Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'stare' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 4 wyniki

  1. Językiem swoim wykradasz z mych ust oddech Kolejne tchnienie życia ofiaruję tobie Cóż za paradoks – Powinnam m a r t w i e ć przy tobie, A czuję, że żyję. M a r t w i e j ę bez ciebie Bez Ciebie gniję. Śmierć przychodzi gdy ty odchodzisz Życie znajduję w twojej obecności Swoim dotykiem ożywiasz ciało moje s t ę c h n i ą c e i tęskniące za tobą. Jesteś, a ja Łagodnieję, d e l i k a t n i e j ę. Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Skalpelem swoich oczu Wycinasz rany, które strach pozostawił Na moim ciele s t ę c h n i ą c y m i tęskniącym za tobą. Jesteś, a ja zdrowieję, ożywam – cóż za paradoks! Językiem swoim wykradasz z mych ust oddech Kolejne tchnienie życia ofiaruję tobie Nieśmiertelność jest twoją obecnością Oddałam ci życie, nie tracąc go wcale Śmierć przychodzi gdy ty odchodzisz Życie znajduję przy tobie. Bez ciebie gniję, bez ciebie m a r t w i e j ę. Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty Ty
  2. stonoga biegnie wzdłuż stu dróg, każdą nogą w innym kierunku. oto owadzia schizofrenia, jaźni rozdwojenie, rozsetnienie. cierniowa korona – a z niej sto cierni powbijanych w jezusową skroń; w głowie Pinokia zaś sto drzazg. obaj uczą się człowieczeństwa – – Bóg i Drewno. drewniane kościoły pachną pleśnią i zbawieniem. za dużo rozbieżności w tych moich słowach. obrazy nakładają się jeden na drugi, a jest ich w sumie setka. niełatwo przychodzi opisywanie stu dróg. a wszystkie prowadzą do Boga. trzeba uważać, żeby na bezdroże nie wstąpić; stamtąd rozpływają się drogowskazy, a pierwszy znika horyzont. człowiek ma tylko dwie nogi i dostępna jest mu tyko jedna droga spośród wszystkich stu – – bo drugą nogą zawsze może wejść na bezdroże. dalej: dwoje oczu, by wypatrywać straconych dróg linie. czasem tylko ślepnie… wtedy ratuje go sumienie, które prowadzi i niesie z powrotem. bezdroże jest studnią – – niejeden człowiek już setny dzień w niej spędza i nie ma siły, by demony od siebie wypędzać. cisza i pustka: i tak sobie myślę: stonogom najdalej jest od potępienia.
  3. ozzy9509

    Złudzenia

    Przy bramie rzek płynących, Powiał wiatr z zapachem róż znanych i kojących , Ruszyłem wnet w stronę Słońca, Wędrowałem w ciszy szumu lasu, obok rzeka płynąca, Doszedłem do klifu nad wodą błękitną, Ujrzałem chmury jakby konie ruszyły z gonitwą, Powiał wiatr i chmury ruszyły, W białych obłokach twarz twą utworzyły, Znów ten piękny uśmiech ujrzałem, Znów serce mnie ruszyło, płakałem, Poczułem ciepło za mymi plecami, Liczyłem że zaraz się spotkam z moimi marzeniami, Obracam się z cichą nadzieją, Widzę twe włosy falujące jak podmuchy wiatru powieją, Patrze na Ciebie i otwieram oczy, To tylko sen... Nic mnie już nie zaskoczy.
  4. Ruszyła kropla deszczu przez pole nadziei, Szukała ona miejsca gdzie serce zaklei, Wśród pól pełnych ślicznych motyli, Znalazła miejsce gdzie zakochanie przychyli, Wnet dostała skrzydeł w ramionach, Odleciała z prędkością niczym rajdowiec w nowych oponach, Gdyż zobaczyła istotę jak intensywność czerwieni w róży piękną, Wnet uczucie rozgrzało serce i spowodowało klątwę obłędną, Jej śliczne policzki niczym śnieżny białawy opłatek, Usta niczym smak wiosny, piękne jak bratek, Oczy pełne płomieni miłości, Włosy zaś symbolizują piękno twej złości, Nie wiesz ile już to trwa ten ogień i żar, Moje serce ukrywa się w cieniu jak by to był jakiś czar, Dnia gdyś zauroczyła Mnie w Tobie ta klątwa mnie ciągnie, Przemija gdy znikasz, powraca gdy się pojawiasz i znów mija powolnie, Sam już nie wiem czy warto Ci powiedzieć czy trzymać w tajemnicy, Boję się że wtedy znikniesz a ja pozostanę załamany w mojej piwnicy, Chce ci powiedzieć te dwa słowa znaczące tak wiele, Lecz kim ja jestem by być Ciebie wart? Prędzej własne łzy poleje, Z myślą o Tobie nabrałem motywacji, Skończyłem się niszczyć by doznać twojej racji, Myślę o Tobie dniami i nocami, W zimne noce śnie o Tobie z marzeniami, Lecz czym są marzenia, Obrazy przyszłości? A może zwykłe złudzenia? Nie należę do ideałów, lecz do wyrzutków, Odgradzam się od wszystkich wole należeć do połamanych ołówków, Chce się rozwijać, być może raz docenisz mnie jako człowieka, I spojrzysz na mnie inaczej z uśmiechem szczerym, zrozumiem wtedy że me serce zwleka, A wtedy odwagi nabiorę i wyznam Ci szczerą prawdę uczucia przywileje, A jak to obierzesz i co postanowisz... Wybór należy do Ciebie....
×
×
  • Dodaj nową pozycję...