Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Piotr Balkus

Czarna opaska

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • Krystian miał 17 lat, kiedy zachorował na tajemniczą chorobę oczu, coś jak zapalenie spojówek, tyle że zwielokrotnione, na którą nie wystarczały zwykłe przyciemniane okulary. Miejscowy lekarz, zaskoczony nie znaną dotąd mu infekcją, objawiającą się bardzo mocnym zaczerwienieniem białek i piekącym bólem oczu, był zmuszony zastosować następującą kurację: kazał matce chłopca obwiązać oczy syna czarnym szalem i nie zdejmować go przez miesiąc czasu, dwadzieścia cztery godziny na dobę, z wyjątkiem wieczornej pory mycia się, które według wskazań doktora musiało odbywać się w łazience przy nie zapalonym światłem. W ten sposób młodzieniec na miesiąc czasu pozbawiony miał zostać choćby jednego promienia słonecznego rozpoczynających się właśnie wakacji. Rodzicielka kupiła na tę smutną okazję nowy, gęsty czarny szal, którym czym prędzej zasłoniła oczy synowi.
    Cały miesiąc życia jak niewidomy, to coś strasznego, myślał Krystian siedząc upalnymi popołudniami w kuchni z nieodłączną woalką dookoła głowy. Matka rzadko opuszczała syna. Bała się, że pod jej nieobecność może zdjąć opaskę i pogorszyć stan swojej choroby. Chodziła więc z nim wszędzie, do sklepu, do kościoła, a nawet do toalety. Jednak po kilku dniach rozluźniła swoją pieczę, wierząc synowi na słowo, że nie odsłoni oczu. Wtedy, gdy zostawał w domu sam na sam, płakał, że nie może oglądać słońca, jezior i owocujących drzew. Że nie może grać w piłkę, jeździć rowerem. Że nocą nie może oglądać złotej tarczy księżyca i migających gwiazd. Owalka na wysokości oczu stawała się wtedy mokra. Krystian nie umiał ukryć przed matką łez. Na szczęście jego ojciec nie mieszkał z nimi, więc nie musiał się przed nim wstydzić tego płaczu.
    Cieszył się tylko, że mając ciemność przed oczami, może słuchać muzyki. Z jakąż radością chłonął dźwięki, czy to były jego ulubione piosenki z płyt, czy przeboje z radia, czy śpiew ptaków, chichot dziewcząt za oknem. Obiecał sobie, że kiedy będzie mógł zdjąć już tę przeklętą opaskę, pojedzie na cały dzień na ryby. Będzie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!
    Pewnego dnia, siedząc na zacienionej werandzie, usłyszał dźwięczny głos dochodzący go z ulicy. Matki nie było akurat w mieszkaniu. Wyszła po coś do sąsiadki. Głos, który usłyszał Krystian, zdawał mu się być najcudowniejszy z dźwięków, jakie kiedykolwiek słyszał. Był to głos dziewczęcy. Przyciągał go jak syreni śpiew załogę Odyseusza. Odurzył się w nim w jednej chwili. Zapragnął ujrzeć do kogo należy. I kiedy już miał w przypływie emocji zerwać opaskę z oczu, usłyszał ów głos w odległości kilku metrów od siebie. Nie ściągaj! ktoś zakrzyknął i ociemniały chłopak zatrzymał dłoń w powietrzu. Nie zdejmuj opaski, bo lekarz ci przecież nie pozwolił, przekonywał tajemniczy acz piękny głos. Kim jesteś, zawołał rozgorączkowany chłopiec. Jestem Sylwia, przyjechałam tu na wakacje do cioci, odrzekła. Skąd wiesz, że jestem chory, dopytywał się nastolatek. Ciocia mi powiedziała wszystko, odpowiedziała mu cichutko. Za trzy tygodnie będę mógł zdjąć opaskę, z radością i smutkiem zarazem rzekł Krystian. Szybko miną, pocieszyła go dziewczynka. Masz piękny głos, rzekł do niej. Dziękuję, odparła, współczuję ci, że musisz nosić ten szalik na oczach, ale z drugiej strony bardzo cię podziwiam, przyznała. Krystian poczuł gorąco na całym ciele. Dziś muszę iść, będę pomagać cioci w ogrodzie, przyjdę jutro, jeśli pozwolisz, powiedziała. Tak, przyjdź, proszę, wyszeptał chłopiec. Do jutra, pożegnali się.
    Krystian cały dzień siedział jak na rozżarzonych węglach. Zupełnie nie czuł, że ma na oczach coś, co przeszkadza mu widzieć, bo oczami wyobraźni rysował sobie postać Sylwii o słowiczym głosie. Myślał sobie jak może wyglądać, jakie ma oczy, jak się uśmiecha i jak się porusza. Jakie ma ręce i nogi i wszystko. Matka, zdziwiona jego milczeniem, próbowała dociec co się stało, jednak on wstydził się powiedzieć prawdy. Dopiero następnego dnia, kiedy Sylwia stanęła w progu i zapytała czy jest Krystian, zaczęła domyślać się co, a raczej kto jest powodem innego zachowania syna. Cieszyła się, że wreszcie ktoś go odwiedził, ktoś, kto jak widać pozwala mu zapomnieć o smutku choroby. Zawsze kiedy przychodziła ta dziewczyna, a przychodziła codziennie, zostawiała ich samych, wychodząc gdziekolwiek. A oni opowiadali sobie wszystko, co mieli do opowiedzenia. Doszło do tego, że Sylwia spędzała z Krystianem większość każdego dnia, niczym siostra miłosierdzia przy łóżku śmiertelnie chorego pacjenta.
    Tak mnie korci, żeby zdjąć tę opaskę i zobaczyć jak wyglądasz, powtarzał jej niemal codzień, a ona tylko uśmiechała się, szczebiocząc po swojemu, że to na razie niemożliwe i żeby wybił sobie ten pomysł z głowy. Że ona na to nie pozwoli. Wychodzili razem na podwórze, ona trzymała go za rękę jak Orfeusz Eurydykę na słynnym obrazie. Siadali pod drzewem ramię w ramię i śmiali się głośno. Czasami wieczorem, gdy przychodziła pora pożegniania, całowała go nieśmiało w policzek, po czym szybko uciekała, by jego usta nie szukały w rewanżu jej jagód. I kiedy chłopak kładł się spać, nie marzył już o księżycu i gwiazdach, zapominał o wszystkim, co pragnął zobaczyć. Liczyła się tylko ona.
    Kilka dni przed planowanym zdjęciem opaski, gdy siedział sam w kuchni i rozmyślał o Sylwii, uderzyła go nagle smutna myśl: A co jeśli ta dziewczyna jest brzydka? Co jeśli ją zobaczę i odkocham się w niej, bo jej uroda będzie mnie odpychała? I wtedy coś sobie postanowił.
    W dniu końca kwarantanny, mama Krystiana denerwowała się trochę, czy aby ten miesiąc ochronny pomógł synowi wyzdrowieć. Już chciała wychodzić z nim do lekarza, który miał dokonać czynności rozwiązania czarnego szalu, kiedy chłopiec podszedł do niej i powiedział mamo, ja nie chcę, żeby mi zdejmowano tę opaskę. Matka była zszokowana jego słowami, dopytywała się dlaczego. Jednak on nie chciał zdradzić podjętych postanowień. Powiedział jej tylko, że byłby szczęśliwy, gdyby jeszcze przez miesiąc czarna woalka chroniła jego wzrok przed promieniami słonecznymi. Odpowiedziała, że to dziwne, ale zgodzi się, jeśli wpierw taką decyzję zaakceptuje lekarz.
    Lekarz wysłuchał prośby syna i warunku matki. W przyciemnionej izbie zdjął na chwilę materiał, który owijał głowę chłopca, rozszerzył powieki, poświecił w źrenice swoją latareczką. Wzrok jest w porządku, chłopak jest już zdrowy, rzekł. Nie widzę potrzeby dalszego noszenia opaski, dodał patrząc w zapłakane ze szczęścia oblicze matki pacjenta. A gdy Krystian chciał coś powiedzieć, człowiek w białym fartuchu uprzedził go: ale nic się nie stanie, jeśli jeszcze przez miesiąc oczy pańskiego dziecka będą odpoczywać od światła. Wychodząc z sali, matka pocałowała uzdrowiciela w rękę.
    Dlaczego nie masz zdjętej opaski, zapytała Sylwia, gdy przyszła do niego nazajutrz. Niestety, odparł, lekarz powiedział, że choroba ustępuje powoli i jeszcze przez miesiąc muszę ją nosić. Skłamał. To smutne, wymówiła z drżącymi ustami. Nie popatrzę ci w oczy przed odjazdem, dodała. Niestety, odpowiedział tak smutno jak potrafił. Nie martw się, pocieszyła go dziewczyna, za rok przyjadę, to będziemy patrzeć sobie w oczy całymi dniami.
    Drugi miesiąc letnich ferii minął im bardzo wesoło. Przeżyli razem mnóstwo cudownych, niezapomnianych chwil. Przez cały sierpień ich wargi skradły od siebie więcej pocałunków, niż dzieci jabłek z cudzych drzew. Spowiadali się sobie ze wszystkiego, wreszcie przestali nawet odczuwać wstyd, niby pierwsi ludzie w rajskim ogrodzie.
    Ostatniego dnia wakacji, kiedy pożegnali się i w dali zniknął odgłos silnika samochodu, którym Sylwia odjechała z rodzicami, Krystian ściągnął z ulgą czarny szal z oczu. Ostre światło jeszcze letniego przedpołudnia oślepiło go naraz, jednak z każdą chwilą źrenice Krystiana przyzwyczajały się do słońca. Radowały go wszystkie stracone na dwa miesiące widoki, półprzekwitłe drzewa, białe jak śnieg chmury, ludzie przemierzające ulice, twarz matki. Jednak głęboko, na dnie młodej duszy, leżało jak ołów ciężkie przygnębienie, ,,ból jakiejś troski, co żre pierś, nieznana", jak pisze Verlaine. Żałował, że nie pozwolił sobie ujrzeć Sylwii i już tęsknił za kolejnym z nią spotkaniem - za zobaczeniem jej, jakkolwiek nieurodziwa by była. Zawsze od niepewności lepsza jest pewność, tłumaczył sobie, nie mogąc wybaczyć użytego przez siebie względem niej fortelu.
    Po kilkunastu minutach od wyjazdu jego wakacyjnej Muzy, do domu Krystiana przybiegła kobieta, ciotka Sylwii. Rozgorączkowana powiedziała, że samochód, którym siostrzenica jechała z rodzicami, miał wypadek. Niedaleko stąd, jakieś dziesięć kilometrów. Tłumaczyła, że ojciec Sylwii zadzwonił do niej z komórki, uwiadamiając, że jest ranny w rękę i głowę, i że żona i córka też są ranne. Mówił też, że już zadzwonił po karetkę. Drżąca na całym ciele kobieta błagała matkę Krystiana, by zawiozła ją na miejsce wypadku. Ta zgodziła się bez wahania. Mamo, czy i ja mogę też jechać, zapytał Krystian ze łzami w oczach. Minutę później cała trójka była już w drodze.
    Gdy dojechali na miejsce, samochód poszkodowanych tkwił wbity do połowy w drzewo. Sylwia leżała bez ruchu na tylnym siedzeniu, które po zmasakrowaniu auta wyglądało jakby było przednie. Miała niewielką, krwawiącą ranę na skroni. Krystian podbiegł do niej chwycił jej głowę i spojrzał, po raz pierwszy w życiu, w jej oczy. Były otwarte. Ujrzał ją piękną jak jutrzenka, mimo rozwianych włosów, bladości i krwi spływającej stróżką po policzku. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Chciał, by spojrzała na niego, ale ona, mimo że patrzyła mu w oczy, nie widziała już nic. Już nie żyła.
    Krystian pobiegł do samochodu matki i podniósł z tylnego siedzenia czarną opaskę, którą nosił przez całe wakacje. Podszedł do martwej Sylwii i położył woalkę na jej otwarte oczy, by przykryć lodowate spojrzenie, które z nich wyzierało.
    Ambulans z wyciem zatrzymał się obok rozbitego samochodu.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...