Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'ludzie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 26 wyników

  1. Rozdwojenie jaźni, tłuką się po mordach, rozszarpują Polskę, jak lis starą kwokę. Kombinuje burak czy drugiemu dopiec, za słowa ułamek... aby tylko oddać. Słynna "Targowica", zakrzepła już w genach, z czego więc wynika obleśna nienawiść? Z jednej strony płacze, za chwilę plugawi, znajdź mi osobowość - kto całość poskleja. Gdzie opamiętanie - masz wspólne korzenie, jednakie podwórko i podobna szkoła. A nasza społeczność, z lewa, prawa lżona, otwiera się ekran... idioci na przedzie. Więc zabieram klocki, wcale się nie smucę, walę do chałupy, za sprawą wirusa. Łapki poparzone, wnet na zimne dmucham, przecież moi mili... ja mam jeszcze duszę. Ona ciałem kręci, myślami, chcesz - uderz, zrywa włosy z głowy, może by tak pacierz? "Najpierw było słowo", a w Biblii ostatnie, zapanuje cisza... czy ziemi na zgubę?
  2. Zmęczony z mej tratwy widzę dwoje ludzi Fale ciągną na morze, że nie sposób wrócić Ona czasem jeszcze spojrzy Wzrok z moim złączy On trzyma ją bezpiecznie Chcę by trwali tak wiecznie Przez jej oczy walczę jeszcze momentami Wiosłem spróchniałym z wiatrem i falami Na próżno, dno skrywa kamienie Nie dopłynę już na jej ziemię Pomyślałem o chwili gdyśmy razem je wrzucali Tak łatwo że zbocza do wody wpadały Czuję się rozbitkiem,a jestem odkrywcą Patrzę w falę, rozglądam się za inną wyspą Porzucam plany powrotu, ta przecież jest zajęta Z falami już nie walczę, słaba moja ręka Dzień za dniem nabieram więcej krzepy Wiatr bardziej przyjazny choć nowy ląd daleki
  3. Brak mi przyjaciół, którzy osobę mą by na duchu podnieśli. Brak mi osoby, która gęstą mgłę moich myśli by przedarła. Ci, którzy tolerancją się szczycą, a w życiu codziennym jedynie opluć i zadeptać bezbronne pisklę potrafią. To oni szczytami hipokryzji, to oni szczytami ludzkiej marności.
  4. Stoję na peronie "Stacji Zew", wśród tłumu ludzi. Ale to nie jest zwykłe miejsce, Czytelniku. Tutaj przychodzą ci, którzy się poddali. Widzę ich wszystkich gdy zamykam oczy. Przerażone życiem, smutne twarze ludzi pełnych bólu i goryczy, którzy stracili wolę walki o siebie i swój los. A wśród nich ja. Ruch na tym dworcu nigdy nie maleje. Zawsze przychodzą kolejni. Na peronie panuje na ogół cisza, przerywana tylko stukotem wielu par butów, chrapliwymi komunikatami z intercomów i dźwiękami toczących się stalowych kół. Nikt tutaj nie rozmawia, nie ma o czym. Zresztą, nie widzą już świata poza swoimi problemami. Nie mogę już dla nich nic zrobić, nie chcą mnie słuchać. Nie taszczą za sobą bagaży, jedynym jest tylko ciężar ich dusz i kłopotów, które ze sobą przynieśli, próbując od nich uciec. A jednak nas wszystkich coś łączy, oprócz smutku. Wszyscy czekamy na dworcowy komunikat i łoskot toczących się kół. W końcu nie bez powodu to miejsce nazywa się "Stacją Zew". Pociągi tutaj nigdy się nie spóźniają. Wreszcie trzeszczący intercom nadaje komunikat, a na peron zajeżdza stalowa maszyna. Zbity tłum przegranych ludzi na ten widok tratuje się i przepycha, byle szybciej, byle prędzej, byle dalej od samych siebie. A przecież gdyby chcieli, mogliby zrzucić ciężar tego co ich dręczy. Wielu nie udaje sie dostać do środka wagonu. Byli też i tacy, którzy tak bardzo chcą się zabrać, że powchodzili na dach pojazdu, i trzymają się wszelkich wypustów i wystających elementów. W końcu pociąg rusza wraz z dobrze znanym mi odgłosem, zabierając ze sobą tłum. Mógłbym przysiąc, ze na twarzach niektórych widziałem uśmiech ulgi, zanim zniknęli w oddali, wśród hałasu maszyny. Na miejsce tych, którzy odeszli, już przyszli kolejni. Ci, którzy się nie dostali, zdając sobie sprawę, że nawet w tym miejscu zawiedli, zaczynali wyć rozpaczliwie na myśl o tym, że nie udało im się uciec od swoich problemów i siebie samych. Zamiast pomyśleć, ze może powinni wziąć się w garść, zawodzili przeraźliwie przez jakiś czas, aż nastała mi dobrze znana cisza. Przyglądam się temu wszystkiemu z pewnej odległości, próbując pojąć dlaczego oni wszyscy nie chcą już o siebie walczyć. Nie mogę zrozumieć. Zastanawiasz się pewnie, mój Drogi Czytelniku, dlaczego ja się nie przepycham w stronę wagonów, nie próbuje wsiąść i pojechać razem z nimi? Ja też czuje Zew. Ale w przeciwieństwie do nich wszystkich, stłoczonych na betonowej rampie, bijących się między sobą o każdy kawałek wolnej przestrzeni, ja nie chce jechać dalej. Ja tylko obserwuję. Mam nadzieję, ze rozumiesz.
  5. Ludzie wykorzystują. Ludzie za plecami nieprawdę mówią. Ludzie traktują jak psa. Wszystko się zmienia. Wszystko prawdę przekręca. Wszystko truje. Wszystko sprawia, że gorzkie myśli czar wskrzesza. Wszystkie spojrzenia. Wszystkie błędy. Wszystkie zdarzenia. Są nie do odkręcenia. Nie ma hamulca, który skuje lodem w kajdany
  6. Po nią sięgnąć Boję się, że znowu po nią sięgnę, że po prostu przegram. Nikt nawet nie spyta się jak się czuję. Ja chcę przecież tylko sięgnąć. Przeciąć swój delikatny nadgarstek. Patrzeć jak spokojnie spływa krew. Utonąć w niej bezpowrotnie. Nie mam już ochoty chwytać się już pomocy poręczy. Chcę po prostu utonąć. Właśnie to chcę zrobić. Po żyletkę sięgnąć. Kiedy ktoś podaje mi rękę, oddaje ją z niechęcią. Bo to tak bardzo kusi. Widok krwi kapiącej na podłogę. Nie potrafię wstać. Jestem delikatnym Płatkiem róży, który usycha. Wpadam w ogień. Nie czując bólu. Delikatna doń na moim ramieniu, unosi moją martwą duszę. Ta osoba zabiera mnie z rąk śmierci. Płacze w objęciach matki. Jej ramiona są tak troskliwe... Szlocham w jej szyję histerycznie. Zresztą nie wiem. Pragnę tylko wyjść z morza krwi. Na zawsze zostać w bezpiecznych ramionach.
  7. nothing

    o ludziach

    ludzie popsuci przez siebie opluci z głupoty wysnuci przez diabła wyżuci niech miłość ale i mądrość tu wróci co umysłu nie zabrudzi sumienie obudzi ogarnie tych ludzi
  8. Trudno jest mówić o stracie. Zamykamy się wtedy w komnacie z bólem serca. W radiu leci nasza ulubiona piosenka. To zaskakujące, Że w głowie nadal odtwarzam jej słowa. To wyrazy na zawsze straciły znaczenie. Nadszedł już koniec naszej przygody. To boli jak zabicie cząstki duszy. Tyle rozmów rozłąk i tęsknoty. Umieram psychicznie, Bo osobiście cię nie poznałam. Przed oczami skaczą mi zamówione wspomnienia. Tylko te dobre. Tych złych już nie pamiętam. Słońce w moim życiu dasz znaćmiewa. Mam prawo tęsknić i pamiętać. Nie potrafię wyleczyć się ze smutku. Czy to naprawdę jest aż tak trudne? Wyjść do ludzi i porozmawiać o tym co czujesz, Ale to niemożliwe, bo nikt tego nie zrozumie dopóki tego nie poczuje.
  9. Obrażalscy ludzie Snują się po świecie Pełno ich w każdym mieście W każdej wsi i powiecie. Kiedy już nic innego Nie mają do zrobienia Polują na każdą okazję Do się obrażenia A kiedy już się uda Im coś upolować To będą to coś w sobie Długo pielęgnować Nawet małe gówienko Podprawione kpinką Sprawia, że odchodzą Z obrażoną minką Potrafią się obrazić Na wszystkich. I na wszystko Z obawy, że ktoś robi Sobie z nich pośmiewisko Ich ego jest nabrzmiałe I wciąż w niego pompują Swoje skryte kompleksy Aż, bywa, że świrują Obrażalscy ludzie, Bez poczucia humoru, Przychodzą zwykle na świat Z masą chorego honoru Zdaje się niemożliwe By ich przeprogramować - Ciut zdrowego humoru W zwoje im dopakować Ba, poznałem raz typa Który tym mnie przeraził Że obraził się na mnie Bo żem go nie obraził! Stąd nie mam żadnej rady Dla ludzi obrażonych Chyba, że ja postrzegam Ich z niewłaściwej strony…?
  10. "Azaliowy horyzont, paliowe słońce, Przyodziane pięknym, bursztynowym kocem, Obraz ten wyplata wzór dopełniony, Cudnym szmaragdowym kojcem. W którym leżą jaja, piękne, obłe, złote, Jakby zabrane spod czułej matczynej opieki. Gdzieniegdzie skrzydło motyla łopocze, A ja poeta ze skrytością komentuję jego wdzięki. Każde z tychże jaj choć tak podobne, Kompletnie inne, jedne szare, skromne, Drugie w ogrom barw malowane. Fale się odbijają, gdzieś na widnokręgu, Gdzieś w oddali widać, jak kapitan okrętu, Heroicznym aktem próbuje go ratować, Choć, na pokładzie bez śladu zamętu, Mętna woda pochłonie go rychło, Czas kapitulować."
  11. nie umiem mówić boję się ludzi lęk wciąż wygrywa z potrzebą jak to się stało że ta nieśmiałość jest dla mnie taką cholerą
  12. nothing

    ten świat

    w tym świecie już stacza się każdy ludzie to głupoty marionetki i błazny w tym wieku to musisz jeśli się nie skusisz jesteś jebnięty zamknięty w klatce nieposłusznych bez zabawy prawy wielkoduszny gdy nie chcesz wygody jesteś za młody dziecinny na pewno nie po prostu inny
  13. Ludzie, prosta definicja. Teoretycznie, każdy z nas jest tym czymś, lecz nie każdy wie kim. Można porównać to do miłości. Piękne zjawisko. Niby pisane spotkać ją na swej drodze, pomimo że są tacy co zakopali to uczucie głęboko w żelaznych trumnach, bojąc się że kiedyś ktoś otworzy wieko i wypuści ból, cierpienie i życia zgorszenie. Przecież zachowanie to takie nieludzkie, choć z perspektywy minionych lat, wiem jedno. Ludzie przestali być ludzcy, a co ludzkie jest im obce.
  14. Upiory Jestem sama między ludźmi , bojąc się jak trzylatka potwora spod łóżka Tyle lat upłynęło a nic się nie zmienia. Poza jednym. Potworów jest coraz więcej, jak zwierzęta zabijają bez pamięci, pragnąc zemsty. Widzimy ich codziennie, patrzymy w ich zamglone, pozbawione blasku oczy. Podajemy im rękę na powitanie, wpuszczając ich do naszego życia. A oni jak wampiry wysysają z nas szczęście. Czasem między nimi chodzą anioły, ale potwory wytępiły ich do okrągłego zimnego zera. A ja błąkam się wśród nich, modląc się by ich dni się skończyły. Bo wtedy wrócą anioły z niebiańskiej krainy. Gdyż ludzie to upiory spod krwawej godziny.
  15. Idę za krzyżem Brunona i tylko aparat mam w dłoni; na drodze leśnej pokora zwycięża w sercu; gnam do niej. W ukrytych przed miastem ostępach niespiesznie wędruję wraz z wiatrem; droga krzyżowa zanętą, by ująć garść przygód w klatkę. Jadą cykliści naprzeciw do siebie śmiejąc się głośno; dźwięk kół do zakrętu się niesie, szum sosen wiatr przywiał wraz z troską. Pędzą motory na zabój i ryczą mocą silników: "patrz na mnie, zazdrość, podziwiaj", lecz chwila mija... po krzyku. Staję przy stacji kolejnej zastygłej w kamieniu przydrożnym. Mijają mnie piesi niespieszni, księżyc zaś wita jak woźny. Idę za krzyżem Brunona, a hotel jego imienia wyłania się zza drzew i mówię do Niego: tak, do zobaczenia. 17.08.2018 Utwór opowiada o mojej wędrówce po giżyckiej ścieżce imienia chrystianizatora Prus i męczennika
  16. Zawsze chcesz być najważniejszy Nie rozumiesz że ktoś może być od ciebie lepszy Oceniasz ludzi pozorami Najgorzej tych którzy przez ciebie są sami Zabijasz ludzi obojętnością A sam jarasz się swoją pseudo wolnością Myślisz że jesteś silny w grupie A gardzisz tymi którzy mają tylko siebie Oczekujesz od innych wyrozumiałości A sam nie masz za wiele dla nikogo życzliwości Myślisz tylko o cudzych błędach A nie o czyiś z twojej winy łzach Najłatwiej jest kogoś nie docenić Gdy nawet siebie nie potrafi się krytycznie ocenić
  17. Są ludzie czynu - planują więc stale, a projekt się szybko staje przedmiotem – jak ten gęsty płot. Są marzyciele płonący zapałem – słuchać ich można w co trzecią sobotę: jak dobrze się szło! Są wierni idei – ci wiele czytają w wysokich wieżach, gdzie nikt nie zagląda – tam rodzi się myśl. I żeby tylko choć człowiek czy zając zajrzał raz na dzień – inaczej ich sądy mogą stracić błysk. Jeżeli pragniesz natychmiast coś zmienić, to ustaw, proszę, kieliszki za szybą – a każdy z nich lśni. Lecz jeśli żądasz wolności, przestrzeni i patrzysz na mnie, jakby cię paliło – czy widzisz te drzwi? 13.11.2018
  18. Kiedy wykiełkują mozaikowe kompozycje na łące. Podczas gdy słońce w południe zaświeci gorące. Drzewo czarujące, pąkami będzie zachwycające. Powietrze świeżo pachnące, bąkami ozdobione, zacznie widnieć nad łąkami. Ludzie z zimowymi łzami, w letargu obłąkani. Wybudzą się razem z ptaków śpiewami ze snu. Z szeroko otwartymi oczami. Pocieszać sie już będziemy kolorowymi bzami oraz zapachu jego dozami.
  19. Z górki Większość przez większość uznana za znane, proste, powszechne Nie zabiera tchu nasze miejsce bycia otoczone tym, czego jeszcze nie odkryliśmy Nie zadziwia wyrafinowana harmonia funkcjonującego organizmu Nie fascynuje materia Nie ciekawią tajemnice Nie podniecają dziwności Po śnie, w którym widzieliśmy przyzwyczajając się, gwieździste niebo Noc bezsenna nie wzbudzi spłyconego, przerywanego oddechu na widok przyjętego już obrazu Nie chcę uważać za normalne zachodu słońca zmiany pory roku upadku jabłka wszystkiego, co powstało z myśli ludzkiej i odeszło w przyzwyczajenie w głowie ludzkiej
  20. Skonfundowany

    Ptaki

    1-8 Ludzie są jak kawki Marna szarość jest ich piór Ludzie są jak kawki Nie minął z prawdą się profesor N Ludzie są jak kawki On ramię w ramię z nią szedł Ludzie są jak kawki Krótkie dzioby, szary jest ich wzrok * 9-16 Ja krukiem siebie czuję Tylko z myśliwymi wciąż szybuje Ja krukiem siebie czuję Widzisz śnieżne skrzydła moje? Ja krukiem siebie czuję Jej sokoli wzrok do szpiku mnie przejmuje Ja krukiem siebie czuję Nie pojmują kolorów, które widzę * 17-24 Ludzie są jak wróble Kawałki brudu na ulicy ich pożywką Ludzie są jak wróble Kotem na nich będę Ludzie są jak wróble Prawdą dla nich chleb rzucany Ludzie są jak ptaki Do policzka przyłożyłem lufę RG
  21. * Topię się, bo już tchu nie wystarcza. - "Chcesz jeszcze trzymać się w środku?" Brakuje nam powietrza. Tłoczy się ogrom ludzi, a jeszcze ciągle ktoś nowy pojawia się w środku. Wypychają mnie coraz dalej od głównego nurtu. Serce mam jakby... przebite na wskroś. Widzę nóż i rdzawą krew nas wszystkich, co wzdłuż ostrza płynie. Przekazywany z rąk do rąk, podąża dalej. Czasem zatrzymuje się na krótko w czyjejś piersi. Zadaje cios i pędzi dalej. Kto ma nóż, ten ma władzę - na razie. Teraz moja kolej. * Proszę o szczerą opinię, przyjmę wszystko, Katka:)
  22. Roklin

    Ognisko

    Lubię siedzieć przy ogniu naprzeciw obcych mi twarzy; czytać z oczu przygody, oglądać inne miraże. Lubię siedzieć przy ogniu, chleb swój na kiju rumienić; patrzeć na zachód słońca przy dźwiękach z odległej ziemi. Ref. Człowiek przychodzi wieczorem z tobołem niepewnych skojarzeń; rankiem wybywa szczęśliwy z siłą, wspomnieniem w darze. Lubię siedzieć przy ogniu wspólnym i drewna dokładać. Jedno słowo na wejściu i jakbyś miał już sąsiada. ref. Lubię siedzieć przy ogniu pieca, gdy siąpi na dworze. Ciepłą podać herbatę, snuć tęsknotę za morzem. ref. Lubię siedzieć przy ogniu, gdy niknie światło płomieni i ktoś sączy opowieść - my razem kręgiem złączeni. ref. 16.08.2018
  23. Maria_M

    Miłość

    Tak już jest, że świat piękny a ludzie pokręceni na różne strony dosłownie biegunami i południkami pokręcone ich zawiłe neurony złaknieni coraz to nowych doznań uczuć emocji głodni albo wycofani skarżący się na los a wokoło wszystko kwitnie Ziemia spacerując zielonością bucha błękitem wód umyka przed oczami Słońca a ono patrzy i patrzy i podziwia zakręconych biegunami ludzi co by się nie stało planeta płynie ku księżycowi, jasności i uczucia są jeszcze prawdziwe a miłość z nich najpiękniejsza. 6 grudnia, 2018r.
  24. W tłumie próbuje odnaleźć Choćby kilku emocji Zaglądam głębiej w oczy Z zamarłych czytam twarzy Pusto i głucho Boję się.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności