Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'smutek' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 58 wyników

  1. Oczywistość oczywista jest jak niebo błękit przywdziewa zazwyczaj. Tak czy nie? Przejrzyste TAK jak szkło, które przed chwilą wypolerowała. Krążę pośród obcych mi budowli i stworzeń, nie ma tam już twych dłoni, które zawsze ratowały od porażki. Ciemne chmury zakryły przejrzyste TAK, jak jej powieki przejrzyste łzy. Szklane naczynia stoją na drewnianym stole, a ona leży w drewnianej trumnie.
  2. Połamana jak po upadku z dziesiątego piętra Weteran wojny wewnętrznych światów Blizny zrostowe pokrywają moją wewnętrzna skórę Drapie w klatce piersiowej jak bym była wypchana papierem ściernym Ciała nie mam obleczonego aksamitem ani wnętrza wyściełanego welurem jak ci wszyscy w koło piękni ludzie lecz czuję choć często wolałabym mieć przytępione wszystkie zmysły
  3. Widziałaś tamtą małą, bezsilną gwiazdę na niebie? Widziałaś, ale mnie okłamałaś. To nie jest szczere jak wszystko co kiedykolwiek mi pokazałaś, powiedziałaś. Czuję się zagubiony w twoim świecie jak cholera. Kolejne dni są dla mnie jak nowe ogromne wyzwania. Czuję się bez sił jak ta gwiazda. Nic nie mogę dla Ciebie zrobić. Jestem jak pomyłka w twojej głowie, jak wielka czarna plama. Nie mam pojęcia co robić. Tylko się modlę i modlę za twoje grzechy. Jesteś moim słodkim kłamstwem, Największym błędem jaki popełniłem. Należysz do mojego brudnego umysłu.
  4. Kiedy cię poznałam Byłam młoda i głupia Teraz jestem mniej młoda Ale głupsza Bo cię straciłam Na zawsze(?) Pytanie bez odpowiedzi A może Ja nie chcę jej znać? Lepsze cierpienie i wiedza Czy Nadzieja i niewiedza? Ale nadzieja karmi głupców A ja nim jestem Czy głupca warto kochać? Czy lepiej od niego uciekać? Może ty tez jesteś głupi i zostaniesz ze mną proszę
  5. Czy ona czuła coś prócz ogromnego żalu wobec niego? Chyba nie. Bynajmniej tak mi się wydaje. Smutek, łzy i narastająca samotność... Tak wyglądała jej codzienność. Wraz z makijażem zmywała swój uśmiech, z prysznicem całą chęć do życia, nakładając krem pod oczy modliła się o jego magiczne działanie, działanie, które miało zapobiec spuchnięciu, nawilżyć suchą skórę, od pocierania jej ciągle w chusteczki. Czesząc włosy dostrzegała w nich braki, które pojawiły się od ich nadmiernego wyrywania. Myjąc ręce widziała czerwony strumień, krew zaś była skutkiem samookaleczania. Wchodząc do pokoju miała ochotę sięgnąć po tabletki, które były dla niej... Opowiadać dalej? Czy resztę już znasz?
  6. Bruno Clock

    Parapet

    Zmęczona ułożyłaś swe nogi na parapecie, ściana przytrzymuje twą głowę w pionowej pozycji, A okno pokazuje Ci najkomiczniejszy obraz świata Niepełnosprawnych, podziurawionych psychicznie ludzi Mających na celu destrukcję marzeń innych. Tylko tam jesteś bezpieczna, na swoim parapecie.
  7. Chciałabym stać z tobą każdego dnia. Nie naprzeciw, nie za, lecz obok. To nad morzem by było Pożyczyłabym twój palec na chwilę Przyłożyła do ust, pozwoliła Ci słuchać. Jakie odgłosy wydaje morze, horyzont i ryby? Powiedziałeś że nie mogłeś usłyszeć Moje serce było za głośno.
  8. On idzie, ty biegniesz. Odległa droga do szczęścia. Nadaje Ci tempo, jest zbyt szybkie Zwalnia.. Łapię Cię za rękę, prowadzi do celu. Przekraczasz metę, podnosisz głowę W oddali widzisz tylko delikatny zarys postaci zmierzającej do swoich pragnień. On biegnie, ty go nie dogonisz. Często nasze zamiary, cele, które niosą ze sobą wiele radości, mogą być czymś, co umacnia, odbudowuje popsute relacje. Jakież to rozczarowanie nas spotyka, gdy okazuję się, że nasza meta jest tylko przystankiem dla bliskiej osoby.
  9. Kochana laleczka z własnego świata, która chce postawić na swoim mimo wszystko albo kochać się bez granic, mimo wszystko. Tak dokładnie, przejrzyście, jak jeszcze nie było. Z namiętnością, której nie zaznał jeszcze nikt na tym ponurym świecie. Pragnę zasnąć w czyichś ramionach, przytulić się, kochać bez końca. Lalka z Krainy Wyobraźni, której czasem nawet nie ma. W świecie gdzie każdy dzień zadaje nowy ból a szczęście to zwykła ściema. Chcę przejrzeć się w lustrze z satysfakcją, wiedzieć że wszystko mam, kochany Amor niech ukuję mnie chociaż raz. Chociaż lekko zauroczy tym światem pełnym okrutności. Myśli pozytywnie nastawione są na labirynt każdego dnia rzucany pod nogi. Lecz wstaję, otwieram oczy i widzę jak burzy się mój domek z kart układany poprzedniej nocy. Widzę przeciwności, które w życiu mam a proste tory tylko u innych występują. W dość krótkim życiu moim już upadałam wielokrotnie. Boże rozdaj jeszcze raz, może tym razem tej talii nie rozwieje ten szalony wiatr, który hula w samotności. Chłód zranił moje ciało nieraz, padłam na kolana dość mocno obijając je. Chciałabym widzieć inny świat a nie tą szarą natarczywą mgłę. Nadchodzący chłód zbyt mocno rani skrzydła me. Co jest ze mną źle? Daj litość moim stopom, one wykańczają powoli się. Pragnę radości z życia, i za jaką cenę mogę dostać odrobinę łez radości? Jak wiesz to proszę, zaproś mnie. Porzucimy ten świat pełen szarości we dwie.
  10. Pustka w moim sercu ogromna jest, Gdzie podziewa się ta dusza, Co jednym ruchem każdy nerw mój rusza, Brak odczuwam jej oddechu, Brak tej jednej mi osoby, Pustkę wielką wciąż ja czuję, Ból tysiąca zbitych marzeń. K
  11. Spętany jestem sidłami, każ mi. Przewracam się, między krzewami. Nie ma Boga z nami, w pustce pozostawieni sobie sami. Kiedyś okryci nadzieją wielkimi płatami. Teraz marny koniec nasz, zbliża się. Wielkimi krokami. Poniewiera mnie wiatr, miotając w odmęty ciemni. Stojący obok ludzie jak pachołki, są bierni. Kończyny diabła przeszywają powoli. Bycie tak wyalienowanym, że brak światła we własnej melancholii. Skłaniam się ku śmierci, nogę brudzę w grobie. Myśli czarne jak smoła w mej pustej głowie. Na dziewiątym piętrze, stojąc przy oknie, wdycham ostatnie opary życia. Beztrosko spadając sobie. Był to czyn wielkiego kalibru. Teraz po mnie ani słychu, bardziej widu. Kilka metrów niżej, na chodniku. Jestem Bogiem własnego przybytku, w którym ludzie wyżynają się, jak świnie, po cichu. Będę rzucać ich, jak te kamienie na szaniec, głupku. Jestem tego pewny, jest to ostatnie skinięcie, więcej wierszy nie będzie. Już czas zacząć przedstawienie.
  12. Nigdy nie jestem sama. Czasem zostaję ze swoim największym wrogiem. Znienawidzonym i ukochanym. Jestem w swoim małym mieszkanku. Ma kuchnię, w której jest jedynie lodówka, a w niej wyłącznie światło i robactwo. Łazienkę, z dziurą w ścianie, z której kiedyś płynęła czysta woda. I pokój, w którym leży tylko materac, pod który boję się zajrzeć. Gdy wychodzę za drzwi wejściowe, widzę ludzi, opuszczających dokładnie takie same mieszkanka jak moje. Nie mogę się z nimi porozumieć. Widzimy się. Słyszymy. Ale nie możemy się zrozumieć. Tkwimy w swoich mieszkankach, bez wody, jedzenia i snu, zawieszeni gdzieś wysoko. Oddychamy za mocno, aby umrzeć, ale za słabo, by otworzyć oczy.
  13. Odnalazłem Cię na pustej łące Gdzie kwitłaś samotnie, samotny kwiat róży Rzęsy miałaś mokre od łez, powiedziałaś, że To rosa, która została po wczorajszej burzy Pragniesz by ktoś Cię zerwał, czujesz się Samotna, niewidzialna jak wiatr ulotny Nie mogłem patrzeć na Ciebie, zerwałem Cię Bo jedynie tylko czas może być samotny Wiatr unosi Twój zapach, on wypełnia mnie Kocham Cię, mogę dać więcej niż tylko słowo Twoje kolce wbijają się w serce, Przy Nim Zanim wzejdzie Słońce, zakwitniesz na nowo Czerwona jak łza, która zaschła na policzku Niczym rosa na liściach, nie spadła na ziemię Za to gwiazdy spadają z Nieba, bo tak samo Jak ja, one też pragną być blisko Ciebie Dni już nie pochłania tęsknota, gdy jesteś Tu, już nigdy mego serca nie pochłonie pustka Smak cichych wód, z dziką namiętnością Chcę całować Twoje usta, gwiaździsta noc Wiatr już nie zapłacze, jak moje łzawiące Serce, tylko jedno słowo, tak zamiast nie Zostawić wspomnienia w tyle, będziesz przy Mnie wszędzie, gdziekolwiek tylko pójdę
  14. Cisza. Nagle upadek. Głośny krzyk. Czyżby strachu? Dźwięk tłuczonego szkła. Całe piękno zostaje zniszczone w jednej chwili, zostawiając sfatygowane wspomnienie, splamione czerwienią. Przenika mnie. Zatracam się w tym dziwnym kanonie szeptów i w końcu widzę Ciebie, wisienkę, która pragnęła być na torcie, ale skończyła w najpodlejszym winie. Nie dane Ci było zrozumieć, że mamy tylko krótką chwilę, aby docenić piękno świata. Ale teraz, nie zamykaj oczu. Nie zasypiaj. Wciąż pusto. Zaglądam w każdy kąt. Kiedyś ze strachem, dzisiaj z nadzieją. Patrzę też za zasłonę moich realiów, jednak nawet synonim rzeczywistości zionie pustką. Robi się coraz zimniej. Ciemność wdziera się nieśmiało do domu, a noc wkrada się długim językiem w każdą szczelinę mojego ciała. Nie mogę już odróżniać barw. Kolor wspólnych chwil wyblakł. Jednak się nie obudziłeś.
  15. Jasny płomień świecy zgasł Pozostawiając po sobie ciszę Słowa rozwiał wiatr, martwe życie To otchłań rozpaczy, w której piszę Szukam wiatru, który wskaże mi drogę Wiatru, którego nie można kupić I wsłuchuję się w jego szept Niemy szum, on każe mi zawrócić Zimny wiatr zalany łzami chmur Które przyniosły ze sobą kres Samotność skrada się za mną Jak milczący cień w blasku świec Nie mogę dogonić płynących łez Które powędrowały z Tobą do Nieba A Ty nadal poruszasz moje serce Tak jak wiatr porusza drzewa Łzy, które pozostawiłaś po sobie, są Jak gwiazdy, nawet w cieniu błyszczą Zawsze będę obok Ciebie, gdy płaczesz Dopóki Twoje łzy nie znikną I w tej powodzi błyszczących gwiazd Które jak wiatr, z czasem ucichną Czuć ciepło Twej duszy, smutek odchodzi A łzy zapomnienia kiedyś wyschną
  16. Wpatruję się w morze gwiazd na Niebie Które cichy mrok rozerwał na strzępy Uczucie porwane przez przeźroczysty wiatr Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo którędy Zniknęło, samotnie przełykając płacz Kruche serce rozdarte jak błękitne chmury W lśniącej ciszy Nieba, otulają Księżyc I otulają świat, świat szary i ponury Noc pełna łez, zatapiam się w myślach A gwiazdy odbijają się na dnie Malediwy W blasku Księżyca, przy Tobie moje serce Bije mocniej, a nasza miłość nabiera siły Patrzę głęboko w Twoje serce, one już Nie pragnie nic jak noc nie pragnie Słońca Przy Tobie chcę marzyć, spoglądając w Niebo Które tak jak nasza miłość nie ma końca Wypełniałaś moje puste serce ciepłem Które jak wszechświat, nigdy nie zniknie Księżyc szkarłatny jak moje łzy, które Pozostawiły na moim sercu bliznę Nocna ciemność Nieba broniąca Księżyca Który jak diamentowe gwiazdy lśni Nawet, jeśli odejdziesz jak morska fala Wiedz, że w mym sercu będziesz tylko Ty Łzy zaprowadziły mnie do Twego serca Gdy wpatrywałem się w gwiazdy na Niebie Gdybym mógł świecić jak ten Księżyc To świeciłbym tylko dla Ciebie Przytul mnie, bo czuję jak moje serce Drży, a usta od tej samotności marzną Teraz wiem, że nie rozdzieli nas nic Proszę Cię, zostań moją jedyną gwiazdą
  17. Kiko

    Znieczulica

    Znieczulica straszna jest, wszystkich rani, ma ich gdzieś. Nie zapyta czy coś pomóc. Nie wie nawet co dzieje się w domu. Codziennie wychodzi z przyjaciółmi, opiniami nie przyjmuje się, lecz uczucie bezsilności, nawet i ją dopadnie gdzieś. Poczuję się nikim, że nikt jej nie rozumie, że nie ma prawdziwych przyjaciół przez to jak się zachowuje. Prawdziwych przyjaciół bardzo trudno jest znaleźć, a ona szuka ich wytrwale i stale. Do każdego po kolei przywiązuję się, a oni ją ranią i mają gdzieś. Nie obchodzi innych jej stan uczuciowy. -Muszę zniknąć z tego świata!- tak myśli człowiek zraniony i porzucony. Wszystkich których kochała, odeszli daleko gdzieś. Z pytaniem: Czego ty od nas chcesz?Odejdź od nas bo my cię nie lubimy! Popłacz się wypad, podetnij sobie żyły! Człowiek bez sensu życia, jest zdolny do wszystkiego. Jej już nie ma pośród nas, zabiła się z żalu złego. A ty jakbyś się zachował mój mały kolego, w takiej sytuacji bez wyjścia żadnego. Gdzie każdy ma cię w dupie wyzywa od najgorszego. Gdzie na każdym kroku musisz walczyć o przetrwanie klotnia kolejnego. Kiko
  18. adamm1

    Nostalgia

    Po ulicach miasta błąka się pustą nocą Czasem zerka w obce okna, żeby poczuć trochę ciepła W domach ludzie właśnie zasiadają do kolacji Ona nie jada, do bytu nie potrzebna jej strawa Czasami krzyczy w okna i zaczepia przechodniów Faktycznie zawsze milczy tęsknotą głuchą Czasem w marzenia ucieka - wiecznie towarzyska Samotność wrosła we mnie niczym własne ciało Moja ręka, moja noga- moja samotność Zgniła nadzieja ma gorzki posmak, otwarta rana, duszy nowotwór Dziś sen nie przyszedł bo nie miał po co Z za rogu wyszły przeszłości demony W letnim powietrzu tańczy głucha na modły Przystrojona neonową nocą cicho szepce Że nie dla mnie anioły
  19. Livvie

    Codzienność

    najczęściej ranią mnie te słowa niewypowiedziane rzucane spojrzeniem rozrywające od środka pustym echem wspólnych dni najczęściej oczy opuchnięte są od łez których nie widać zduszonych w zarodku tych nieśmiałych na pozór silnych najczęściej czuję się samotna kiedy jesteś w domu a powietrze pachnie tobą w zachwycie wtedy nie czuję dotyku nawet twój oddech mnie nie otula
  20. adamm1

    Wspomnienie

    Co podpalić, kiedy wszystko płonie Co ugasić, skoro wszystko zgasło Powiedziałaś mi, że to jest koniec Milczą usta, choć serce chcę wrzasnąć. Ulicami ciemnymi się błąkam Chłonę miejsca gdzie byliśmy razem Przy tej drodze jest przeklęta łąka Tam twe słowa odarły mnie z marzeń Co powitać by minęło stare Co pożegnać by nadeszło nowe Choćbym dobrze znał czary i magię Nie podzielę serca na połowę. Znów wspomnienia nie dają mi zasnąć W płucach ciągle tak jakby coś mrowi Chyba płomień, wciąż nie może zgasnąć, Tej miłości, co tak bardzo boli Co przeklinać a co błogosławić Co oszczędzać a co tracić wiecznie Oczy wyschły – nie mogą już łzawić. Czas obumiera, dławi powietrze. Byłaś obecna w każdym oddechu Byłaś polarną gwiazdą na niebie Dziś życie pędzi dalej w pośpiechu Niby tak samo, ale bez ciebie.
  21. Betina Vertis

    Czekam

    Tik tak tik tak Czas płynie, A przecież nie powinien. Świat się nadal kręci, Choć jak dla mnie, już bez wyraźnej chęci. Ja jeszcze ciągle żyję I jak wilk do księżyca, tak ja do ciebie wyję, A Ty mi nie dajesz odpowiedzi. Odszedłeś tak bez zapowiedzi. Nie dałeś mi się pożegnać. Ile jeszcze każdesz mi na siebie czekać? Bo czekam, czekam. Widzę Cię gdy oczy zamykam. A gdy je otwieram, Ciebie już nie ma Już Cię nie ma. Za oknem siedzi kruk. Czy przestąpi dziś naszego domu próg? Komu oczy wydziobie? Mam nadzieję że mnie, nie Tobie, Bo ślepa nie będę widzieć Twojego cierpienia. Po prostu odejdę w krainę cienia.
  22. Znowu się martwię bo Od godziny nie dała znaku żadnego To tylko głupota niby Może jestrm zbyt troskliwy Ale pisała przecież że odezwie się po wszystkim W głowie scenariusz, zły film Zadzwonić i zapytać czy wszystko dobrze Czy może olać i bawić się pod dzień Bo jeśli to tylko ona mnie olewaa To martwić się sensu nie ma Ale nie potrafię tego zostawić w spokoju Bo tylko ona zostawia mnie zawsze w dobrym nastroju Oby to nie było jednostronne Bo się piłą mechaniczną potne Bez niej to życie sensu by nie miało Dlatego ciągle mi jej mało Miłostki się amorowi zachciało Jeśli nadejdzie kiedyś koniec tego Powiedz ze ich kochałem moim kolegom Bo jeśli między mną a nią ni było miłości To nie wiem czym jest miłość Wybacz mi znowu w tekstach ckliwość Ale bez niej skończę jak kurt Zaniesie mnie na dno życia nurt
  23. Kochałam kiedy się uśmiechał Kiedy śmiały się jego oczy Kiedy podczas śmiechu drżały mu ramiona Co przypomina mi O drżeniu jego ciała Kiedy godzinami płakał Kiedy te same usta, Uśmiechające się za dnia W nocy mówiły "Chcę umrzeć" Kiedy te same oczy Były pełne męki i pustki Kochałam go całego Kochałam jego ból i smutek Kochałam jego śmiech Kochałam go bardziej niż siebie Kiedy umarł umarłam i ja Ale część, która przeżyła Poczuła ulgę Bo to ja tuliłam go do siebie w nocy Bo to ja dzieliłam z nim jego cierpienie To ja wiedziałam, że śmierć to dla niego wybawienie A teraz obcy ludzie stoją nad jego grobem I mówią jak samolubnie postąpił Mówią, że był tchórzem Że trafi za to do piekła I mogłabym się z nimi zgodzić Gdybym nie wiedziała Że jego piekło zaczęło się już na ziemi
  24. adamm1

    Codzienność

    czas żuję i wypluwam myślami wybiegam w podróże i nie powracam pod żadnym pozorem szukając prawdy zmagam się ze szczęściem z nadzieją z bólem potrafię policzyć każdy oddech łamiąc sobie głowę jak mam na imię za szybą bawią się dzieci słyszę ich głosy one kłócą się kto pójdzie po piłkę do krwiobiegu wylali pomyje odgryzam stopę z sidła idę dalej
×
×
  • Dodaj nową pozycję...