Skocz do zawartości
Justyna Adamczewska

Afrykańskie opowieści - Livingstone

Recommended Posts

Afrykańskie opowieści

Livingstone (1813- 1873)

Afryka - ogromny kontynent, niesamowita różnorodność fauny i flory, dziewicze tereny i tak zwana cywilizacja… Zachodu. Zderzenie.
Rdzenni mieszkańcy owych terytoriów nie zawsze popierali odkrywców, z których większość nie powinna na takie miano zasługiwać.
Bo Afrykę należy traktować z ogromnym szacunkiem, niestety prawdziwych, białych dżentelmenów, którzy docierali w głąb Czarnego Lądu, było niewielu. Ogromna część przybyłych do kolebki ludzkości , to po prostu łowcy niewolników, zabójcy zwierząt na ogromną skalę - aby tylko zarobić. Taki to był i jest świat Afryki.
Otóż pewien Szkot miłośnik tych dość nieprzychylnych dla białych terenów powiedział kiedyś, że Afrykanie są jego braćmi, kontynent zaś jego ojczyzną.
Uznano go jednak za zaginionego,  ale niestrudzony w poszukiwaniach Livingstona, dziennikarz Henry Morton Stanley - odnalazł, już wtedy starszego pana - Europejczyka i zapytał - Doktor Livingstone, jak mniemam?
Biały człowiek odpowiedział - Tak, tak brzmi moje nazwisko.
Był to rok 1871 i sam podróżnik przebywał na tym tajemniczym kontynencie, od wielu lat, wśród wyłącznie murzyńskich plemion. Przemierzał Afrykę już trzy dekady, nigdy nie wchodził w konflikty z tubylcami, znał ich języki, narzecza, był inteligentny, dlatego też cieszył się szacunkiem i obdarzano go zaufaniem. Podróżnik, odkrywca Afryki a także lekarz i misjonarz. Pomógł ogromnej rzeszy potrzebującym. Wspaniały człowiek, godny przypomnienia i zapamiętania.
Nie zachwycały go polowania dla wątpliwej przyjemności czy zarobku, jednak ,poznając obyczaje tubylców, rozumiał, że zabijają oni zwierzęta, aby przetrwać, nie żeby się bogacić.
Żył wśród Buszmenów - ludu negroidalnego, jednej z najstarszych ras na ziemi. Twarde warunki, do których musiał się przystosować, zrobiły z niego silnego, zdyscyplinowanego oraz odważnego człowieka. Obserwował ludzi - z reguły mu przychylnych, pokazujących, jak można koegzystować z naturą, nie wyniszczając jej do cna.

Nad ogromnym wodospadem, nazywanym – Królowej Wiktorii wschodzi słońce, gorące, afrykańskie słońce. Powstaje tęcza - droga do niebios, która, jak wierzą Czarnoskórzy, jest darem i nagrodą równocześnie. Skorzystają z niej tylko najodważniejsi, sprawiedliwi i posłuszni.

 

Czas wyruszyć na polowanie.
Biały przyjaciel bierze dzidę, łuk, strzały, jest gotowy do drogi. Nie straszne mu przeszkody, wszak ma dobrych kompanów, którzy od tysięcy lat kultywują te same obrządki.  W taki sam sposób łowią zwierzynę, umieją pokonywać trudności, czerpią z doświadczenia starszyzny. Wśród nich, osoba w podeszłym wieku, naznaczona bliznami, o stwardniałej skórze na stopach, często okaleczona, to nie kandydat do domu opieki, nie ciężar, ale księga, przewodnik, skarbnica wiedzy.
Tak, Buszmeni cenią wspomnienia, cenią odwagę i szanują wszystko, co ich otacza. Dlatego przetrwali.
Dziś mają zamiar zlokalizować, osaczyć i dopaść bawołu - ogromne zwierzę, jedno z najbardziej niebezpiecznych na bezdrożach Afryki. Posuwają się po cichu, pod wiatr, zwierzęta pasą się spokojnie, nie dostrzegły, jeszcze myśliwych. A ci są o parę metrów od nich. Livingstone i jego towarzysze mają dobre przeczucia.  Polowanie się uda.

 
Nagle dzikie bestie poczuły człowieka. Słychać uderzenia kopyt o suchy grunt, wznoszą się tumany kurzu, jest gorąco, panuje chaos, który jednak łowcy wykorzystują tak, żeby oddzielić jedno ze zwierząt, od reszty stada. Wtedy wygrana pewna. Będą świętować, nakarmią siebie i swoich bliskich, zapewnią dobrobyt całemu plemieniu. Wszak człowiek to najgroźniejszy z drapieżników, najbardziej inteligentny, umie planować.  Jest też bezwzględny, gdy chodzi o dobro grupy.


Przynajmniej tak było w Afryce, w czasach, o których tu mowa.

Livingstone sam znał zasady funkcjonowania w zespole, zasady lojalności - to Szkot z klanu MacLea. A Szkoci, podobnie jak Buszmeni, nigdy się nie poddają. Całkowite oddanie sprawie - to ich charakteryzuje.

Najsilniejszy i najbardziej doświadczony myśliwy zadaje pierwszy cios. Wbija dzidę w czaszkę zwierzęcia między oczy, tak, jak to robią wyszkoleni torreadorzy. Więcej nie trzeba. Po co męczyć zwierzę, które zapewni przeżycie, a przede wszystkim, po co tracić własną energię?
Nie przybyli mordować i grabić przyrody dla wątpliwej przyjemności. To nie sadyści. To zdolni, perfekcyjni homo sapiens - najlepsza armia na ziemi.


Nie rozumieli tylko, niestety, plagi Białych, którzy nagle najechali ich domy i zaczęli niszczyć wszystko, co stanęło na ich drodze.


Najgorsza była niewola, męcząca podróż ogromnymi statkami, a potem uczenie. służalczości i wszczepianie do serc oraz umysłów, nienawiści Często batogiem. .

 

Dlatego też wielki przyjaciel mieszkańców Czarnego Lądu czasami tylko odwiedzał Anglię.  Z bardzo prozaicznej przyczyny- fundusze.


Zmarł w wieku 60. lat, na terenie Afryki. W głębi tajemniczego kontynentu, w miejscowości Chitambo (Zambia). Nie chciał wracać do pruderyjnej Anglii, choć jej rząd sponsorował jego wyprawy.

Do końca swojego życia poszukiwał źródeł Nilu, przemierzył fascynujący kontynent ze wschodu na zachód. Gdy zmarł jego ciało zabalsamowano i sprowadzono do Anglii.

 

Pochowany został w Opactwie Westminsterskim z zachowaniem wszelkich honorów

Jego serce pozostawiono w afrykańskiej ziemi. Tego by sobie zapewne życzył
David Livingstone był wielkim człowiekiem, kochał życie, kochał rodzinę, ale nade wszystko umiłował jedno z najmniej poznanych miejsc na ziemi. Podobnie jak Arktyka czy Antarktyda.

To jedna z afrykańskich opowieści . Historia spisana po, aby uczcić pamięć odkrywcy, jakich było niewielu. Nasz Szkot nie mógł się bowiem nigdy pogodzić z tym ,że Czarny Ląd od setek lat, traktowano jak przeszkodę, którą trzeba pokonać, aby dostać się do bogactw Orientu. A była i jest owa przeszkoda nie byle jaka. Gdy już się do niej zbliżano, opanowano w takim stopniu, na jaki sama pozwoliła, to eksploatowano ją do granic możliwości.

Nadal tak się dzieje. Afryce i jej mieszkańcom odbierano godność, nie dając niczego w zamian.

Giną zwierzęta, lasy, grabi się surowce naturalne. Przede wszystkim złoto i diamenty.

 

Nie o to chodziło potomkowi dumnego, szkockiego rodu, gdy po raz pierwszy stanął na twardym gruncie, ukochanego przez siebie kontynentu. Chciał otworzyć tę tajemniczą ziemię na świat i udało mu się.
 

Jednak Livingstone nie wyobrażał sobie nawet, jak wysoką cenę przyjdzie zapłacić Afryce za jego odkrycia

Justyna Adamczewska. 2015 r. 

 

Edytowano przez Justyna Adamczewska

Udostępnij ten post


Link to postu

To całość, czy fragment czegoś obszerniejszego? Czytałam z zaciekawieniem, lubię takie tematy. 

:)))

Edytowano przez MaksMara

Udostępnij ten post


Link to postu
  • Autor
  • 1 godzinę temu, MaksMara napisał:

    To całość, czy fragment czegoś obszerniejszego? Czytałam z zaciekawieniem, lubię takie tematy. 

    :)))

    Nie całość. Nie piszę długich opowieści, dziękuję. Maks. :)))

    True%20Happiness[1].jpg

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Nota bene, choć zgrabna, myląca jest nieco końcowa aluzja, jakoby to odkrycia Livingstone'a stały się przyczyną przekształcenia Afryki w dojną krowę dla potentatów. To stało się już długo przed nim i mimo jego osobliwego przykładu, trwa nadal w najlepsze.   

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 1 minutę temu, Ithiel napisał:

    Nota bene, choć zgrabna, myląca jest nieco końcowa aluzja, jakoby to odkrycia Livingstone'a stały się przyczyną przekształcenia Afryki w dojną krowę dla potentatów. To stało się już długo przed nim i mimo jego osobliwego przykładu, trwa nadal w najlepsze.   

    Ithiel, to nie aluzja, to fakt, ale faktów jest wiele, jak wiesz. Boś b. inteligentnie podszedł do tematu w powyższym opowiadanku. Do miłego - J. 

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Podszedłem na tyle, na ile to było możliwe, aby nie złamać nogi.

    Ciekawe, co na ów fakt mieliby do powiedzenia Portugalczycy, Brytyjczycy, Francuzi, sięgając zaś głębiej, Rzymianie. Tak jednak działa prawo dżungli. 

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 19 minut temu, Ithiel napisał:

    Podszedłem na tyle, na ile to było możliwe, aby nie złamać nogi.

    Ciekawe, co na ów fakt mieliby do powiedzenia Portugalczycy, Brytyjczycy, Francuzi, sięgając zaś głębiej, Rzymianie. Tak jednak działa prawo dżungli. 

    Ithiel - nóg nie łam, nie warto, ale warto grać otwartą kartą. Wiem, co robili Brytyjczycy (Livingstone był Szkotem, ale finansowała Go Anglia - o czym napisałam w opowiadaniu), wiem, co robili Francuzi, np. w  Rwandzie. Wiem, co robili Rzymianie, wiem, co Amerykanie - napływowi z Indianami (wymienono się chorobami - ospa do Indian, a kiła do Białych). Pozdrawiam. Prawo dżungli musi być, byśmy w ogóle mogli żyć. :)))

    afrykańskie-południowe-zebry-14448814 (1).jpg

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Jeśli chcesz, mogę ową kartą grać, jak się wyraziłaś, będzie to jednak karta gęsto zapisana, mogę się jednak ofiarować, pro auctoris bono. :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 6 minut temu, Ithiel napisał:

    Jeśli chcesz, mogę ową kartą grać, jak się wyraziłaś, będzie to jednak karta gęsto zapisana, mogę się jednak ofiarować, pro auctoris bono. :)

    Twoja wola, ja nie mam tu nic do powiedzenia. "Jeśli chcesz," że Cię ponownie zacytuję, z tym, że zamieniając podmiotowość, owego "jeśli chcesz". 

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się


    ×