Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'proza'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


Znaleziono 2 wyniki

  1. Ta sama kawiarnia, identyczny pociąg, znowu ci ludzie, zapomniane miasteczko. Nie chciałem tu wracać, nie taki był mój cel. Jednak się stało. Widocznie musiałem na to zasłużyć. W tym życiu lub poprzednim. Czasami łudzę się, odwracam się, patrzę przez ramię, proszę, modlę się, choć swoją modlitwą sprawiam Bogu dużą przykrość. Nie powinienem tego robić. Ludzie mają większe potrzeby. Swoją modlitwą zajmuję komuś miejsce w kolejce. Komuś dla kogo już nie ma nadziei. A ja ciągle nadzieję mam. Nie zasłużyłem, lecz po prostu chcę trzymać się czegokolwiek, by wytyczyć jakiś cel. Jakikolwiek. Na początku jest alkohol. Zajmujesz sobie czas, odświeżasz zaległości towarzyskie, lepiej śpisz. Nie musisz pić go dużo, aby przedzierać się przez kolejne dni. Jednak zdajesz sobie sprawę, że z wielu powodów, bardzo wielu trzeba ten etap zakończyć. Albo chociaż odłożyć, bo przeczuwasz, że się spotkacie. W sensie z alkoholem, pod taką czy inną postacią. Z Nią już nie, tylko jeszcze nie jesteś na takim etapie, żeby to przyjąć do wiadomości. To banalne, żenująco banalne, ale naprawdę po pewnym czasie ta tajemnicza nienazwana Ona jest jak przedwczorajszy sen. Wiesz, że go miałeś, lecz pamiętasz co czwarte ujęcie. Na przykład dziś. Dwie godziny przerywanego snu wystarczyły, aby stworzyć wizję, która utrzyma się przez kilka dni w mojej świadomości. Ona stała pod ścianą w kuchni. Dziękowała i jednocześnie żegnała się. Ja też podziękowałem, ale natychmiast ją zatrzymałem. Przycisnąłem do siebie bardzo mocno. Byliśmy uśmiechnięci i zaczęliśmy tworzyć jakiś tam swój wymyślony senny świat. We śnie możesz bowiem na wszystko sobie pozwolić. Grunt, żeby na chwilę odzyskać kontrolę i możesz wszystko. Kolekcjonujesz te sny i zyskujesz czas na oderwanie się od przytłaczającej Cię historii. Potem zdałem sobie sprawę, że to nie była Ona, tylko jakieś zupełnie niepotrzebne, nieracjonalne przebicie z innego momentu mojego życia. Jakaś prześwietlona klisza. Do zapomnienia. Na jakiś czas przynajmniej. Potem pojawia się coś czego nikt nie lubi w nadmiarze. Złość, gniew, potrzeba zemsty. Obsmarowujesz tą nienazwaną Ją, wypominasz jej wszystko, stawiasz w złym świetle, obgadujesz, skarżysz się. Niesamowity, nie do powstrzymania wysyp złych emocji, Twoich najgorszych demonów. Nie panujesz nad tym, chyba nawet za bardzo nie starasz się. Nie ma odzewu, piękne obrazy z Twojej pamięci wydają się jakieś nierealne, już nie do końca Twoje. W końcu się opamiętasz. Potrwa to dłużej, jeśli dwa pierwsze etapy połączysz. Co dalej? Szybkie poszukiwanie nowej Jej. Byle ktoś się pojawił, zapełnił pustkę. Dobrze by było, aby miała więcej zalet niż wad, chociaż w stosunku 51:49, lecz albo pojawiają się porównania, bo ta nasza tajemnicza, nienazwana Ona jest bezkonkurencyjna. Wygrywa wszystkie pojedynki bez wysiłku. Samymi wspomnieniami deklasuje niewyraźną konkurencję. Przypomnisz sobie cokolwiek. Tę knajpę, ten pocałunek, pierwszy czy ostatni, nieistotne, ten hotel, waszą klatkę schodową. Albo po prostu… nikt taki się nie pojawi. Tak a propos, każdy z nas ma taką swoją klatkę schodową. Takie miejsce, gdzie byliście sami, choć dookoła było pełno ludzi. Wygrodziliście sobie własną enklawę i tak zostało już na długo. Inni przechodzili, a wy ciągle tam byliście. Ktoś zgasi papierosa, a Ty dotkniesz muru i to poczujesz. Ok, nic nie poczujesz, to sprzeczne z fizyką, ale wiesz, że wystarczy bardzo niewiele, żebyś miał takie złudzenie. Złe etapy odsuwasz na bok, bo przecież trzeba jakoś żyć. Zarabiać, jeść, komunikować się z całą tą masą ludzi, którzy wiecznie liczą, że po każdym upadku wstajesz i idziesz dalej. Podajesz rękę innej kobiecie, uśmiechasz się do niej, ta nowa Ona odwzajemnia uśmiech, też jest skrzywdzona i potrzebuje dużo ciepła, odkładasz na bok milion wspomnień, czyli dosyć dużo, obsikujesz klatkę schodową, o której mówiliśmy i żyjesz dalej. Tworzysz kolejną historię, następne wspomnienia. Liczysz, że tym razem się uda. A jak się nie powiedzie, to chociaż zyskasz czas. Bo na tym to polega. Na grze na czas. Tu Cię trącą, tam Cię trącą, udajesz, że nie boli i biegniesz dalej. Zawsze jest jakaś meta, jakaś prawda ostateczna. Dla Ciebie, dla mnie, dla tajemniczej Jej, przejściowej Jej, Jej z niewyraźnego snu. Dla nas wszystkich. Musi być. A jeśli nie będzie niczego, to przynajmniej się kurwa przebiegliśmy, dla zdrowia to bardzo przydatne, do tego w modzie. W końcu się uspokajasz. Organizujesz sobie czas. Kupujesz notes, taki ładny, oprawiony w skórę. Teraz wszystko będzie uporządkowane, logiczne, już nie ma miejsca na błędy. Inaczej zatracisz się do reszty, przepijesz pieniądze lub zdrowie, tego dnia dla kobiet z ogłoszeń jesteś i tak przecinkiem w bardzo długim zdaniu. Jeszcze jak pani zaprezentujesz swoją niesamowitą grę wstępną, która ma ją zaprowadzić do nieznanej dla niej rozkoszy, to już w ogóle zwątpisz w sens czegokolwiek. Więcej pracujesz, nie wydajniej, bo to niemożliwe z tym bałaganem w głowie, ale więcej. Trenujesz, targasz te sztangi, hantle, każda maszyna jest dla Ciebie wymyślonym wrogiem, którego oczywiście zwyciężasz. Wyobrażasz sobie, że te ćwiczenia Cię wyzwolą, odpędzą myśli, zmartwienia. Ważysz 65 kilo, ale efekty niedługo nadejdą. Możesz poflirtować z recepcjonistką, łudzisz się, że tylko dla Ciebie jest miła. Pobiegasz, wypocisz się, stracisz kolejne kilogramy, czyli nie do końca wszystko sobie przemyślałeś. Rzucasz palenie, pijesz mniej. Jak nie pokona Cię zmęczenie, to ewentualnie wtedy otworzysz butelkę czegoś nasennego. Te wszystkie wspomnienia zaraz się pojawią, czają się na Ciebie. Pomyśl, tyle mogliście osiągnąć razem, tyle było w was miłości, to nie mogło się nie udać, przecież w łóżku nikt nie będzie bardziej czuły. Może sprawniejszy, bardziej pomysłowy, ale prawdziwe asy w rękawie trzymasz Ty. I tak dalej, i tak dalej. Wtedy opróżnij po prostu tę butelkę. Jak najszybciej. Zapadniesz w sen, wrócisz do tej rozmowy w kuchni z Nią, której nie pamiętasz. Brunetka o ładnych ustach, na przykład. Stworzycie sobie wizję, coś sobie wymyślicie miłego. I tak wszystko będzie takie jak zechcesz. Obudzisz się, sprawdzisz liczne plany na ten dzień. 1. śniadanie, 2. praca, 3. trening, 4. serial, 5. czat – pamiętam, że kiedyś się udało, to może teraz też mi się powiedzie, 6. sen. Wtedy zamykasz ten notes oprawiony w skórę i zaczynasz wątpić w tę metę, w kierunku której podobno wszyscy zmierzamy i nie ma tutaj rzekomo wygranych i przegranych. Tylko nie wracaj do poprzednich etapów. Nie chodzi o to czy to ma sens, to w ogóle nie o to chodzi. Wiesz o co chodzi? Wyobraź sobie. Jest poranek, szary nieciekawy, w środku tygodnia. Taki sam dzień jak zawsze. Wiesz, że nie zrobisz dziś nic pożytecznego, nie zbawisz świata, nawet pojedynczego istnienia, Ok, tyle wystarczy, żeby to sobie wyobrazić. Wsiadasz do tego smutnego autobusu „niewolników bilonu” i nagle widzisz Ją. Tą tajemniczą, nienazwaną Ją. Najpierw coś między wami było, potem było bliżej, potem dalej niż bliżej, bo nie najlepiej kierowałeś tą całą operacją. Dużo sobie powiedzieliście, później zamilkliście. Tak czy inaczej teraz macie lepszy okres. Ona Ci wybaczyła, Ty uruchomiłeś swoje najlepsze rezerwy, bo każdy takie ma, gdy trzeba w końcu coś osiągnąć. Siadasz obok Niej, szukasz najlepszego dowcipu, zaraz opowiesz co Ci się przydarzyło albo o tym, co przeczytałeś, że to niby wymyślone przez Ciebie. Wachlarz zagrań szeroki. A Ona psuje Ci cały plan. Chwyta Cię za rękę, opowiada Ci, że jest zmęczona, prosi, żebyś ją odprowadził do pracy. W sumie to nie musi prosić, bo Ty jesteś teraz panem wszystkiego i czytasz Jej w myślach. Ba, nawet znasz myśli kierowcy autobusu. Ale pomimo całej swojej wspaniałości, nie rozumiesz przebiegu scenariusza. Jak to tak? Bez pierwszego nieśmiałego pocałunku? Przecież zawsze najpierw jest pocałunek. Zazwyczaj mocno wyidealizowany. Bez słowa? Bez jakiegoś wyjaśnienia? Bez flirtu? Nie muszę przepraszać? Potem idziecie na pierwszą randkę. Czekałeś na to tyle czasu. Tak długo, że aż zacząłeś się zastanawiać czy to jednak nie jest zadanie na wyrost. Jakaś taka magiczna chwila, pierwiastek czegoś Ci nieznanego. Ona coś wspomina, że lubi wino, a że Ty jesteś niesamowicie domyślny, kupujesz nie tylko wino, ale zabierasz do tego korkociąg. Spokojnie, nie wyciągasz go od razu. Czekasz na to pytanie. „A czym otworzymy wino?”. Wtedy jej to pokazujesz. Że zawsze będziesz o krok przed Nią. Wyjmujesz ten przedmiot i otwierasz wino. Nawet Ci to sprawnie poszło. Akurat na dobieraniu się do alkoholu znasz się jak mało kto. Tylko nie chwal się tym. Nie zapunktujesz. To trochę inna kobieta niż te, do których się przyzwyczaiłeś. Potem jest idealnie. Jedziecie do niezłej klasy hotelu, kupujesz dla Niej niesamowitą bieliznę, w ramach wyprzedzania Jej zawsze o krok, jak to sobie wmówiłeś. Dużo sobie obiecujesz po tej nocy, która was czeka, głównie po sobie dużo się spodziewasz, musi być świetnie, bo to na Nią właśnie czekałeś. Nie zawiedziesz. Chociaż będziesz zmęczony, wstawiony, ewidentnie masz problem z piciem, podołasz zadaniu. Ostatecznie arkanów seksu przed Nią nie odkryłeś, ale po pierwsze, minimum przyzwoitości zachowałeś. Po drugie, mnóstwo takich nocy, dni, chwil przed wami. Poprawisz się, zaskoczysz ją jeszcze nie raz. Rozumiesz już? Takie chwile przytrafią Ci się pod warunkiem, że nie wrócisz do mroku, nawet jeśli to pojęcie na wyrost. Inaczej takie chwile nawet Ci się nie przyśnią. I zawsze już będziesz stał w tej wymyślonej kuchni z wymyśloną Nią. Ona Ci dziękuje i żegna się z Tobą, Ty też żegnasz Ją, ale zostajesz, Ona też zostaje. Kompletnie bezsensowny wycinek z jakiejś przeszłości, nawet może nie Twojej. Może kiedyś zasnąłeś przy jakimś romansidle. Czas teraźniejszy, Jej nie ma i jakbym nie zaklinał rzeczywistości, ile bym nie przeczytał o podróżach w czasie, Ona nie wróci. Oglądam się przez ramię, łudzę się, wypatruję Ją w tłumie. W sumie co mi szkodzi? Wiem, że kiedyś będzie przedwczorajszym snem. Może nawet koszmarem. Ludzie nas mijają, porzucają, ale pewne słowa przez nich wypowiadane działają jak zaklęcia. Nie wiem czy da się zdjąć zaklęcie, jaki trzeba posiąść poziom czarnej magii, aby to się udało. Może coś przeoczyłem, może coś mnie ominęło? Walczę z bardzo niefajnymi emocjami, a Ona siedzi w tym autobusie, właśnie czeka aż w końcu zrozumiem, że tak, „Medium Sweet” to znaczy „półsłodkie” i doczłapię się z tym winem, może zdejmuje z siebie ostatnią część bielizny w tym niezłej klasy hotelu, a ja stoję tu pośrodku niczego i szukam odpowiedzi, których nigdy nie poznam. Musiałem coś przeoczyć, ktoś zrobił sobie nieśmieszny żart i Nas wyciął. Bo miał taką moc. I teraz musimy się odnaleźć na nowo. Może o to chodzi? Najgorzej jeśli koniec nie oznacza nic innego jak koniec. Nie ma nic gorszego. Zasłyszane w lesie, wyobraź sobie – rozmowa o szyszkach, takich na drzewach. - Powtórz to jeszcze raz. Tak fajnie to akcentujesz. - Ok, ostatni raz. Szyszki, szyszeczki. Wracajmy już. Nagram Ci to na telefon jak chcesz.
  2. Anioła Twarz Autor : Robert John .... pragnę pewnej nocy aby ..... kiedy zamknę oczy ..kiedy odpłynę łodzią drewnianą w daleki rejs snu by tam była Jej twarz która zapamiętam .... Pokocham i przeszukam cały Świat w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia Przeznaczenia i Miłości !.!.!. bo warto przeżyć cale Życie szukając tej jedynej ...aby być naprawdę szczęśliwym choćby przez jedna minutę... Tak krotko a Tym samym tak długo ... Bo to co Piękne jest szybko się kończy a Miłość To najpiękniejsze uczucie i najcudowniejszy powód do Życia ....
×