Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'wiersze' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 27 wyników

  1. Wspomnienia z czasem coraz bardziej owiane mgłą, kuszące głębię serca, wypalające ślad w pamięci, próbują zamazać teraźniejszość pchając się ku przodowi coraz uporczywiej, przewijają się niczym taśma filmowa, niestety już niedostępna, pozostawiając tylko pustkę.
  2. milenamorajda

    Impuls

    Niespodziewany impuls rozjaśnił ciemności nadziei, dociera do duszy niczym wojownik wracający z piekła. Napełnia serce błogą rozkoszą, szczęściem zakazanym od lat. Fala entuzjazmu zatapia podstępne ułamki wspomnień, rozkłada rozpacz na czynniki pierwsze. Uśmiech wpełza na usta z początku nieśmiały, jakby nie chciał tam być, później szczery -walka wygrana.
  3. Iskierka nadziei mała, coraz bledsza, przebija się przez mrok, wciąż walczy rozdzierając wszelkie bariery, nietrwałe przeszkody, pozornie wielkie, lecz tak naprawdę kruche, gna do przodu, by spojrzeć wyzwaniu prosto w oczy.
  4. Myśli moje, zniekształcone przez Najady, szepczące do ucha. (Myśli - jakby w niewielkiej arce zasklepione). Moje myśli nie obejmują tego co mówisz, jestem internowany w stronę otchłani własnej inercji. Nie czuję twojego dotyku, nie zauważam twojego bólu. Kto uwolni mnie z więzów gusła? Kto wypędzi z moich myśli przeklęcie rusałki? Wciąż czekam na kogoś, kto otworzy przede mną niewinność tego świata. Nie dostrzegam twojej nagości, wciąż zasłania cię bezecna kurtyna twojego grzechu. Powiedz mi - kiedy mnie odczarujesz? Czy ujawnisz ile dobra jest w człowieku? Anektuję swój inwentarz - nic. Zaskorupiam się, inicjuję pogardę wobec czasu. Oddycham wolny. I wolny ucichnę, ustanę z wizją.
  5. Nigdy nie zapomne tychWspaniałych chwili jak twoiRodzice mnie do ciebie zaprosili.Ty włączyłaś film śmialiśmy sięBez końca lecz po chwili ujrzeliśmyZachód słońca.Był bardzo piękny jednak dla ciebieBył obojętny.Nie zwracałem uwagi jak na niegoSpoglądasz Ale wyraźnie widziałemŻe więcej ode mnie żądasz.Nagle spojrzałaś na mnie niewinnieJa na ciebie też.Po chwili się zaśmialiśmyI namiętnie się pocałowaliśmy.Autor: Oskar Markowski
  6. Poezja, tak znienawidzona przez uczniów czy profesorów, którzy leją strumieniem na autorów przychówek. Dziękuję, Tym co poezją gardzą, i tym dla, których poezja to tylko wierszyki, za oddanie stolca na cześć literatury. Chciałbym ożywić słowo, które brzmi niebanalnie, choć niezrozumiale dla ciebie, i załomotać twoim ignoranckim kuprem o ziemię.
  7. Ciemność, która ogarnęła przestrzeń zakorzenioną w twoim umyśle, rozlała się wśród szczątków emocji, których się pozbyłeś. Pozbyłeś się ich, by wciąż posiadać te beznamiętne, kryształowe oczy. Nienawidzę cię i każdej cząstki twojej osobowości, zepsutej i niebezpiecznej. Nienawidzę cię szczerze. Szczerze modląc się każdego dnia, przeklinam dzień, w którym cię stworzyłem. Stworzyłem twoją postać wyglądającą jak pierwszy płomień rozpalonego ogniska. Powstałeś w złym świecie - zbyt prawdziwym, żebyś się spełnił. Zostałeś pożarty przez ten świat. Zniszczył cię, zmusił do pozbycia się uczuć, którymi zostałeś obdarzony. Karmisz się cierpieniem innych ludzi, z których pozostają szczątki wspomnień ich bliskich. Nie uronisz łzy, patrząc konającym prosto w oczy, które tracą blask, stają się beznamiętne, kryształowe.
  8. Czerwona chryzantema usadowiona w doniczce na znak silnego uczucia, dającego szansę na uratowanie ludzkości. Czuć twój zapach wyraźniej ostatnio. Kordialne by się to zdawać mogło, lecz nie wyobrażam sobie dnia bez ciebie. Z mych myśli nigdy cię nie odtrącam. Kiedy jesteś przy mnie, czuję sielski spokój. Potrafi zastąpić mi lukratywność, jest moim poszukiwanym od dawna zaskórniakiem. Przez twój dotyk, szeptanie do ucha słów co wywołują u mnie ład, czuję, że ronię niepostrzeżenie łzę. Jest newralgiczny dla mojego ciała, Nie zniosę przesiania go na inne pole, życia w ziemi bez niego, z innymi nasionami, skazana na samotność. Jestem zawistna gdy czuję, że mogę stracić me złote runo, nie pozwolę mu odejść niczym efemeryda, choćbym miała popełnić największe kołtuństwo. Nigdy się w swym uczuciu nie zatracę, pragnę zapatrzeć się już na zawsze w momenty, na które patrzę z oddali i zastanawiam się ile jeszcze przed nami. Podarowała mu czerwoną chryzantemę, usadowioną w doniczce na znak silnego uczucia, dającego szansę na uratowanie ludzkości.
  9. nad jeziorem pływają łabędzie piękne białe łabędzie po brzegu fantazji dryfują rysując po powierzchni lustra malownicze pejzaże nad jeziorem jest pięknie latem subtelne promienie słoneczne sprzyjają urokowi dnia w nocy kiedy wszyscy śpią wiatr kołysze nieme sny na cienkiej pajęczynie szepcząc mi do ucha czułe słowa które pragnęłam usłyszeć kiedy jeszcze żyłam Klaudia Gasztold
  10. z dysfunkcji Kopenhagikiedy Inge straci włosy nie pozwolą założyć perukiw kraju Hamleta to niemożliwe ale leczyć będą za darmoSabine wkroczyła w anoreksje najniższym wskaźnikiem otyłości opętana statystyką - uprawia wyścigi roweroweJorgen twierdzi że to przez wysokie podatki chudnie w oczachKnud ma dziwne poczucie humoru ciągle obraża Mortenaprzedwczoraj w żartach nazwał go knutem północynie zrobił tego w cztery oczyw każdym transporcie publicznym ma dostęp do wi-fimłodziutka Karen uwielbia bawić w chowanegokiedy Erik wkłada palec do budkiona jest już na czterysta szóstej wysepce i kucaza najstarszą flagą na świecieOle wstąpił do marynarki w każdym porcie czeka dziewczyna jego okrętwpisano do katalogu jako dziewięćdziesiąty pierwszynawet nie ma w Danii tylu ładnych dziewczyn
  11. [international patriotic love] wolałaś się nie [zadurzać] wybrałaś miłość Francuza choć nigdy Cię nie widziałem mój wiersz splótł się z Twoim Ciałem jesteś jak żona Cezara każdy chce Twego ciała lecz Ty sama przecież – wiesz że jesteś muzą podejrzeń a jednak wziąłem Cię czarem Wiednia to było takie proste czułe – łagodne – miłosne walcem nad modrym Dunajem powabem Mozarta i Haydna równością formy i treści symfonią co jest nienaganna dotarłem do Twoich dreszczy z Katedry Świętego Stefana w uzd geometrii gotyku rwały się żądne usta pod aksamitem dotyku a oczy Twoje jak barok skrzyły tam – pod Ratuszem księżycem – półsrebrną czarą i wielką gwiazdą wzruszeń w formie klasycznej sonaty poddałaś – zmiennym tematom a dalej była repryza powtórka tematów – w to lato gdy w parku wiedeńskim Prater jarałaś szalone cannabis walcem skusiłem Cię – Inko znad słynnej opery – głos wabił samego Placido Domingo
  12. będziesz za chwilę fiord lodu i depresji idź dalej po stopniach milczenia wspinaj po czaszce deszczu chyląca się ku niżom spoglądająca w wąwóz zgiełku w sprzęgle zapamiętania dźwięk spłaszczy echo i przemieści wolno Ci Możesz być niepozorna stąpać po kamieniach ciszy guślarkę bierz niech odczyni rytuały jeśli wyruszysz rankiem zaćmisz kurkumą rosy w firankach słońca rzęsa wibruje powietrzem ze mną przejdziesz myśl użądli burzę odkryje krater przemieści puls są gesty ciała wzburzone fale wzroku uśmiech w kąciku pożądania weź tedy serce ono zakrzyknie obrazem stanie pod mostkiem limfocytów spotkasz sumienie będzie tam czekać w zaułku ludzi wiecznych - po których wtórują liczne słowa
  13. zdjęcie na licencji CC0 Royal wedding. Ileż szyku i blichtru, głowy koniecznie przykryte kapeluszem, a każda dyga przepisowo, prawią o tamtym lub o innym. Uprzejmie o pogodzie, czyli o niczym, w zasadzie. Królewska etykieta. W zaduchu markowych perfum, pod mankiet z własnym Sir przyodzianym w żakiet ewentualnie frak lub stroller. Zupełnie jak w Ascot w czasie Derby, gonią na niby swoją klacz. Są damy w rękawiczkach. Choć w obecności członków królewskiej rodziny nie wolno ich zakładać. Co druga anielsko skina głową, trzepoce rzęsą, lecz więcej w nich przekory niż dziesięć lat do tyłu. Właśnie przybyła Your Majesty Zjednoczonego Królestwa, i książę Edynburga. Damy składają rewerans według zasady Pitera Townsenda ciała ciężar do przodu, wyprostowana sylwetka, nie spuszczać oka z Monarchii. Jest książę Walli Charles i księżna Kornwalii Camilla. Welon poniosą księżniczka Charlotte i mały książę George, wyraźny ukłon ku Meghan Markle i symbol jej niezależności, płomienne kazanie wygłosi jeszcze afroamerykański biskup. Amen/This Little Light of Minem/ Etty James w gospelowym amoku, acz, smutniej zakwili wiolonczela czarnoskórego Kanneha-Masona. I wszystko byłoby constans, niczym jedwabne skarpety księcia Williama gdyby nie uczynne flamy, byłe metresy księcia Harry'ego, zazdrosne i cyniczne handlarki na eBayu. Nikczemnie bez skrupułów sprzedają prezenty przeznaczone dla gości cymesy i specjały, z serduszkiem od pary młodej. Czekoladowa moneta, puszka maślanych ciasteczek, butelka wody z zamku Windsor, Se kupisz w parcianej torebce ten kupon na loterie, z królewskim inicjałem.
  14. Na wygwizdówku pobłyskują flesze baczne oko kamery tropić pragnie szczękają szable padają deresze leje się jucha rycerzy nie braknie ów młody kozak o oku sokoła zerwał z kopyta swojego pegaza judasz kamery uchwycił go z czoła już ci na taśmie watażka zaraza gruby reżyser klaszcze w stare dłonie cieszy się szelma uśmiechem zaraża serce mu wali cała dusza płonie palcem dla żartu Jurkowi wygraża Bohun zsiadł z konia Dosyć tego grania! chcemy odpocząć Niech gap jeszcze czeka! dziś kraj ogarnia nowa hoffmanmania a widz jak w transie zawodzi Nie zwlekać! patrz - jurny gieroj w kolejnym ujęciu kozikiem machnie do sutej wieczerzy krew się poleje strugą na przyjęciu diabłu swą duszę ów dzikus zawierzy ciepła krew braci na kozaczych rękach sztylet przepełznął przez gardło kniahini Ewa Wiśniewska spazmatycznie stęka lecz to ostatni epizod bogini pan Domogarow spuszcza wolno głowę rana na skroni powstanie na niby skrzętni plastycy obleją pulower czerwoną farbą przesiąkną statywy kamera staje Alek skończył jatkę mocno drży rzęsa satrapy kozaka reżyser przywdział z daszkiem czarną czapkę ktoś obejmuje całkiem nowy wakat tysiące strojów i buław na planie piękna Helena powabem czaruje Żebrowski -Michał - w obronie jej stanie a Wołodyjowski - Michał - szablą szczuje modraków pęk ścina karabela pochwycił cugle maleńki żołnierzyk temu samotność okrutnie doskwiera Ojczyźnie trzeba mieć takich rycerzy hardo kłusuje nacina powietrze smukłym pałaszem co błyszczy w promieniach spłoszony wzrok kamery na wietrze już zapamiętał Tatara cierpienia ten- tors położył na ostrzu szabelki ją też pan Michał zacisnął w swej pięści rycerz to mały ale duchem wielki a i w miłości jemu się poszczęści głaska wąs gęsty Michałka wcielenie i mruga oczkiem w kierunku Hoffmana pan Zamachowski w tej filmowej scenie pociął szabelką tatarskiego Chana gruby Zagłoba za dziada przebrany gładzi swe sadło obmierzłe przepite