Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'związek'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


Znaleziono 8 wyników

  1. Kròtka historia o miłości Powiedział - "jestem Krzysztof". Tak zaczyna się nasza historia Samo z siebie tak wyszło, że odparła mu "miło mi - Wiktoria". Potem razem usiedli na ławeczce w romantycznym parku. Wspólnie paluszki zjedli, wypijając w zadumie po browarku. Pogadali o życiu, o przeszłości, planach i pogodzie. I przy zgodnym serc biciu; tak zwyczajnie, zakochali się w sobie. Była to piękna miłość. Pełna wzruszeń, ciepła i nadziei. Wspólną widzieli przyszłość wierząc, że karma się nigdy nie zmieni. Ich wiara była ślepa Chłonęli dobro, ich świat był piękny, lecz cechą jest człowieka, że jest omylny i popełnia błędy. Pewnej przeklęte nocy nastąpił koniec, czar nagle prysnął. Krzysztof tak prosto w oczy wyznał Wiktorii, że przespał się z Izką. Zbędne stały się słowa Wzięła brzytwę i wybiegła cicho Nie ważne, że żałował i zarzekał, że naprawić chce wszystko. Tam gdzie się poznawali Na tej ławeczce w podmiejskim parku, Wśród pachnących konwalii Dwóch przechodniów odnalazło ją martwą.
  2. adamm1

    Świąteczne porządki

    Moja stara zapierdala i spogląda na mnie krzywo, kiedy siedzę na tapczanie popijając chłodne piwo. Nie poprosi mnie o pomoc, chociaż już nie daje rady. Zamiast biedna ulżyć sobie, woli powód mieć do zwady W pocie czoła zmywa kurze, pierze i prasuje spodnie. Ta dziewczyna robi wiele by móc potem mi wypomnieć To, że wszystko musi sama, a ja się opieprzam równo, że mam ręce obie lewe i zarabiam całe gówno, że mam siostrę ladacznicę, a mamusia to wywłoka. Każdy orgazm udawała i już wcale mnie nie kocha. Jeszcze teraz nic nie mówi, choć ciśnienie w niej narasta. Ja dopijam śmiało „Lecha” i otwieram sobie „Piasta”. W pełni już wyluzowany, proszę grzecznie swą kobietę: „Zosiu, moje ty kochanie, proszę podaj mi gazetę”. Ona sama nic nie powie, ja sam z siebie nie zapytam. Skoro żonie służy zdrowie niech zapierdziela kobita. W końcu już nie wytrzymała i posłała mi wiązankę. Ja – nie pozostałem dłużny – o podłogę stłukłem szklankę. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czyja w tej materii racja. Często w konfliktach rodzinnych winna jest komunikacja.
  3. Tomasz Kucina

    (18+) Dormitorium / Erotica 3

    W pościelijak w zamszu orchideiW satynachprzeciąga się dziewczynaKuszonaw poliestrowych tonachI marzyby ciało me przydarzyćW głąb jaśkaz motywem: madagaskarTu czule wydyma pierś koszulę W miękkościw prześwitach mdłej nagościGdy sunęw baroku drążąc tunelĆmi księżycw posągu ciał tajemnicAkt oczyzaskoczył przeuroczyNarzutatu srebrem lśni w pokutachI świecijej łono woskiem sieciGdy pragniesznim noc libido skradnie Oślinić arkady tej świątyniW poślizgijednoczą ciał umizgiWaginaw rozmaryn się nadymaW woalachrewiry płatów ciałaW tej orgiibaldachim muska wargiMży spokójw czeluści mgieł szlafrokuTu storaprzysłania twarz AmoraAmarantme oczy szałem kalaZasłonawstydliwa zapeszonaA onaomdlona w mych ramionachW akrylachtu łyska cudny brylantZerwanyz jej szyi całowanejTapetyszemrają jak sonetyI w maziich sztanc ryt w poszwy właziTu tremonawiedza dzika przemocI w różuna łożu pośród kurzuTak brodzijej ciało i uwodzi
  4. Tomasz Kucina

    Pamiętasz

    Pamiętasz, jak wiosną na łące tarzały się z Nami kaczeńce? Z liści bobkowych robiłaś okłady me rany krzyczały w podzięce. Gdzieś wargi Nam drżały, motyle fruwały, i w liście bobkowe otulić się chciało, me serce. Tam zefir muskał Twe lico rumiane skrzydła rozwarła biedronka, ów zapach zielska i morska barwa Twych oczu zmysłów upojna nagonka. W mych oczach się lęgły pąki róż muzyka zagrała w Twych tonach, gdy nozdrza zakleił aromat i kurz zagrałem zapachem w hormonach. W wibracje wprawione ziela w Twej dłoni w splocie szalonych uścisków, zazdrosne jaskółki, ciała w agonii, wypręża świadomość rozbłysku. Byliśmy wtuleni, w objęciach zieleni ściskałem Twoje kolana, A Ty się wiłaś, dyszałaś z rozkoszy... Wołałaś do mnie... Szaman! --
  5. Tomasz Kucina

    Damie z gronostajem

    humani - humani... to wszystko dla Pani Petrarka Cellini Da Vinci El Greco... poezje liryczne Zbiory Canzoniere po nocach pisane Sonety do Laury i rzeźby złocone ukute na czyny Cellini w mozole Żywota własnego do Pani się ślini Rzym Paryż i Madryt sekrety w mimice lica Mony Lizy i wąsik łasiczki obrazy Kobieto pochłaniasz łapczywie wzrokiem fanatyczki Orgaza & Pogrzeb hrabiego El Greco humani - humani... Lescot wyuzdany fasada Luwru jakże Panią dręczy Zamek Wawelski Franciszek Florentczyk Madonna Sykstyńska z mocy Rafaela która na Panią oczyma spoziera aż cera Pani kraśnieje spod pudru czyżby renesans Panią onieśmielał? a jeszcze dalej Straż nocna Rembrandta opada na dół rzęs gęstych firanka tu ciało zmarłe się nagle otwiera to będzie Lekcja anatomii teraz humani - humani... Rubens lgnie do Damy Sądem Parysa Krajobrazem z tęczą nie śmiem już dalej Pani Cię zadręczać skręćmy tu obok jest zaraz kafejka a w niej portrety samego Van Dycka [czyt. deika] – przypis – humani – neologizm; hum z ang. szum, warkot, gwar, buczenie Ania – imię. W znaczeniu: bucząca Anna, rozgniewana, apodyktyczna, głośna kobieta o imieniu Anna. Znajomość z „realu”.
  6. Anioła Twarz Autor : Robert John .... pragnę pewnej nocy aby ..... kiedy zamknę oczy ..kiedy odpłynę łodzią drewnianą w daleki rejs snu by tam była Jej twarz która zapamiętam .... Pokocham i przeszukam cały Świat w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia Przeznaczenia i Miłości !.!.!. bo warto przeżyć cale Życie szukając tej jedynej ...aby być naprawdę szczęśliwym choćby przez jedna minutę... Tak krotko a Tym samym tak długo ... Bo to co Piękne jest szybko się kończy a Miłość To najpiękniejsze uczucie i najcudowniejszy powód do Życia ....
  7. Deonix_

    Niepewność

    nietrzeźwo wyglądasz spełnienia zza pagórków falistej linii wdzięku które się zbiegły w horyzont pozbawiony turgoru pewnie czujesz w ustach niewygolone kępki włosów a mnie na przemian biel i czerwień barwią skórę na policzkach myślę czy uciec czy zostać gdy z dreszczem wyjdziesz z anapireksji
  8. Napisane dla kogoś jako prezent na walentynki, ale w związku z tym, że sprawa się rozmyła i rozeszła po kościach to wstawiam ten twór tutaj. Krótkie, ale może kiedyś wykiełkuje z tego coś sensowniejszego. Nie jest to romans aczkolwiek końcówkę uważam za odrobinę ckliwą. _ Kocie kroki dochodziły pustym echem z wysokiej szafy chowającej się przed wschodem słońca. Nastąpiły się wszystkie emocje, powoli spełzły.Nie istniało miejsce, które uchroniłoby przed nadejściem bezlitosnego dnia, ani okrutnej godziny siódmej rano. Teraz nadszedł czas pustki, która wzbudza poniekąd kolejne odczucia. Niedospany jeszcze sen powoli spływa z powiek wraz z frustracją ciągnących się przed nim, czy za nim w nieskończoność niedokończonych i niezałatwionych spraw. Niemy krzyk był tak cichy, że zdarł gardło, a w ostateczności zostawił w kompletnym niedorozwinięciu już na samym początku tego dnia, który to przecież powinien się zacząć, ale jak to.Stuk puk. Puk stuk. Toż poprzedni nie domknął drzwi, a one skrzypią. Przez szpare wlewa się trochę zachodzącego słońca, które chyli się ku powolnemu upadkowi i … bum! Pikpikpikpikipikii PIKIKIPIKI.PIK. Johann zerwał się z łóżka mocno wciągając powietrze nozdrzami. Uhonorowało go ostrym zapachem farby olejnej, w którą wdepnął zaraz tylko kiedy stopa dotknęła niedomytej, po wczorajszym artystycznym rwetesie podłogi. Cudownie rozpoczęty poranek zawierał jeszcze rozlaną kawę, deszcz uderzający w okna jak oszalały i brak przesyłki zamówionej dwa tygodnie temu. Kolejna nieprzespana noc i niemożność zaśnięcia w jakimkolwiek miejscu, pozycji czy czymkolwiek innym również nie pomagały w sprawnym zebraniu się do pracy. Plusem było małe mieszkanie znajdujace się zaraz obok miejsca pracy. Właśnie. Pracy.Szybki prysznic. Kolejna kawa. Nowe spodnie. Tamte do brudów. Buty. Nie, nie te, te drugie. Wzięty. Wypita. Ubrane. Dane. Włożone. Te drugie. ***-Hans zrobiłbyś coś w końcu z tym gruchotem. Wiesz ile to ma lat? Wiesz ile byśmy z ojcem dali, wtedy jak te plastikowe pudła były produkowane, aby jeździć chociażby mercedesem? Albo bmw, tak. Dobre samochody.- Skrzekliwy głos powoli wdrążał się w uszy Johanna. Należał do starszej kobiety, której usta zaciśnięte były bardziej od zmrożonych drzwi samochodu w najgorszą zimową pogodę. Tyle, że owa kobieta była w stanie je otworzyć. Taka siłaczka. -Lubię ten samochód. Ostatnio przemalowałem go na żółto.- mężczyzna, do którego zwróciła się staruszka był wysokim, smukłym blondynem o jasnych oczach, które wyrażały teraz jak największe znużenie ze względu na przymus kontynuowania tej rozmowy. Długie blond włosy opadały Johannowi na ramiona, wyglądały na zadbane, ale nie były też na przymus ułożone czy uklepane. Ot proste blond włosy. W pokoju panowała mętna atmosfera. Nawet kot, wcześniej wylegujący się na słońcu przeniósł się do pobliskiej kuchni, aby tam baraszkować w szafkach czy innych szparach. Starsza kobieta odstawiła kubek na szwedzki stolik dzielący ją od znacznie młodszego rozmówcy. Ten dźwięk wydawał się okropnie głośny przy królującej w pomieszczeniu ciszy. Jej siwe włosy były uziemione w sztywnym koku. Zaden wlos nie mial szansy się wydostać. Twarz kobiety, mimo wieku była zadbana. Zmarszczek było niewiele, a już te zaistniałe ukrywały się pod pudrem. Można było dostrzec pewne podobieństwo pomiędzy nią, a młodszym z rozmówców. Te same kości policzkowe, lekko zadarty nos i jasnoniebieskie oczy. -Nie w tym rzecz, Johann… martwimy się o Ciebie.-Och martwicie. To szybko się mama zorientowała, ze trzeba się martwić. Glos mężczyzny nie był jadowity. Ton był, rzecz jasna mocno sarkastyczny, ale nie wyrażał złości. Jedynie okropnie monotonną obojętnosci, która można było tez odnotować na smukłej twarzy. Nie trzeba być specjalnie bystrym aby zauważyć, że pomiędzy tą dwójką nie było, nie jest i raczej nie będzie dobrze. Mimo starań. Teraźniejszych czy przeszłych. -Chcielibyśmy z ojcem…-Właśnie, mamo.- blondyn przerwał jej, jak na siebie dość ostro.- „chcielibyśmy”. Dokladnie o tym zawsze mówię. Wy chcielibyście. Jezeli chcecie to przemeblujcie salon. Jeżeli chcecie kupcie pieska. Jeżeli chcecie kupcie inną kawę niż zazwyczaj. Jezeli chcecie pójdźcie do kościola. Jeżeli chcecie przeprowadźcie się. Świetnie, mozesz nawet do mnie zadzwonić i pochwalić się tym waszym bmw, czy czymkolwiek innym. Chętnie posłucham, ale nie interesuje mnie czego chcielibyście odnośnie mnie. Już się nachcieliście przez wiele lat mojego zycia i nie mam zamiaru do tego wracać. Wydawało mi się, ze rozdział jest zamknięty? Jezeli tylko to chciałaś mi powiedzieć…-Nie. Czekaj.- tym razem to ona mu przerwała. Wygięła swoje ciasno zaciśnięte usta w nieprzyjemnym grymasie- Ten Twój Sebastian…- Nie mój. Zacznijmy od tego. - Johann westchnął.- Powiedziałem już wszystko, co chciałem, a wydaje mi się, ze ty również to, co chcesz powiedzieć wiele razy już powtarzałaś.- blondyn wstał, nie zrobił tego gwałtownie, można było wyczuć wręcz lekkość w jego ruchach- Wiesz gdzie są drzwi.Kobieta wstała i bez słowa wymaszerowała z pokoju. Nie obdarzyła swego syna już ani jednym spojrzeniem. ***Sebastian był wściekły. Wściekły na siebie. Wsciekły na to, ze nie mógł nic zrobić. Wściekły na lekarza. Wściekły na sytuację. Nawet wsciekły na te kobiete, która właśnie przechodziła obok. Zgrzytnął zębami i przygryzł wnętrze policzka. Potrzebował wyładować swoją frustrację, ale nie chcial krzyczeć, mieć pretensji… nie chciał znowu skupiac się tylko na sobie. Było mu głupio. Co tylko jeszcze bardziej denerwowało. Nie chciał płakać, był na to za silny. Za męski. Płakanie to nie jego działka. On zniesie wszystko. W pracy powiedzą mu co ma zrobić, on to zrobi. Bez zbędnych wyborów, bez zbędnych problemów. Nie trzeba będzie myśleć, przezywać, rozkładać na czynniki pierwsze. Ale to… ludzie ubrani na czarno, rozkopywana ziemia w charakterystycznym prostokątnym kształcie. Zacisnął powieki kiedy zderzył się niespodziewanie z jakąś starszą kobietą. Przeprosił pospiesznie nie chcąc wyglądać na tak zdenerwowanego, jakim był. Spojrzał na staruszke. Coś go zakuło. -Nic się nie stało, to ja się zagapiłam- odparła mu swoim skrzekliwym głosem. Sebastiana nie interesował jej głos, nie zwracał uwagi na szczegóły mimo to wydawała mu się znajoma. Zwłaszcza z twarzy. Poza tym była starsza kobietą, to jeszcze bardziej bolało, a co za tym idzie denerwowało. Przypominało o niedawno odbytym pogrzebie. Bawarczyk wypuścił powietrze. -Co sądzisz o tym Trabancie? - zapytała kobieta nie odrywając od rozmówcy wzroku. Sebastian zamrugał.-Proszę?- zapytał siląc się na jak najmilszy ton, jaki był w stanie z siebie wykrzesać.-Co sądzisz o tym Trabancie.- powtórzyła niezrażona i przewiercała go spojrzeniem niebieskich oczu, które tak doskonale znał. Ale skąd?-Uh- wydusił z siebie na początku. Nie rozumiał. Pytanie kobiety nie miało najmniejszego sensu- Dlaczego Pani pyta? Chciałaby go Pani kupić? O ile wiem nie jest na sprzedaż…- w tym momencie w twarzy kobiety jakby coś zaskoczyło, Sebastian zmarszczył brwi. - Nie wolałbyś nowego samochodu?- staruszka zadała kolejne pytanie. Mimo podeszłego wieku emanowała dostojnością i taką pewnością siebie, że rozstrojony emocjonalnie Sebastian nie był w stanie zakończyć rozmowy i pójść dalej. Emocjonalnie. Sebastian. To było dla niego zbyt obce.-Wolałbym.- odpowiedział twardo zerkajac mimowolnie na saksońskiego trabanta. - Nawet mam, ale… to nie mój samochód, więc tez nie moja sprawa kto go chce i kto nim jeździ.- odpowiedział dość neutralnie chociaż ściskająca go od środka złość emanowała coraz bardziej. Czuł, że dłuzej już nie wytrzyma. To było gorsze niż potrzeba fizjologiczna. Bawarczyk nie mógł do niczego innego tego porównać, nigdy nie był aż tak bardzo rozstrojony emocjonalnie. A ta kobieta nalegała. Bezlitośnie pytala o nonsensowne rzeczy. -Aha, dziękuje.- odpowiedziała w końcu- przepraszam jeszcze raz i miłego dnia.Staruszka odeszła zostawiając zdezorientowanego mężczyznę na srodku chodnika z myślą o żółtym Trabancie. ***-Spotkałem dzisiaj kobietę- odezwał się krótkowłosy blondyn mrużąc ciemnoniebieskie oczy.- Starszą, taka wiesz. Elegancką.- powiedział wpatrujac się w stolik, który przeżył już z jakieś cztery przeprowadzki Johanna. -Tak? I co z nią?- Saksończyk nie był rozemocjonowany tą rozmową, ale był to u niego normalny stan rzeczy. Ton jego głosu ocierał się wręcz o znudzenie. Stał przy kuchennej szafce i czekał aż woda się zagotuje. Tez był dzisiaj jakiś nie swój. -Zapytała mnie o Twojego Trabanta. -O Trabanta? -Tak. O Trabanta. ***-Nie denerwują Cię te ciągle plamy z farb? -Denerwują. -Nic nie mówisz.-Wiem, Hans. Dużo rzeczy mnie denerwuje.-Na przykład?-Na przykład Twoja dziurawa skarpetka. -To czemu nie wyjdziesz i nie zaczniesz pytać ludzi o moje skarpetki? -Bo to twoje życie, a ja jestem jednym z Twoich wyborów, więc jakbym ich nie akceptował, podważałbym też siebie. -Skąd te przemyślenia.-Nie chce myśleć o innych sprawach. -Czyli to egoizm?-Wszyscy jesteśmy egoistami.-Tak, po trochu tak. Denerwuje mnie Twoje jodłowanie.-No i co? - To poranne.-Aha.-No. Okropnie. -Rozwiniesz to jakoś? -Nie. Bo jesteś jednym z moich wyborów, a ja nie podważam siebie.