Skocz do zawartości

Recommended Posts

 Haiku I  

letnia pora skwar 
 - strumień pełen kryształu 
po prostu życie 

  
Haiku II 
poranek w grocie 
widać zarys człowieka 
od lat na straży 

  
Haiku III
wieczorny piasek
 - uderza upalnym dniem
stopy przeszłości 
  
 
Justyna Adamczewska 

images1Z0QRV30.jpg

Edytowano przez Justyna Adamczewska

Udostępnij ten post


Link to postu

Witaj -  Justynko bez urazy ale pomyliłaś działy.

                                                                                                                                  pozd.

Udostępnij ten post


Link to postu
1 minutę temu, Justyna Adamczewska napisał:

Oj, przepraszam. Teraz nie wiem, jak zmienić. Dziękuję, Waldku. A urazy nie czuję. Miłe, że dostrzegłeś. :))

Witam ponownie - skopiuj  haiku i  wklej  w odpowiednim dziale.

                                                                                                                                                    pozd.

Udostępnij ten post


Link to postu
  • Autor
  • 5 minut temu, Waldemar_Talar_Talar napisał:

    Witam ponownie - skopiuj  haiku i  wklej  w odpowiednim dziale.

                                                                                                             

    Zrobiłam tak, tylko czy teraz nie jest dwa razy?  Już będę uważać. Dość długo nie publikowałam. Pozmieniało się na lepsze. Jeszcze raz dziękuję, Waldku. 

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Witam jeszcze raz  -  Justynko aby usunąć haiku z wierszy  wejdź w opcje

    działanie moderacyjne nad wierszykami -  znajdziesz tam jak usunąć .

                                                                                                                                                Bywaj...

     

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 3 godziny temu, kot szarobury napisał:

    Nie jestem miłośnikiem tej formy, ale pierwsze mi się podoba. Pozdrawiam

    Dziękuję, kocie. Wiesz, ja natomiast b. lubię tę krótką formę, choć trudno pisać wg wzorców japońskich. Inna kultura, inna mentalność, i... inny alfabet. Pozdrawiam. 

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • 2 godziny temu, befana_di_campi napisał:

    "Piaskowe..." Czy haiku? Nie wiem :) Ale się rozmarzyłam tak jakoś wakacyjnie :-) No i... lubię króciutkie formy :-)

     

    Serdecznie :)))

     Belfano, Dziękuję

    A to dla Ciebie, a' propos marzeń. Tez plaża i piasek. Już niedługo. ;)

     

    Edytowano przez Justyna Adamczewska

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się


    • Ostatnie komentarze

      • Pomysł dobry. Rytm, mimo że chaotyczny to przymykam oko. Rymy: kre-zew, żar- czar, bal- strzał / takie sobie. Myślę, ze stać Cię na więcej. :)))))
      • Za dużo powtórzeń jak dla mnie. PoZdrawiam i witam na orgu
      • wiesz ze raki z cukru
        nie sa przyjacielem 
        moze odstaw nerwy
        i swoje zadania
        moze zyj i wolnosc
        daj na znak uludy by
        ktoś lżej nosił  i
        wnosił prawde a nie
        pokuty
         
      •   i śmierć kocham
        choćby na
        przebudzenie
        że moje 
        moze być
        za krótkie
        istnienie
        kto potrafi 
        wzburzyć się
        jak morze wie
        więcej niż
        przekazać
        to może
      • Nieurokliwe piękno                  Oto ja, Nepomucen Maria Żądło. Nadzwyczaj spokojny człowiek, tylko, kiedy coś mnie zachwyci, to moje wyciszenie gubi się, usuwa, wyrywa z piersi, wybiega, wychodzi po angielsku. Chwile owe zagrażają mojej jaźni i ciału. Targają nimi, miętoszą, rwą na kawałki, aby w końcu wmówić mózgowi, że piękno, które dostrzegłem jest szpetne. To nie lada problem i bardzo rzadki przypadek, gdyż na ogół ludzi cieszy uroda, powab, klasyczne wzorce, elegancja. Z mojego punktu widzenia dobrze, że do XXI w. nie przetrwały, na przykład,  Wiszące Ogrody Semiramidy czy Latarnia morska na Faros. Cóż bym biedny uczynił, gdybym miał możliwość zobaczenia, choćby z daleka, snopu światła Ptolemejskiej budowli?A tak, śpię snem sprawiedliwego, choć czasami miewam koszmary – nawiedza mnie Cheops i jego grobowiec. Myślę sobie wtedy: – Ten to miał chody, niezniszczalny od pięciu tysięcy lat.  Ów dziwny stan rzeczy przyprawiał moich rodziców o ból głowy, a znajomi… Jacy znajomi? Nikt nie chciał ryzykować, bo a nuż poszedłby ze mną do parku i jakiś liść jesienny mógłby mnie zachwycić. - Co wtedy? Klapa, kompletne zdziczenie, nogi za pas, bieg do utraty tchu, następnie siedzenie w piwnicy,  chlanie denaturatu, łzy. Byle zapomnieć o nadzwyczajnie zwykłym listeczku.  Moje trwanie to slalom. Ohyda i fetor stanowiły graniczne słupki. Czasami tkwiłem przy nich godzinami, bo inaczej  porwałby mnie strumień uroków życia.  Aby ratować resztki swej dumy, unikałem piękna i dążyłem do tego, aby je od siebie odstraszać. Musiałem przywdziać skwaszony wyraz twarzy, przygarbić się z lekka, wysuwać język z zaślinionych ust oraz bełkotać. Zapewniało mi to bezpieczeństwo. A i jeszcze. Wkładałem na nos spuszczony na kwintę, bardzo mocne szkła w okropnej oprawie. Tak wkraczałem w codzienność od ponad trzydziestu lat. Matka patrzyła z troską na swego jedynaka, ojciec omijał mnie wzrokiem. – Co z tobą będzie, młodzianku? – pytała babcia,  a dziadek pykał z fajeczki. – Może byś się w końcu ożenił? – walnął raz tatuś. – No, no. – Przytaknęła mateńka. – Ja mam szukać kobiety, która zechce mi towarzyszyć przez resztę życia?! – krzyknąłem skonsternowany.  Chór sopranów i basów, przytaknął. Rozpoczęły się przygotowania do Wielkiej Poszukiwawczej Wędrówki. Cztery dorosłe,  a nawet już podstarzałe osoby, znosiły do domu torby, torebki, torebeczki zapchane po brzegi różnościami z wyprzedaży. Babcia miała szał w oczach, dziadek zapodział gdzieś fajeczkę a tato zgolił brodę. Matka wpychała we mnie jedzenie, abym mógł spojrzeć w lustro i nie przerazić się piękna własnego oblicza.  Minął miesiąc. Ważyłem ponad sto kilogramów przy wzroście metr siedemdziesiąt jeden. Nie czesałem się, z rzadka odwiedzałem łazienkę. Wypadła mi lewa przednia dwójka, a czwórka zaszła kamieniem. Ubranie specjalnie plamiłem, na przykład musztardą Starepską – polecam do takich praktyk. Zarosłem niczym niedźwiedź, nos jeszcze bardziej na kwintę, okular o szkłach grubości denka od butelki po wypitym ostatnio, denaturacie. Byłem gotów. Ruszyłem w miasto. Przechodnie się za mną oglądali, niektórzy zatykali nosy, inni kiwali z politowaniem głowami. A ja,  jak szarżujący byk,  prułem do przodu. Byle szybciej znaleźć się w Biurze Matrymonialnym o dźwięcznie brzmiącej nazwie: Wieńcówka.  Dotarłem wreszcie na miejsce. Wszedłem do małego pokoiku i… upadłem niemal, gdy zobaczyłem siedzącą przy biurku kobietę. Ubrana na czarno, twarz blada, włosy tłuste, paznokcie zarośnięte brudem. – Ideał. – pomyślałem.  Ona wstała, zbliżyła się do mnie powolnym krokiem – na szybki nie pozwalały wykoślawione buty i rzekła. – Jesteś mój książę, czekałam.  - Skąd wiedziała, że się pojawię? Skąd, że ją zaakceptuję?  Tej tajemnicy nigdy nie zgłębiłem, a minęło prawie pół wieku, od kiedy jesteśmy małżeństwem. Bardzo szpetnym, fakt, ale w naszej brzydocie kryje się piękno. Oboje mamy takie przekonanie.  Koniec.                                                                                     Justyna Adamczewska     KWIECIEŃ 2016 r.    
    • Ostatnio dodane

    ×