Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'sen' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 17 wyników

  1. Usypiam przy kroplach deszczowej piosenki. Barwy tracą ostrość, głos ginie w przestrzeni. Słyszę tylko ciche i kojące dźwięki. Księżyc blado świeci nad krainą cieni. Od nadejścia zmroku zegar ciszej tyka, zielone płomyki tańczą przed oczami. Powoli do uszu sączy się muzyka, wiruje miarowo i spływa falami. Gasną resztki jaźni: czy to sny czy jawa? Wszystko tu możliwe: nie ma rzeczy wielkich, nie ma rzeczy małych - tylko śmiech i brawa. Znikają granice, gęstnieją zaś mgiełki. Usypiam przy dźwiękach deszczowej piosenki, a wszystkie idee zostają na kliszy. Chciałbym je wywołać, wziąć do ciepłej ręki. Wchodzę w trans, a wokół nie ma nic prócz ciszy. 3.06.2014
  2. Z górki Większość przez większość uznana za znane, proste, powszechne Nie zabiera tchu nasze miejsce bycia otoczone tym, czego jeszcze nie odkryliśmy Nie zadziwia wyrafinowana harmonia funkcjonującego organizmu Nie fascynuje materia Nie ciekawią tajemnice Nie podniecają dziwności Po śnie, w którym widzieliśmy przyzwyczajając się, gwieździste niebo Noc bezsenna nie wzbudzi spłyconego, przerywanego oddechu na widok przyjętego już obrazu Nie chcę uważać za normalne zachodu słońca zmiany pory roku upadku jabłka wszystkiego, co powstało z myśli ludzkiej i odeszło w przyzwyczajenie w głowie ludzkiej
  3. Jesteś taki lekki, jak kwiatuszek. Kiedy bomby wokół trawia nasza dusze. Mołotowy w sercu noszę. Gdzie mam schować bliskich? Tylko o to proszę. Wojna już swe mleko rozlała. Zostać czy uciekać? Wyraźnie widzę barwy narodowe. Zdobiace smutne miny śpiących. Pierwsza krew została przelana. Wolność. Nie boję się o siebie. Chyba nawet nie o nią. Boję się o tego kogo niose, gdy została nam zabrana.
  4. Obudziłam się ze zdartym łokciem Krew wolniutko spłynęła Zbadawszy szczegóły lewego ramienia Zaschnęła tuż nad dłonią Zostawiając kruchą smugę A śniłeś mi się dzisiaj Byłam na placu wielkim Wokół gwaru i jasnych świateł Które dziko rozpraszając mrok Wcale go nie odgoniły I stałeś tam Gdzieś na drugim końcu Za światłami i minąłeś gwar i chaos i szum brzmiący jak codzienność Jak to zwykle potrafiłeś robić Wiem to jedno że Szłam do twoich ramion A gdy się zbliżyłam nie mogłam unieść dłoni Byś mnie obdarzył objęciem bezwładna nie chciała się słuchać Palce opadały lekko za każdą próbą Brakło jej sił By złapać koniec twoich rąk Strużka krwi wysiłku spływała wolno gdzieś przed dłonią I to tylko przeniesie się na jawę Ta krew ta pustka i bezdotyk wszystko byłoby w porządku Normalnie Już tak miałam po śnie Jednak już nie brakuje sił Tylko rozumu brakuje By złapać koniec By spróbować go ogarnąć Wtulić w ramiona i oswoić ostatatecznie Raz na zawsze
  5. adamm1

    Sen

    Sen Prześliczny sen dzisiaj miałem Widziałem w nim jak bez zakwita Piękny zapach bzu przenika do tych jaskiń Gdzie się kryją mali ludzie Prześliczny sen dzisiaj miałem Widziałem w nim jak ptak śpiewa Tego ptaka śpiew rozgrzewa wielkie serca Które kryją mali ludzie Prześliczny sen dzisiaj miałem Morskie fale mocno biły Wiatr i fale moc wzbudziły W wielkich sercach małych ludzi Nagle sen w koszmar się zmienia Lecz piękniejszej chwili nie ma Gdy z jaskini swej wychodzi Mały człowiek Prześliczny sen dzisiaj miałem
  6. Biorę na sen Inaczej nie potrafię Jak co noc chcę Bo czuję się znów słabiej Zamykam powieki zmęczone Od bólu świata uciekając W bezpiecznej pościeli tonę Na przeciw snu stając Licze przez chwile jeszcze Oddech za oddechem wypuszczany Uspokajam się wreszcie Nagle coś ociera rany Zdaje się, że nic się nie stało Nic nie sprawia mi bólu Oby dłużej to trwało
  7. Dziwnie wygląda burza nad miastem Nie pasuje do neonów konkurencja piorunów Nie widać strachu w oczach ludzi Chowa się w głębi źrenic - antropologiczny, pierwotny, stłamszony wstydem Biją jednostajnie serca tłumów Jak stukanie obcasów na mokrym chodniku Furkoczą poły płaszczy jak tysiące ptasich skrzydeł poderwanych do lotu Tylko w ciemnej jaskini samochodu błyskają białka oczu Cień zawisł nad Warszawą Droga jawi się rzeką lśniącą i bezładną Wijącą się i głęboką, czarną wstęgą Przeciętą na pół białą granicą życia Bieleją kości na autostradzie Warczą silniki jak wilki Trzeba jechać, zdławić chwilową niepewność zatonąć w noc Bo na końcu drogi ktoś czeka, zabijając senność Wysoko rozciągają się dachy najeżone rzędem piorunochronów skrzą się deszczem, jak ogniem, niebo spłynęło krwią Ponad głowami filistrów rozgrywa się piekło Cywilizacyjno-naturalny odwieczny konflikt racji Dmą surmy klaksonów, dymią pochodnie kominów I tylko gdzieś w ciepłych trzewiach autobusu ktoś zdejmuje słuchawki i wsłuchuje się w grzmot Odmieniec - samotny w populacji ślepych ryb, co pływają po dnie Zwraca wzrok ku górze i wzdycha Ten ostatni z żołnierzy szczęśliwych na wojnie
  8. kwicher

    We śnie

    Sztormem targane moje życie kontrolę nad nim tracę już o świcie a nim noc przyjdzie do snu mnie zaprosić muszę złe myśli z duszy mej wygonić bo tylko serce mając jak śnieg czyste bez strachu oddam się w ręce Orfea by przez te chwile gdy jestem wszechmocny być tylko sobą - bez maski istnienia wtedy poznaję prawa świat tworzące zgłębiam tajemnic krocie niezliczone mędrcem i dzieckiem jestem w jednej chwili klejnoty cnoty zdobią moje skronie lecz gdy sen chłonie mnie bez oczyszczenia najgłębsze kręgi piekieł są mym domem i wtedy pragnę tylko zapomnienia o tym kim jestem i jak marnie spłonę a wkoło tańczy widmo bezsilności i straszna ciemność co wszystko zakrywa duszę pożera z serca krew wypija głupota ludzka która nie przemija
  9. Nawet nocka Nocka drzemie, listki drzew otula mile, a ciemnoszara koszula króla srebrnieje. Gwiazdy nawet milczą, cyt, cyt na cytrze gra nadchodząca poranna mgiełka. Śpijmy. Justyna Adamczewska
  10. Nie możesz się obudzić? Ze snu, którego fale ledwo wyczuwasz całym ciałem W lekkim mrowieniu skóry i ust kiedy mówisz i nic nie jest wierne temu, co czujesz nawet muzyka nie słucha cię! sen przez sen kłania się i nie halo wszystko jest myślisz: zwiędły z życia test i tak jest! zrozum wstecz... Ciebie nie ma, choć jest gest twoje myśli- maska NIC twoje słowa- marny pic czy na wodę czy na krew bez znaczenia!podnieś brew! nic nie zmienia ten twój gest sen jest snem wyśnionym gdzieś możesz śmiać się płakać, kląć... sen wciąż trzyma tu i stąd ucieczki nie ma, nie
  11. nie patrz tak na mnie w twych oczach kłamstwo i mrok szarość nocy spokój zabija nie chcę ciemności unikam mijam kłamstwa też nie chcę bo bardzo boli pokrętne słowa drażnią duszę w oczach które wcześniej kochałam krzyki nieprawdy nie mów tak do mnie słowa sztylety i głos twój już daleki obcość trwoga bunt mój przed tobą tak to potworne więc odejdź bełkot w zwiędłych ustach jak miecz obosieczny rani decyzja zastąpiła myśl spiker radiowy głośno czas obwieścił budzę się mokra cała od wrażeń męczący koszmar ... niech się nie ziści nie wierzę oczom ... spałam przy barze!?
  12. Ten sen Nieskazitelny, subtelny Sen Rok trwa A jak gdyby całą wieczność Kocham Cię Doputy śmierć nie zatańczy Kocham Cię Na zawsze W zdrowiu, w chorobie Kocham Cię Bez wytchnienia Wiecznie Płaczę gdy Cię nie ma Gdy odchodzisz Gdy przychodzisz smutek mija Me serce karnawał toczy Uwielbiam zapach twej obecności Nie opuszczaj mnie Na zawsze Kocham Cię Me szczęście to Ty Trzymasz je w dłoniach swych Serce Piękność miłości mówię i opisuje W słowach do Ciebie Nad życie, już zawsze Na zawsze Przez wszytkie czasy Kocham cię Wybacz gdy razy kilka Płaczę ciut przeze mnie Pamiętaj Kocham Cię nade mnie I najważniejszy jesteś Zawsze Ucałuj i do snu utul Po nasze wszytkie czasy Kocham Miłuję Ciebie kochanie
  13. Gdy wieczorem o szarej godzinie do snu kładę się ze zmęczeniem, myślę, czy ta noc szybko minie noc gwiaździsta, noc w pełni. Księżyc wokoło rozproszył pył złoty, niebo pokryło czarne tło zachodnie, światła jak myśli ulotne pogasły, ucichła codzienność i troski. O takiej późnej już porze przychodzi sen namiętny, błogi, w drzwiach domu mojego staje lekko. Nie dotykając podłogi. Cierpliwie czeka dopóki nie zasnę, płynie nade mną lub siada przy łóżku i ciepłym szeptem opowiada baśnię. Ten sen jest moim przyjacielem bliskim w kolorach niesie nadzieję jutra takiego snu życzę Wam wszystkim.
  14. jesteśmy na krawędzi snu marzymy i czekamy siebie śnimy się sobie znów i znów i żadne z nas do końca nie wie co jest wyśnieniem a co jawą i jak go śni to drugie z nas ani jak roi samo siebie ile drugiemu daje gwiazd jesteśmy na krawędzi snu i po omacku się szukamy raz bliscy raz dalecy znów tęsknimy i stawiamy tamy i tak pragniemy swego ciepła że aż parzymy po sam szpik tak chcemy słońca a nie piekła że w ogień gnamy niby ćmy chcesz żeby w moich oczach łzy wyschły i smutek już nie wrócił chcę żebyś nigdy nie był zły żebyś się cieszył a nie smucił ale czasami mnie odpychasz zamiast kochania dajesz chłód niekiedy za krawędzią znikasz a zamiast ciebie śni się lód i wtedy nie potrafię być radosnym ciepłem światłem śpiewem i nie wiem czy mnie nadal śnisz czy ja cię śnię – nie jesteś pewien a przecież nie istnieje droga którą się sama mogę wlec bez ciebie przyszłoby zwariować z tobą oszaleć nie chcę też więc bądźmy dobrzy Kocie mój bez przerwy dobrzy choć nie święci jesteśmy na krawędzi snu jesteśmy ciągle na krawędzi 21.03.2016 r.
  15. trwam w prześwicie przedwiosny, w przerwie przed kolejną ulicą prymitywnych konfliktów i banalnych konsumpcji moje zielone źrenice tępo wpatrzone w jasne lica nocnego słońca, w okółkowych pieczęciach i błahym pięknie następny chleb niestrawiony z kolejnymi w tych samych żołądkach prymitywnych stworzeń ułamki sekund liczone skąpymi ludźmi w przestrachu kolejnej wojny wpiły się w szarość.
  16. Deonix_

    Odlot

    zmierzch zapadł siwy i rzęsy ołówkiem malowane i piski latających nietoperzy zegar na ścianie cienie i to czekanie i te rzęsy ołówkiem malowane jak atrament odbiły się na ścianie i w tym zmierzchu tak... ciepło... się unosi zmysły pieści lecz skóry nie dotyka i tylko wtedy gdy się duszę cicho przez okno się wymyka i wtedy to świeżość i ciemność są jak goście wytworni w moich płucach a pył skwarny oddany przy wydechu do gwiazd cieni mnie podrzuca i lecę na oślep przez próżnię nie jest dobrze lecz wciąż błogo i karmi mnie kosmos euforią i śnię słodko chociaż spać nie mogę
  17. Radosław__Parol

    sen

    motyw wyobraźni zielonej krainy współczucia dramatycznego powiewu serca wspomnienie w domyślniku pozostaje testament zakręcony pod-nietą dla fantastycznych nieporozumień spaceru nad hipnozą
×
×
  • Dodaj nową pozycję...