Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'wojna' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 14 wyników

  1. Mówią wszyscy, że to gra królewska Ponoć w szachach ukrywa się bestia Głupcy się śmieją tonem obelżywym One do mnie przemówiły głosem żywym Szachownica skrywa przede mną sekret Pionki w tajemnicy podpisały dekret Niech tajemnice swoją mi wyjawia Ludzie w niewiedzy siedzą i się bawią W tych figurkach szumi krew Trzeba przystawić ucho i słuchać Serce ich bije - serce pompuje życie Szu-szu-szu, krew szumi, szumi krew Zbijam pionka, słyszę rozrywane mięso Zbijam figurę, słyszę krzyk z głębi trzewi Miażdżąc bierki łamie też kości twarde Chce złamać szachy, wycisnąć z nich prawdę! One powiedzą Ci prawdę życia ukrytą Obok króla sami głupcy siedzą Dwie wieże gotowe zaraz runąć Wojna prawdziwa nie ma zasad Stanęli przeciw sobie dwaj Królowie, Korona złota na obudwu głowie, Drewniane wojska po obu stronach Konie ruszają w srebrnych podkowach Najmniejsze pionki, w tym całym chaosie zbijają siebie, tylko po skosie. Gońce nie lubią się wzajemnie, więc drogi mają różne jasne lub ciemne. Hetmani spokojnie obok króla stoją Słysze jak pot z ich ciał spływa gdy się boją Wojna bez zniszczeń i straty w ludziach A jednak dostrzec można, że żyją i giną Prawdziwa wojna nie ma zasad Płoną twierdzę, wsie i miasta Ta gra to dla wielu zwykła zabawa Nie widzą prawdy ukrytej w szachach Wieże stały się jak nitki cienkie Hetmani ze strachu uciekli Królowie sami zostali z jednym okiem Konie bez siodeł ruszają w ogień Nikt nie słyszy jak się boją I jak ze strachu ciągle się modlą Wszyscy obawiają się szacha Tylko brat może pokonać brata Szach - cisza przed końcem Kurz i dym opadają pod słońcem Król drewniany miecz swój wyciąga Widzi jak kawaleria wroga nadciąga Król jest bezradny, czarni wygrali! Sprzątają po sobie pole walki Zaraz kolejna bitwa się zacznie A prawda kolejna na wieki się zamknię
  2. Mój Bracie po przeciwnej stronie, Synu wiem że we łzach toniesz, Ojcze odłóż zdjęcie dzieci, Wrogu już ich nie odwiedzisz. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, Ja biegnę dalej On już tu zostaje.
  3. Gdy wagon przyjeżdża czeka już , płaczący los. Pozostają puste walizki otwarte na Boże miłosierdzie. W łaźniach przyjezdni obmywają się z grzechów i trudów zmęczonego świata. Trzaska ogień w piecu iskrami wspomnień , uwalniając stracone dusze.
  4. Zawsze kochałem cię, kocham cię do dziś. Poznałem co to radość myślałem, że mam cel. To co dobre mnie wybrało, Myśli moje: jakże cudownie się stało. Czemu nie mogłem sobie z tym poradzić, Czemu musiałem być tym co sam siebie musiał zdradzić. To co zostało za tobą moim życia batem, Tylko ja i cichy szept który jest moim bratem. Zawsze kochałam cię i kocham do dziś. Walczyłeś dla mnie i czystego światła, Chciałeś tylko uleczyć rany zgniłego świata. Wiem, że całym sobą chciałeś to co ważne ocalić, Jednak gniew zdołał cię obalić. Zawsze kochałam cię i kochać zamierzam, Moje serce tylko tobie powierzam. Patrzę jak wyciągasz dłonie, Patrzę jak twój wzrok w mroku tonie. Teraz cierpisz katusze, Proszę zwróć mi naszą wspólną duszę. Zawsze kochałem cię i kocham do dziś. Mój duch hermetycznie zamknięty, Powłoka tylko - jestem przeklęty. Uwolnij mnie krzyczał prawdziwy wróg mój, Chodź do mnie, liczy się tylko podbój. Słyszę głosy, to mnie kontroluje, Coraz mniej twego nuta mi wtóruje. Zawsze kochałem cię, ale zrobiłem to co musiałem. Wiedziałaś, że musiałem rozpalić piekło w niebie, Wtedy sięgając wzrokiem potrzebowałem tak naprawdę tylko ciebie. Zawsze kochałam cię i kocham do dziś, Czemu nie zrobiłam tego to co trzeba? Czemu nie ruszyłam szlakiem w środek płonącego nieba? Rzuciłeś się w dzikie ostępy chaosu, Nie mogłam znieść takiego losu. Nigdy nie zrozumiem siebie, wystarczyło ująć twoją rękę, Teraz tak i ty, tak i ja cierpimy mękę. Twa złość objęła moje złamane serce, W roli byłam uwolnić cię w wiecznej udręce, Nie bacząc na innych reakcje czy zdumienia, Poświęcę się by przywrócić nasze marzenia. Przepraszam, zawsze kochałem cię. Przepraszam, zawsze kochałam cię. Przepraszam, że kocham cię do dziś. Przepraszam, że kocham cię do dziś. Ruszyłam do samej otchłani, Obiecuję, że będę tą co cię ocali. Spuść wzrok i odejdź póki możesz, Jestem już widmem, z pamięci mnie wymażesz. Zawsze kochałam cię i kocham do dziś. Zawsze kochałem cię i kocham do dziś.
  5. Dziwnie wygląda burza nad miastem Nie pasuje do neonów konkurencja piorunów Nie widać strachu w oczach ludzi Chowa się w głębi źrenic - antropologiczny, pierwotny, stłamszony wstydem Biją jednostajnie serca tłumów Jak stukanie obcasów na mokrym chodniku Furkoczą poły płaszczy jak tysiące ptasich skrzydeł poderwanych do lotu Tylko w ciemnej jaskini samochodu błyskają białka oczu Cień zawisł nad Warszawą Droga jawi się rzeką lśniącą i bezładną Wijącą się i głęboką, czarną wstęgą Przeciętą na pół białą granicą życia Bieleją kości na autostradzie Warczą silniki jak wilki Trzeba jechać, zdławić chwilową niepewność zatonąć w noc Bo na końcu drogi ktoś czeka, zabijając senność Wysoko rozciągają się dachy najeżone rzędem piorunochronów skrzą się deszczem, jak ogniem, niebo spłynęło krwią Ponad głowami filistrów rozgrywa się piekło Cywilizacyjno-naturalny odwieczny konflikt racji Dmą surmy klaksonów, dymią pochodnie kominów I tylko gdzieś w ciepłych trzewiach autobusu ktoś zdejmuje słuchawki i wsłuchuje się w grzmot Odmieniec - samotny w populacji ślepych ryb, co pływają po dnie Zwraca wzrok ku górze i wzdycha Ten ostatni z żołnierzy szczęśliwych na wojnie
  6. Verdun * Szli nie maszerując Niskie chmury nie kryją cienia Pocisku. Natłok ciał bliskich omdlenia Dusi. Przerażające dno upodlenia kusi Do śmierci sumienia Uścisku. *** Idą złachani jak ciała bogini Hel ** Z odmętów piekła charczącej: - Weź na cel - Morduj - Pal To twój brat Więc prawem Kaina bądź W zadawaniu ostatecznych mąk. Z połatanych liści bez cienia Kryjących żywą rzeźnię Uszczknij kawałek boku Niech tam – w cichości półmroku Rżenia nie znoszącego bólu I końskiej krwi bulgotu. Roznosi się ave pełne uroku. I nie rań ginących strachem Zapewniam, że go nie ma -Ty bądź -Ty rządź -Ty rachuj Masz moje przyzwolenie. *** Niszczeją okopy Verdun Łapami wydziergane Spod martwych uścisków ciał Na scenie – pojawia się jedno Nieujarzmione spojrzenie… __________________ * Bitwa pod Verdun – jedna z bitew I wojny światowej, toczona od lutego do grudnia 1916 roku w okolicy miejscowości Verdun we Francji. Bitwa pochłonęła ponad 700 tyś. ludzkich istnień. ** Hel (Hella, Hlle) – w mitologii nordyckiej - władczyni krainy zmarłych.. Justyna Adamczewska. Październik 2017 r.
  7. Samotnikai

    Tylko my

    Witaj chłopczyku, Śliczny żołnierzyku, Zgól włosy do szuflady, Chwyć karabin do parady. Spójrz jak słońce pięknie świeci, W twarze roześmianych dzieci. One pragną stać się tobą I nie patrzeć własnym sobą. Na myślenie czas już minął, Byś za szybko tu nie zginął Nie wychylaj swojej głowy - w domu nie zostawisz wdowy. Ładuj broń nienawiścią, Niech co chcą sobie myślą, Strzelaj do nich bezlitośnie, Szaleńczy ogień niechaj rośnie! Strzelaj do nich, strzelaj mówię! Nie myśl o ich rodzin tłumie, Jedna myśl w głowie tkwi: "My są dobrzy - oni źli!" Strzelaj, strzelaj - bo są obcy! Zza granicy - więc pechowcy, Inny kolor, inna nacja, Czyja wiara, tego racja! Gdy opadnie już wojenny pył Nikt z obcych nie będzie żył, Sowity wówczas otrzymasz żołd I nasi tobie złożą hołd. Źle pośród tamtych by było, Źle wszędzie indziej by się żyło, Jakiego to szczęścia nadszedł czas, Że urodziłeś się właśnie pośród nas. Co się wtedy jednak stanie, Kiedy zada ktoś pytanie: "Jak okaże się u progu nieba, Że różnic między nami nie ma?" Kai, 2016 r.
  8. Andrzejus

    Wojna

    Wojna Kiedy inni piją kawę, wstają wcześnie, dzieci głaszczą, ja nadchodzę z dala, by was wciągnąć w swe objęcia. Witajcie, stare demony, co od lat zamieszkiwały te ziemię. Chodźcie, utopcie ich dusze, bym mógł raz jeszcze doświadczyć wrodzonego piękna artylerii wściekłej, diabelskich szumów. Kurz nie opadnie. Nie pozwolę na to. Byś ty do domu wrócić mógł i szczęścia swego doświadczyć. Jam jest Alfa i Omega, tworzę i niszczę światy. Dopadnę twe człowieczeństwo i wyślę je daleko, Że zapomnisz, kim byłeś i w co wierzyłeś. I kiedy inni będą płakać, ja w końcu się schowam, lecz kiedyś wyjdę z piekieł, przywitać cię jeszcze raz.
  9. Jesteś taki lekki, jak kwiatuszek. Kiedy bomby wokół trawia nasza dusze. Mołotowy w sercu noszę. Gdzie mam schować bliskich? Tylko o to proszę. Wojna już swe mleko rozlała. Zostać czy uciekać? Wyraźnie widzę barwy narodowe. Zdobiace smutne miny śpiących. Pierwsza krew została przelana. Wolność. Nie boję się o siebie. Chyba nawet nie o nią. Boję się o tego kogo niose, gdy została nam zabrana.
  10. Pusta świątynia Zacznij działać, nim ktoś cię zaskoczy. Bądź gotowy, nim ktoś cię uprzedzi. Zanim jeszcze na złą drogę zboczysz, posyp głowę i idź do spowiedzi. Do bliźniego nie wyciągaj ręki; za to klęknij i złóż obie dłonie. Trzymaj myśli najdalej od śmierci, zanim jeszcze nadejdzie twój koniec. Nie ustępuj gdy cofną się słabi. Nie wybaczaj, gdy ktoś ci wybacza. Chwytaj ścierwo i rozszarpuj kłami; złóż w ofierze baranka - i brata.
  11. Ukryta pod maską odwaga, nadmiernie okazana brawura, Umysł rześki i trzeźwy, dusza jednak niczym truchło, Pusta, martwa, bezdźwięczna i szara. Idąc przez morze krwi, biegnąc przez kolumny ciał, Leżąc wśród poległych i rannych, drążącymi dłońmi Chwytasz za broń. I jakby licząc na zbawienie, wychylasz się, płacząc. Posyłasz morze łez Srebrnych i błyszczących, za niego, za nią, za nich. W końcu sam padasz Zostałeś już przekreślony przez los. I jedynie odbijające się w szkiełku oka promienie słońca, Niosą szansę na jasną przyszłość.
  12. Oto wiersz: Pragnę abyś tuląc Złamał mi żebra. Może wtedy pod naciskiem Twojego ciała Niczym Protiwopiechotnaja mina dierewiannaja [...] Oblepiłabym cię cała Wtedy zrozumiałbyś Co mam na myśl mówiąc Kocham. Wciąz jednak nie jestem pewna co do drugiej zwrotki czy połączenie bomby z 'oblepianiem' jest spójne, czy pasuje. Liczę na wasze rady jak i pomoc, pozdrawiam!
  13. chociaż wykują dla ciebie pomnik z marmuru przyozdobią wielkimi bogactwami dla ludzi będziesz nadal zwykłym bezimiennym a w sercach ich pozostaniesz jak martwy kamień bezkształtny bezwartościowy który nadaje się tylko na wyrzucenie bo z niego nawet najwspanialszy artysta nie zrobi ornamentu
  14. Mój Bracie po przeciwnej stronie, Synu wiem że we łzach toniesz, Ojcze odłóż zdjęcie dzieci, Wrogu już ich nie odwiedzisz. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, Ja biegnę dalej On już tu zostaje.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności