Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'rodzina'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


Znaleziono 4 wyniki

  1. dziecko piątku

    Wojenny płacz

    Jesteś taki lekki, jak kwiatuszek. Kiedy bomby wokół trawia nasza dusze. Mołotowy w sercu noszę. Gdzie mam schować bliskich? Tylko o to proszę. Wojna już swe mleko rozlała. Zostać czy uciekać? Wyraźnie widzę barwy narodowe. Zdobiace smutne miny śpiących. Pierwsza krew została przelana. Wolność. Nie boję się o siebie. Chyba nawet nie o nią. Boję się o tego kogo niose, gdy została nam zabrana.
  2. Tomasz Kucina

    Małe nieMadzie

    wiersz dedykowany wszystkim porzuconym dzieciom, I sumieniu ich rodziców losowe wyczyny ciężarnych nadużyć. zew krzywd. niepłodu których się dopuszczono w oknach życia. gdy szła do ludzi dokładnie wypucowana. schludna. i upuszczona w kocyk jej matka pielęgnowała marzenie. a potem mały. trybik wykruszył z sumienia decydując o szczęściu które odeszło i czas mijał. choć przetrwał w ośrodkach potrzeby serotoniny meduza czochrała włosy gdy z miśkiem córki tupali w monopolowy zodiak. tymczasem małej podano zamiar kaszka na mleku i list do preadopcji. był i protokół wszystko co ludzkie znaczy karmiące. z gołębich skrzydeł zero czczych pytań - sekt i bełkotu - rzeczników i detektywów tylko gołąbek siadał tam co dzień. w oknie wyrodnym sekretu dyplomatyczny ptak na receptę egzystencjalny patron kolokwium dziewiczy. bez zaliczenia
  3. WładcaMetafor

    Nie Wiesz Kim Jestem

    "NIE WIESZ KIM JESTEM" AUTOR MARCIN ELSI ELSNER LINK DO UTWORU NA YOUTUBE I Strumieniem Z Wzgórza W Świetle Wierszu Powraca Poświęcenie Popiołu Z Metafor, Twórca Na Ziarnku Melodii Duszą Zemsty Z Piekła Świątyń Wypełnia Kartkę Prawdą, Dźwięcznie Szura Ponadczasowym Ostrza Lękiem Wśród Oddechu Pocałunku Cierpień, Zamiast Czytać Czarno-Białą Tęczę Lektur Przemyślane Użycie Oblicza Atramentu, W Pamiętniku Z Otchłani Społeczeństwa O Tajemniczej Róży Z Zwiastunem Dziecka, Płód Zabija Rzeka trunku Z Kielicha W Pijackiej Podróży W Domu Bywa Nieobecna, Kto Jest Ojcem Nie Chce Przyznać W Sumie To Żadna Nowina Źródło Jest Nieznane, Osiedlowa Plotka Gdy Wraca Do Domu Studnią Złudzeń Niszczy Rodzinny Fundament, Na Łożu Niespełnionych Obietnic Pragnie Wznosić Toast Fundując Innym Atrakcję, Dla Sąsiadów Wciąż Jest Spektaklem Awantura W Mgle Relacji Tłuczonych Talerzy, Boże Czy Potrafisz Płatki Nadziei Wskrzesić Gdy Po Raz Piąty Została Skatowana, W Ogrodzie Imprez I Na Sali Sądowej Rozwód Równa Się Winą Uwikłaną W Kłamstwa, W Tej Bitwie Podróż Na Ten Świat Nie Była By Brama Zwycięstw Bez Mocy Różańca, Wyprze Niemowlę Matka Właściwą Drogą Na Izbę Położniczą Przyjdzie Mój Wybawca, Przekracza Kurtynę Myśli Gwarancja I Jest Tam Tylko Po To By Się Mu Przyjrzeć, On Nie Jest Mój Raczej Przyniosło Go Powietrze Ale Chodź Nie Wiesz Kim Jestem, Bierzesz Pod Opiekę Podajesz Iskierką Nadziei Skrzydła i Szczęście Kim Jesteś, REFREN Kartka Oblana Winem Czy Tuszem Nadziei ? Myśli Nieznane, Słowa Chlebem Powszednim, Nie Wiesz Kim Jestem! Co Się Stanie, Gdy Znów Staniemy Twarzą W Twarz, Dla Celu W Uczuciach Niezmienni? Nie Wiesz Kim Jestem! Ani Dlaczego Wyrażam To Wierszem, Jestem Tym Co Piszę Tą Powieść, ELSI II Prawnie Dzielone Sidła Mówi Więzień Księgi Zespół Napadów Lękowych Z Powikłań, Niewiadomo Co Wyciągnie Z Cylindra Płonący Wózek Jak Tylko Zatrzyma Się Winda, Chropoców Zamiast Domu Dziecka Za Świadomość Życia Przesypująca Się Klepsydra, To Podróż Od Kochanka Do Kochanka Nie Ruszaj Zołnierzyków Bo Obudzi Się Bydlak, W Innym Pokoju Znów Gram Wzór Widma Szukając Bardzo Dużego Stopnia Akceptacji, Mam Wielu Wujków Kilka Domów Staram Się Przystosować Bez Zbędnych Relacji, Innym Dzieciom Zazdroszcząc Że Mogą Doświadczyć Coś Co Ja Mogę Tylko Zobaczyć, Z Pozoru W Dialogu Jak Gówno Na Podeszwie Potrafię Wybaczyć Z Panteonu Sercem, Wierzę W Normalną Rodzinę Proporcja Marzeń Z Rzeczywistością Zawsze Nie Równa, Dwustronna Sztuczna Młodość I Pytanie Dla Kogo W Labiryncie Roszad Przeszkodą, Przyjdź Zajmij Się Sobą Będę Piła Z Panem Soczek Biorę Balę I Lecę Na Osiedle, Kilka Godzin Później Luneło Deszczem Wchodzę Żeby Posprzątać Ten Rozpierdziel, Za Mną Wkroczył Wujek Opadły Mu Ręce Nerwów Strzępek Obłędnie Trzaska Dzwiami, Płacze Defekt Szajby Posąg O Demonicznym Wyrazie Twarzy Mówiąc Jesteś Błędem, To Brzemię Miało Się Nie Narodzić Bez Niego Nie Wracaj Uszyty Na Miarę Biegnę, Sam Tu Powracam Podobno To Też Mój Dom Dlaczego Wrota Przede Mną Są Zamknięte, Idę Spać Na Strych Kamienicy Bo Nie Wystarczą Starania Z Cierpliwości Resztek, Kłębek Szurka Posłuży Mi Za Węzeł Mam Dość Pytań Chyba Po Prostu Się Powieszę, Najpierw Zostawię Po Sobie List Pożegnalny Zaczyna Się Od Nie Wiem Kim Jestem, REFREN Kartka Oblana Winem Czy Tuszem Nadziei ? Myśli Nieznane, Słowa Chlebem Powszednim, Nie Wiesz Kim Jestem! Co Się Stanie, Gdy Znów Staniemy Twarzą W Twarz, Dla Celu W Uczuciach Niezmienni? Nie Wiesz Kim Jestem! Ani Dlaczego Wyrażam To Wierszem, Jestem Tym Co Piszę Tą Powieść, ELSI III Chodź Jestem Chodzącą Księgą Skuszony Proroctwa Energią Zjadłem Zakazany Owoc, Jako Dusza Przemierzyłem Wzdłuż I Wszerz Bieguny Aż Stałem Się Taką Oto Osobą, Tu Czy Tam Demon Kusi Podobieństwa Wspólną Cząstką Bo Nikt Nie Jest Doskonały, Wybrałem Dom Z Powodu Twej Nie Zachwianej Wiary I Umiejętności Się Rozkrzewią, Nikt Się Nie Spodziewoł Jaką Z Czasem Zastrzyk Wspomnień Dostarczy Właściwość, Nieskończoność Przemyśleń Utrwalanych Tuszem Ponadczasową Religią Na Kartkach, Przedstawiam Daje Nieśmiertelny Posmak Angażując Litery W Warstwach Wyobraźni, Układając Te Puzzle Potrafię Sprawić Że To Zobaczysz Przeistaczając swą wiedzę, Każde Słowo Jest Pochodnią Wyrażającą Więcej Niż Kiedykolwiek Mogę Powiedzieć, Taki Pech W Gazetce Promyczek Relikwie W Piśmie Przewodzą Przemyślenia Ucznia, Pytają Przyjaciół Z Literackiego Źródła Dlaczego Dla Niej Alkohol To Ambrozja, Z Predykcji Wiem To Klątwa Pozwalam Tylko Jej Cię Poznać Bo Mamo Jest Coś Nad, Mając Niezniszczalny Boży Dar Znam Powód Przez Który Przyszedłem Na Ten Świat, Na płótnie W Zwierciadle Rzeczywistości Uwierz Stanę Się Twym Aniołem Stróżem, Tarczą Oddzielającą Prawdę Od Złudzeń Nie Zważam Na Nic Trzymam Różę Za Kolce, Alkohol Zabił Rodzinne Wartości Potrafię Przetrwać Pisząc Ciąg Dalszy Nastąpi, Niektórych Nie Idzie Zastąpić W Szczególności Poświęceń Tego Prawdziwego Ojca, Nie Znam Drugiej Takiej Osoby O Tak Skrytych Emocjach Powtarza Radź Sobie Sam, Nie Myśl Że Istnieje Ból Walcz Jak Tylko Ty Wiesz Jak Odnaleźć Właściwą Drogę, Ona Cię Zostawiła Powracam Z Strychu Wkrótce Będę Bezpieczny Przy Tobie Ojcze. Pozdrawiam Wszystkich Użytkowników :)
  4. Napisane dla kogoś jako prezent na walentynki, ale w związku z tym, że sprawa się rozmyła i rozeszła po kościach to wstawiam ten twór tutaj. Krótkie, ale może kiedyś wykiełkuje z tego coś sensowniejszego. Nie jest to romans aczkolwiek końcówkę uważam za odrobinę ckliwą. _ Kocie kroki dochodziły pustym echem z wysokiej szafy chowającej się przed wschodem słońca. Nastąpiły się wszystkie emocje, powoli spełzły.Nie istniało miejsce, które uchroniłoby przed nadejściem bezlitosnego dnia, ani okrutnej godziny siódmej rano. Teraz nadszedł czas pustki, która wzbudza poniekąd kolejne odczucia. Niedospany jeszcze sen powoli spływa z powiek wraz z frustracją ciągnących się przed nim, czy za nim w nieskończoność niedokończonych i niezałatwionych spraw. Niemy krzyk był tak cichy, że zdarł gardło, a w ostateczności zostawił w kompletnym niedorozwinięciu już na samym początku tego dnia, który to przecież powinien się zacząć, ale jak to.Stuk puk. Puk stuk. Toż poprzedni nie domknął drzwi, a one skrzypią. Przez szpare wlewa się trochę zachodzącego słońca, które chyli się ku powolnemu upadkowi i … bum! Pikpikpikpikipikii PIKIKIPIKI.PIK. Johann zerwał się z łóżka mocno wciągając powietrze nozdrzami. Uhonorowało go ostrym zapachem farby olejnej, w którą wdepnął zaraz tylko kiedy stopa dotknęła niedomytej, po wczorajszym artystycznym rwetesie podłogi. Cudownie rozpoczęty poranek zawierał jeszcze rozlaną kawę, deszcz uderzający w okna jak oszalały i brak przesyłki zamówionej dwa tygodnie temu. Kolejna nieprzespana noc i niemożność zaśnięcia w jakimkolwiek miejscu, pozycji czy czymkolwiek innym również nie pomagały w sprawnym zebraniu się do pracy. Plusem było małe mieszkanie znajdujace się zaraz obok miejsca pracy. Właśnie. Pracy.Szybki prysznic. Kolejna kawa. Nowe spodnie. Tamte do brudów. Buty. Nie, nie te, te drugie. Wzięty. Wypita. Ubrane. Dane. Włożone. Te drugie. ***-Hans zrobiłbyś coś w końcu z tym gruchotem. Wiesz ile to ma lat? Wiesz ile byśmy z ojcem dali, wtedy jak te plastikowe pudła były produkowane, aby jeździć chociażby mercedesem? Albo bmw, tak. Dobre samochody.- Skrzekliwy głos powoli wdrążał się w uszy Johanna. Należał do starszej kobiety, której usta zaciśnięte były bardziej od zmrożonych drzwi samochodu w najgorszą zimową pogodę. Tyle, że owa kobieta była w stanie je otworzyć. Taka siłaczka. -Lubię ten samochód. Ostatnio przemalowałem go na żółto.- mężczyzna, do którego zwróciła się staruszka był wysokim, smukłym blondynem o jasnych oczach, które wyrażały teraz jak największe znużenie ze względu na przymus kontynuowania tej rozmowy. Długie blond włosy opadały Johannowi na ramiona, wyglądały na zadbane, ale nie były też na przymus ułożone czy uklepane. Ot proste blond włosy. W pokoju panowała mętna atmosfera. Nawet kot, wcześniej wylegujący się na słońcu przeniósł się do pobliskiej kuchni, aby tam baraszkować w szafkach czy innych szparach. Starsza kobieta odstawiła kubek na szwedzki stolik dzielący ją od znacznie młodszego rozmówcy. Ten dźwięk wydawał się okropnie głośny przy królującej w pomieszczeniu ciszy. Jej siwe włosy były uziemione w sztywnym koku. Zaden wlos nie mial szansy się wydostać. Twarz kobiety, mimo wieku była zadbana. Zmarszczek było niewiele, a już te zaistniałe ukrywały się pod pudrem. Można było dostrzec pewne podobieństwo pomiędzy nią, a młodszym z rozmówców. Te same kości policzkowe, lekko zadarty nos i jasnoniebieskie oczy. -Nie w tym rzecz, Johann… martwimy się o Ciebie.-Och martwicie. To szybko się mama zorientowała, ze trzeba się martwić. Glos mężczyzny nie był jadowity. Ton był, rzecz jasna mocno sarkastyczny, ale nie wyrażał złości. Jedynie okropnie monotonną obojętnosci, która można było tez odnotować na smukłej twarzy. Nie trzeba być specjalnie bystrym aby zauważyć, że pomiędzy tą dwójką nie było, nie jest i raczej nie będzie dobrze. Mimo starań. Teraźniejszych czy przeszłych. -Chcielibyśmy z ojcem…-Właśnie, mamo.- blondyn przerwał jej, jak na siebie dość ostro.- „chcielibyśmy”. Dokladnie o tym zawsze mówię. Wy chcielibyście. Jezeli chcecie to przemeblujcie salon. Jeżeli chcecie kupcie pieska. Jeżeli chcecie kupcie inną kawę niż zazwyczaj. Jezeli chcecie pójdźcie do kościola. Jeżeli chcecie przeprowadźcie się. Świetnie, mozesz nawet do mnie zadzwonić i pochwalić się tym waszym bmw, czy czymkolwiek innym. Chętnie posłucham, ale nie interesuje mnie czego chcielibyście odnośnie mnie. Już się nachcieliście przez wiele lat mojego zycia i nie mam zamiaru do tego wracać. Wydawało mi się, ze rozdział jest zamknięty? Jezeli tylko to chciałaś mi powiedzieć…-Nie. Czekaj.- tym razem to ona mu przerwała. Wygięła swoje ciasno zaciśnięte usta w nieprzyjemnym grymasie- Ten Twój Sebastian…- Nie mój. Zacznijmy od tego. - Johann westchnął.- Powiedziałem już wszystko, co chciałem, a wydaje mi się, ze ty również to, co chcesz powiedzieć wiele razy już powtarzałaś.- blondyn wstał, nie zrobił tego gwałtownie, można było wyczuć wręcz lekkość w jego ruchach- Wiesz gdzie są drzwi.Kobieta wstała i bez słowa wymaszerowała z pokoju. Nie obdarzyła swego syna już ani jednym spojrzeniem. ***Sebastian był wściekły. Wściekły na siebie. Wsciekły na to, ze nie mógł nic zrobić. Wściekły na lekarza. Wściekły na sytuację. Nawet wsciekły na te kobiete, która właśnie przechodziła obok. Zgrzytnął zębami i przygryzł wnętrze policzka. Potrzebował wyładować swoją frustrację, ale nie chcial krzyczeć, mieć pretensji… nie chciał znowu skupiac się tylko na sobie. Było mu głupio. Co tylko jeszcze bardziej denerwowało. Nie chciał płakać, był na to za silny. Za męski. Płakanie to nie jego działka. On zniesie wszystko. W pracy powiedzą mu co ma zrobić, on to zrobi. Bez zbędnych wyborów, bez zbędnych problemów. Nie trzeba będzie myśleć, przezywać, rozkładać na czynniki pierwsze. Ale to… ludzie ubrani na czarno, rozkopywana ziemia w charakterystycznym prostokątnym kształcie. Zacisnął powieki kiedy zderzył się niespodziewanie z jakąś starszą kobietą. Przeprosił pospiesznie nie chcąc wyglądać na tak zdenerwowanego, jakim był. Spojrzał na staruszke. Coś go zakuło. -Nic się nie stało, to ja się zagapiłam- odparła mu swoim skrzekliwym głosem. Sebastiana nie interesował jej głos, nie zwracał uwagi na szczegóły mimo to wydawała mu się znajoma. Zwłaszcza z twarzy. Poza tym była starsza kobietą, to jeszcze bardziej bolało, a co za tym idzie denerwowało. Przypominało o niedawno odbytym pogrzebie. Bawarczyk wypuścił powietrze. -Co sądzisz o tym Trabancie? - zapytała kobieta nie odrywając od rozmówcy wzroku. Sebastian zamrugał.-Proszę?- zapytał siląc się na jak najmilszy ton, jaki był w stanie z siebie wykrzesać.-Co sądzisz o tym Trabancie.- powtórzyła niezrażona i przewiercała go spojrzeniem niebieskich oczu, które tak doskonale znał. Ale skąd?-Uh- wydusił z siebie na początku. Nie rozumiał. Pytanie kobiety nie miało najmniejszego sensu- Dlaczego Pani pyta? Chciałaby go Pani kupić? O ile wiem nie jest na sprzedaż…- w tym momencie w twarzy kobiety jakby coś zaskoczyło, Sebastian zmarszczył brwi. - Nie wolałbyś nowego samochodu?- staruszka zadała kolejne pytanie. Mimo podeszłego wieku emanowała dostojnością i taką pewnością siebie, że rozstrojony emocjonalnie Sebastian nie był w stanie zakończyć rozmowy i pójść dalej. Emocjonalnie. Sebastian. To było dla niego zbyt obce.-Wolałbym.- odpowiedział twardo zerkajac mimowolnie na saksońskiego trabanta. - Nawet mam, ale… to nie mój samochód, więc tez nie moja sprawa kto go chce i kto nim jeździ.- odpowiedział dość neutralnie chociaż ściskająca go od środka złość emanowała coraz bardziej. Czuł, że dłuzej już nie wytrzyma. To było gorsze niż potrzeba fizjologiczna. Bawarczyk nie mógł do niczego innego tego porównać, nigdy nie był aż tak bardzo rozstrojony emocjonalnie. A ta kobieta nalegała. Bezlitośnie pytala o nonsensowne rzeczy. -Aha, dziękuje.- odpowiedziała w końcu- przepraszam jeszcze raz i miłego dnia.Staruszka odeszła zostawiając zdezorientowanego mężczyznę na srodku chodnika z myślą o żółtym Trabancie. ***-Spotkałem dzisiaj kobietę- odezwał się krótkowłosy blondyn mrużąc ciemnoniebieskie oczy.- Starszą, taka wiesz. Elegancką.- powiedział wpatrujac się w stolik, który przeżył już z jakieś cztery przeprowadzki Johanna. -Tak? I co z nią?- Saksończyk nie był rozemocjonowany tą rozmową, ale był to u niego normalny stan rzeczy. Ton jego głosu ocierał się wręcz o znudzenie. Stał przy kuchennej szafce i czekał aż woda się zagotuje. Tez był dzisiaj jakiś nie swój. -Zapytała mnie o Twojego Trabanta. -O Trabanta? -Tak. O Trabanta. ***-Nie denerwują Cię te ciągle plamy z farb? -Denerwują. -Nic nie mówisz.-Wiem, Hans. Dużo rzeczy mnie denerwuje.-Na przykład?-Na przykład Twoja dziurawa skarpetka. -To czemu nie wyjdziesz i nie zaczniesz pytać ludzi o moje skarpetki? -Bo to twoje życie, a ja jestem jednym z Twoich wyborów, więc jakbym ich nie akceptował, podważałbym też siebie. -Skąd te przemyślenia.-Nie chce myśleć o innych sprawach. -Czyli to egoizm?-Wszyscy jesteśmy egoistami.-Tak, po trochu tak. Denerwuje mnie Twoje jodłowanie.-No i co? - To poranne.-Aha.-No. Okropnie. -Rozwiniesz to jakoś? -Nie. Bo jesteś jednym z moich wyborów, a ja nie podważam siebie.