Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'wiersze aira'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


Znaleziono 2 wyniki

  1. Aira

    Zapamiętaj...

    Chciałabym Cię całować inaczej niż wszystkie kobiety tak żebyś zapamiętał tak żebyś zatęsknił twój zapach otula ciało pulsuje jednostajnie czerwienią polnych maków spokojem zielonej łąki bezgłośnie mnie wypełnia jak cisza przed sztormem oddech przyśpiesza nagle a Serce już nieprzytomne Serce tasuje twarze wyprzedza bieg wydarzeń jestem w Tobie wspomnieniem zmysłów wiecznym pragnieniem mocą która unosi siłą która rozbraja błyskiem marzeń w ciemnościach ciepłem chłodnego świtu falą morską z bursztynem smakiem soli na mokrej skórze poranną fantazją zmysłem dotyku i delikatnym wirującym piórkiem /czy zapamiętasz?... czy zatęsknisz?.../
  2. "Życie to nie bajka" To prawda. Ale Życie nie jest też Kinem, w którym można wymagać od innych, żeby zagrali swoje role zgodnie z naszym scenariuszem. Może na tym właśnie polega problem większości ludzi? Zagraj "Swoją Rolę" najlepiej jak umiesz z własnymi dialogami i replikami. A wtedy... może dostaniesz najlepszą niespodziankę i życie zmieni się w Bajkę. Stoję właśnie na planie filmowym, jedna z wielu wybrana do statystowania w dniu dzisiejszym. Film historyczny o krótkim, nic nie mówiącym tytule. Nie znam fabuły i właściwie nie jestem nawet ciekawa. Asystent reżysera widział mnie u znajomych i prosił, żebym koniecznie zgłosiła się do Zespołu Filmowego. Nie wyraziłam zgody, a mimo to uparcie wydzwaniał dzień po dniu, aż po 2 tygodniach ... zgodziłam się. Właściwie zupełnie nie wiem dlaczego, może po prostu postanowiłam wykorzystać szansę przegapioną kiedyś w dzieciństwie, kiedy moja mama pracowała w Zespołach Filmowych. Uczestniczenie dzieci w filmie wymagało zgody rodziców. Moi nigdy nie życzyli sobie takiej kariery dla mnie. Nie było nawet mowy o zagraniu w Reklamówkach. Od samego początku miałam jakieś dziwne przeczucie, że nie wszystko gra...na planie filmowym. Podejrzenia zaczęły się już przy makijażu...pieścili moją twarz na różne sposoby, a z długich włosów robili jakieś wyrafinowane fryzury. Kiedy wylądowałam w końcu na planie filmowym w białej powłóczystej sukience wyraźnie wyróżniałam się wśród reszty statystów. Nie czułam się w ogóle jak statystka ale wybitna aktorka. Plątałam się w grupie ludzi i czekałam na „naszą” kolei. Na dźwięk „statyści na plan” rzuciłam się z grupą dziewczyn do przodu ale ktoś złapał mnie za rękę i zatrzymał na miejscu szepcząc w ucho „poczekaj, jeszcze nie teraz”. Wyprostowałam się dumnie wykrzykując „jestem statystką”., co wzbudziło ogólną wesołość całej ekipy. Odwróciłam się na pięcie i chciałam wrócić do namiotu dla statystów kiedy uparta ręka znów mnie przytrzymała na miejscu – i ten szept „ poczekaj - jeszcze nie teraz!” W ciszy zapadłej na planie filmowym rozległ się mój dobitny głos „Przyszłam tu grać a nie stać. Nie ma Grania - nie ma Stania!!!” Reżyser nalewający sobie właśnie kawę z termosa podniół na chwilę wzrok i omiótł mnie nim z lekko drwiącym uśmiechem. Potem nie zwracał na mnie uwagi, w odróżnieniu od pozostałych osób chichoczących pod nosem. Asystent podleciał cały w skowronkach i tym razem pociągnął mnie w stronę bryczki. Dwa wspaniałe konie z pobliskiej stadniny były już zaprzężone i przebierały zfrustrowane kopytami. Kazał mi wsiąść do niej i krótko opisał całą „moją historię” w tym filmie. Osłupiałam... Obsadzono mnie w jakiejś małej roli bez dialogów, bo wtedy wyszłaby na jaw cała ta niecna mistyfikacja. Ktoś mnie sfotografował i zaniósł zdjęcie reżyserowi. Dobry kamerzysta śledził mnie kamerą podczas przygotowań statystów i okazało się, że jestem superfotogeniczna, a kamera „kocha” mnie bez granic. Straciłam mowę... - Jak będziesz miała jeszcze przez godzinę tak szeroko otwarte oczy, to zostaniesz gwiazdą filmową na resztę swojego życia – kontynuował asystent reżysera - „Po moim trupie”... wrzasnęłam mrużąc oczy w kocie szparki. - Nie gniewaj się, szybko się zmitygował - Pojedziesz w bryczce? spytał Obejrzałam się za siebie. Wszyscy czekali na moją decyzję ... kiwnęłam głową dając im chwilę radochy. „Zrobimy małą próbę akcji”, oświadczył mi reżyser. „Wczuj się w rolę” dodał widząc moją sceptyczną minę. „Oczywiście umiesz jeździć konno i nie boisz się koni?, upewnił się jeszcze”. Oczywiście umiałam i nie bałam się! Do bryczki wskoczył jakiś mężczyzna i ruszyliśmy wolno. Odwrócił się do mnie pytając „czy wszystko w porządku”... było w porządku, jak na razie. Zaciął batem i ruszyliśmy kłusem. Aktywna jazda konna a pasywne siedzenie w trzęsącej mnie bryczce były dwiema różnymi rzeczami. Oj, wiele bym teraz dała, żeby jechać konno. Ledwie przeleciała mi przez głowę ta irytująca myśl, konie zacząły galopować. Mężczyzna zaklął pod nosem i odwrócił się do mnie krzycząc, że „zerwały się lejce u jednego z koni”. CO TAKIEGO??? Strach ma wielkie oczy i moje były teraz wielkości Spodków. Jak na złość na horyzoncie pojawił się mały samolocik dzielnie okadzający pola o tej porze roku. Warkot jego silnika doszedł już do nas. Konie spłoszyły się nie na żarty. Niczyjej uwadze nie uszło, że coś nie jest w porządku. Mężczyzna przede mną machał ręką dając jakieś tajemne znaki i w oka mgnieniu obok pędzącej bryczki pojawił się konno jakiś chłopak w kostiumie Huzara, ciągnąc za sobą dwa konie. - „Musisz skoczyć na konia, nie mogę opanować bryczki i jej zatrzymać” krzyknął mężczyzna Spojrzyłam na siebie. Skakać na konia w galopie, w długiej sukience, i butach na obcasiku, nie mówiąc o misternej fryzurze na mojej głowie z kwiatkami?? Czyś ty CZŁOWIEKU OSZALAŁ?? Rzuciłam się do szerokiej falbany ozdabiającej dół sukienki i beztrosko oderwałam ją aż do końca. Niezadowolona z rezultatu rozdarłam jeszcze sukienkę (a raczej jej strzęp) do końca uda. Zrzuciłam z nóg buty. No, TERAZ mogę skakać! Ale gdzie ten Koń? Konie okazały się być tchórzliwymi klaczami i ani im było w głowie galopować tuż przy bryczce. Nienawiść do „cholernej Bryczki” zjednoczyła nas w tej chwili na dobre i na złe. Po miesiącach spędzonych w stadninie na wakacjach wiedziałam, że jeśli puści się konie wolno, będą galopować same bez lęku. Zaczęłam krzyczeć do chłopaka, żeby puścił moją klacz. Zrobił to natychmiast a ona jak na zawołanie zbliżyła się do bryczki . Teraz mogłam już skoczyć jak do basenu, głową prawie w dół i w poprzek konia. Aż jęknęłam kiedy żebra uderzyły o twarde siodło, a ręka chłopaka złapała moje włosy nie pozwalając mi zsunąć się prosto pod kopyta. „Cholera jasna chyba mnie oskalpował”, pomyślałam szybko. Za chwilę było ...Po Wszystkim. - „Rany boskie, Rany boskie”, powtarzał w kółko próbując mnie zciągnąć z konia. - „Nie dotykaj mnie!”, wrzasnęłam -„ Chcę pojechać konno, z powrotem”, krzyknęłam do nadjeżdżającego wozu terenowego Nabuzowana, wściekła, obolała, pogalopowałam w stronę gazika z reżyserem. Koń zahamował przysiadając prawie na zadzie kilka metrów przed nim. Zeskoczyłam i stanęłam przed bladym jak ściana facetem. W podartej prawie na strzępy sukience, boso, z raną ciętą na przedramieniu i zaschłą krwią, krwawiącą wargą ... nadawałam się raczej na Widmo wojny kontynentalnej. Wyrwałam ze zniszczonej fryzury resztki kwiatków i zdecydowanym ruchem wbiłam je sobie w czubek głowy. -„Ma Pan z powrotem swoją Królewnę!...i zemdlałam Obudziłam się w domu. Było już ciemno i tylko leżący przy łożku pies (mój) upewnił mnie, że trafiłam do Normalnego świata. W głębi pokoju, na fotelu siedziała jakaś męska postać, która natychmiast zerwała się na moje jęknięcie. -„Jak się czujesz?” , troskliwie zapytał jakiś nieznany, męski głos -„Okropnie, ale kim TY właściwie jesteś?” -„Ja jestem tym Huzarem, który ciebie tak nieudolnie ratował”, odparł smutno -„ Ta śliwa pod twoim okiem, to też moja zasługa...no i trochę wyrwanych włosów...może je przykleisz”...co mówiąc pokazał mi garść włosów z resztkami kwiatków, trzymanych w ręku Zaczęliśmy się śmiać jak szaleni. Tak rozpoczęła się „Moja Bajka”...z Huzarem. I chociaż ma Imię, to dla mnie na zawsze pozostał Huzarem ze „Szwadronu” ... na planie filmowym i synonimem mojej niedokończonej filmowej kariery. Czemu jestem wdzięczna do dzisiejszego dnia ...