Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Birczin

Historia poznania Marii

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • Czy nie mówili ci nigdy, żebyś zwolnił, gdyż w innym wypadku niczego nie zobaczysz? Jeśli ma się sposobność pędzenia tak szybko, że nie zdąża się nawet zapomnieć gdzie się było jeszcze przed momentem, to po cóż nam zmysły, niezbędne narzędzia pamięci? Festina lente. Czas jest jeden i ten sam dla każdego, nie możliwym jest wyprzedzenie czasu. Nie zawsze pierwszy znaczy lepszy. Pierwszy pożera zachłannie w ciągłej obawie o swoją strawę, w niepewności, że ktoś go przegoni. Pierwszy jest niespokojny, gdyż spogląda wciąż w tył wypatrując drugiego. Pierwszy dławi się wszystkim, co mu jego pierwszość przynosi. Pierwszy nie dotyka strachu przed nieznanym, pierwszy wpada, uderza, rozbija się o strach. Gdy drugi widząc pierwszego, omija jego upadek, wtedy pierwszy nie jest już pierwszy a drugi nie jest już drugi. Ich życie zdaje się być wyścigiem impulsów nerwowych, pulsacyjnym ruchem soków komórkowych, pogonią ślepych plemników, losowym cyklem menstruacyjnym. Pierwszy nie ucieka przed śmiercią, pierwszy ją ponagla. Ostatni będą pierwszymi, gdy pierwsi już ją dogonią. Ostatni nie muszą oglądać się za siebie, chodzą tylko wydeptanymi ścieżkami. Brodzą po odchodach pierwszych, jedzą ochłapy, oddychają powietrzem zepsutym, nie dziwi ich nic gdyż nie im dane jest doznać nieznanego. Więc któż stoi wyżej, ostatni czy pierwszy? Stoją na równi wobec wieczności, a ich role przenikają się wzajemnie...


    * * *

    Człowiek z natury jest twardy, zdecydowany na przetrwanie. Mimo wielu przeszkód, którymi nierzadko okazują się być inni ludzie, człowiek jest przekonany w swym uporze. Miernikiem człowieka jest czyn. Zło czyni człowiek zły, dobry człowiek czyni dobro. A jeśli człowiek nie czyni nic? To co z takim człowiekiem? Jest dobry czy jest zły? Czy nicość zawiera się w tych dwóch kategoriach? Załóżmy, że białe jest dobro, a czarne zło. Czy wówczas szare byłoby nic? A Czy niezłomny charakter ukształtowany chęcią przetrwania stanowi o dobru czy o złu? Gdy człowiek jest neutralny, to znaczy że nie ingeruje ani w dobro ani w zło, lub inaczej że zezwala jednocześnie na obydwa(przymyka oczy i widzi szarość). Jednak zło samo w sobie jest złe i ten kto na nie zezwala, działa wbrew dobru. Więc czy neutralny znaczy zły, chociaż nie czyni nic?

    Jerzy stał niepewnie na dachu dziesięciopiętrowego galeriowca, lęk wysokości przymykał mu oczy, widział szarość. Jego rozmyślania rozbijały się o niespójności, krążyły gdzieś wokół sedna sprawy, wielkiej tajemnicy i życiowej zagadki, z którą ludzkość od tak dawna się boryka. Gdy Jerzy stanie się już nicością, odchodząc z tego świata w zapomnienie, nie będą mu więcej potrzebne tezy, które przed sobą stawiał jak i doświadczenia, których się dopuszczał.
    Spojrzał w dół i zakręciło mu się w głowie. Cofnął się i przysiadł. "Czemu ja właściwie to robię, czy to konieczne? Czy stanę się wreszcie neutralny? Czy martwi są niczym? Czy po śmierci nic więcej się już nie wydarzy?". Doszedł jednak do wniosku, że jego samobójstwo nie pozostanie bez skazy na psychice ludzi, których do tej pory spotkał, z którymi zdążył zaprzyjaźnić się bądź skłócić. Nie można być skrajnie
    i bezwzględnie neutralnym. Nie można stanąć poza przeklętym kręgiem dobra i zła, nawet będąc martwym. Martwy nie oznacza żaden. Niekiedy żywy jest bardziej martwy niż martwy. Odczuwał naprzemian ciepło i zimno jakby walczyło w nim dobro ze złem. Jego stalowo blada twarz ustąpiła potom wydostającym się na zmarszczone czoło. Serce łomotało mu niepokojąco. Osunął się na kolana. Rozwarł szeroko oczy i spojrzał na wijącą się w cyklicznej rotacji panoramę miasta. Rzeka wciąż czołgała się ślamazarnie pod mostem, po którym wściekle przemykały samochody. Drzewa łapczywie pięły się ku górze, kołysząc się i gnąc na podrygi wiatru. Motorniczy toczyli swoje pozbawione lekkości tramwaje z pętli na pętlę. Taksówkarze jak zwykle wymuszali pierwszeństwo, trąbiąc z byle powodu i gnając na łeb na szyję. Tiry znaczyły rozgrzany asfalt koleinami. Zaczajeni policjanci zatrzymywali losowo kierowców. Starsze panie przechadzały się drętwo z wnuczkami i psami po parkowych alejkach. Dzieci z ciężkimi tornistrami wracały mozolnie ze szkoły. Ich mamy taszczyły napchane zakupami torby. Tylko Jerzy przyglądał się temu wszystkiemu z góry, obojętnie, nie chciał już uczestniczyć w tym przedstawieniu, dla niego kurtyna opadła bezpowrotnie. Tu, gdzie w każdym umyśle codziennie na nowo rozpoczyna się walka o przetrwanie, pogoń właściwie to nie wiadomo za czym. Jerzy nie chciał już więcej walczyć. Ale kto wie ilu takich Jerzych skrywał na swoich dachach ezoteryczny Wrocław...
    Cichymi krokami zbliżał się zachód słońca, rdza pokrywała powoli stalowoszare niebo. Szkoda czasu, śmierć nie lubi jak się z nią igra. Im prędzej skoczysz, tym prędzej spadniesz. Jak sobie skoczysz, tak się połamiesz. Im głośniej krzykniesz, tym głośniej westchną. Wypowiadał te słowa cicho, podkreślając ich komizm. Zaśmiał się nieznacznie. W chwilę potem przeraził go nieco fakt rozkwaszonej papki u stóp osiedlowego bloku. Pocieszył się myślą, że w trakcie spadania umrze ze strachu na zawał serca. A wysokość dziesięciu pięter z pewnością spełni swoje zadanie. "Pożegnaj się z ciałem, nie będzie ci już więcej potrzebne". Jerzy podniósł się powoli i pewnie, jakby zebrał na nowo siły. Stanął u progu dachu. Nie zaprzątał sobie teraz głowy młodszym bratem, który wykazywał problemy wychowawcze w szkole, objawiające się wagarowaniem i nieustającymi bójkami z uczniami starszych klas. Tym bardziej nie obchodził go ojciec, dzięki któremu ma zaszczyt tu teraz kwitnąć, a który odszedł od nich dawno temu i płaci teraz alimenty. Matka, jedynie jej było żal Jerzemu. Zawsze mu powtarzała, że jest dla niego jedyną nadzieją. że gdyby nie on, to jej by już dawno nie było. Ale teraz jest już za późno. Jerzy zdecydowany i pewny siebie ostatecznie przystępuje do krańca swojej egzystencji. Szkoda, że nie ma z nim matki, gdyby skoczyli razem, nie musieliby się już niczym przejmować, o nic troszczyć. Matka nie wstydziłaby się już za buntowniczo nastawionego względem edukacji syna, nie płaciłaby więcej rosnących z roku na rok podatków, rachunków za prąd, gaz i telefon, nie musiałaby znosić upokorzeń w pracy. Tak, pewno spodobałaby się jej propozycja wspólnego samobójstwa, ale w ostateczności jej instynkty wzięłyby górę i zostałaby na stabilnym gruncie żywych.
    - Cześć co robisz? – Jerzy usłyszał zza pleców nieznajomy, dziewczęcy głos. Zastanawiało go kto przy zdrowych zmysłach urządza sobie popołudniowe spacery po dachach wieżowców. Postanowił jednak zachować zimną krew (która niebawem już na zawsze taka pozostanie) i odpowiedział:
    - Właśnie staram się popełnić samobójstwo, a co nie widać?
    Dziewczyna wybuchła tubalnym śmiechem, co go nieco zbiło z tropu, w swoim krótkim życiu nasłuchał się już wielu śmiechów, ale tak donośnego nie słyszał nawet od swego dziadka, gdy podczas niedzielnych odwiedzin opowiadał mu o swojej burzliwej młodości. Zrobiło mu się niezręcznie. Czyżby nie wyglądał wystarczająco tragicznie?
    - Z czego się śmiejesz? Czy nikomu już nie wolno w spokoju odejść z tego świata?
    - Zabawnie wyglądasz z tymi swoimi ugiętymi nogami, jakbyś chciał a nie mógł…- Zarechotała gromko wskazując palcem na drgające kolana Jerzego.

    A jeśli miałby tak spadać w nieskończoność? Jeśli znieruchomieje a panorama miasta nadal będzie się wiła w uporządkowanym, synchronicznym bólu istnienia. Natomiast tajemnicza dziewczyna spoglądałaby z góry i może nawet śmiałaby się z niego do rozpuku tym swoim tubalnym śmiechem. Widziałby przez okna co skrywają mieszkania wieżowca po zmroku. Kłótnie małżonków, śmierć staruszka, śpiące słodko dzieci, kolacje idealnych związków. Może nawet ujrzałby wszystkie problemy i troski każdego człowieka z osobna? Spadając tak w bezruchu widziałby z pewnością co owa tajemnicza dziewczyna skrywa pod spódnicą.
    - A ty, co tu właściwie robisz? – Spytał po chwili milczenia schodząc z niebezpiecznego, betonowego progu.
    - Ja przychodzę tu często, to moje miejsce od lat, stąd najpiękniej widać zachody słońca. – Odpowiedziała nie skąpiąc tajemniczego, subtelnego uśmiechu.
    - O jakie to romantyczne! – Zakpił Jerzy, w myślach dodając: „remis 1-1.” – Więc przepraszam, że wtargnąłem na twoje terytorium i odwróciłem twoją uwagę od słońca, narobiłem zachodu z byle powodu, już zaraz mnie nie ma, muszę spadać, bo śmierć nie lubi czekać…
    - Nie przeszkadzaj sobie, twoja osoba wcale nie robi na mnie wrażenia. Wydajesz mi się nawet przezroczysty, co pozwala mi w pełni rozkoszować się zachodem słońca, który dzisiaj jest wyjątkowo niespotykany. – „2:1 dla mnie.” – Co do śmierci, to faktycznie, nie lubi czekać, więc tym bardziej się denerwuje gdy utwierdzamy ją w tej postawie niecierpliwości, a swoją drogą to czemu tak ci do niej śpieszno? Zawód miłosny? Problemy rodzinne? Samotność? Nuda?
    - Zapomniałaś dodać „Nieuleczalna choroba? Bezsens ludzkiego istnienia? I tak dalej, i tak dalej...I tak byś nie zrozumiała.
    - Pewno geniuszu, ktoś zakochany w zachodach słońca, nad wyraz jest próżny i kiczowaty, aby zrozumieć motyw samobójstwa sympatycznego chłopaka, któremu widocznie brak wiary w siebie…
    Po tych słowach nieznajomej Jerzy poczuł niezrozumiałą żałość, wzrok mu zmętniał, a gorycz zdławiła mu gardło. Przełknął ślinę mówiąc z trudem:
    - Problemem są inni ludzie.
    - Nie pozbędziesz się problemu, na zawsze uciekając od problemu.
    - Skąd ta pewność, przecież nigdy nie popełniłaś samobójstwa.
    - Ale nie raz uciekałam bezpowrotnie od problemów.
    - Po śmierci żaden problem już mnie nie dogoni.
    - Tego nie możesz być pewny, a może to właśnie twoja śmierć okaże się nowym problemem?


    Dziś Jerzy ma sześćdziesiąt trzy lata, siedząc na taborecie w świetlicy zakładu psychiatrycznego, przy ściszonym odbiorniku i głuchych krzykach docierających z sąsiedniego oddziału, powraca pamięcią do tej chwili, gdy w wieku 19 lat stanął u progu dachu wieżowca. Przypomina sobie jak Maria odwiodła go od samobójczej próby, jak potem rozmawiali długo aż czarny mrok podziurawiły blade gwiazdy. Jak tego samego wieczora ponownie stanął u progu (tym razem szaleństwa) kochając się z nią płomiennie i zapamiętale, bez jakichkolwiek zahamowań i zabezpieczeń, na tym samym dachu, który dla nich obojga stał się tamtej nocy symbolem spełnienia wszelkich ukrytych pragnień bliskości. Stał się miejscem wyjątkowym, bowiem przez sześć miesięcy z rzędu spędzali tam ze sobą każdy możliwy zachód słońca, aż do zapadnięcia zmroku. Jeden raz na sprzeczkach w pełnym śmiechu, innym razem na melancholijnych wspomnieniach tej wyjątkowej, pierwszej nocy, a kiedy indziej znów w ciszy, bez zbędnych słów, wtuleni w siebie mocno. Nigdy nie zapomnieli wziąć ze sobą dużego, ciepłego koca, na którym mogli usiąść i którym otulali się szczelnie, gdy słońce nikło za horyzontem. Przez kolejne dwa miesiące Jerzy zawsze był przy Marii, starając się spełnić każdą zachciankę kobiety w ciąży, bo ten dzień, w którym się poznali, okazał się najbardziej płodnym dniem ich wspólnego pożycia. Podczas porodu Marię zabrała śmierć. Jednak zdążyła jeszcze przed odejściem tchnąć iskrę życia w narodzoną córeczkę. Dano jej na imię Natalia. Jerzy pokochał ją wręcz niezdrowo i ekstatycznie. Swoje ojcowskie powinności wypełniał z niemożliwym wręcz fanatyzmem i gorliwością. Gdy córka była już w kwiecie wieku, odwróciła się od niego, widząc w nim jedynie prześladującego psychopatę i obarczając go winą za śmierć matki. Finałem życiowej drogi Jerzego stał się szpital psychiatryczny, Natalia jeszcze ani razu nie złożyła wizyty ojcu. Jerzy doszedł do wniosku, że swoją niespełnioną śmiercią zapłacił za niedokończone życie Marii. Do dziś opowiada tą samą, niezmienną historię, historię poznania Marii.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...