Skocz do zawartości

Recommended Posts

Niewolnik woli.W ręku ściskam krzyżyk i dog tag  kupiony na bazarze w Nottingham.Medalik ma wygrawerowany na wspak napis na życzenie .W swojej małej głowie ściskam myśl że może jednak ułożę Sobie życie jako mięso armatnie! We  francuskiej Legii cudzoziemskiej...
Jakaś część mnie leży tam dalej pod tym balkonem w Paryżu, choć nie mam już dwudziestu  lat.Wpatrzony w swoje odbicie w szklanym suficie , a samotność  milczy  o tym że jestem pusty i o tym że nie ma litości. Pewnie poczuję  jeszcze to zimno mocniej w obliczu  śmierci.Wtedy będę się o to martwił choć to wywołuje strach równy usłyszeniu swojego nowego nazwiska.Nie ma odwrotu!
Te wspominienia połączone z innymi o których napiszę póżniej tworzą  jakąś dziwną magię i mają umetafizyczniać się  latami.Opisanie ich być może zniszczy uczucie że doświadczyłem w życiu czegoś niezwykłego.Z drugiej strony medalu  czasem myślę że jakaś magiczna melodia istnieje w życiorysie  każdego z nas, trzeba tylko  umieć usłyszeć tę muzykę, nawet jeśli jest bardzo ciężka.
Tym czasem chora rzeczywistość wciąga mnie niczym czarna dziura,zaczynam myśleć , logika schodzi poniżej zera aż zniknie, a ja skończę jak balon intensywnie nadmuchiwany  niemym wspłczuciem i wyrzutami sumienia zrodzonymi z niemocy.Tak oto zaczynam się modlić o pomoc.Towarzyszy mi w tym szaleńczo-(nie)logiczna konkluzja że ani rzeczywistość,  ani przestrzeń, ani czas nie posiadają granic...
W końcu nachodzi mnie myśl że zaakceptowanie tego że istnieje się  w czasie i przestrzeni może uczynić  ból przyjemnym jak widok niepełnej szklanki wody którą  można! Tylko i aż  wypić.

Edytowano przez Gieesz

Udostępnij ten post


Link to postu

leży tam dalej pod tym balkonem / o tym że jestem pusty i o tym że  - za dużo:  to, tamto, tego, ten (Anzelm Bohatyrowicz;)

nie zwykłego - niezwykłego

po niżej - poniżej

te zimno - to zimno

popraw literówki, typu będe, wspłczuciem i to powyżej, po kropce, przecinku itp. zawsze  - spacja.

Aha, "poprawiacz" internetowy, to oszust. Nie zawsze, ale kłamcą jest dość często, pamiętaj

- poprawia błędnie - lepiej korzystać ze słowników :)

Całość ogólnie w porządku i czyta się dobrze,

życzę powodzenia i pozdrawiam.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Dnia 25.11.2017 o 10:01, Gieesz napisał:

Niewolnik woli.

 

Dnia 25.11.2017 o 10:01, Gieesz napisał:

Wpatrzony w swoje odbicie w szklanym suficie , a samotność  milczy  o tym że jestem pusty i o tym że nie ma litości. Pewnie poczuję  jeszcze to zimno mocniej w obliczu  śmierci.

 

Dnia 25.11.2017 o 10:01, Gieesz napisał:

jakaś magiczna melodia istnieje w życiorysie  każdego z nas, trzeba tylko  umieć usłyszeć tę muzykę, nawet jeśli jest bardzo ciężka.

 

Dnia 25.11.2017 o 10:01, Gieesz napisał:

W końcu nachodzi mnie myśl że zaakceptowanie tego że istnieje się  w czasie i przestrzeni może uczynić  ból przyjemnym jak widok niepełnej szklanki wody którą  można! Tylko i aż  wypić.

Edytowano wczoraj o 15:38 przez Gieesz

Bezsilnego przemyślenia. Dla mnie tekst przejmujący i poruszający. Niewola - wolą, czucie - śmierć, melodia - ciężka, akceptacja - ból

    J. 

Udostępnij ten post


Link to postu
6 godzin temu, Gieesz napisał:

Dzięki za ślad wizyty Justyno:)

Gieesz, A ja dziękuję za Twe słowa. :)) 

Gdybym mógł sobie wybrać...(w

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Gdybym mógł sobie wybrać śmierć podług mej woli, chciałbym z wolna utracać świadomość istnienia, przestawać czuć, co rozkosz przynosi lub boli, i pogrążać się w cichą otchłań zapomnienia.

 

Edytowano przez Justyna Adamczewska

Udostępnij ten post


Link to postu
  • Autor
  • To tylko moje słowa, rozumiesz z nich więcej niż ja :)  Tetmajer jest zdecydowanie ciekawszy, ale jakoś sobie poradzę z tym że Ci się podobało.

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Dnia 25.11.2017 o 10:01, Gieesz napisał:

    wygraderowany

    Wygrawerowany - wkradła się literówka.

    Przyimek we stoi przed wyrazami zaczynającymi się dwiema spółgłoskami, z których pierwsza to w lub f: we Wrześni, we Włoszczowie, we Francji analogicznie we francuskiej Legii Cudzoziemskiej.

    Tekst rzeczywiście czyta się dobrze i jeśli to część większej całości to czekam na dalszy ciąg.

     

    Edytowano przez Bożena Tatara - Paszko

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    Dnia 28.11.2017 o 16:18, Gieesz napisał:

    To tylko moje słowa, rozumiesz z nich więcej niż ja :)  Tetmajer jest zdecydowanie ciekawszy, ale jakoś sobie poradzę z tym że Ci się podobało.

    Gieesz ten utwór przynosi też na myśl

    Bitwa pod Moskwą (bitwa o Moskwę, obronna operacja moskiewska, operacja Tajfun”) – główna bitwa początkowego okresu wojny między Niemcami a ZSRR, trwająca od października 1941 do stycznia 1942 r., która zakładała zdobycie stolicy ZSRR. Uważana jest za jedną z najważniejszych operacji strategicznych II wojny światowej." 

    Pozdrawiam. J. 

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • Dnia 11.12.2017 o 19:39, Justyna Adamczewska napisał:

    Gieesz ten utwór przynosi też na myśl

    Bitwa pod Moskwą (bitwa o Moskwę, obronna operacja moskiewska, operacja Tajfun”) – główna bitwa początkowego okresu wojny między Niemcami a ZSRR, trwająca od października 1941 do stycznia 1942 r., która zakładała zdobycie stolicy ZSRR. Uważana jest za jedną z najważniejszych operacji strategicznych II wojny światowej." 

    Pozdrawiam. J. 

     

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się


    • Ostatnie komentarze

      • Pomysł dobry. Rytm, mimo że chaotyczny to przymykam oko. Rymy: kre-zew, żar- czar, bal- strzał / takie sobie. Myślę, ze stać Cię na więcej. :)))))
      • Za dużo powtórzeń jak dla mnie. PoZdrawiam i witam na orgu
      • wiesz ze raki z cukru
        nie sa przyjacielem 
        moze odstaw nerwy
        i swoje zadania
        moze zyj i wolnosc
        daj na znak uludy by
        ktoś lżej nosił  i
        wnosił prawde a nie
        pokuty
         
      •   i śmierć kocham
        choćby na
        przebudzenie
        że moje 
        moze być
        za krótkie
        istnienie
        kto potrafi 
        wzburzyć się
        jak morze wie
        więcej niż
        przekazać
        to może
      • Nieurokliwe piękno                  Oto ja, Nepomucen Maria Żądło. Nadzwyczaj spokojny człowiek, tylko, kiedy coś mnie zachwyci, to moje wyciszenie gubi się, usuwa, wyrywa z piersi, wybiega, wychodzi po angielsku. Chwile owe zagrażają mojej jaźni i ciału. Targają nimi, miętoszą, rwą na kawałki, aby w końcu wmówić mózgowi, że piękno, które dostrzegłem jest szpetne. To nie lada problem i bardzo rzadki przypadek, gdyż na ogół ludzi cieszy uroda, powab, klasyczne wzorce, elegancja. Z mojego punktu widzenia dobrze, że do XXI w. nie przetrwały, na przykład,  Wiszące Ogrody Semiramidy czy Latarnia morska na Faros. Cóż bym biedny uczynił, gdybym miał możliwość zobaczenia, choćby z daleka, snopu światła Ptolemejskiej budowli?A tak, śpię snem sprawiedliwego, choć czasami miewam koszmary – nawiedza mnie Cheops i jego grobowiec. Myślę sobie wtedy: – Ten to miał chody, niezniszczalny od pięciu tysięcy lat.  Ów dziwny stan rzeczy przyprawiał moich rodziców o ból głowy, a znajomi… Jacy znajomi? Nikt nie chciał ryzykować, bo a nuż poszedłby ze mną do parku i jakiś liść jesienny mógłby mnie zachwycić. - Co wtedy? Klapa, kompletne zdziczenie, nogi za pas, bieg do utraty tchu, następnie siedzenie w piwnicy,  chlanie denaturatu, łzy. Byle zapomnieć o nadzwyczajnie zwykłym listeczku.  Moje trwanie to slalom. Ohyda i fetor stanowiły graniczne słupki. Czasami tkwiłem przy nich godzinami, bo inaczej  porwałby mnie strumień uroków życia.  Aby ratować resztki swej dumy, unikałem piękna i dążyłem do tego, aby je od siebie odstraszać. Musiałem przywdziać skwaszony wyraz twarzy, przygarbić się z lekka, wysuwać język z zaślinionych ust oraz bełkotać. Zapewniało mi to bezpieczeństwo. A i jeszcze. Wkładałem na nos spuszczony na kwintę, bardzo mocne szkła w okropnej oprawie. Tak wkraczałem w codzienność od ponad trzydziestu lat. Matka patrzyła z troską na swego jedynaka, ojciec omijał mnie wzrokiem. – Co z tobą będzie, młodzianku? – pytała babcia,  a dziadek pykał z fajeczki. – Może byś się w końcu ożenił? – walnął raz tatuś. – No, no. – Przytaknęła mateńka. – Ja mam szukać kobiety, która zechce mi towarzyszyć przez resztę życia?! – krzyknąłem skonsternowany.  Chór sopranów i basów, przytaknął. Rozpoczęły się przygotowania do Wielkiej Poszukiwawczej Wędrówki. Cztery dorosłe,  a nawet już podstarzałe osoby, znosiły do domu torby, torebki, torebeczki zapchane po brzegi różnościami z wyprzedaży. Babcia miała szał w oczach, dziadek zapodział gdzieś fajeczkę a tato zgolił brodę. Matka wpychała we mnie jedzenie, abym mógł spojrzeć w lustro i nie przerazić się piękna własnego oblicza.  Minął miesiąc. Ważyłem ponad sto kilogramów przy wzroście metr siedemdziesiąt jeden. Nie czesałem się, z rzadka odwiedzałem łazienkę. Wypadła mi lewa przednia dwójka, a czwórka zaszła kamieniem. Ubranie specjalnie plamiłem, na przykład musztardą Starepską – polecam do takich praktyk. Zarosłem niczym niedźwiedź, nos jeszcze bardziej na kwintę, okular o szkłach grubości denka od butelki po wypitym ostatnio, denaturacie. Byłem gotów. Ruszyłem w miasto. Przechodnie się za mną oglądali, niektórzy zatykali nosy, inni kiwali z politowaniem głowami. A ja,  jak szarżujący byk,  prułem do przodu. Byle szybciej znaleźć się w Biurze Matrymonialnym o dźwięcznie brzmiącej nazwie: Wieńcówka.  Dotarłem wreszcie na miejsce. Wszedłem do małego pokoiku i… upadłem niemal, gdy zobaczyłem siedzącą przy biurku kobietę. Ubrana na czarno, twarz blada, włosy tłuste, paznokcie zarośnięte brudem. – Ideał. – pomyślałem.  Ona wstała, zbliżyła się do mnie powolnym krokiem – na szybki nie pozwalały wykoślawione buty i rzekła. – Jesteś mój książę, czekałam.  - Skąd wiedziała, że się pojawię? Skąd, że ją zaakceptuję?  Tej tajemnicy nigdy nie zgłębiłem, a minęło prawie pół wieku, od kiedy jesteśmy małżeństwem. Bardzo szpetnym, fakt, ale w naszej brzydocie kryje się piękno. Oboje mamy takie przekonanie.  Koniec.                                                                                     Justyna Adamczewska     KWIECIEŃ 2016 r.    
    • Ostatnio dodane

    ×