Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'bóg' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Wiersze debiutanckie
    • Wiersze gotowe
    • Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
  • Wiersze debiutanckie - inne
    • Haiku, fraszki i miniatury poetyckie
    • Limeryki
    • Palindromy
    • Satyra
    • Poezja śpiewana
    • Zabawy słowem
  • Proza
    • Proza - opowiadania i nie tylko
    • Warsztat dla prozy
  • Konkursy
    • Konkursy
  • Fora dyskusyjne
    • Hydepark
    • Forum dyskusyjne - ogólne
    • Forum dyskusyjne o poezja.org
  • Różne
    • Test / śmietnik

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


About Me

Znaleziono 18 wyników

  1. Spoglądam z niebieskiego balkonu na tłum ludzi poniżej rodzą się kochają umierają czekam może ktoś spojrzy powyżej może przysiądzie obok dłoń moją uzna za własną I tak będziemy patrzeć to na świat to na siebie poza czasem aż do końca a gdy i koniec przeminie w proch się rozsypiemy z którego kiedyś razem udało nam się powstać i z tak zmieszanych prochów naszych ulepi Bóg stary nowy wszechświat
  2. Dyktat ślepej materii może zabić tęsknotę duszy, tak, jak piorun odbiera życie wysokiemu drzewu, ale jest coś, co przewyższa materię, - drzewo odrasta, dusza odzyskuje blask. Boga nie interesują nasze kości, dusza - tak! Zdaniem Szekspira - "Reszta jest milczeniem." Ale czy na pewno? To właśnie w tym miejscu Krzak Rozbłyska Płomieniem, człowiek jest, a jakby go nie było (chyba, że postanowił być), jego dusza góruje nad ciałem, nie ma już miejsca na fałsz, czas ma inny wymiar, znika horyzont, oczy widzą prawie wszystko, Pełnia staje się faktem.
  3. Spojrzałaś tak, jakby nieśmiało pytając o miłość. Cóż mogłem powiedzieć? - niepewność i lęk panowały nade mną. Twoje ciche słowa, jakby niechcący powiedziane, ożywiły moją duszę, zniknęła pustynia, otworzyłem dla ciebie moje ramiona. Niczym rajskie ptaki płyniemy po niebie, piękno naszych dusz koi ból, dosięga Boga, a On - nas, kolejny cud - tuż, tuż. Nowe życie, nowy czas - coraz mniej szarości, zniknęła mgła, dzień za krótki - tak mocno chce się żyć, i noc i Wszechświat - też dla nas. Każde słowo, każdy gest - cząstką obrazu naszych dni i lat, w jego tle - bawiące się dzieci, w jego głębi - bezkres nasz.
  4. Patrzysz Boże na me cierpienie, Bólu tyś mi nie oszczędzał. Gdzie Ty? Ty Wielmożny Boże, Ty dobry stwórco. Gdzieś ja zbłądziłam, że nie mogę znaleźć Twojej światłości.
  5. Spętany jestem sidłami, każ mi. Przewracam się, między krzewami. Nie ma Boga z nami, w pustce pozostawieni sobie sami. Kiedyś okryci nadzieją wielkimi płatami. Teraz marny koniec nasz, zbliża się. Wielkimi krokami. Poniewiera mnie wiatr, miotając w odmęty ciemni. Stojący obok ludzie jak pachołki, są bierni. Kończyny diabła przeszywają powoli. Bycie tak wyalienowanym, że brak światła we własnej melancholii. Skłaniam się ku śmierci, nogę brudzę w grobie. Myśli czarne jak smoła w mej pustej głowie. Na dziewiątym piętrze, stojąc przy oknie, wdycham ostatnie opary życia. Beztrosko spadając sobie. Był to czyn wielkiego kalibru. Teraz po mnie ani słychu, bardziej widu. Kilka metrów niżej, na chodniku. Jestem Bogiem własnego przybytku, w którym ludzie wyżynają się, jak świnie, po cichu. Będę rzucać ich, jak te kamienie na szaniec, głupku. Jestem tego pewny, jest to ostatnie skinięcie, więcej wierszy nie będzie. Już czas zacząć przedstawienie.
  6. dzień pogodny maluje się na niebie słońce wstało podąża hen zza horyzontu już wyjrzało w polu szumi złoty len gdy wiatr gałązką poruszy z lipy zlatuje liść na łące siano się suszy być może idzie na deszcz i tak w zachwycie płynie myśl o sierpniowej porze wznoszę oczy ku górze błękitu a usta szepczą kocham Cię Boże
  7. Moja dusza zagubiona w podróż życia się wybrała,na poszukiwanie Boga, prawdy którą w sobie miała.Jakże była zadziwiona obserwując swe istnienie,że ta cisza którą znała to było Boga westchnienie.Duszo piękna zagubiona spójrz, nie jesteś w życiu sama,podaj rękę , powędrujmy w ciszy blasku pojednania.
  8. adamm1

    Wyzwanie

    Do nas z piekła listy Szatan śle i z Nieba słowo też przypływa. Ciemności kuszą, chcą kupić mnie. Bóg – prosi, bym Go się nie wyparł. Tyle zakątków kryje nasz świat; przestrzeni i ślepych uliczek, że na poznanie najczystszych prawd, nie starczy jedno krótkie życie. A w labiryncie moralności tak bardzo trudno się odnaleźć Na skutek danej nam wolności, czujemy niespełnienie stale. Czasem, na drodze, dokucza lęk albo odwaga się odzywa: czart nakazuje zagubić sens, Bóg -by szukania nie przerywać. Kiedy widnokrąg zasłoni mgła, doczesnych spraw i chorych żądzy, wciąż chcemy wierzyć, że dobro trwa i szukać tego, co nas łączy. Nie można nigdy się zniechęcać, znajdzie Go ten, kto poszukuje. Jak cicha na ołtarzu świeca Jego latarnia drogę wskazuje. https://www.facebook.com/Boks-seks-i-poezja-156187015047959/
  9. Boże zachowaj od bólu, tli się moja wiara, często spadam, bo nie klękam na kolana, Szansy nie miałem poznać wcześniej Ciebie, bliżej z wiekiem, z każdym policzonym grzechem. Przebacz mi, zaklinam o wiarę, miłosierdzie; nienawiść toczy serce, szepczą zewsząd cienie, Jak ślepiec w celi na dobro zamkniętej, chcę więcej, furia miesza się z obłędem. Twego oblicza, tak nie jestem godzien grzeszna dusza, podobać się nie może. liczę Ojcze, że pomożesz, wybrać drogę bo za życia sam wyprawkę robię w grobie. Zaprawdę boskie jest usprawiedliwione, niegdyś nikczemne grzechom zaprzedałem się w niewolę, na Twój obraz z grzechu ulep mnie ponownie, uświęć to co chore, skuty wyrwać się nie mogę. Spokój w środku i na zawsze moją Mekką, paradoks między blichtrem a cnotą sprzeczność, spokój duszy cenę ma wymierną i wszelką, dwie strony rozchwytują mą duszę nieśmiertelną. Przyszedłem tu na moment, krótką chwilę, świata nie studiuje wzrokiem, duchem patrzę, w DNA kodzie świadomość mi wszczepiłeś, newralgicznie więcej czuje i o duszę walczę. Naturalne to we mnie i pamiętam od zawsze, sprawy doczesne spowijam dystansem, co więcej pogardzam tym światem, to wszystko namacalne, mdląco - szampańśkie, wiem bo zasmakowałem. Spokój cenę ma wymierną, okupywaną pewną ceną, gotuję się do walki, bitwę stoczę z wrogiem, jak Samuraj w swym Bushido, akceptuje drogi koniec, lecz nieprzyjaciel jest we mnie i nim płonę. Zawsze mnie dogonią, do nikąd uciekam przed sobą, toczy mnie wina, jak Wyklęty Żołnierz mam ogon, bies ręce zaciera, uśmiecha się szeroko, grzech jego kartą przetargową, nonszalancko puszczka oczko. Nie będę ofiarą, zmienisz mnie w łowcę, prosze ponad Szczerbiec Królów dałeś mi oręż, ponad wszystko nakazujesz głosić Prawdę przez Siebie, jako w niebie czyniąc czystym i niewinnym, jak niemowle. Prawda wszak oręż, poderznę czarnym marom gardła, wiją się w mej duszy, jak robactwo w padlinie, Resztki smutków, krzywdy biorą za pożywkę, jako tarczę kryją się pod mym egoizmem i wstydem. W posłuszeństwie tkwi wolność o Słodki Panie, ty mnie stworzyłeś i Ty wiesz co jest dobre, pragnę zaprosić Cię do swego serca, byś przez swoje pojednanie zamieszkał świątynię. W zamiarach poświęcę życię, mam alternatywę, klękać przed Tobą tylko, Tylko Ciebie się obawiać, wszystko jest kłamliwe, jak Ciebie w tym nie ma, odpuść mi winy, daj mi powszedniego chleba. Zapłacę mu prawdą a grzech prowadzi do świętosci cena bycia pomazanym, nie tylko idąc w stronę światła być naturalnym i prawdziwym, prawda częścią mojej tożsamości być uświęconym i świadomym, widzieć więcej, żyć w miłości. "Królestwo Niebieskie - to królestwo sumienia" - Autor nieznany
  10. stonoga biegnie wzdłuż stu dróg, każdą nogą w innym kierunku. oto owadzia schizofrenia, jaźni rozdwojenie, rozsetnienie. cierniowa korona – a z niej sto cierni powbijanych w jezusową skroń; w głowie Pinokia zaś sto drzazg. obaj uczą się człowieczeństwa – – Bóg i Drewno. drewniane kościoły pachną pleśnią i zbawieniem. za dużo rozbieżności w tych moich słowach. obrazy nakładają się jeden na drugi, a jest ich w sumie setka. niełatwo przychodzi opisywanie stu dróg. a wszystkie prowadzą do Boga. trzeba uważać, żeby na bezdroże nie wstąpić; stamtąd rozpływają się drogowskazy, a pierwszy znika horyzont. człowiek ma tylko dwie nogi i dostępna jest mu tyko jedna droga spośród wszystkich stu – – bo drugą nogą zawsze może wejść na bezdroże. dalej: dwoje oczu, by wypatrywać straconych dróg linie. czasem tylko ślepnie… wtedy ratuje go sumienie, które prowadzi i niesie z powrotem. bezdroże jest studnią – – niejeden człowiek już setny dzień w niej spędza i nie ma siły, by demony od siebie wypędzać. cisza i pustka: i tak sobie myślę: stonogom najdalej jest od potępienia.
  11. całym sercem a może ostatnim żetonem duszyrzuconym w kasynie prosto pod dekolt słodkiej Ginger?życie za paskiem jak spluwa Nicky Santoro i kesz Las Vegaschcę całym sercem *rien ne va plus życia na czolepo kole domkniętym na trzecim okrążeniu bieżnizbrukany puls nadżera wierne tętnice - a *w_koło ciebie zimnopozorny gen przetrwalnikowy *a brave face_ but life is passeikono szoku co krukom otwiera oczy i kolką w bokuprzekrwioną na sól sumienia podrzucasz w górę żeton Arystotelesaco okpił prawdę przetrawił paradoks kłamcybo nie ma definicji na osobliwość życia - istnieje tylko prawo Absolutubezwzględna potrzeba ludzkiej miłości i wiecznego zbawienia -- przypis: *w_koło - w sensie na kole - ruletki, również wokół (dwuznaczność) *rien ne va plus -zn. więcej nie wolno obstawiać (fr.) przed puszczeniem kulki przez krupiera w ruletce *a brave face_ but life is passe - odważne oblicze (kamienna twarz), ale życie jest passe
  12. kto pokocha złożoną z części kreature nikt Bóg tylko w swej nieskończoności spojrzał na mnie co teraz szepnęłam
  13. Tomasz Kucina

    Bóg

    Opowiem Ci o moim Bogu ludzkim i nieskomplikowanym, objawionym z poświaty przemienienia, strumyka i kwiatka, w szacie z blasku litości i miłosierdzia. Taki godny i świadomy gdy przylgnął do Drzewa Zbawienia, wieczny i cielesny, po trzykroć upadał lecz zawsze podnosił. Hologram oddał w lniane płótno. I szedł, po drogach pseudotaumaturgów i opętanych, wyżej chciał Go unieść Szatan, aż pod himalaje hipokryzji. Nic! żaden pokłon! Przychodzili do Boga królowie i trędowaci, nie pomógł im Empedokles i Pitagoras, monizm Eleatów. A On dał im wszystko. Przychodzą do dzisiaj, niepewni, względni, doksokratyczni, klękają pochłaniają Wielką Moc. A On spogląda i milczy, wskazując na Swoje Miłosierne Serce. --
  14. Bóg odrzucił ten kamień jakby nic nie ważył I wstał tak lekko z grobu, że na twarzach straży Nie było widać lęku i zdumienia Może nie zobaczyli nawet, że się świat odmienia Bóg zmartwychwstał, odwalił groby naszych domów Gdzie tak już dobrze we śnie dusznym było I nie przepuścił tej nocy nikomu Spod ciepłych pierzyn wywlekał nas siłą Bóg zmartwychwstał, odwalił groby naszych domów Byśmy stanęli. Na światło spojrzeli Byśmy wołaniem wielkim odetchnęli Bóg odrzucił ten kamień
  15. Szare mury zapomnianymi wspomnieniami koloruję, trzymam mocno krzyż w dłoni i klęczę a klęczę tak długo w ciszy, że słyszę twój oddech na plecach a wcale nie jesteś gdzieś blisko. Klęczę kolejne minuty, zaciskam powieki coraz ciemniej, ciszej jeszcze. Czuję serce w piersi co rwie się do ołtarzy, na Boga jak tak można z człowieka zrobić zwierzę, dzikie i wstrętne. Och Panie jak mogłeś pozwolić tak upaść na kolana i klęczeć, jeśli to nie zmienia wcale życia jeśli to nie zmienia bicia serca na lepsze...
  16. Maria_M

    Przestroga

    Świat upadnie do Twych stóp Zbawco z niebios wysokich gdy ogarnie go głód życia czarnej ziemi opoka przyodziana w złote szaty nienawiść wzajemna kłamstwem, pychą przepojone całe pokolenie będzie nie raz Cię błagać o przebaczenie.
  17. Bóg czy świat? Jedną nogą trwam przy Bogu drugą nogą w świecie biegam cóż się dzieje z duszą moją kiedy rozerwany jestem Już panika mnie dopada, trudny wybór mnie dogania zdecydować się na Ojca czy na świat kostyczny? nikt dwóm panom służyć nie podoła bądź mamona, bądź Najwyższy to mnie tępi, to mnie niszczy niby wybór prosty, ale jak go podjąć?
  18. Upadłszy na kolana, Z ręką na piersi Czy wciąż jesteś moim Bogiem Wątpię Pokuta nieprzerwana Zatacza kręgi Dekalog leży odłogiem Szkoda Bagienny odór wciąga Zmienia myślenie Wiesz zbyt często tam przychodzę Szukam Ono Ci tak urąga Swoim istnieniem Zostawiasz je ku przestrodze Pytam Lecz Ty nie odpowiadasz Ja tak chcę wiedzieć Czekam (*Gdzie ta miłosierna twarz? Gdzie jej ludzka część? Oślepłam...?) *ta zwrotka opcjonalnie. Nie wiem , co powinnam zrobić, zostawić ją, ze świadomością, że wyraźnie odstaje od reszty i, że robi wiersz przegadanym, ale za to utrzymuje rytm i formę, czy raczej usunąć bez skrupułów?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności