Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'miłość' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 250 wyników

  1. TheDiary44

    P

    W królestwie serc To Twoje dla mnie świeci najbardziej Chcę po nie biec Wziąć, schować, gdzie nikt je nie znajdzie Bądź moją Rinoą Pozwól mi proszę trzymać Cię za rękę Nam świata nie zabiorą Tyś jest światem, dla którego klęknę Jesteś moim światłem Blaskiem księżyca w ciemności Razem nad miastem Unosić będziemy się w naszej miłości Jesteś przełącznikiem Przełomem, gdy nie chciałem budzić się rano Chcę być Twojej karmy wynikiem Nawet w ubraniach stoję przed Tobą nago Chciałbym powiedzieć "dziękuję" Ale czym jest słowo przy tych uczuciach? Codziennie w szczęście zyskuję Budując zamek, gruntem moim nie jest już piach
  2. Można się z Ciebie wyleczyć Nacinając starannie każdą z żył I wtedy już nie przyjdziesz we śnie Blada jak śnieg. Czasem chce tylko Zasnąć nago w tym śniegu Krew mam wrzącą Nie zamarznie we mnie Ale niech wsiąknie w śnieg Zwabi ptactwo Niech wydziobie mi serce Słyszysz...? Jak pękają moje kości Wygłodzone i wycieńczone Od noszenia na barkach całego świata Wiedząc, że Cię na nim już nie ma.
  3. W złocistej sukni z włosami w nieładzie- usnęła, Eros zatańczył w antycznej oprawie, nadzieja. Dotknięta snami, dłonią Morfeusza w obłokach, znika od trwania - ucieczkę wymusza... nieznośna. Na krańcach woli... strofują w annałach, w ciemności, w gwiazdy patrzyła, kaganek zapala ze złości. Daj... przebudzenie - szara rzeczywistość- blask oczu, lecę w przestworza a wokół błękitno, łzy osusz. Powiedz Erosie antyczny kochanku, gdzie jesteś? Zagubiłeś serce wczoraj o poranku na mieście. Nie wiem czy znajdziesz, miłości majestat, na zbyciu, patrz, Afrodyta i Tyche współczesna- w powiciu.
  4. Zasypiam, otwórz balkon Nie potrzeba nam zasłon Bóg i tak wszystko wybacza Majaczę, muszę stąd wyjść W głowie samotna myśl Na zewnątrz też samotny Chłońmy świeże powietrze Gdy już nas stąd zedrze Niech zostanie tylko krew Zajrzyjmy razem na dół Czy to miłość na zabój Musimy się przekonać Zasypiam, krwawy balkon Już nie potrzeba zasłon Miałem być tuż za tobą
  5. Frohnixe

    apokalipsa

    mówiłeś o apokalipsie nie wierząc w nią naprawdę więc wezmę winę na siebie zdejmując ją cicho z twoich ramion bo jesteś niewinny jak małe dziecko gdy rano wyjdę z apokalipsą pod paznokciami postaram się zawalczyć o dobry dzień dla ciebie nie dla buntowniczki za którą tak bardzo mi wstyd
  6. Od dawna Już spokój był i szczęście Lecz jesteś W tym konkretnym złym momencie Bez konsekwencji Lecz miłość to coś więcej niż wynajęcie Proszę, odpuść już I odwróć się na pięcie. Masz głos Mimo, że go straciłaś Masz władzę Choć od dawna tu nie byłaś Wciąż masz w garści Wszystko co tu zostawiłaś I wydaje ci się Że wokół palca sobie to obkręciłaś. Tak boli Gdy wchodzisz tu między nas Bo widzisz... Dawno minął już twój czas Gdy myślisz Że nie widzę zawistnego "was" Gdy piszesz I wciąż ranisz mnie nie raz. Więc zadam sobie Te proste pytanie Bo widzisz... Nie wiem, jakie masz o mnie mniemanie I myślę Że wkrótce zmęczy cię problemu szukanie Lecz we mnie pytanie zawsze pozostanie Czy dorównać tobie... Kiedyś będę w stanie...?
  7. Tak tęsknię, Kochanie... Tyle już minęło Dni Tygodni Miesięcy Ja wciąż myślę o Tobie O twych błękitnych oczach Jak rzeka doliną płynąca O sercu tak gorącym i czułym O twej duszy delikatnej Jak świeży płatek śniegu Tak tęsknię, Kochanie... Z nadzieją czekam aż wrócisz I będzie tak jak dawniej Chcę dotknąć chcę poczuć chcę usłyszeć Tak tęsknię,Kochanie...
  8. (Z kazań PissKupa Kac Marka na niedzielę) ..... Przychodzą do mnie od was, najukochańszy, bardzo głupie listy. Lecz ten jeden jest bardzo szczególny. To list od ….Ateisty! Hmmm… Ateista, to jest takie dziwaczne stworzenie , Że trudno powiedzieć, kto odpowiada za jego pochodzenie…? Rożne są na ten temat teorie, różne rozważania teologiczne, Najwybitniejszych profesorów. Rzetelne. Logiczne. Kilka takich prac nawet Noblem zostało nagrodzonych, Przez zarówno świeckich, jak i duchownych, uczonych. Otóż ten list się zaczyna… Ale co ja będę tutaj gadał, Po prostu go wam przeczytam. A potem będę badał, Jak zareagowaliście. Jakie was są wasze spostrzeżenia, I czy w waszej postawie, względem biskupów, cokolwiek to zmienia? Pisze tak ten ateista, w reakcji na słowa wybitnego Pasterza, Który, ponieważ wybrać się do nieba kiedyś zamierza, I nie chce patrzeć na to, co się tam wysoko na niebie wyprawia, Do potępienia Pomarańczowej Zarazy, powszechnie wszystkich namawia. List, o którym wspomniałem, zawiera takie oto słowa, A potem, gdy już go przeczytam, będzie wspólna rozmowa: „Zwracam się do Pana, Panie PissKupie, KacMarku Niejaki, W związku z tym, co powiedział niedawno jeden z Waszej paki: I od tamtej pory, jeśli pragnę ujrzeć twarz prawdziwego Szatana To wpatruję się w twarz właśnie tego, polskiego, kapłana! Czy Wy nie macie odwagi już słuchać swego Pana? Jezusa? Czy wolicie się wsłuchiwać głos tego biskupa? Faryzeusza? Mięliście w sercach rozpalać miłość. Życzliwość. Braterstwo. Rozpalacie nienawiść. Pogardę. Kumoterstwo. Wysyłacie hufce bandytów i „patriotów wyklętych” By bluzgami i pięściami waliły w ludzi, przez Was wyklętych! Od kiedy, PissKupie, żeście się tak bardzo w swym posłannictwie pogubili, Że siejecie niezgodę miast miłości? W każdej, niemal, homilii? Otaczał Was niegdyś szacunek. Wręcz powszechne uwielbienie, Szukało w Was pociechy chyba każde pokolenie, Polek i Polaków. Czy słusznie? To właściwie teraz już nieważne! Ale zdarzały się wśród Was postaci. Wybitne. Poważne. Na zgodę stawiające. Tak, że nieraz nawet my, ateiści, Przyznawaliśmy im otwarcie rację. Niechaj im się ziści, Niejeden raz, przypominam sobie, w duchu tak myślałem, Jak dawno to było? Już prawie tych lat odległych zapomniałem! A macie teraz, przecież, wzór prawego Pasterza, Który nienawiścią w nikogo i nigdy nie uderza, Który nie wrzeszczy, że świat się kończy! Który nie uważa, Że na katolików poluje jakaś straszna, pomarańczowa, zaraza. Z jego ust płyną słowa szczere, pełne życzliwości, A w swoich komnatach każdego człowieka on gości, Przytula emigrantów, ludzi ciężko doświadczonych Cierpieniem wojen, z krajów potwornie wyniszczonych Szaleństwem ścierających się tam ideologii, Które toną w oceanach straszliwych patologii. Serdecznie przytula on lesbijkę. I przytula geja. Bo wie, że tylko w prawdziwej miłości jest jeszcze nadzieja, Na zwalczenie konfliktów. I ludzi się pogodzenie. A także na bliźniego, życzliwe i wzajemne, głębokie zrozumienie. Ten Pasterz nie chodzi, jak jego poprzednicy, w piórka wystrojony, I nie twierdzi, że rodzina jest niczym, gdy nie ma w niej żony, I męża, co tę żonę nierzadko po mszy niedzielnej okłada, Czym popadnie. By pokazać jej i dzieciom, że to mąż rządzi. I włada. Nie widzę, byście, jak kiedyś, po ulicach w sutannach chodzili, Czyżbyście się tak bardzo, tego co robicie, przed ludźmi wstydzili? Czy państwo polskie, co was bezustannie srebrnikami obsypuje, Jak niegdyś kapłani Judaszowe, tak teraz wasze sumienia kupuje? Ba! No to dobrze tej władzy to idzie. Bo się jak dziwki sprzedajecie, I w brudną politykę coraz bardziej i głębiej, bezmyślnie grzęźniecie. PissKupie! Czy nienawiść, chciwość i głupota tak Wami zawładnęła, Że Wam umiejętność racjonalnego myślenia całkiem odjęła? Bo przecież przyjdzie Wam kiedyś zapłacić za takie działanie, Choć nie będzie to, jak za Kościuszki, Was na latarniach wieszanie. Wiernych swoich do głosowania na swoją partię namawiacie, A przez to dzielicie społeczeństwo. Bo przecież nie naprawiacie, I siejecie nienawiść, jakbyście nie wiedzieli, Że tak się każdy wyśpi, jak sobie pościeli! I że zbiera burzę kto wiatr historii sieje A dowodzą tego spisane nasze ludzkie dzieje. Zaprawdę powiadam Wam tutaj, jeśli wierzycie w swojego Pana, Nie słuchajcie słów o miłości. Z ust TAKIEGO kapłana! Twierdzicie od wielu wieków, żeście są Pana Apostołami, Ale czy Jezus zwracał się do kogoś z takimi obelgami? Czy w nienawiści wykrzywiał twarz całą? I mrużył swe oczy? Tak, jak wściekła zwierzyna, którą wirus nienawiści toczy? Przecież on swoich oprawców nazywał swymi braćmi, I wszystkim im wybaczył. Chociaż doznał kaźni I, jak nauczacie, w celu wszystkich bliźnich odkupienia Zgodził się na potworne i długie cierpienia. Zastanawiam się nieraz, czy jest w Was jakaś wola na pokajanie, Na mienia zagrabionego przez biskupów Polsce, narodowi oddanie? Wątpię. Bo nigdy takiej woli ja u Was nie odczuwałem, Chociaż jak mogłem, tak starannie się Wam przyglądałem. Owszem, słyszałem i czytałem, że ten czy ów z waszej paczki Wyrażał smutek, a nawet rozpacz. Lecz chyba dla niepoznaki? Bo gdyby za tym słowami stała szczerość, prawda, i Bogu oddanie, To leżałby teraz krzyżem na zimnej posadzce. W swojej sutannie. I nie czekałby z taką pokutą ani jednej chwili, Boście nie tylko naszą Polskę, ale swego Boga też – zdradzili! Tak. Jestem ateistą. Lecz ja Jezusa z Nazaretu szanuję, I jestem pewny, że mocniej się w jego słowa wsłuchuję, Niż ci Wasi biskupi, którzy pierwsi rwą się do rzucania kamieniami, Lub ci z Was, co belki w swoim oku dostrzec nie są sami. Zastanawiam się nieraz, Drogi KacMarku, PissKupie Ile kasy brał Pan Jezus za swoje nauczanie, całkiem niegłupie? Bo wiem ile biorą Wasi Pasterze, ciągnąc kasę z państwa niemałą Za swe posługi dla urzędów. I z ludu. Ale to im ciągle mało… I tak ja, ateista, zanoszę przez Ciebie PissKupie, do Waszego Pana, błaganie: Spraw, by Twoje sługi miłość i prawdę głosiły, o Panie! By się wyzbyły nienawiści do swoich sióstr i braci w Jezusie, By żyli uczciwie, pośród swego ludu, w skromności, nie w luksusie, By nie grabiły majątku narodowego. Bo do wszystkich należy, I aby jak nauczają, tak sami żyli. W co… już chyba nikt wierzy. Spraw też o Panie, by wszystkie Twoje dzieci, białe, kolorowe, I geje, lesbijki, i trans… Mogły dumnie nosić głowę, Z tej tylko racji, że to Ty je takimi stworzyłeś, I pokaż, że żadnego ze swych dzieci nie upokorzyłeś, Duszę jego w kolorowym ciele umieściwszy, Żeś jest Bogiem wierzącego, poganina, ateisty! Bo jeśli, jak twierdzi Pismo, z Ciebie wszystko się wywodzi I na modłę i podobieństwo Twoje po tej ziemi chodzi, To proszę i błagam, rozwiej moje wątpliwości, Co do sług Twoich. Bo czy mogą sobie rościć Prawo do głoszenie takiego Twojego słowa W którym tyle nienawiści i pogardy się chowa? Czy to Ty na nich zesłałeś takie powołanie? Jeśli tak…? No cóż... Ateistą nadal… ja - pozostanę! Bo jeśli Wasz Bóg na swoje sługi takie powołuje szuje To ja bardzo, a bardzo za takiego Boga, dziękuję. „ - Nie wiem, doprawdy, kochani, co wy tym myślicie? Ja się stąd zabieram. Czas na jedzonko… No i jakieś picie A czemu nazwał mnie KacMarkiem? Nie całkiem pojmuję…? Z drugiej strony… Hmmm… Nawet mi to dziwnie… Pasuje! Wasz oddany PissKup KacMarek
  9. Nie ma czystszej miłości niż ta, która wyszła z kąpieli łez
  10. Jestem gorączkąparaliżuję umysłotwieram serceszukam włókienzabijam.Mięsieńbez i z przytomności.Widzę czarne serce.
  11. Siedzę na puchowej poduszce W twojej ulubionej bluzce Włosy upięte w kok I w ścianę skupiony wzrok Lokalizuję w głowie twe słowa Sklerotyczka wypadła mi wtyczka...
  12. Kocham cię, zapewniał Kładąc dłoń na jej ramieniu Kocham, najdroższa, przesuwał dłoń Ku łona sklepieniu, Kocham - jakby bezwiednie dotknął palcem sutka Kocham, najdroższa, moja ty, malutka Moja ty żabko, moje ty śliczne kurczątko (gdy dłoń zaciskała jędrne piersiątko) Za to, że jesteś! Kocham cię platonicznie, Całym sobą ciebie! Kocham organicznie! Zalotami wzruszona i wyznaniem miłości Odezwała się w końcu, słowami czułości: - Przestańże wreszcie, najdroższy, mi tutaj pitolić Może zaczniemy się w końcu, na tej trawie Pierdolić? …… A kiedy ustały Ostatnie już dreszcze Spytała Kochasz mnie? Kochasz mnie jeszcze?
  13. Prawą czy lewą stronę maski zakładasz do snu? Prawdę widzę gdy świta, czy jedynie o prawdzie śnię po zmroku? Znam ciebie, czy to co każesz mi kochać? Kogo udajesz? Kim nie chcesz być? Przerwij tworzenie iluzji wokół... mojego serca. Chcę kochać świadomie! Pokazy magii? To zostaw prawdziwej miłości. W sztuce kochania żądam tylko scen prawdy.
  14. Kajulka

    Tęsknota

    Patrzę na to niebo wolne od księżyca i gwiazd Słucham jego tajemniczego szeptu I myślę wtedy o tobie i nie będzie nas Nagle mam dość ludzi, świata, ciągłego zamętu Gdy tak trwam w ciszy co noc Czując ciepły powiew wiatru na twarzy Chciałabym tylko aby połączył nas los Twój zapach, twój pocałunek wciąż mi się marzy Jesteś piękna, mądra, wyjątkowa Co dzień lidze że cię usłyszę Przy tobie dostaje dreszczy, inna jest moja mowa Lecz wiem, że to był koniec. Już cię nie ujrze
  15. Uwielbiam patrzeć jak machasz swymi skrzydłami Gdy oboje w przestworzach, a świat pod szponami Jak malarz, barwisz ogromne błękitne płótno Trzymasz mnie na wodzy, bezgranicznym zachwycie Niczym klatce stalowej, duszącym uchwycie Nad którą utrzymujesz władzę absolutną Oplątuję Cię niczym czarny atrament białą kartkę Jak pnącza wodzące, przytulam Twe ciało delikatne Mgławica, która pomieści błędną kometę Me serce ugości tylko jedną kobietę Razem zaczynamy i kończymy ten taniec Od początku żywota aż po jego kraniec...
  16. Gdy z sił opadam I dość już mam Gdy sensu braknie I śmierci czuję woń W jej oczy spoglądam Jak siostrę pozdrawiam Stęsknione wołanie Jak krzyk kieruję doń Do głębi, do głębi W pierwotny stan chcę Gdzie wieczność i błogość Jak ołów i proch Od trwogi i męki Wybawią mnie Stój! Nie stanę. Zatrzymaj się! Nie. Tej walki bezwiednej I nie-zrozumianej Jak Werter złamany Położę dziś kres I ślubuję Ci Miłość, wierność I uczciwość małżeńską Oraz, że Cię nie opuszczę Aż do śmierci Teraz płynę przez bezkres. Pokój mej duszy. Chciałem uczyć innych. To los mnie nauczył.
  17. Nazywam się Pan Kochaś, mam miłość do sprzedania Oprócz niej, mam wiele do zaoferowania Obiecuję, że Pani nie pożałuje bycia w tym układzie Bo miłości zawsze pełno mam na składzie A w cenie sprzedam lojalność i dużo opieki Aż nie zmruży Pani po raz ostatni swej lekkiej powieki Akceptuję każdy sposób zapłaty, bez dodatkowych kosztów I bez żadnej przedpłaty i żadnych cen wzrostów Dostępne od zaraz, wystarczy Pani mały podpis Już wyciągam mój złoty kieszonkowy długopis Słyszy Pani ten delikatny, miłosny blues? Aż można zapomnieć, że tu taki ostry mróz Proszę się nie spieszyć z podpisaniem umowy Bo ja jestem tu zawsze, cały czas gotowy...
  18. mówię głośniej choć stoisz niedaleko mówię głośniej bo chcę żebyś usłyszał mój błyskotliwy żart mój dźwięczny śmiech mój głos po prostu mówię głośniej bo chcę żebyś mi odpowiedział
  19. czyż końce nie są wspanialsze niż początki pewne oczekiwane takie przewidywalne jak lubimy najbardziej początek zaskakuje czasem nie wychodzi potyka się o własne stópki próbując wstać koniec jest majestatyczny dojrzale zmierza ku sobie i na pewno jest przygotowany kochajmy więc zakończenia bo wszyscy się od nich odwracają zupełnie niepotrzebnie gdyż one i tak nastąpią nieważne czy zamkniemy oczy czy nie
  20. czy tylko mydłem jest spowiedź ?a może róże, które sam wyhodowałemzbawią mnie...Codziennie pielęgnowałem je.zdarzało mi się ukłuć i od razu wyrzucałem...ale podnosiłem i próbowałem.Trwać i uczyć się cnoty.Boże nie karz mnie.jestem twoim wazonem który pielęgnuje miłość.Jeśli znów obrócisz mnie w glinę...będę musiał znów ją poznawać. Proszę o jakieś komentarze gdyby się spodobał lub nie spodobał.Jestem świeżakiem
  21. Frohnixe

    * * *

    zapominam już że jestem twoja a ty mój najzwyczajniej
  22. Ayren7

    Lasy Oregonu

    Pojawił się zachód słońca Nad jasnymi sklepieniami Kołyszemy się w kolorach Szeleści śnieg pod butami Rzuciłaś lekko na ziemię Nasz wspólny puchowy ciężar Stopniał pod nami cały śnieg Tak zadziałał miłosny żar Czuję tylko Twoje usta Zapomnieliśmy o świecie Okryłaś mnie ciepłem dechu Zrodzonym w sercowym lecie Powietrze mogło poczekać Natura stawia do pionu Oddychają za nas tlenem Białe lasy Oregonu
  23. Gdybym mógł świat zwiedzić cały, moje oczy by wybrały: O poranku Twoje usta, A zaś nocą zmienić gusta, W oczy zajrzeć Ci po zmroku, W nich ujrzeć światła Bangkoku. Oddałbym też całe Chiny, Dla spędzenia tak godziny, I ten brzask nad Wisła, który wart miliony, Oddałbym, za Twój uśmiech, ja-stęskniony. I choć piękna świata szata, Wolę z Tobą spędzić lata. Zaczynam i proszę o wsparcie :/
  24. Ayren7

    Sens

    Leżymy przytuleni Myślą brodzimy Po gwiazdach na czarnym niebie Spojrzenia naszych cieni Na moje oko Pięć centymetrów od siebie Pokazujesz mi radość Oraz życia smak W śmiertelnie trudnym okresie Wybacz za moją słabość Odwagi mi brak Niech Bóg te słowa wyniesie Potrzebuję Ciebie Emila Kochać będę po życia kres Gdybyś zniknęła lada chwila Piękny żywot straciłby sens
  25. Nierozumiany przez świat Odnalazłem się w miłości do innej duszy Przy niej nie bałem się tej wrogiej burzy To był mój radości kwiat Więc dałem co miałem Chciałem polepszyć czyjeś istnienie Przy niej wszystko szło w zapomnienie Aż wreszcie wszystko straciłem Moja miłość - kolejny zatruty owoc Impuls bezlitośnie zabił wszystko zbudowałem Zdrada uświadomiła czym teraz się stałem Psychika umarła - prosiłem o pomoc Obudziła się we mnie nienawiść Do wszystkiego co nienawidziło mnie Więc ruszyłem na szczyt będąc na dnie A własny gniew próbował mnie zabić
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności