Skocz do zawartości
rapczynskalubienska

Mężczyzna każdej kobiety

Recommended Posts

Nadchodzi poranek.
Grzeczni chłopcy kładą się spać.
Wtedy wkraczasz na scenę  
prywatnego teatru,
otwierasz flakon pełen obietnic
i kroplami afrodyzjaku
szkicujesz iluzję.

 

Ocean tęczówek gasi płomień
zazdrosnych spojrzeń.
Zegar tyka wraz z pulsem nadgarstka.
Dookoła lalki, marionetki,
w rytm oświeceniowych melodii
nieśmiało wysuwają drewniane palce.
Przy dźwiękach indyjskiej ragi
skowyczą i wołają o pomoc.

 

Umysł żywi się rubaszną nutą.
Organizm trawi jedynie nektar
z dziewiczych ust.
Nucąc pod prysznicem pieśń dla dorosłych
oddychasz płucami leśnych stworzeń.
Okrywasz ciało płaszczem zrobionym
z korzeni pikantnych przypraw.
Pocieszasz upadłe królowe balu,
wędrujące samotnie po Polach Elizejskich.

 

Jesteś potomkiem Wielkiego Giacomo,
chirurgiczną nicią Kwiatów,
które w nocy otwierają żyły.
Soczystym humorem powodujesz ukrwienie
kobiecych policzków,
a sam w obawie przed ujawnieniem duszy
przybierasz pozycję embriona.  
Ból głowy wywołany natłokiem
erotycznych skojarzeń,
Lędźwie niezdolne do powtórnego uniesienia,
skrywana namiętność.

 

Marzysz o tym, by dotknąć niewidzialne,
lecz to co niewidzialne w istocie nie istnieje.
Niczym mistrz pantomimy
stworzyłeś kuloodporną przestrzeń.
Jednak przestało być tam bezpiecznie,
bo zbyt wielu widzów otrzymało klucz.
Uwielbiasz rozdawać słodycze,
które są jak paszporty.
Pamiętaj, by kontrolować poziom cukru
i nie zatrzeć linii granicznej.
Uważaj, bo pewnego dnia,
ktoś, zamiast czekolady
może zjeść twoje serce.

 

Edytowano przez rapczynskalubienska

Udostępnij ten post


Link to postu

W wierszu, peel najpierw jest kobietą a potem mężczyzną, chyba że się mylę, co jest bardzo prawdopodobne :)

Tekst mi się podoba, bujna wyobrażnia, żywe obrazy, bardzo sugestywne. Trochę ten

8 godzin temu, rapczynskalubienska napisał:

 nektar
z dziewiczych ust.

razi i może 

8 godzin temu, rapczynskalubienska napisał:

skowyczą o pomoc.

trochę przerysowane. 

Pozdr

 

Udostępnij ten post


Link to postu
  • Autor
  • Wiersz opowiada o mężczyźnie (uwodzicielu, znanym ze swych podbojów miłosnych) widzianym oczami zakochanej kobiety.

    "Skowyczą i wołają o pomoc"- tak to powinno brzmieć, już poprawione :)

    Dziękuję za poświęcenie chwili na lekturę i cenną opinię, pozdrawiam :)

     

    Edytowano przez rapczynskalubienska

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Serce swoje w skrzyni schował 

    na dziewiczych morzach

     

    Dziewczyny mi zawsze szkoda 

    gdy łotr jej się podoba 

     

    miło się czytało 

    pozdrawiam

    Edytowano przez Marcin_Krzysica

    Udostępnij ten post


    Link to postu
    17 godzin temu, rapczynskalubienska napisał:

    Soczystym humorem powodujesz ukrwienie
    kobiecych policzków,
    a sam w obawie przed ujawnieniem duszy
    przybierasz pozycję embriona.
      -> to chyba mój ulubiony fragment :)

    Puenta też mi się podoba.

    Ale całemu tekstowi, w moim mniemaniu, bliżej do prozy, niż poezji-bez urazy :)

    Pozdrawiam :)

     

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Dzień dobry RL-ko.

    Być może, że nic nie jest warte zachodu, aby robić to czy tamto, ale wszystko co robimy zasługuje na to, by robić to doskonale. To nie ja powiedziałem, to słowa Johanna Wolfganga von Goethego. Mając powyższe na względzie nie pozwól, aby jakieś niedoróbki niemal kosmetyczne, psuły radość czytania pięknego tekstu. Stosujesz interpunkcję, doże i małe litery, więc zadbaj proszę, aby duża nigdy nie była po przecinku /jest kilka takich miejsc/; chyba, że przyjmiesz inną konwencję pisania i dużymi będziesz zaczynać każdy wers.

    I dla przypomnienia: Forumowicze  zwykle coś sugerują, co w ich mniemaniu poprawi wartość utworu, z czym naturalnie Autor(ka) nie zawsze musi się zgadzać.

    A puenta wiersza słodka, jak miodzio :))

     

    (s)erdeczności :)

     

    Udostępnij ten post


    Link to postu

    Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Posiadasz własne konto? Użyj go!

    Zaloguj się


    • Ostatnie komentarze

      • Za dużo powtórzeń jak dla mnie. PoZdrawiam i witam na orgu
      • wiesz ze raki z cukru
        nie sa przyjacielem 
        moze odstaw nerwy
        i swoje zadania
        moze zyj i wolnosc
        daj na znak uludy by
        ktoś lżej nosił  i
        wnosił prawde a nie
        pokuty
         
      •   i śmierć kocham
        choćby na
        przebudzenie
        że moje 
        moze być
        za krótkie
        istnienie
        kto potrafi 
        wzburzyć się
        jak morze wie
        więcej niż
        przekazać
        to może
      • Nieurokliwe piękno                  Oto ja, Nepomucen Maria Żądło. Nadzwyczaj spokojny człowiek, tylko, kiedy coś mnie zachwyci, to moje wyciszenie gubi się, usuwa, wyrywa z piersi, wybiega, wychodzi po angielsku.   Chwile owe zagrażają mojej jaźni i ciału. Targają nimi, miętoszą, rwą na kawałki, aby w końcu wmówić mózgowi, że piękno, które dostrzegłem jest szpetne.    To nie lada problem i bardzo rzadki przypadek, gdyż na ogół ludzi cieszy uroda, powab, klasyczne wzorce, elegancja.   Z mojego punktu widzenia dobrze, że do XXI w. nie przetrwały, na przykład,  Wiszące Ogrody Semiramidy czy Latarnia morska na Faros.   Cóż bym biedny uczynił, gdybym miał możliwość zobaczenia, choćby z daleka, snopu światła Ptolemejskiej budowli?   A tak, śpię snem sprawiedliwego, choć czasami miewam koszmary – nawiedza mnie Cheops i jego grobowiec.   Myślę sobie wtedy: – Ten to miał chody, niezniszczalny od pięciu tysięcy lat.   Ów dziwny stan rzeczy przyprawiał moich rodziców o ból głowy, a znajomi… Jacy znajomi?    Nikt nie chciał ryzykować, bo a nuż poszedłby ze mną do parku i jakiś liść jesienny mógłby mnie zachwycić.   Co wtedy?   Klapa, kompletne zdziczenie, nogi za pas, bieg do utraty tchu, następnie siedzenie w piwnicy,  chlanie denaturatu, łzy. Byle zapomnieć o nadzwyczajnie zwykłym listeczku.   Moje trwanie to slalom.   Ohyda i fetor stanowiły graniczne słupki. Czasami tkwiłem przy nich godzinami, bo inaczej  porwałby mnie strumień uroków życia.   Aby ratować resztki swej dumy, unikałem piękna i dążyłem do tego, aby je od siebie odstraszać.   Musiałem przywdziać skwaszony wyraz twarzy, przygarbić się z lekka, wysuwać język z zaślinionych ust oraz bełkotać.   Zapewniało mi to bezpieczeństwo. A i jeszcze. Wkładałem na nos spuszczony na kwintę, bardzo mocne szkła w okropnej oprawie.   Tak wkraczałem w codzienność od ponad trzydziestu lat. Matka patrzyła z troską na swego jedynaka, ojciec omijał mnie wzrokiem.   – Co z tobą będzie, młodzianku? – pytała babcia,  a dziadek pykał z fajeczki.   – Może byś się w końcu ożenił? – walnął raz tatuś.   – No, no. – Przytaknęła mateńka.   – Ja mam szukać kobiety, która zechce mi towarzyszyć przez resztę życia?! – krzyknąłem skonsternowany.   Chór sopranów i basów, przytaknął.   Rozpoczęły się przygotowania do Wielkiej Poszukiwawczej Wędrówki. Cztery dorosłe,  a nawet już podstarzałe osoby, znosiły do domu torby, torebki, torebeczki zapchane po brzegi różnościami z wyprzedaży.   Babcia miała szał w oczach, dziadek zapodział gdzieś fajeczkę a tato zgolił brodę. Matka wpychała we mnie jedzenie, abym mógł spojrzeć w lustro i nie przerazić się piękna własnego oblicza.   Minął miesiąc.   Ważyłem ponad sto kilogramów przy wzroście metr siedemdziesiąt jeden. Nie czesałem się, z rzadka odwiedzałem łazienkę. Wypadła mi lewa przednia dwójka, a czwórka zaszła kamieniem. Ubranie specjalnie plamiłem, na przykład musztardą Starepską – polecam do takich praktyk. Zarosłem niczym niedźwiedź, nos jeszcze bardziej na kwintę, okular o szkłach grubości denka od butelki po wypitym ostatnio, denaturacie.   Byłem gotów.   Ruszyłem w miasto.   Przechodnie się za mną oglądali, niektórzy zatykali nosy, inni kiwali z politowaniem głowami.   A ja,  jak szarżujący byk prułem do przodu. Byle szybciej znaleźć się w Biurze Matrymonialnym o dźwięcznie brzmiącej nazwie: Wieńcówka.   Dotarłem wreszcie na miejsce.   Wszedłem do małego pokoiku i… upadłem niemal, gdy zobaczyłem siedzącą przy biurku kobietę. Ubrana na czarno, twarz blada, włosy tłuste, paznokcie zarośnięte brudem. – Ideał. – Pomyślałem.   Ona wstała, zbliżyła się do mnie powolnym krokiem – na szybki nie pozwalały wykoślawione buty i rzekła. – Jesteś mój książę, czekałam. Skąd wiedziała, że się pojawię? Skąd, że ją zaakceptuję?   Tej tajemnicy nigdy nie zgłębiłem, a minęło prawie pół wieku, od kiedy jesteśmy małżeństwem.   Bardzo szpetnym, fakt, ale w naszej brzydocie kryje się piękno. Oboje mamy takie przekonanie.     Koniec.                                                                                     Justyna Adamczewska     KWIECIEŃ 2016 r.    
      • Ładnie i na czasie w karnawale.   Niech porwie nas do tańca retro muzyki czar w takt na trzy czwarte walca, to naszych marzeń bal.   Z pozdrowieniem:))
    • Ostatnio dodane

    ×