni autorstwa Gloinnen (Emilii Mazurek)  w ten oto sposób:

 

Dodane dnia 16.10.2013 19:17  
Wiosna przyszła zbyt późno, zapachniało jesienią w połowie sierpnia. Wiadomo: upały i susza. Brak wilgoci rekompensowała rosa; czasem mgła oraz parujące nad ranem liście.

Nieraz zastanawiałam się nad zjawiskiem zjawiskowości określonych pór roku? Która z nich bardziej kolorowa, pachnąca, władająca uczuciami? Która bardziej spersonifikowana? Wiosna czy jesień? 

Mój np. ulubiony Julian Tuwim podobnych wątpliwości nie miał [par: Siódma jesień, 1921 czy poemat zatytułowany Strofy o późnym lecie] bo i rzeczywiście sama jesień dzięki swym wybarwieniom staje się nierzadko kiczowata, w związku z czym jakoś mimo woli nasuwa się kolejny dylemat: która z owych pór bardziej poetycka? Jesień czy wiosna?

Poeci nie byliby poetami, gdyby o tej jesieni nie tworzyli przez cały Boży rok. Z kolei żeby znów napisać naprawdę dobry tekst z gatunku liryki opisowej, to wymaga już od autora nie lada kunsztu. Tu bowiem nie tylko liczy się forma, słownictwo, przenośnie, klimat. Tu zwłaszcza - względnie przede wszystkim - liczy się koncept.

Nie dalej niż wczoraj, surfując po portalu poezja-polska.pl przeczytałam rewelacyjny, wprawiający (mnie) w osłupienie, wiersz. Dosłownie i w przenośni; z wielkiego zresztą zachwytu.

Oto Gloinnen w strofach Jesień. Fallen angel tak przedstawia swój podmiot liryczny:

Wczoraj widziałeś ją pod latarnią - jesień, lolitkę 
z lizakiem w buzi; sok renklodowy barwił policzek.

Zalotny wzorek przetrwał na szyi jeszcze po lecie, 
imiona, smoki, skaryfikacje henną muśnięte. 

Krąży po parku; wpięła miedziane spinki w warkocze, 
szuka fetyszy - stringów, korali, butów, podwiązek. 

Czeka, aż zaczniesz kąsać krągłości; wabi mgnieniami. 
Trociczki dymią wśród nagich koron, a oddech pali. 

Wkłada pończochy z zetlałej przędzy - jesień, domina; 
i pejczem wiatru drzewom na mokro gałęzie ścina. 

Chłostane klony spłynęły ambrą, miodem i mlekiem. 
Ona z nich spija październikowe gęste nasienie. 

Wsuwa pod suknię lśniące kasztany - jak kulki gejszy; 
droczy się z niebem, ciągle niesyta świstów i dreszczy. 

Przed orgią w sadzie, prosi o klapsy - słodkie, rumiane. 
Zmienia kostiumy; nylon o świcie, po zmierzchu - lateks. 

Wzbiera, dojrzewa, traci przytomność, kipi żywicznie, 
pragnąc tysięcy kolejnych spełnień, nim jej czas minie. 

Wkrótce zaiskrzą mroźne poranki gniewem siarczystym. 
Będzie musiała każde szaleństwo odcierpieć w ciszy.

Wiersz powstał z inspiracji utworem IRGI: 
http://www.poezja-polska.pl/fusion/readarticle.php?article_id=35034

Różne, obok tych konwencjonalno- metaforycznych płycizn bywały jeszcze jesienie: jesień niby Żyd domokrążca (Włodzimierz Słobodnik); jesień-amazonka (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska); kat-październik (także Jasnorzewska); jesień-żebraczka, czyli ja, liryczne kilkakrotnie wymienionej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; jesień-gospodyni (Jan Kochanowski); jesień-nietoperz (Roman Brandstaetter) itp.

Do tej pory nie było jednak jesieni-lolitki; idźmy dalej: jesieni-galerianki. Ta natomiast: sondując z treści wiersza, jako jesień w dosłownym znaczeniu, powinna była wykiełkować w trzeciej dekadzie sierpnia, rosnąć w pierwszych dniach września, dojrzeć przed równonocą.

Ciekawą, nawet bardzo ciekawą poetką jest Gloinnen, nierzadko sięgająca do tematów z pogranicza literackiego kaskaderstwa, jak chociażby w aktualnie zaprezentowanych strofach-frazach. 
Wyjątkowo zresztą aktualnych, przez co nowoczesnych, lecz nie nowatorskich. Nader śmiałych, ale nie wulgarnych; kolorowych, wręcz fosforyzujących, które wszak z tandetą nie mają nic wspólnego.

Do niedawna myślałam zmartwiona, iż współczesna dobra, polska poezja zamiera, umiera. Gloinnen swym wierszem (zresztą niejednym) udowodniła, że tak akurat nie jest i wcale być nie musi. Jej niebanalny, połączony z kunsztem słowa, wielce wyostrzony niczym październikowy nowik, zmysł obserwacji, stanowi dowód, iż mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym.
Wyślij Prywatną Wiadomość
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Najbardziej podoba mi się pierwsza strofka, w której zawarłaś najwięcej obrazów, weszłam w tą zabawę skojarzeń. Te piegi, wiedźma...:) potem lis. Jedynie ta srebrna skroń burzy mi kolorystykę, wiem, że chodzi o jesień życia, ale siwy z rudym jakoś mi się gryzie. Pomyślałam o skórze z ususzonych jabłek ;) czy też grzybków.

 

Podoba mi się też koniec, o powrocie do ciepła. Właśnie dla mnie jeden z uroków chłodniejszych pór to ten powrót do ciepłego domu + porcja gorącej zupy, herbaty, kawy, kakao.. a jak w towarzystwie , to tym lepiej:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 15 godzin temu, Deonix_ napisał:

     

    Jakoś tak zwykle na początku jesieni i wiosny mam mnóstwo pracy,

    więc nie mam kiedy siedzieć na forum - niestety samą poezją żyć się nie da :)

    Jak będę miała trochę wolnego, to tu zajrzę, na pewno.

    Ale kiedy to będzie - nie jestem w stanie powiedzieć.

     

    Mało też ostatnio piszę, a nie chcę publikować takich nieociosanych utworów.

    Jak zrobię porządek w biurku,

    to może nawet coś fajnego znajdę, ale od znalezienia do publikacji to jeszcze daleko :)

     

    Ciepło mi się zrobiło na sercu po przeczytaniu Twojej odpowiedzi :)

     

    Serdeczności :))

     

    To podobnie jak ja - też mam mnóstwo pracy wczesna jesienią i późną wiosną, i wtedy nie piszę, bo praca wypełnia mój mózg i czas po brzegi.

    Ale w tym roku już się zaczynam wygrzebywać z tego powoli. :)

    I mnie też zrobiło się ciepło na sercu po przeczytaniu Twojego pierwszego posta tutaj. :)))

    Do następnego!

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 12 godzin temu, jan_komułzykant napisał:

    od pierwszych linijek wyczuwa się dobre, lekkie i doświadczone pióro. Pełna swoboda, jakby w wyrażaniu tego, co wyrazić się chciało nie uczestniczyła żadna powstrzymująca siła. To naprawdę przyjemność czytać twoje wiersze Oxyvio. Nie mam nic do powiedzenia i to jest bardzo fajne uczucie, jak po dobrym występie :)

     

    Pozdrawiam

     

    Ach, Janko! Jak miło mi czytać tak wspaniały komentarz do mojego skromnego wierszyka! Dziękuję stokrotnie! :)

    Pozdrawiam serdecznie.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 12 godzin temu, befana_di_campi napisał:

    Ooo, piękny! Bardzo piękny wiersz :)))

    Ooo, Befano, wymagająca Czytelniczko, dziękuję najserdeczniej! Jakże miło mi to czytać! :)))

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 12 godzin temu, Nata_Kruk napisał:

    Oxyvio, ta strofka pisze o tym, co i ja lubię...  Mam "nad sobą" Janko i jego post... myślę podobnie,

    więc nie będę kopiować.

    Pozdrawiam.

    Nato, dziękuję! Naprawdę rozpływam się cała, kiedy czytam takie miłe komentarze!

    A co do proponowanej zmiany... Dziękuję za pochylenie się nad wierszem, ale nie widzę sensu tej roszady - po co i dlaczego przestawiać te słowa? Nie gniewaj się, po prostu naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak miałoby być lepiej?

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 10 godzin temu, Andrzej_Wojnowski napisał:

     

    idzie jesień nie ma na to rady :

    https://www.youtube.com/watch?v=2je4MvNfMH0

     

    Bardzo ładnie Joanno  namalowałaś, te dwie jesienie.

     

                                                                                                           pozdrawiam

     

    Andrzeju, dzięki za pochwalenie wiersza, a także za balladę - to jedna z moich ukochanych piosenek. :)

    Dwie jesienie? To znaczy, które dwie? Jakie?

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 10 godzin temu, befana_di_campi napisał:

    Dokładnie 5 lat temu na portalu "poezja-polska" pp. pisałam o tożsamej Jesieni autorstwa Gloinnen (Emilii Mazurek)  w ten oto sposób:

     

    Dodane dnia 16.10.2013 19:17  
    Wiosna przyszła zbyt późno, zapachniało jesienią w połowie sierpnia. Wiadomo: upały i susza. Brak wilgoci rekompensowała rosa; czasem mgła oraz parujące nad ranem liście.

    Nieraz zastanawiałam się nad zjawiskiem zjawiskowości określonych pór roku? Która z nich bardziej kolorowa, pachnąca, władająca uczuciami? Która bardziej spersonifikowana? Wiosna czy jesień? 

    Mój np. ulubiony Julian Tuwim podobnych wątpliwości nie miał [par: Siódma jesień, 1921 czy poemat zatytułowany Strofy o późnym lecie] bo i rzeczywiście sama jesień dzięki swym wybarwieniom staje się nierzadko kiczowata, w związku z czym jakoś mimo woli nasuwa się kolejny dylemat: która z owych pór bardziej poetycka? Jesień czy wiosna?

    Poeci nie byliby poetami, gdyby o tej jesieni nie tworzyli przez cały Boży rok. Z kolei żeby znów napisać naprawdę dobry tekst z gatunku liryki opisowej, to wymaga już od autora nie lada kunsztu. Tu bowiem nie tylko liczy się forma, słownictwo, przenośnie, klimat. Tu zwłaszcza - względnie przede wszystkim - liczy się koncept.

    Nie dalej niż wczoraj, surfując po portalu poezja-polska.pl przeczytałam rewelacyjny, wprawiający (mnie) w osłupienie, wiersz. Dosłownie i w przenośni; z wielkiego zresztą zachwytu.

    Oto Gloinnen w strofach Jesień. Fallen angel tak przedstawia swój podmiot liryczny:

    Wczoraj widziałeś ją pod latarnią - jesień, lolitkę 
    z lizakiem w buzi; sok renklodowy barwił policzek.

    Zalotny wzorek przetrwał na szyi jeszcze po lecie, 
    imiona, smoki, skaryfikacje henną muśnięte. 

    Krąży po parku; wpięła miedziane spinki w warkocze, 
    szuka fetyszy - stringów, korali, butów, podwiązek. 

    Czeka, aż zaczniesz kąsać krągłości; wabi mgnieniami. 
    Trociczki dymią wśród nagich koron, a oddech pali. 

    Wkłada pończochy z zetlałej przędzy - jesień, domina; 
    i pejczem wiatru drzewom na mokro gałęzie ścina. 

    Chłostane klony spłynęły ambrą, miodem i mlekiem. 
    Ona z nich spija październikowe gęste nasienie. 

    Wsuwa pod suknię lśniące kasztany - jak kulki gejszy; 
    droczy się z niebem, ciągle niesyta świstów i dreszczy. 

    Przed orgią w sadzie, prosi o klapsy - słodkie, rumiane. 
    Zmienia kostiumy; nylon o świcie, po zmierzchu - lateks. 

    Wzbiera, dojrzewa, traci przytomność, kipi żywicznie, 
    pragnąc tysięcy kolejnych spełnień, nim jej czas minie. 

    Wkrótce zaiskrzą mroźne poranki gniewem siarczystym. 
    Będzie musiała każde szaleństwo odcierpieć w ciszy.

    Wiersz powstał z inspiracji utworem IRGI: 
    http://www.poezja-polska.pl/fusion/readarticle.php?article_id=35034

    Różne, obok tych konwencjonalno- metaforycznych płycizn bywały jeszcze jesienie: jesień niby Żyd domokrążca (Włodzimierz Słobodnik); jesień-amazonka (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska); kat-październik (także Jasnorzewska); jesień-żebraczka, czyli ja, liryczne kilkakrotnie wymienionej Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej; jesień-gospodyni (Jan Kochanowski); jesień-nietoperz (Roman Brandstaetter) itp.

    Do tej pory nie było jednak jesieni-lolitki; idźmy dalej: jesieni-galerianki. Ta natomiast: sondując z treści wiersza, jako jesień w dosłownym znaczeniu, powinna była wykiełkować w trzeciej dekadzie sierpnia, rosnąć w pierwszych dniach września, dojrzeć przed równonocą.

    Ciekawą, nawet bardzo ciekawą poetką jest Gloinnen, nierzadko sięgająca do tematów z pogranicza literackiego kaskaderstwa, jak chociażby w aktualnie zaprezentowanych strofach-frazach. 
    Wyjątkowo zresztą aktualnych, przez co nowoczesnych, lecz nie nowatorskich. Nader śmiałych, ale nie wulgarnych; kolorowych, wręcz fosforyzujących, które wszak z tandetą nie mają nic wspólnego.

    Do niedawna myślałam zmartwiona, iż współczesna dobra, polska poezja zamiera, umiera. Gloinnen swym wierszem (zresztą niejednym) udowodniła, że tak akurat nie jest i wcale być nie musi. Jej niebanalny, połączony z kunsztem słowa, wielce wyostrzony niczym październikowy nowik, zmysł obserwacji, stanowi dowód, iż mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym.
    Wyślij Prywatną Wiadomość
     

    Befano, bardzo mi się podoba wiersz Gloinnen (o której niejedno słyszałam), a także Twoja recenzja. Zgadzam się z nią w pełni.

    A czy była już w poezji jesień-kumpelka? Jak ta moja? :)))

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 7 godzin temu, Luule napisał:

    Najbardziej podoba mi się pierwsza strofka, w której zawarłaś najwięcej obrazów, weszłam w tą zabawę skojarzeń. Te piegi, wiedźma...:) potem lis. Jedynie ta srebrna skroń burzy mi kolorystykę, wiem, że chodzi o jesień życia, ale siwy z rudym jakoś mi się gryzie. Pomyślałam o skórze z ususzonych jabłek ;) czy też grzybków.

     

    Podoba mi się też koniec, o powrocie do ciepła. Właśnie dla mnie jeden z uroków chłodniejszych pór to ten powrót do ciepłego domu + porcja gorącej zupy, herbaty, kawy, kakao.. a jak w towarzystwie , to tym lepiej:)

    Luule, dzięki za miłe słowa i wejście w świat wiersza. :)

    To srebro na skroniach to nie tylko jesień życia, ale i zwykły szron, jaki nierzadko trafia się jesienią. Dlatego mnie się ten kolor nie gryzie z barwami liści jesiennych.

    Ja także lubię ciepło domu jesienią i zimą, bo w tych porach roku najbardziej się to ciepło docenia. :))) Ciepło dosłowne, jak i ciepło rodzinne - własne miejsce na chłodnym świecie.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    1 godzinę temu, Oxyvia napisał:

    Befano, bardzo mi się podoba wiersz Gloinnen (o której niejedno słyszałam), a także Twoja recenzja. Zgadzam się z nią w pełni.

    A czy była już w poezji jesień-kumpelka? Jak ta moja? :)))

    Kumpelka może nie, ale chimeryczna to tak :-)))

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    20 godzin temu, Oxyvia napisał:

    Dlaczego nie znosisz jesieni? To cudna pora!

    Mam na myśli wczesną, kolorową jesień, słoneczna i wesołą, a nie tę późną, listopadowo-grudniową, kiedy spadną wszystkie liście i nie widać kolorów, jest wiecznie ciemno i pochmurnie, a cały świat jest mokry i lepki. Tego to chyba nikt nie lubi.

    Dziękuje za miłe słowa o wierszu. :)

     

    Nigdy nie lubiłam jesieni, ponieważ jest zapowiedzią zimy. Dreszcze mnie przechodzą, gdy widzę żółknące liście, gdy słońce coraz niżej, gdy odlatują ptaki... Czuję się jakbym sama zamierała, gdy dni są coraz krótsze, gdy nadciągają chłody i jest coraz mniej światła. Chyba przychodząc na świat pomyliłam szerokość geograficzną...

    Pozdrawiam

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    4 godziny temu, Oxyvia napisał:

    Dwie jesienie? To znaczy, które dwie? Jakie?

    Tak mi się skojarzyło z jesienią życia, ale przecież "młodość przychodzi z wiekiem".

     

      I tego warto się trzymać.

     

                                                  pozdrawiam

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 4 godziny temu, befana_di_campi napisał:
    5 godzin temu, Oxyvia napisał:

    Befano, bardzo mi się podoba wiersz Gloinnen (o której niejedno słyszałam), a także Twoja recenzja. Zgadzam się z nią w pełni.

    A czy była już w poezji jesień-kumpelka? Jak ta moja? :)))

    Kumpelka może nie, ale chimeryczna to tak :-)))

    O, chimerycznych jesieni (i innych kobiet) jest w literaturze na kopy - to wiadomo!

    Ale jesień-kumpelka i jesień-wiedźma to chyba rzadko spotykane zjawiska? :)))

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 3 godziny temu, Jacek_Suchowicz napisał:

    Nareszcie jest co poczytać

    Pozdrawiam

    Jacku, jak miło, że tak uważasz! Dziękuję serdecznie!

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 godziny temu, WarszawiAnka napisał:

     

    Nigdy nie lubiłam jesieni, ponieważ jest zapowiedzią zimy. Dreszcze mnie przechodzą, gdy widzę żółknące liście, gdy słońce coraz niżej, gdy odlatują ptaki... Czuję się jakbym sama zamierała, gdy dni są coraz krótsze, gdy nadciągają chłody i jest coraz mniej światła. Chyba przychodząc na świat pomyliłam szerokość geograficzną...

    Pozdrawiam

    Rozumiem.

    Dla mnie odchodzenie lata też jest dość smutne. Nie mniej lubię kolorową jesień. Lubię też zmiany pór roku na naszej szerokości geograficznej. Lubię tę rozmaitość i zmienność w przyrodzie.

    Śnieżna zima też jest piękna. Potrafi być przecudna. Szczególnie w górach. Ale nie tylko. :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 1 godzinę temu, Andrzej_Wojnowski napisał:

    Tak mi się skojarzyło z jesienią życia, ale przecież "młodość przychodzi z wiekiem".

     

      I tego warto się trzymać.

     

                                                  pozdrawiam

    O tak! Zgadzam się w pełni z tym tytułem. Naprawdę czuję się coraz młodsza i coraz bardziej pełna zachwytu dla świata. :)

    Pozdrawiam.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
    53 minuty temu, Oxyvia napisał:

    Rozumiem.

    Dla mnie odchodzenie lata też jest dość smutne. Nie mniej lubię kolorową jesień. Lubię też zmiany pór roku na naszej szerokości geograficznej. Lubię tę rozmaitość i zmienność w przyrodzie.

    Śnieżna zima też jest piękna. Potrafi być przecudna. Szczególnie w górach. Ale nie tylko. :)

     

    Wobec tego - zazdroszczę. :) A śnieżną zimę najbardziej lubię oglądać przez okno, gdy kaloryfer parzy, ze szklaneczką grzanego wina w dłoni... :)

    Pozdrawiam

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 21 godzin temu, WarszawiAnka napisał:

     

    Wobec tego - zazdroszczę. :) A śnieżną zimę najbardziej lubię oglądać przez okno, gdy kaloryfer parzy, ze szklaneczką grzanego wina w dłoni... :)

    Pozdrawiam

    A to ja nie - ja jestem z natury łazior i włóczykij. :)

    Pozdrawiam.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Udostępnij na innych stronach

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się