Pan Kowalewski proszony na plany! wrzeszczy reżyser stojąc za pulpitem suszy swe zęby nasz Jerzy kochany widząc Zagłobę przed okiem cyklopa musisz być bardziej w sobie zadufany Onufry to szlachcic nie żadna miernota dziś pani Iza przed licem kamery reżyser krzyczy Kasować nagranie! wokoło słychać jakieś dziwne szmery reżyser wrzeszczy Jej córka na planie! blada Scorupco dobiegła do dziecka z matczyną troską swą pierś w nie wtuliła później coś bąkła ze szwedzkoniemiecka i wnet kamera w bok się odwróciła obok władycza zawodzi okrutnie ugrzęzła w stawie karoca szlachcianek chudy kamerzysta kręci rezolutnie tę piękną scenkę miłosnych zachcianek Michał Żebrowski zawinął wąs smagły widząc lzabel kształty i powaby Pan Jan Skrzetuski żołnierz w Polsce sławny nigdy nie baczył takiej cudnej panny i mokrą nimfę pławoję rusałkę wyciąga z wody na wyspę zbawienia miłość mu w oczy a flesze w podpałkę serce okiełzna liryczna Helena Ojczyźnie służyć to pensum szlachcica więc nasz bohater wskoczy do historii Jutro -Sienkiewicz - pokocha Kmicica dziś zaś - Sienkiewicz- Skrzetuskiego woli spójrz - odmęt Dniepru - wkroczyło poselstwo uroczo pachną zielenie i planty pachołek Rzędzian wielbi kumoterstwo konia mu z rzędem w czuprynę bażanty synku - do domu ! wiosłem pchnij łupinę listy kochanka płyną do Heleny Bohun znów wrzaśnie srogo na Horpynę zawyją w skałach wygłodniałe hieny kiedy ci w piersi zadudni buzdygan wiem to paskudne ale w scenariuszu krwią bruk zalejesz lecz ty się nie wzdrygaj Rzędzian nie zdradzi sprytu i geniuszu wierny pachołku zacnie służysz panu pan Jan to szlachcic Bohun zaś - jest z luda strzec ci należy szlacheckiego stanu reżyser krzyczy Malajkat do studia! trach! z pistoletu w czole wiedźmy ranka serce zabijesz osinowym kołkiem krwawa to scena Rusłana Pysanka tu Rzędzianowski haczyk śmierci połknie paruje butą ataman Chmielnicki wpięty w przyrodę ukraińskiej siczy dziewkę mu porwał niejaki Czapliński a Bohdan pobiegł po pomoc do dziczy rosyjski akcent futrzana infuła dumny pan Hoffman z nowego aktora Kozacy krzyczą Ataman nie durak wylewa chmarą ukraińska sfora ej - Bohdan Stupka zagrał to genialnie artysta w czepku filmowy wirtuoz choć - tak sam przyznał Czuję się fatalnie prowadząc bydło - na polskiego króla ogniem i mieczem wsie pali Jarema Książę okrutny to kara za winy w dybach szaleństwa kozacka ekstrema tu buntowników setki prą na liny trzech kaskaderów udaje pochodnie łuna na niebie i skwierczą koszule Jarema straszny Jarema ochotnie do egzekucji znak kiwnie - Na sznurek! Andrzej Seweryn znów nos mu pudrują nowy epizod - twarz batalistyczna dublerzy wiśnią chętnie poczęstują lecz księcia kręci prasa periodyczna tonie na bagnach rynsztunek husarii miejscowość bitwy ponoć Żółte Wody smród mdli od trupów czekajcie malarii kozacka trzoda święci złote gody cóż to za tytan przypięty strzałami wisi na palu w kozackim obozie umarł jak CHRYSTUS z kłutymi ranami zasnął jak dziecko uspane na mrozie to pan Longinus przyzuty do drzewa swoje żywota podmienił na mękę lecz jego dusza niczym słowik śpiewa bo ściął trzy głowy i spełnił przysięgę Wiktor Zborowski zagrał Podbipiętę co trzy kaptury nosił w herbie - z dumą chociaż ten Atlas żebra ma zrośnięte I tak anieli z jego duszą fruną patrz - płonie Zbaraż tu jęzory ognia wypełzły w przestrzeń kozacka czereda jakże nieprawa oj jakże niegodna a przecież szlachta im dawała chleba teraz w stodole śmigają rapiery broni się dzielnie pijany Zagłoba nie z tym szlachetką bandyckie numery pac! w łeb kozaka niechybna żałoba przynoszą dziarsko drewniane drabiny dorzucić siana! wrzeszczy scenarzysta tu po klepisku pędzi aktor siny ucho gumowe wokół głowy śwista upadnie rychło cała Ukraina tak się nie godzi braci pomordować sokół we dłonie poczciwa ptaszyna żołnierskich mogił jak ptaków w dąbrowach pod firmamentem w stepowych plenerach gdzie lazur mieszka ze zgniłą zielenią karmi swe młode zaborcza wadera szczerząc swe zęby ku słońca promieniom kozackich wojów całe morze płynie odgłosy słychać zdartych tarabanów całe to bractwo śmierć płachtą owinie pokąsa żądłem buńczucznych hetmanów dziś wilcza zgraja ucztę ma nie lada stepowych wojów trup gęsto plon sieje niejedno ciało się w chaszczach rozkłada niejedna psyche w dzikich stepach wieje sannę szarpnęła porywista zawieja Tatarów łyse głowy jak kolana pędzą na okrzyk swego Tuhajbeja obecnie - scena będzie nagrywana tatarska orda z kozacką watahą zerka zawistnie w swoje wredne pyski a operator z kamerą pod pachą rzuca pytanie gdzie jest imć Olbrychski?! we wszystkich częściach filmowej trylogii zagrał pan Daniel i chwała mu za to Daj mi autograf zacny mistrzu Drogi prosi łaskawie charakteryzator mistrz już gotowy wnet klaps go przywitał głośne jazgoty filmowej ferajny gna na pstrym koniu aż tętnią kopyta stary Tuhajbej Tatar ordynarny na planie tłoczno miliony żołnierzy serca przebite mężnych gladiatorów za chwilę włócznia ofiarę namierzy oczy czerwone zmęczonych aktorów masz, koniec filmu już widać litery zdjęcia muzyka oraz reżyseria epilog fleszy składają kamery pewnie poprawek będzie cała seria co za historia - czekaj Orła Szczepie w skrzydle husarii ościenny zamordyzm nie wszystko chciano zaraz na tapetę lecz - nie za długo Polaka - za mordę --
  15. pamięci Edwarda Stachury za krótki byłeś - za krótki Eduardo wodzu na haku pod sufitem dobiłeś smutki taki los Twój - poety - Panie Sted, niestety a po co? moja zbyt ludzka świrozo afirmator życia z odrazy, z ograniczonej wolności zepsuty do szpiku kości, z miraży z Jorge Luisa Borgesa, krzyczę Ci - Ave Cezar! co noc z Twojego miasta Orionu pod niebem pełnym silikonu, cierpię Arlekin paznokcie zagryza do krwi w butelce umierają sny kobiety? zgubiły Cię Kobiety mój Wieszczu? czy Zima leśnych ludzi, lodowy wiersz z rubieży chłodnego intelektu? come back... taki los Twój - poety - Panie Sted, niestety come back --
  16. Konwicki był cholernym kociarzem, kot Iwan ma nawet konto na facebooku Szymborska pewnie rzekłaby: „umrzeć, tego się nie robi kotu” a jednak odeszli, przekraczając granicę własnej rzeczywistości wkroczyli do wszechświata „gdzie koty mają wielkie wpływy i kolosalną pozycję” może ten najsłynniejszy kot PRL-u jest teraz lwem poezji, bywalcem salonowym tam, za wymiarem literatur gdzie pulchny Putto zakrada do baroku z zamkniętą księgą w ręku niczym motyw dekoracyjny z pomnika Nepomucena w krainie lirycznych mikrofonów na powrót pan Tadeusz udziela wywiadów, nikt o rodzinę, znajomych, i twórczość wszyscy anieli pytają tylko o kota nie tego z Cheshire, od Alicji i czarów którego uśmiech „trwał jeszcze przez pewien czas, gdy reszta już dawno zniknęła” czworonóg kapryśny i bezczelny, z podniesionym wąsem opowiada świętym bajki, jak sam Krasicki o swoich kotach w „Myszeidos” ma własne poglądy na życie, heroikomiczny, drugi kot Mruczysław wróg prawdziwej religii, nauki, i sztuki naturom bliższy Behemotowi, u Bułhakowa zyskał alchemiczne uznanie Julia Hartwig wyzwała go wczoraj od „gangsterów, oszustów i wyłudzaczy” bo wielka w niej demoluje „potrzeba kochania” wśród „szklanek i kieliszków” ustawionych na chmurce podniebnego landszaftu u Porazińskiej wchodził po drabinie na ostatnim szczebelku, stwierdził: „lepiej wróbel w garści niż gołąb na dachu”, pan Perrault spadł w butach z kotem, z kalenicy, ile było krzyku prawo musicalu, gdy w teatrze Roma Eliot sprzedał”Koty”.
  17. myśl autora: moda na podbój kosmosu, realizuje się dokładnie w praktyce poniżania Ziemi. podważenie Marsa. (nie)polityczne. w Arabii Saudyjskiej nie ma ani jednej rzeki w suchym korycie Muhammad ibs Salman zakopuje riale. i rośnie pkb w przeliczeniu na osobę. tak. na Marsie nie ma jeszcze ludzi. to kwestia czasu o sol'e mio. gdybyś był rzekł. o moje słońce. przysmalaj jak w Neapolu pospołu. skazaniśmy na siebie strażnico dwóch świątyń. kulo monarchii absolutnej kiedyś hen. na Marsa eksportują owce. nam się nie śpieszy. baranki pokoju w kanionie Valles Marineris zeżrą kamienie. przylecą z Falklandów. tyle ich. za dużo na mieszkańca przypada aż dwieście merynosów. szanowny Marsie.wiedz. nam nie podskoczysz. na Malediwach najniższa góra na ziemi ma zaledwie pięć metrów nad poziomy morza. którego i tak nie masz. czekan z podnóżka prosto w szczyt. więc. gdzie tam twój Olympus Mons? maszkara gigantyzmu. małe jest piękne a gwiazdy twej elektrownia nie grzeje jak wody Norwegii ze źródeł odnawialnych z Prudhoe Bay na Alasce do Ushuaia w Argentynie okrążę cały twój równik mamy tu Kraków. w kaplicy Św. Gereona fikcyjny bóg Sziwa podrzucił magiczny kamień i boska energia uzdrawia ludzi za darmo. przez czakram wawelski w Karpaczu na ulicy Strażackiej przy potoku Łomnica szwankuje grawitacja samochody na luzie wtaczają pod górę. woda płynie na sztorc. wertykalnie (daleko) ci Masie do naszej Ziemi? ( i brak ci oddechu). poczekaj ...
  18. świat żyje a ja w nim jak ten dodatek zaplątany myślami dodatek świata zagubiony nieznany niepotrzebny jak zapisane kartki zeszytu wyrwane wyrzucone dodatek w gazecie czasu zaginionego zegar wskazówki pogubił utraciłem rzeczywistość rękoma rozgarniałem liście rzucone przez wiatr pod moje stopy jakbym chciał odnaleźć siebie i ta ławka na której wyryłem twoje imię to było ? zaklęty pod drzewem zapomnienia próbuję pozbierać rozsypane myśli ułożyć w całość na dnie rozpaczy krzyż posadziłem wyryty na nim napis ten sam co na ławce... czuję ciepło twoich ust to tylko koszmar obudź się słyszę zaślepiony bez wyrazu jak ślepiec podnoszę oczy do góry świeci słońce tulę głowę w twoich dłoniach nie odchodź
  19. o wy którzy stoicie u bram wy którzy pilnujecie granicy życia spójrzcie to ja stoję na skalnym urwisku pode mną ocean buntu a naokoło cztery strony świata z betonu cegła po cegle odkładam na bok wyjście znaleźć próbuję umysłem sięgam zenitu i spadam w mieliznę otchłani powstać polecieć jak Ikar wszak kiedyś latał z Dedalem lecz tak jak oni nie polecę skrzydła mi oderwali połamane dłonie zagubione nogi jak się odnaleźć w tej matni jak nie być zatopionym i stoję nad skalnym urwiskiem krok w tył czy do przodu korytarz za mną drzwi pokój lecz to nie pokój to piekło otchłani i spadam
  20. "WIECZORNY GOŚĆ" - 11.04.2016 ---------------- AKT I PRZYSZŁA DO MNIE RAZEM Z DESZCZEM, KIEDY BYŁO SZARO JESZCZE... SIADŁA SOBIE ZMIERZCHEM WCZESNYM NA ODLUDZIU, W DOMKU LEŚNYM. PRZY KOMINKU W CIEMNYM KĄCIE. CIEŃ PŁOMIENI ZŁOTYCH PNĄCZEM PO POKOJU ŚCIANACH BŁĄDZIŁ, WĄTŁE ŚWIATŁO WOKÓŁ SĄCZYŁ. OTULONA PŁASZCZEM MOKRYM, GDY JĄ POKÓJ CIEPŁEM OKRYŁ ODGARNĘŁA WŁOSY KRUCZE, SPADŁY Z BRZĘKIEM -NIBY KLUCZE NA PODŁOGĘ DWIE TĘSKNOTY, ŻEBY MI PRZYPOMNIEĆ O TYM... ...O CIERPIENIU, ŻE W TYM ŻYCIU KOCHAĆ MUSZĘ CIĘ W UKRYCIU. WTEDY W OCZY JEJ SPOJRZAŁEM. SERCE -NAPOIŁA ŻALEM... PŁASZCZ STRZEPNĘŁA RUCHEM KRÓTKIM, POSPADAŁY Z NIEGO SMUTKI I DOPADŁY MNIE W FOTELU, W ZAPOMNIENIU, TAK BEZ CELU... AKT II NOC GŁĘBOKA MNIE ZASTAŁA, ONA W KĄCIE WCIĄŻ SIEDZIAŁA. OGIEŃ JUŻ W KOMINKU WYGASŁ, CHŁÓD SIĘ WKRADAŁ, TRWAŁA CISZA, WIATR W GAŁĘZIACH WŚCIEKLE WYŁ, GDZIEŚ PIES SZCZEKAŁ -ILE SIŁ, KSIĘŻYC SKRYŁ SIĘ CIĘŻKĄ CHMURĄ, CIEMNOŚĆ SPADŁA, TAK PONURO. SPAĆ NIE MOGŁEM -JEJ OBECNOŚĆ NOC DŁUŻYŁA W CAŁĄ WIECZNOŚC. TYLKO NA MNIE SIĘ PATRZYŁA, NIC NIE CHCIAŁA, NIE MÓWIŁA... BLADYM ŚWITEM WRESZCIE WSTAŁA, GESTEM DŁONI POŻEGNAŁA, CHYBA NAWET UŚMIECHNĘŁA, ODWRÓCIŁA, W DRZWIACH ZNIKNĘŁA... AKT III CZASEM, KIEDY SŁOŃCE ZAŚNIE, ONA MNIE ODWIEDZA WŁAŚNIE. KIEDY W MYŚLACH Z TOBĄ BŁĄDZĘ, ONA PRZYJDZIE, W KĄCIE SIĄDZIE. ROBIĘ WTEDY JEJ HERBATĘ, NA GITARZE GRAM SONATĘ I -JAK DŁUGO?! -SIEBIE PYTAM, KIEDY MNIE ZA SERCE CHWYTA. RANO WIEM, ŻE TUTAJ BYŁA, CHOĆ HERBATY NIE WYPIŁA, ALE LUBIĘ JĄ CZĘSTOWAĆ, BY Z SZACUNKIEM JĄ PRZYJMOWAĆ W LEŚNYM DOMKU NA UBOCZU, GDZIE JĄ DOBRZE MOŻNA POCZUĆ. GDYŻ DOKŁADNIE ZNAM JEJ GODNOŚĆ, BO TO MOJA JEST... SAMOTNOŚĆ.
  21. FUNTOM

    KRĄG

    "KRĄG" -13.06.2015 ------ JUŻ TYLE RAZY OGNISTYM RYDWANEM SŁOŃCE PRZEMKNĘŁO PO MOIM NIEBIE, I TYLEŻ SAMO TĘSKNOTY SPĘTANE SPAĆ NIE DAWAŁY -BO NIE MA CIEBIE. ZA KAŻDYM RAZEM KSIĘŻYC ZŁOCISTY, NIBY ZWIERCIADŁO -UJRZEĆ POZWALAŁ WSPOMNIENIE CIEBIE... OD JEDNEJ ISKRY OGIEŃ TĘSKNOTY W MYM SERCU ZAPALAŁ. A PŁOMIEŃ RÓŻOWY OGARNIAŁ JE CAŁE, SYCIŁ DO GRANIC MIŁOŚĆ ZGŁODNIAŁĄ. JAŚNIAŁY GWIAZDY, KTÓRE WYBRAŁEM DLA CIEBIE -SPADAŁY PLEJADĄ CAŁĄ. A KAŻDA Z NICH, TO JEDNO MARZENIE I WSZYSTKIE ONE O TOBIE I Z TOBĄ, TAKIE MARZENIA W NAJWYŻSZEJ CENIE... ZAPŁACIĆ ZA NIE CHCĘ CAŁYM SOBĄ. JUŻ WIDZĘ CIĘ W KWIATACH, JAK VENUS Z MILO, GDY JESTEŚ PRZY MNIE, NIM GWIAZDY ZBLEDNĄ... JA JESTEM PRZY TOBIE I ŻYJĘ TĄ CHWILĄ, BO CIEBIE KOCHAM -TY JESTEŚ TĄ JEDNĄ. NIEDŁUGO ZNIKNIE ZNÓW KSIĘŻYC ZŁOTY, TWA POSTAĆ, JAK MGŁA ROZMYJE SIĘ DALEJ... ZOSTANĄ TYLKO TE WIELKIE TĘSKNOTY I MIŁOŚĆ, W KTÓREJ CAŁY SIĘ SPALĘ. GDY ŚWIATŁA NOCY GASNĄ NAD RANEM, ME ŻYCIE ZATOCZY KRĄG WOKÓŁ CIEBIE... JUŻ TYLE RAZY OGNISTYM RYDWANEM SŁOŃCE PRZEMKNĘŁO PO MOIM NIEBIE.
  22. Hej, mam pytanie i w zasadzie prośbę. Czy wie ktoś co Różewicz pisał o codzienności w swoich wierszach? Na razie wiem tylko, że "Walentynki" odnoszą się do codzienności współczesnej, ale jakieś inne wiersze o codzienności? Z czasu wojny, po wojnie, w XX wieku? Błagam o pomoc.
  23. rozbrzmiewa kołysanka węchu w słonecznikowych sklepieniach pałacu którego wejścia strzegą motyle uszy kiedy ja nie słyszę one pachną za czworo droga jest chroniona piedestałem wspomnień które w kagańcu podsłuchują zmysły cudzych wrogów bronią moich okien plastry pszczelich uczuć zalepiają szczelnie warstwy wyć bojowych tymi kłami fosfo- ryzującym okiem obaliłam ciebie zaszczepiłam rozum na przekocie wiosny
  24. Oczami napuchniętymi od taniego kremu usypiam na powiekach malinowe dusze minionych żelaznych czy kamiennych epok. Zebrałam w tych cieniach wojny, rewolucje i powstania, są w nich królowie i zdrajcy, szewcy i piekarze. Czasami, gdy nie chcę patrzeć, oni maszerują maszerują w dół policzka. Wyprowadzam na spacer na wydłużonej smyczy troski poprzednich pokoleń – one merdają ogonem. Bo wolę otaczać się pyłem, ruiną i zaduchem niż czuć swąd tępych twarzy płonących na ulicach.
  25. „Pokaż mi wschodzące słońce” – powiedział do mnie cicho. Złapałam więc firmament potrząsnęłam nim lekko. Takt po takcie opadały niego gwiazdy – konstelacje spazmami po ciałach, włosach, snach i zazdrości dotychczas niepoznanej sypały się lekko z przejrzystego nieba. Konstelacje nie miały po prostu racji bytu. Konstelacje nie miały prawa istnieć. Gwiazdy nie mają prawa ziemsko-niebieskiego łączyć się, gdy ja nie pozwolę. Dopóki nie skinę głową, sieć wspomnień ma pozostać rozszczepiona siłą. Skoro z nieba opadła już noc, wydobyłam z niej słońce. Trzymałam na letniej skórze legendę tych cywilizacji, które pochłonęła już wściekłość. Legendę cywilizacji spętaną uprzedzeniem, łańcuchem wściekłości, uwolniłam z pęt i darowałam jej powietrze zimne. A niebo wciąż świeciło, coś przez nie na wylot, przez atłasowy szal mamiło kontur twarzy. Słońce leżało jednak wciąż na mojej dłoni i świeciło także. Dałam Mu je więc, wplotłam w rubinową maskę, niech zdobi jego twarz mocniej niźli podłość. Melodią cichych sfer szydziły ze mnie gwiazdy -- krwawiąc się i wijąc na śmiertelnej ziemi. Że nie widzę, choć patrzę w puste żalu oczy, że nie słońca chciał w koronie, Lecz słońca chciał być panem. Spuszczam oczy płochliwie, niech uciekną precz. Stworzyłam więc kolejne lepsze jeszcze Słońce, by świeciło jaśniej, lepiej i daleko od niego. Wzrok od lustra oderwał i w górę raz Spojrzał. Znów na mnie pełen gniewu i uderzył w twarz. Skinieniem jednej dłoni wywołałam dwa konie -z czeluści płonące do biegu do celu. Kazał wyciągnąć mi ręce do góry. Jak po drabinie po sieci bladych żył wspinał się do nieba, odciski złotych podków podbijał w moim sercu. Nie Jego pierwszego skusiło jaśniejsze niż ja słońce, lecz Jego pierwszego zgubiła własna tylko pycha. Ikar niewinny skrył za wątłą rzęs zasłoną lęk i ból, a On piął się wyżej jeszcze do samego czyśćca. Nie dostrzegł jednego – że ja w tym słońcu byłam, po które butnie sięgał. Popchnęłam i zrzuciłam w czeluść tę podniebną dwa konie i jego młodością bijącego -- W twarz uderzyła bojaźń, zabiłam Faetona.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności