Skocz do zawartości

Recommended Posts

Na białym kartonie to kredką, to farbami

namalowałem kwiaty, żołędzie i kasztany.

Nad kasztanami słońce wesoło się uśmiecha,

narysowałem chmury, a w dole płynie rzeka.

 

Przy rzece rosną drzewa, w wodzie pływają rybki,

deszczyk wszystko podlewa, mrugają mokre szybki.

Nagle wyrosła tęcza cieszy się cała ziemia,

i myślę, co to będzie gdy tęcza nam zaśpiewa?

 

Na moim rysunku wkoło  tańczą zielone liście,

wiatr im piosenkę nuci o deszczu oczywiście

i już za chwilę krople spadają wszystkim na głowy,

drzewom, ptakom i dzieciom idącym drogą do szkoły.

 

Niebieską akwarelą ulewa objęła wszystko,

niech pada, ciągle pada, bo deszczu trzeba listkom.

I co się okazało po trudach mojej pracy?

Znikły ptaki, dzieci i drzewa,

a na rysunku została tylko

niebiesko-szara ulewa.

 

kwiecień 2005r.

Podróże w wyobraźni- cykl wierszy dla dzieci

Edytowano przez MaksMara

Udostępnij ten post


Link to postu

Fajny wiersz. Uwagi mam dwie :

literówka

2 godziny temu, MaksMara napisał:

Nagle wyrosła tęczę

i

2 godziny temu, MaksMara napisał:

Na moim rysunku wkoło już tańczą zielone liście,

To "już" sprawia, że jest to jedyny 16-tozgłoskowy wers, a poza tym nic nie wnosi, jest zbędnym zapychaczem, a właściwie nadpychaczem

Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
  • Autor
  • 46 minut temu, kot szarobury napisał:

    Fajny wiersz. Uwagi mam dwie :

    literówka

    i

    To "już" sprawia, że jest to jedyny 16-tozgłoskowy wers, a poza tym nic nie wnosi, jest zbędnym zapychaczem, a właściwie nadpychaczem

    Pozdrawiam

    Dziękuję, już poprawiłam. Nigdy nie liczę, a powinnam. 

    Pozdrawiam

    Edytowano przez MaksMara

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    16 minut temu, MaksMara napisał:

    Dziękuję, już poprawiłam. Nigdy nie liczę, a powinnam. 

    Pozdrawiam

    ja też nie liczę jeśli nie plącze się rytm, a jeśli to paczam dlaczego

     

    pozdrawiam :)

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Cześć, Maks. I znowu mam ucztę. Super. Fajny, pogodny wiersz, z zakończeniem pouczającym, bo można namalować następny obrazek. 

    3 godziny temu, MaksMara napisał:

    Znikły ptaki, dzieci i drzewa,

    a na rysunku została tylko

    niebiesko-szara ulewa.

     

    I tak się toczy światek. 

    Wybacz, ze o tym piszę, ale czasami (choć znawczynią nie jestem), jakoś mi "odstaje "zwrotka" 

    4 godziny temu, MaksMara napisał:

    Przy rzece rosną drzewa, w wodzie pływają rybki,

    deszczyk wszystko podlewa, mrugają mokre szybki.

    Nagle wyrosła tęcza z nieba prosto na ziemię

    i myślę, co to będzie gdy tęcza nam zaśpiewa?

    Ale to tylko moja taka uwaga.   Pozdrawiam, J. 

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 45 minut temu, Justyna Adamczewska napisał:

    Cześć, Maks. I znowu mam ucztę. Super. Fajny, pogodny wiersz, z zakończeniem pouczającym, bo można namalować następny obrazek. 

    I tak się toczy światek. 

    Wybacz, ze o tym piszę, ale czasami (choć znawczynią nie jestem), jakoś mi "odstaje "zwrotka" 

    Ale to tylko moja taka uwaga.   Pozdrawiam, J. 

    Dzieci zazwyczaj tak rysują czy malują farbami. Ten chłopczyk chciał namalować dużo elementów, a w efekcie końcowym ulewa wszystko przykryła. Swego czasu zajmowałam się analizą twórczości rysunkowej dzieci i wtedy powstał ten wiersz.

    pozdrawiam i dziękuję za czytanie

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 32 minuty temu, ja_bolek napisał:

    do polubienia!

    I    taki   ananim  ...  kat, i  kit,  i  kir  <<<

    Nie rozumiem  twego szyfru ale lubię.

    :))

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 17 minut temu, Bolesław_Pączyński napisał:

    Ładny z takim malowniczym pejzażem, podobaśki.

    Pozdrawiam:))

    Bardzo dziękuję.

    :))

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Wydaje mi się, że przeoczyłaś miły komentarz Bajagi?

     

    A moje odczucie jest takie, że wiersz bardzo fajny, familijny (jak kino dla całej rodziny), nastrojowy, melodyjny, zgrabnie napisany.

    Ale mam uwagę do tej strofy, która razi też Justynę Adamczewską @Justyna Adamczewska:

    Dnia 10.01.2018 o 09:00, MaksMara napisał:

    Przy rzece rosną drzewa, w wodzie pływają rybki,

    deszczyk wszystko podlewa, mrugają mokre szybki.

    Nagle wyrosła tęcza z nieba prosto na ziemię

    i myślę, co to będzie gdy tęcza nam zaśpiewa?

    Dlaczego? Z prostej przyczyny: gdyż załamuje się w niej rym.

    Wszystkie pozostałe zwrotki są w pełni rymowane, a tu nagle - ni stąd, ni zowąd - dwa ostatnie wersy tej zwrotki się nie rymują. Dlaczego? Nie widzę uzasadnienia tego literackiego zabiegu.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 9 godzin temu, Oxyvia napisał:

    Wydaje mi się, że przeoczyłaś miły komentarz Bajagi?

     

    A moje odczucie jest takie, że wiersz bardzo fajny, familijny (jak kino dla całej rodziny), nastrojowy, melodyjny, zgrabnie napisany.

    Ale mam uwagę do tej strofy, która razi też Justynę Adamczewską @Justyna Adamczewska:

    Dlaczego? Z prostej przyczyny: gdyż załamuje się w niej rym.

    Wszystkie pozostałe zwrotki są w pełni rymowane, a tu nagle - ni stąd, ni zowąd - dwa ostatnie wersy tej zwrotki się nie rymują. Dlaczego? Nie widzę uzasadnienia tego literackiego zabiegu.

    Dziękuję za miłe słowa, nad wyraz miłe,  wiersz powstał w czasie obserwacji zajęć plastycznych. Pewien chłopiec chciał plastycznie utrwalić krajobraz widziany na spacerze. Stworzył bardzo ładny rysunek, ale na koniec postanowił namalować jeszcze deszczyk, tak się rozpędził, że wyszła (dosłownie) ulewa. Oczywiście zakryła wcześniej namalowane elementy krajobrazu. Chłopiec był zaskoczony, a klasa się uśmiała. Pisząc ten wiersz, bardziej się skupiłam na czynności dziecka, niż na rytmie, ale już poprawiłam. Myślę, że jest lepiej, lepiej brzmi? 

    Pozdrawiam serdecznie

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Przed chwilą, MaksMara napisał:

    Dziękuję za miłe słowa, nad wyraz miłe,  wiersz powstał w czasie obserwacji zajęć plastycznych. Pewien chłopiec chciał plastycznie utrwalić krajobraz widziany na spacerze. Stworzył bardzo ładny rysunek, ale na koniec postanowił namalować jeszcze deszczyk, tak się rozpędził, że wyszła (dosłownie) ulewa. Oczywiście zakryła wcześniej namalowane elementy krajobrazu. Chłopiec był zaskoczony, a klasa się uśmiała. Pisząc ten wiersz, bardziej się skupiłam na czynności dziecka, niż na rytmie, ale już poprawiłam. Myślę, że jest lepiej, lepiej brzmi? 

    Pozdrawiam serdecznie

    O tak, teraz jest bardzo dobrze! Wiersz bez zarzutu. :)

    Żal mi tego chłopczyka, mimo że samo wydarzenie zabawne.

    Jesteś nauczycielką plastyki?

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 23 godziny temu, Oxyvia napisał:

    O tak, teraz jest bardzo dobrze! Wiersz bez zarzutu. :)

    Żal mi tego chłopczyka, mimo że samo wydarzenie zabawne.

    Jesteś nauczycielką plastyki?

    Nie, to było jak robiłam awans zawodowy. Jestem nauczycielką wychowania wczesnoszkolnego, filologii  polskiej i wychowania przedszkolnego ( UMCS).

    :))

    Edytowano przez MaksMara

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Przed chwilą, MaksMara napisał:

    Nie, to był jak robiłam awans zawodowy. Jestem nauczycielką wychowania wczesnoszkolnego, filologii  polskiej i wychowania przedszkolnego ( UMCS).

    :))

    A ja - nauczycielką polskiego (Filologia Polska na UW) i bibliotekarką (Studium Podyplomowe Bibliotekoznawstwa na UW). :)

    Ale awans zrobiłam tylko do mianowania i dalej nie będę startować. Z kilku przyczyn.

    Serdeczności!

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się


    • Ostatnie komentarze

      • Pomysł dobry. Rytm, mimo że chaotyczny to przymykam oko. Rymy: kre-zew, żar- czar, bal- strzał / takie sobie. Myślę, ze stać Cię na więcej. :)))))
      • Za dużo powtórzeń jak dla mnie. PoZdrawiam i witam na orgu
      • wiesz ze raki z cukru
        nie sa przyjacielem 
        moze odstaw nerwy
        i swoje zadania
        moze zyj i wolnosc
        daj na znak uludy by
        ktoś lżej nosił  i
        wnosił prawde a nie
        pokuty
         
      •   i śmierć kocham
        choćby na
        przebudzenie
        że moje 
        moze być
        za krótkie
        istnienie
        kto potrafi 
        wzburzyć się
        jak morze wie
        więcej niż
        przekazać
        to może
      • Nieurokliwe piękno                  Oto ja, Nepomucen Maria Żądło. Nadzwyczaj spokojny człowiek, tylko, kiedy coś mnie zachwyci, to moje wyciszenie gubi się, usuwa, wyrywa z piersi, wybiega, wychodzi po angielsku. Chwile owe zagrażają mojej jaźni i ciału. Targają nimi, miętoszą, rwą na kawałki, aby w końcu wmówić mózgowi, że piękno, które dostrzegłem jest szpetne. To nie lada problem i bardzo rzadki przypadek, gdyż na ogół ludzi cieszy uroda, powab, klasyczne wzorce, elegancja. Z mojego punktu widzenia dobrze, że do XXI w. nie przetrwały, na przykład,  Wiszące Ogrody Semiramidy czy Latarnia morska na Faros. Cóż bym biedny uczynił, gdybym miał możliwość zobaczenia, choćby z daleka, snopu światła Ptolemejskiej budowli?A tak, śpię snem sprawiedliwego, choć czasami miewam koszmary – nawiedza mnie Cheops i jego grobowiec. Myślę sobie wtedy: – Ten to miał chody, niezniszczalny od pięciu tysięcy lat.  Ów dziwny stan rzeczy przyprawiał moich rodziców o ból głowy, a znajomi… Jacy znajomi? Nikt nie chciał ryzykować, bo a nuż poszedłby ze mną do parku i jakiś liść jesienny mógłby mnie zachwycić. - Co wtedy? Klapa, kompletne zdziczenie, nogi za pas, bieg do utraty tchu, następnie siedzenie w piwnicy,  chlanie denaturatu, łzy. Byle zapomnieć o nadzwyczajnie zwykłym listeczku.  Moje trwanie to slalom. Ohyda i fetor stanowiły graniczne słupki. Czasami tkwiłem przy nich godzinami, bo inaczej  porwałby mnie strumień uroków życia.  Aby ratować resztki swej dumy, unikałem piękna i dążyłem do tego, aby je od siebie odstraszać. Musiałem przywdziać skwaszony wyraz twarzy, przygarbić się z lekka, wysuwać język z zaślinionych ust oraz bełkotać. Zapewniało mi to bezpieczeństwo. A i jeszcze. Wkładałem na nos spuszczony na kwintę, bardzo mocne szkła w okropnej oprawie. Tak wkraczałem w codzienność od ponad trzydziestu lat. Matka patrzyła z troską na swego jedynaka, ojciec omijał mnie wzrokiem. – Co z tobą będzie, młodzianku? – pytała babcia,  a dziadek pykał z fajeczki. – Może byś się w końcu ożenił? – walnął raz tatuś. – No, no. – Przytaknęła mateńka. – Ja mam szukać kobiety, która zechce mi towarzyszyć przez resztę życia?! – krzyknąłem skonsternowany.  Chór sopranów i basów, przytaknął. Rozpoczęły się przygotowania do Wielkiej Poszukiwawczej Wędrówki. Cztery dorosłe,  a nawet już podstarzałe osoby, znosiły do domu torby, torebki, torebeczki zapchane po brzegi różnościami z wyprzedaży. Babcia miała szał w oczach, dziadek zapodział gdzieś fajeczkę a tato zgolił brodę. Matka wpychała we mnie jedzenie, abym mógł spojrzeć w lustro i nie przerazić się piękna własnego oblicza.  Minął miesiąc. Ważyłem ponad sto kilogramów przy wzroście metr siedemdziesiąt jeden. Nie czesałem się, z rzadka odwiedzałem łazienkę. Wypadła mi lewa przednia dwójka, a czwórka zaszła kamieniem. Ubranie specjalnie plamiłem, na przykład musztardą Starepską – polecam do takich praktyk. Zarosłem niczym niedźwiedź, nos jeszcze bardziej na kwintę, okular o szkłach grubości denka od butelki po wypitym ostatnio, denaturacie. Byłem gotów. Ruszyłem w miasto. Przechodnie się za mną oglądali, niektórzy zatykali nosy, inni kiwali z politowaniem głowami. A ja,  jak szarżujący byk,  prułem do przodu. Byle szybciej znaleźć się w Biurze Matrymonialnym o dźwięcznie brzmiącej nazwie: Wieńcówka.  Dotarłem wreszcie na miejsce. Wszedłem do małego pokoiku i… upadłem niemal, gdy zobaczyłem siedzącą przy biurku kobietę. Ubrana na czarno, twarz blada, włosy tłuste, paznokcie zarośnięte brudem. – Ideał. – pomyślałem.  Ona wstała, zbliżyła się do mnie powolnym krokiem – na szybki nie pozwalały wykoślawione buty i rzekła. – Jesteś mój książę, czekałam.  - Skąd wiedziała, że się pojawię? Skąd, że ją zaakceptuję?  Tej tajemnicy nigdy nie zgłębiłem, a minęło prawie pół wieku, od kiedy jesteśmy małżeństwem. Bardzo szpetnym, fakt, ale w naszej brzydocie kryje się piękno. Oboje mamy takie przekonanie.  Koniec.                                                                                     Justyna Adamczewska     KWIECIEŃ 2016 r.    
    • Ostatnio dodane

    ×