Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'miłość' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

  1. Sungura

    Blisko

    Gdy nie ma Cię obok To jakby mnie nie było Świat istnieje ale po co? Żyję tylko chwilą Kiedy jesteś blisko Oddaję Ci swoje ciało Poświęcam Ci myśli Nie umiem inaczej Jesteś dla mnie wszystkim Szczęście ma Twe imię Nie ma prócz Ciebie rozkoszy Błagam Boga bądź blisko Chcę spędzić wieczność Patrząc Ci w oczy
  2. Sztuka za słaba, poeci banalni bluzgi, umizgi, złamane serca patrzę wokoło, szukam powietrza zakrzywia obraz chłopiec z miasteczka Wzdycham i wzdycham lecz brnę do przodu cóż począć - nie zna mojego imienia znowu wieczorem stanę pod brzozą sprawdzę czy nadal jego tam nie ma I nie usłyszę nic oprócz ciszy w głowie jedynie przeróżne tony które jej zagrał w drewnianej szopie na starym puzonie Znów nic tu po mnie
  3. Kochałem kiedyś wielce Serce rozdarto w podzięce Kochać? Po co? – pytam Kiedy przez kochanie życie zamykam Kochać sobie nie pozwolę Kochasz mnie? Popadniesz w niedolę Otóż pierwsze zakochanie sprawi Że szczęście lub ognień życie strawi Los żarem mnie doświadczył Szczęścia dać nie raczył
  4. Frohnixe

    * * *

    kąpię się w niebiańskich obłokach jak anioł i kocham się od najmniejszego palca po szyję z której odgarniałeś włosy delikatnie jakbym już wtedy była święta tak naprawdę dopiero teraz mam skrzydła złoty głos oczy w barwie błękitnego sklepienia i ciało anielskie lekkie niczym puch chłodne niczym skała
  5. Kiedyś o świcie wspólnym spaceremGdzieś na polanie, a może w lesiePośród błękitnych chmur i paproci(To było lato lub wczesna jesień)Skleciłeś bukiet z lilii i chabrówSiadłeś na trawie, albo na drzewieChwilę patrzyłeś mi prosto w oczyCo było później? Niestety nie wiem...Teraz, gdy mija kolejne latoI nie myślimy o sobie czuleMamy przy sobie już inne dłonieTak jakby nas nie było (w ogóle)
  6. Spojrzałaś z żalem zza firan swych rzęs, "Robe Noire" powiało zapachem. Nie przeszedł mi przez gardło żaden kęs, a motylem łechtało pod brzuchem. Dotknęłaś przypadkiem mojej ręki, o coś pytasz - kawę czy herbatę. Wyłapuję jak mogę twe wdzięki, gdzie mi w głowie słodka Yerba Mate. Wypijam zieloną jednym łykiem, aby prędzej się zbliżyć do ciebie. Co mam zrobić z lubieżnym nawykiem, podświadomie przeczuwam bezrybie. Dziś niestety nic z "krzyku" nie było, w pokoiku na dole... śpi ciotka. A łóżeczko przez mgłę mi się śniło, za dni parę wyjedzie już trzpiotka.
  7. Za oknem świat szary , ponury Tylko beton , kraty , mury Liście opadły , nadchodzi jesień To koniec lata , chyba już wrzesień Samotnie siedzę w więziennej celi Niema jedwabiu białej pościeli Kiedyś tańczyłem , z życia kpiłem Jednak w tym życiu coś przeoczyłem Tak bardzo kochałem że serce złamałem Teraz żal , smutek , poczucie winy Fałszywi ludzie , obelgi , drwiny Ten brak miłości , pamięci , chęci Ja wołam , proszę , błagam Lecz nikt nie odpowiada Wszystkie listy dawno wysłane Przysięgi słowa zostały złamane Dziś
  8. Jak z łona matki życiu wyrwany Osądzony zostałem , skazany Za me upadki , za me słabości Za winy moje , za me miłości Tą ślubowaną , tą niespełnioną Tą nieznaną i tą minioną Za moje smutki , za me radości Za wszystkie grzechy mojej przeszłości Za te hulanki i te swawole Za życie moje , dole , niedole Lecz tylko Ty mój dobry Boże Gdy stanę przed Tobą Osądzić mnie możesz
  9. zakładam tę koszulę nocną i czuję cię namacalnie znów jestem tam w ogrodzie to nie materiał lecz twe ciało otula mnie kołysze delikatnie chroni przed chłodem nocy przemieniam się w drżącego liścia zdanego na łaskę wiatru który wydobywa się z twoich warg gdy szepczesz słowa których już dawno nie słyszałam
  10. Z woalów chmur wnika światło okryte złotymi włosami. Lekko wchodzi na parapet, wystukuje rytm szpilkami. Nagle unosi się w górę, jakby gwiezdnym pyłem była. Spojrzała na stół dębowy, jutrzenka się położyła. Tak naga na brzuszku leży, nogami ustawia Twój czas. Nie śpij kochany za długo, już może śniadanie byś zjadł? Promienne uśmiechy z dłoni na powieki Ci zdmuchuje. Ile ma czekać na Ciebie, aż ją dzisiaj posmakujesz?
  11. Frohnixe

    Haśka

    słucham wierszy Haśki i płaczę płaczę tak mocno jakbym chciała na nowo wzniecić żałobę w mym sercu w ogóle często płaczę po Haśce albo przez nią przez ból którym ociekała głód wiedzy którym była przesiąknięta wreszcie przez pragnienie miłości to ostatnie dzielę razem z nią może dlatego właśnie wolę wiersze białe
  12. Droga faluje jak motyl w lustrze wzburzonego nieba. Słońce w szpilkach ustawia czas, w mglistej sukience tak biega. Zorza zwilżona natchnieniem spływa w źrenicach swej głębi. Widziałeś jak światło płacze, gdy leży nagie na ziemi? Jutrzenka często zasypia, śni jak rozkwita gwiazdami. Pegaz ją chwyta w objęcia, fruwa pomiędzy łąkami. Jak dobrze świecić jest z Tobą, gdy w moim świecie przebywasz. Więc zrób mi kawę parzoną, a kwiatki dla mnie pozrywasz ? Zobacz miły! To promienie wystukują rytm by chodzić. Ty wciąż do mnie ja do Ciebie, by tak boskość z ziemią
  13. na progu obcości stajemy wykuci w kamienne postury w długości milczenia konkurujemy krępujemy gesty zamykamy w czarnej skrzynce czułość powoli stygniemy utrwalamy się w obojętności z czasem milkniemy na zawsze
  14. idź precz o prymitywna siło Ludus zabierz ze sobą pożądanie i niszczycielską moc Manii przyszedł bowiem wiek rozsądku czas hołdu Agape i zerwania z przepięknym Erosem idź precz o wielka namiętności już mego serca ponownie nie zabijesz był bowiem Diabeł lecz jest Księżyc a po nim wzejdzie Słońce Wielkich Arkan
  15. choć nie minął nawet miesiąc ja znów z tobą jem precelki te z Półwiejskiej najsmaczniejsze i szczerzymy się w uśmiechach pod pretekstem ziarn sezamu co utknęły w nich bezwiednie a my mamy w sobie coś z tych białych ziaren bo też trwamy w swych potrzaskach oddzieleni marząc iż może w przyszłości los tak sprawi że będziemy znowu razem połączeni
  16. Miłość jest kobietą. Miłość jak rozlana miękkich włosów fala, miłość w roztargnieniu suknia rozpinana. Miłość nago śpiąca. Miłość jest poetą. Miłość do białości żelazo rozpala, miłość Boska wolność, nam dwojgu zabrana. Miłość w sercu wrząca. Miłość jest podnietą. Miłość z nas uczyni biernego wasala, miłość dar od życia i wartość dodana. Miłość bunt rodząca. Miłość naszą metą. Miłość ich oboje w jedno ciało scala, miłość przygarbiona, tęsknotą nazwana. Miłość łka... gasnąca. Miłość żegna fetą. Miłość wspominana, nie pije już z graala,
  17. Byłaś dla mnie natchnieniem barwą iluzji wśród śmiałych snów kielichem, po którym pragnienie spłynęło tysiącem słów. A słowa znaczyły tak mało niewiele, tyle co gest w sercu zawarty jak anioł o skrzydłach ciężkich od łez. Byłaś też dla mnie muzyką szelestem wśród traw i rzęs biegłam za Tobą donikąd po kolcach zrzucanych we mgle. Zbyt hojnie stawałaś się naga piękniejsza niż zamysł i sen rozkwitłaś na rzęsach, na trawach nadzieją, kolejnym dniem.
  18. Unoszę się niczym Papierowy samolocik Nad zieloną świeżą trawą gładzony jej koniuszkami. Tonę pomiędzy źdźbłami Dojrzałego zboża By wynurzyć się znów I dalej płynąć. Niesiony wiatrem zachwytu Zamiera całe życie Gdy patrzę na ciebie Lękliwie i nieśmiało. To nie jest twarz, To obraz malarza Boskiego czasów dawnych Minionych bezpowrotnie. To nie są oczy, To znajome dwa światła Latarni na horyzoncie Nocnego oceanu. To nie są brwi, To dwa kłosy złociste Ugięte wieczornym Sierpniowym zachodem.
  19. Jakże pisać o miłości nic nie wiedząc o niej? Czy po prawej, czy po lewej ona serca stronie? I czy piękniej dla miłości jest umierać, Czy po prostu dla niej żyć tu i teraz? Czy wieczorną porą, kiedy noc głucha Słychać jak do serca czyjaś miłość puka? A gdy rankiem, kiedy świt nastaję Czy to miłosne pukanie wnet ustaje? Czy siadając w parku wiosną na ławce, Miłość skrada się nieśpiesznie po zielonej trawce? Czy też z wiatrem leci tam, gdzie wiatr poniesie, No i komu zechce, temu miłość niesie? Czy ją widać z dala, czy jest kolorowa, I c
  20. Frohnixe

    * * *

    bądź proszę moją klepsydrą z drobnymi ziarenkami wspomnień bym mogła mierzyć czas ilość oddechów twoim miarowym biciem serca wolnym by na nic nie zabrakło czasu
  21. wciąż sięgam do słoika w którym trzymam nadzieję rozcieńczoną z ułudą sproszkowaną przez skąpstwo i strach wciąż sięgam do słoika w którym trzymam nadzieję i karmię się nią codziennie bez perspektywy że kiedyś wyleczę się z tego uzależnienia
  22. I Wog Marshall cierpiał całą noc. Przysypiał, to znowu wstrząsały nim chorobliwe dreszcze, gwałtowne przebudzenia… Miał koszmary… Nawiedzała go jego ukochana żona, Anne. Jechali samochodem poza miasto, do nowego domu. Opowiadała mu najpierw jakąś zabawną historię ze szkolnych lat, potem mówiła coś o dziecięcym wózku, śpioszkach... Przeskakiwała dziwnie tematy. Była w siódmym miesiącu ciąży. Nie mogli się już doczekać tych narodzin, tym bardziej, że Anne poroniła wcześniej dwa razy. Ale teraz, widział w jej oczach szczęście. Ustalali szczegóły koloru ścian, czy wyposażenia pokoju ic
  23. kto by zatrzymał nas w chacie gdy były nasze wakacje a życie śniło się młodo i każdy dzień był przygodą zaszyliśmy się pamiętasz gdzie kusił niczym przynęta zielony groszek na tyczkach i w grochy twoja spódniczka pęczniały strąki od słońca a ziemia była gorąca w roślinne skryci zasłony cieszyliśmy się skradzionym pierwszym pachnącym tak słodko splątanym nieco za mocno zielonym groszkiem na tyczkach gdy spadła twoja spódniczka wieś drżała bardzo daleka cień się na tyczki nawlekał
  24. Fortepian chciałoby się tak usiąść we dwoje zagrać tak na cztery ręce muzykę nieśmiertelną o brzasku słuchać echa bicia serca wodzić tak na pokuszenie po czarno białej drodze wznosić się opadać na klucz skrzypnąć zamknąć pięć dróg głównych sypać czarnymi kroplami w błysk bieli dodawać dwie linie chmurne dwie kreski podejrzane nutami je przyszpilić sen ziemski nieba marzenie akordów gra forte - fortissimo piano - pianissimo ciach
  25. I Nazywam się Maksym Kriwonienko. Mam 35 lat i służę w tajnej jednostce wojskowej. Dokonujemy dekontaminacji terenów po testach jądrowych. Przekopujemy łopatami cały ten napromieniowany chłam, zdzierając wierzchnią, najbardziej skażoną, zeskorupiałą warstwę. Jej nieopatrzne dotknięcie gołą ręką ― grozi niechybną śmiercią. Wielu chłopaków już umarło, po tym, jak ponapychali sobie kieszenie odłupanymi, zielonkawymi kawałkami trynitytu, chcąc podarować je potem swoim kobietom. Nie zdążyli. Nie przypuszczali, że miały w sobie aż tak bardzo śmiertelną dawkę plutonu. Wydaje się, że ma to
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności