Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'proza' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 7 wyników

  1. Jeśli kochasz to pozwalasz odejść Pozwalasz na wszytsko Żeby cię krzywdzono Okradano z uczuć i emocji Wybaczasz mimo wszystko Ale do czasu Bo czas nie uleczy ran Lecz je zabliźni Ty nie zapomnisz A jedynie nie będziesz wracać do tych momentów Które teraz sprawiają ci ból A kiedyś były wiatrem Napędzającym motylki w Twoim brzuchu
  2. Dziś po raz kolejny oszukałem samego siebie. Cały czas zadaję sobie pytanie, kim jesteś-???- Niby Cię nie kocham, a jednak myślę... Może gdybyś zniknął, byłoby mi lżej. Po co mam patrzeć na szczęście, które nie nosi mojego imienia? Już chyba nie chcę kochać. Nie chcę też... stracić – Ciebie stracić. Siedzę przy oknie i pytam księżyca, co zrobić, lecz on milczy, chyba nawet się odwrócił. Drzewa nocą szumią, a ich szum cicho szepcze Twoje imię. Krople deszczu cicho odbijające się o szybę, są tak głośne. Sam nie wiem, może mi się zdaje? Może Ty tak naprawdę nie istniejesz i to tylko wyobraźnia płata mi figle? Ale skoro nie istniejesz... to skąd te rany, skąd ta pustka, smutek i żal? Chciałbym Cię poznać, ale trochę się boję. Może Ty wcale nie jesteś taki idealny, jak mi się wydaje. Może też jesteś tylko i aż człowiekiem? A może coś Cię wyróżnia i dlatego odnajduje Cię w każdej twarzy, w świergocie ptaków. Gdybyś kochał mnie choć trochę tak, jak ja Ciebie... wiedziałbyś, co czuje osamotnione i okaleczone serce. Dałem Ci je, a ty nawet go nie dotknąłeś i oddałeś z powrotem. Nie chcę takiej miłości! ....a jednak chcę Ciebie. Powiedz Mi, dlaczego chcę czuć to, co mnie rani? Może jesteś niebieską różą. Ona też ma kolce i rani, a jednak nadal jest piękna, każdy pragnie ją mieć. A jeśli wyrwę Ci kolce, to czy nadal będziesz różą, czy tylko jej imitacją? Kiedy to piszę, czuje się smutny i szczęśliwy, odrzucony, może... kochany. Jak Ty to robisz? Mógłbym dać Ci wszystko, ale Ty nie chcesz nic. Może nie chcesz, bo ktoś daje Ci wszystko, a ja - nikt- mam teraz...nic? Każesz mi być szczęśliwym, ale bez Ciebie. To tak, jakby kazać świecić słońcu w nocy. To chyba moja wina, za dużo chciałem, chyba trochę się łudziłem. Ty tylko sprowadziłeś mnie na ziemię. Szkoda, że tak gwałtownie i boleśnie. I chociaż wypłakałem już tysiące łez i każda miała cząstkę mojej miłości do Ciebie, to wystarczy mi ich jeszcze na to, by każda gwiazda na niebie dostała po jednej. Tym sposobem stworzyłem własną definicję miłości. Szkoda, że tak bezkształtną. Stawiam sobie setki pytań, a każda odpowiedź ma Twoje imię. Boję się zapomnieć o Tobie, bo wtedy mogę zapomnieć, czym jest miłość. A ja chcę kochać, ale i czuć, że jestem kochany. Póki co czuję się jak świeca. Już niewiele dzieli mnie od tego, by się wypalić, ale jeśli się wypalę, to kto oświetli Ci drogę? Twoje drogi są kręte i strome oraz na tyle wąskie, że nie mogę iść z Tobą. A wystarczyłoby byś je trochę poszerzył. Oswoiłeś mnie, a teraz dajesz wolność i porzucasz. Nie czuję się na to gotowy, nie jestem gotowy, ale idę, bo już zamknąłeś niebieskie drzwi błękitnego serca. Cholerna ironia losu. Słyszysz to? To chyba skrzypce. A może fortepian? Jedno jest pewne, pięknie brzmi. Zakochany człowiek czasem nie potrafi odróżnić dźwięku skrzypiec od fortepianu, a u ukochanego wad od zalet. Dlatego wszystko zdaje się być takie piękne. Ale kiedy zdarzy się chwila prawdy, dotyk drażniący, akord trzeźwiący, odzyskuje słuch, ze zdumieniem dostrzega subtelne różnice między dźwiękami, wychwytuje fałszywe brzmienia. ...„ Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący. I gdybym miał dar proroctwa, znał wszystkie tajemnice i posiadł wszelką wiedzę, i miał całkowitą wiarę, taką, iżbym przenosił góry, a miłości bym nie miał ... niczym jestem.” (Hymn o Miłości) Ja w miłości do Ciebie niestety nadal nie widzę różnicy, słyszę harmonijną melodię, Adagio na smyczki Barbera. Czytam Cię jak z nut, a każdy wie, że ich nie rozumiem. Gram na Tobie jak na skrzypcach, mimo iż ledwo wiem jak wyglądają. Niestety ktoś wielki stał się Twoim pierwszym dyrygentem i tworzy z Tobą opus Dei - miłosne zawirowanie w theatrum mundi. A ja jestem tylko widzem, który ogląda tę sztukę i marzy, by choć na moment zamienić się rolami z dyrygentem, tylko kiedy i...czy to w ogóle jest niemożliwe? Scena, którą sam zbudowałeś jest dla mnie za wysoka. Nie zrobiłeś tego chyba specjalnie, żebym cię nie dosięgnął? W końcu... chyba mnie takiego nie chciałeś i teraz, dzięki Tobie, ja nie chcę samego siebie.
  3. Pomoże trzecie oko złożyć trzy boki trójkąta? Igła w kółko się krząta; wskazał obłoki mój kompas? Pewnie to mrzonka, wszak przyciąga nas twardy grunt Biblia czy Darwin; nie chcemy być jak larwy tu Szukając między gwiazdy dróg ludzie się nie poddali Wciąż szukamy w oddali podwalin bo krain takich jak ta musi być przynajmniej garść Toczymy na Ziemi wojny, lecz nas nie przygarnie Mars Mamy marzenia, ale cechuje je przekora Nie trapi nas lepsze jutro- chcemy wspomnieć lepsze wczoraj Chcemy się nie przejmować, lecz jesteśmy zatroskani gdy najmniejsza bzdura urasta do makroskali Jednak nie wierzę, nie, że nie ma dla nas happy end'u Wyjdą pierwsi ślepi z błędu wprost z ciemności epicentrum Raz słońce raz deszcz tu; każdy wie o tym wzorcu znanym słońce przebija chmury, lecz są i na Słońcu plamy.. Słowo wyjaśnienia: Nie jestem poetą, w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jestem... *khe,khe* raperem *khe*. Przedstawiony "wiersz", jest właściwie ostatnią zwrotką utworu pt. "Między Wymiarami", mojego autorstwa. Wrzucam ją tutaj... z ciekawości :p Chętnie poznam opinię grona poetyckiego, ponieważ wszystko co napisałem, było związane z muzyką rap. Docenienę każdy feedback (światowe słowo nie?). Miłego!
  4. Czy ona czuła coś prócz ogromnego żalu wobec niego? Chyba nie. Bynajmniej tak mi się wydaje. Smutek, łzy i narastająca samotność... Tak wyglądała jej codzienność. Wraz z makijażem zmywała swój uśmiech, z prysznicem całą chęć do życia, nakładając krem pod oczy modliła się o jego magiczne działanie, działanie, które miało zapobiec spuchnięciu, nawilżyć suchą skórę, od pocierania jej ciągle w chusteczki. Czesząc włosy dostrzegała w nich braki, które pojawiły się od ich nadmiernego wyrywania. Myjąc ręce widziała czerwony strumień, krew zaś była skutkiem samookaleczania. Wchodząc do pokoju miała ochotę sięgnąć po tabletki, które były dla niej... Opowiadać dalej? Czy resztę już znasz?
  5. Drogi dzienniku! Poznań, 09.08.2017r. Przebudziłem się około godziny trzeciej nad ranem, obecnie mamy godzinę piątą, od tamtej pory nie śpię. Popijając kawę, doszedłem do wniosku iż mając taki ogrom wolnego czasu dzisiejszego, bardzo wcześnie zaczętego poranka, szkoda byłoby zmarnować, więc zabrałem się do pisania, które od pewnego czasu przychodzi mi z trudem. Słońce wzbiło się na uśpione ciągle niebo, kilkumiesięczne dziecko zdążyło już swoim płaczem wyrwać ze snu zmęczoną matkę, uliczny kot zaatakował wróbla, studenci wracający z imprezy zwymiotowali na chodnik, pracownicy korporacji odjechali w swych pięknych czterokołowych maszynach, pewien młody dziennikarz zdążył to wszystko zobaczyć. Podczas gdy inni dopiero układają się do snu, ja wręcz przeciwnie i pomimo delikatnego znużenia wciąż pozostało mi pół zawartości kubka. Bruno Clock
  6. Ta sama kawiarnia, identyczny pociąg, znowu ci ludzie, zapomniane miasteczko. Nie chciałem tu wracać, nie taki był mój cel. Jednak się stało. Widocznie musiałem na to zasłużyć. W tym życiu lub poprzednim. Czasami łudzę się, odwracam się, patrzę przez ramię, proszę, modlę się, choć swoją modlitwą sprawiam Bogu dużą przykrość. Nie powinienem tego robić. Ludzie mają większe potrzeby. Swoją modlitwą zajmuję komuś miejsce w kolejce. Komuś dla kogo już nie ma nadziei. A ja ciągle nadzieję mam. Nie zasłużyłem, lecz po prostu chcę trzymać się czegokolwiek, by wytyczyć jakiś cel. Jakikolwiek. Na początku jest alkohol. Zajmujesz sobie czas, odświeżasz zaległości towarzyskie, lepiej śpisz. Nie musisz pić go dużo, aby przedzierać się przez kolejne dni. Jednak zdajesz sobie sprawę, że z wielu powodów, bardzo wielu trzeba ten etap zakończyć. Albo chociaż odłożyć, bo przeczuwasz, że się spotkacie. W sensie z alkoholem, pod taką czy inną postacią. Z Nią już nie, tylko jeszcze nie jesteś na takim etapie, żeby to przyjąć do wiadomości. To banalne, żenująco banalne, ale naprawdę po pewnym czasie ta tajemnicza nienazwana Ona jest jak przedwczorajszy sen. Wiesz, że go miałeś, lecz pamiętasz co czwarte ujęcie. Na przykład dziś. Dwie godziny przerywanego snu wystarczyły, aby stworzyć wizję, która utrzyma się przez kilka dni w mojej świadomości. Ona stała pod ścianą w kuchni. Dziękowała i jednocześnie żegnała się. Ja też podziękowałem, ale natychmiast ją zatrzymałem. Przycisnąłem do siebie bardzo mocno. Byliśmy uśmiechnięci i zaczęliśmy tworzyć jakiś tam swój wymyślony senny świat. We śnie możesz bowiem na wszystko sobie pozwolić. Grunt, żeby na chwilę odzyskać kontrolę i możesz wszystko. Kolekcjonujesz te sny i zyskujesz czas na oderwanie się od przytłaczającej Cię historii. Potem zdałem sobie sprawę, że to nie była Ona, tylko jakieś zupełnie niepotrzebne, nieracjonalne przebicie z innego momentu mojego życia. Jakaś prześwietlona klisza. Do zapomnienia. Na jakiś czas przynajmniej. Potem pojawia się coś czego nikt nie lubi w nadmiarze. Złość, gniew, potrzeba zemsty. Obsmarowujesz tą nienazwaną Ją, wypominasz jej wszystko, stawiasz w złym świetle, obgadujesz, skarżysz się. Niesamowity, nie do powstrzymania wysyp złych emocji, Twoich najgorszych demonów. Nie panujesz nad tym, chyba nawet za bardzo nie starasz się. Nie ma odzewu, piękne obrazy z Twojej pamięci wydają się jakieś nierealne, już nie do końca Twoje. W końcu się opamiętasz. Potrwa to dłużej, jeśli dwa pierwsze etapy połączysz. Co dalej? Szybkie poszukiwanie nowej Jej. Byle ktoś się pojawił, zapełnił pustkę. Dobrze by było, aby miała więcej zalet niż wad, chociaż w stosunku 51:49, lecz albo pojawiają się porównania, bo ta nasza tajemnicza, nienazwana Ona jest bezkonkurencyjna. Wygrywa wszystkie pojedynki bez wysiłku. Samymi wspomnieniami deklasuje niewyraźną konkurencję. Przypomnisz sobie cokolwiek. Tę knajpę, ten pocałunek, pierwszy czy ostatni, nieistotne, ten hotel, waszą klatkę schodową. Albo po prostu… nikt taki się nie pojawi. Tak a propos, każdy z nas ma taką swoją klatkę schodową. Takie miejsce, gdzie byliście sami, choć dookoła było pełno ludzi. Wygrodziliście sobie własną enklawę i tak zostało już na długo. Inni przechodzili, a wy ciągle tam byliście. Ktoś zgasi papierosa, a Ty dotkniesz muru i to poczujesz. Ok, nic nie poczujesz, to sprzeczne z fizyką, ale wiesz, że wystarczy bardzo niewiele, żebyś miał takie złudzenie. Złe etapy odsuwasz na bok, bo przecież trzeba jakoś żyć. Zarabiać, jeść, komunikować się z całą tą masą ludzi, którzy wiecznie liczą, że po każdym upadku wstajesz i idziesz dalej. Podajesz rękę innej kobiecie, uśmiechasz się do niej, ta nowa Ona odwzajemnia uśmiech, też jest skrzywdzona i potrzebuje dużo ciepła, odkładasz na bok milion wspomnień, czyli dosyć dużo, obsikujesz klatkę schodową, o której mówiliśmy i żyjesz dalej. Tworzysz kolejną historię, następne wspomnienia. Liczysz, że tym razem się uda. A jak się nie powiedzie, to chociaż zyskasz czas. Bo na tym to polega. Na grze na czas. Tu Cię trącą, tam Cię trącą, udajesz, że nie boli i biegniesz dalej. Zawsze jest jakaś meta, jakaś prawda ostateczna. Dla Ciebie, dla mnie, dla tajemniczej Jej, przejściowej Jej, Jej z niewyraźnego snu. Dla nas wszystkich. Musi być. A jeśli nie będzie niczego, to przynajmniej się kurwa przebiegliśmy, dla zdrowia to bardzo przydatne, do tego w modzie. W końcu się uspokajasz. Organizujesz sobie czas. Kupujesz notes, taki ładny, oprawiony w skórę. Teraz wszystko będzie uporządkowane, logiczne, już nie ma miejsca na błędy. Inaczej zatracisz się do reszty, przepijesz pieniądze lub zdrowie, tego dnia dla kobiet z ogłoszeń jesteś i tak przecinkiem w bardzo długim zdaniu. Jeszcze jak pani zaprezentujesz swoją niesamowitą grę wstępną, która ma ją zaprowadzić do nieznanej dla niej rozkoszy, to już w ogóle zwątpisz w sens czegokolwiek. Więcej pracujesz, nie wydajniej, bo to niemożliwe z tym bałaganem w głowie, ale więcej. Trenujesz, targasz te sztangi, hantle, każda maszyna jest dla Ciebie wymyślonym wrogiem, którego oczywiście zwyciężasz. Wyobrażasz sobie, że te ćwiczenia Cię wyzwolą, odpędzą myśli, zmartwienia. Ważysz 65 kilo, ale efekty niedługo nadejdą. Możesz poflirtować z recepcjonistką, łudzisz się, że tylko dla Ciebie jest miła. Pobiegasz, wypocisz się, stracisz kolejne kilogramy, czyli nie do końca wszystko sobie przemyślałeś. Rzucasz palenie, pijesz mniej. Jak nie pokona Cię zmęczenie, to ewentualnie wtedy otworzysz butelkę czegoś nasennego. Te wszystkie wspomnienia zaraz się pojawią, czają się na Ciebie. Pomyśl, tyle mogliście osiągnąć razem, tyle było w was miłości, to nie mogło się nie udać, przecież w łóżku nikt nie będzie bardziej czuły. Może sprawniejszy, bardziej pomysłowy, ale prawdziwe asy w rękawie trzymasz Ty. I tak dalej, i tak dalej. Wtedy opróżnij po prostu tę butelkę. Jak najszybciej. Zapadniesz w sen, wrócisz do tej rozmowy w kuchni z Nią, której nie pamiętasz. Brunetka o ładnych ustach, na przykład. Stworzycie sobie wizję, coś sobie wymyślicie miłego. I tak wszystko będzie takie jak zechcesz. Obudzisz się, sprawdzisz liczne plany na ten dzień. 1. śniadanie, 2. praca, 3. trening, 4. serial, 5. czat – pamiętam, że kiedyś się udało, to może teraz też mi się powiedzie, 6. sen. Wtedy zamykasz ten notes oprawiony w skórę i zaczynasz wątpić w tę metę, w kierunku której podobno wszyscy zmierzamy i nie ma tutaj rzekomo wygranych i przegranych. Tylko nie wracaj do poprzednich etapów. Nie chodzi o to czy to ma sens, to w ogóle nie o to chodzi. Wiesz o co chodzi? Wyobraź sobie. Jest poranek, szary nieciekawy, w środku tygodnia. Taki sam dzień jak zawsze. Wiesz, że nie zrobisz dziś nic pożytecznego, nie zbawisz świata, nawet pojedynczego istnienia, Ok, tyle wystarczy, żeby to sobie wyobrazić. Wsiadasz do tego smutnego autobusu „niewolników bilonu” i nagle widzisz Ją. Tą tajemniczą, nienazwaną Ją. Najpierw coś między wami było, potem było bliżej, potem dalej niż bliżej, bo nie najlepiej kierowałeś tą całą operacją. Dużo sobie powiedzieliście, później zamilkliście. Tak czy inaczej teraz macie lepszy okres. Ona Ci wybaczyła, Ty uruchomiłeś swoje najlepsze rezerwy, bo każdy takie ma, gdy trzeba w końcu coś osiągnąć. Siadasz obok Niej, szukasz najlepszego dowcipu, zaraz opowiesz co Ci się przydarzyło albo o tym, co przeczytałeś, że to niby wymyślone przez Ciebie. Wachlarz zagrań szeroki. A Ona psuje Ci cały plan. Chwyta Cię za rękę, opowiada Ci, że jest zmęczona, prosi, żebyś ją odprowadził do pracy. W sumie to nie musi prosić, bo Ty jesteś teraz panem wszystkiego i czytasz Jej w myślach. Ba, nawet znasz myśli kierowcy autobusu. Ale pomimo całej swojej wspaniałości, nie rozumiesz przebiegu scenariusza. Jak to tak? Bez pierwszego nieśmiałego pocałunku? Przecież zawsze najpierw jest pocałunek. Zazwyczaj mocno wyidealizowany. Bez słowa? Bez jakiegoś wyjaśnienia? Bez flirtu? Nie muszę przepraszać? Potem idziecie na pierwszą randkę. Czekałeś na to tyle czasu. Tak długo, że aż zacząłeś się zastanawiać czy to jednak nie jest zadanie na wyrost. Jakaś taka magiczna chwila, pierwiastek czegoś Ci nieznanego. Ona coś wspomina, że lubi wino, a że Ty jesteś niesamowicie domyślny, kupujesz nie tylko wino, ale zabierasz do tego korkociąg. Spokojnie, nie wyciągasz go od razu. Czekasz na to pytanie. „A czym otworzymy wino?”. Wtedy jej to pokazujesz. Że zawsze będziesz o krok przed Nią. Wyjmujesz ten przedmiot i otwierasz wino. Nawet Ci to sprawnie poszło. Akurat na dobieraniu się do alkoholu znasz się jak mało kto. Tylko nie chwal się tym. Nie zapunktujesz. To trochę inna kobieta niż te, do których się przyzwyczaiłeś. Potem jest idealnie. Jedziecie do niezłej klasy hotelu, kupujesz dla Niej niesamowitą bieliznę, w ramach wyprzedzania Jej zawsze o krok, jak to sobie wmówiłeś. Dużo sobie obiecujesz po tej nocy, która was czeka, głównie po sobie dużo się spodziewasz, musi być świetnie, bo to na Nią właśnie czekałeś. Nie zawiedziesz. Chociaż będziesz zmęczony, wstawiony, ewidentnie masz problem z piciem, podołasz zadaniu. Ostatecznie arkanów seksu przed Nią nie odkryłeś, ale po pierwsze, minimum przyzwoitości zachowałeś. Po drugie, mnóstwo takich nocy, dni, chwil przed wami. Poprawisz się, zaskoczysz ją jeszcze nie raz. Rozumiesz już? Takie chwile przytrafią Ci się pod warunkiem, że nie wrócisz do mroku, nawet jeśli to pojęcie na wyrost. Inaczej takie chwile nawet Ci się nie przyśnią. I zawsze już będziesz stał w tej wymyślonej kuchni z wymyśloną Nią. Ona Ci dziękuje i żegna się z Tobą, Ty też żegnasz Ją, ale zostajesz, Ona też zostaje. Kompletnie bezsensowny wycinek z jakiejś przeszłości, nawet może nie Twojej. Może kiedyś zasnąłeś przy jakimś romansidle. Czas teraźniejszy, Jej nie ma i jakbym nie zaklinał rzeczywistości, ile bym nie przeczytał o podróżach w czasie, Ona nie wróci. Oglądam się przez ramię, łudzę się, wypatruję Ją w tłumie. W sumie co mi szkodzi? Wiem, że kiedyś będzie przedwczorajszym snem. Może nawet koszmarem. Ludzie nas mijają, porzucają, ale pewne słowa przez nich wypowiadane działają jak zaklęcia. Nie wiem czy da się zdjąć zaklęcie, jaki trzeba posiąść poziom czarnej magii, aby to się udało. Może coś przeoczyłem, może coś mnie ominęło? Walczę z bardzo niefajnymi emocjami, a Ona siedzi w tym autobusie, właśnie czeka aż w końcu zrozumiem, że tak, „Medium Sweet” to znaczy „półsłodkie” i doczłapię się z tym winem, może zdejmuje z siebie ostatnią część bielizny w tym niezłej klasy hotelu, a ja stoję tu pośrodku niczego i szukam odpowiedzi, których nigdy nie poznam. Musiałem coś przeoczyć, ktoś zrobił sobie nieśmieszny żart i Nas wyciął. Bo miał taką moc. I teraz musimy się odnaleźć na nowo. Może o to chodzi? Najgorzej jeśli koniec nie oznacza nic innego jak koniec. Nie ma nic gorszego. Zasłyszane w lesie, wyobraź sobie – rozmowa o szyszkach, takich na drzewach. - Powtórz to jeszcze raz. Tak fajnie to akcentujesz. - Ok, ostatni raz. Szyszki, szyszeczki. Wracajmy już. Nagram Ci to na telefon jak chcesz.
  7. Anioła Twarz Autor : Robert John .... pragnę pewnej nocy aby ..... kiedy zamknę oczy ..kiedy odpłynę łodzią drewnianą w daleki rejs snu by tam była Jej twarz która zapamiętam .... Pokocham i przeszukam cały Świat w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia Przeznaczenia i Miłości !.!.!. bo warto przeżyć cale Życie szukając tej jedynej ...aby być naprawdę szczęśliwym choćby przez jedna minutę... Tak krotko a Tym samym tak długo ... Bo to co Piękne jest szybko się kończy a Miłość To najpiękniejsze uczucie i najcudowniejszy powód do Życia ....
×
×
  • Dodaj nową pozycję...