Skocz do zawartości
Wieslaw_J._Korzeniowski

Czy do pisania poezji potrzebne jest wykształcenie?

Recommended Posts

Osobiście tylko raz w życiu napisałem wierszyk na życzenie, a było to bardzo dawno temu i jak pamiętam był to wiersz poświęcony polskiemu papieżowi. Piszę tylko pod natchnieniem, a to nie jest za częstym gościem w moim "globusie". Myślę, że nie każdy może być dobrym krytykiem. Tak, na to potrzeba większego wykształcenia "poetyckiego",że tak powiem, aby coś konstruktywnie skrytykować, dlatego gdy spodoba się mi jakiś wiersz to po prostu pochwalę i zacytuję to co mi się spodobało. Nie wiem jak większość z was, ale ja gdy coś tam "namaluję" słowami to nie tylko staram się, aby to miało sens, etc., ale również czytam to na głos dla lepszego efektu. Oczywiście konstruktywne uwagi zawsze chętnie "przygarniam". 
Chciałbym się z wami podzielić pewną ciekawą rozmową na temat poezji: 

 
http://www.damosfera.com/Poezja-to-ciezka-praca/p/31%2C5.html

Edytowano przez Wieslaw_J._Korzeniowski

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Wieslaw_J._Korzeniowski napisał:

Osobiście tylko raz w życiu napisałem wierszyk na życzenie, a było to bardzo dawno temu

 

Wiesław,

jeśli zacząłeś od tego co wyżej, to ja się przyznam, że niedawno chyba 2 lata temu, też takowy napisałem.

Starszy pan - już dobiegający 80-tki - poprosił mnie, abym napisał wiersz o jego nieżyjącym ojcu - bydgoskim organiście,

niewidomym wirtuozie, którego miałem przyjemność słuchać jako chłopak w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego

na Placu Piastowskim w Bydgoszczy. Wiersz ten znajdziesz na str.42 tytuł "Między ołtarzem i niebem".

Ale do rzeczy. Z przyjemnością przeczytałem wskazany przez Ciebie link.

I tam pada stwierdzenie, że wykształcenie jest pomocne, czy nawet wskazane.

Osobiście jako przedstawiciel branży technicznej, który z polskiego kiedyś dawno temu na tzw. okres miał ocenę niedostateczną

- jedyną w całej mojej edukacji - mogę powiedzieć, że brakuje mi wiedzy humanistycznej, filologicznej czy jak jej tam.

Nie mam zamiaru się rozpisywać, bo nawet boję się, że mogę coś zagrać nie na tej strunie, ale z mojej pozycji twierdzę, że odpowiednia wiedza mile widziana. Dlatego tak często na wszelkich portalach poetyckich przeczytać można: - Czytać, czytać i jeszcze raz czytać poezję znanych, czy uznanych. Do tego też mam swoje doświadczenie mianowicie, był czas, że zaczytywałem się w moim ulubionym, współczesnym, wybitnym - już nieżyjącym - Tymoteuszu Karpowiczu.

I razu pewnego - po lekturze T. Karpowicza - zdarzyło mi się napisać wiersz pt. "Pociąg widmo". Niebawem zjawił się u mnie pisarz, krytyk literacki, juror konkursów literackich, a mój przyjaciel, któremu nie omieszkałem zaserwować ten wiersz. Wiesz co mi powiedział?

- Widzę, że chyba  naczytałeś się ostatnio T. Karpowicza. I tak to wygląda z tym - czytać, czytać i jeszcze raz czytać innych.

Wiesiu,

ale głowa do góry, przecież my to już chyba...tzn. ...już prawie...chyba....itd. itd. :)))))

Pozdrawiam.

 

PS. Gdybym ja miał powiedzmy 57 lat - co już i tak mocno pachnie pierwiastkiem Ca,

ale ja mam te cyferki dokładnie przestawione, jak to się mówi, na odwyrtkę:((

i dlatego piszę jako samouk samorodnyj, czyli uprawiam czysty nikiforyzm.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

" Być jak John Malkovich" :) tak mi się skojarzyło. Często na komentarz, że wiersz jest nieciekawy, można spotkać się z  argumentem, że przecież w podobnym stylu pisał Herbert czy inni wielcy poeci, więc wiersz musi być dobry. 

Pozdr

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, egzegeta napisał:

 

Wiesław,

jeśli zacząłeś od tego co wyżej, to ja się przyznam, że niedawno chyba 2 lata temu, też takowy napisałem.

Starszy pan - już dobiegający 80-tki - poprosił mnie, abym napisał wiersz o jego nieżyjącym ojcu - bydgoskim organiście,

niewidomym wirtuozie, którego miałem przyjemność słuchać jako chłopak w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego

na Placu Piastowskim w Bydgoszczy. Wiersz ten znajdziesz na str.42 tytuł "Między ołtarzem i niebem".

Ale do rzeczy. Z przyjemnością przeczytałem wskazany przez Ciebie link.

I tam pada stwierdzenie, że wykształcenie jest pomocne, czy nawet wskazane.

Osobiście jako przedstawiciel branży technicznej, który z polskiego kiedyś dawno temu na tzw. okres miał ocenę niedostateczną

- jedyną w całej mojej edukacji - mogę powiedzieć, że brakuje mi wiedzy humanistycznej, filologicznej czy jak jej tam.

Nie mam zamiaru się rozpisywać, bo nawet boję się, że mogę coś zagrać nie na tej strunie, ale z mojej pozycji twierdzę, że odpowiednia wiedza mile widziana. Dlatego tak często na wszelkich portalach poetyckich przeczytać można: - Czytać, czytać i jeszcze raz czytać poezję znanych, czy uznanych. Do tego też mam swoje doświadczenie mianowicie, był czas, że zaczytywałem się w moim ulubionym, współczesnym, wybitnym - już nieżyjącym - Tymoteuszu Karpowiczu.

I razu pewnego - po lekturze T. Karpowicza - zdarzyło mi się napisać wiersz pt. "Pociąg widmo". Niebawem zjawił się u mnie pisarz, krytyk literacki, juror konkursów literackich, a mój przyjaciel, któremu nie omieszkałem zaserwować ten wiersz. Wiesz co mi powiedział?

- Widzę, że chyba  naczytałeś się ostatnio T. Karpowicza. I tak to wygląda z tym - czytać, czytać i jeszcze raz czytać innych.

Wiesiu,

ale głowa do góry, przecież my to już chyba...tzn. ...już prawie...chyba....itd. itd. :)))))

Pozdrawiam.

 

PS. Gdybym ja miał powiedzmy 57 lat - co już i tak mocno pachnie pierwiastkiem Ca,

ale ja mam te cyferki dokładnie przestawione, jak to się mówi, na odwyrtkę:((

i dlatego piszę jako samouk samorodnyj, czyli uprawiam czysty nikiforyzm.

 

 

Znowu poczułem się jak pięcioletni chłopczyk, gdy powiedziałeś do mnie Wiesiu. Dziękuję Wiktorze! 
Przeczytałem właśnie wiersz Tymoteusza Karpowicza "Biały niedźwiedź" i muszę przyznać bardzo mi się spodobał. Pozwolisz, że podzielę się tym  wierszem z innymi.

 

https://milosc.info/tymoteusz-karpowicz/bialy-niedzwiedz/

 

Gdy dźwięk spotyka się z dźwiękiem blask z cieniem materia z materią

wszędzie tropimy zawzięcie dwie białe gwiazdy jej nóg

Kim jest ta istota że ciągle zdyszani zmieniamy spocone tęczówki

by ujrzeć ją jeszcze jaśniejszą i trwalszą?

Dla kogo niesie swą skórkę delikatniejszą od włosków na uchu myszki

wsłuchanej w piosenkę trzmiela?

Kim jest ta dziewczyna pytamy przysłonięci światłem

jej ciała niby pachnącym obłokiem

Kim jest kim będzie — szepczemy wołamy śnimy

pochyleni nad śnieżną przepaścią obcej urody

gotowi rzucić się na dół w śmiertelne koło zachwytu

za samo prawo pytania i obłęd męskiego pragnienia

A kiedy jej blask już złowimy i przełamiemy go na pół —

dwie gwiazdy z niej uczynimy dwie chmury dwa białe źródła smutne

A kiedy już nie ma tajemnic objawia się w zwykłym szlafroku

poprawia nam sny pod głową zamyka książki otwarte —

patrzymy na nią jak na białego niedźwiedzia co chce spać w

[naszych źrenicach

jak w bryłkach lodów polarnych które pocięte mieczami

zórz magnetycznych spływają wzdłuż naszych planów ucieczki

— patrzymy na nią patrzymy i wściekli za jej potęgę

cofamy cofamy źrenice aby nie miała gdzie mieszkać

 

Mówiąc o pierwiastku CA to jest jak jest, ale nie jest najgorzej, gdy duch ochoczy. 
Dziękuję za Twój interesujący komentarz i pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czemu (a może i wiem?) przyszedł mi w tej chwili - po przeczytaniu powyższych wypowiedzi p. Czesław Miłosz. 

Noblista - itd ... itp ... etc, no więc bez wątpienia uznany fachowiec. Ale - no właśnie - wielu autorów haiku uważa jego przekłady za wzorce, jakimi się następnie posługują w rozumieniu przez siebie samych tego gatunku poezji i nijak ich nie można przekonać, że się mylą. Za dużo potrzeba by tutaj tłumaczyć, w czym rzecz - lecz tak "prosto z mostu" - Miłosz często przekładał za pośrednictwem języka angielskiego, to tak jakby nasz rodzimy góral przekładał gwarę śląską na kaszubski język. Całkowicie zatracony klimat oryginału w przekładach haiku dostatecznie już wypaczył zrozumienie owej literatury w pojęciu tzw. "polskiego haiku" I tyle ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Annie_M napisał:

" Być jak John Malkovich" :) tak mi się skojarzyło. Często na komentarz, że wiersz jest nieciekawy, można spotkać się z  argumentem, że przecież w podobnym stylu pisał Herbert czy inni wielcy poeci, więc wiersz musi być dobry. 

Pozdr

 

"Poezja to ciężka praca."  No właśnie, poezja to praca czy przyjemność, a może przyjemność w tworzeniu pracowitym!? Jaki wiersz jest dobry, a jaki należy do katergorii "kosz"? 

 Leszek Żuliński twierdzi tak:

 

http://pisarze.pl/eseje/201-leszek-uliski-dekalog-dobrego-wiersza.html

 

Pozdrawiam :)

Edytowano przez Wieslaw_J._Korzeniowski

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
43 minuty temu, musbron45 napisał:

Nie wiem czemu (a może i wiem?) przyszedł mi w tej chwili - po przeczytaniu powyższych wypowiedzi p. Czesław Miłosz. 

Noblista - itd ... itp ... etc, no więc bez wątpienia uznany fachowiec. Ale - no właśnie - wielu autorów haiku uważa jego przekłady za wzorce, jakimi się następnie posługują w rozumieniu przez siebie samych tego gatunku poezji i nijak ich nie można przekonać, że się mylą. Za dużo potrzeba by tutaj tłumaczyć, w czym rzecz - lecz tak "prosto z mostu" - Miłosz często przekładał za pośrednictwem języka angielskiego, to tak jakby nasz rodzimy góral przekładał gwarę śląską na kaszubski język. Całkowicie zatracony klimat oryginału w przekładach haiku dostatecznie już wypaczył zrozumienie owej literatury w pojęciu tzw. "polskiego haiku" I tyle ...

 

Napisałem kiedyś kilka Haiku, ale bez uszczerbku na honorze wyznam szczerze, że nie jest to temat na który mógłbym dorzucić parę swoich słówek, a zwłaszcza na temat tzw. "polskiego haiku". 

pozdr.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Temat przeogromny i polifoniczny, zarazem trudny, ponieważ wymagający dookreślenia tak szeroko rozumianych pojęć, jak "poezja" i "wykształcenie". Czy bowiem pierwszą uważać li tylko za zbiór słów skomponowanych wedle określonego schematu czy może jako ponadczasową epifanię poruszeń serca i przebłysków umysłu, zaś tworzących ją za zręcznych żonglerów formy lub wyrazicieli uniwersalnych postaw społeczności? Natomiast pod pojęciem "wykształcenia" widzieć tylko umiejętność pisania i czytania, a może całokształt zdobytej wiedzy "podręcznikowej" wespół z pewnym obyciem kulturalnym, zawierające się w ukutym przez Greków terminie "paideia"?

Ujmując rzecz historycznie, można zbanalizować zagadnienie mówiąc, że różnie to bywało. Istnieje zarówno poezja erudycyjna, cechująca się doskonałością formalną i głębią merytoryczną, jak i poezja "plebejska", nie aspirująca do obecności na literackim parnasie. Oczywiście takie kategoryzowanie jest zwodnicze, nieustannie bowiem należy mieć na uwadze zabieg stylizacji, który skutecznie zaciera granicę pomiędzy tym, co wysokie i tym, co niskie. Przykładów jest pełno zawsze i wszędzie, poczynając od sprośnych piosenek żołnierzy rzymskich powracających z Cezarem z Gallii, przez bogaty nurt barokowej poezji sowizdrzalskiej, po wykwity modernistycznej "chłopomanii". Z kolei gatunki uważane za wysokie, jak epos, poemat dydaktyczny czy hymn, miały także swoją godną reprezentację i często ich nachalne promowanie wywoływało reakcję w postaci zwrotu ku nizinom.

Gdyby pójść za Arystotelesem i, bliżej naszych czasów, za Peiperem, należałoby zrównać poetę i jego działalność z wyrobnictwem, "produkowaniem" poezji w rzemieślniczym trudzie, skąd powstaje co prawda olśniewająca wycyzelowaniem forma, lecz z mniejszą dbałością o treść. Bliższym jest mi pogląd mówcy starożytnego, Isokratesa, który mimo że traktował o sztuce krasomówczej, można moim zdaniem odnieść do istoty twórczości literackiej w ogóle. Wskazywał on mianowicie, że mówca winien znać się w pewnym stopniu na wszystkim, o czym mówi, co nie tylko doda jego słowom wiarygodności, lecz także pozwoli wyrobić w słuchaczach przekonanie, że mowa jest o sprawach istotnych i dla ich interesów żywotnych. 

Odpowiadając przeto na zawarte w temacie pytanie, skłaniam się ku odpowiedzi, że tak, do pisania poezji potrzebne jest wykształcenie, jednak nie jest żadną miarą niezbędne, naturalnie o ile piszący nie stawia sobie za cel dzielenia się swoimi myślami czy odczuciami w przemyślany i piękny sposób. Wszakże czy wówczas możemy jeszcze mówić o poezji, czy mamy do czynienia tylko z grafomanią pod pozorami przekazu poetyckiego? Z pewnością poezja nie jest dziś tym "medium", jakim była chociażby dwieście czy sto lat temu, przeciętny odbiorca nie umie bądź nie chce jej odkrywać, co zaowocowało miłym dla poetów zjawiskiem elitarności, któremu niestety często towarzyszy snobizm, dość niezrozumiały przy braku większego oddźwięku w środowisku ludzi wykształconych. Tak też twórczość poetycka została sprowadzona do hermetycznie kultywowanej rozrywki i rozróżnienie, czy jest nią utwór chwytający za serce i ważki, czy tylko głupawa gra słowna, zdaje się nie mieć większego znaczenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, Ithiel napisał:

Temat przeogromny i polifoniczny, zarazem trudny, ponieważ wymagający dookreślenia tak szeroko rozumianych pojęć, jak "poezja" i "wykształcenie". Czy bowiem pierwszą uważać li tylko za zbiór słów skomponowanych wedle określonego schematu czy może jako ponadczasową epifanię poruszeń serca i przebłysków umysłu, zaś tworzących ją za zręcznych żonglerów formy lub wyrazicieli uniwersalnych postaw społeczności? Natomiast pod pojęciem "wykształcenia" widzieć tylko umiejętność pisania i czytania, a może całokształt zdobytej wiedzy "podręcznikowej" wespół z pewnym obyciem kulturalnym, zawierające się w ukutym przez Greków terminie "paideia"?

Ujmując rzecz historycznie, można zbanalizować zagadnienie mówiąc, że różnie to bywało. Istnieje zarówno poezja erudycyjna, cechująca się doskonałością formalną i głębią merytoryczną, jak i poezja "plebejska", nie aspirująca do obecności na literackim parnasie. Oczywiście takie kategoryzowanie jest zwodnicze, nieustannie bowiem należy mieć na uwadze zabieg stylizacji, który skutecznie zaciera granicę pomiędzy tym, co wysokie i tym, co niskie. Przykładów jest pełno zawsze i wszędzie, poczynając od sprośnych piosenek żołnierzy rzymskich powracających z Cezarem z Gallii, przez bogaty nurt barokowej poezji sowizdrzalskiej, po wykwity modernistycznej "chłopomanii". Z kolei gatunki uważane za wysokie, jak epos, poemat dydaktyczny czy hymn, miały także swoją godną reprezentację i często ich nachalne promowanie wywoływało reakcję w postaci zwrotu ku nizinom.

Gdyby pójść za Arystotelesem i, bliżej naszych czasów, za Peiperem, należałoby zrównać poetę i jego działalność z wyrobnictwem, "produkowaniem" poezji w rzemieślniczym trudzie, skąd powstaje co prawda olśniewająca wycyzelowaniem forma, lecz z mniejszą dbałością o treść. Bliższym jest mi pogląd mówcy starożytnego, Isokratesa, który mimo że traktował o sztuce krasomówczej, można moim zdaniem odnieść do istoty twórczości literackiej w ogóle. Wskazywał on mianowicie, że mówca winien znać się w pewnym stopniu na wszystkim, o czym mówi, co nie tylko doda jego słowom wiarygodności, lecz także pozwoli wyrobić w słuchaczach przekonanie, że mowa jest o sprawach istotnych i dla ich interesów żywotnych. 

Odpowiadając przeto na zawarte w temacie pytanie, skłaniam się ku odpowiedzi, że tak, do pisania poezji potrzebne jest wykształcenie, jednak nie jest żadną miarą niezbędne, naturalnie o ile piszący nie stawia sobie za cel dzielenia się swoimi myślami czy odczuciami w przemyślany i piękny sposób. Wszakże czy wówczas możemy jeszcze mówić o poezji, czy mamy do czynienia tylko z grafomanią pod pozorami przekazu poetyckiego? Z pewnością poezja nie jest dziś tym "medium", jakim była chociażby dwieście czy sto lat temu, przeciętny odbiorca nie umie bądź nie chce jej odkrywać, co zaowocowało miłym dla poetów zjawiskiem elitarności, któremu niestety często towarzyszy snobizm, dość niezrozumiały przy braku większego oddźwięku w środowisku ludzi wykształconych. Tak też twórczość poetycka została sprowadzona do hermetycznie kultywowanej rozrywki i rozróżnienie, czy jest nią utwór chwytający za serce i ważki, czy tylko głupawa gra słowna, zdaje się nie mieć większego znaczenia.

 


Rzeczywiście temat przeogromny, jednakże w swoim referacie zwięźle opisałeś temat wykształcenia i poezji. Cytując co napisałeś na zakończenie nietrudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem, chociaż nie wiem co mają do tego wszystkiego ważki...:
 
" Tak też twórczość poetycka została sprowadzona do hermetycznie kultywowanej rozrywki i rozróżnienie, czy jest nią utwór chwytający za serce i ważki, czy tylko głupawa gra słowna, zdaje się nie mieć większego znaczenia."

 

W czasach internetu i szybko rozwijającej się technologii diametralnie zmieniło się oblicze poezji. W tamtych dawnych latach po tomik poezji trzeba było wybrać się do księgarni i był to rarytas, przynajmniej dla mnie. Niestety, nie należałem do żadnego klubu poetyckiego, gdzie można było podzielić się swoją twórczością, posłuchać wierszy innych i pomnażać swoją wiedzę na temat poezji.

 

Pozdrawiam 

Edytowano przez Wieslaw_J._Korzeniowski

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiesławie,

przywołałeś L. Żulińskiego, a ja chyba tu, albo i na innym portalach już kilka razy też cytowałem tego Pana. Ale już przestanę.

Ostatnio na imieninach Ryszarda, też wspomniałem o tym dekalogu i od razu usłyszałem - nie mów mi o żadnym dekalogu, nie ma żadnego dekalogu w poezji. Masz pisać tak, aby wiersz przemawiał, żeby przemawiał niezwykłością i kazał wracać do siebie.

A że zawsze słucham mądrzejszych, to już teraz będę mówił:

- Nie ma żadnego dekalogu - oprócz dekalogu biblijnego:)

 

Wiesławie,

skoro Ty zacytowałeś wiersz Tymoteusza Karpowicza, to nie będziesz miał mi za złe, jeśli i ja wpiszę tu piękny Jego nieduży tekścik,

którym można się delektować, i właśnie Tymoteusz Karpowicz każe wracać do swoich wierszy;

nie tylko do sztandarowego Trudnego lasu, nie tylko do Rozkładu jazdy, ale np. do Do drzewa.

Ten wiersz - wg mnie - to przepiękna poezja, której na co dzień chyba na żadnym portalu nie uświadczysz, oto i to cudeńko:

 

 

Do drzewa

 

wij spokojnie gałęzie na gniazda

aż dostaniesz ptaki z cierpliwości

 

ciągnij z soków korę na uszy

aż popęka w dziobach na śpiewy

 

całe w sękach zaciskaj skrzydła

aż ulecisz prosto z piór do pnia

 

 Tymoteusz Karpowicz

 Trudny las

 

Pozdrowienia

również ślę na antypody :)

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja zacytuję znaną na forum postać chyba najważniejsze pytanie "na co komu to pisanie".

Można czytać lub nie ale jeśli ktos tylko w taki sposób potrafi określić rzeczywistość czy co mu w duszy gra to niech pisze. Nikt nie jest w stanie nauczyć noworodka mowic, czy chodzić, a jednak stawia pierwszy chwiejny krok składa dźwięki itp.

 Jak sami  wyżej napisaliście oczytanie czasem przynosi odwrotny skutek do zamierzonego.

Gdyby sie głębiej zastanowić to chyba jestem za złotym środkiem. 

 

Nauczyć się ale zapomnieć o naukach

i swego serca pisząc słuchać: ) 

To mi sie rymneło

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Marcin Krzysica napisał:

A ja zacytuję znaną na forum postać chyba najważniejsze pytanie "na co komu to pisanie".

Można czytać lub nie ale jeśli ktos tylko w taki sposób potrafi określić rzeczywistość czy co mu w duszy gra to niech pisze. Nikt nie jest w stanie nauczyć noworodka mowic, czy chodzić, a jednak stawia pierwszy chwiejny krok składa dźwięki itp.

 Jak sami  wyżej napisaliście oczytanie czasem przynosi odwrotny skutek do zamierzonego.

Gdyby sie głębiej zastanowić to chyba jestem za złotym środkiem. 

 

Nauczyć się ale zapomnieć o naukach

i swego serca pisząc słuchać: ) 

To mi sie rymneło

 

Witanko Marcin!

 

"Nauczyć się ale zapomnieć o naukach

i swego serca pisząc słuchać: )" 

Nazwałeś to złotym środkiem, ja nazywam to tak: edukacja życia, czyli "swego serca pisząc słuchać". 

"Jak sami  wyżej napisaliście oczytanie czasem przynosi odwrotny skutek do zamierzonego." - Myślę jednak, że oczytanie jest pomocne. 

 

Pozdrawiam :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, egzegeta napisał:

Wiesławie,

przywołałeś L. Żulińskiego, a ja chyba tu, albo i na innym portalach już kilka razy też cytowałem tego Pana. Ale już przestanę.

Ostatnio na imieninach Ryszarda, też wspomniałem o tym dekalogu i od razu usłyszałem - nie mów mi o żadnym dekalogu, nie ma żadnego dekalogu w poezji. Masz pisać tak, aby wiersz przemawiał, żeby przemawiał niezwykłością i kazał wracać do siebie.

A że zawsze słucham mądrzejszych, to już teraz będę mówił:

- Nie ma żadnego dekalogu - oprócz dekalogu biblijnego:)

 

Wiesławie,

skoro Ty zacytowałeś wiersz Tymoteusza Karpowicza, to nie będziesz miał mi za złe, jeśli i ja wpiszę tu piękny Jego nieduży tekścik,

którym można się delektować, i właśnie Tymoteusz Karpowicz każe wracać do swoich wierszy;

nie tylko do sztandarowego Trudnego lasu, nie tylko do Rozkładu jazdy, ale np. do Do drzewa.

Ten wiersz - wg mnie - to przepiękna poezja, której na co dzień chyba na żadnym portalu nie uświadczysz, oto i to cudeńko:

 

 

Do drzewa

 

wij spokojnie gałęzie na gniazda

aż dostaniesz ptaki z cierpliwości

 

ciągnij z soków korę na uszy

aż popęka w dziobach na śpiewy

 

całe w sękach zaciskaj skrzydła

aż ulecisz prosto z piór do pnia

 

 Tymoteusz Karpowicz

 Trudny las

 

Pozdrowienia

również ślę na antypody :)

 

 

 

Cześć Wiktorze!

Dzięki, że "podpowiedziałeś" mi tego poetę (Tymoteusz Karpowicz). Istotnie jego wiersze są "cudeńkami" jak to powyżej określiłeś. Nawiązując do wspomnianego Dekalogu Dobrego Wiersza, dla mnie osobiście jest to pomocny podręcznik do którego dobrze czasami zajrzeć. Poezja i filozofia, polityka i religia są przedmiotami "rzekami". Zakończę więc pozdrowieniami z antypodów. 

Edytowano przez Wieslaw_J._Korzeniowski

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiesławie,

dziękuję Ci, że polubiłeś Tymoteusza Karpowicza,

szkoda, że tylko Ty jeden, a przecież to jest poezja najwyższego sortu.

 

Pozdrawiam

i dedykuję Ci piękny wiersz, kolejny z serii karpowiczowskiej;

 

 

   E T I U D A  P O R A N N A

 

Najcieplejsze ciała są o poranku –

lilie podgrzane

i przeczucia słońca

nie dorównają ciepłu

łodyg nóg i rąk

owiniętych odchodzącym snem

 

Żadna pieszczota na świecie

nie  sprosta różowemu czołu

śpiącego chłopca

i śpiącej dziewczyny

 

Nie nie wyczerpano jeszcze do końca

największej radości –

budzenia się o świcie

 

Jak nie przeżyto do końca

największego bólu –

umierania przed  świtem

 

 

 

 Tymoteusz Karpowicz

Kamienna muzyka str. 58                                

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 6.04.2018 o 23:59, Ithiel napisał:

Tak też twórczość poetycka została sprowadzona do hermetycznie kultywowanej rozrywki i rozróżnienie, czy jest nią utwór chwytający za serce i ważki, czy tylko głupawa gra słowna, zdaje się nie mieć większego znaczenia.

 

Ba! Zdaje się nie mieć większego znaczenia czy jest nią utwór głupawy czy chwytająca za serce i ważka gra słowna.

;-) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 6.04.2018 o 04:39, Wieslaw_J._Korzeniowski napisał:

Osobiście tylko raz w życiu napisałem wierszyk na życzenie, a było to bardzo dawno temu i jak pamiętam był to wierszyk poświęcony dla polskiego papieża.

 

"Wierszyk poświęcony dla polskiego papieża" czy "wiersz poświęcony papieżowi"?

Czyli gramatyka i logika też bez znaczenia (jak np. wykształcenie) i ktoś będzie próbował mi przywalić, że się "czepiam"?

Edytowano przez Witold Szwedkowski

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Niektórzy piszą niegramatycznie i się nie wstydzą tego.

Mówią, że tak jest bardziej naturalnie :))))))))))))

A jednak czegoś brakuje .

Edytowano przez Marlett

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, Witold Szwedkowski napisał:

 

"Wierszyk poświęcony dla polskiego papieża" czy "wiersz poświęcony papieżowi"?

Czyli gramatyka i logika też bez znaczenia (jak np. wykształcenie) i ktoś będzie próbował mi przywalić, że się "czepiam"?

 

Witam Cię Witold, 

 

Tak, gramatyka i logika ma znaczenie i napewno nikt nie będzie próbował Ci przywalić , przynajmniej ja nie noszę się z takim zamiarem. Dziękuję za wgląd i za lekcję poprawnej polszczyzny. 

 

Pozdrawiam 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×