Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'społeczeństwo' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 14 wyników

  1. graphics CC0 - październik 2012 -- jesteśmy jak bekasy z bagien ty mokry dubelt a ja kszyk a tamten krąży niczym ficlauz zwiedzamy te koszmarne sny to taka ciemna retoryka i deprecjacja faktu magii a nasze szklane zimne dzioby kąsają resztki ludzkich krzywd celują wprost w sumienia zastrzał bo chociaż świat potwornie zbrzydł i zbrunatniała ludzka masa łowimy czcze marzenia nowe to nie jest kara czy suspensa na lewo skręt zbolałych dusz lecz w tyglu infernalnych radeł na ptasich skrzydłach osiadł kurz a dziób ci przypomina szpadę ostrą wręcz niemoralnie – klęska! lecz kiedyś świat dopadnie niefart bagienni łowcy jednoczą się w antropologie ptasią mierzą fatalistyczny śni się sen na łożu tortur ptaki leżą ta ptasia defloracja zżera wypatroszone chore wnętrze bekasa naruszono szew na czarnym kruku trepanacja jest w naszych głowach gęsty skrzep to poroniona generacja lotów wypatroszonych w męce coram publico więc oświadczam my ptactwo czyli cenny sznyt natchnionych smutkiem lotnych ekstaz tak się martwimy jak prawie nikt że ta społeczność niby pleksa sztuczna jest i schyłkowa zwłaszcza --
  2. dziś trochę poważniejszy tekst... graphics CC0 -- zostań w domu! niech ostygnie w antycypacji MAKABRELION kraina podstępnej zażyłości to tam przypadkiem – pod zmurszałą dyktą w dystrykcie miliona masek kolejny kolorysta zatubia atmosferę turpizmu defetyzmem nadyma paszczę monumentalnej bakterii noc chrobocze o plastik i szyby z pomroki tu srebrny księżyc ćmi druidycznym kalejdoskopem wypchany w lisią czapę przeznaczenia w mieście niesterylnego żarcia trepanacji buzdygan mianuje kolejnych klakierów rogatego buntu w wiosce ważniaków i maruderów niebieskie ptaki pytają o drogę do Raju nabuzowanych dypsomaniaków zawodzą układne sensory sygnalizacji gdy wkroczysz w dzielnice kurewek plugastw i romansów szkaradny garbus wyciągnie rękę po kolejną jałmużnę kontrapunkt mocarstw – napromienionych pozerów gdzie lęku inkwizycja marnotrawi relacje a systemy dezynfekcji sfingują robotony ratujące ludzi pokutna łza w oku wielkiego marudera od tuby pazur i bunt buńczuczny mantyka szufluje butem do taktu marszu cywilizacji mgieł skrzep – ogrom dusz – to tylko szkli się liszaj i korozja POKUTA to nasza ostatnia głodna NADZIEJA zostań w domu! ocal się w kloszu! –
  3. graphics -- świat to oksymoron kobiecy sprzeczny epitet jak [słodka gorycz] czyli twe usta gdy się złościsz bo wciąga mnie [wirtualna rzeczywistość] i wtedy jesteś jak [mały olbrzym] wysnuty ze [światłości czerni] odkażasz z pędu [gwałtowny spokój] [stoisz galopem] nad moją rozgwieżdżoną głową choć ja nie Pegaz milczę jak [niemy mówca] zwyczajny [duży liliput] słowa [wielki karzełek] ciszy i wierzę w to [czułe okrucieństwo] doświadczam osobistego intelektu jak [młody starzec] co poznał [zakłamane prawdy] [łagodny brutal] co tuli [tajną reklamę] twojej piersi i wskrzesza [mroczne światło] [nudnego pożądania] znów zerkam kątem w [zimny ogień] [nierozumnego komputera] wierząc w [pechowe szczęście] [świętej grzesznicy] bo mnie kusisz na dobre oto nasza [współczesna historia] otruta smaczkiem [sfiksowanej filozofii] —
  4. Tomasz Kucina

    Wir

    graphics CC0 - [kawałek rzewnie rotujący – pod rym, mankiet, i blur ] listopad 2014r ZIEMIA to ja kobieta – twoja wena: zakażam – z bluzgi – po trzeciej lufie… kręci się ziemia… w trzeciej orbicie wokół słońca tu każdy kwant spełnia swą rolę zatarty w pyle przeznaczenia gbur w deszczu moknie – pod parasolem bezczelne chmury tną horyzont a wiara – głodna – z przemilczenia kręci się ziemia… mijają dni mozolne noce geny w poduszce podpity żel a wiatr roznosi ich nasiona pod gonty zaludnionych strzech użytych szminek kwiatkopylnie podrywem uskrzydlone wiatru zły bies ich ciała – w amok – zaszczuł kręci się ziemia… odeszło lato przyszła jesień chodzimy wciąż w tych samych płaszczach już nie ma tego upojenia co serce skradło – tak do końca a dusza szklista bardziej wątła może to nawet już i – lament że – nam ubyło nagle z konta! kręci się ziemia… zwariował orbitalny świat tańczy – rotuje – kręci śruby w pubach zabrakło tańszej wódy a miłość podmieniono w dotyk znów nam się zbiera na wymioty kogo podkurwić w Hadesie plag gdy łeb wiruje… zatacza – market no i park? to ja kobieta twój szach i mat ZIEMIA —
  5. graphic CC0 - a – miasta co nie chodzą spać? a – dłonie które budzą smak? zegarki zapomniały zasnąć znów blask dobudził neonów miasto gdy pytasz – o pozory rasy z mniej ludzkiej plastikowej masy bez zgiełku – po godzinach szczytu zza szczujni wulgarnego syfu nieporoniona i morowa pytasz i pytasz – jak mądra sowa przechodzisz przez tunele czasu przez blade światło z mego mirażu przez smak zbyt mocnej kawy przez triki i roszady na słowach poplamionych kłamstwem na prawdzie wypieszczonej – z zaklęć i na poduszce intelektu pod prześcieradłem i na wierzchu dla wyższych erudycji – celów do ustalonych jasnych reguł po pachy i po czubek nosa z ubawu – i gdzie wiersz do kosza w szyku fasonu i kompetencji z braku szacunku – może atencji w imię miłości co jest pierwsza dotyka centrum Duszy – serca za powonieniem – wiersza smakiem siadasz na mnie okrakiem… i pytasz: czym są szwindle miasta? spójrz – to ta zrzucona nocna – maska —
  6. Tomasz Kucina

    Orka

    graphics CC0 - chociaż życiowa ciągle uciekasz od biologicznych porównań... typowa orka bo jak każda – z delfinic kiedyś przejdziesz menopauzę doświadczona i najstarsza obła – od trzech waszych pokoleń gdy on zapyta: czym - od niej różnisz? co mu odpowiesz?... że nie umiesz pływać?... masz własny stadny tryb komunikowania przenosisz – geny od wieków z pokolenia – na pokolenie gdzie te różnice? czy są podszyte ssakiem?... w domowym delfinarium pocieracie jak mieczniki nosem o nos – na dzień dobry w łóżko skaczecie na plecy lub lądujecie na brzuchach gdybyś odeszła... nie będzie nigdy – tak samo?... on jako orek – rozpocznie samotną wędrówkę w zimne oceany samotności porozumiewać zacznie z inną w obcym dialekcie dlaczego nie społecznie? typowo – i bez zastawionych sieci... jak orki – on niech będzie Keiko ty jakaś pani Keiko – wife w norweskiej wiosce Halsafjord w naturalnych warunkach bez obowiązku niewoli i... w dużej rodzinie orki – nie atakują przecież ludzi!? --
  7. graphics CC0 - jadę w wózeczku praktyczny - z ergonomiczną rączką aluminiowy stelaż kosz na zakupy macham do pind co wiedzą w chuj o płatnościach mobilnych mój world tour trochę zależny ma własne know - how chociaż taszczy mnie franczyzobiorca w spódnicy w szkocką kratę z towarem kredytem i lokalem na głowie faktura w kaptur pięciopunktowe szelki bezpieczeństwa – multibranding co kupę z siku łączy bądź wyklucza z portfolio mało ci? - mogę z parkometru to znaczy zapłacisz za czas postoju rumianej niani w okresach gorących sprzedażowo używam znaku towarowego mój kokon handmade mnie ograniczna – do czasu - póki mam słabsze muskułki posturalne kopsnij cyca 6 luty 2019 r. --
  8. graphics CC0 -- życie to kammerspiel gabinet doktora Caligari w skrzyni kukła zamiast lunatyka z dowolnej perspektywy podmieniają ci świat krzywe kształty okien i drzwi sztuczna scenografia a człowiek z domalowanym cieniem egzaltuje ekspresją obrazy życia kapią sobie z pędzla Waltera Reimanna prosto na schody kuchenne Jessnera listonosz używa siekiery dziewczyna skacze z piętra przez okno pozbawione głębi ile jeszcze żelastwa i gdzie prowadzą te filmowe szyny gwałtów oraz obłędów na ludzkiej duszy baldwinowskie odbicie w lustrze w końcu wypala sobie w łeb oto zachodni realizm poetycki czasów jakże współczesnych --
  9. fot. licencja Creative Commons ; CC0 Stój! – mój, wolą zgrzesz! autorytecie nieosiągalny… czemu nie istniejesz? I nie ma lepszych ode mnie, i gorszych? Przykładowych, przybliżonych, nie ma również. Są tylko inni, nie tacy sami, każdy cierpi inaczej, utrapieni w kworum istnienia słów spartaczonych, koślawych, skażonych jak igła w krainie fastryg w obozach uniformów raczą się fikcją nikczemni, skradają, w karpiu szlamu, czekając na cud dzielą się opłatkiem. A Bóg mieszka w zgiełku, w decybelach utrapienia, na dworcu emigracji sprawdza plecaki, liczy kilometry, jest objętością baku, nektarem z oktanów, czasem łzą na powiece, katem tęsknoty. Nawet nie pragną zbawienia lecz potrafią podróżować na rozdrożach przekleństw, stawiają krzyże —
  10. Pięciu kumpli od piwa w dobie wszelkich braków, spotkało się przypadkiem na miejskim deptaku. Czas był smutny, siermiężny, w niedolę brzemienny, puste półki sklepowe, kryzys, stan wojenny. Za nic mając codzienną szarą życia lurę, przy zamkniętych drzwiach sklepu stawili się sznurem, a w przechodniów marzeniach cukier, mięso, kawa, trzeba stanąć w kolejce, coś będą sprzedawać. Piąty kumpel dyskretnie z rzędu zrejterował, po godzinie powrócił, by tłum porachować. Nim się z innym podmienił, i wrócił ku miastu, wyrachował w kolejce ludzi stu szesnastu. Jego druh po kwadransie, jakim cudem, nie wiem, stwierdził, że czekających jest już trzysta dziewięć. Reszta kumpli się z rzędu dyskretnie urywa, ale ludzi w kolejce cały czas przybywa. Ktoś się wpycha do przodu, bo ma starczą rentę, ale wejście do sklepu cały czas zamknięte. Skądś się zjawił reporter, aby robić zdjęcia, co tu mają sprzedawać nikt nie miał pojęcia.
  11. I. "Magia Świąt" Motto: "Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2,7) Uwiera cała ta magia niczym biustonosz przyciasny już nawet święty Józef stracił powoli nadzieję - osłabła najświętsza Panna - odeszły płodowe wody Radość głupiemu bo pijany jak balon Santa Klaus znaczy Mikołaj lub Gwiazdor a za ścianą ktoś cierpi i marznie. Nieważne - on biedę ulicom powierzy Magiczne święta jak wytrych potłuc je tylko o dupę z marketu opłatek - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Kiedy w sercach rodzi się Bóg i w ciszy II. Wczoraj narodził się Chrystus Dni identyczne gdy przez śnieg osierocone - lecz mgła matkuje i słońce. Jednookie Z zoo wypożyczono wielbłądy dla przybyszów. Prawdopodobnie Trzech Króli oraz zakupiono odblaskowe szkła stróżującym Aniołom. Przy benzynowych stacjach III. Bądź i trwaj Jak serwetę w gałązki radość rozścielić na ciepło domu pod ognia komendę - tę wstęgę dymu z oddechem komina na supeł zaplątać. Rozwiązać w poinsetię
  12. LEPSZA zmiana. Co się zmieniło? Co się zmienić miało? Że te kobiety wciąż włosy posklejane brudem próbują rozczesać. Nie! Cisza! Zaraz! Momencik! Jeden, krótki! To prawa nowe. Burzą, wznoszą. Dają, odbierają. Zobacz, co przed Tobą. Jedna, okropna czarna dziura. Ale tylko jak nie zmądrzejesz. Pińcet. Pińcet- w takiej liczbie tkwi radość. Pińcet- w takiej licznie wzgarda. Pińcet- w takiej liczbie problem. Pińcet- w takiej liczbie glupota. Pare długich dlugich bardzo! NIEMOMENTÓW dlugich! Tak! Krzycz! Teraz! Już! W tym momencie! NIC się nie zmieniło. WCALE nie miało. Teraz inne kobiety wciąż… włosy posklejane… … rozczesać. Wrocławskie rubieże solaryjne; październik/listopad 2016.
  13. Prawiznieczulaz- Prawy, znieczulica, zakaz. Wszystko się rodzi. Musi powstać zalążek. Prosta kolej rzeczy. Bach! Spada, deprawuje się. Upada, znieczula się. Bach! Narodzone w bólach, mękach, krzykach, agoniach. Urodzone w ulgach, szczęściach, natchnieniach, wytchnieniach. Wszystko ma swój zalążek. Zalążek powstaje w umyśle. W umyśle wszystko jest Twoją własnością. Bach! Bach! Jedyne co Ci zostało to myśliciel pod czaszką. Skorzystasz z niego? To żadna tajna broń, spróbuj. To Twoja jedyna ucieczka. To jedyna droga bez pozornej wolności. Możesz mieć coś swojego. Nie boj się. Myśl. Nie usuwaj czegoś jeszcze nienarodzonego. Nie jesteś lekarzem, nie stwierdzisz czy będzie niepoprawne. Nawet swojej duszy nie uleczysz. Co dopiero czyjeś wybory. Pozornie wolne, ale chociaż tyle. Nie zabieraj nikomu. Myśl. Bach! Bach! Seby i Karyny dzisiejszych barów, Antoniny i Nikodemy dzisiejszych pubów. Bruk mieni Ci się pod stopami. Z prawa; cisza. Z lewa; gwar. Bach! Bach! Gdzie mieszkać? Jak zarobić? Ja nie wiem, ja sama pytam. Pytam rano pościeli gdy znów jej pozornej lekkosci nie opuszczam. Wgryzam się w tłustą kiełbasę, odwiecznie przy tym pytam: „Gdzie jest, do cholery moja kuchnia?!” Bach!Bach! Otwierają się wrota przepełnionego myślami tramwaju. Śmierdzi, jest ciasno. Ciasno jak pod kopułą niektórych pasażerów. Obijam się o nich. Nie zarażę się. O patrz, skrzyżowanie. Bach!Bach! Spada tynk z remontowanej kamienicy, obrzydza ona Ciebie, może mnie. Moze Ciebie, obrzydza mnie. Jej smród. Jej fetor. Jej wygląd. Jej powierzchowność, jak starej, do cna wykorzystanej prostytutki. Ilu w niej gościło? Chce do nieba. Zamykam, więc oczy. Ignoruje całkowicie ból pleców, nie złamie się. Boli. Krach! Ale nie, nie pochylę się. Nie ma Bach, Bacha. Nawet Jana Sebastiana. „Skurczyflaki” najgłupsze, gdzie nowość, swieżośc. Oddycham powoli. Myślę o Twoich biodrach kształtnych. Dotykam je, gładzę myślą. Znów ta fizyczność pozornie postrzegana. Wślizguje dłonie w zagłębienie Twojej talii. Cicho wzdycham, rozkosznie się domykam. Cudownie. Chce więcej. Bach! Bach! Otwieram oczy. Gwałtownie, nagle. To mój przystanek.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności