Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'emocje' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 23 wyników

  1. Siedział na skarpie Z butelką w ręce W której list krył się dość ważny "Naucz mnie kochać" Brzmiały jego słowa Wypowiadane w otchłań rozczarowań. Jego głowa Pełna wołań o litość Ileż można czekać Na zakazaną miłość? Wyrzucił butelkę Wraz z nią nadzieję Że na nią złapie panienkę Godną jego poświęcenia. Żądanie na dnie morza Wylądowało prędko On odszedł daleko Nie licząc na nic wielkiego Od losu złego Zatonął w rozpuście i zabawie Nie myśląc już prawie O wyrzuconym wołaniu o pomoc. Wnet spojrzała na niego Całkowicie wykończonego Postać piękniejsza niż najcudowniejsze kwiaty Z ogrodów większych niż jego życiowe straty Z pielęgnowanych i zadbanych Tych najbardziej dobranych Wskazała mu butelkę Którą znalazła gdy zbierała kolejną muszelkę Nurkując w morskich falach. On wstał Odzyskał nadzieję Że to ta Która przy nim poczuje Ile jest jej w stanie dać Serca jej nie chciał kraść Uczył się przy niej dobra i zła Bo tylko ona mogła Go zmienić w lepszego Odciągnąć od nędznego W miłość niewyposażonego Życia jego.
  2. Czas tępiący ostrze moich liter bez jakiejkolwiek łaskawej empatii, biegnie nieubłaganie. Chytra dorosłość konsumuje łakomie resztki mojej weny,mojego żalu, zainteresowania. Tysiące pytań zastepuje niechęcią w uzyskiwaniu odpowiedzi, dojrzałą obojętnością. Słowa na kartkach nagle są ciężkie, pomarszczone i bezwonne. Przepełnione niegdyś wylewającymi się negatywnymi emocjami przekształciły się w żelazne i zimne, ciężkie i tanie. Wysmarowane niedawno prawdziwością i niedojrzałością. Przyprawione różnorodnymi dowodami czucia. Słone łzy, gorzki żal, słodka krew, ostra złość, slodko-kwaśna prawdziwość. Dziś jałowe i nudne jak wszyscy dorośli. Termoklima życiowa. Oziębienie związane z doświadczeniem głębokości wód egzystencji. Nieprzystosowana do picia słona woda napajająca człowieka wybrakowanego w skrzela. Topielce przeradzające się w syreny dzięki reinkarnacji lodowatej dorosłości.
  3. Walka o Byt Dumnie tkany zamysł Lorda Co bez niego kres oddechu Ginie pokonany gestem Lekkim, zwiewnym jak krok w tańcu Spoza horyzontu zmysłów Napływ myśli nieczytelnych Penetruje harde ciemię Wybijając rytm odwieczny Niczym blask, którego lśnienie Kłuje oko cierniem Owa myśl przenika Ciebie Zamysł boski wzejdzie
  4. Jakoś zimno Czuję dreszcze W balkonowych stoję drzwiach Czy ktoś myśli o mnie jeszcze ? Coś tu chyba jest nie tak Szukam Ciebie pośród gwiazd Na nic to - zeszła mgła Ktoś dziś znów uśnie sam
  5. Powiedz mi jak to jest zabłądzić wyszepcz jak to jest żyć w strachu konać z tęsknoty opowiadaj historię szczerą o mnie o tobie posłuchaj gwiazd wiatru może ci zaśpiewa
  6. Za deskami teatru ekranem telewizora wszystko takie samo to już było chowasz się pomiędzy szczelinami nie wyróżniasz się nie masz czarującego głosu fałszywego szeptu znikasz w tłumie gubiąc rozum logiczne wytłumaczenia czemu jesteś samotny? wychodzisz z cienia skrzydła utulają potrzebujesz zrozumienia płynącego z ludzkiego serca
  7. Ludzie wykorzystują. Ludzie za plecami nieprawdę mówią. Ludzie traktują jak psa. Wszystko się zmienia. Wszystko prawdę przekręca. Wszystko truje. Wszystko sprawia, że gorzkie myśli czar wskrzesza. Wszystkie spojrzenia. Wszystkie błędy. Wszystkie zdarzenia. Są nie do odkręcenia. Nie ma hamulca, który skuje lodem w kajdany
  8. Po nią sięgnąć Boję się, że znowu po nią sięgnę, że po prostu przegram. Nikt nawet nie spyta się jak się czuję. Ja chcę przecież tylko sięgnąć. Przeciąć swój delikatny nadgarstek. Patrzeć jak spokojnie spływa krew. Utonąć w niej bezpowrotnie. Nie mam już ochoty chwytać się już pomocy poręczy. Chcę po prostu utonąć. Właśnie to chcę zrobić. Po żyletkę sięgnąć. Kiedy ktoś podaje mi rękę, oddaje ją z niechęcią. Bo to tak bardzo kusi. Widok krwi kapiącej na podłogę. Nie potrafię wstać. Jestem delikatnym Płatkiem róży, który usycha. Wpadam w ogień. Nie czując bólu. Delikatna doń na moim ramieniu, unosi moją martwą duszę. Ta osoba zabiera mnie z rąk śmierci. Płacze w objęciach matki. Jej ramiona są tak troskliwe... Szlocham w jej szyję histerycznie. Zresztą nie wiem. Pragnę tylko wyjść z morza krwi. Na zawsze zostać w bezpiecznych ramionach.
  9. NightSilence

    Strata

    Trudno jest mówić o stracie. Zamykamy się wtedy w komnacie z bólem serca. W radiu leci nasza ulubiona piosenka. To zaskakujące, Że w głowie nadal odtwarzam jej słowa. To wyrazy na zawsze straciły znaczenie. Nadszedł już koniec naszej przygody. To boli jak zabicie cząstki duszy. Tyle rozmów rozłąk i tęsknoty. Umieram psychicznie, Bo osobiście cię nie poznałam. Przed oczami skaczą mi zamówione wspomnienia. Tylko te dobre. Tych złych już nie pamiętam. Słońce w moim życiu dasz znaćmiewa. Mam prawo tęsknić i pamiętać. Nie potrafię wyleczyć się ze smutku. Czy to naprawdę jest aż tak trudne? Wyjść do ludzi i porozmawiać o tym co czujesz, Ale to niemożliwe, bo nikt tego nie zrozumie dopóki tego nie poczuje.
  10. Trudno jest mówić o stracie. Zamykamy się wtedy w komnacie z bólem serca. W radiu leci nasza ulubiona piosenka. To zaskakujące, Że w głowie nadal odtwarzam jej słowa. To wyrazy na zawsze straciły znaczenie. Nadszedł już koniec naszej przygody. To boli jak zabicie cząstki duszy. Tyle rozmów rozłąk i tęsknoty. Umieram psychicznie, Bo osobiście cię nie poznałam. Przed oczami skaczą mi zamówione wspomnienia. Tylko te dobre. Tych złych już nie pamiętam. Słońce w moim życiu dasz znaćmiewa. Mam prawo tęsknić i pamiętać. Nie potrafię wyleczyć się ze smutku. Czy to naprawdę jest aż tak trudne? Wyjść do ludzi i porozmawiać o tym co czujesz, Ale to niemożliwe, bo nikt tego nie zrozumie dopóki tego nie poczuje.
  11. Spokojny wieczór, w pokoju słychać szum wentylatora ochładzającego pokój. Wypełnia go jeszcze dźwięk otwieranych drzwi i odgłosy z zewnątrz. Nic się nie dzieje. Leżysz i rozmyślasz nad tym co było i co jest. Nie wiesz co będzie. Teraźniejszość jest silna, ale nostalgia dopada cię znienacka. próbujesz uciec ale nieskutecznie. To ciebie dosięga i już nie ma odwrotu. Gładzi cię po policzku, delikatna i spokojna nić wspomnień. Powoli zaczyna cię oplatać. Nie rzucasz się, lecz gdy ogarniasz, że ledwo się ruszasz jest już za późno. Zaczyna cię ściskać. Nie wiesz co zrobić, boisz się. Nie wiesz co zrobić, zaczynasz płakać. Nie wiesz co zrobić, krzyczysz całym sercem, krzyczysz jak byś już nigdy nie wydał z siebie dźwięku. Starasz się opanować. Wyciszasz się. To działa. Po chwili znów możesz cieszyć się tym, że jesteś wolny. Ale padasz na kolana. Płaczesz w ciszy i boisz się. Czego się boisz? Znasz już przecież ból, wiesz co to znaczy. Znasz, ale boisz się że wróci.
  12. zainspirowane książką Jakuba Sienkiewicza Nie lubię porządków, niejasne mam myśli, sam nie wiem zazwyczaj, dokąd też unoszą, lecz zbytnia swoboda zbyt mocno ślad czyści po różnych wskazówkach w przestrzeni mnie trwożąc. Uwielbiam kolory, więc czarno na białym staram się pisywać, tego też wymagam, gdy czytam dla siebie; lecz barwy spłowiałe fałszują obrazy, zwątpienie osiada. Ref. Niczego tak dobrze w życiu nie umiem, jak mówić o blotkach rozwlekle i długo, dlatego wciąż piszę nowe utwory, te mają zawierać znaczenie i treści. Lecz zwykle mnie nikt nie słucha z uwagą, bo myślę o rzeczach zbyt bliskich, intymnych, a tekstów nie czyta ten, kto by zechciał, bo gadać nie lubię o własnych dzieciakach. Dowcipy frywolne - tak, chętnie posłucham, choć sam nie opowiem, śmiać będę się głośno; wyjaśnię ci rzeczy jaskrawe w noc głuchą, te bez szkieł widoczne raczej mnie przerosną. Piekielne koszmary odczuwam codziennie - bo nie ma jak własne znaczenie podkreślić; radości głęboko przeżywam - najpewniej bo twórca w dość skrajnych emocjach się mieści. Ref. W sytuacjach przejrzystych ja pierwszy się gubię, pomysły dla siebie wstrzymuję na później; nie spotkasz mnie w grupie, kompanii czy klubie, choć raźniej jest z ludźmi, bliskość - bywa różnie. Nie jestem otwarty, choć piszę otwarcie o tym, co cieszy, co martwi, co wzrusza; swój żywot spokojny prowadzę na farcie i nieraz do gardła podchodzi mi dusza. Ref. Mieszają się myśli poważne z błahymi, nikt nie wie dokładnie, co mi się kojarzy; a słowo me mieszka w zamkniętej świątyni i rzadko uczuciem wyraźniej obdarzę. Absurdy szarego życia codziennego sam chętnie kreuję, widzisz je w tym wierszu; dawno nie pisałem, treść leje się z niego, to tylko fantazja, nie widzę w niej przeszkód. Ref. 3/4.10.2017
  13. Potargały mną emocje Wyrzuciły w morze wzruszeń Tylu ludzi co dzień mijam Widzę tyle smutnych oczu Bieda miesza się z dostatkiem Głód się kłóci z przejedzeniem W kącie dziecko cicho kwili Jest zmarznięte nic nie jadło Obok matka gorzko płaczę Znów nic nie ma na kolację Nikt się przy nich nie zatrzymał Każdy w swoją zmierza stronę Tyle pustych stoi domów Już nie tętnią dawnym życiem Starsza pani w oknie siedzi Patrzy tęsknie na ulicę Znów samotność ją dotyka Dziś nikogo nie przytuli Wokół cierpień jest tak wiele A zbyt mało współczucia
  14. Bruno Clock

    Parapet

    Zmęczona ułożyłaś swe nogi na parapecie, ściana przytrzymuje twą głowę w pionowej pozycji, A okno pokazuje Ci najkomiczniejszy obraz świata Niepełnosprawnych, podziurawionych psychicznie ludzi Mających na celu destrukcję marzeń innych. Tylko tam jesteś bezpieczna, na swoim parapecie.
  15. Chciałabym stać z tobą każdego dnia. Nie naprzeciw, nie za, lecz obok. To nad morzem by było Pożyczyłabym twój palec na chwilę Przyłożyła do ust, pozwoliła Ci słuchać. Jakie odgłosy wydaje morze, horyzont i ryby? Powiedziałeś że nie mogłeś usłyszeć Moje serce było za głośno.
  16. Czemu nazywasz drzewo drzewem, Skoro zaraz stanie się ledwo drewnem? Zacznie romans z kominem, By finalnie uciec z dymem. Co z tego, że teraz cieszy oko za oknem, Jeśli jutro może tańczyć już na wietrze I choć da Ci ciepło, to skończysz w swetrze. Ten banalny efekt motyla kamieniem trąci każde domino, Te relatywne fraktale, przez które miliony giną. Ja to ten dziwny, co negatywny vibe Ci dzień w noc zanosi Może kiedyś co milszego - narazie się nie zanosi.
  17. Skonfundowany

    Zimno

    Zawieszony w próżni, jak dym na wietrze, Liczę, że meeting z Toba cały ból odejmie. Mnożony przez ułamki złudzeń - to zimna przestrzeń. Bardzo jasny cień bije ode mnie, Bo gelatus umysł, socjopatyczne klimaty, Gdy szala Twoja ciągle w górze. Sam przez tundrę swoich spekulacji idę, Kiedy życiową rundę perfidnie mulę. Jedyny uśmiech losu mortus ma na imię, A doskonale wiem, że oblicze ma parszywe. Dla Ciebie świat mógłbym spłaszczyć w głowie, Żeby tylko wiecznie żyć w tej uczuć pożodze.
  18. Na morzu emocji porwani przez prąd lęku. Ludzkość płynąca ku sztormom na oślep. Nie zatrzymać się, co by myśli nie zdołały dogonić. By spojrzenie nie zdołało zatrzymać . I by usta nie zechciały zapytać Uciekamy przed sobą w swoje obce światy. Przed spojrzeniem, ciepłem dłoni, słowem. Błądząc w samym sobie odcinamy myślenie. Prąd niesie nas na samotne, nieczułe bezdroża Lęk grodzi cicho drutem kolczastym. W narkotycznym letargu płyniemy ślepo w obłęd. Na samotnych łodziach, tacy sami lecz podzieleni. Prosto w bramę piekła, na złość niebu. Kto pierwszy się ocknie i krzyk podniesie? Usta nie mogą gdy zaniemówiło serce.
  19. Znowu się martwię bo Od godziny nie dała znaku żadnego To tylko głupota niby Może jestrm zbyt troskliwy Ale pisała przecież że odezwie się po wszystkim W głowie scenariusz, zły film Zadzwonić i zapytać czy wszystko dobrze Czy może olać i bawić się pod dzień Bo jeśli to tylko ona mnie olewaa To martwić się sensu nie ma Ale nie potrafię tego zostawić w spokoju Bo tylko ona zostawia mnie zawsze w dobrym nastroju Oby to nie było jednostronne Bo się piłą mechaniczną potne Bez niej to życie sensu by nie miało Dlatego ciągle mi jej mało Miłostki się amorowi zachciało Jeśli nadejdzie kiedyś koniec tego Powiedz ze ich kochałem moim kolegom Bo jeśli między mną a nią ni było miłości To nie wiem czym jest miłość Wybacz mi znowu w tekstach ckliwość Ale bez niej skończę jak kurt Zaniesie mnie na dno życia nurt
  20. W tłumie próbuje odnaleźć Choćby kilku emocji Zaglądam głębiej w oczy Z zamarłych czytam twarzy Pusto i głucho Boję się.
  21. Dobrze mi w życiu było bez tego Aż się przyplątało dnia fatalnego Ujawniło pokłady naiwności zawiesiło się na wzorze miłości ech, sensu żadnego to nie ma idźcie w cholerę natrętne wspomnienia przyplątało się psia mać rozprasza, w nocy nie daje spać zgiń, idź sobie sio i już! po co się jeszcze tlisz nie słyszałeś? giń!
  22. Anioła Twarz Autor : Robert John .... pragnę pewnej nocy aby ..... kiedy zamknę oczy ..kiedy odpłynę łodzią drewnianą w daleki rejs snu by tam była Jej twarz która zapamiętam .... Pokocham i przeszukam cały Świat w poszukiwaniu szczęścia i spełnienia Przeznaczenia i Miłości !.!.!. bo warto przeżyć cale Życie szukając tej jedynej ...aby być naprawdę szczęśliwym choćby przez jedna minutę... Tak krotko a Tym samym tak długo ... Bo to co Piękne jest szybko się kończy a Miłość To najpiękniejsze uczucie i najcudowniejszy powód do Życia ....
  23. I. Patrzysz na mnie zawsze, gdy odwracasz wzrok od nieba. Chciałeś lecieć, ale spadłeś W tę bezkresną toń. Kim byłam, by spytać Czy los zmylił drogę skazując Na śmierć zapomniane struny. Ta historia Miała być szarością. Migoczącym szeptem trzepoczących rzęs, bezcielesną szarfą Wspólnego szczęścia. To miała być Historia miłości Diabła i Archanioła wbrew Sobie wbrew Słońcu wbrew Śpiącemu Bogu. Gdy Bóg śpi znikają Upiory i Rodzi się spokój w czasie wojny. Kochany, Czy miałeś eliksir Gotowy uśpić świat cały by słyszeć tylko Mój krzyk spośród pierza? II. Odbierając mi honor odebrali Skrzydła Wyrywając z żeber prawdę i nadzieję. Kto Wyrwał. On wyrwał zrzucił strącił Niżej Niż na ziemię. Połamane dłonie Nie mogły złapać tchu Gorące wyziewy kłamstwem mchem Pokrywały płuca. Nie poznawałam Swojej twarzy Swoich nóg Zapomnianych pielgrzymów Kim jestem jak trafię Z powrotem na szczyt? Otworzyłam oczy na widok końca Nieba Na widok końca kręgów, których wy nie znacie. Obwołali panią nie wyciągając ręki Zamiast pomocy słali Zardzewiałe słowa I ukłony Ukłony Po kres naszych czasów. Kim byli ci, ogniem i zniszczeniem Dotknięciem oczu Wypalali To, co zostało we mnie Mnie wydrążyli Zamknęli W osobnej celi Wewnątrz mnie Mnie Czy to wciąż ja? III. Zapomniane wersety Zbrodniczych Pergaminów wyryte Na ciele nie przyniosły ukojenia. Tamtej nocy Czy dnia może miałam sen jeden Do dziś zapamiętany Oto lew złotogrzywy oglądał Pole bitwy Szedł, Lecz zranił łapę O stalowy cierń Zapłakał nad swoją Krwią I nieszczęściem świata, Które ściele łąki Żelazem i nocą. Nie zobaczył chwały Zwycięzcy Czy Łupów. Wrócił więc do groty, Porzucając smutek I ciągnął za sobą wstęgę Szkarłatnej Przestrogi I lwem był ten, co mnie zamordował I lwem ci ścielący się na drodze Ten jednak Nie płacze Nie wraca, lecz prze ciągle naprzód. Zostałam nagle sama Słysząc szum nienawiści i górnej Perswazji. Przebudzenie? Nie było go bo nie spałam śpiąc głęboko I z boku Na bok Przeszywałam na wylot Stare lęki i urazy. Gdzie znalazłam się dokładnie Nie widziałam Jak ślepota otula ściśle oczy tak i Mnie ogarnął Swąd mroku Co dzień oglądałam to, o czym marzy ścięta głowa Otoczona przez nic o ciężarze wszystkich skał mojego i waszego Świata. Filary cementu granitowe Ściany Tantalową niepewnością Szukają ofiary. Ogrodem zwiędłym i opadłym lękiem Ścieliłam przede mną wulkaniczne Wrota. Każde otwiera kolejne, Same wrota, Bez celu, Bez przedpokoju, gdzie strząsnąć bym mogła Utraconą przestrzeń. Zamknąć ją w puszce. O, głupia Pandoro, Gdzie byłabym ja, gdyby nie było ciebie? Nie wygnaliby, nie spostrzegli, Że skrzydła mam pawie. Że powinnam być skromna, a wołam jaskrawo Jaskrawo Źarniście De profundis De profundis De profundis clamare Bo na co mi oczy, gdy nie ma tu piękna? Ślepym są wszyscy tutaj, Na Górze, Na Dole ja jedna W i d z ę I cierpię stokrotnie. IV. Mogłabym nie Widzieć, ale i z otchłani usłyszeć Zdołałam twój głos Miodowy głos Wołałeś mnie pytałeś Gdzie jest moja dusza Czy wciąż skrzydła rozkładam, Choć nie stało słońca? Oddać chciałam ci wtedy Najpiękniejszą serenadę Z trzewiów grzeszników utkać diabelską harfę, Która dałaby serce tym, Co ukradli je światu Co rządzą I sądzą Nie błądzą, choć ganią. Nie było jednak liny Gotowej połączyć Zło z dobrem My zawsze osobno Choć dążymy nieustannie do tej jedności przeklętej u powiewu zmierzchu. Ja wiem Że zewrę świat kiedyś w jeden płaski dysk A podeprę go zemstą I zniszczę wszystkich każdego Na mojej drodze i obok niej I na obrzeżach mojej Świadomości, Że stanąłeś mi, człowieku, Na drodze do mojej miłości.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności