Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'człowiek' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy literackie
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

  1. Najpierwej człowiek do portu zmierza, Tułaczkę swą ściągając z lądu na morze, Myśląc naiwnie, że do szczęścia leża Dostanie się rychło, mijając zorze. W burzliwych oceanów toni własną Armadę zanurza, pośrednikiem się zwąc Między światami. A gdy marynarze zasną, Ostaje w ciemności, do Boga się modląc. Lecz sztorm go dopada, statki zatapiając, Trzaskając maszty wystawia go na próbę. Traci biedak wszystko, rozbitkiem się stając. Piach przez palce strudzone ogrom próbami, Co podjął nieszczęśnik na wyspie przez lata
  2. graphics CC0 - była w koronkach w muślinowe kółka biały stół - przyodziany w obrus platerowana szkatułka stała na nim - a w niej pereł ogród patrzyła spod rzęs spod zatuszowanych powiek przyciemniała półmrok stearynowej świecy gdzieś motylki fruwały we głowie a nad głową esy floresy małoważną się stała szkatułka z ornamentem - z weluru wyściółką w jej olśnieniu - perłowy naszyjnik a ja zdobyć pragnąłem serduszko więc ujął
  3. Zamieszkałem w winnicy, w słonecznym ogrodzie. Skromnym rąk dwóch wysiłkiem, od chwili świtania Doglądam drzew bujności, ich pąkom się kłaniam Bo dzięki ich owocom, nie myślę o głodzie. Nie sięgają w me progi smutku, strachu fale I pogardy dni przeszłych nie wyje tu burza. Mój ogród jest gościnny, jak dla pszczoły róża, Mój ogród i twój ogród- nasz ogród na skale.
  4. A kiedy mnie położą w kołyskę dębową, Przykryją kołdrą piasku i postawią znicze, Niech zagrają mi raczej piosenki słowicze, I zatańczą oberka miast łkać nad mą głową. Nie dość, że raz się wyśpię, jak zawsze marzyłem, To nie będę się martwił o strawę i wodę. Aż otrzymam nareszcie nowe ciało młode, Bowiem Pan nie dopuści bym pozostał pyłem. Jeśli prostym uśmiechem można wzniecić radość, Jeżeli dobrym słowem można dźwignąć kogo, To jak będzie na nowej świętej ziemi błogo Kiedy Stwórca uczyni swemu słowu zadość. Jeśli w drobne uczynki jest wielkość wpisana, Jeżeli choć zepsuty człek świętym być
  5. W cichości wiecznego zbawienia nadzieja- Noc Bartłomieja. O cnotach powszechnych sny olimpijskie- Kongo Belgijskie. Rabarbar, kolendra, chmiel, majeranek- Cyklon, cyjanek. Cydr, sery, desery wino i kawa- Vel d'Hiv obława. Choć pełna poświęceń, szczęśliwa dola- Wołyń i Wola. Oświaty płonący mocniej kaganek- Dachau, Majdanek. Stojący nad głupcem prawdziwy mędrzec- Sobibor, Bełżec. Skrzypce, harfy, lutnie, dzwonki i liry- Katyń, Palmiry. Angelo, Rafael, pałac Sykstyński- Głód ukraiński. Tafla niebieska tęczą spowita- Kurd i Szyita. Bóg-człowiek z ranami krwią broczącemi, Mój rząd na zie
  6. Porzucam pancerz berła, od trosk mych egidę. Tam gdzie słońcem smagane wędrują barchany, Tam gdzie prądy rzek tylu toczą bystre piany, Tam gdzie gwiazdy coś szepczą na ucho- Tam idę. Tam gdzie ludzie czczą jeszcze kaleką Temidę, Tam gdzie lot swój podniebny kierują bociany, Tam skąd przyszedł przybłęda w obczyźnie zbłąkany, Tam gdzie sercu i głowie jest jaśniej- Tam idę. Bagniska niepowodzeń i pluty zwątpienia Że mnie dorwą niechybnie, wschodem słońca zbędę. Będę patrzył jak szarość w feerię barw się zmienia. Równo zbadam tak księgi, jak proch i lawendę. I póki mnie nie dogna jeździec zapom
  7. W tym całe życia piękno, że jest tylko jedno. W szarości codzienności, w monotonii godzin, Znajdując wartość chwili, widzę życia sedno, Choć tylko przebłysk dzieli mą śmierć od narodzin. W szarości codzienności, w monotonii godzin, Od wschodu do zachodu, w organicznym rytmie, Choć tylko przebłysk dzieli mą śmierć od narodzin, Coś mi ciągle umyka, ginie nieuchwytnie. Od wschodu do zachodu, w organicznym rytmie, Skąpy strój, skąpa miłość, skąpane w szarudze. Coś mi ciągle umyka, ginie nieuchwytnie, Znów iść muszę do łóżka, nim się dość wybudzę Skąpy strój, skąpa miłość, skąpane w szarudze, Mu
  8. graphics CC0 - pierwszy android w Akademii pana Kleksa– to robot Adolf maszyna dyszy pęka w mozole człowiek nie stoi już na cokole bractwo metalu szarpiące kości nie ma dla ciała żadnej litości maszyna zieje – człowiek oddycha ona zarazę w człowieka wpycha ruchliwa masa zębatych kółek odpady wiórów wkłada do półek cokół telepie – myśl ma – na bakier słychać sekundnik w jej cyferblacie szumi i skrzypi trzeszczy i strzępi strzępy pakuje w ten dziób swój – sępi rzęzi – rotuje – piszczy i wyje chociaż fundament do cna w niej gnije skruszy – przemieli – zdepcze i
  9. Ona jest naga, a piękna to mało Niech przyjdą sny największe! Nie mogę żyć I nie mogę myśleć Gdy takie piękno krok ode mnie. A głowa się kiwa i świat się kiwa I wszystko się kiwa aż po kres gwiazd. Jak marynarze tudzież tragarze Na statkach zataczam się krokiem pijackim. Lecz to nie ja, tu winny jest świat, że mi się kiwa gdy próbuję stać. Po co mi jest przeć teraz do przodu Gdy nie utrzymam równego chodu? Mdli mnie, bełt spływa na ulicę. Jak sobą się brzydzę, jak sobą się brzydzę. Rzygam poezją, rzygam sztuką, rzygam filozofią, To nie do mnie! Nie do mnie! Nie do mnie! Nie do mnie!
  10. Wznoszę się nad niebiosa, lżejszy od przebłysku, Bryzą nocną subtelny, a tajfunem hardy. Oddają mi pokłony tak harfy jak nardy, A wszystkie one trzymam w ognistym uścisku. Biorę w ręce insygnia mej najwyższej władzy- Złote berło jasności, jabłko pierwszej czerni I koronę wykutą z lir zębatych cierni. Oddzielam nimi drobne diamenty od sadzy. Kobietę czynię płodną, choć jest w sile wieku, Mnożę nowe gatunki, paruję atomy, Czynię w murach mych wrogów śmiertelne wyłomy, Nie zaznałem marazmu bym nań nie miał leku. Wypowiadam nieprzyjaźń tak Ziemi jak Niebu. Rzesza za mną podąża ku brzaskom Kanaa
  11. Zegar przestaje pokazywać godziny, Człowiek ginie, Umiera w cierpieniach, Miłość umyka, Euforia znika, Muzyka przestaje grać, Nadzieja upada, Zegar już tyka, Człowiek się rodzi, Przeżywa piękne chwile, Miłość rozkwita, Euforia pojawia się, Piosenka gra nowa, Nadzieja powstała.
  12. Wprowadzenie: Bywacie czasem i moją inspiracją, po przeczytaniu „Pantum” @[email protected] , pod tytułem: „Ciche dni”, postanowiłem sprawdzić się w tym gatunku, jeszcze nigdy nie skonstruowałem tekstu w charakterystyce „pantum”, to pierwszy raz; stwierdzam bardzo przyjemna warsztatowo była to perspektywa w realizacji. Dziękuję więc @[email protected] , za przypadkowe uruchomienie mej nowatorskiej potrzeby twórczej. I namawiam Państwa do przeczytania również i jego cennego wiersza. Przypominam tytuł: „Ciche dni”, autor jak wyżej w nicku. pozwoliłem sobie pozostawić ozna
  13. Dzień słoneczny, ławka z drewna, idzie człowiek po chodniku, choć to jakby po śmietniku Wszędzie ludzie, wszędzie gwar, nikt już nie wie nikt nie mówi Nikt szacunku nie zna, ni wdzięczności, patrzą w ekran, jak narkotyk Wszędzie ludzie, tacy sami, różnią się telefonami nikt już nie wie, nikt nie mówi krew wylana, pot strząśnięty, I po co się męczył żołnierz wyklęty?
  14. Jestem światłem umarłych gwiazd kosmicznym pyłem zrodzonym w eksplozjach supernowych. Jestem tańcem elektronowych orbitali, nieoznaczonym akordem wiązań atomowych. Jestem energią jądrowych syntez, niesioną przez próżnię w słonecznym promieniu. Jestem spokojem wygasłych wulkanów, żarem płynnej lawy zastygłym w kamieniu. Jestem oddechem światowego oceanu, cząsteczką tlenu unoszoną w wodnym pyle. Jestem jednością splecionych komórek, katedrą tkanek rzeźbioną w gliny bryle Jestem równowagą chemicznyc
  15. Tomasz Kucina

    Bóg

    graphics CC0 - opowiem ci o moim prawdziwym Bogu ludzkim i nieskomplikowanym objawionym z poświaty przemienienia strumyka i kwiatka w szacie z blasku litości i Miłosierdzia taki godny i świadomy gdy przylgnął do Drzewa Zbawienia wieczny i cielesny po trzykroć upadał lecz zawsze podnosił hologram oddał w lniane płótno i chodził często po ścieżkach pseudooświeconych i opętanych wyżej chciał Go unieść szatan aż pod himalaje hipokryzji nic: żaden pokłon! przychodzili do Boga królowie i trędowaci nie pomógł im Empedokles i Pitagoras monizm Eleatów a On dał im wszystko przychodzą do dzisia
  16. graphics CC0 - Gdzie nie ma przez świat grząski zaczerwieniony obosieczny przez ostrza obu stron genu przez mrok bluszcz uchwyt i kostur parawanu matecznik ostatniego gzymsu wijący się do góry jak macka kałamarnicy i spadający w odmęt odsieczy z przypadku ludzka nicość pazerna i plastyczna zwinna boska umęczona maleńka idiotyczna ofukana – wyje z bólu zimna jak zakompleksiony metal z kleszczem pomiaru w pozorowanym podkładaniu dłoni w tunelach z kwaśnego żelu w miejscach intymnych są punkty przetrwania gatunku
  17. graphics CC0 - Wuuuff she-wolf (groteska społeczna) - z podszerstka kobieta wyzwolona zakłada swoje wadery i staje się nieprzemakalna od spodu - jak jej wilcze spodnio_buty. społeczna sylwetka podkreśla kształt epoki. szorstkie obcisłe spodium niczym wtórna skóra jeansem wrasta się w gnat. codzienna podróż o poranku. karneol w popiersiu.tania podróbka a oko w imitacji. lecz opium stadnej potrzeby sprowadza ją do matni w uzus korpo_watahy. życie to głód. przyjmuje fazy księżyc anorektyczny przez
  18. graphics CC0 - Im dalej zabawne. dalekowzroczność jest oznaką bliskości uznanie przez teleskop wiara w niebieskie i czerwone efekt Dopplera świat ciągle się rozszerza pod glansem innych słońc szukamy ciepła na placach wielkich miast mrużymy oczy czyhając na swojego idola choć obok błyszczą skarby naszego życia powieka pełga opis marzeń zahacza o serce owacyjne dudnienie następnego zauroczenia w tubalnych pociągach w przedostatnich przedziałach kładziemy akcent na wzmocnionym wydechu rozkochanej sylaby przez palec na ma
  19. Iwka

    "Dolce vita"

    Płaczesz Ty i płaczę ja Płacze Ziemia Płacze świat Zobacz czego było trzeba żebyś dojrzał kolor nieba Żebyś poznał zachód słońca "o! A tutaj trawa rosła" Tego chyba było trzeba żebyś wtulił się w ramiona brata i powiedział słowo "tata" W domu spędził więcej chwil Żebyś w końcu...żył Czy tego nam było trzeba? Nie wiesz Ty i nie wiem ja nie wie ona to wie świat Zatrzymali nas w tym pędzie Wyłączyli nam napięcie Ruch wstrzymany, świat uspany... A my... My słaniamy się po kątach, ucząc się
  20. graphics CC0 - nici i Mojry metropolis azylu greckie życie – siatka Hippodamosa tu miasto Milet od „twierdzenia” Talesa wszystko dopięte na ostatni „trójkąt” rozwydrzona Agora in antis upstrzona w porticus z kolumn i mównice – pieje mniej religijny Akropol tego miasta buntu z cytadelą w której czasem wdrażają mitologiczne bajery i sofizmaty w palestrach Atlas z Heraklesem biorą już się za bary draka o jabłko kolejnej nagiej Hesperydy oprócz murów obronnych przestrzenie zamknięte
  21. Kiedy marność weżmie w objęcia, Nie masz siły ani chęci, Brak magicznego zaklęcia, Co wyciągnie cie z tej czerni. Pozornie udane narodziny, Niektórzy takich by chcieli, Lecz wszystko ma swoje niziny, Nie wszystko jest w czerni i bieli. Niewdzięczniku ktoś rzeknie, I choć zapewne ma racje, To jego okrutna racja blednie, Przy tym niezrozumianym dramacie. Negatywne myśli to codzienność, Wstrętna norma i rutyna, I nie pomoże żadna majętność, Ani nawet butelka wina. Sen i spokój zgwałcone, Mimo ciszy i spokoju wokół, Głupi
  22. Dlaczego wciąż mnie poniżasz?! Skoro i tak twoim zdaniem: mam niedaleko do ziemi? Nie zważasz na to, że po każdy sukces znacznie trudniej mi sięgnąć... W czym ci przeszkadzam, skoro wszędzie jakoś się mieszczę? Czy może to wszystko przez to, że wartościomierz masz nastawiony ujemnie (?)
  23. BSCas

    Potrzeba

    Potrzeba W ciszy niepewność Nieistotne, Czego nie wiesz, z czym się zmagasz Ba, błachostka! Na razie nam nie brakuje Czemu wszytko tak szybko ciemnieje Przecież we wszystkim, winno być tchnienie To uchyl rąbek tego nieba Człowiekowi tak naprawdę niewiele potrzeba Pierwsza próba, proszę o opinię
  24. dziś trochę poważniejszy tekst... graphics CC0 -- zostań w domu! niech ostygnie w antycypacji MAKABRELION kraina podstępnej zażyłości to tam przypadkiem – pod zmurszałą dyktą w dystrykcie miliona masek kolejny kolorysta zatubia atmosferę turpizmu defetyzmem nadyma paszczę monumentalnej bakterii noc chrobocze o plastik i szyby z pomroki tu srebrny księżyc ćmi druidycznym kalejdoskopem wypchany w lisią czapę przeznaczenia w mieście niesterylnego żarcia trepanacji buzdygan mianuje k
  25. graphics CC0 - Nasze życie zmierza do absurdu, jako statystyczni histerycy permanentnie poszukujemy wiarygodnych odpowiedzi. Kim i czym jest Homo Sapiens? Internetowi szperacze sprowadzili już rzeczywistość do zimnej bazy danych. To kłusownicy. Czyhają na ciebie jak na kenijską białą żyrafę w hrabstwie Garissa - choć nie jesteś albinosem lecz twoje źrenice z dnia na dzień stają się coraz ciemniejsze. To cywilizacyjny leucyzm, ciemne oczy to cecha androida - robotyzujesz własne otoczenie. Ta okupacja umysłu ma schemat bezprzewodowy i działa pod cyrografem ukropu cyfrowych pakie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności