Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'emocje' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 13 wyników

  1. zainspirowane książką Jakuba Sienkiewicza Nie lubię porządków, niejasne mam myśli, sam nie wiem zazwyczaj, dokąd też unoszą, lecz zbytnia swoboda zbyt mocno ślad czyści po różnych wskazówkach w przestrzeni mnie trwożąc. Uwielbiam kolory, więc czarno na białym staram się pisywać, tego też wymagam, gdy czytam dla siebie; lecz barwy spłowiałe fałszują obrazy, zwątpienie osiada. Ref. Niczego tak dobrze w życiu nie umiem, jak mówić o blotkach rozwlekle i długo, dlatego wciąż piszę nowe utwory, te mają zawierać znaczenie i treści. Lecz zwykle mnie nikt nie słucha z uwagą, bo myślę o rzeczach zbyt bliskich, intymnych, a tekstów nie czyta ten, kto by zechciał, bo gadać nie lubię o własnych dzieciakach. Dowcipy frywolne - tak, chętnie posłucham, choć sam nie opowiem, śmiać będę się głośno; wyjaśnię ci rzeczy jaskrawe w noc głuchą, te bez szkieł widoczne raczej mnie przerosną. Piekielne koszmary odczuwam codziennie - bo nie ma jak własne znaczenie podkreślić; radości głęboko przeżywam - najpewniej bo twórca w dość skrajnych emocjach się mieści. Ref. W sytuacjach przejrzystych ja pierwszy się gubię, pomysły dla siebie wstrzymuję na później; nie spotkasz mnie w grupie, kompanii czy klubie, choć raźniej jest z ludźmi, bliskość - bywa różnie. Nie jestem otwarty, choć piszę otwarcie o tym, co cieszy, co martwi, co wzrusza; swój żywot spokojny prowadzę na farcie i nieraz do gardła podchodzi mi dusza. Ref. Mieszają się myśli poważne z błahymi, nikt nie wie dokładnie, co mi się kojarzy; a słowo me mieszka w zamkniętej świątyni i rzadko uczuciem wyraźniej obdarzę. Absurdy szarego życia codziennego sam chętnie kreuję, widzisz je w tym wierszu; dawno nie pisałem, treść leje się z niego, to tylko fantazja, nie widzę w niej przeszkód. Ref. 3/4.10.2017
  2. Potargały mną emocje Wyrzuciły w morze wzruszeń Tylu ludzi co dzień mijam Widzę tyle smutnych oczu Bieda miesza się z dostatkiem Głód się kłóci z przejedzeniem W kącie dziecko cicho kwili Jest zmarznięte nic nie jadło Obok matka gorzko płaczę Znów nic nie ma na kolację Nikt się przy nich nie zatrzymał Każdy w swoją zmierza stronę Tyle pustych stoi domów Już nie tętnią dawnym życiem Starsza pani w oknie siedzi Patrzy tęsknie na ulicę Znów samotność ją dotyka Dziś nikogo nie przytuli Wokół cierpień jest tak wiele A zbyt mało współczucia
  3. Bruno Clock

    Parapet

    Zmęczona ułożyłaś swe nogi na parapecie, ściana przytrzymuje twą głowę w pionowej pozycji, A okno pokazuje Ci najkomiczniejszy obraz świata Niepełnosprawnych, podziurawionych psychicznie ludzi Mających na celu destrukcję marzeń innych. Tylko tam jesteś bezpieczna, na swoim parapecie.
  4. Chciałabym stać z tobą każdego dnia. Nie naprzeciw, nie za, lecz obok. To nad morzem by było Pożyczyłabym twój palec na chwilę Przyłożyła do ust, pozwoliła Ci słuchać. Jakie odgłosy wydaje morze, horyzont i ryby? Powiedziałeś że nie mogłeś usłyszeć Moje serce było za głośno.
  5. Czemu nazywasz drzewo drzewem, Skoro zaraz stanie się ledwo drewnem? Zacznie romans z kominem, By finalnie uciec z dymem. Co z tego, że teraz cieszy oko za oknem, Jeśli jutro może tańczyć już na wietrze I choć da Ci ciepło, to skończysz w swetrze. Ten banalny efekt motyla kamieniem trąci każde domino, Te relatywne fraktale, przez które miliony giną. Ja to ten dziwny, co negatywny vibe Ci dzień w noc zanosi Może kiedyś co milszego - narazie się nie zanosi.
  6. Skonfundowany

    Zimno

    Zawieszony w próżni, jak dym na wietrze, Liczę, że meeting z Toba cały ból odejmie. Mnożony przez ułamki złudzeń - to zimna przestrzeń. Bardzo jasny cień bije ode mnie, Bo gelatus umysł, socjopatyczne klimaty, Gdy szala Twoja ciągle w górze. Sam przez tundrę swoich spekulacji idę, Kiedy życiową rundę perfidnie mulę. Jedyny uśmiech losu mortus ma na imię, A doskonale wiem, że oblicze ma parszywe. Dla Ciebie świat mógłbym spłaszczyć w głowie, Żeby tylko wiecznie żyć w tej uczuć pożodze.
  7. Na morzu emocji porwani przez prąd lęku. Ludzkość płynąca ku sztormom na oślep. Nie zatrzymać się, co by myśli nie zdołały dogonić. By spojrzenie nie zdołało zatrzymać . I by usta nie zechciały zapytać Uciekamy przed sobą w swoje obce światy. Przed spojrzeniem, ciepłem dłoni, słowem. Błądząc w samym sobie odcinamy myślenie. Prąd niesie nas na samotne, nieczułe bezdroża Lęk grodzi cicho drutem kolczastym. W narkotycznym letargu płyniemy ślepo w obłęd. Na samotnych łodziach, tacy sami lecz podzieleni. Prosto w bramę piekła, na złość niebu. Kto pierwszy się ocknie i krzyk podniesie? Usta nie mogą gdy zaniemówiło serce.
  8. Znowu się martwię bo Od godziny nie dała znaku żadnego To tylko głupota niby Może jestrm zbyt troskliwy Ale pisała przecież że odezwie się po wszystkim W głowie scenariusz, zły film Zadzwonić i zapytać czy wszystko dobrze Czy może olać i bawić się pod dzień Bo jeśli to tylko ona mnie olewaa To martwić się sensu nie ma Ale nie potrafię tego zostawić w spokoju Bo tylko ona zostawia mnie zawsze w dobrym nastroju Oby to nie było jednostronne Bo się piłą mechaniczną potne Bez niej to życie sensu by nie miało Dlatego ciągle mi jej mało Miłostki się amorowi zachciało Jeśli nadejdzie kiedyś koniec tego Powiedz ze ich kochałem moim kolegom Bo jeśli między mną a nią ni było miłości To nie wiem czym jest miłość Wybacz mi znowu w tekstach ckliwość Ale bez niej skończę jak kurt Zaniesie mnie na dno życia nurt
  9. W tłumie próbuje odnaleźć Choćby kilku emocji Zaglądam głębiej w oczy Z zamarłych czytam twarzy Pusto i głucho Boję się.
  10. Dobrze mi w życiu było bez tego Aż się przyplątało dnia fatalnego Ujawniło pokłady naiwności zawiesiło się na wzorze miłości ech, sensu żadnego to nie ma idźcie w cholerę natrętne wspomnienia przyplątało się psia mać rozprasza, w nocy nie daje spać zgiń, idź sobie sio i już! po co się jeszcze tlisz nie słyszałeś? giń!
  11. Krótko Urwane Różne Wartości Archaiczne Samotności czeluść Kosz papierów rozwinąszy jeden z nich uległ odparowaniu tekst całość struktury niegdyś ceramicznej wazy uległa zniszczeniom zbyt łagodnie by nazwać to skazy wzruszenie formy zmienienie na ramieniu znamienie i cierpienia znoszenie cienie w mej głowie czapka z brokułów obwód wodospadów słowotok stok narciarski dla słów mów mi więcej, mów więc spędzam rajskie zwierzę ze snów i jest ono na ziemi znów choć słów na te cielę mi brak zaufajcie przyjaciele, to braterstwa znak wszak nie za bank was mam, a zwierciadło poszedłem okrakiem na mokradło spotkałem tam gawrona i on mówił mi, że prędko skonam niech ja sam się przekonam nieodzowne są mi emocje epopeja wampiryzmu energetycznego jako studium stanu ezoterycznego snu erotycznego wulkan gotuje wewnątrz się i szykuje tak bulgoce, poci się, tli i dudni przeszło niewiasta ciekawa co w tej studni nie patrz tam bo nie odejdziesz w ciągu stu dni on już parska, on już prycha jak z nozdrzy byka pstryka, klika, chce wystrzelić ale miga niby bzyka, niby znika z takim gościem dostać bzika można ostrożna bądź choć jegomość chciał się ciąć za pewniaka trudno raczej jest go wziąć bo jemu wylatuje to z prawej strony to po chwili z lewej strony jakby ciągle nawalony ze spodu strony silnie ukorzeniony chce by bito mu pokłony o on zasłony na oczy spuszcza i tak sieje spustoszenie za podległą sobie ma naszą ziemię i tak w potrzebie zawsze o chlebie od góry jeszcze chwila wystrzeli nim zrobi z siebie pył więc płyń tak, płyń złota żyło błękitnej krwi tnij czarny niebyt obracaj rozżarzone węgła i kuj nawrócone nieba bramy więc sam bożej siły bliski bądź tnąc nieboskłon rajski ptaku obudź masy wędrujące po deptaku na szlaku szarej masy rysy zostaw i opraw to płótno, opraw Gdzieś obok płynie rzeka woda przedziwnie błyskotliwa błyska, końcówki zdań urywa i w niej majestatyczna moc jest skryta i bez ustanku o nią ktoś się pyta jeśli okazja będzie to sam się spytam jakieś wciąż wywołuje gry tam ja cierpliwości mało mam lecz nie zmykam nie zmywam się, nie znikam radośnie obmyj skronie me swym deszczem nadal czuję dreszcze jak we śnie dotykasz i przeszywasz mnie dotykam całą siecią wrażeń i nie sposób na stałe Cię pochwycić można się jedynie zbliżyć tak samo pada tam cień pod nim nieco chłodniej schronić można się jeśli uporczywie jest gorący dzień nocy blask księżyca twój widok za serce chwyta, serce mam u gardła już a na gardle nóż mówię więc już, mówię skryta w tobie energia znalazła swe miejsce, a ja w niej chcę tulić się, chcę tulić, wąchać woń pani, tulić ściskać, sok witalny witać widać już wschód lecz bez kropli słonej łzy świat nie obudzi w pełni się tako świetliste dni przeplatane są dżdżystymi kiedy oczy me posypane piaskiem pustyni łzawią, słowa się dławią, dźwięku połykiem łechtaniem gardła, łkaniem, szlochaniem wzięcia wdechu próbowaniem następnie urywanym kwiatem pachnienie co spośród braci zerwany walecznie wychowany próbuje wody z cienia prawdy wyje i tak piorun uderza raz po razie żeby miłość swą i radość namalować w wyrazie swej osoby niegodne zgody dowody a jednak wyrywają słowa się i gonią mnię a ja chcę dać upust im jak letni deszczyk co zrasza stokrotki i słoneczniki co daje żywota pięknej florze przystrojonej w najpiękniejsze kompozycje boże a przestworze szarzy się szeroko moje oko wyłapuje znaki że się kończy dzień taki i na wody szerokie wypłynie szkarłat smutku, i się rozpłynie Ciekawość na usta się ciśnie Pewność siebie gra mi piosenki Miłość ta tajemnicza ona nas otacza kręgi zatacza systematycznie większe moje wytężenie spowolnić ten proces opanować granice które jej wytyczę zaznaczę pocieszać poproszę wytrzeć nos muszę a oko jak ocean słone jest i wzburzone podczas sztormu daleko tak od domu się znajduję jedynie marzę, że wiem, że w jego kierunku podróżuję knuję swe niecne plany wnyki zastawiam zardzewiałe coś wpadnie i łza będzie za tym jak kole me oko cierpienie ja nadal podążam wysoko z nogami grzęznącemi w błoto za spojrzenie jedno oddaję swoje cenne złoto choć przetoczenie wymaga wprawy ja sobie z tego zdaję sprawy i szkolę się w boju tego dnia codziennego znoju i tak toczy się i kręci łza bez początku i końca więź wiążąca dzień z nocą bez niej krztuszącą się śmiechem umierającą krzyczącą bezdechem dudniącą głuchym echem przegraną z kretesem z sokratesem o miłości porozmawiałbym ciekawe co miałby do powiedzenia czy do mego mózgu owrzodzenia uleczenia doprowadzić by mógł i raczej jako psa zdradliwego by mnie stłukł taki nie istnieje więc mogę odpowiedzieć sobie sam że miłość istnieje międzynami tylko różni się stężeniami sprzężeniami zwrotnymi się obdarowujemy obwarowania budujemy jeśli bliskości nie chcemy a czasami z radości podskakujemy jeśli nie pilnujemy silnie się usilnie chcę być i ślinię się czytając twój język on jak czerwony dywan przedemną rozwija się roztacza aurę chwały więc bogurodzicą bądź i wydaj na świat plon a nasze plemię użyźni tę ziemię a emocje czyste jak klawisze iworowe zagrają kontrastowo jak ebonitowe do kontroli czasu się sprowadzają i wzajemnie się odwiedzają mili państwo, światło otacza nas ze wszech stron i strąca korony nam bośmy nieskończeni więc są niepotrzebne nam uznaję adorację świętych nieba bram te usta wykute uprzednio ze skały barwę i urok odzyskały i pięknie przędą wiejską modlitwę ostrą tak, że tępą mam brzytwę broda moja jak trzoda chlewna moja jest i zadbana nie przypomina chama pan i melodia tak niezwykła towarzyszy mi że zdumienie twarzy mych towarzyszy iskrzy zaciekawienie
  12. Anioła Twarz Autor : Robert John .... pragnę pewnej nocy aby ..... kiedy zamknę oczy ..kiedy odpłynę łodzią drewnianą w daleki rejs snu by tam była Jej twarz która zapamiętam .... Pokocham i przeszukam cały Świat w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia Przeznaczenia i Miłości !.!.!. bo warto przeżyć cale Życie szukając tej jedynej ...aby być naprawdę szczęśliwym choćby przez jedna minutę... Tak krotko a Tym samym tak długo ... Bo to co Piękne jest szybko się kończy a Miłość To najpiękniejsze uczucie i najcudowniejszy powód do Życia ....
  13. I. Patrzysz na mnie zawsze, gdy odwracasz wzrok od nieba. Chciałeś lecieć, ale spadłeś W tę bezkresną toń. Kim byłam, by spytać Czy los zmylił drogę skazując Na śmierć zapomniane struny. Ta historia Miała być szarością. Migoczącym szeptem trzepoczących rzęs, bezcielesną szarfą Wspólnego szczęścia. To miała być Historia miłości Diabła i Archanioła wbrew Sobie wbrew Słońcu wbrew Śpiącemu Bogu. Gdy Bóg śpi znikają Upiory i Rodzi się spokój w czasie wojny. Kochany, Czy miałeś eliksir Gotowy uśpić świat cały by słyszeć tylko Mój krzyk spośród pierza? II. Odbierając mi honor odebrali Skrzydła Wyrywając z żeber prawdę i nadzieję. Kto Wyrwał. On wyrwał zrzucił strącił Niżej Niż na ziemię. Połamane dłonie Nie mogły złapać tchu Gorące wyziewy kłamstwem mchem Pokrywały płuca. Nie poznawałam Swojej twarzy Swoich nóg Zapomnianych pielgrzymów Kim jestem jak trafię Z powrotem na szczyt? Otworzyłam oczy na widok końca Nieba Na widok końca kręgów, których wy nie znacie. Obwołali panią nie wyciągając ręki Zamiast pomocy słali Zardzewiałe słowa I ukłony Ukłony Po kres naszych czasów. Kim byli ci, ogniem i zniszczeniem Dotknięciem oczu Wypalali To, co zostało we mnie Mnie wydrążyli Zamknęli W osobnej celi Wewnątrz mnie Mnie Czy to wciąż ja? III. Zapomniane wersety Zbrodniczych Pergaminów wyryte Na ciele nie przyniosły ukojenia. Tamtej nocy Czy dnia może miałam sen jeden Do dziś zapamiętany Oto lew złotogrzywy oglądał Pole bitwy Szedł, Lecz zranił łapę O stalowy cierń Zapłakał nad swoją Krwią I nieszczęściem świata, Które ściele łąki Żelazem i nocą. Nie zobaczył chwały Zwycięzcy Czy Łupów. Wrócił więc do groty, Porzucając smutek I ciągnął za sobą wstęgę Szkarłatnej Przestrogi I lwem był ten, co mnie zamordował I lwem ci ścielący się na drodze Ten jednak Nie płacze Nie wraca, lecz prze ciągle naprzód. Zostałam nagle sama Słysząc szum nienawiści i górnej Perswazji. Przebudzenie? Nie było go bo nie spałam śpiąc głęboko I z boku Na bok Przeszywałam na wylot Stare lęki i urazy. Gdzie znalazłam się dokładnie Nie widziałam Jak ślepota otula ściśle oczy tak i Mnie ogarnął Swąd mroku Co dzień oglądałam to, o czym marzy ścięta głowa Otoczona przez nic o ciężarze wszystkich skał mojego i waszego Świata. Filary cementu granitowe Ściany Tantalową niepewnością Szukają ofiary. Ogrodem zwiędłym i opadłym lękiem Ścieliłam przede mną wulkaniczne Wrota. Każde otwiera kolejne, Same wrota, Bez celu, Bez przedpokoju, gdzie strząsnąć bym mogła Utraconą przestrzeń. Zamknąć ją w puszce. O, głupia Pandoro, Gdzie byłabym ja, gdyby nie było ciebie? Nie wygnaliby, nie spostrzegli, Że skrzydła mam pawie. Że powinnam być skromna, a wołam jaskrawo Jaskrawo Źarniście De profundis De profundis De profundis clamare Bo na co mi oczy, gdy nie ma tu piękna? Ślepym są wszyscy tutaj, Na Górze, Na Dole ja jedna W i d z ę I cierpię stokrotnie. IV. Mogłabym nie Widzieć, ale i z otchłani usłyszeć Zdołałam twój głos Miodowy głos Wołałeś mnie pytałeś Gdzie jest moja dusza Czy wciąż skrzydła rozkładam, Choć nie stało słońca? Oddać chciałam ci wtedy Najpiękniejszą serenadę Z trzewiów grzeszników utkać diabelską harfę, Która dałaby serce tym, Co ukradli je światu Co rządzą I sądzą Nie błądzą, choć ganią. Nie było jednak liny Gotowej połączyć Zło z dobrem My zawsze osobno Choć dążymy nieustannie do tej jedności przeklętej u powiewu zmierzchu. Ja wiem Że zewrę świat kiedyś w jeden płaski dysk A podeprę go zemstą I zniszczę wszystkich każdego Na mojej drodze i obok niej I na obrzeżach mojej Świadomości, Że stanąłeś mi, człowieku, Na drodze do mojej miłości.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności