Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'wiersz' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 59 wyników

  1. Luell

    Modlitwa

    Oczy moje podnoszę do nieba, Ciebie Ojcze proszę o litościwą łaskę. Tyś ratunkiem, gdy dusza potrzebuje chleba,A gdy człowiek zakłada maskę, Tylko Ty prawdę znasz, Zawsze widzisz smutek uśmiechem zakryty, Co będzie pokaże czas, Dla Ciebie nasz los jest już wyryty.Nie ingerujesz w naszą wolną wolę, Czym miłość wielką okazujesz. Każdy z nas ma na tym świecie swoją rolę, Masz nad nami władzę, a wolność ofiarujesz.Kochasz nas - dzieci swoje, Jesteś tatą wszystkich ludzi. Każde dziecko się kiedyś buntujeI swym zachowaniem smutek w rodzicach budzi. Lecz każdy kto kocha, zapomina urazy, Przebacz więc owieczce zbłąkanej,Nie ma człowieka bez skazy, Nie ma duszy czystej, grzechem nie zbrukanej. Mój brat potrzebuje pomocy, Czuwaj nad nim z nieba, Zabłądził, błąka się w ciemności mroku, nocy, Ześlij siłę, której tak mu trzeba, Ratuj duszę zamkniętą w celi , Ratuj Tato dziecko, które łaknie wolności, Ratuj tych, co z Twojej ścieżki zejść będą chcieli, Ratuj tego, co potrzebuje Twej miłości.Ratuj owcę, która ku przepaści zmierza,Ratuj owcę, która zabłądziłaRatuj , ona potrzebuje swojego pasterza.Ratuj, ona Ciebie z oczu straciła.
  2. im mniej mi brakuje tym bardziej się boję bo co jeśli się w tobie zakocham jak słońce potajemnie kocha się w gwiazdach będziemy się mijać będziemy zranieni ja przez noc ty przez dzień i nigdy więcej się nie spotkamy chyba że nastanie apokalipsa choć to złe tak bardzo tego pragniemy
  3. Kwiecisz

    BEZnadzieja

    Sztuka za słaba, poeci banalni bluzgi, umizgi, złamane serca patrzę wokoło, szukam powietrza zakrzywia obraz chłopiec z miasteczka Wzdycham i wzdycham lecz brnę do przodu cóż począć - nie zna mojego imienia znowu wieczorem stanę pod brzozą sprawdzę czy nadal jego tam nie ma I nie usłyszę nic oprócz ciszy w głowie jedynie przeróżne tony które jej zagrał w drewnianej szopie na starym puzonie Znów nic tu po mnie
  4. Znowu będzie burza Me serce wywoła przerażające grzmoty W duszy powstanie niewidzialna z mych łez kałuża W banku na szczęście wezmę kredyt może to mnie uratuje może dzięki temu przeżyję W głowie pędzlem wyobraźni nas razem namaluje I znów euforia w mym wnętrzu zamieszka I znów nadzieja swym płaszczem mnie okryje Spróbować jeszcze raz smaku gorzkiego cierpienia? nie dziękuję, nie skorzystam
  5. Czy ona czuła coś prócz ogromnego żalu wobec niego? Chyba nie. Bynajmniej tak mi się wydaje. Smutek, łzy i narastająca samotność... Tak wyglądała jej codzienność. Wraz z makijażem zmywała swój uśmiech, z prysznicem całą chęć do życia, nakładając krem pod oczy modliła się o jego magiczne działanie, działanie, które miało zapobiec spuchnięciu, nawilżyć suchą skórę, od pocierania jej ciągle w chusteczki. Czesząc włosy dostrzegała w nich braki, które pojawiły się od ich nadmiernego wyrywania. Myjąc ręce widziała czerwony strumień, krew zaś była skutkiem samookaleczania. Wchodząc do pokoju miała ochotę sięgnąć po tabletki, które były dla niej... Opowiadać dalej? Czy resztę już znasz?
  6. Spętany jestem sidłami, każ mi. Przewracam się, między krzewami. Nie ma Boga z nami, w pustce pozostawieni sobie sami. Kiedyś okryci nadzieją wielkimi płatami. Teraz marny koniec nasz, zbliża się. Wielkimi krokami. Poniewiera mnie wiatr, miotając w odmęty ciemni. Stojący obok ludzie jak pachołki, są bierni. Kończyny diabła przeszywają powoli. Bycie tak wyalienowanym, że brak światła we własnej melancholii. Skłaniam się ku śmierci, nogę brudzę w grobie. Myśli czarne jak smoła w mej pustej głowie. Na dziewiątym piętrze, stojąc przy oknie, wdycham ostatnie opary życia. Beztrosko spadając sobie. Był to czyn wielkiego kalibru. Teraz po mnie ani słychu, bardziej widu. Kilka metrów niżej, na chodniku. Jestem Bogiem własnego przybytku, w którym ludzie wyżynają się, jak świnie, po cichu. Będę rzucać ich, jak te kamienie na szaniec, głupku. Jestem tego pewny, jest to ostatnie skinięcie, więcej wierszy nie będzie. Już czas zacząć przedstawienie.
  7. cyklop

    Gdzie mi tu

    Gdzie mi tu z wierszem pchasz się między strony realistycznej prozy meblościankowych strof palcujesz politurę cepeliowskiej ikony i brudzisz oktostychem świat moich epistrof Wypadaj z fejsolizmu artysto czułych słów nie komponujesz mi się woogle więc goodbay. Nothing moowe.
  8. Idę na spacer przez puste ulice. Po drodze mijam mroczne, szare kamiennice. Widzę tylko blask latarni w oddali. Gdzie się podziali wszyscy ludzie mali? Kiedyś to miasto życiem tętniło. Na podwórkach dzieci się tyle bawiło. Nigdy nie brakowało ludzkiej życzliwości. Nie istniały obojętność, strach oraz złości. Dzisiaj bezinteresownie nikt nie pomoże. Czy Ty to widzisz dobry Panie Boże?! Co się z tym światem naszym podziało, Że ludziom wszystkiego jest ciągle za mało? W pogoni za pieniądzem, na nic nie zważają. Zapatrzeni w siebie, innych w nosie mają. Nie patrzą na żadnego innego człowieka, Nie widzą, że życie im szybko ucieka. Czy nie lepiej usiąść i chwilą się cieszyć, Odpocząć, pomyśleć i się nie spieszyć? Zastanów się człowieku póki masz czas I nie zapominaj że żyje się raz. Bo gdy dobiegnie koniec życia twego I zapytają, co spotkało cię w nim pięknego, To co im powiesz? Że je zmarnowałeś? Bo rzeczom materialnym się tylko poddałeś?
  9. Szanuj bliźniego bo niby kogo? Na tym marnym padole gdzie jedynie cycki i swawole. Okradaj banki, katoliku oczekuj łaski. Bij swoje dzieci, ptaszek z gniazda w końcu wyleci. I ty marna pierdoło ateisto, zapuść brodę i wyglądaj męsko. Żyj, nie trać wiary w nic, nauka tak jak głupota; nie ma granic. Gwałć, pal wioski, wyciągnij wnioski. Po co komu ograniczenia, chce mi się rzygać od waszego pierdolenia. Wszyscy są równi, gej się broni. Chce mieć dzieci ze swoim chłopakiem, idź do diabła ze swoim własnym zdaniem. Jednak gej do swoich wyjedzie. Z mężem przyjedzie. On ma męża, inni żony, czy ktoś będzie czuł się pokrzywdzony? Kobieto broń swoich praw, wyjdź na ulicę, oczekuj braw. Przecież wam tak źle w obecnych czasach, nie rozjeżdżacie dzieci na pasach. Nie pierdzicie w fotelu przed telewizorem, nie szczujecie partnera chamskim sporem. Dlaczego zarabiacie przeciętnie mniej? Kobieto z tego kraju czym prędzej wiej. Wy wszyscy co nie wiecie kim jesteście, jak i wy co nie wiecie po co jesteście. Może najwyższa pora wyjechać gdzieś gdzie będzie dla was lepiej? I dla mnie by było lepiej, bo was by było mniej. :)
  10. Nigdy nie zapomnisz to co kiedyś było. Nigdy nie znajdziesz tego co się na dnie morza skryło. Pamiętaj to co przeżyłeś nigdy tego nie zapomnisz i na świecie nie zabłądzisz. Jesteś jeszcze młody całe życie prze tobą jednak idąc tą samą ścieżką możesz spotkać osobę wrogą. Kiedyś byliście przyjaciółmi teraz jesteście wrogami a pomyśleć, że kiedyś wymienialiście się życzeniami. To co było to zwykła przeszłość liczy się teraz teraźniejszość . O tej osobie zapomnij nigdy o niej nie wspominaj i swój intelekt do innych rozwijaj. Autor: Oskar Markowski
  11. Tylko we dwoje Jak ty i ja patrzymy na Amazonkę Jak ty i ja idziemy przez magiczną Łąkę. Razem patrzymy na zachód Słońca i zarazem na magiczną Barierę i mówimy słowa szczere. Razem idziemy polną drogą I mówię do ciebie jesteś dla Mnie najważniejszą osobą. Patrzymy na siebie ze Zdumieniem pod ogornym Wrażeniem. Nie myślimy, że to Się dzieje naprawdę i mówimy Do siebie tylko prawdę. Autor: Oskar Markowski
  12. Co ma począć samotna wrona? przeskakiwać Z gałęzi na gałąź? latać w lesie i cały czas W stresie? nie ma nikogo Do zabawy a może latać Bez obawy. Samotna wrona nikogo nie obchodziła i od niej jaskółka się odwróciła. Lecz bez powodu jej nie Lubiła ponieważ wrona na Skrzypcach grać nie umiała A dlatego nie umiała ponieważ Od jaskółki gorycz dostała. Autor: Oskar Markowski
  13. Chwila. Nigdy nie zapomnę tych Wspaniałych chwili jak twoi Rodzice mnie do ciebie zaprosili. Ty włączyłaś film śmialiśmy się Bez końca lecz po chwili ujrzeliśmy Zachód słońca. Był bardzo piękny jednak dla ciebie Był obojętny. Nie zwracałem uwagi jak na niego Spoglądasz ale wyraźnie widziałem Że więcej ode mnie żądasz. Nagle spojrzałaś na mnie niewinnie Ja na ciebie też. Po chwili się zaśmialiśmy I namiętnie się pocałowaliśmy. Autor: OskarMarkowski
  14. Czy czujesz, że sztorm nadchodzi? Obserwuję twój smutek. Lubisz oglądać zmąconą wodę wypełniającą dziury, słyszeć jak drewno płacze, jęczy, szepcze i śpiewa pieśni. Czy wierzysz w marzenia? Nie masz czasu na nie. Jesteś jak komik monologujący bez chwili wytchnienia, przekrzykujesz świat bez ceregieli, dławiąc się własnym odbiciem. Jak wyleczyć cię z lęku przed ludźmi? Tym maniakalnym wielogłosym majaczeniem, mógłbym dziś przyprawić cię o wstrząs, bo brzmię normalnie. Jak sprawić, żeby bawiły cię dowcipy przyjaciela? Chciałbym wyswobodzić cię z dławiącej monotonii realności, rozerwać ją seriami iluminacji, żarzących rozbłysków nieoczekiwanego. Czy pomoc to tylko określone działanie? Wydaje mi się, że pomoc to bycie. Bycie ważnym dla kogoś. Zwyczajny uśmiech. Tęsknisz za tym, co nigdy nie było ci bliskie. Może dlatego, że sam jesteś daleki od tego co dzisiaj.
  15. Kochanie, czy wiesz, że wszyscy potrafimy skrzywdzić? Niewinność już prawie nie istnieje. Pamiętaj, że nie wszyscy ludzie są ludzcy. Przestań obserwować. Przestań marzyć, oczekiwać. Zacznij przemijać jak wszyscy. Przemijaj z wiatrem i jak wiatr, kołysz się coraz szybciej, żeby zgasnąć. Zamilcz, mówią tylko ci, którzy mają o czym i ci, którym pozwolono. Słuchaj kochanie i przemijaj powoli.
  16. Betonowe lasy, szepcząc mi do ucha, szeleszcząc w moich myślach, każą mi uciekać. Uciekać przed ludźmi, przed pieprzonymi chodnikami, przed każdą kroplą krwi, czy przed sobą samym. Każda kropla krwi na zabrudzonym chodniku jest jak każda kropla potu na moim ciele, gdy budzę się z krzykiem. Tyle razy już próbowałem uciec przed pieprzonymi chodnikami, przed każdą kroplą krwi, czy przed sobą samym. Karykaturalne tło obrazu, który widzę co dnia, uspokajającego słonecznego poranka, który jest tak samo sztuczny od lat. Zalany łzami, proszę Boga bym mógł uciec. Każdego wieczora oni powracają, robiąc ze mnie kałużę krwi. Betonowe lasy szepcząc mi do ucha, szeleszcząc w moich myślach, każą mi cierpieć dalej. I jeszcze raz swe usta zatopią w moich sinych wargach, obejmą mnie w złym pocałunku. Czy to o czym myślę nie jest zbyt okrutne ? By tak po prostu pozbyć się bólu. Okrutne wobec moich myśli czy mojego ciała?
  17. Ludzie cenią sobie gloryfikację wolności, czuć, że są oddaleni od zniewolenia, niczym posłonek rozesłany. Będąc uciśnionym, najprościej rzec, że jest się wolnym. Na rzecz wolności, obrony własnej autonomii, zróbmy z najważniejszych wartości coś zwyczajnego. Stwórzmy maszyny do samobójstw w publicznych toaletach, nie zapominając o wygodzie w ich użyciu. Cieszmy się z naszych niezależnych decyzji. Rozejrzyjmy się jak wokół grobów dewiantów, łotrów naszej historii, wyrastają czerwone goździki. W końcu byli wolni. Bądźmy nowocześni i unikajmy ludzi, którzy myślą zaściankowo, przecież to nasza sprawa czy żyjemy, czy zabijamy, kradniemy. A głupcy co chcą ograniczyć nam wolność, wciskając nam tani pic na wodę, wmawiając nam, że podążamy niewłaściwie, są ograniczeni i wyparci przez społeczeństwo.
  18. Moon_Light

    Zagubiona

    Znajdź mnie. Tam gdzie nikt, mnie nigdy nie szukał. Posłuchaj uważnie. I krocz, Gdzie serce me cicho stuka. Przedrzyj się przez ból, Przez łez wartki strumień, I ciernie. Utwórz sobię drogę przez mrok, I przez kłody skacz, Z rąk puszczane, przeze mnie. A gdy już mnie odnajdziesz, Gdy serce swe, Tak poświęcisz. To weź mnie z ziemi, Jak kamień, I mocno przyciśnij do piersi. Trzymaj mnie w swych ramionach, I do snu lekko kołysz, Jak dziecko. Natrętne myśli me usłysz, I słuchaj jak milczę. Zdradziecko, Poraź me ciało dotykiem, Życia melodię, Zaśpiewaj. Słów swoich ciepłem mnie okryj, I chłód mojej duszy, Rozgrzewaj.
  19. Miły

    Pani D.

    Szkarłatna twarz przepita, w ustach mieli język, kolejny raz mnie wita rwąc następne kęsy. Ze śliskim uśmieszkiem puszcza kaprawe oczko. Nakarmić chce lękiem, zabawiając się spłonką. Jest w środku mojej głowy, głośno tłucze obcasami rozebrana do połowy, rozmija się z zasadami. Szepcze słowa niewygodne, aż powieki mi wywraca. Podpowiada myśli chłodne, osobowość mi zatraca. Jestem już apatycznym fantomem jej podłej intrygi. Oddycham ze smolistym mozołem w szponach strzygi. 10 paź 2018
  20. Witajcie :)) Czy ktoś ma do polecenia wiersze oraz prozy (klasyczne i współczesne) najlepiej o rozstaniach, samotności, stracie, przepełnione emocjami? Będę wdzięczna również za polecenie konkretnych autorów nad którymi warto się pochylić :) z góry dziękuję!
  21. nikt nie wie ile wierszy wciąż można jeszcze stworzyć uchwycić skrytą pasję w zdobionych sensem słowach przez chwilę poczuć przestrzeń w miejscu życiowej prozy wyraźnie słysząc rymy w rozkołysanych dzwonach są jakby świtem myśli falami różnych doznań nie zasiedlają lądów o niegościnnych brzegach szukając czystej wody żeby w niej odbić obraz karmią idee treścią jak okruchami chleba spisane tracą magię niczym przywiędłe kwiaty zakute w szklany wazon wciąż wierne swojej misji gotowe oddać wszystko sprzedają suchy zapis skrytych głęboko przeczuć i niewyraźnych wizji
  22. Kartka zawoalowana / Kartka potargana Potargaj mnie jak kartkę papieru – niech umrę w okruchach, taka krucha – potem w mleku zanurzona jak opłatki pszenne niech nasiąknę twym uśmiechem – od ucha do ucha – i niech pęknę – taka wiotka, jak rusałka, nimfa, trzpiotka, jak pąk róży w słońcu buchnę, – na świat wydam sok z żywicy – po czym w miodzie zatopiona niczym kłos pszenicy niech nasiąknę twą pieszczotą – od palców po głowę – i zjednoczy twa pieszczota tę każdą połowę potarganą frasobliwie na moje życzenie; niech potarga mnie na nowo to twoje mruczenie; Ty mnie kartką uczyń – listkiem pergaminu; niech mój wyschły płatek róży zatonie w azylu mleka czy nektaru co z ud twoich cieknie – – białą ciepłą strużką… … a ja taka krucha, leżę w pustym łóżku – i czy wrócisz – słucham… – podarta – – w okruchach – kartka z twoim żegnaj. Potargaj ją proszę, ukochany… TUTAJ można posłuchać wiersza z nastrojowym podkładem muzycznym.
  23. O rannym brzasku stała się przemiana, Piękno we wtórze ptaków wyszło ze szpetoty, Lecz los wydał wyrok nie bacząc na błagania, Naznaczając chwilę, w której padnie uśmiercony motyl. Wiele dni motyl trudził się poczwarą, By wzlecieć ku niebu wzorzystymi skrzydłami, I być czystą barwą i żyć tylko wiarą, Że jest już na równi z bogami. Jaki dzień długi jeszcze przed motylem, I wiatr pomiędzy skrzydłami tak szumi radośnie, Nie myśli motyl, co będzie w ostateczną chwilę, Bo po cóż by myśleć przy rozkwitłej wiośnie?
  24. Wspominanie żyją w mej pamięci obrazy tamtych dobrych dni spoglądam dziś przez okno na ulice i myślę czy wciąż nosi może jakieś ślady nas sprzed dziesiątków lat tej dziwnej miłości tych nas tak bardzo sobie na wspak razem kilka wiosen lipców kilka najwięcej zaś zim stajemy u kresu i ja i ty a byliśmy kim? kiedy latem nagle nakrył nas rozżarzony popiół z wulkanu naszych spojrzeń dotknięć marzeń i gestów dzisiaj więcej bruzd na ciele niż dni których coraz mniej papieros dymi szaro-niebiesko poświatą wspomnień o kawie kipiącej na kuchence i deszczu na szkle i ciebie we śnie szepczącej że kochasz ten dom i mnie. (…) leg paz ’18 Patryk Robacha
  25. Dziś w supermarkecie była wielka heca, Bo tata miał kupić Zuzi nowy plecak. „Tato kup! Proszę! Przecież tata obiecał !”. Ale tata się bronił dzielnie jak forteca. „No dobrze, dobrze ”. Odpowiedział tata, A Zuzia błyskawicznie przeprowadza atak. Na szkolne artykuły, ołówki, bibuły, Kredki, klipsy, zeszyty, nalepki. Szkolnych artykułów były chyba setki. Długopisów kilkanaście i ołówków kilka właśnie, Wypełniało Zuzi koszyk. Tata nie wytrzymał i grzecznie poprosił: „Zuziu złotko, czy to wszystko jest potrzebne?”. A Zuzia z koszykiem już gdzie indziej biegnie. „Zaraz, zaraz nie wszystko naraz. Po jednej rzeczy nie wszystko w parach”. Zuzia zaś tłumaczy „Co jeśli zabraknie, Albo kredka czy długopis z plecaka wypadnie? Co wtedy tato? Co wtedy pytam?”. I coraz to nowe rzeczy wkłada do koszyka. „Dość! Wystarczy ! Kupiliśmy już dużo, Zakupy skończone ! Czas do domu Zuzo”. W domu przywitała ich mama serdecznie ! „Kochani jak zakupy jak było, powiedźcie?”. Tata osunął się bezwładnie na łóżko, Bez słowa zamknął oczy, momentalnie usunął. Mama dziwi się i duma „Przecież nie jest aż tak późno?”, I próbuje się dowiedzieć, ale wszystko to na próżno. Zuzia tymczasem szybko niczym strzała, Do pokoju biegiem uśmiechnięta cała. Szybko jak gepard tak potrafi biec. Wszystko, co kupiła na podłogę bęc ! I rozważnie, i roztropnie kilkakrotnie patrzy, I ogląda, obserwuje czy przyborów starczy. Myśli i myśli oraz mruży oczy. Zastanawia się i duma, tak naprawdę o czym? Nagle głośny słychać Zuzi lament, „O nie! Ojej ! Wylał się atrament. Jest na ścianie i dywanie, Co ja teraz zrobię ! Co ja powiem mamie ! ”. Nagle mama wchodzi do pokoju. „Nawet chwili nie mogę mieć dzisiaj spokoju. Olaboga ! Jaka czarna podłoga”. Atrament był wszędzie na stopach, na nogach. „Nowy kłopot”. Mówi mama, wzdychając. Rzadko widać mamę tak zakłopotaną. Zmartwiona, choć uśmiech miała słodki, I nie czekając na nic, zaczęła porządki. Nagle przerwała i stanęła skamieniała. Zbladła cała i ponownie spytała: „A na tej ścianie, co to za znaki? Bohomazy czy wyrazy, coś dla niepoznaki ?”. Jakaś kreska na niebiesko, Mama wykrzyknęła „Co ty robisz dziecko !”. Bez żadnej namowy Zuzia na kolana klęka. „Ależ droga mamo, to nie ja przysięgam !”. Wstała i pobiegła szybciutko do biurka, Tam, gdzie leżała dla mamy laurka, I błyskawicznym ruchem po pudełko sięga. Na twarzy powaga oraz mina tęga. Bierze te kredki, co używała wcześniej, Liczy i ogląda, ale nie ma niebieskiej. Chwilę myśli i domysły snuje, Co się stało z kredką, co jej tu brakuje? „Gdzie jest kredka! Gdzie jest kredka !”. Zuzia niecierpliwi się i wokoło drepta. Drapie się po głowie, drapie się też w czółko. Jak detektyw chce rozwiązać ten rebus niedługo. A tymczasem, skok po skoku, krok po kroku, Pani Kredka zwiedza, mieszkanie po zmroku. Błękitna jak morze, jak niebo być może, Dziś zaznacza swą drogę w tym właśnie kolorze. Skok i mazaj na tapecie, Piruet- kreska na parkiecie. Długa linia, krótka linia, kółko sami wiecie. Wędrowała noc całą Pani kredka świecowa, Która nad ranem do pudelka się chowa. Zuzia obudziła się wcześniej niż zwykle, By obejrzeć kredki czy na miejscu są wszystkie. „Hmmm wszystko się zgadza, wszystko jak należy, Tylko ta niebieska coś ukośnie leży”. Wzięła ją do ręki, przybliżyła głowę. Co się okazało, krótsza o połowę ! Nagle Zuzia słyszy: „W drogę ! ”. To kredka wyskoczyła z dłoni na podłogę. Hop, hop, skok, skok i jest już za rogiem. A, za nią Zuzia też zwinnie skacze z nogi na nogę. Zostawia ślady wszędzie, łatwo iść tu za nią, Wystarczy się przyjrzeć pomazanym ścianom. Lini, bohomazów robi się też więcej, I znienacka- bach! Kredka wpadła w ręce. „I tak się wydostanę i tak się wykręcę. Pomaluję kuchnię i lustro w łazience”. Na to Zuzia odpowiada „Absolutnie nie ! Wsadzę cię tam, gdzie nie wydostaniesz się ! I nie pokazuj mi swojego języka, Bo włożę cię zaraz do mojego piórnika. Zamknę piórnik i wsadzę do plecaka. Plecak zasunę i powieszę na wieszakach. Nawet jak zechcesz, to nie będziesz mogla skakać. Nikt nie będzie słyszał, jak ty zaczniesz płakać. Będziesz na dnie szkolnej teczki. Stamtąd nie ma już ucieczki. Skończą się twoje swawolne wycieczki. Dobre maniery to warunek konieczny ”. Mama zobaczyła Zuzie całą na niebiesko, Powiedziała głośno „Co ty robisz dziecko ! Tak myślałam, że to ty stoisz za tym malowaniem. A najgorsze to, że ty ciągle kłamiesz. Wczoraj przysięgałaś na kolanach, że to nie ty. Ale widzę, że mnie okłamałaś ponownie, niestety. Znów ! Bo ja nie mam słów do ciebie, A teraz szybciutko do łazienki biegiem. Zuziu, umyj ręce, szyje oraz twarz, Bo cale ubranie pobrudzone masz. „Ależ mamo”. Zuzia broni się i przerywa ciszę, Ale mama nie chce nawet o tym słyszeć. Zuzia, myjąc ręce, w łazience naprędce, Nie chcąc się narazić swej mamie na więcej. Zrozpaczona i w ogromnym gniewie, Niechcący rozpuściła panią kredkę w zlewie. „Ależ szkoda ”. Łzy popłynęły i zrobiła się smutna. „Muszę kupić nową i nie czekać do jutra”. Mama, widząc łzy, co po policzkach płyną. „Wiem, kochanie, to nie było twoją winą. Kupimy nowe kredki”. Powiedziała mama. Zuzia na to „Nowa nie jest taka sama”. Dziewczynka nadal jest samotna i smutna. Przytulając mamę, mówi „Nie czekajmy do jutra. Jedźmy, jedźmy”. I szybko się ubiera, Mama odpowiada „Spokojnie, nie teraz”. Przekonała Zuzię i siadła na krześle. A Zuzia przyrzekła pójść spać dzisiaj wcześniej. I rankiem, gdy wszyscy jeszcze spali, Zuzia zobaczyła bohomazy w oddali. Wyskoczyła z łóżka, choć było nad ranem, I ogląda z uśmiechem kaligrafy na ścianie. Szuflad deski, pokryły różne kreski, Tuż obok zygzakiem był kolor niebieski. Liter było pełno, gdzie nie ruszysz głową. Znaków było mnóstwo, a Zuzia stała obok. „Wróciła!”. Radość nie do opisania, Poleciała Zuzia tam, gdzie spała mama. „Mamo nie jedźmy do sklepu, nie trzeba naprawdę. Mam pełno kredek i wszystkie są ładne. Poza tym mam plan na dziś i coś do zrobienia. To spotkamy się wieczorem więc do zobaczenia!”. Zuzia, na co dzień w gorącej wodzie kąpana. Znalazła na długie dni do zabaw, kompana.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...