Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dla dzieci' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 27 wyników

  1. Franek K

    Leniwiec

    Leniwiec był dość zajęty, Wolno skubał liście mięty, Wisząc sobie w dół tułowiem, Tak jak zwykł to robić sobie. Ledwo skończył był śniadanie, A już czas na obiadanie. Powolutku dzień mu mijał, Zaczepiła go wtem żmija: - Chyba jest pan zawieszony, Jak komputer przeciążony, Trzeba pana zresetować I na nowo wystartować. Odrzekł na to dość ospale: - Zawieszony jestem stale, Bo procesor mam nieduży, Choć dość dobrze mi on służy, A na pamięć nie narzekam, Gdy mi braknie to poczekam I wraca mi znów na nowo Przed mą porą obiadową. Wtedy już nie od niechcenia Szukam czegoś do jedzenia Ale żmija dalej szydzi: - Jakżeż się pan tak nie wstydzi? Nie widziałam ja – powiada - Tak wielkiego darmozjada, Pan się cały dzień wałkoni I od pracy wszelkiej stroni! - Co, że niby nie pracuję? Przez dzień cały kombinuję Jak na inne tu przejść drzewo, Czy pójść w prawo, czy też w lewo. W dół całymi zwisam dniami, Obżeram się roślinami… - I nazywa pan to pracą? Ileż panu za to płacą? - A któż za to ma mi płacić? Ja nie muszę się bogacić, Co bym robił z tą wypłatą? Cóż bym ja miał kupić za to? Wszystko co mi szczęście daje Od natury ja dostaję. Pokarm, słońce, trochę wody Mam za darmo od przyrody. Niepotrzebne mi zapłaty Jam wewnętrznie jest bogaty!
  2. Z cyklu: Maryśkowe wierszyki Choć przedszkole jest zamknięte I nie mogę iść do lasu, To się nudzić z moją mamą Nie mam czasu. Już od rana wymyślamy, Co tu robić ciekawego.. Dzisiaj chyba upichcimy Coś pysznego. Wczoraj za to z moją mamą Bawiłyśmy się w bociana, Który żabkę małą gonił Już od rana. W domu wcale się nie nudzę, Gier zna mama chyba tysiąc, Jest wspaniale i ciekawie, Mogę przysiąc! Co dzień lepię, koloruję, Kleję, sprzątam tak, jak mama, Słucham wierszy, które dla mnie Pisze sama.
  3. Grynszpani

    Bajka

    O miśku Pizzly, piracie czystym Zdarzył się taki oto wypadek: pewien Polarek miał niezły kawałek do swojej wybranki brązowej. Z tego powodu i problem na głowie. Czy płynąć wraz z prądem? Czy najpierw się wyspać porządnie? Pod krą na prezent poszukać małży? A czy w ogóle do niego zajrzy, sprawdzi, czy w futrze wciąż serce pika, i czy, no wiecie, jak on, też ma bzika? Któż by, powiedzcie, tak długo płynął za rybożerną grizzly dziewczyną? Tymczasem mały jak cappuccino tęsknił do taty, choć sezon minął, bo mama stale: Myj misie łapki, łowca nie szuka łososi statkiem. Cóż jednak z tego, ledwie się skąpał, znowu za uchem jak denna flądra. Przewrotka w błocie, nie wiem, w co jeszcze małe niedźwiadki lubią się wetrzeć. Może w igliwie sosnowe? A może w mrowisko ażurowe? A może w pajęcze niteczki albo przegniłe, urocze listeczki? Albo w kikuty z ogniska? Albo i w ślinę, co leci z pyska (lecz może i lepiej nie wiedzieć, co nocą zżera i w co włazi niedźwiedź). A grizzly mama ciągle prosiła: – Pamiętaj synu, nieważna siła, lecz higieniczne, zdrowe nawyki. Bez tej czystości Polar jest nikim. Mydła kropelki weź w skrzyżowane łapko-muszelki, blisko ze sobą jak dwa ślimaczki i rób wiatraczki; gdy ciurka woda, w łódeczkę swoje pazurki schowaj, potem obejmij kciuk jak śrubeczkę i kręć chwileczkę. Nadgarstek, misiu, to też część łapki, bo się zdarzają takie przypadki, że głodny niedźwiedź długim jęzorem z miodu wyliże i ramię swoje. Na koniec spłukuj, aż brud opadnie, dlatego palce ustawiaj ładnie, jakby to kwiaty, a nie pazury, do góry, aż brzegiem ścieka jak z politury. Czyż zatem maluch, przyznajcie sami, wiedząc, że kumple są z tatuśkami, a z jego ojca taki albinos, mógł z ciekawości czystej nie płynąć? I chociaż błony jak Polar nie miał między palcami, za to arsenał wprost nieprzebranej w skarby (pirackiej) tęsknoty jak nigdy przedtem i nigdy potem żaden miś polar i żaden grizzly, stąd go nazwano inaczej – Pizzly.
  4. Mówią, że bursztyn to żywica drzew, które rosły przed wiekami. Gdy potem ją zalało morze tam się uformowała w kamień. A ja historię Wam opowiem inną - i nie wiem, czy prawdziwą, bowiem powstała w mojej głowie, a bursztyn jest w niej cząstką żywą. Ja lubię myśleć, że żywica nie tym jest, czym dla ludzi krew, ale jest łzami, które cicho spływają ze zranionych drzew. Słońce promieniem je dotyka, bo bardzo pragnie łzy osuszyć, światło w żywicy wnet zastyga, by cząstką być żywicznej duszy. A deszcz kroplami łzy dotyka, bo chciałby z drzew je całkiem zmyć, kropla w żywicy też zastyga aby inkluzją odtąd być Potem czas tuli łzy do serca, układa do snu na dnie morza, a morze skrywa je przed światem, bo nasz świat z łez potrafi drwić, ale czasami je oddaje, w piasku na plaży je położy, bo wie, że w cieple ludzkich ciał pradawnym łzom jest łatwiej żyć. ta bajka ma alternatywne zakończenie - zwrotki 6 i 7. Moondog91, dzięki za inspirację :) Jak się na morskie dno dostaje - nie wiem. Na morzu wichry wieją, twarde panują tam zwyczaje, łzy - poprzez trudy - szlachetnieją. Morze z miłością je kołysze, choć ciężką szkołę im serwuje, daje na przemian sztorm i ciszę... i tak w nich piękno się kształtuje.
  5. Ma trochę więcej niż sto lat, niemodny strój na sobie, oglądał jak się zmieniał świat, lecz o tym nie opowie. Zna kilka nut, głos ma jak dzwon, rytmicznie chwile mierzy, czasami w dawnych czasów ton melodią swą uderzy. Ma młodszych braci - którzy wciąż do przodu gnać nam każą, on woli przy kominku siąść, zadumać się, rozmarzyć... I chodzi - chociaż nie ma nóg, z upływu chwil się cieszy, powiedzieć chciałby - gdyby mógł: PRZESTAŃCIE SIĘ TAK SPIESZYĆ!
  6. To jest krok...oko...dyl ...! W nim jelito i serce. Ten krokodyl zielony często głodny jest wielce. Od ogona do paszczy serce krew mu pompuje, gdy go skręca tak z głodu, wprost potwornie się czuje. Och, uważaj, bo łypnie okiem, dorwie zębami. Zanim coś upoluje, tuż przy brzegu się czai. To krokodyl znad Nilu, do przygody gotowy. Nagły, szybki ruch sprawi, że poderwie się z wody. Aby u nas przejść drogę, czasem rwącą jak rzeka, idź po zebrze uważnie, biegiem — nie!, nie uciekaj.
  7. dla dzieci Triceratops wyszedł z chaszczy. Triti – mlaśnij – co tam w paszczy? A on koronę z drzew zdarłszy, skręcił śliniaczek i zmarszczył. # Przed zimą para iguanodonów pragnęła dobiec z lasu do domu. Choć ponowiła owo żądanie, tylko stanęło na igloo w planie. # Co masz w łapkach allozaurze? Mam ja wodę, ale w wiadrze. A gdy mróz tak trzyma z rana, jak tu nie wyjść na bałwana? # Fruwający pterodaktyl kłapie dziobem – to są fakty. Hałas w locie, na pilocie ślady potu – Straciłem kontakty. Halo Ziemia, czy się zmienia coś w temacie odławianych praktyk? # Drzemiący raptor to nie traktor, bo traktor orze, a raptor może zębami w traktorze. # Aspirant Piotruś – patrol policji – zjadamy szpinak – wściekli i szybcy. A na miseczce, gdy zje szpinaczek, już tylko pływa łabędź wśród kaczek.
  8. dla dzieci Chrapie babcia, chrapie dziadek; nad stawikiem śpi Szuwarek. Pod wąsami bączek z ważką w tataraku jest watażką. Z trzcin ślepowron śledzi, krępy, ich splecione w lot występy. Myśli płyną już swobodnie, na listeczku śnią wygodniej W granatową toń jeżyny; schowaj palce pod pierzyny. Jak koszatka blisko uszka w satynową noc – poduszka, Bliżej nawet niż koszula; może sobie wiatr gdzieś hulać. Szemrzą bory, puszczyk huczy; snów nie męczyć – tylko wnuczeć.
  9. evicca

    Senne wyprawy

    Z cyklu: Maryśkowe wierszyki Kocham słuchać głosu mamy, gdy mi baśnie opowiada, potem we śnie na konika mego na biegunach wsiadam. Wio koniku, ruszaj szybko! Powieź mnie w krainę marzeń, tam, gdzie spotkam wróżki, smoki, gdzie się cuda mogą zdarzyć. Może poznam tam Kopciuszka? To najlepsza ma bajeczka, lub na lody mnie zaprosi mała, śliczna Calineczka. Wio, koniku, galopujmy poprzez łąki szmaragdowe, pod błękitnym nieboskłonem pędźmy po przygody nowe. Może skrzydła Ci wyrosną i zamienisz się w pegaza? Nie patrz na mnie takim wzrokiem, w baśniach to się czasem zdarza. Och, już ranek! Sen się skończył, znowu na biegunach konik, lecz wieczorem znów ruszymy, tam, gdzie bajka nas dogoni.
  10. evicca

    Żabka

    (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Jestem małą żabką i mieszkam w tym stawie, lubię łapać muszki i skakać po trawie. Umiem świetnie pływać i trochę nurkować, lubię też na liściu sobie leniuchować. Moja żabia mama kumka mi przed spaniem żabie kołysanki o groźnym bocianie. Jestem pożyteczna, bo szkodniki wcinam, jestem też chroniona, to Wam przypominam! Chłopcy i dziewczynki, gdy mnie zobaczycie, w ręce mnie nie bierzcie, bo mnie przestraszycie.
  11. Z cyklu "Maryśkowe wierszyki" Krówka Mućka dnia pewnego powiedziała- dość już tego! Nie chcę dawać więcej mleka, Chcę się bawić w dyskotekach! Jak orzekła, tak zrobiła, do ucieczki się rzuciła, gdy ją doić chciał właściciel ona hyc! Zniknęła w życie! Zatrzymała się w hotelu, podrzemała na fotelu, wpół do czwartej obiad zjadła i u kosmetyczki siadła. Manikiury i masaże, wizażystka, makijaże, potem fryzjer i stylistka.. Oto Mućka jak artystka! Jeszcze suknia czarna mała, od brokatu lśniąca cała, można iść na disko śmiało i potańczyc jak się chciało. Całą noc tańczyła krowa, aż ją rozbolała głowa, wody z sokiem się napiła i w obórce się zbudziła. -To był sen- westchnęła z żalem- -czyli nie tańczyłam wcale. Trudno, za to dziś na łące powygrzewam się pod słońcem.
  12. Przerobiłam dla mojej córki piosenkę "Zima, zima, zima". Lubi tę melodię, ale zimy za oknem nie ma, trzeba było coś wymyślić. :) Znów nadeszła wiosna Pada ciepły deszcz Slońce grzeje promieniami Ptaki cieszą nas trelami Ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir! Jaka piękna zieleń Cieszy wokół wzrok Sad się bieli już kwiatami Ptaki cieszą nas trelami Ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir! Kolorowe łąki Wiosny nadszedł czas Polna droga hen przed nami Ptaki cieszą nas trelami Ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir ćwir!
  13. Oczy ma duże jak szklane kule, koślawe łapy, pryszczatą skórę, jeśli go spotkasz to już jest bieda, bo cię zatrzyma i przejść ci nie da. A jak cię złapie, to cię przekona, że co rozkaże, musisz wykonać. I chociaż nie chcesz, kręcić się będziesz jak kołowrotek, na jednej pięcie. Raz się zdarzyło, ktoś do przedszkola, chyba niechcący, wniósł żabobona, a ten na dzieci się rzucił od razu i niemal w oczach jak balon się nadął. Gdy pani Zosia go tylko ujrzała, to wszystkie dzieci wnet zawołała. Wzięła do ręki malutką szpilkę i nią ukłuła podłą bestyjkę. W całym przedszkolu rozległ się jęk i nasz żabobon jak balon pękł. Już nas nie straszy, już nas nie smuci i raczej nigdy do nas nie wróci.
  14. (Z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Ach, jak chciałabym mieć kotka, kotka psotka i figlotka, który mruczałby mruczanki, i się wspinał na firanki. Mogłabym go głaskać co dzień i po brzuszku i po brodzie, a on by mnie trącał łapką, że chce rybę zjeść z kanapką. Jak ja mamie wytłumaczę, że bez kotka się zapłaczę? Będę mu kuwetkę czyścić, niech mamusia źle nie myśli! I nakarmię mego kotka mlekiem, szynką i szarlotką. Wiem! Obrazek narysuję, że tak kotka potrzebuję. Jeśli bardzo się postaram, mama zgodzi się już zaraz. Biegnę więc rysować pięknie, wtedy serce mamy zmięknie.
  15. (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Pokłóciły się papużki, która ma zgrabniejsze nóżki, która piórka bardziej lśniące, oczka ładniej też błyszczące.. Kłótnia bójką wnet się stała, jedna drugiej piórka rwała, podrapały sobie nóżki, podziobały ptasie buźki.. Teraz siedzą rozszlochane, bo są obie potargane.
  16. evicca

    Bawoły

    (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Biegły szybko dwa bawoły, Jeden duży i wesoły, Drugi gniewny niesłychanie, Bo przepadło mu śniadanie. Chciał dziś pojeść trochę liści, Myślał, że się myśl ta ziści, Lecz gdy już zaczynał śniadać, Przyszedł lew i chciał go zjadać. Lew był głodny już od wczoraj, Szukał dania od wieczora, Gdy bawoła miał już chapnąć, Bawół szybko zdążył drapnąć. Za nim pobiegł bawół drugi, Uciekali aż do strugi, W wodzie skryli się dokładnie, Tam ich lwisko nie dopadnie.
  17. Dlaczego ogórek nie śpiewa? Pytanie całkiem znajome. W słoiku nie widzi on nieba przelewa więc łzy zielone. Od wieku ten temat nieobcy, lecz wokół pytań niemało. Dlaczego nie mówią groszki? A gdzież się one podziały? Ktoś wszystkie je zapuszkował, występków ponoć nie czynią. Zabrana została im mowa, siedzą za swoją niewinność Cebula dlaczego nie tańczy? Gdyż każdy ją chce powstrzymać. A ona się z nikim nie niańczy, we łzach z nią zawsze jest finał. A burak, dlaczego nie wrzeszczy, jak czerwień jego buracza? Powiedział najstarszy Zaleszczyk: „wrzaskiem by tylko zniesmaczał”. Niech lepiej utworzy wraz z chrzanem, mieszankę zwaną ćwikłą. Bezinteresownie i za nic każdego w język uszczypną. Ktoś pyta gdzie leży przyczyna że por jest długi i sztywny. Bez sensu ten temat rozkminiać. Dziś to wie nawet naiwny. Więc kończąc wywody dopowiem, choć trudna wydaje się sprawa. Najlepiej zaufać przyrodzie i takich pytań nie stawiać.
  18. (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Inspirowane "Pogadanką" autorstwa@Justyna Adamczewska 😊 Pewien ślimak rozmarzony leżał w chmurkę zapatrzony. "Miękka, lekka, śnieżnobiała, w smaku pewnie doskonała.. Waniliowo- śmietankowa. Chętnie trochę bym skosztował.." Gdy tak marzył ślimak mały, inne chmury nadleciały. Ciemno się zrobiło wszędzie, chyba zaraz burza będzie. Ślimak schował się w skorupce, w ciasnej, ciepłej swej chałupce, listki dwa sałaty mlasnął, i o chmurce myśląc - zasnął.
  19. evicca

    Wieloryb

    (z cyklu: Maryśkowe wierszyki ) Z podziękowaniem dla @8fun za podsunięcie tematu 😊 Gdzie tak płyniesz przez ocean, wielorybie, mój waleniu? Czy ci kryl smakował dzisiaj? Czy już jesteś po jedzeniu? Czy się mylę? Powiedz szczerze: Ton z pięćdziesiąt ważysz chyba? I nie jesteś żadną rybą, choć w twej nazwie ryba pływa. Wielorybie mój kochany, płyń na północ, jak najdalej. Tam jest zimno, tak jak wolisz, ciepła nie ma prawie wcale.
  20. (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Mały piesek po kryjomu na wycieczkę uciekł z domu. Miał plecaczek w białą łatkę i chciał rzeczkę przejść przez kładkę, lecz kładeczka stara była i pod pieskiem się zburzyła. Wpadł do rzeczki mały piesek, chwycił się z kładeczki desek, płynął z rzeką kawał drogi, aż mu ścierpły wszystkie nogi. Gdy dopłynął pod Warszawę, wyszedł z wody wprost na trawę, ciut futerko swe osuszył, zwiedzać miasto żwawo ruszył. Pooglądał, co się dało, aż się nagle ciemno stało. W brzuszku się zrobiło głodno, a z wieczora też i chłodno. Wzdycha piesek tak markotnie, że mu zimno i samotnie. Głośno kiszki marsza grają.. Gdzie tu jakieś ciastka dają? Pchły mu także przykrość robią, gdy pieskowi skórę skrobią. Płacze biedak, aż drży cały, nagle uszka usłyszały głos radosny- chodź tu, Arcik! To Marysia- żadne żarty! Wielka radość dla kundelka, oto jego właścicielka! Pieska swego odszukała i do domu go zabrała. W ciepłej kuchni gdzieś za miastem, piesek połknął miskę ciastek. Pani pieska wykąpała, wszystkie pchełki wypłukała, potem spać się ułożyli i wesoło sobie śnili. Pani spała na poduszce, piesek chrapał pod jej łóżkiem. Arcik więcej nie ucieka. co dzień na Marysię czeka, kiedy już z przedszkola wróci i mu piłkę znowu rzuci.
  21. evicca

    Słoń

    (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Słoń to bardzo ciężkie zwierzę. Waży tyle, że nie wierzę, By się znalazł siłacz, który Podnieść mógłby taką górę. Słoń ma także trąbę wielką, Którą macha jak szabelką, Może nią nabierać wody, I się pryskać dla ochłody. Trąba służy także po to, By móc bawić się z ochotą, By podnosić nią patyki, I kołysać nią słoniki. Gdy pojadę do Afryki, Zwiedzę cały świat ten dziki. Może spotkam także słonie? To marzenie we mnie płonie.
  22. evicca

    Kuna i borsuk

    (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) W odwiedziny do borsuka Przyszła kuna- puka, puka.. Nikt drzwi kunie nie otwiera. Myśli ona: „I co teraz? Szłam tu kilometrów kilka, Wyszła z tego długa chwilka, Bardzo tym się zasapałam, Lecz borsuka nie zastałam. Czy zapomniał o umowie, Że mu sernik pyszny zrobię I go dzisiaj razem zjemy, A herbatką popijemy? Ciasto w koszu ułożyłam, Białą chustką je przykryłam, Nie ruszyłam ni okruszka, Choć dłużyła mi się dróżka. Niosłam sernik dla borsuka, Ale chyba mnie oszukał, Skoro drzwi mi nie otwiera, Zjem to ciasto sama teraz.” Kuna na polanie siadła, Sernik cały szybko zjadła. Napełniła ciastem brzuszek, Nie pozostał ni okruszek. A gdy tylko jeść skończyła, Wtem się brama otworzyła, Wyszedł borsuk rozczochrany I troszeczkę też zaspany. Okazało się, że wczoraj Do późnego aż wieczora Zbierał w lesie różne kwiaty, By je dodać do herbaty. Tak zmęczyło go zbieranie, Że aż zaspał na spotkanie. Drzwi dlatego nie otworzył, Bo go sen za mocny zmorzył. Kuna wszystko zrozumiała I się dłużej nie gniewała, Borsuk zrobił dzban herbaty, A do tego zjedli kwiaty.
  23. (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Znacie strusia Horacego, Co się boi byle czego? Burzy, nocy, koleżanek, Długopisów i firanek.. Nawet piękny ogon pawia Horacego w drżenie wprawia. Kiedy widzi stado strusi Głowę w piasek wdusić musi, A gdy minie się z dzięciołem, Trzy godziny łka pod stołem. Boi się szaliki nosić, Boi o dokładkę prosić, Lęka nawet się śniadania, Oraz lekcji odrabiania. Mama strusia co dzień prosi: -Zjedz śniadanie, dam ci grosik- Lecz choć próśb tych jest bez liku, Struś się boi też grosików. Czy zdajecie sobie sprawę, Że on spać się boi nawet? Co za struś to, ja zapytam, Co go lęk przed wszystkim chwyta? Bać przestaje się Horacy, Gdy struś-tata wraca z pracy. Wszystkie strachy gdzieś znikają, Śmiech i radość powracają. My już zostawiamy strusia, By się wiersza bać nie musiał.
  24. evicca

    Kocury

    Kocury (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Umówiły się kocury: Biały, czarny oraz bury, Że we wczesne co dzień ranki Będą piły z filiżanki. Żadne miski, kubki, szklanki Nie zastąpią filiżanki. Z filiżanki na spodeczku Pić wygodniej jest koteczkom. Mleko dla każdego kotka To ogromna jest pychotka. Pić z kulturą je należy, Niech w to każdy kot uwierzy!
  25. evicca

    Zebra

    (z cyklu: Maryśkowe wierszyki) Na sawannie pewna zebra Uwielbiała bardzo srebra. Czy pierścionki, naszyjniki, Czy kolczyki, medaliki, Wszystko jej się podobało, Byle srebrem się błyszczało. Miała zebra urodziny, Przyszli goście, pół rodziny, Każdy prezent przyniósł zebrze: Biżuterię całą w srebrze. Zebra w srebro już się stroi, Cała srebrna dumnie stoi. Zawiesiła sto kolczyków I sześćdziesiąt naszyjników, A na ogon stos pierścieni, Już się cała srebrem mieni. Nad kopytka powsuwała Bransoletek też niemało, Blaskiem srebrnym się pokryła, Wszystkie paski nim zakryła. Wtem nadbiegło wielkie lwisko, Kiedy było bardzo blisko, Wszyscy goście uciekali, Zebra jednak stała dalej. Przez to srebro, co ubrała, Wielki ciężar uzyskała, Strach ją opanował blady, Chciała uciec, nie da rady. Niech się więc nauczy zebra, Że nie dla niej tyle srebra. zakończenie dla romantyków: Wtem nadbiegło wielkie lwisko, Kiedy było bardzo blisko Glans srebrzysty zobaczyło I się w zebrze zadurzyło. Dzięki szacie posrebrzonej Pojął zebrę lew za żonę. Wkrótce mieli dwa bobaski Z grzywą w czarno-białe paski.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności