Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'samotnosc' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

  1. Kiedy ostatni raz ― trzymałam twoją dłoń ― była taka ciężka i ― zimna… Pamiętam, że uchyliły się przed tobą wielkie i białe drzwi ― skrywające od zawsze ― największą tajemnicę… Poznałeś ją ― będąc już częścią mozaiki Wszechświata ― z wiarą ― we wszechmoc rozumu ― bez wiary ― w ciało… * Siedzę sama ― na ławce… … otoczona parkowym azylem… Doszukuję się ― czegokolwiek ― w rozchwianych gałęziach ― w grze cieni na żw
  2. gałąź

    żałoba

    Do tej pory przeżywałam żałobę a Ty myślałaś, że przesadzam ze smutkiem że wybieram lenistwo nad wyraz bierna i nieciekawa Przeżywałam żałobę po matce bo jej nie miałam od dziecka, choć żyje do teraz, odrzuciła mnie w cierpieniu nad sobą Przeżywałam żałobę nad domem bo go nie miałam od dziecka, choć stoi solidnie na fundamentach nie chronił przed zimnem Przeżywałam żałobę po zaufaniu bo go nie miałam od dziecka choć żyłam z uśmiechem nie czułam bezpieczeństwa a Ty myślałaś że przesadzam
  3. Opowiadał mi o ciszy... ― Opowiadał o pustce ― ze smutnym wzrokiem ― utkwionym w istocie Wszechrzeczy… … o przebywaniu ― gdzieś ― poza ― ― ― granicą neonu… Przenikał przeze mnie bez trudu ― omiatając moje skronie nikłym powiewem… … omiatając pieczołowicie ― jakby zadumą ― rozpostartą na nowo… Opowiadał o ukrytym słońcu ― i obłokach ― w niedostępnym niebie… … opowiadał bez słów ― prawie ― nie podnosząc oczu… I nie musiał patrzeć przed siebie ― by wszystko odgadnąć… Był ogr
  4. Nie mam już nic, oddałam wszystko. Nawet ostatnie buty i sweter, a idzie zima I tak, jest mi zimno, czuję jak wiatr przebiega przez wszystkie moje kości Sunie zimną dłonią po plecach, rozlewa po ramionach, w dół Nie mam już nic, oddałam wszystko. Nawet ostatnie dobre myśli i pocieszenie, a idzie smutek I tak, jest mi smutno, czuję jak rozpacz przechodzi przez wszystkie moje myśli Sunie ostrym lękiem po głowie, rozlewa po ramionach, w dół Nie mam już nic, oddałam wszystko. Nawet ostatnią dozę
  5. Sztuka za słaba, poeci banalni bluzgi, umizgi, złamane serca patrzę wokoło, szukam powietrza zakrzywia obraz chłopiec z miasteczka Wzdycham i wzdycham lecz brnę do przodu cóż począć - nie zna mojego imienia znowu wieczorem stanę pod brzozą sprawdzę czy nadal jego tam nie ma I nie usłyszę nic oprócz ciszy w głowie jedynie przeróżne tony które jej zagrał w drewnianej szopie na starym puzonie Znów nic tu po mnie
  6. Frohnixe

    krzyk

    mój krzyk moja rozpacz to nie jest już coś czym musisz się przejmować możesz spojrzeć zasmucić się uronić łzę ale to nie będzie już twój smutek ani problem mój krzyk jest teraz tylko mój więc krzyczę bardzo głośno
  7. Pamiętam swój najgorszy koszmar z dzieciństwa. Tuż przed świętami czekałam na powrót mojego taty. Obiecał mi, że jak wróci to zabierze nas do nowo zakupionego domu, więc niecierpliwie na niego czekałam. Lecz gdy przyszedł ten pamiętny dzień gorzko tego pożałowałam. Dni były podporządkowane obowiązkom szkolnym, a wieczory były cierpliwym oczekiwaniem na rodzinne święta (ja, moja mama i mój ukochany tata). Pamiętam jak wracałam o zmierzchu do domu przez starówkę. Niebo miało szaro-ciemny kolor. Nie było wyraźnej granicy między dniem a nocą. Jednym zwiastunem nadchodzącej ciemności były z
  8. „Niektóre słowa to muszle w czasie, być może kryje się w nich wspomnienie o tobie” Jon Kalman Stefansson: „Smutek aniołów” *** Słońce zagląda przez kwadraty szyb, zalewając milczący, pusty pokój potokiem światła… Przywieram do ich gładkich płaszczyzn dłońmi i czołem… Widzę na zewnątrz drzewo ― wyrosłe u źródeł początku ― szumiące listowiem ― w pomarszczonej skórze kory… … zazieleniło się… … Wstrząsa mną gong… Zgrzyt zegarowego mechanizmu… I znowu:
  9. Opieram głowę na oparciu siedzenia, ściskając w dłoniach pożółkły ze starości list. Za oknem ogrom błękitnego nieba i zielone równiny z czarną kreską dalekiego lasu. Ostre promienie słońca wpadają pod kątem do pustego przedziału rozkołysanego wagonu, tworząc na jego podłodze przekrzywiony prostokąt. Na tle nieruchomych, białych obłoków uciekają coraz szybciej pobliskie drzewa, trakcyjne słupy… Jednostajny stukot kół: tuk-tuk, tuk-tuk, tuk-tuk… –– bijące, żelazne serce, upływający czas… Trzymam wciąż na kolanach list. Został nadany sześćdziesiąt cztery lata temu, teraz ― w poplamion
  10. Światło pochmurnego dnia ― wsącza się łagodnie… Okna są szeroko otwarte na deszcz… Na ten szmer spadających kropel… Pode mną ― lśniąca spirala dębowych poręczy… ― kamiennych schodów… … gdzieś coś zatrzeszczało… Od moich kroków? Nie ― moich? Lecz nic ― znowu cisza… W gorączkowym ― piskliwym szumie ― wyławiam ― tak jakby ― szept… Odwracam się… ― nie widzę nikogo… W smugach szarego blasku ― mżą jedynie piksele samotności … … ― bieleją ― zatrzaśnięte na wieczno
  11. przechodziła obok w milczeniu omiatając mnie przez chwilę melancholią spojrzenia narastał mrok przechodziła pod naporem mrozu który sypał w twarz ostrymi jak nóż kryształkami lodu brnęła po kolana w śnieżnych zaspach w tym bezkresie pól jej przyprószoną sukienkę rozrywał wiatr rozwiewał włosy tuliła się do powietrza nie mającego w sobie już nic z błękitu atmosfer widziałem odsłonięte ramię bose stopy i ten krok za krokiem w coraz niższym pochyleniu miała przed sobą wieczność całą i za sobą ją miała przechodził
  12. Kolejny monotonny dzień a jednak wszystko inne Znów próbuje się uwolnić z sieci własnego mroku Wołam o pomoc bezgłośnym krzykiem Cienka nić dzieli mnie od w przepaść skoku Drzewa rozkwitają budząc się do życia Trwa jakby bardziej zielona Kwiaty tańczą do melodii wiatru wycia Towarzyszy im pogoda jak wymarzona Słońce przyświeca jeszcze twarze blade Ptaki opowiadają własną historie Strumyki dają znać o sobie choć jeszcze słabe Wszystko bez pośpiechu na spokojnie W parku para staruszków patrzy sobie w oczy W
  13. Paweł Z

    Ogród

    Wchodzę i nie widać nic oprócz samotnego drzewa, ścieżka usłana ostrymi głazami, to miejsce idealne gdzie umysł spokój ma, gdy dusza ubolewa. Obraz, jak podczas seansu, umiejscowienie realne. Ale bieżę przez ową drogę, nikogo nie spotykam, ni wroga, ni otuchy, ni cierpienia, ni szczęścia. Drogowskaz zapisany czymś czego nie rozczytam, a gdy patrzę w niebo, krew, rozlana od wejścia. Niepokój przeszywa, gdy widzę rubinowe niebo wraz ze szmaragdem drzewa, wizja codzienności, alegoria życia, podana jak na tacy przeto. Traktująca o wszystkim, przyjaźni,
  14. Szary świat znuw tematem "wyblakły mi kolory" - powiedziałem pani kazała mi przeprosić milczenie, chociarz to ono zaczęło cisza znowu lubi mnie, śmieszne ma zabawy sprowadziła mi samotność, tak do pary raz, dwa, trzy, nikt nie szóka, się chowamy znikam z świata - bez znaczenia napisz gdy będziesz mieć ochote czekam :)
  15. slyszę, mamrotanie w kratach w łazience ja stoję przy kuchence nalewam wody do czajnika a w moim ciele panika sama w tym pustym mieszkaniu myślę o nie filozofowaniu sąsiadka znów kłoci się z mężem i pewnie bawi się jego wężem woda zagotowana herbata nalewana a sąsiadka dalej ruchana.
  16. Sama jestem na tej ziemi Tak blisko a jednak daleko Od świata Bo kiedy już myślę Że walka wreszcie jest równa Nie jest. Już jestem szczęśliwa Już jestem dumna, jestem... Pełna Znów boli rozczarowanie Znowu czegoś brak w żołądku... Kwas I ta jedna osoba Daje ci codziennie powód Do wstania Ten jeden ktoś sprawia Że nawet chcesz przełknąć gorycz Samotności
  17. Jakoś zimno Czuję dreszcze W balkonowych stoję drzwiach Czy ktoś myśli o mnie jeszcze ? Coś tu chyba jest nie tak Szukam Ciebie pośród gwiazd Na nic to - zeszła mgła Ktoś dziś znów uśnie sam
  18. Za deskami teatru ekranem telewizora wszystko takie samo to już było chowasz się pomiędzy szczelinami nie wyróżniasz się nie masz czarującego głosu fałszywego szeptu znikasz w tłumie gubiąc rozum logiczne wytłumaczenia czemu jesteś samotny? wychodzisz z cienia skrzydła utulają potrzebujesz zrozumienia płynącego z ludzkiego serca
  19. Jestem pożółkłym liściem ostatnim z tak wielu na drzewie. Prócz mnie opadły wszystkie, że żyję żaden z nich nie wie. Umieram; nikt nie płacze.
  20. Wyrwany manipulacją Uschnięty nadziei iskrą Kolce bezwzględne Ziemi suchota pod pustynnym wzniesieniem Wicher świszczącego pyłu Pochłonął żywe duszę Przetrwał tylko ten jeden kwiat
  21. Pierwszy raz na plazy, mam szesc lat. Piasek klei sie do stop mimo botow, woda przecieka przez sznurowki. Morze sie mieni w swietle zakurzonego slonca, kolory zmroku, fale jak stopione gwiazdy. Jest zimno. Mrzawka nawilza rzesy, wiatr chlodzi twarz, turla sie miedzy ubraniami. Biegne za siostra, slady jej stop na piasku szybko zastapione moimi, potem morze zabiera je do siebie. Znajomy glos wola do nas, odbieglysmy za daleko, do okola widze tylko twarze bialych skal. Rozgladam sie i
  22. Gdzieś, gdzie nie prowadzą żadne kroki, jedynie ścieżki pełne słów trudnych jak wiersze, które nie istnieją poza myślą, dla ludzi o twarzach z mgły utkanych przyniosę lustro prawdy, a może wino, kielich o brzegach słodkich jak usta dziewczyny z bladymi stopami, które w snach zbyt prędko odchodzą w niepamięć, Trwogą istnienia napełni się oddech, świadomość krainy, która jedynie w nocy jest czymś trwalszym niż pył ze skrzydeł motyla, pokusi o zanurzenie się w falach, ach słyszę już wezwanie głębi, szept kuszący i palce, lecz chłód przebudzenia drąży źrenice
  23. Łapa. Jedna łapa, potem druga, a za nią jeszcze dwie. Cztery łapy, mam cztery łapy. Od urodzenia, od pierwszego pisku, pierwszego pociągnięcia matczynym językiem. Cztery łapy. I ogon. Mam ogon. To dobrze, że wciąż je mam. To znaczy, że jestem. Tu i teraz. Ja, cztery łapy, ogon. Wszystko trafiło tutaj razem ze mną, nic nie pozostało. Nic więcej nie potrzebuję, chociaż to nie jest pewne. Teraz nic nie jest pewne, oprócz miski. Miska jest zawsze pewna. Napełniają ją dwa razy dziennie. Woda i pokarm, więc już nic nie muszę. Nie muszę, więc leżę. Cały dzień i całą noc. Wiele nocy, pociętych na kwa
  24. Brakuje mi weny Kartki zostawiam puste W głowie tylko cisza Którą zagłusza jedynie bicie Mojego serca Pustka. Ta ogłuszająca pustka Przypomina mi o samotności Która nie opuszcza mnie Choćby na chwilę Gwiazdy nie są tak piękne Jak dawniej Świeczki nie pachną tak Ładnie jak niegdyś Łóżko nie jest tak ciepłe Jak wtedy gdy lezałeś w nim ty
  25. Dokonałam dziś amputacji. Potłukłam kubek z naszymi zdjęciami, wyrzuciłam pluszowego słonika, spaliłam listy. Na półce już nie stoi książka, w której czarnym atramentem zapisano kłamstwa. Wycięłam Ciebie ze mnie. Czuję się trochę słabiej, moje dłonie drżą mocnej, a na nogach malują się nowe obrzęki. Wyrwałam Cię z siebie, a krwawiące kikuty przypaliłam rozgrzanym żelazkiem. Jest mnie trochę mniej i gorzej się czuję. Myślę, że to nie przejdzie, nie zawsze można przeżyć bez kawałka siebie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności