Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'historia' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 16 wyników

  1. Stałeś tam z pozostałymi. Inny, choć ze swymi. Regularność była zbyt dużym wyzwaniem a historia Ci wróży przemijanie. Rychły koniec bez cierpieniaDługi jednak w zapomnieniu. Czasy przeszłe bez takich były Tych Zielonych, filtrów żywych Liście opadły, pozostało drewnoBrązowe, suche śmierć jego sedno Dałem wody, napoiłem i czekałem. Końca bez nadziei wypatrywałem. Oniemiałem w szoku na widok listkana krańcu gałęzi Podskoczyłem z radości ze szczęścia zacisnąłem pięści. Od tego dnia śledzę kolejne Jak się rozwijają i patrzę Na te co już żółte i brunatne Świadectwem śmierci i odrodzenia Przypomniały szczerze, leżąc przy doniczce Na zimnym kamieniu Wciągnęłaś odkurzaczem, nie wiedzieć czemu.
  2. Stanąłem po środkuMiejscu nieeksponowanymRaczej zwykłym.Z boku spojrzenieUkradkiem z lewej. Spojrzał na mnie. Rozkojarzył się, zły chyba na mnie.Wrócił do pozycjiNieco nonszalanckiej, rękąTrzyma się parawaniku Znowu oddał się skupieniu.Ten z prawej spojrzał. Z wyrzutem, jakbym Pierdnął w kościele Przeszkodził w modlitwie. Ja tylko przyszedłem! Nie mam z tym problemu Nie walczę, jestem tu i teraz. Wiem, że z wiekiem różnieByć może nie raz. Odpręż się! Nie przeszkadzaj sobie! Medytuj! Kurwa!Jego wzrok odszedł I wrócił do siebie. I spojrzał w dół. Wrócił zbliżać siędo centrum swojego. Skończyłem, wyszedłem w ciszy, pozostawiłemich przy pisuarach.Nie użyłem suszarki.
  3. Trójbarwne monety, przez wiatr wysmagane, tchną wielkim płomieniem sprzed wieków, choć wcale nie niosą barw łuny. I siła surowa, metalem pojmana, w ukrytym obliczu Arabii, w dyskretnym uśmiechu Fortuny. Przestrzenie pokryte patyną i pyłem - a któż zna intencje mincerzy, kto nie wie, a sądzi, lepiej wie - mówiące o ludziach - tych, których przeżyły, choć został po nich cień blasku i często zgryziony długi brzeg. Dwuznaczne symbole o wzorach zatartych tu zdobią wiosenną skroń Flory i jabłka wywodzą z ciemności. Bezcenna to sztuka - nominał dziś martwy, lecz jeśli zanurzysz się w źródle, niejeden cię sekret ugości. 7.05.2018
  4. „Polskie grupy i ruchy poetyckie” https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Polskie_grupy_i_ruchy_poetyckie http://www.edupedia.pl/words/index/show/493051_slownik_literatury_polskiej-_poezja_lingwistyczna.html POEZJA LINGWISTYCZNA Słownik: Słownik literatury polskiej Poezja lingwistyczna to jedna z najważniejszych orientacji w polskiej poezji powojennej. Poezja elektroniczna http://techsty.art.pl/hipertekst/hiperpoezja.htm (hipertekstowa, cybertekstowa, fraktalna, holograficzna) to rzecz niezwykle płynna, ulotna i wielosensowa stanowiąca być może najbardziej podatny na ekperyment rodzaj elektronicznego pisarstwa
  5. Drogi dzienniku! Poznań, 09.08.2017r. Przebudziłem się około godziny trzeciej nad ranem, obecnie mamy godzinę piątą, od tamtej pory nie śpię. Popijając kawę, doszedłem do wniosku iż mając taki ogrom wolnego czasu dzisiejszego, bardzo wcześnie zaczętego poranka, szkoda byłoby zmarnować, więc zabrałem się do pisania, które od pewnego czasu przychodzi mi z trudem. Słońce wzbiło się na uśpione ciągle niebo, kilkumiesięczne dziecko zdążyło już swoim płaczem wyrwać ze snu zmęczoną matkę, uliczny kot zaatakował wróbla, studenci wracający z imprezy zwymiotowali na chodnik, pracownicy korporacji odjechali w swych pięknych czterokołowych maszynach, pewien młody dziennikarz zdążył to wszystko zobaczyć. Podczas gdy inni dopiero układają się do snu, ja wręcz przeciwnie i pomimo delikatnego znużenia wciąż pozostało mi pół zawartości kubka. Bruno Clock
  6. Drogi dzienniku! Poznań, 30.07.2017 r. Godzina 08.11, nie mogłem spać, wstałem więc, zrobiłem kawę, a następnie stworzyłem to: ""A czas biegnie nieubłaganie..." - zgasiła papierosa, wzięła ostatni łyk kawy, ale tej rozpuszczalnej z mlekiem i 1,5 łyżeczką cukru, wstała i wyszła. [...] Po ostatnim wywiadzie padała z nóg. Na przydrożnych zegarach wybiła godzina 20.00. Eryka przez okno autobusu z zaspanymi oczami wpatrywała się w prawie opustoszałe miasto. Deszcz padał niemiłosiernie, tylko słuchawki w jej drobnych uszach umilały tą dość szarą i beznadziejną chwilę. Autobus zatrzymał się na ul.Cybulskiego. Dziewczyna wysiadła i zarzucając kaptur pobiegła w stronę sklepu, uwielbiała go. Był bardzo malutki, ale wszystko się w nim mieściło, a szczególnie uwielbiała, kiedy rozmaite zioła wisiały pod sufitem, dzięki temu dokładnie było czuć ich aromat. Z boku, obok miniaturowego okienka z drewnianymi okiennicami stał stos garnków, nie były one na sprzedaż, znajdowały się tam głównie w celu dekoracyjnym. Drzwi były dość nowe i nie pasowały do tajemniczego wystroju tego miejsca, tuż koło nich swoje miejsce miały skrzynki z warzywami i owocami, a za nimi skromna, fiołkowa lada [...]. Szła z plastikową torbą, ze słuchawkami w uszach, patrząc przed siebie, na miasto, które nigdy nie zaśnie, które okrył deszcz." Naprawdę jestem ciekawy, ile litrów kofeiny dzisiaj dostarczę swojemu organizmowi. Bruno Clock
  7. Szarość, codzienny, zwyczajny dzień. Ponowna katastrofa - podobno naturalna. Upadek wielkiej metropolii, wybuch wulkanu Żądzy i pragnień. Momentalnie zamknięty rozdział. Rozpoczęty nowy wśród jęku - gdzie Ty jesteś? Życie me zawierzone Tobie i skazane na pastwę Losu - czyżby tylko zwykłego bożka? Gdzie mój Anioł Stróż, który miał mnie ochraniać. Upadek tak wielki jak Niosącego Światło; Twe ukochane dziecko zasiadło na tronie Królestwa Ciemności - Ciemności Duszy. Sromotna klęska naśladowcy Sługi. Jaki jest sens Powstania - zaraz się stoczę Jak Syzyf ze swoim życiowym bagażem. Ale czuję - kładziesz swoją rękę na moim ramieniu. Cierpisz ze mną, gdy przykrywa mnie warstwa lawy. Nie rozumiem, nie widzę sensu. Czemu przybyłeś Do zdradliwego dziecka? Nie nauczyłeś się na swoich błędach. Wracaj skąd przyszedłeś, do swoich luksusów. Uciekaj stąd, nie chcę Ciebie w moich problemach. To moja decyzja, jestem tu dzięki sobie. Jestem dorosła, nie będziesz mnie oceniał. Słyszę Twój krzyk cierpienia, swojego już nie czuję. Jedynie Twój palec wskazujący na przebłysk Światła.
  8. Introdukcja "Drohobycz i Drohobycz - co ty w ogóle widzisz w tych Żydkach?" mamrze z Zaświatów Mama - skromna kopistka metryk ze Zgrupowania Żegota Sekwencje: Zapach driady, czyli powietrza jest wonią babiego lata, albo przekwitłych lip... Która to już będzie jesień w Pana Schulzowym Drohobyczu? * Cynamonowe sklepy próchnem się świecą, a wtedy wielkogłowi przechodnie na ulicach z połamanych ekierek zerkają pod suknię antylopy z pejczem * Przypomni sobie młodzieńczy listopad swój żar o zmierzchu podchmielonym, gdy słońce niby pomarańczówka rozświetli, naświetli Koheletowe winnice * Pana B. Schulza Miasto Za- czarowane ma głodomora szare policzki i jak Irenka - polska dziewczynka oczy wydłubane przez nieznanych złoczyńców * Mała ojczyzna Pana Brunona S. na tyle duża, że serce zmieści w karpackiej nostalgii spoza złotozielonego widnokręgu powietrza przesyconego naftą * Skrzenie się słońca w liści odcieniach podobnym lusterkom z wypolerowanych metali Nostalgią tęskni Drohobycz odwiecznego Żyda Tułacza * Ta ciepła drohobycka noc: sucha, trzeszcząca pasi- konikiem w podcieniach ulic "Krokodylopodobnych" i ciemnogranatowych smugach * W Drohobyczu jesień psycho- deliczna: bez-państwowo polska a staro-zakonnie rusińska z nalotem pleśni i pentagramem robactwa * Kirkut betonem zalany, pod nim szczątki, nie wszystkie męczeńskie. Wielu pomarło w pokoju Bożym Mesjasza nie doczekawszy
  9. Weszli prosto na czoło, Stopami, powstał tumult Kilkadziesiąt znaczniejszego towarzystwa, Tak moi powtórzyn, Czekając siły wykruszon Opodal Świeciły Wody ~ Włodzia ~ https://youtu.be/GC7PycSBILc
  10. Na wygwizdówku pobłyskują flesze baczne oko kamery tropić pragnie szczękają szable padają deresze leje się jucha rycerzy nie braknie ów młody kozak o oku sokoła zerwał z kopyta swojego pegaza judasz kamery uchwycił go z czoła już ci na taśmie watażka zaraza gruby reżyser klaszcze w stare dłonie cieszy się szelma uśmiechem zaraża serce mu wali cała dusza płonie palcem dla żartu Jurkowi wygraża Bohun zsiadł z konia Dosyć tego grania! chcemy odpocząć Niech gap jeszcze czeka! dziś kraj ogarnia nowa hoffmanmania a widz jak w transie zawodzi Nie zwlekać! patrz - jurny gieroj w kolejnym ujęciu kozikiem machnie do sutej wieczerzy krew się poleje strugą na przyjęciu diabłu swą duszę ów dzikus zawierzy ciepła krew braci na kozaczych rękach sztylet przepełznął przez gardło kniahini Ewa Wiśniewska spazmatycznie stęka lecz to ostatni epizod bogini pan Domogarow spuszcza wolno głowę rana na skroni powstanie na niby skrzętni plastycy obleją pulower czerwoną farbą przesiąkną statywy kamera staje Alek skończył jatkę mocno drży rzęsa satrapy kozaka reżyser przywdział z daszkiem czarną czapkę ktoś obejmuje całkiem nowy wakat tysiące strojów i buław na planie piękna Helena powabem czaruje Żebrowski -Michał - w obronie jej stanie a Wołodyjowski - Michał - szablą szczuje modraków pęk ścina karabela pochwycił cugle maleńki żołnierzyk temu samotność okrutnie doskwiera Ojczyźnie trzeba mieć takich rycerzy hardo kłusuje nacina powietrze smukłym pałaszem co błyszczy w promieniach spłoszony wzrok kamery na wietrze już zapamiętał Tatara cierpienia ten- tors położył na ostrzu szabelki ją też pan Michał zacisnął w swej pięści rycerz to mały ale duchem wielki a i w miłości jemu się poszczęści głaska wąs gęsty Michałka wcielenie i mruga oczkiem w kierunku Hoffmana pan Zamachowski w tej filmowej scenie pociął szabelką tatarskiego Chana gruby Zagłoba za dziada przebrany gładzi swe sadło obmierzłe przepite Pan Kowalewski proszony na plany! wrzeszczy reżyser stojąc za pulpitem suszy swe zęby nasz Jerzy kochany widząc Zagłobę przed okiem cyklopa musisz być bardziej w sobie zadufany Onufry to szlachcic nie żadna miernota dziś pani Iza przed licem kamery reżyser krzyczy Kasować nagranie! wokoło słychać jakieś dziwne szmery reżyser wrzeszczy Jej córka na planie! blada Scorupco dobiegła do dziecka z matczyną troską swą pierś w nie wtuliła później coś bąkła ze szwedzkoniemiecka i wnet kamera w bok się odwróciła obok władycza zawodzi okrutnie ugrzęzła w stawie karoca szlachcianek chudy kamerzysta kręci rezolutnie tę piękną scenkę miłosnych zachcianek Michał Żebrowski zawinął wąs smagły widząc lzabel kształty i powaby Pan Jan Skrzetuski żołnierz w Polsce sławny nigdy nie baczył takiej cudnej panny i mokrą nimfę pławoję rusałkę wyciąga z wody na wyspę zbawienia miłość mu w oczy a flesze w podpałkę serce okiełzna liryczna Helena Ojczyźnie służyć to pensum szlachcica więc nasz bohater wskoczy do historii Jutro -Sienkiewicz - pokocha Kmicica dziś zaś - Sienkiewicz- Skrzetuskiego woli spójrz - odmęt Dniepru - wkroczyło poselstwo uroczo pachną zielenie i planty pachołek Rzędzian wielbi kumoterstwo konia mu z rzędem w czuprynę bażanty synku - do domu ! wiosłem pchnij łupinę listy kochanka płyną do Heleny Bohun znów wrzaśnie srogo na Horpynę zawyją w skałach wygłodniałe hieny kiedy ci w piersi zadudni buzdygan wiem to paskudne ale w scenariuszu krwią bruk zalejesz lecz ty się nie wzdrygaj Rzędzian nie zdradzi sprytu i geniuszu wierny pachołku zacnie służysz panu pan Jan to szlachcic Bohun zaś - jest z luda strzec ci należy szlacheckiego stanu reżyser krzyczy Malajkat do studia! trach! z pistoletu w czole wiedźmy ranka serce zabijesz osinowym kołkiem krwawa to scena Rusłana Pysanka tu Rzędzianowski haczyk śmierci połknie paruje butą ataman Chmielnicki wpięty w przyrodę ukraińskiej siczy dziewkę mu porwał niejaki Czapliński a Bohdan pobiegł po pomoc do dziczy rosyjski akcent futrzana infuła dumny pan Hoffman z nowego aktora Kozacy krzyczą Ataman nie durak wylewa chmarą ukraińska sfora ej - Bohdan Stupka zagrał to genialnie artysta w czepku filmowy wirtuoz choć - tak sam przyznał Czuję się fatalnie prowadząc bydło - na polskiego króla ogniem i mieczem wsie pali Jarema Książę okrutny to kara za winy w dybach szaleństwa kozacka ekstrema tu buntowników setki prą na liny trzech kaskaderów udaje pochodnie łuna na niebie i skwierczą koszule Jarema straszny Jarema ochotnie do egzekucji znak kiwnie - Na sznurek! Andrzej Seweryn znów nos mu pudrują nowy epizod - twarz batalistyczna dublerzy wiśnią chętnie poczęstują lecz księcia kręci prasa periodyczna tonie na bagnach rynsztunek husarii miejscowość bitwy ponoć Żółte Wody smród mdli od trupów czekajcie malarii kozacka trzoda święci złote gody cóż to za tytan przypięty strzałami wisi na palu w kozackim obozie umarł jak CHRYSTUS z kłutymi ranami zasnął jak dziecko uspane na mrozie to pan Longinus przyzuty do drzewa swoje żywota podmienił na mękę lecz jego dusza niczym słowik śpiewa bo ściął trzy głowy i spełnił przysięgę Wiktor Zborowski zagrał Podbipiętę co trzy kaptury nosił w herbie - z dumą chociaż ten Atlas żebra ma zrośnięte I tak anieli z jego duszą fruną patrz - płonie Zbaraż tu jęzory ognia wypełzły w przestrzeń kozacka czereda jakże nieprawa oj jakże niegodna a przecież szlachta im dawała chleba teraz w stodole śmigają rapiery broni się dzielnie pijany Zagłoba nie z tym szlachetką bandyckie numery pac! w łeb kozaka niechybna żałoba przynoszą dziarsko drewniane drabiny dorzucić siana! wrzeszczy scenarzysta tu po klepisku pędzi aktor siny ucho gumowe wokół głowy śwista upadnie rychło cała Ukraina tak się nie godzi braci pomordować sokół we dłonie poczciwa ptaszyna żołnierskich mogił jak ptaków w dąbrowach pod firmamentem w stepowych plenerach gdzie lazur mieszka ze zgniłą zielenią karmi swe młode zaborcza wadera szczerząc swe zęby ku słońca promieniom kozackich wojów całe morze płynie odgłosy słychać zdartych tarabanów całe to bractwo śmierć płachtą owinie pokąsa żądłem buńczucznych hetmanów dziś wilcza zgraja ucztę ma nie lada stepowych wojów trup gęsto plon sieje niejedno ciało się w chaszczach rozkłada niejedna psyche w dzikich stepach wieje sannę szarpnęła porywista zawieja Tatarów łyse głowy jak kolana pędzą na okrzyk swego Tuhajbeja obecnie - scena będzie nagrywana tatarska orda z kozacką watahą zerka zawistnie w swoje wredne pyski a operator z kamerą pod pachą rzuca pytanie gdzie jest imć Olbrychski?! we wszystkich częściach filmowej trylogii zagrał pan Daniel i chwała mu za to Daj mi autograf zacny mistrzu Drogi prosi łaskawie charakteryzator mistrz już gotowy wnet klaps go przywitał głośne jazgoty filmowej ferajny gna na pstrym koniu aż tętnią kopyta stary Tuhajbej Tatar ordynarny na planie tłoczno miliony żołnierzy serca przebite mężnych gladiatorów za chwilę włócznia ofiarę namierzy oczy czerwone zmęczonych aktorów masz, koniec filmu już widać litery zdjęcia muzyka oraz reżyseria epilog fleszy składają kamery pewnie poprawek będzie cała seria co za historia - czekaj Orła Szczepie w skrzydle husarii ościenny zamordyzm nie wszystko chciano zaraz na tapetę lecz - nie za długo Polaka - za mordę --
  11. O kotku Mruczando, ot włączył, oczy rozświetlił blaskiem dobroci. Taki koci, milusi, pełen wzruszeń. Ciąg dalszy teraz nastąpi: z czterema łapami, ogonem i szronem wibrysów tańczących wokół myszek swawolących, na strychu ślicznych pamiątek, gdzie każdy zakątek cieszy się na widok nitek babcinych opowieści spisanych pazurkiem maczanym w radości utkanej z kociej wolności… Justyna Adamczewska
  12. Czcij bohaterów, którzy oddali Krew pieśni swoją co wołali, "Wygramy bój, wygramy bój, Nie pójdzie na marne syn twój!" Ciemność goni ich, Nie oszczędza los, Ktoś zadać może ostateczny cios. Czcij bohatera, pana uwielbienia, Męża narodu i syna cierpienia. Miecz zakrwawiony, głowa wciąż w chmurach, Usłyszą o nim nawet w wielkich górach. Wino, chwała, sekrety i kochanki, To dla tych co staną z wrogiem w szranki. Zawzięci i uparci, Bardziej niż siebie, Bronią dusze tych co dawno są w niebie. Czcij bohatera, pana uwielbienia, Męża narodu i syna cierpienia. Być herosem gotowym na rzeź, Wolności, dobra dla wszystkich chcieć. Żyć na zawsze jako historia, To jest właśnie Twoja wiktoria! Strach duże oczy ma, Lecz kruszy go jak zimowa kra. Czerwienią splamione zwycięstwo, Oto jest właśnie jego męstwo. Tłumy idą za nim, Nie wybaczą mu tych win. Słodycz się wylała, A ona zawołała, Najpiękniejsze imię...
  13. I. Rocznica Rdzewieje korpus na miałki pył I jak pamiętnego roku z bólu fiołkowieją fiołki Stanęło wahadło Foulcaute`a Wyrzynana wataha za to sitwa się grzeje po szyję zanurzona w parującym gnoju - - - - - - - - - - - - - - - W osiemnastym wieku identycznie leczono francę II. Pogarda POGARDA ma ślepki zmrużone bo bardzo się boi o siebie - image wymodzony POGARDA cuchnie demonem zabójcza jak kwas musztardowy - iperyt 08 -10.04.2015
  14. Guzik - medalik – orzełek – obrączka. Srebrna bo biedny. Złotą i tak by mu kacap odciął z palcem Jak sito czaszka bezzębna. Próżnia w oczodołach przestrzelona kość. Potylica bądź skroń - ewentualnie A tak w ogóle to miało go nigdy nie być. Więcej miał nie (za)istnieć. Przegryzać się z wapnem zmuszony mimo że bliskie panie cień jego zaklinały jak ducha swą niewieścią rozpaczą matki kochanki czy żony Zagrały fanfary drgnęły świetlne trąbki sfrunęły nad kościół wszelkie możliwe modły zaseplenił senator minister zakaszlał - gdy tymczasem gdzie indziej niesie się upiornie błazeński rechot durniów chichot hien cmentarnych elit wilcze wycie z wyszczerzonych paszczęk 21.03. - 6.04.2016
  15. Pięciu kumpli od piwa w dobie wszelkich braków, spotkało się przypadkiem na miejskim deptaku. Czas był smutny, siermiężny, w niedolę brzemienny, puste półki sklepowe, kryzys, stan wojenny. Za nic mając codzienną szarą życia lurę, przy zamkniętych drzwiach sklepu stawili się sznurem, a w przechodniów marzeniach cukier, mięso, kawa, trzeba stanąć w kolejce, coś będą sprzedawać. Piąty kumpel dyskretnie z rzędu zrejterował, po godzinie powrócił, by tłum porachować. Nim się z innym podmienił, i wrócił ku miastu, wyrachował w kolejce ludzi stu szesnastu. Jego druh po kwadransie, jakim cudem, nie wiem, stwierdził, że czekających jest już trzysta dziewięć. Reszta kumpli się z rzędu dyskretnie urywa, ale ludzi w kolejce cały czas przybywa. Ktoś się wpycha do przodu, bo ma starczą rentę, ale wejście do sklepu cały czas zamknięte. Skądś się zjawił reporter, aby robić zdjęcia, co tu mają sprzedawać nikt nie miał pojęcia.
  16. Wpierw zachwyt i mlaskanie: -o jak miło, miło. Potem tylko kwilenie: -same ości, ości. Oto przebieg konsumpcji - niejednej miłości.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności