Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'wiersz gotowy' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 2 wyniki

  1. Mam całe czerwone oczy od płakania, mam całe poranione serce od fałszywych ludzi kochania. Byłem jak powietrze - było to było nie ma to nie ma. Nie przejmowałeś się mną, a ja ci ufałem, ja ci pisałem "Kocham cię" a ty zwyczajnie mnie olewałeś. Teraz odszedłeś i mam nadzieję, że nigdy nie wrócisz, bo nie mam ochoty kolejny raz walczyć z tymi fałszywymi uczuciami. Kolejny raz się zakochałem, kolejny raz poczułem uczucia których od dawna nie odczuwałem. Chcę poczuć to wszystko od nowa,bo wiem że tamtych uczuć nikt naprawić nie zdoła. Śnie o tobie noc za nocą, o tym jak się przytulamy i w najtrudniejszych swerach życia oboje się wspieramy. Nie chcę abyś odchodził, nie chcę abyś porzucał, nie chcę abyś moje uczucia na bok odrzucał. Popatrz: mamy te same zainteresowania, to samo poczucie humoru chyba na prawdę jesteśmy warci tej prawdziwej miłości. Mam nadzieję, że nigdy nie staniemy nad przepaścią i nie porzucimy tam swojej jakże wielkiej wierności. Autor: Wierszkowski
  2. Spętany jestem sidłami, każ mi. Przewracam się, między krzewami. Nie ma Boga z nami, w pustce pozostawieni sobie sami. Kiedyś okryci nadzieją wielkimi płatami. Teraz marny koniec nasz, zbliża się. Wielkimi krokami. Poniewiera mnie wiatr, miotając w odmęty ciemni. Stojący obok ludzie jak pachołki, są bierni. Kończyny diabła przeszywają powoli. Bycie tak wyalienowanym, że brak światła we własnej melancholii. Skłaniam się ku śmierci, nogę brudzę w grobie. Myśli czarne jak smoła w mej pustej głowie. Na dziewiątym piętrze, stojąc przy oknie, wdycham ostatnie opary życia. Beztrosko spadając sobie. Był to czyn wielkiego kalibru. Teraz po mnie ani słychu, bardziej widu. Kilka metrów niżej, na chodniku. Jestem Bogiem własnego przybytku, w którym ludzie wyżynają się, jak świnie, po cichu. Będę rzucać ich, jak te kamienie na szaniec, głupku. Jestem tego pewny, jest to ostatnie skinięcie, więcej wierszy nie będzie. Już czas zacząć przedstawienie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności