Skocz do zawartości

Recommended Posts

Raz kolarz z Tour de France 
na rowerze wpadł w trans 

stracił pęd

gdy łańcuch pękł 

tour wygrał ciemnych mas

Edytowano przez Marcin_Krzysica

Udostępnij ten post


Link to postu

Pewien  Rafał   w   drodze  na  szczyt

pędził szybko, być  może  zbyt

gdyby  nie  pech

to  by  ech, ech ...

wygrać  nie  byłoby  mu  wstyd.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
  • Autor
  • 2 godziny temu, ja_bolek napisał:

    Pewien  Rafał   w   drodze  na  szczyt

    pędził szybko, być  może  zbyt

    gdyby  nie  pech

    to  by  ech, ech ...

    wygrać  nie  byłoby  mu  wstyd.

     

    To nie bajki 

    szkoda Majki ;)

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Raz kolaż z Tour de Pologne

    na którym był piękny koń

    na rower spadł

    ten dostał czad -

    wyprzedził caly peleton

     

    Edytowano przez Annie_M

    Udostępnij ten post


    Link to postu

     

    Gdzie można  kupić  taki   przewrotny   kolaż?

    I  co? Nie potłukł się?

    Limeryk   świetny ... I  to jest  mało powiedziane ...

     

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • Pewna Pani oglądała Giro Italia 

    myśląc, że poprawi jej się talia.

    Tak się wkreciła, 

    Że nie zauważyła 

    Iż znów jej pupa była jak balia

     

     

     

    Edytowano przez Marcin_Krzysica

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    W ciąg samochodów koło Lidzbarka,

    chciała się włączyć pewna kolarka.

    Dobry rozpęd wzięła,

    lecz się nie wcisnęła,

    bo zbyt ciasna była w korku szparka.

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Kilka   palindromów   z  kolażami:

     

    żal  oka  na  kolaż

    żal   oka na pana  kolaż*

    żal okazji -  pij  za  kolaż **

    żal  oka  na   Pani  i  na  pana  kolaż ***

      żal   Oksano  - oto   o  nas  -  kolaż  ***

     

     

    * palindrom Leszka  Rydza

    ** palindrom  Jana  Kaczyńskiego

    *** pomysły  moje

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    w Warszawie drugi mąż Oksany

    podobno takie miał organy

    że gdy startował w turze

    jego trener na górze

    musiał wycinać kawał ramy

    Edytowano przez Dyziek_ka
    gapiostwo

    Udostępnij ten post


    Link to postu
  • Autor
  • pewnien kolarz na Sierra de la

    dał z peletonu dyla 

    choć go ścigali

    nie mieli pary 

    cóż za radosna to chwila 

     

    Edytowano przez Marcin_Krzysica

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    na  Sierra de   la  Pandera

    ta  nasza czarna  pantera

    pozostawiła  w  tyle

    najlepszych  na  tyle

     że   ...   nie   dościgli  fajtera

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się


    • Ostatnie komentarze

      • Za dużo powtórzeń jak dla mnie. PoZdrawiam i witam na orgu
      • wiesz ze raki z cukru
        nie sa przyjacielem 
        moze odstaw nerwy
        i swoje zadania
        moze zyj i wolnosc
        daj na znak uludy by
        ktoś lżej nosił  i
        wnosił prawde a nie
        pokuty
         
      •   i śmierć kocham
        choćby na
        przebudzenie
        że moje 
        moze być
        za krótkie
        istnienie
        kto potrafi 
        wzburzyć się
        jak morze wie
        więcej niż
        przekazać
        to może
      • Nieurokliwe piękno                  Oto ja, Nepomucen Maria Żądło. Nadzwyczaj spokojny człowiek, tylko, kiedy coś mnie zachwyci, to moje wyciszenie gubi się, usuwa, wyrywa z piersi, wybiega, wychodzi po angielsku.   Chwile owe zagrażają mojej jaźni i ciału. Targają nimi, miętoszą, rwą na kawałki, aby w końcu wmówić mózgowi, że piękno, które dostrzegłem jest szpetne.    To nie lada problem i bardzo rzadki przypadek, gdyż na ogół ludzi cieszy uroda, powab, klasyczne wzorce, elegancja.   Z mojego punktu widzenia dobrze, że do XXI w. nie przetrwały, na przykład,  Wiszące Ogrody Semiramidy czy Latarnia morska na Faros.   Cóż bym biedny uczynił, gdybym miał możliwość zobaczenia, choćby z daleka, snopu światła Ptolemejskiej budowli?   A tak, śpię snem sprawiedliwego, choć czasami miewam koszmary – nawiedza mnie Cheops i jego grobowiec.   Myślę sobie wtedy: – Ten to miał chody, niezniszczalny od pięciu tysięcy lat.   Ów dziwny stan rzeczy przyprawiał moich rodziców o ból głowy, a znajomi… Jacy znajomi?    Nikt nie chciał ryzykować, bo a nuż poszedłby ze mną do parku i jakiś liść jesienny mógłby mnie zachwycić.   Co wtedy?   Klapa, kompletne zdziczenie, nogi za pas, bieg do utraty tchu, następnie siedzenie w piwnicy,  chlanie denaturatu, łzy. Byle zapomnieć o nadzwyczajnie zwykłym listeczku.   Moje trwanie to slalom.   Ohyda i fetor stanowiły graniczne słupki. Czasami tkwiłem przy nich godzinami, bo inaczej  porwałby mnie strumień uroków życia.   Aby ratować resztki swej dumy, unikałem piękna i dążyłem do tego, aby je od siebie odstraszać.   Musiałem przywdziać skwaszony wyraz twarzy, przygarbić się z lekka, wysuwać język z zaślinionych ust oraz bełkotać.   Zapewniało mi to bezpieczeństwo. A i jeszcze. Wkładałem na nos spuszczony na kwintę, bardzo mocne szkła w okropnej oprawie.   Tak wkraczałem w codzienność od ponad trzydziestu lat. Matka patrzyła z troską na swego jedynaka, ojciec omijał mnie wzrokiem.   – Co z tobą będzie, młodzianku? – pytała babcia,  a dziadek pykał z fajeczki.   – Może byś się w końcu ożenił? – walnął raz tatuś.   – No, no. – Przytaknęła mateńka.   – Ja mam szukać kobiety, która zechce mi towarzyszyć przez resztę życia?! – krzyknąłem skonsternowany.   Chór sopranów i basów, przytaknął.   Rozpoczęły się przygotowania do Wielkiej Poszukiwawczej Wędrówki. Cztery dorosłe,  a nawet już podstarzałe osoby, znosiły do domu torby, torebki, torebeczki zapchane po brzegi różnościami z wyprzedaży.   Babcia miała szał w oczach, dziadek zapodział gdzieś fajeczkę a tato zgolił brodę. Matka wpychała we mnie jedzenie, abym mógł spojrzeć w lustro i nie przerazić się piękna własnego oblicza.   Minął miesiąc.   Ważyłem ponad sto kilogramów przy wzroście metr siedemdziesiąt jeden. Nie czesałem się, z rzadka odwiedzałem łazienkę. Wypadła mi lewa przednia dwójka, a czwórka zaszła kamieniem. Ubranie specjalnie plamiłem, na przykład musztardą Starepską – polecam do takich praktyk. Zarosłem niczym niedźwiedź, nos jeszcze bardziej na kwintę, okular o szkłach grubości denka od butelki po wypitym ostatnio, denaturacie.   Byłem gotów.   Ruszyłem w miasto.   Przechodnie się za mną oglądali, niektórzy zatykali nosy, inni kiwali z politowaniem głowami.   A ja,  jak szarżujący byk prułem do przodu. Byle szybciej znaleźć się w Biurze Matrymonialnym o dźwięcznie brzmiącej nazwie: Wieńcówka.   Dotarłem wreszcie na miejsce.   Wszedłem do małego pokoiku i… upadłem niemal, gdy zobaczyłem siedzącą przy biurku kobietę. Ubrana na czarno, twarz blada, włosy tłuste, paznokcie zarośnięte brudem. – Ideał. – Pomyślałem.   Ona wstała, zbliżyła się do mnie powolnym krokiem – na szybki nie pozwalały wykoślawione buty i rzekła. – Jesteś mój książę, czekałam. Skąd wiedziała, że się pojawię? Skąd, że ją zaakceptuję?   Tej tajemnicy nigdy nie zgłębiłem, a minęło prawie pół wieku, od kiedy jesteśmy małżeństwem.   Bardzo szpetnym, fakt, ale w naszej brzydocie kryje się piękno. Oboje mamy takie przekonanie.     Koniec.                                                                                     Justyna Adamczewska     KWIECIEŃ 2016 r.    
      • Ładnie i na czasie w karnawale.   Niech porwie nas do tańca retro muzyki czar w takt na trzy czwarte walca, to naszych marzeń bal.   Z pozdrowieniem:))
    • Ostatnio dodane

    ×