Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Tera

.anorakofobia.

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • Nos. Podążający wgłąb czerwony punkt. Kreska, po prostu długa jaskrawa linia. Koniec? Monumentalizm, dziwny odcień czerni, falujące czarne chmury. Setki, tysiące, miliony myśli. Gdzie podział się obiecywany spokój? Ląd, tak piękny, owocny, krajobraz, linia brzegowa, kamienie, woda, owoce, drzewa, roślinność, zwierzęta, potwory. Wszystko jak najzupełniej normalne, pochłonięte błękitem. Stercze przed gniewem, takim osobliwym, bardzo personalnym, nie wyidealizowanym, ale jakże wszechogarniającym. Tutaj jest dobrze, jak w domu, tym takim prawdziwym, dopiero co znalezionym. Można uczyć się pokory, uczyć się wrażeń, chorować na tego przyziemnego i metafizycznego raka. Załóż nieprzemakalne ideały, ubierz sie w cnoty którymi gardzisz, poczuj siłe, uzależnienie... to najpiękniejsze. Czymże bowiem jest człowiek jak nie alkoholikiem, narkomanem, człowiek jest uzależniony od wszystkiego, nie jest w stanie żyć bez pragnień. Głeboka myśl. Powietrze, sen, jedzenie, miłość, nienawiść, bezpieczeństwo, trwoga. Ha, należałoby ciało i jaźń podzielić na części. Biomasa, organizm ewoluujący w nieznanym i niezdrowym kierunku oraz myśl, jednorodna czy chaotyczna, dzisiaj i teraz to juz nie ma znaczenia.

    Człowiek od lat pragnął sie odużać, dzikie hordy wojowników, spazm podczas stosunków, plemiona, których bóg niby stwórca, kreator jednak jak najbardziejć ćpun. Co mogliby robić jak nie szukać nowych roślin, które możnaby w coś zbić i podpalić ogniem tak gorącym jak pożądanie nietrzeźwości w ich umysłach. Czymże bowiem jest fajka pokoju, mity o dostatku, niechemiczny róg obfitość. Wymieniać dalej? Atropina z wilczej jagody, ołów, węglowodory, medytacja, wysoka gorączka, długotrwała samotność, beznyna lub choćby zwykłe odwodnienie organizmu. Spokój, przymierze, marzenia i dostatek najłatwiej zdobyć, tudzież osiągnąć kiedy nasz umysł nie jest kierowany rozsądkiem, nasze działania owym umysłem a efekty naszymi działaniami. Chwilowa euforia. Apropo piękna nazwa, ta euforia. Ale człowiek tak naprawdę żyje jedynie chwilami, jest ślepy na przyszłość. Jeśli spojrzysz sobie prosto w oczy, w kalendarz twojego uciekającego czasu zrozumiesz, że owa jednostka z wielką szybkością lata wokół twojej dupy.

    Narzucam myśl, nie pierwszy i nie ostatni raz, mógłbym ją narzucać każdemu. Wystarczą piękne słowa i wygląd. Teraz mógłbym zapuścić wąsy i sczesać włosy na bok. Jestem Hitlerem. Każdy by chciał, nie jestem wyjątkiem, ale każdy narzucałby co innego. Ja narzuciłbym całodobowe odużanie. Ubrałbym się w biały szlafrok i prowadził badania, niezliczoną liczbe eksperymentów. Taka mała wizja, samobójstwo z euforii, brak oddechu, ból klatki piersiowej spowodowany śmiechem, pęknięcie żeber, przebicie płuca, zaduszenie, krwotok, śmierć. Matka rodząca dziecko pod wpływem LSD, ojciec płodzący córke odużony klejem, biskup chrzący je ledwo wymawiając przysięge po narkotykowym letargu, okres dorastania przeciągnięty o doświadczenia walki z nałogiem. Patologia rodziców, ból, wstręt. Ale tylko mój, inni byliby tacy sami, dla nich byłaby to norma taka sama jak życie tak zabawnie podyktowane dogmatami szaleńca. Nie byłoby mi przykro, nie wzruszyłbym się.
    Chyba jestem złym człowiekiem.

    Wracam na wyspe, tą z wielką skarpą i pięknym lazurowym wybrzeżem, domem równie pięknych ptaków chyba jako jedynych zdrowo egzystujacych w tym miejscu.

    Na niedużym drzewie jest balkon, taki zwyczajny, miejsce w którym najcześciej wiesza się pranie, stawia rower, obserwuje ludzi i odpoczywa w parne lato, balkon zamykany zimą, kiedy już nikogo nie obchodzą przechodnie, bójki na ulicach, kradzieże rowerów. Jest zimno i nikt nie chce marnować pieniądzy na leki. Wracając do tematu, nie starczy na alkohol i narkotyki, tylko szczęśliwi starzy ludzie bujajacy się na swoich drewnianych kołyszących się fotelach, trzymając się za ręce, spedzając czas na rozwiązywaniu krzyżówek, jedzeniu posiłków, tylko tych zdrowych, i oglądaniu telewizji wydając swoje emerytury na chleb. Reszta? Pominięta. Za balkonem, mieszkanie, ciepłe, przytulne, okryte ciepłem pozornych uczuć rodzicielskich, małżeńskich i religijnych. Bogobojni kłamcy. Oszuści. Małżonek, ojciec, kochanek, narkoman (czy ktoś uwarza że się czepiam?) siedzi w fotelu, czyta gazete, wierutne bzdurny, jednak nie byłby człowiekiem gdyby nie był od czegoś uzależniony, w jego przypadku, co jest już tak typowe, życie czyimś życiem. Matka, żona, kochanka, narkomanka gotuje w kuchni. Wygląda na zmęczoną, posiniaczoną przez rutynowe życie, życie będące jej wyborem. Przez okna można dostrzec wiele, jedno jest jak szklane oko, dwa jak zwierciadło duszy. Totalne zdezorientowanie i ignoracja.

    "Wiem, że jest to bardzo płytkie, trudno jest powiedzieć to co czuje. To że klękam na kolanach, jest zwyczajem, ale uwierz kochanie, tylko tak moge pokazać jak dla mnie jesteś ważna. Kocham cie i chce spedzieć z tobą całe życie, w wierności, dostatku i szczęściu. Jesteś jedyną kobietą mojego życia. Nie umiem powiedzieć nic więcej... wyjdziesz za mnie?"
    Jedyna kobieta, której się oświadczasz, gdybyś oświadczył się kochance już by nią nie była.
    Żadna ze stron nie pamięta przysięgi, syn nie pamięta jak wiele zawdzięcza rodzicom. Kobieta myśli o dzieciach i przyprawach, które mogłaby dodatkowo wsypać do gotowanej zupy. Mężczyzna myśli o swojej pierwszej miłości i nagich kobietach. Niepoprawnie czycha na moment kiedy zostanie sam w domu, opuści spodnie i zmasturbuje sie przy chowanym przed żona pod łóżkiem pismem erotycznym. Syn w duszy, jakże spleśniałej i zgniłej śmieje się z rodziców, kpi z ich naiwności, kłamstw jakimi ich karmi. Matka daje mu swoją matczyną miłość i obiad, on je z apetytem zjada a potem zwraca jak drwinny którymi żyje każda komórka jego ciała.

    Ten dom sypia w atmosferze zdrady, kłamstw, ułudy czy też obłudy. Kiedy gaśnie ostatnia lampa, w momencie kiedy oczy przyzwyczajają się do ciemności a zza ścian dobiegają odgłosy kładących się właśnie do łóżka sąsiadów korniki ich spaczonych umysłów wychodzą każdym otworem ich ciała, przegryzają się przez maske i skórzane kombinezony. Każdy człowiek cierpi na anorakofobie.

    Teraz oni nie są juz rodziną, są pasożytami które w ciszy i spokoju powoli odgryzają każdą kończyne i wyssaną z krwi wkręcają spowrotem w ciało. Ten dom jest zepsuty jak jabłko wyrzucone na trawnik, gnije w samotności, staje się nieprzyjemnie żółte, cuchnie i już nikt go nie chce. Nikt nie pamięta jak kiedyś zostało rzucony ponad wsystkie satelity. To jest ten czas, ta chwila kiedy żałujesz momentu kiedy mogłeś je zjeść. Wiesz, że to jest twój dom, to jest dom każdego z nas. Czy teraz bezdomni zamienią się z nami miejscami?
    Blok się zawala, zresztą tak jak wszystko co kiedyś powstało. Balkon zostaje, nie tylko ten, zostaje z nim mieszkanie, dom sąsiadów i domy ich sąsiadów. Na nich jeszcze nie nadszedł czas, nie wyjedli bowiem wszystkiego, jeszcze nie widać nawet kości. Wykałaczką wydłubują sobie z zębów kawałki przeżutej świadomości i oblizują je na nowo. Może coś zostało. Nie można niczego zmarnować.

    Bezpośrednio po drugiej stronie wyspy znajduje się wyblakłe z barwy, krwiste pole. Z czarnym niebem, jedną ze sfer tego błękitnego. Czarne jest na samym dole, najbliżej ziemi i najbliżej wystawionych w górę rąk. Kiedy osiągasz coś naprawdę satysfakcjonującego nie dażysz dalej i pozostajesz przy tym co masz nie zastanawiając się co leży wyrzej. Oczywiście tak nie jest, każdy jest snobem i każdy chce czegoś więcej. Tutaj wszystko jest proste i łatwo osiągalne. Ostatnią sfere stanowi bowiem takie samo, czarne niebo. To miejesce żyje jedną z najmądrzejszych zasad. Koniec jest początkiem a początek końcem. To tak jak z reinkarnacją. Piękną aspektem tej wysublimowanej podróży dusz jest niewiedza innych ludzi. Możesz wmawiać sobie, że kiedyś byłeś kimś ważnym, w poprzednim wcieleniu, byłeś oczytanym, inteligętnym, szarmanckim, romantycznym, kreatywnym i przestrzennym człowiekiem. Teraz jesteś nikim. Przyjmując, że w chwili kiedy to rozwarzasz jesteś na samym końcu, wkońcu dojdziesz do wniosku, że na początku również byłeś nikim. Gdyby jednak okazało się że twoja osobowa nicość jest środkiem między początkiem i końcem, okazałoby się, że nie możesz być wielkim człowiekiem skoro nie uczysz się, lecz jedynie znowu spadasz w dół. Nawet wtedy, na wymarzonym środku drogi mimo pięknego wnętrza i skorupy byłeś nikim. A co jeśli zawsze byłeś kimś, że nicość jest ci obca, kompletnie nieznana. Urzywasz swojej inteligencji, intuicji, bogatego doświadczenie zdajesz sobie sprawę, że skoro nie byłeś nikim, masz jeszcze szanse nim zostać.

    Poniżej czarnego nieba i powyżej krwistej ziemi, a dokładniej bezpośrednio na niej ogromna liczba nisko ściętego zboża. Kłosy zostały zebrane, już jakiś czas temu, zostawiły na pastwe szaleństwa swoje korzenie, które z perspektywy trzecich roślin wyglądają na kikuty, jak ogromna plantacja zepsutych protez. W zasadzie oprócz złamanych kawałków zboża wystających z ziemi nie ma tu nic. Metaliczny posmak powietrza, taki jak u dentysty kiedy wchodzi się do gabinetu czując zapach sterylizacji doktorskich sztućcy. Bezsensowność tego miejsca uderza, metaforyka zatruwa a trafność zabija. Czym jest zboże, a czym jest człowiek? Czym jest niebieskie a czym czarno niebo? Czym jest początek a czym koniec? Czemu kikut zboża ma nad sobą koniec, przecież nie jest w stanie czuć dowartościowania swoimi osiągnięciami. Kurwa, czy już tylko kiedy jesteśmy martwi potrafimy docenić to co mamy?

    Uwaga, uwaga. Jestem Jimmem Morrisonem. Już to ktos powiedział. Mam go gdzieś. Rosną mi włosy, tak długo je zapuszczam. Końcówki zaczynają sie kręcić. Od dziecka chciałem wiedzieć jak to jest kiedy włosy wchodzą mi do oczu. Zawsze też chciałem je zgarniać za uszy, to świetne uczucie. Myśle, że nawet gdybym obciął się na łyso, no na przykład gdybym miał nowotwór, poprosiłbym lekarzy, żeby zostawili te długie włosy przy uszach, żebym mógł się nimi bawić. Chociaż tyle zabawy chciałbym zachować na starość. Dready już nie są modne. Po punkach i innych odmieńcach zrobił je sobie student politechniki zasuwajacy w dresikach. Zrobił sobie dredy na dwudzieste urodziny, tak dla żartu i tak na pamiątke. Przez niego teraz wszyscy chcą mieć posklejane włosy, nawet moja kobieta. A ja nie chce, pragne długich, niemytych, tłustych włosów, takich jakie miał Jimm Morrison, on jest w kanonach. Ja też chce. Nie będę ćpał ani pił tak jak on. Nie zapadne w psychoze i będę pomagał niewidomym przechodzić przez ulice. Rodzice będą stawiali mnie za wzór swoim dzieciom. One będą tego słuchały. Potem strzele sobie w łeb podczas samogwałtu i rodzice wszystkich dzieci na całym świecie zetną im włosy.

    A jak by to było mieć włosy aż do ziemi, najdłuższe na świecie. Jedynym przykrym doświadczeniem, byłoby mycie ich. Ale jestem pomysłowy, zamieszkałbym na wybrzeżu i mył je w morzu. Pewnie żadna kobieta by już mnie nie chciała. Żadna strata. Byłbym ciekawostką, robiliby mi zdjęcia, sesje fotograficzne do znanych gazet. Plagiaty Johna Lenona i Joko Ono, ja byłbym Johnem a moje włosy jego kobietą, farbnąłbym je na kolor skóry i juz nikt by się nie poznał. Miałbym za to pieniądza, więc mógłbym korzystać z płatnej miłości. Pewnie by to nie godziło mojej dumy bo skoro zapuściłbym tak włosy byłbym niesamowitym idiotą. Nie staram się nikogo obrażać, szanuje odmienność. Rozdwój sobie język i wytatuuj zielone łuski na ciele. Będziesz jaszczurką. Nawet gdybyś był kompletnym debilem w swoim mieście byłbyś sławniejszy od człowieka, który ostatniej zimy uratował małe dziecko topiące się w przeremblu. Byłbyś wiejskim potworem z Loch Ness a restauracja, w której jesteś kelnerem stałaby się swoistym muzeum. Ale zostało ci to zabronione. Papież nie wpuści cie do nieba, przekroiłeś sobie na pół język więc juz nie jesteś stworzeniem bożym. A wszystkie młode baranki wygryzają się z mięciutkiej wełny na twój widok. Ogon ci nie odrośnie. Czy wiesz, że oszukujesz?

    Ekhm, czerwona jaskrawa linia przeinacza się w kolor zgniłej zieleni. Wystrzelona, z tego destrukcyjnego miejsca, świetlna wiązka podąża spowrotem do swojego źródła. Tak jakby baterie jej generatora się zużyły. Barwa blednieje, intensywność opada i wszystko co się wzbiło musi wkońcu upaść. Znowu kształt nosa. Ciężkie powieki. Nic nie mają ochoty się otwierać i podnosić. Ale cały organizm jeszcze chce pozostać w tym stanie.
    Myśl się rozpala, żyje swoim własnym życiem. Wypuszcza z głębi umysłu kolejną jaskrawą czerwoną linie, która tym razem szybuje poprzez arabskie pustynie, oceany, wzniesienia, okrązą świat i wbija się w oko kamiennego posągu stojącego pośrodku światyni śmiertelności. Jak od pryzmatu odbija się na boki rozświetlając całe pomieszczenie. Otwierają się komnaty, zapadnie i ramiona modlącego się, antycznego społeczeństwa. Rozrzucają pieniądze każdej waluty pod kamienny posąg. Z komnaty obok rozgległa się fala krzyku. Promień jeszcze raz odbił się od zaniedbanego lustra zwisającego z sufitu i przeleciał boczną nawe światyni w poprzek. Płonął tu człowiek. Wydał dolara w sklepie z antykami. Heretyk.
    Wiązka światła wraca. Bardzo szybko, powroty zawsze trwają krócej. Jestem już znużony. Otwieram oczy.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach


    Jedno co mi chodzi po głowie - te błędy to na serio czy taka kreacja podmiotu? Strasznie to pluje na wszystkie strony, aż się samo opluło, ech... Skandaliczny tekst. Plucie ma sens w małej ilości.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Tero, po raz trzeci zamieszczasz na naszym portalu to opowiadanie, czy różni się ono czymś od poprzedniego? zauważyłam jedynie brak ostatniego zdania "Koniec medytacji". Przykro mi ale tekst ląduje w koszu. Jego pierwszy i drugi egzemplarz są nadal dostępne w Archiwum.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio komentowane

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @Maja Cyman Podoba mi się ta słoneczna niewiasta, urodzone w bólach Słońce i świat jak piłka lekarska. W ogóle podobają mi się w przyrównania rzeczy ludzkich do boskich i kosmicznych, są właściwe. Pozdrawiam!   PS: Zaporożec, to ja sobie wyobraziłem Kozaka ślizgającego się po tej jezdni, ha ha :)
      • @Ast Voldur Pańskie żądanie świadczy że niepotrzebnie wysilałem się nad moim komentarzem... Więc tym razem bez komentarza. A studzienki ściekowe są tajemnicze...
      • Odwołała się Pani w jednym ze swoich komentarzy do związków partnerskich.Dobrze.Pójdźmy zatem tym tropem:)Załóżmy, iż idzie Pani po ulicy i widzi dwóch całujących się mężczyzn przy czym dłonie jednego z nich znajdują się na pośladkach drugiego.Czy w/w teoria i wewnętrzny głos powiedzą, Pani, że to nie homoseksualiści?Nie sądzę.Jak można wyprzeć oczywistość?Przecież to jest niemożliwe.To tak jakby powiedzieć, że zęby myje się mopem:)To tyle.Nie będę już ciągnął dłużej tej polemiki bo i mnie znużyła.Czekam jedynie na Pani odpowiedź(patrz.homoseksualiści).A tutaj jeszcze coś ode mnie na potwierdzenie moich racji:   2 minuta wystąpienia do 02:30 i określenie przemawiającego pasuje jak ulał do dwóch pierwszych wersów owego wiersza.Pozdrawiam.
      • @Silver @Waldemar_Talar_Talar @tetu Dziękuję. :-)     Także pomiędzy religiami.   Czas i miejsce:   Ustawiono tam teraz także światła na przejściu. Pozdrawiam.  
      • Wchodzi do autobusu jegomość lat około 50, brzuch jak u świętego mikołaja i jeszcze trochę. Aldehydy zioną niemiłosiernie. Siada na przeciwko pięknej dwudziestoparolatki i przemawia jak Al Pacino i powoli z elokwencja godna Księcia. -Przepraszam bardzo czy ja mogę o coś Panią zapytać?  -tak -zaśpiewała dziewczyna -Czy może oglądała Pani wczoraj wybory miss w telewizji ? -nie, nie oglądałam -a to szkoda  -dlaczego?  -przepraszam czy ja Pani nie zanudzam? -nie, nie -bo  widzi pani, moim zdaniem gdyby pani brała w nich udział, mooooim zdaniem. Pani..., 2-3 miejsce na pewno. -...
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności