Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'wiersz' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 126 wyników

  1. Przychodzisz każdej nocy- nie zawsze cię pamiętam. Choć patrzysz prosto w oczy wyrazu nie odczytam. Czasami jesteś miły, czasami ci się uda przerosnąć swoje siły; wymyślić nowe cuda. Często się zastanawiam i włączam myśl nie nową.. co się dzieje z moją głową? I nie ma odpowiedzi. Jesteś boski, przeklęty, lecz przede wszystkim niepojęty..
  2. Gdy zabraknie mi oddechu Będą wiedzieć że byłam gotowa By odejść ze świata kolorowego Do czarnej nicości ciemnej jak podziemia Ciało nowe czeka bo owemu pozwalam Wyjść przez drzwi mahoniowe Nie wrócić nigdy po mnie Jak i po moje życie nędzne Za murami świat widnieje Pełen w zieleni rozrośnięty Dni dzielą od niego Siła przemawiająca przeze mnie mówi Wyraźne ''do widzenia''
  3. Słuchaj, coś mam żeby ci Kamil dać. To rzeczy takie drogie - słowa, aż... Zrobiłeś tak, że ja lepsza jest, ah!... Pokazał jak przebaczać i gola tam. Oh, Kamil tak cie bardzo kocham, patrz! O, tam! Wielki Mur Chinśki, ja chce tam! Mur tamten taki wielki, jak ty i ja. Potrafisz dzięki pannie (ja) kochać. Ty i ja będziemy razem wiecznie! Ty i ja r'zem lepsi jesteśmy, wiesz? Być lepiej dac się nie da, wsp'lnie, n' wiek'.
  4. P.S.

    Kawiarnia

    Kamil mam ci coś do powiedzenia. Tak slucham? I would like two black coffees. Ja chce jeszcze z mlekiem, Kamil. One with milk, please. No, to słucham? No? Jestem w ciąży. Co się stanie? Co powino się stać? Powino? Tak się da? A co cie to obchodzi, ha? Chociaż nie, to nie Prasa. A co byś ty zrobił? Co byś ty zrobiła? Jak byś zrobił(a)? Dobrze, źle, czy jak?
  5. [ zapraszam do interpretacji :)] Milczysz. Jakie to piękne, jakie to jest miłe! Być może uniknąłem bolesnego dźwięku..- A może przegapiłem poranny śpiew ptaka.. Milczysz. Jakie to jest taktowne, eleganckie! Mówią przecież : Mowa srebrem, milczenie złotem- Na złote medale już brak powoli miejsca.. Milczysz. Czemu to robisz? Milczenie też rani.. Wsłuchaj się w to czasem..Czy da ci pełny spokój? Czy Ty będziesz zadowolony nie słysząc nic? Milczysz... Ile bym dał, by przerwać tę złą ciszę.. Ile bym dał, by usłyszeć ten bolesny dźwięk.. Usłyszeć cokolwiek...Bez żadnego znaczenia..
  6. aaivl

    Jestem

    Kobietą jestem a nie bywam w życiu pewnie kroczę jak po estradzie diwa cierpienia brzemię codziennie dźwigam wieloma barwami się mienię a w środku stara wyga cały swój bagaż skrzętnie ukrywa twarz młoda pełna tajemnic uciec nie zdoła od chwil w czerni pomimo tego wciąż z uśmiechem idę dumnie krok za krokiem nosząc swe imię w świetle blasków i cieni gracja zawsze mi towarzyszy ciemne kolory mych dni przeżywszy zakładam najjaśniejsze odzienie i lśnię jak gwiazda niezmiennie niezmiennie niezmiennie! bo Kobietą jestem − swym okrętem, żeglarzem i sterem każdy sztorm pokonam wewnętrznej mocy płomieniem
  7. Jesteś tak blisko, często tuż obok mnie, pragniesz bliskości, odczuwam to w tle. Pisząc w wierszach o tobie wzruszam się, jest w nich zawarta też mała cząstka mnie. W bezmiarze codziennych tęsknot moich, listami swoimi kreślisz często ramy dnia. W ciepłych słowach, zwierzeniach twoich, jawi się dla mnie, jakże barwna postać twa. Jeśli znajdę w szarości powszedniego dnia, chociażby jedną, pełną ciepła, jasności myśl. Wysyłam ją wtedy, z ogromną już tęsknotą, adresatem tej mojej myśli, jesteś zawsze Ty.
  8. Dzisiaj z okazji dnia dziecka nutka powrotu do lat dziecinnych.. Niech każdy z nas znowu poczuje się dzieckiem :) Czy pamiętasz ten stan spokojnej błogości, gdy każdy z nas był żywym źródłem młodości? Pamiętasz te chwile? Te bitwy na kije? Wiedziałeś i czułeś, że na pewno żyjesz. Chodziłeś na boisko, tam czułeś się swojsko. Życie smakowało raz słodko, raz gorzko. To była moja arkadia, moja spokojna melodia. To była ma Nibylandia. Teraz to tylko historia. To były piękne chwile, odległe i miłe. Chciałbym znów do nich wrócić.. Szybki bieg czasu zakłócić.. Czy czujesz jeszcze ten smak adrenaliny, gdy byliśmy w lesie do późnej godziny? Pamiętasz te chwile? Jak wolne motyle lataliśmy wszędzie w szaleńczym obłędzie. Nie mieliśmy dość, choć też dawał w kość przewrotny, nieznany i ciężki nam los. To była moja arkadia, moja spokojna melodia. To była ma Nibylandia. Teraz to tylko historia. To były piękne chwile, odległe i miłe. Szkoda, że już minęły, lecz jeszcze nie zaginęły..
  9. Piszesz wiersze i chciałbyś spróbować swoich sił w ogólnopolskim konkursie poetyckim? Dopiero zaczynasz przygodę z tworzeniem, nikt nie widział Twoich utworów, a może jesteś już wielokrotnym laureatem? Konkurs Poetycki „Zawierszujmy Bielsko” został stworzony z myślą o Tobie!Pierwsza edycja ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Zawierszujmy Bielsko” adresowana jest do pełnoletnich mieszkańców Polski. Do nagrody w kategorii ogólnej kandydować będą wszyscy uczestnicy, którzy mają ukończone 18 lat. Dodatkowo została przygotowana nagroda specjalna im. Józefa Argasińskiego dla uczestników, związanych miejscem urodzenia bądź zamieszkania, szkołą, uczelnią, z regionem Podbeskidzia i miastem Bielsko-Biała, którzy mają ukończone nie więcej niż 26 lat.Utwory uczestników z całej Polski zostaną ocenione przez profesjonalne jury,a zwycięzcy otrzymają wyjątkowe nagrody. Czeka na nich m.in. nagrody finansowe, warsztaty poetyckie, prezentacja wierszy w przestrzeni miejskiej oraz wiele innych.Laureaci i wolni słuchacze zaproszeni są również na oficjalne ogłoszenie wynikówi wręczenie nagród na uroczystej gali finałowej 5 września 2020 r. w Domu Kulturyw Starym Bielsku. Podczas ceremonii odbędzie się także koncert muzyczny oraz konkurs jednego wiersza.6 września 2020 r. o 11:00, na Zamku książąt Sułkowskich odbędzie się Bielska Edycja Krakowskiego Salonu Poezji, w której trakcie laureaci konkursu ponownie będą mieli okazję zaprezentować swoje utwory.Dla młodzieży nominowanej do nagrody specjalnej zorganizowany zostanie cykl warsztatów poetyckich w Książnicy Beskidzkiej.Udział w konkursie jest całkowicie bezpłatny.Regulamin konkursu: https://drive.google.com/open?id=1otbAA6n3XSS1jGk40oMrtDRSpB0OE3qB
  10. A gdy mnie zabraknie, cisza będzie lub szmer, radość lub wzruszenie, piękny lub brzydki śpiew. Gdy mi przyjdzie odejść, mrok będzie lub jasność, chłód lub też skwar, zabawna lub smutna błogość. A gdy mnie nie będzie, nadejdzie inne światło; świeże, czyste i życie spisze na nowo. Bo gdy mnie zabraknie, świat dalej będzie trwać, a mi pozostanie tylko płakać lub się śmiać.
  11. Nie ma nadziei dla poetów Zamknięte we własnych ciałach Piękne dusze...ach piękne dusze Docenione dopiero po śmierci Za życia śmiech, czasem wzruszenie Dla poetów nie ma nadziei Wielcy odeszli, ostały się dzieła Nadal trwają w pamięci, w teorii Co po utworach, tomikach, słowach? Fragmenty rozkruszone na kawałki Nie ma nadziei dla poetów To cnota zbędna, blokująca Sztuka rodzi się bez nadziei Sztuka rodzi się w beznadziei Kto posiada nadzieję nie jest poetą Bo dla poetów nie ma nadziei Zapraszam do dyskusji i na instagram @tojuzwiersz
  12. graphics CC0 - bonus Ars Poetica poezja jest jak mała kolejowa stacja wysiadasz nagle, w nieprzewidzianych sytuacjach więc rejwach, rozglądasz się wokoło pytając: gdzie ja jestem? ocierasz przepocone czoło pulsuje rozum – mechanizm w ciele kombinatu runiczny zapach fiołka w naręczy niebieskawych kwiatów poezja to jest suport, sprężony nóż maszyny obrabiasz nim dowolny przedmiot a w łoże pełne rymów – białe wpadają ekworyny albo jak szampan, markowy mocno zamrożony nagle wystrzela w górę korek w porozwieszane kotyliony a już po balu jak kochanka gdy jesteś lekko zamroczony zarzuca nogi we firankach na twoje zgięte w gryf pagony poezja modny lot motyla, ubrana chyba u Versace pod drgnieniem skrzydeł pierś obnaża, jej nogi tańczą w rytmie cha cha to kęs zakotwiczony w kruchym jabłku w śnie aromatów kwaśnych owocowych spragnione usta niedostatku w posmaku cierpkoturkusowym, spod gwiazd przychodzi zmącić zmory zmysły zdziczała transgeniczna burza a włosy z gibkich płatków rwie podstępna demoniczna róża tu w antresolach psich ogrodów setery niosą w pyskach kwiaty, i wyścielają ci pod stopą czuły łagodny rym włochaty, ciało poezji ogrodów cnotą z rozdziewiczonej macierzanki, rozum poety w wersy układa – z zapachów układanki —
  13. graphics CC0 Analiza wiersza K.I. Gałczyńskiego pt. „Ulica towarowa” Wiersz: Tutaj wieczorem faceci grają na mandolinach i ręka wiatru porusza ufarbowane wstążeczki. W ogóle tu jest inaczej i gwiazdy są jak porzeczki, i jest naprawdę wesoło, gdy księżyc wschodzi nad kinem. Anioły proletariackie, dziewczyny, wychodzą z fabryk, blondynki smukłe i smaczne, w oczach z ukrytym szafirem jedzą pestki i piją wodę sodową niezgrabnie, pierś pokazując słońcu, piękną jak lirę A kiedy wieczór znowu wyłoni się z mandolin, a księżyc, co był nad kinem, za elektrownią schowa, mgłami i alkoholem ulica Towarowa rośnie i boli. K.I. Gałczyński / 1929. Analiza wiersza: Wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. „Ulica towarowa” to bilans w opisie bliżej nieokreślonego miasteczka, dokładniej jednej ulicy. W prologu to opis czysto proletariacki, status „społeczeństwa fabrycznego” świadomie i refleksyjnie umiejscowionego w rewolucji przemysłowej pomiędzy dwoma wojnami światowymi, notabene, – na dobre przytłoczonego amorficzną codziennością. Studium egzystujących w matni systemów produkcyjnych, stacjonarnych schematów i przyzwyczajeń ludzi przypisanych do swoich fabryk i manufaktur. Praktyczny, socrealistyczny charakter wiersza wprowadza nastrój anemicznej figlarnej monotonii. W pierwszej części utworu to bynajmniej pantagruelizm w ambitnej formie – czyli usilnie beztroski koniecznie standardowy wymiar życia tej (naszkicowanej przez autora) robotniczej dzielnicy. „Faceci grają więc na swych mandolinach”, „ręka wiatru porusza jakieś ufarbowane wstążeczki”, a gwiazdy „są jak porzeczki”, to późny wieczór – na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy (czerwone – czyli proletariackie), a „Księżyc wschodzi nad kinem”. Póki ta jasność dominuje na „ulicy towarowej” żywot proletariuszy w zachwycie magią i ulicznym folklorem ulatuje „cały w skowronkach”, „naprawdę [tu] wesoło” sugeruje Gałczyński, z fabryk po zakończonej zmianie wyłażą smukłe młode blondynki, o szafirowych oczach, a nastrój jarmarczny tej aglomeracji zachwyca czytelnika. Dziewczyny żują pestki może to dynia, może słonecznik?, popijają sodówkę. Czas płynie wesoło – lecz do czasu trwa ta sielanka, gdy jasność substytuuje w noc – ta przysłowiowa „sodowa woda”, wreszcie uderzy do głów mieszkańcom betonowej dżungli. Zapytasz czytelniku: dlaczego akurat „sodówka”?, i w jakim celu zastosowałem ów semantyczny apendyks? – Otóż, pisze dalej Gałczyński: gdy „księżyc co był nad kinem za elektrownią się schowa – mgłami i alkoholem ulica towarowa [tu] – rośnie i boli”, po zmroku miejsce opisane przez Gałczyńskiego zmienia diametralnie oblicze – teraz to zaułki pijaczyn i kreatur, a miasteczko przechodzi swą codzienną metamorfozę, wraz z nocą przenika stanem turpistycznym, zachowaniem swych mieszkańców uwierzytelnia mroczność i całą industrialną brzydotę, relacje miasteczkowiczów (jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) – przemieniają się w ohydę – w pijacką balangę. Ludzie po dniu mozolnej pracy porzucają własne smutki i troski zaś stany stricte niehumanitarne uwierzytelniają. Ta mroczność traci charakter biesiadny, to pitawal – „towarowa” kronika kryminalna, wszystko co kolorowe – barwne, stanie się teraz profesją szemranych układów. Ból, gorycz i obojętność, wszystkie stany ludzkiego zniewolenia przez zło, gdzie czapka gore na złodzieju, istota wygraża z degeneracji, a gwałt i nielegalny handel w antyludzkiej pomroczności – zatrważa. Gałczyński wychował się na przedmieściach Warszawy, z pewnością czasy dzieciństwa zanotowane w pamięci poety zainspirowały go do napisania wiersza. Poezja dwudziestolecia międzywojennego to eklektyzm, w zasadzie nie można jej zamknąć w ustalonych trendach. Emanacje światopoglądów stanowiły grupy poetyckie powiązane z konkretnymi czasopismami. W głównym nurcie tworzyli Skamandryci – z Tuwimem, Kazimierzem Wierzyńskim, Janem Lechoniem – na czele.. Powiązani z kulturalnym pismem „Pro Arte et Studio”. Głosili pochwałę życia, promowali twórczą wolność bez skrępowań, opisy życia radosne, podnoszące na duchu, z fasonem witalnym i subiektywnym. Dalej to: Awangarda, ci opisywali życie zwykłych ludzi, uwikłanie człowieka w postęp cywilizacyjny i naukowy marazm. Awangarda krakowska to – 3M – poezja miasta, maszyny, i masy, poeci skupieni wokół Tadeusza Peipera. – przeciwstawiali się całej tradycji literackiej szukali „punku zero”, inni przedstawiciele nurtu to: Adam Ważyk, i Julian Przyboś. Tworzyli też futuryści odwołujący się – do manifestu Marinettiego, zafascynowani głównie technologią, w obrazoburczym modelu przyszłości szukali zaspokojeń bardziej perwersyjnych: Anatol Stern, Aleksander Wat, Tytus Czyżewski i Bruno Jasieński (którego twórczość osobiście bardzo cenię, bo poeta operuje daleko wyszukanym słowem). W końcu lirycy określani jako: Kwadryga, to: Szenwald, Dobrowolski i właśnie Konstanty Ildefons Gałczyński. W wierszach konstruowali stany katastroficzne i apokaliptyczne wizje przyszłości, często zabarwione ironiczną nutą upadku cywilizacji. Wiersz „Ulica towarowa” – stroficzny, złożony z 3 zwrotek, o rymach niedokładnych i nieregularnych okalających i krzyżowanych: ABBA, ABAB, ABBA. Brak akcentów oksytonicznych (gdzie ów akcent przypada na sylabę końcową wyrazu – zrymowanego), więc nie męskie a żeńskie. Nieregularna liczba sylab w wersach. przez: Tomasz Kucina
  14. był wczesny wieczór słotnego dnia już rzeczywistość spowijała szarość rozbłyskały co drugie girlandy sklepikowych wystaw i pomiędzy nimi szedłem ja sam bez niczyjej ręki dryfowałem pośród fal wzburzonego morza ludzi i ich spraw (musiał być weekend albo jakieś święto) wszak taki sztorm na rynku nie zdarza się często wyglądałem raczej godnie to był najdroższy mój garnitur z granatowej wełny i jedyny płaszcz czerni atramentu spodnie sprasowane w nienaganny kant połyskiwały w świetle neonowych świec bo je lekko opluł deszcz (niebo płakało raczej nad światem) nie nade mną po drodze złowiłem tylko kilka spojrzeń może ze trzy śmielsze uśmiechy swoją drogą uśmiech przecież to tylko lekki skurcz twarzy drgnięcie kącików ust a jednak nieliczni zdobyli się na takie szaleństwo wybaczam przecież ja sam często bez niczyjej ręki boję się tego szaleństwa mijając przypadkowo szyld kawiarenki słyszałem przez uchylone drzwi żale i udręki biednej matki że się nie chce uczyć pije pali fajki i czasami na noc zdarza się nie wrócić wyrodny syn którego kocha matko on odwzajemnia to uczucie zapewniam dziś po prostu jeszcze za mało rozumie nieco wcześniej raptem tuzin kroków ojciec kupił płaczącemu dziecku balon z helem na krótkim sznureczku nie zdążyli nawet odejść spod werandy sześciolatka wypuściła go z rękawka ojciec głosem twardym zagrzmiał ojcze ona nie chciała zapewniam to pewnie z radości już musiałem wracać bo jeszcze kilka spraw szarzało coraz bardziej i deszcz się wzmagał no i jeszcze miałem być na czas tylko trudno zdążyć bez niczyjej ręki
  15. Brak mi przyjaciół, którzy osobę mą by na duchu podnieśli. Brak mi osoby, która gęstą mgłę moich myśli by przedarła. Ci, którzy tolerancją się szczycą, a w życiu codziennym jedynie opluć i zadeptać bezbronne pisklę potrafią. To oni szczytami hipokryzji, to oni szczytami ludzkiej marności.
  16. Powiadają nie należy końca dnia wyczekiwać Na lepsze jutro szans nie przewidują I tak trwają Celebrując szczęście, którego niewiele dostali od losu Chociaż czemu los winien? Zesłał ludzi, co radość roztrwonili Zamiast przekazać ją potrzebującym Minuta warta pięć groszy Godzina zaś jeden uśmiech A ile warty człowiek, który cały ten czas trzyma tylko dla siebie? Zapraszam do dyskusji i na instagram @tojuzwiersz
  17. Wśród spojrzeń pełnych zachwytu Wśród mocnych uścisków dłoni Wśród nagród, przesady, dobrobytu Wśród kropel potu na mej skroni Wśród braw, uśmiechów fałszywych I podziwu, którego niejeden szuka Tam właśnie umarła gdzieś skromność Tam właśnie umarła gdzieś sztuka Zapraszam do dyskusji i na instagram @tojuzwiersz
  18. Zapraszam do dyskusji i na instagram @tojuzwiersz Spotkali się kiedyś jeden z drugim Obydwaj dumni i chłodni z zasady Obydwaj przesiąknięci męskością myloną z męskim szowinzmem Żaden żonaty, nie bez powodu z resztą Z resztą pieniędzy od matki jeden Od ojca drugi, a rodziców mieli różnych A jeden lepszy od drugiego
  19. Wiersz, Dobro oraz Szacunek Przyjaciel to ktoś kto cię rozumie, Przyjaciel to ktoś kto słuchać cię umnie! Przyjaciel na dobre i na gorsze dni, Przyjaciel spełni twoje wszystkie sny i marzenia! To ktoś kto wybaczy i przytuli mocno, Kto otrze łzę i sprawi, byś się szybko ocknął. Długo nie pozwoli tobie martwić się, jest przy tobie blisko, gdy tobie jest źle! Przyjaciel to jest ktoś, kto cię nie ocenia, Przyjaciel to ktoś, kto dla ciebie jest nie bez znaczenia! Przyjaciel da tobie szczęście i osuszy łzy, I dla mnie ważny jesteś także ty.
  20. gart

    Tryfonty

    Byle wytrwać. Tak mówisz, gdy dach zmartwień wali się z łoskotem na skronie. Ble stracić. Tak myślisz, gdy szczęście opala Twoje blade policzki. Byle ustać. Tak śpiewasz, gdy wiatr nawiewa przeciwności losu. Byle zasnąć. Tak się modlisz gdy powieki przechowują niechciane wspomnienia. Byle przestać. Tak nad ranem krzyczysz, gdy śni ci się życie.
  21. Miałem kiedyś nadzieję, miałem też i odwagę, miałem bujne marzenia- wszystko poszło na marne. Po co nam jest to wszystko? Po co tak się staramy? Przecież na końcu drogi nic już prawie nie mamy. Dla większości to wiele, by przeżywać każdy dzień, trudno znaleźć swe światło, gdy nam wszystko wchłania cień. Niestety nic nie zrobimy, to nie jest piękny kwiat, to nie bajka, ni satyra, tylko zepsuty świat. Miałem kiedyś uczucia, miałem też i powagę, miałem wielkie ambicje- wszystko poszło na marne. Po co nam jest to życie? Po co wszelkie staranie? I tak każdego czeka pudełkowe mieszkanie. Dla mniejszości to niewiele, by cieszyć się życiem, łatwo znaleźć światło, nie jest wielkim odkryciem. Tak ludzie są podzieleni, brata zabije brat, a za wszystko odpowiada zły i zepsuty świat. Miałem kiedyś też radość, miałem też i rozwagę, miałem siły witalne- wszystko poszło na marne. Po co nam jest tu wolność? Można wyglądać zza krat. Każdego i tak zniewala marny, zepsuty świat.
  22. Podróż gdzieś po świecie, to jest jak podróż sam ze sobą, ale podróżować w jednym wagonie czy przedziale z inną osobą to jest już co innego. Bo gdy się podróżuje z jakąś inną nam nieznaną osobą w pociągu, to sobie myślimy czy to jest dobre, a to jest miłe dla nas samych jak jeździmy z osobą którą wogóle nie znamy, ale możemy ją poznać przy rozmowie, szacunku a wtedy my juz z tą osobą się zapoznamy i zaprzyjaźnimy. Bo to nie jest po to żeby samemu podróżować gdzieś pociągiem, a już gdy to zrobimy to wtedy mamy miłość do tej drugiej nam osoby a miłość do drugiej osoby dajemy właśnie przez miłość, szacunek i pomoc. A ta owa podróż jeszcze się nie skończyła.
  23. mini poemat z pamiętnego lata utlenionych muz graphics CC0 - bliskość... od Andreasa Schlütera twierdzisz – że jestem dziwak bo chce dać ci wszystko i chleb – i dom – i drzewo genetyczne a żądam intercyzy na swoje młodzieńcze wiersze nie zdołam ciebie do snu monad wpisać czy nie pojmujesz? – że to mój skarb i galaktyczna droga utrapienia? dla ciebie tylko… bursztynowa komnata zaczerpniesz z niej miarką mitologii a słowa? – cóż słowa? – jak Zamek w Człuchowie wolno je czesać – i często odwiedzać na moment możesz je ukryć w ciszy są nasze – wspólne – czyli niepodległe te wszystkie rozświetlone szepty szyku dekoracja – nagość intelektu to wolność nie podzielę się z tobą terpsychoryczną przeszłością co we mnie pamięta prawiczka i sceptyka noktambulika na niby w oprószonym księżycu zakopywałem rymy gwiazdą z perzyn lżyłem posągi boginek z atłasowych firan zauroczeń dmuchałem w ogień Afrodyt tańczyłem z Hamadriadami w krótką noc Kupały chodziłem po drutach wysokiego napięcia na szczudłach Olimpu w bożkach elektrycznych kiczu szukałem pułapu uduchowienia i piłem wodę ze źródła Aganippe przeglądając w łaknień tafli odkryłem w sobie Narcyza nad czym potwornie – dziś ubolewam aż nagle te wszystkie bóstwa lęków stały się chrześcijańskie bo pewnie zawsze – były i ożyły uczynnie w łasce Boga Jedynego jak miałbym ci to oddać? to kiść ocalenia wyrzucę je na wiatr pognam Pegaza niech zwiedza ośrodki galaktyk zasnute konurbacje a gdyby czasem zechciał z blasku wyparskać moje „niewierne imię”? tyle mi już wystarczy ty będziesz koniokradką lecz w stajni Augiasza niech ożyje we mnie ta słowa moc i niechaj będę przez chwilę – drugi Charles Leconte de Lisle a twoim kłem – będzie ślad muzy cielesnej mroczny czyn pejoratywny skłonności bluszcz popędu wiem – nie poprzestaniesz twój genetyczny despotyk tropi coraz to nowsze finezje w kolejnych innych luśniach babskich ślepi ów blask jantaru ci zagraża gdy nie wiesz kto szabrował tu rym przy jądrze mym intelektu w bursztynowej komnacie – kandelabrów --
  24. Pytasz mnie, czy istnieje dobry świat? Boli Cię nieustannych kłótni gwar. Ocknij się, nie naprawisz świata , nie, słuchaj mnie, nie rozpaczaj, raduj się. Bo każdy z nas dużo dobra ma i zła, i każdy z nas żyje chwilą, póki trwa. Żalisz się, coś nie wyszło znowu Ci, płaczesz znów, czy to wszystko ci się śni? Nie daj się! Jeszcze przyjdzie dobry dzień. Rozchmurz się, wszystkie smutki pójdą w cień. Bo każdy z nas dużo siły w sobie ma. I każdy z nas może znaleźć swoje „ja”. Więc wstań i nie bój się! Nie wszystko będzie źle. Przyjaciół wokół masz, podadzą dłoń na czas. Więc wstań i naprzód idź! Bądź jak na wietrze liść, przez życie sobie gnaj, a znajdziesz własny raj. Myślisz wciąż, czy tak dalej może być? Twierdzisz: nie. Trzeba znowu zacząć żyć. Co i raz, tę wątpliwość w sobie masz, Boisz się, to uczucie dobrze znasz. Bo w każdym z nas dużo strachu ciągle jest, i w każdym z nas zamieszkuje wielki stres. Martwisz się, co przyniesie jutro znów. Chciałbyś, by było pełne dobrych snów. Lepiej myśl, co ci przyniósł dzisiaj świt. Jutro to niespisany dotąd mit. Bo każdy z nas piękne chwile będzie miał, Z których kiedyś w życiu jeszcze się będzie śmiał. Więc wstań i nie bój się! Nie wszystko będzie źle. Przyjaciół wokół masz, podadzą dłoń na czas. Więc wstań i naprzód idź! Bądź jak na wietrze liść, przez życie sobie gnaj, a znajdziesz własny raj.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności